SCM Music Player.

Bohaterowie.

wtorek, 16 lutego 2016

Part 303.

Sweeney jadąc dorożką czuł się znużony, podróż była monotonna nudna i nijaka, a do tego dziwna zarazem, kiedy nie jechał z własnej nieprzymuszonej woli. Ciągle zastanawiał się nad tym co by było, gdyby naprawdę wyskoczył z tej dorożki, lecz mimo swoich rozmyślań, bujnej wyobraźni, nie posunął się do ucieczki. Siedział taki znużony kiedy jechali dość szybko, aż nagle dorożka przyhamowała, co sprawiło, że Sweeney prawie wylądował na siedzeniu przed sobą, ale zaparł się dłońmi i usiadł z powrotem. Wożnica zatrzymał się gwałtownie i zaraz wysiadł szybko sprawdzając, czy jego klient jest cały.
- Panie Todd…?! Wszystko w porządku?! – Mężczyzna spojrzał na woźnicę i po chwili odezwał się do niego nieco zestresowany.
- Tak! Co się stało, że tak gwałtownie stanęliśmy..? – Spojrzał na woźnice, który tłumaczył się tym, że na drodze wyskoczyło jakieś dziecko, no i zaraz dalej ruszyli, a wtedy Sweeney oparł się głową o zagłówek kanapy i coś mu zaświtało w głowie. Po chwili odwrócił się do tyłu i sprawdzić, czy za kanapą jest jakaś skrytka, no i była. Po chwili cicho by woźnica nie usłyszał tego, że coś hałasuje, otworzył skrytkę pochylając oparcie kanapy w swoim kierunku i zaraz zajrzał do środka. Znalazł tam stary czosnek, co go aż odrzuciło i wyjrzał nieco zza zasłonki na to, gdzie jechali, lecz postanowił z powrotem schować go do skrytki, za to wyjął jakiś zwitek kartki i krzyżyk zrobiony z dwóch patyczków.  To wyjął a to co niechciane włożył z powrotem i przysiadł na swoim miejscu. Spojrzał na krzyżyk i mruknął do siebie, kiedy położył krzyżyk z boku.
- Egzorcyzmy w dorożce..? Może ona jest pogrzebowa… Hm.. choć nie czuję tu trupa… - Sweeney mruknął do siebie nieco sarkastycznie, po czym odwiązywał zwitek kartek, czy kartki i zaraz spojrzał co było na tym napisane, typowo angielskim pismem, ale odręcznym „Strzeż się, śmierć jest nieunikniona. Im szybciej stąd wyjedziesz, być może śmierć Cię teraz nie zabierze” Mężczyzna czytał te słowa z kilka razy i spojrzał na krzyżyk, jak i papier, po czym zastanawiał się o co w tym chodzi i kto to tutaj to włożył. Naprawdę miał się bać tego miejsca, do którego jechał. A wampiry istniały i hrabia, którego miał ogolić chciał może wyssać z niego krew, albo chciał go więzić, żywić, ale jednocześnie spuszczać z niego krew, kiedy tylko miałby na to ochotę? Pokręcił głową i nawet wolał nie wiedzieć, co go czeka, ale był lekko przerażony, że znalazł to w schowku.
Podróż trwała i trwała, Sweeney siedział już w dorożce z ponad jedenaście godzin, miał tak naprawdę dosyć tego siedzenia, bezczynności, teraz i tak zbliżał się wieczór, na dworze robiło się szaro i ponuro, do tego pogoda nie sprzyjała na podróże. Zrywał się silny wiatr, co było słychać gdy gałęzie uderzały o szyby dorożki, czy dach, a krople deszczu spływały po szybach, uderzały o kopułę dorożki. Sweeney po chwili wyjrzał lekko za zasłonki by zobaczyć co działo się na powietrzu, a zaraz zauważył w dali kościół, gdzie szło kilka osób i biły dzwony, bo właśnie wybiła godzina osiemnasta. Gdy jechali dalej znów widział jakąś kapliczkę, a dalej las, gdzie grupa ludzi szła z pochodniami, które od deszczu ciągle gasły i słychać było wilki, czy huczenie sowy.
Mężczyzna zaczynał się zastanawiać co to za okolice, ludzie chodzący po lesie w ulewę? Co robili, odprawiali jakieś msze? A może wierzyli w istnienie czarownic i właśnie szli spalić jakąś kobietę na stosie? Nie! To było zbyt naiwne, poza tym te czasy już trochę minęły, by nałogowo osądzać każdego o czary. To może gonili kogoś? Szukali? Wariatów nie brakowało. A kiedy o nich wspomniał Sweeny, zaraz serce miał prawie w gardle, gdy ktoś uderzył w szybę z kilka razy i Sweeney nie był chętny do spojrzenia co dzieje się poza obiektem w którym siedział. Lecz zaraz dorożkarz zatrzymywał wóz, na co Todd klął pod nosem, że to niedorzeczne, chciał pozbyć się tego niechcianego bagażu kimkolwiek ta osoba była. Po chwili drzwiczki od dorożki otworzył się z rozmachem, jak powóz stanął i mężczyzna brudny i mokry wpadł tułowiem do dorożki, pochylając się niemal i złapał za przedramię Todd’a i odparł zdyszany i zaniepokojony.
- Panie pomóż…! Pomóż mi… moja córka, moje dzieci… Zaginęły… porwał je ten wariat…! Zróbcie coś…! – Mężczyzna spanikowany krzyczał, Todd nai niego zerkał, a zaraz dorożkarz odciągał go od Todd’a i warknął mówiąc.
- Spieszymy się..! Spadaj stąd…! Zawsze chłopom się coś nawymyśla w tych łbach.. i plotą głupoty… a potem okazuje się, że w domu wszyscy cali i zdrowi, a ten okrada powóz za powozem.. Spieprzaj stąd nim zrobię z Tobą porządek łachudro…! – Woźnica odepchnął mężczyznę, a Todd spoglądał na to z uchylonymi ustami i odparł zaraz.
- Możemy jechać dalej..? Może lepiej by się Pan nie zatrzymywał kiedy ktoś tak dobiega do dorożki.. myślę, że to może sprzyjać temu, że tym bardziej tacy chłopi jak Pan mówi.. nas napadną, a co gorsze jeszcze zamordują, a mnie jednak jeszcze się tak bardzo nie spieszy na tamten świat. Poza tym mam tu jeszcze parę rzeczy do załatwienia, nim deski nade mną się zamkną. Ruszajmy! – Todd spojrzał na woźnice nieco poirytowany, nie ufał ani jednemu, ani temu co przed chwilą jeszcze przykleił się do szyby, może i miał jakiś problem, ale on nie był akcją charytatywną, czy pomocą społeczną, ani stróżem prawa i miał dziś kiepski humor, by pomagać komuś, poza tym skąd miał pewność, że za chwilę ktoś go nie okradnie i nie wbije mu noża w plecy czy inną część ciała. Woźnica niezwłocznie przytaknął zamknął drzwi dorożki, przepychał się jeszcze z tym „chłopem”, którego tak nazwał, aż Todd spoglądając na swój zegarek, że już stali tu z dziesięć minut i czas naglił, bo nie chciał docierać do celu, o północy. Wychylił się z dorożki uchylając drzwi i odparł zaraz do woźnicy.
- Miło się tu siedzi, lecz naprawdę długo jeszcze? Sam Pan mówił, że to złodzieje… Może ten człowiek po prostu potrzebuje pieniędzy… nie wiem, szczerze mam to gdzieś, wiec bierz Pan dupsko w troki i ruszajmy, inaczej za moment ja usiądę na ławeczce i zawrócę tą dorożkę do Londynu..! Nudzi mnie ta bijatyka… - Warknął i zaraz woźnica uspokoił się i przestał szarpać mężczyzną, po czym powrócił na dorożkę i zaraz ruszyli, Sweeney siedział spokojnie na miejscu, dalej jechali. Mimo tego dnia nie było lekko, ciągle nie było. Rozpętała się prawdziwa dziwna wiosenna burza, przemijanie śniegu i deszczu, ale przede wszystkim deszczu. Todd był już zmęczony, dorożkarz prowadził powóz dalej, teraz to już siedział pod daszkiem dorożki, w płaszczu przeciwdeszczowym z kapturem, a golibroda cieszył się, że nie musiał być na miejscu woźnicy i siedzieć na tym nieprzyjemnym wetrze, jak padało niemal na twarz.
Golibroda w rezultacie przysnął, a na dodatek jechał 60 kilometrów przed Nellie i to tą samą drogą, która zapewne nie zmieni swojego kierunku. Dobijała już na zegarze dwudziesta pierwsza, a oni dalej jechali, Sweeney miał już dosyć, oczywiście mimo przystanków, miał naprawdę dość tej podróży, a do tego ta ciągła niepewność w nim, związana z tym co zastanie na miejscu swojej podróży, co go czeka? Miał nadzieje, że znajdzie się w jakimś pokoju, gdzie będzie mógł odpocząć i położyć się na miękkim łóżku.
Woźnica jadąc uśmiechnął się kącikiem ust do siebie, że powoli zbliżali się do zamku hrabiego. Mimo tego, że był całkiem przemoczony, był zadowolony, że zbliżali się już do domu, gdzie mieszkał od lat, odkąd tu pracował. Był zamieszany w spisek z Turpinem, zatem tym bardziej bawiło go teraz to, że Todd tak piął do tego by tu już być na miejscu. Nie miał pojęcia co go czeka, kiedy będzie już u celu, lecz do tego czasu były jeszcze około dwie godziny. Dwie godziny do niespodzianki, nieprzyjemnej dla Sweeney’a.
Nellie niestety także nie podejrzewała aż tak zepsutego planu. Jadąc nie zdawała sobie sprawy ile będzie musiała zrobić, by pomóc swojemu ukochanemu, choć może plan ich wrogów nie był taki doskonały i to golibroda i piekarka, wyjdą z tego cało i bez szwanku, w trybie szybszym niż plan B i C ich przeciwników? Tego nikt nie wiedział.
Trasa nie była ładna i była usłana niczym kolcami z róż. Nellie tak jak i Todd była już znużona tą trasa, głowa ją zaczynała boleć, poza tym ta aura pogoda sprawiała, że Nellie odczuwała taki przeszywający ból kolana, niczym jakby miała chore stawy? Może naziębła przez tą podróż, w końcu dorożki nie były ogrzewane, były po prostu miejscem do przewozu, gdzie klient siedział wygodnie, nie padało mu na głowę, lecz na ciepło nie mógł liczyć. Nellie westchnęła i mruknęła cicho do siebie.
- Co to za pomysł by jechać dorożką, a nie pociągiem… Przynajmniej były tam jakieś bardziej ludzkie warunki, na taką pogodę… kiedy to się w końcu skończy.. Oby tylko Sweeney dojechał bezpiecznie.. Ech.. już nawet nie chce sobie wyobrażać niczego złego.. Oby moje przeczucia okazały się zgubne. Nie chce by mu się coś stało.. Boże dlaczego jestem tak daleko od niego.. Bo na pewno jestem… Jak nie wypadki na drodze, to inne skarania boskie..! – Nellie pokiwała głową, już sama zaczynała wariować, a do tego mówić do siebie, ale przez tyle godzin ciszy, jedynie parę słów z dorożkarzem, już ją to irytowało i była zmęczona tą trasą. Chciała wysiąść, a w taką pogodę, nie śniło się jej robić sobie spacerów, poza tym z drugiej strony nie chciała tracić czasu na zbędny spacer po lesie, a już na pewno nie kiedy panowała ulewa za oknem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.