SCM Music Player.

Bohaterowie.

sobota, 20 lutego 2016

Part 305.

Golibroda nie chciał niczego od służącego hrabiego, chciał po prostu odpocząć i położyć się spać. Dlatego zaraz po jedzeniu Todd chwilę odpoczął, napił się jeszcze wina czerwonego jakie mu podano, no i po kilku chwilach służący prowadził mężczyznę z jadali, poprzez jakąś wytworną komnatę z kominkiem na hol. Tam Todd z mężczyzną kierował się poprzez korytarz, który nieco był mroczny, poprzez te wszystkie rekwizyty na ścianach. Poza tym na końcu korytarza doszli do drzwi, gdzie schodzili nieco w dół, niczym jak z dwa piętra, że Sweeney’a nieco to zastanowiło, dlaczego? Czyżby gdzieś niżej były jakieś pokoje, a tu co..? Same jakieś tajemne miejsca hrabiego? Nie wnikał w to, ale wydawało mu się na schodach tak jakoś jakby chłodniej. Poza tym lokaj hrabiego zachowywał się tak samo jak wcześniej, mówił coś o zamku, ale Sweeney już go za bardzo nie słuchał.
- Długa podróż prawda? No ale teraz Pan odpocznie.. Łóżka są wygodne miękkie, materace współgrają z ciałem człowieka i jeszcze nie obudziłem się tu z bólem kręgów. Słyszałem, że jest Pan najlepszym golibrodą w Londynie… To prawda? – Sweeney zmarszczył czoło i odparł idąc za lokajem, kiedy zeszli jeszcze niżej co go zaniepokoiło.
- Tak.. tak.. Yhym.. Tak ludzie sądzą, nie mnie to oceniać, ja robię swoje… Pan wybaczy, ale schodzimy niżej i niżej.. czy to nie są już piwnice..? Poza tym, gdzie jest moja torba…? – dotarli powoli na miejsce, przystając przy drewnianych zamkniętych na klucz drzwiach, które miały tylko robić wrażenie drzwi od komnaty, ale nimi nie były. Lokaj uśmiechnął się niewinnie i odezwał sięgając po klucze by otworzyć drzwi.
- Och ależ nie… Torba, torbę doniosę zaraz proszę się nie martwić… Jest wszystko pod kontrolą. – Puścił oczko do Sweeney’a i zaraz otwierał drzwi z klucza i poczekał aż Sweeney bliżej podejdzie, a zaraz popchnął go bardziej do przodu i krzyknął zmieniając się w wrednego służącego, niczym jakby nagle coś mu odbiło, ale nie odbiło. Sweeney był tym zaskoczony, ale nie może aż tak bardzo zaskoczony, co przerażony, jak schodził niżej po krętych kamiennych schodach. Lokaj do tego miał pistolet z którego celował do golibrody, by ten nie zechciał zrobić czegoś z czego to lokaj nie umiałby się wyplątać.
- Co to ma do cholery znaczyć?! Co Pan wyprawa..?! To nie jest jakiś pokój, komnata, tylko lochy..! O co tu chodzi..!!! – Sweeney krzyczał, kiedy lokaj pchał go dalej na sam koniec, gdzie znajdował się długi korytarz, gdzie panował półmrok, a do tego po obu stronach mieściły się cele, koło dwudziestu na pewno ich tu tyle było. Widział też jakąś postać z naprzeciwka i zastanawiał się kto to. Przybysz naprzeciwko niósł jakąś torbę, czyżby to była torba Sweeney’a? Chcieli mu ją dać, i wypuścić piwnicami z zamku? Nie. To by było zbyt dziwne, niemożliwe i łatwe jednocześnie.
- O co tu kurwa chodzi..?! – Sweeney aż zbluźnił, bo nie wyobrażał sobie zostać tu chwili dłużej, to miejsce go przerażało i chciał jak najszybciej stąd uciec. Lokaj z uśmiechem na ustach pchał Sweeney’a przed siebie, aż spotkali się z grubaśnym człowiekiem z naprzeciwka, który wyłonił się z cienia, a był nim Bamford! Mężczyzna pokazał swoje żółte zęby na powitanie golibrodzie i odparł niczym ucieszone dziecko z prezentu.
- Pan Todd.. cóż za niespodzianka… Prawda? Miła gościna prawda..? A teraz czas na spanko… mam Pana rzeczy, ta cela, czy ta obok, jak Pan myśli..? – Sweeney chciał podejść do niego i rozszarpać go gołymi rękoma, ale zaraz lokaj zareagował i odciągnął Todd’a od Bamforda, a że był od Todd’a większy i potężniejszy znacznie tak Todd nie miał z nim wielkich szans, bez broni, tym bardziej, że był i Bamford i stanąłbym za lokajem, nie za nim.
- Cholerni łgarze..! To wszystko było ukartowane co? Ten cały wyjazd? Ten świrus w moim zakładzie..! Bamford.. gdzie zgubiłeś kanalio Turpina..? Sługusa wysłał do Truro, by przed moją córką udawać idealnego ojczyma, wujcia, czy nie wiadomo kogo, bo ma się za chodzący chory ideał..! – Bamford razem z Ernestem zaśmiał się w głos, obaj mieli ubaw, ze słów Todd’a, kiedy ten próbował się wyszarpać z uścisku lokaja, ale na darmo. Poza tym po chwili Bamford podszedł bliżej do Todd’a i złapał go za szczękę swoją paskudną niezbadaną dłonią i ścisnął mówiąc.
- Późno się domyśliłem Toddku! Późno.. ale teraz czasu nie cofniesz.. Sędzia Turpin.. Och no tak masz rację, przebywa w Londynie, będąc dobrym ojcem dla Twojej córki… A teraz pakuj się do celi, och przyniosłem Twoje fatałaszki, ale nie martw się, zabrałem to co ostre i niepotrzebne, masz swoje koszule, jakieś żarcie.. choć Ernest by o Ciebie zadbał.. ale Sędzia stanowczo zabrania, zatem starczy kawałek chleba i kubek wody co posiłek.. Haha! Ach, a Hrabia… nie żyje od dwóch miesięcy, ale nadal podtrzymujemy wiedzę społeczeństwa, że żyje.. siał postrach, z samego faktu, że zamczysko wybudowano na cmentarzysku. To legendy, fanaberie, głupoty i co tam sobie wymyślisz.. Hrabia żył tu z produkcji wina.. A ludzie ubzdurali sobie, że to jakiś wampir, demon i tak dalej…  – Śmiał się w głos i zaraz Todd został przeszukany i wepchnięty do jednej otwartej celi, gdzieś pośrodku tego całego rozgardiaszu. Zaraz zamknęły się za nim drzwi jak Beadle rzucił w Sweeney’a jego torbą z rzeczami. Ernest trzymał w dłoni jedną brzytwę Sweeney’a, którą przy nim znalazł i odparł.
- Proszę przygotowany na każda okazję by ogolić klienta hehe.. a tu peszek… - Sweeney złapał swoją torbę i spojrzał na ich obu jak na nienormalnych. Po czym podszedł do krat i szepnął w stronę Ernesta.
- Ostrożnie z tą brzytwą, bo się skaleczysz i będzie źle. – Warknął, a Beadle zaraz podszedł bliżej i odparł do Todd’a z tym swoim wrednym uśmiechem, aż Sweeney poczuł okropną woń z jego ust i skrzywił się na to.
- Teraz tu sobie grzecznie posiedzisz, nie masz czym skrzywdzić siebie, czy nas i tak ma zostać.. ale nie martw się, Turpin kazał Cię pozdrowić.. ale to zrobię jutro, nie chcę byś mi oddał kolację na moje czyste ubranie.. –Todd zaśmiał się i odparł odsuwając nieco dalej i postawił swoją torbę na podłodze.
- Jakie to żałosne. Czyste ubranie? Szkoda, że nie świeży oddech.. aż z daleka czuć.. Nic dziwnego, że do tej pory nie masz bekadle kobiety, która by chciała takiego.. szczura z kanałów.. – Patrzył na mężczyznę z pogardą, który już chciał do niego doskoczyć i otworzyć cele, by tylko dołożyć Todd’owi, ale Ernest go powstrzymał i schował klucze, by ten ich mu nie odebrał i rzekł.
- Spokojnie, Beadle..! Jutro się nim zajmiemy… Sędzia niebawem tu przybędzie… - Bamford mruknął coś pod nosem i powoli obaj odchodzili od Sweeney’a choć Bekadle miał jeszcze chęć wrócić do Todd’a to Ernest wymierzył z broni do niego i odparł.
- Przestań! Inaczej to Ciebie będę zbierał z podłogi, a nie jego! Chodźmy..! On i tak stąd nie ucieknie..! Dobranoc Panie Todd.. Pan wybaczy za taki finał.. ale to nie ja tu rządzę.. mnie tylko dobrze płaca za swoją pracę.. hehe…! Kieliszeczka Beadle..? Mam bardzo dobry koniak.. – Obaj zaraz wyszli z lochu, a Sweeney został sam, przysiadł na łóżku polowym, niziutkim nad podłogą dosłownie z naście centymetrów, a zaraz westchnął i oparł głowę i ścianę. Zamknął oczy i pokręcił głową, jak by nie chciał wierzyć w to co się stało. A zaraz spojrzał na swoje sztyblety na nogach odparł do siebie w myślach.
- Nie mam już brzytwy by golić innych co? A właśnie, że mam ale do zabicia takich idiotów jak wy! Banda niedorobionych szczurów brudnych ulic… Muszę się stąd wydostać.. i to szybko, nim zabiorą mnie w worku, albo porzucą ciało, gdzieś w tym okropnym lesie, nie cieszy mnie śmierć, jak żywność dla wilków.. Hrabia do cholery, wymysł.. że też wcześniej nie wpadłem na to… Albo nie zabiłem tego żałosnego wysłannika.. Sweeney.. bierz się w garść.. wpadłeś w kolejne kłopoty.. a Pani Lovett została w Londynie, jak tak dalej pójdzie to dostanie jakiś telegram o moim zgonie, który niby nastąpił w czasie podróży, atak naprawdę pożrą mnie leśne stworzenia.. Ech.. Chyba jeszcze nie poczuwam do końca wagi tej całej chorej sytuacji… Chyba nie sądziłem, że kiedyś będę to mówił… myślał, ale chcę do domu, do Nellie, Boże chciałbym by tu była… Al. Znów wychodzę na ofiarę losu… jestem beznadziejny, po raz kolejny w życiu za karatami, tym razem w lochu Sweeney, idealnie..! - Sweeney spojrzał na umywalkę wbudowaną w murek, podszedł więc zaraz tam i odkręcił wodę, poczekał, aż ta brudna zejdzie i liczył na choć trochę czystej wody, no ale w końcu jednak się doczekał, więc przemył nią twarz. Zastanawiał się jak może w ogóle poprawić swoją wredną sytuację, czy w ogóle da się?
Tym czasem Pani Lovett jeszcze spoglądała przez okno, właśnie zauważyła jak podjechała jakaś dorożka niedaleko, zatrzymała się na chwilę i wyłonił się jakiś mężczyzna z budynku naprzeciwko, jak przemknął poprzez skrzyżowanie. Po chwili wsiadł do dorożki, po uprzednim jakby rozejrzeniu się, czy nikt go nie zauważył, że Nellie schowała się nieco za zasłoną i ścianką, by nie było jej widać. A mężczyzna wsiadł i zaraz dorożka ruszyła dalej w kierunku zamku. Pani Lovett zaczynała odczuwać jakiś dziwny niepokój, że aż poczuła uścisk w sercu, obawiała się, że jej ukochany może mieć jakieś problemy, lecz nie mogła być tego pewna, zastanawiała się co mogłaby zrobić, by dostać się do zamku, jako osoba, która wejdzie tam legalnie? Nie, to byłoby zbyt głupie. Jakby potem dostała się do Sweeney’a? Nie miałaby na to szans, albo jeszcze sama wpadłaby w kłopoty? Ale czy nie wpadnie w niej kiedy tam zakradnie się i ktoś ją przyłapie? Oczywiście, że tak! Lecz nie miała innego wyjścia, to była ta niby lepsza alternatywa.
- Och Sweeney… szkoda, że nie możemy się porozumieć. Chciałabym wiedzieć co się dzieje, czy jesteś cały i zdrowy, a Ty Złotko nawet nie masz pojęcia, że jestem tak blisko Ciebie. Ale muszę się tam dostać.. Jutro dowiem się, czy naprawdę tu mieszka jakiś Hrabia.. czy to czyjś wymysł.. Chciałabym powrócić już do domu z Tobą, mój golibrodo… Czemu, życie nam się tak układa pod górkę, nie wiem, nie rozumiem.. – Nellie odeszła od okna, zasłoniła okno zasłoną całkiem i zaraz powoli położyła się na łóżku okrywając pościelą. Spojrzała na miejsce obok siebie, w końcu wzięła pokój z podwójnym łóżkiem. Pogładziła wolę miejsce obok siebie, gdy okryła się kołdrą i uśmiechnęła nieco smutno. Tęskniła za Sweeney’em, chciała mieć go przy sobie, a póki co nawet nie miała pojęcia, że Todd ma dziś kiepską noc w zimnym lochu, jedynym plusem było dla niego to, że miał tam swoje ubrania i mógł się nimi okryć, ubrać cieplej. Tej nocy żadne z nich nie mogło zrobić nic więcej, jak po prostu pójść spać i odpocząć po tej fatalnej podróży. Nellie przytuliła poduszkę obok siebie do swojego ciała i zgasiła lampkę, zatem zapadła ciemność w pokoju, wtedy ułożyła się spać i starała się zasnąć, choć w myślach ciągle miała Todd’a i czuła się niekomfortowo śpiąc tu jak gdyby nigdy nic, myśląc, że ze Sweeney’em dzieje się coś złego. Lecz już sama nie wiedziała, czy to jej przewrażliwienie, jej wyobraźnia, czy dobre przeczucie? Miała nadzieje, że niebawem się tego dowie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.