SCM Music Player.

Bohaterowie.

piątek, 26 lutego 2016

Part 308.

Dokładnie w tym samym czasie, gdy Turpin wyżywał się na Todd'zie, Nellie postanowiła pośpieszyć się co do swoich planów. Widok sędziego raczej nie mógł zwiastować czegoś dobrego, zwłaszcza kiedy był już tam Bamford i Bóg wie kto jeszcze uczestniczący w tym spisku. Czas nie był tutaj luksusem na który mogła sobie pozwolić. Zamierzała się zabrać do całej akcji kolejnego dnia, bardziej pod wieczór, ze względu na to że w ciemności pozostawała większa szansa na bycie niezauważoną niż w środku dnia. Najlepiej byłoby uderzyć późno w nocy.. gdyby miała tylko pewność co do tego, że właśnie wtedy czujność służby spada. Co do broni - miała już chyba wszystko, choć po dzisiejszym widoku sędziego rozważała zaopatrzenie się choćby w większą ilość noży. Za to największą perełką, która mogła sporo pomóc w obronie był zakupiony już jakiś czas temu rewolwer.  Turpin właściwie sam był świadkiem jego kupna przez kobietę, tym bardziej miała ochotę w ramach rewanżu za wszystkie szkody wpakować mu kulę prosto w głowę. Na myśl, że Sweeney'emu dzieje się w tej chwili coś złego i to z rąk tych parszywych ludzi wstępowała w nią adrenalina i chęć zadania im bolesnej śmierci.
Pani Lovett wyjęła ze swej dużej bagażowej torby materiał z zawiniątkiem jakim okazał się być rewolwer. Wyciągnęła broń z prowizorycznego opakowania, a kiedy jej skóra zetknęła się z zimnym metalem, uśmiechnęła się tajemniczo jak gdyby była bardzo świadoma swej mocy z tym narzędziem w rękach. Może nie była jakimś doświadczonym strzelcem, bo wymagało to dość sporej wprawy i dobrego oka, ale nie czuła się z bronią jakoś tragicznie. Na pewno nie należała do tego typu ludzi, którzy przez nieuwagę są w stanie postrzelić samych siebie.
Na łóżku rozłożyła wszystko co było jej potrzebne podczas całej tej wyprawy. Znalazł się tam oczywiście rewolwer, zakupiony wczoraj nóż i scyzoryk, nieco leków przeciwbólowych wraz z opaską uciskową w ramach zatamowania krwawienia oraz plany zamku, które dzielnie studiowała od kilku godzin. Nellie wolała być zwyczajnie przygotowana, gdyby wydarzyło się coś, co spowodowałoby jej szybszą podróż do zamku.
Niebawem znów wpadła w zamyślenie, sprzyjające wiecznemu niepokoju w sercu. Rozważała nawet wybranie się tam tego samego wieczoru, lecz miała jakieś przeczucie, że coś poszłoby nie tak i ostatecznie porzuciła ten pomysł. W pokoju rozległo się pukanie do drzwi, co skutecznie wyrwało ją z natłoku myśli. Podeszła do drzwi, by dowiedzieć się kto to. Jednak nie otwierała ich. Z drugiej strony odezwał się całe szczęście znajomy głos recepcjonisty.
- Pani Lovett..? To ja Michael.. Przyniosłem herbatę i ciasteczka, na poprawę humoru. Wpuści mnie pani? - Mężczyzna spytał z nutą nadziei w głosie, jakby liczył, że nowy gość hotelu w postaci Nellie nie uzna go za wariata, który ciągle ją zagaduje.
- Hm.. Tak, tak.. Proszę chwilkę poczekać.. - Kobiecie przypomniało się o całym zestawie na łóżku, dlatego szybko zagarnęła rzeczy do torby i nieco poprawiła pościel, jako że łóżko było w widocznym miejscu. Mimo, że recepcjonista był nieco wtajemniczony w jej planu, nie chciała żeby uznał ją za wariatkę planującą szalony mord w zamku, przez to co zobaczy po wejściu. W końcu otworzyła mu drzwi i Michael wszedł do środka z tacką, którą zaraz postawił na stoliczku.
- Pomyślałem, że skoro nie jest Pani w najlepszym nastroju.. może pomogę.. Czy jest coś jeszcze co mogę zrobić..? - Przyglądał się kobiecie, kiedy ta usiadła na fotelu przy stoliku, po czym zrobił to samo.
- Właściwie to nie wiem jak się Panu odwdzięczyć za całą pomoc.. to bardzo miłe, zwłaszcza że tutaj ludzie raczej nie są tacy otwarci.. Ech.. niech się pan nie obrazi, ale chyba nie mam nastroju na ten poczęstunek i rozmówki.. I tak źle mi z tym, że siedzę sobie tutaj tak bezczynnie.. Po prostu nie jestem w stanie sobie pozwolić na takie gesty.. - Nellie odwróciła wzrok od mężczyzny i cicho westchnęła. Zwyczajnie nie czuła się fair w stosunku do Sweeney'a i raczej nie zamierzała gościć go tutaj dłużej. Liczyła, że Michael wkrótce opuści jej pokój choćby ze względu na wymowną chwilę ciszy, która między nimi zapadła.
- Czy mogę chociaż dowiedzieć się kim jest osoba, którą zamierza pani uratować..? Brat, mąż, narzeczony..? Może jednak mógłbym jeszcze jakoś pomóc.. przedostać się z panią do zamku? - Recepcjonista nieco nachylił się w stronę kobiety i dotknął jej dłoni, jakby na znak okazania jej wszelkiego wsparcia, ale Nellie odsunęła od siebie jego rękę jak poparzona.
- To trochę nieprofesjonalne z pana strony. Przepraszam, ale takie odnoszę wrażenie. Jestem wdzięczna za pomoc, ale nie płaciłam nikomu za odwiedziny w pokoju.. To mój narzeczony, ale jakie to ma znaczenie dla kogoś kto to.. Dziękuję za pomoc, ale teraz chciałabym zostać sama.. - Była może nieco zbyt szczera, ale chciała spędzić ten wieczorny czas w samotności. Podkoloryzowała również względem jej związku z Todd'em, lecz głównie dlatego by zasygnalizować mężczyźnie, że nie jest w nim w jakikolwiek sposób zainteresowana, bo już zaczynała powątpiewać w jego bezinteresowne intencje pomocy.
- Racja, przepraszam.. Postąpiłem niezbyt profesjonalnie, to nie powinno mieć miejsca.. Zostawię tutaj to co przyniosłem.. A teraz życzę pani dobrej nocy. - Michael po chwili opuścił pokój w poczuciu swej porażki, a Nellie odpowiedziała mu na wieczorne pożegnanie i zamknęła za nim drzwi na klucz.
Wylała do umywalki w łazience dwie szklanki herbaty, po czym je umyła. W pokojowym barku znalazła dwie małe butelki z alkoholem, choć dopiero po przyjrzeniu się etykietkom w większym świetle poznała, że ich zawartością jest whisky. Postawiła jedną z butelek na stoliku i przez moment wpatrywała się w nią jak gdyby miała tam znaleźć odpowiedzi na wszystkie dręczące pytania. W końcu zdecydowała się na spróbowanie trunku, licząc na chociaż chwilowe rozluźnienie od nerwów.
- Wiem, że nie powinnam tego robić.. Dobrze pamiętam epizod Sweeney'a z piciem, kiedy nie układało się jeszcze pomiędzy nami najlepiej.. Lecz jestem już tak zmęczona tą sytuacją, nie mogę porządnie się wyspać nawet mimo leków.. Może chociaż to mi pomoże.. - Nellie przechyliła tą mini buteleczkę z alkoholem do ust, po czym skrzywiła się na sam smak trunku. - Chcę Cię mieć już przy sobie Kochanie.. i nigdy nie rozstawać się na dłuższy czas.. - Prędko z wnętrza butelki zniknęła cała zawartość, a kobieta wciąż lamentowała nad sytuacją, częściowo w myślach, a częściowo na głos. Bardzo mocno to wszystko przeżywała i choć nikt nie umieścił jej w lochu i nie wyżywał się fizycznie - cierpiała psychicznie i pragnęła się tego bólu w jakiś sposób pozbyć. W pewnym sensie Pani Lovett czuła się jak bohaterka książek, które tak bardzo uwielbiała czytać i nieco nadinterpretowała sytuację, którą i tak niewątpliwie należało określić mianem trudnej.
Po dopełnieniu wieczornej toalety zażyła tabletki nasenne i na uspokojenie, które z wcześniej wypitym whisky nie stanowiły zbyt dobrego połączenia dla zdrowia, ale Nellie była nieco od nich uzależniona, zwłaszcza w tak przykrym okresie, a skoro Todd'a nie było przy niej, nikt nie zwracał uwagi na to czy szprycuje się tymi niepotrzebnymi prochami, czy nie.
Sweeney zaś przeżywał dość bolesny czas od momentu pobicia przez Turpina. Wiele by dał w tym momencie za jakieś leki przeciwbólowe i opiekę Nellie, którą zawsze zapewniała mu kiedy stało się coś przykrego. Jednak leków nie zabierał ze sobą w tą podróż, nie spodziewał się tak "ciepłego" przywitania w Truro. Mężczyzna wdrapał się na łóżko polowe, choć dopiero po jakimś czasie od kiedy został sam w lochach. Powolnie ułożył się, czując ból większości swego ciała, na którym kształtowały się krwiaki, siniaki i inne oznaki uszkodzeń ciała. Z kieszeni płaszcza wyciągnął chusteczkę, którą wytarł ubrudzone krwią usta. Delikatnie przekręcił się na lewy bok i tak rozpoczęła się według planu Nellie ostatnia w zamku, pełna bólu i przerywanego snu noc.
Pani Lovett kolejnego dnia miała już dość ułożone plany i po śniadaniu przeszła do ich realizacji. Po raz kolejny nie czuła się najlepiej, ze względu na problemy ze snem i niezbyt dobre przyjęcie przez organizm kolejnej dawki leków. W ostatnich dniach nie wyglądała zbyt dobrze, była jeszcze bardziej blada niż zwykle, a ponurego i niezbyt zdrowego wyglądu twarzy dodawały sińce pod oczami. W swoim zachowaniu była raczej podobna do dawnego Todd'a niż do żywiołowej i radosnej Nellie.
Wstała dosyć późno, przez świadomość, że ten dzień i tak będzie się bardzo dłużył aż do wieczora. Wkrótce jechała dorożką do siedziby tutejszej władzy, gdzie zamierzała złożyć pisemną skargę, donos na to co się rzekomo działo w zamku. Oczywiście nie wiedziała prawdy o tym co się tam może wyprawiać, ale skoro donos miał być anonimowy, nikt potem nie mógł jej sprawdzić i dzięki temu mogła napisać cokolwiek by zaniepokoić tutejszych stróżów prawa. Znajdując się wewnątrz budynku, zdobyła specjalną kartę przeznaczoną do zawiadomień o niepokojących sprawach i pióro, którym zaczęła pisać: "Ostatnio przechadzałam się w okolicach zamku. W lesie natknęłam się na strzępki kobiecej sukni, były poplamione krwią, aczkolwiek nigdzie nie znalazłam śladów ciała. Każdy zna historię kobiety, która niedawno zaginęła.. bez śladu.. Z zamku dobiegały również krzyki, których się przeraziłam. Na terenie posiadłości hrabiego Vermonta widziałam człowieka, którego każdy tutaj zna doskonale z zawodu grabarza. Co grabarz robił w zamku, istotnie będąc w trakcie swojej pracy, a nie podczas prywatnej wizyty? Boję się o tym myśleć. Boję się wychodzić wieczorami z domu. Mam nadzieję, że przyjrzycie się bliżej sprawie starego zamku, aby każdy mógł się tutaj czuć bezpiecznie. Najlepiej udać się tam wieczorem.". Pani Lovett zamiast wrzucić kartkę do specjalnej skrzynki na tego typu sprawy, wsunęła ją przez okienko dyżurującemu tutaj mężczyźnie i odeszła bez słowa mimo upomnień żeby wrzucić skargę w odpowiednie miejsce. Kolejnym przystankiem podczas jazdy po Truro były zakupy i choć skierowane głównie na jeden asortyment, nie były takie do końca łatwe. Zakupiła jeszcze jeden nóż wyglądający na dość śmiercionośne narzędzie, głównie ze względu na Todd'a i całkiem możliwej konfrontacji z Turpinem i Bamfordem. Była pewna, że odebrali mu wszystkie ostre narzędzia, dlatego wolała się na tym froncie zabezpieczyć. Do tego zdecydowała się na  pałkę, którą skutecznie można było kogoś pobić, nie brudząc sobie przy tym bezpośrednio rąk. Można było ją schować do torebki, dzięki temu że wsuwała się do wnętrza samego uchwytu, tym samym osiągając zdecydowanie mniejszy rozmiar.
Przechadzając się centralnymi uliczkami Truro wstąpiła do sklepu z pamiątkami i chociaż nie chciała mieć pamiątek w postaci kiczowatych figurek z tego miejsca, kupiła kilka widokówek przedstawiających miasto w dość ładnym świetle. Cóż, być może w okolicznościach innych niż obecnie byłoby to dobre miejsce na urlop. Gdy w dalszym ciągu się przechadzała, głównie dla zabicia czasu zaczepiła ją starsza kobieta zajmująca miejsce na wysłużonym materiale, pod jedną z tutejszych kamienic.
- Piękna Pani! Proszę o pomoc.. Choćby pięć funtów może odmienić mój los.. Błagam.. - Lamentowała kobieta. Do tego po chwili zaczepiła o rąbek sukni Pani Lovett, zatrzymując ją dzięki temu przy sobie.
- Nie jestem organizacją charytatywną.. - Nellie po chwili wyszarpnęła suknię z uścisku żebraczki i odeszła dalej. Nie zamierzała angażować się tutaj w żadną pomoc, miała twardsze serce i jej podejście zmieniło się w obliczu ostatnich wydarzeń. Cudza krzywda niezbyt robiła na niej wrażenie, póki nie tyczyło się to jej Ukochanego.
Piekarka wkrótce zrezygnowała ze spaceru i udała się do hotelu, gdzie musiała przeczekać jeszcze kilka godzin póki się ściemni i przygotować się do utarcia nosa (a może i nie tylko) Turpinowi i jego spółce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.