SCM Music Player.

Bohaterowie.

środa, 24 lutego 2016

Part 307.

Przysiadł na tym marnym polowym łóżku i westchnął, nie wiedział co miał począć i jak wydostać się z tej otchłani zła. Był zdenerwowany i nie wiedział co miał robić, o ile w ogóle mógł cokolwiek zrobić? Na razie nic nie przychodziło mu do głowy.
Po kilku godzinach zbliżał się wieczór, na dworze już było ciemno, pogoda dalej nie dopisywała, było wilgotno, mokro, a kiedy Nellie była już od obiadu w hotelu, zeszła jedynie na kolację, by napełnić żołądek czymś pożywnym. Lecz apetytu dalej specjalnie nie miała, ale znów nie mogła się całkiem zagłodzić. Siedziała przy oknie i spoglądała nieco na krople deszczu, które spływały po szybie, a że okna tej restauracji hotelowej wychodziły na ulicę to kobieta spoglądała tam. Nic specjalnie się nie działo, ludzie przechodzili, Nellie najbardziej spoglądała na przechadzające się tam pary ludzi, jakby chciała zobaczyć tam siebie i Sweeney’a. Miała już dopić tylko swoją herbatę z cytryną i uciekać do pokoju, lecz coś co właśnie widziała przez okno sprawiło, że jeszcze tu tkwiła. Właśnie dostrzegła jak przemierzała tędy dorożka, nie jechała szybko, a poza tym zatrzymała się zaraz, woźnica z kimś rozmawiał, więc Nellie postanowiła ten czas wykorzystać i iść do pokoju, bo ze swojego piętra miała po prostu lepszy widok. Po prostu była ciekawa kto przyjechał tą dorożką, bo widziała ubłocone mocno koła i raczej nie była to podróż z jednego krańca Truro do drugiego, a wzrok miała dobry. Miała jakieś dziwne przeczucie co do tej dorożki. Zatem po chwili opuściła restauracje z gracją i udała się na piętro do pokoju, gdzie po zamknięciu drzwi doszła do okna i spoglądała co się dzieje. Może miała już obsesje, że tu wszyscy knują jakieś podłe intrygi, ale co  do tej dorożki jak się okazało nie myliła się. Chwilę postała, może już pięć minut, była bliska rezygnacji, bo nic się nie działo, aż nagle otworzyły się drzwiczki dorożki i wysiadła postać. Gdy rozjaśniało nieco koło postaci wieczorne światło uliczne, jednej latarni i aż Nellie zabolało w sercu, kiedy zobaczyła, że ta postać dorożki to Sędzia Bernard Turpin! Nie mogła w to uwierzyć, że już był tutaj ten człowiek, poza tym co takiego powiedział Johannie, Bercie, że tu przyjechał? Pewnie wymyślił jakąś bezczelną bajeczkę o tym, że to jakieś sympozjum sędziów, albo coś w tym rodzaju. Bała się co ten przyjazd może znaczyć, była tym wręcz przerażona. Odsunęła się od okna za zasłonkę, gdy Turpin rozglądał się po okolicy, wolała nie zostać zauważona. Szepnęła zaraz cicho do siebie.
- Boże.. muszę szybko działać, nim ten złoczyńca skrzywdzi Sweeney’a, a moja pomoc okaże się już zbyteczna.. Och! Nellie, nawet tak nie myśli.. Sweeney’owi nic nie będzie.. Boże.. mam nadzieję, że w ogóle jest cały i zdrowy.. – Nellie nie mogła pozwolić na to by Sweeney’owi coś się stało. Poza tym doskonale wiedziała, że nie miał szans, na wydostanie się z lochów, które na pewno były dobrze zabezpieczone, zbudowane tak, że nawet celi by nie opuścił. Ujrzała jeszcze raz dorożkę przez okno, jak Turpin wracał właśnie z jakiegoś sklepu do dorożki i zaraz dorożka powoli ruszyła w kierunku strasznego zamku. Kobieta zaraz zaczęła wertować plany jakie dostała od mężczyzny, który pracował na zamku, zastanawiała się jak miała się tam dostać i nie być złapana. A przede wszystkim zdążyć na czas.
Tym czasem na zamku już Ernest czekał na Turpina wraz ze sługusem sędziego, obaj przywitali go niczym zmarłego Hrabiego, ugościł Ernest go wykwintną kolacją, oczywiście ukazał komnatę w jakiej miał spać, ale dziś Turpin koniecznie chciał zobaczyć Todd’a i nie był w najlepszym humorze co było widać w zachowaniu jego mości.
- A może przygotować kąpiel Panie sędzią? Poza tym jutro ma przybyć pogrzebowy…. – Turpin przytaknął chwilę głową i odparł.
- Tak przygotuj. Muszę się zrelaksować.. Zaczynam wątpić w to, że Berta wierzy w moje kłamstwa.. Albo Johanna jej coś naopowiadała.. może w mieście łażą jakieś plotki… Przynajmniej pozbędę się za dzień, dwa tego Todd’a wreszcie… - Bamford zacierał ręce, gdy szli do lochów w trójkę, oczywiście w zamku nie byli tylko oni, bo była cała służba, lecz oni byli skonspirowani, no i Turpin wynajął zamek za duża ilość pieniędzy, a wszyscy mieli ciągle udawać, że zmarły Hrabia dwa lata temu nadal żyje, bo zamek czerpał z tego pieniądze z winnic. Po kilku chwilach Ernest otwierał drzwi z zamka do lochów i zaraz Turpin ruszył pierwszy, za nim jego sługus, podekscytowany tym na co się dziś nastawiał, a Ernest bez większych emocji za nimi. Gdy dotarli do celi, gdzie był Sweeney, siedział tam na łózku polowym, a gdy usłyszał kroki wstał zaraz i ku jego oczom ukazał się jego największy wróg. Turpin uśmiechnął się kącikiem ust do Todd’a i odparł spokojnie.
- Och! Witam Panie Todd! Jak Panu się podobają ostatnie wakacje życia? Wiesz Todd…  Tak sobie myślałem ostatnio, nim Cię tu tak dziecinnie zbawiłem ha ha! – Śmiał się przez chwilę w głos, a zaraz zbliżył się do krat, gdzie Sweeney stał naprzeciwko niego i spoglądał z poirytowaniem i złością. – Pomyślałem sobie, że kiedy Cię unicestwię, znikniesz, nic nie będziesz mógł zrobić.. Inaczej znów plątałbyś się koło Johanny… Która zaczyna wątpić w moje słowa, że puściłeś się z moją żoną. W każdym razie, jestem tu by zakończyć Twoje cierpienia.. poco się męczyć i robić podrygi do córki, hm..? No poco? To nie ma sensu, prawda? Znikniesz.. nikt nie będzie tęsknił… No poza Panią Lovett… ale ona doskonale radzi sobie teraz bez Ciebie… Wiesz? Przynajmniej nie ma przy niej osoby tak ponurej jak Ty, że żyć się odechciewa.. a Tobie zaraz odechce! – Towarzysze Turpina spoglądali na niego, gdy Todd podszedł bliżej krat i pochylił się nieco nad uchem Turpina i szepnął.
- Mnie przede wszystkim nie podobasz się Ty i Ci dwaj sługusy. Bo sam nigdy nic nie potrafisz załatwić.. Potem wytrzesz te splamione krwią ręce o ich osobowości, zgonisz winę na nich.. osądzisz, co byłoby zabawne..! Nie sądzisz? I pójdą siedzieć za zbrodnie, w której brali udział, ale na czele tego byłeś Ty. Albo dalej będzie bawić się w te swoje gierki, kogo tu zbić z szachownicy, aż kiedyś ktoś przetrzepie te wasze obrzydliwe dupska i nie będziecie wiedzieć kiedy ktoś wbije wam nóż w plecy… Moja córka jeszcze się wszystkiego dowie, jak nie zrobię tego ja, to ktoś inny. – Turpin patrzył z taką irytacją na Todd’a jakby chciał mu powiedzieć: – Gadaj zdrów, od tego głupota nie boli. – Zaraz wziął od Ernesta klucz do celi i powoli otwierał zamek, aż odezwał się do Todd’a spokojnym głosem.
- Urocze masz marzenia, ale Twoje niedoczekanie. Rozumiesz..? A żebyś się tak tu nie cieszył, dziś sprawię, że Twoja śmierć będzie wyglądała na pobicie na śmierć, ewentualnie zamordowane… A raczej na pewno…  Poza tym za ostatnie przedstawienie, jakie zrobiłeś w moim domu… chciałbym się odwdzięczyć… Wiesz..? – Tym razem Sweeney się zaśmiał i odparł ciszej, udając by współwinni Turpina nie słyszeli, ale oczywiście mówił na tyle głośno, że jego słowa obiły im się o uszy.
- Ha! Zemsta nietoperza? Co do dziś boli wacuś? Jakie to przykre, ale przecież jakieś przerwy w tym co robisz z tymi kobietami lekkich obyczajów robisz? Wiesz, inaczej można się nabawić różnych chorób wenerycznych.. na przykład.. rzeżączka, to taka przykra choroba.. No i zapomniałbym o Pani Clarkson, żonie piekarza na Fleet Street, przecież często tam zaglądasz… nie sądzę, że po pieczywo, bo raczej wychodzisz uszczęśliwiony z innego powodu, niż zjedzenia jakiegoś wypieku. –Turpin zrobił nieco zszokowaną minę, a Bamford zaśmiał się, przy tym sędzia zaraz go trzepnął w ramię, że ten zrobił minę jak skamlające dziecko przy wystawie ze słodyczami.
- Skąd to wiem? Bo moje okna zakładu idealnie wychodzą na piekarnie.. i widziałem co tam robicie.. na piętrze.. Ciekawe mam czasami widoki podczas pracy.. A teraz co? Zamierzasz mnie pobić, tylko dlatego, że nie mogłeś ujechać jakiejś niecnej klaczy przez jakiś dłuższy czas… To takie niskie! Masz mnie za idiotę? Myślisz, że mój sposób uosobienia ma coś wspólnego z tym, że jestem albo niemowa, albo skryty, albo nie potrafię się odegrać? Teraz czujesz uroczą przewagę tylko dlatego bo mnie tu trzymasz, a ja nie mogę nic zrobić.. A Ty Bamford, jesteś tego samego pokroju co Turpin… Obaj niewyżyci seksualnie, choć lata lecą… i gdyby nie pieniądze, żadna kobieta by się wam nie dała.. Ten zarost… Ohydny! Widać nie zadbany, czysta koszula to nie wszystko jednak… –Todd spoglądał na Turpina, kiedy ten złapał go za ubranie, za jego płaszcz, bo Sweeney siedział w wierzchnim ubraniu tutaj, bo było dość zimno. Oczywiście jego zarost także pojawiał się na twarzy, nie mógł się golić tu, nawet mając brzytwę, bo zaczęliby podejrzewać, że ma przy sobie ostre narzędzie. Lecz zarost Todd’a mimo to nie wyglądał tak antypatycznie, jak siwy zarost trzech opryszków. Zaraz Turpin wymierzył cios Todd’owi w brzuch, na co mężczyzna skulił się, a Turpin pochylił nad jego uchem i odparł.
- Nie przyszedłem tu słuchać Twoich obelg, poza tym nie chcesz zginąć tu dziś to nie drażnij mnie golibrodo. Posłuchaj mnie uważnie… Gdybyś był grzeczny i mnie słuchał, wyniósłbyś się z Londynu raz na zawsze, ale nie zamierzasz tego zrobić.. powróciłeś… a ja chętnie ponownie bym Cię skazał na więzienie i wygnanie.. ale nie mam wystarczająco dowodów by przedstawić zarzuty przeciwko Tobie.. dlatego przez własną upierdliwość i upartość pójdziesz do piachu… Jutro przyjedzie grabarz. zajmie się pochówkiem Twoim… Jeszcze dwa trzy dni.. i znikną moje kłopoty, wraz z Tobą Todd.. a teraz zamilcz… Koniec zbędnego gadania..! – Nim Todd wykonał jakich ruch, zaraz Bamford złapał Todd’a za ramiona razem z Ernestem, a Turpin wyżywał się na Sweeney’u ile tylko mógł. Nie dążył teraz do zabicia go, ale był niemal w szale złości i nie potrafił się powstrzymać przed kolejnymi ciosami. Cała ta „runda” trwała może z dziesięć minut, dwa razy Sweeney nieco miał przewagę, ale zaraz znów ją tracił. Gdy Turpin widział, że Sweeney jest już ledwo żywy, przestał go bić, kazał puścić kolegom golibrodę, gdy to zrobili Sweeney upadł na posadzkę i zwinął się niczym w kłębek. Był pobity, że nie miał siły się podnieść i powiedzieć słowa, jedynie kaszlał krwią, która wypływała z jego ust. A Turpin chwilę na niego popatrzył i zaraz opuścił cele, łącznie z Ernestem i Beadle, po czym zamknęli znów Todd’a i Bernard odparł po chwili.
- Nie zaczynaj ze mną, bo widzisz jak to się źle kończy… Ernest przynieś mu wody… nie chce dziś mieć tu jeszcze trupa. Teraz czujesz Sweeney mój ból? Myślę, że tak.. Ale nie martw się, wrócę tu jutro. Rusz się po tą wodę… Ma być pitna nie z kranu.. już ja wiem co za szmirę macie tu w rurach..! Nie potrzebuję tu jeszcze jakiegoś zatrucia, nawet by to golibroda przeżywał… Mam dla niego inne ciekawsze rozrywki… Och Todd, gdybyś mnie słuchał nie byłoby tego wszystkiego i dziś byś sobie siedział, gdzie tylko byś zechciał.. poza Londynem..! – Patrzył na Todda z politowaniem, kiedy mężczyzna oparł się ręką o łóżko polowe i odparł do Bernarda, gdy ten przesunął kluczem po kratach, jakby go to bawiło.
- To porównujesz do mojego uścisku Twoich orzeszków? Na sprzedawcę w sklepie byś się nie nadawał, nie umiałbyś niczego równoważyć na wadze. Jaki Ty hojny o tą wodę… Zatruć mnie nie chcesz, ale pobić na śmierć owszem… Rozrywki to Ty masz denne. A co liczysz, że zmienię decyzje co do wysiedlenia z Londynu? Byś miał tą satysfakcję? Nigdy! Wolę tu zginąć, niż Tobie na cokolwiek ulegać.. a tym bardziej by zrzec się mojej córki..! – Warknął na Turpina, który uniósł lekko brew i przykucnął nieco by spojrzeć na obolałego Todd’a i szepnął.
- Uważaj, bo nie wiesz co czeka Cię jutro… może wykorzystałbym tutejszą salę tortur..? Działa tam coś Erneście..? Czy przesadzam? Popadam w paranoje… Hehe, on i tak już ledwo się trzyma na nogach… Miłej nocy Sweeney. – Turpin zaraz ruszył do wyjścia, by oddać się na odpoczynek, jakby nic się nie stało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.