SCM Music Player.

Bohaterowie.

środa, 30 marca 2016

Part 326.

Sweeney przysnął na kanapie, że nie słyszał kiedy przybyła Nellie z wizyty u swojej przyjaciółki. Kobieta zawołała niezbyt głośno imię mężczyzny, ale się nie odzywał, a ona dalej mówiła. – Sweeney… wróciłam.. W końcu, ach ta Isabel, sądziła że my bierzemy ślub… Sweeney, gdzie Ty się podziewasz mój Motylku.. – Zdjęła płaszcz z siebie, a zaraz poszła do salonu i nim odczuła niepokój, tak uspokoiła się widząc jak Sweeney spał na boku na kanapie, okryty nieco kocem. Domyślała się, że ciągle był zmęczony po ostatnich wydarzeniach i chyba nie wzięła pod uwagę tego, że tłumił to co przeżył w sobie, a być może w śnie szukał ukojenia? A może przesadzała i po prostu był zmęczony. Podeszła do niego bliżej i przykucnęła przy mężczyźnie, na stole widziała, że pił herbatę, ale dla własnej pewności, czy nie zapijał smutków odrobiną alkoholu, sprawdzała wąchając resztki herbaty w filiżance. Jednak nie wyczuła alkoholu w filiżance, zaraz lekko przeczesała włosy mężczyzny i pocałowała go w czoło.
- Moje Kochanie usnęło.. mój biedaczek… Śpij, nie będę Cię budzić, śpij Kochany.. – Nellie poprawiła koc mężczyźnie, sądziła że nawet niedawno zasnął bo herbata nie była jeszcze taka zimna, a nie chciała go budzić. Dlatego zaraz postanowiła zająć się pasztecikami, w końcu wiedziała, że później Sweeney’a będzie miała dla siebie, kiedy się obudzi i spędzą jeszcze miło wieczór. Poszła zaraz do kuchni i powoli zajmowała się zrobieniem pasztecików i rozmyślała o tym co mówiła jej Isabel, o związku jej i Sweeney’a. Tak naprawdę nie sądziła, że Sweeney się jej oświadczy, poza tym prawdę mówiąc nie była z nim aż tak bardzo blisko. Kochali się, ale nigdy nie doszło pomiędzy nimi do zbliżenia. Nellie czuła się czasem zagubiona, ale liczyła na to, że mężczyzna kiedyś da jej odczuć swoją miłość do niej bardziej niż tylko poprzez pocałunki. Lecz zaraz wybiła sobie to z głowy, robiła paszteciki, a miała takie niecne myśli o mężczyźnie, który spał w salonie, że aż sama nie mogła w to uwierzyć.
Powoli Nellie przygotowywała ciasto, potem i mięsem się zajmowała. Oczywiście nie robiła tony pasztecików, bo nie otwierała sklepu, ale przynajmniej tyle, by mieli chociaż na trzy dania, czy choćby taką przystawkę. Spędzała w kuchni sporo czasu, wałkując ciasto, dokładając składniki, potem też podgotowała mięso w garnku i powoli tworzyła paszteciki z mięsem, ale zrobiła też z tego co jej z ciasta zostało słodkie rogaliki z makiem i dżemem.
Była w kuchni już ponad godzinę, spojrzała na zegarek i spoglądała w stronę salonu, aż powoli w fartuszku, w który wycierała dłonie udała się do salonu i spojrzała na Sweeney’a, który dalej spał. Podeszła do niego i przykucnęła przy Toddzie, cicho westchnęła i pogładziła go po policzku a zaraz szepnęła cicho.
- Sweetie… Dobrze się czujesz..? Kochanie..? – Spoglądała na mężczyznę, który po chwili uchylił lekko powieki i spojrzał na kobietę zaraz obejmując ją przytulając do siebie. Cieszył się, że ją widzi, poza tym był tak zmęczony, że nawet nie czuł wypieków, dopiero teraz odczuwał zapach pieczonych pasztecików.
- Witaj Kochanie. Nie wiedziałem kiedy przyszłaś… Tak dobrze się czuję. Po prostu po lekach spać mi się chce. Po tym jednym kliencie byłem już zmęczony. Może coś zemną jest nie tak.. a może to normalne, że jestem taki zmęczony..? Nie wiem.. - Sweeney wzruszył ramionami, po prostu zastanawiało go to, że co dnia potrzebował snu w ciągu doby i to nie tylko w porze kładzenia się do łóżka. Nellie pogładziła jego policzek, a zaraz dotknęła jego boku, gdzie miał operację i wsunęła lekko dłoń pod jego kamizelkę i koszulę pomiędzy guziczkami, by sprawdzić czy przez przypadek to nie jakieś osłabienie przez ubytek krwi. Lecz na szczęście tam było wszystko w porządku. - Sweetie, na jednej fiolce czytałam, że leki powodują senność, z raną nic się nie dzieje, przed pójściem spać jeszcze sprawdzę jak ona wygląda. Nie martw się to po prostu leki tak działają, ale musisz je brać jeszcze troszkę, a sen wcale Ci nie szkodzi, tylko leczy mojego Skarba. Kocham Cię, niebawem zjemy kolację, dobrze? Właśnie pieką się paszteciki, może zjemy po jednym na kolację hm? Może jeszcze coś przyrządzę, bo zrobiłam je w małych tartaletkach.
- Nie szkodzi, a jestem taki zmęczony? Ech, głowa mnie boli troszkę. Paszteciki właśnie czuję. To miłe, cieszę się bardzo. Hm może starczą te paszteciki. A co u Isabel? Wszystko dobrze? Podała Ci to co potrzebowałaś? Zresztą jakie ma to znaczenie nie chcę dopuścić do tego ślubu, dlatego musimy mojej córce pokazać to, co robi jej yhm... narzeczony. - Westchnął cicho i przytulił do siebie Nellie, przyciągając ją, że przysiadła na kanapie i pogładziła bok ukochanego. A Sweeney przytulił się do talli kobiety i nieco ją po plecach połaskotał pomrukując cicho. Nellie pocałowała czule Sweeney'a i przeczesała jego włosy, ale zaraz też go przeprosiła by udać się do kuchni i sprawdzić jak mają się jej paszteciki. Pilnowała w kuchni pieczenia, a po paru chwilach pojawił się tam Sweetie i wstawił do zlewu filiżankę, którą przyniósł z salonu. Tu intensywniej czuł zapach wypieków Pani Lovett, był jeszcze trochę zaspany, lecz cieszył się, że oboje byli już w domu i panował wieczór. Potem oboje zjedli spokojnie kolację, słynne paszteciki Pani Lovett, które zachwalał Sweeney, zresztą jak zawsze smakowały mu były wyjątkowe.
- Może jutro ktoś zgłosi się w sprawie Twojego ogłoszenia, ale pierw chcesz zebrać kilkoro ludzi, by ich troszkę przetestować? Same referencje to nieco za mało, potem nie miło by było, gdyby coś okazało się niedopieczone. - Zerknął na Nellie i dopijał swoją herbatę z cytryną, a gdy przez okno dalej mignęła mu jakaś pani z czymś... odparł, nim Nellie zabrała głos.
- A co jakbyśmy sprawili sobie... - Nellie uniosła brew na Sweeney'a pytająco, po czym mężczyzna dokończył. - ...Psa? ... Jakieś zwierzątko? No może nie jest to najlepszy pomysł, ale to zawsze wymówka, no i okazja do wyjścia na dwór. - Sweeney rzucił jedynie taki pomysł, ale to był tylko pomysł. Nellie jednak sądziła, że Sweeney powie o czymś innym, oczywiście miałaby na myśli ich wspólne dziecko, ale chyba za dużo przez ostatni czas o tym myślała? A może budził się w niej matczyny instynkt? Chyba za dużo sobie wyobrażała, ale w oczach Sweeney'a widziała ostatnio coś więcej niż tylko to, że wyznawał jej od czasu do czasu miłość. Lecz mimo to ciągle był zamknięty na niektóre tematy z Nellie, nie mówiąc już o czynach, Chyba przesadzała z tymi myślami, ale gdy Sweeney odpiął dwa guziki swojej koszuli zerknęła na niego i zaraz mężczyzna złapał jej wzrok.
- Och Sweetie... Co do ogłoszenia to zobaczymy, wiesz..? Teraz nie chce zawracać sobie tym głowy. Napisałam na plakacie, znaczy w drukarni napisali jak chciałam, że będzie konkurs na pracownika.. Psa? Hm.. myślałam, że powiesz co innego.. hehe.. Och nie wiem, czy to dobry pomysł, czy byśmy dali radę opiekować się pupilkiem wiesz..? Sweeney na spacer możesz wyjść ze mną, nie potrzebujesz do tego pretekstu by się przewietrzyć hehe.. Coś mi się zdaje, że to taki nagle rzucony pomysł.. - Uśmiechnęła się, a mężczyzna przytaknął i zaśmiał się na słowa kobiety o zwierzęciu, no oczywiście, że nie był to zbyt przemyślany pomysł, a nagły, pod wpływem zobaczenia kobiety z psem. Todd może chciał po prostu mieć powód na to by przemyśleć kilka spraw w samotności ludzkiej ze zwierzęciem i wtedy wyjście na powietrze nie byłoby dziwne.
- Oj Nellie to taki impuls po prostu i już, przemyślimy to, hm? A o czym myślałaś? - Wrócił do wypowiedzi kobiety, która zaraz wstała i westchnęła cichutko podchodząc powoli do Todd'a gdy siedział na krześle i dotknęła jego ramienia, a po chwili uwodzicielskim krokiem i ruchami ciała znalazła się za nim. Objęła go od tyłu tak, że jedną dłonią delikatnie powędrowała na jego lewą pierś pod koszulą mężczyzny i szepnęła na ucho, gdy Sweeney cicho zamruczał.
- Co miałam na myśli? Na pewno nie zwierzaka, choć kto wie, może kiedyś się postaramy o futrzaka, lubię zwierzęta, to taka pociecha dla człowieka, ale mój drogi myślałam o Tobie i o mnie... masz takie gładkie ciało, kocham jego zapach wiesz...? Może straciłeś co nieco na wadze, ale dalej jesteś cudowny, dojdziesz do formy. Pachniesz tak męsko, ale i delikatnie słodko. Kochanie, najchętniej To Ciebie bym chciała, a co miałam na myśli, to zostawiam Ci jako zagadkę. - Zachichotała mu nad uchem, a Sweeney uniósł lekko brew i spoglądał na dłoń Nellie, gdy wodziła dłonią po jego ciele i odchylił głowę do tyłu spoglądając na kobietę i odparł do niej.
- O nas myślałaś? To miłe. Ale raczej nie chcesz mnie zabrać na spacer i spuścić ze smyczy hehe.. hm..? Chcesz mnie? Ale przecież mnie masz... Zagadka... hm.. troszeczkę skomplikowana... - Zaśmiał się pod nosem, bo droczył się z kobietą, oczywiście wiedział, że chciała jego ale nie tylko poprzez słowa, że są razem, ale poprzez czyny, Nellie chodziło przecież o zbliżenie pomiędzy nimi. Lecz nie miała zamiaru nalegać, na nic, poza tym nie sądziła, że Sweeney otworzy się na jej myśl. Rzuciła swoim wyznaniem niemal w niego znienacka i miała nadzieję, że nie będzie dziś sama spędzać tego wieczoru. Pan Todd często się zamykał i tym razem chyba naprawdę by tego nie zniosła.
Mężczyzna spoglądał na Nellie, a zaraz pogładził ją po jej dłoni poprzez swoją koszulę i przyciągnął na swoje kolana, gdzie zaraz niespodziewanie usiadła, podobało się jej to, czyli że jednak Sweeney nie był dziś taki obojętny na jej czułości. Ostatnio oczywiście w ogóle nie był obojętny, ale jeszcze tak daleko nigdy nie zaszli. Golibroda objął kobietę jedną ręką, a drugą pogładził czule jej policzek i przytulił do siebie szepcząc. - Ktoś tu ma dziś kosmate myśli, hm..? - Zaśmiał się do kobiety, ale po chwili już składał czuły pocałunek na jej wargach. Pogładził piekarki policzek i przesunął dłoń na jej szyję i tak skupił się na pocałunkach, czując jak kobieta wodziła dłońmi po jego ciele i rozpięła jeden guziczek jego koszuli, czy głaskała go po plecach.
- Nellie... może jednak pójdziemy z jadalni, gdzieś gdzie jest trochę wygodniej. Później się pozmywa, albo jutro.. i tak sklep zamknięty.. - Spojrzał w oczy kobiety i cicho zamruczał na ucho kobiety, w końcu byli razem, więc uznał że może czas najwyższy nie tylko pocałować się w usta, czy potrzymać za ręce. Może jeszcze nie był w idealnej formie, ale spędzenie miłych chwil z osobą, którą kocha nie mógłby przecież sprawić mu bólu, a tym bardziej Nellie. Propozycja Todd'a bardzo, ale to bardzo przypadła Nellie do gustu i objęła jego policzki dłońmi i zaraz złożyła soczysty pocałunek na wargach mężczyzny. A zaraz oboje podnieśli się i ruszyli z jadalni trzymając się za ręce na piętro do sypialni, ale jeszcze nim to zrobili Todd pociągnął Nellie w stronę drzwi by sprawdzić czy zamknięte, pogasił światła w salonie, choć prawie wszedł na stolik i zaśmiał się w ciemnościach. A zaraz oboje poszli powoli na górę, gdzie zaraz weszli do sypialni. Nellie zaraz usiadła na łóżku i spoglądała na Sweeney'a, gdy do niej podchodził, a ona sama wsuwała się nieco bardziej na łóżko, wtedy to mężczyzna znalazł się nad nią i uśmiechnął do niej czule.
- Kocham Cię, a tego wieczora chyba nikt nam nie zepsuje.. jak inni zepsuli nam ostatni miesiąc.. więcej nawet, tak dziś nic nie może przydarzyć się nagle.. Nie otwieramy nikomu... Nie ma nas.. i tutaj, też nas nie ma.. - Mężczyzna zaśmiał się znajdując się nad kobietą i przybliżył się do niej i lampy po jednej stronie łóżka, gdzie zaraz nieco przygasił jej światło. - A dostanę na zachętę buziaka chociaż? -Spojrzał na kobietę, gdy Nellie zaraz przyciągnęła mężczyznę do siebie za szyję, że niemal twarzą wylądował na jej dekolcie, ale gdy na nią spojrzał zaraz otrzymał czuły pocałunek od którego nie chciał się uwalniać i tak z jednego pocałunku, otrzymał całą salwę czułości od Nellie.
- Oczywiście, że tak.. Czy Ci kiedyś odmówiłam.. Mój Ty Sweetie Kochany... Jesteś taki słodki dzisiaj, że aż nie mogę uwierzyć w to co się dzieje... - Nellie jakby mogła to schrupałaby Sweeney'a i objęła go czule, kiedy zakradał sie jedną dłonią do jej pleców, a drugą na jej biodro. Próbował zakraść się zaraz pod suknie kobiety, ale w akcie tych wszystkich fałd, ilości sukni, szepnął do Nellie cicho. - Nie wiem jak kobiety dają radę nosić na sobie pięć sukienek na raz.. naprawdę..! - Spojrzał na ukochaną kobietę marszcząc czoło, a Nellie zaraz dotknęła mocniej dłoni Todd'a do swojego biodra i szepnęła mu na ucho muskając je delikatnie i chichocząc jednocześnie - Och mój miły, nie martw się... poradzimy sobie z tą suknią, och nie noszę pięć sukni na sobie jednocześnie, to jest jedna.. Sweeney..! No wiesz co.. Taki niecierpliwy jesteś..? - Uniosła lekko brew, ale nie chciała przedłużać niczego zbędnymi rozmowami, nie chciała by mężczyzna wycofał się w ostatniej chwili.
- Troszeczkę jestem... - Zaśmiał się i przystąpił do rozsupłania powoli części gorsetowej Nellie i jeszcze cichuteńko szepnął. - To zajmie wieki...

niedziela, 27 marca 2016

Part 325.

Zakupiła najpotrzebniejsze artykuły, ponieważ sklepy mieli pod nosem i gdyby coś było potrzebne zawsze prędko można do nich zajrzeć. Również przez to, że sklep póki co nie był otwarty nie potrzebowała ogromnych ilości produktów, jak przyprawy, worki mąki czy duże ilości mięsa. Nawet cieszyła się, że nie musiała organizować tego wszystkiego, a przede wszystkim transportu do sklepu. No i tak po dwóch godzinach od wyjścia Nellie wróciła do domu, gdzie Sweeney właśnie przygotowywał makaron do spaghetti. Pani Lovett zostawiła większość plakatów w salonie, a jeden z nich wzięła do kuchni by pokazać go ukochanemu.
- Wpadłam na takie coś, oczywiście z pomocą profesjonalisty, ale ważne że jest.. Podoba Ci się..? Jeden powieszę na drzwiach wejściowych, a co do reszty to chyba muszę się udać na spacer i znaleźć odpowiednie miejsca.. Jeśli ktokolwiek się zgłosi, albo więcej niż dwie osoby trzeba będzie urządzić konkurs na to miejsce.. bo nie zatrudnię aż tylu osób.. Ale zobaczymy, okaże się czy ktoś w ogóle się zainteresuje.. - Nellie przekazała plakat-ogłoszenie Sweeney'owi, który przejął je po wytarciu rąk w ścierkę, a sama odstawiła torby z zakupami i przyjrzała się temu, co konkretnie działo się w kuchni. - Mmm.. ładnie tutaj pachnie.. Czyżby spaghetti? Zaskakujesz mnie Sweetie.. może jednak to Ty chciałbyś się dołączyć do mojego interesu, hm..? - Puściła oczko do mężczyzny i spoglądała z uznaniem to na niego, to na wszystko co przygotował. Oczywiście nie pierwszy raz już coś ugotował, ale Nellie wciąż była zachwycona jego kulinarnymi zdolnościami, czy po prostu tym że jako mężczyzna nie uciekał od gotowania, czy nie przypisywał tej roli wyłącznie kobiecie.
- Przejrzyste, konkretne i ładnie wymyślone.. to najważniejsze.. Oj kochanie.. czemu nikt nie miałby się zgłosić? Twoja działalność jest popularna w Londynie.. na pewno nie jedna osoba chciałaby tutaj pracować u boku mistrzyni.. Jeszcze się zdziwisz.. - Todd przyjrzał się uważnie szczegółom na papierze, czy też przeczytał wszelkie postawione wymagania. Zamierzał wspierać ją w wyborze tej odpowiedniej osoby, co na pewno łatwe nie będzie. - Myślisz, że się nadaję, hm..? Może nie warto szukać tak daleko.. hehe.. - Odłożył póki co plakat i objął Nellie od tyłu kiedy nieco jeszcze doprawiała gotujące się mięso. - Ale bez przesady, to tylko jeden obiad.. A tak poza tym, masz jeszcze jakieś ciekawe wieści z miasta..? Ja przyjąłem jednego klienta, tego starszego dziadka.. nawet nie sądziłem, że tak mnie to zmęczy.. chyba rzeczywiście muszę jeszcze podreperować zdrowie..
- Tak, mam jeszcze wieści.. Sama nie wiem, jak je określić.. dobre czy złe? Mogę tylko powiedzieć, że masz dobrą intuicję, co do ludzi Sweeney.. - Nellie westchnęła i odwróciła się przodem do Sweeney'a, dotknęła jego policzka. - Widzisz, nie możesz na razie zabierać się za pracę.. To samo powiedział lekarz.. Widziałam się dzisiaj z Charlie'm.. niestety te wieści nie niosą niczego na jego korzyść.. Może przejdziemy do salonu..? - Sweeney na słowa kobiety nieco spochmurniał, już domyślał się co zaraz usłyszy i chyba rzeczywiście wolał usiąść, dlatego zaraz zajęli miejsca na kanapie. - Z drukarni udałam się prosto do sklepu, po drodze mijałam winiarnię Hopfera, kojarzysz gdzie to jest..? Głównie wina, chociaż i inne alkohole.. Widać dopiero co było po świeżej dostawie, stał tam jeszcze powóz a obok niego dostrzegłam znajomą sylwetkę.. to był Charlie.. Tylko nie sam, a z jakąś kobietą.. Sytuacja była dość jednoznaczna.. Sweeney.. gdybym się tam nie pojawiła i nie zobaczyłby mnie sam możesz domyśleć się do czego by tam zaraz doszło.. Potem dostrzegł mnie i się speszył.. Wkrótce zjawił się też mąż tej kobiety i ten łajdak został przez niego trochę poszkodowany.. Sweeney.. z tego co zrozumiałam.. to może być częścią jego planu, próbuje uwieść kobiety z pokaźnymi majątkami.. a za główny cel ustawił sobie Johannę.. tamta kobieta też nie należała do najbiedniejszych.. Chodzi mu tylko o pieniądze.. - Na policzkach Nellie wykwitły rumieńce, była mocno poruszona tą sprawą, tym bardziej chciała by Johanna dowiedziała się całej prawdy.. i to wkrótce. Todd zmrużył oczy, a jego zamyślenie dodało jego twarzy kilka lat. Wszystkie jego przeczucia się sprawdziły, nawet nie miał już słów na komentarz dotyczący tego zepsutego zachowania. Nagle ton jego głosu zmienił się nie do poznania. Był groźny, ale i pełny satysfakcji. Stała się okrutna rzecz dla Johanny, ale jej ojciec cieszył się, że doszło do tego wcześniej niż później. Właściwie niezbyt zdziwił się na te wieści, był prawie pewien swego już wcześniej. A teraz? Czuł, że ma Charles'a już w garści. Sam pamiętał po przygodzie z McCartney'em, że tacy mężczyźni mimo wszystko mają nieco osłabioną czujność i bardziej martwią się o to by jedna kochanka nie zobaczyła go z drugą, a nie martwił się o przyłapanie przez nieznajomych ludzi, którzy wbrew pozorom mogą zakończyć miłosne ekscesy. A tego na pewno Charles nie spodziewał się po parze z Fleet Street.
- Nellie.. Wydaje mi się, że dostawy do takich sklepów są co tydzień, prawda? Zwłaszcza w centrum, gdzie jest na nie zapotrzebowanie.. Niekoniecznie musimy czekać aż tydzień, przecież można dowiedzieć się w różnych miejscach kiedy konkretnie są dostawy i od kogo.. A Ty zaproponowałaś Johannie swoją pomoc.. Zresztą możemy poobserwować codzienne funkcjonowanie tego człowieka.. aż w końcu zabierzesz Johannę na spacer, zakupy.. cokolwiek.. i wtedy złapiecie go na gorącym uczynku.. będzie po wszystkim.. - Sweeney wstał i podszedł do okna. Wyjrzał przez nie, ale tak naprawdę nie interesowało go co dzieje się na zewnątrz. Jego myśli powędrowały zupełnie gdzie indziej. - Zastanawiam się jak można być taką świnią.. Najchętniej poderżnąłbym mu gardło.. za całe cierpienie, które zafunduje mojej córce.. albo załatwiłbym mu koniec możliwości rozmnażania się.. - Sweeney uśmiechnął się złowieszczo, w jego oczach zalśnił błysk, a do tego przesunął dłonią po brzytwie, której nie odczepił z paska. Doskonale wiedział, tak samo jak wiedziała Nellie, że był w stanie posunąć się do najgorszych czynów jeśli ktoś naraził się bliskim Sweeney'a. Czy tym razem to nastąpi? Nie chciał o niczym przesądzać już teraz, ale był do tego gotowy. - A Tommy? Dziecko potrzebuje ojca tak samo, jak i matki.. Johanna zasługuje na prawdziwą miłość, szczęście.. na wszystko co najlepsze..
- To bardzo dobry plan, masz rację we wszystkim.. Jednak nie chciałbyś być przy tym obecny? Sweetie.. nie wiemy jak zareaguje Johanna, ale na pewno będzie potrzebowała wsparcia, nie tylko mojego, ale i swojego ojca.. nawet jeśli jeszcze nie wie o wszystkim.. Poza tym dałbyś wyraźnie do zrozumienia Charlie'mu żeby więcej się do niej nie zbliżał.. - Nellie znalazła się przy mężczyźnie, powiodła wzrokiem za jego wzrokiem skierowanym na ulicę, lecz po chwili spotkała się ze spojrzeniem ukochanego i złapała go za obie dłonie. - Wiem o tym wszystkim Skarbie.. Ja też chcę dla Johanny jak najlepiej, dlatego pragnę uczestniczyć we wszystkim by jej pomóc.. Pamiętaj, że gdyby nie Ty.. my.. nikt bliżej nie przyjrzałby się temu mężczyźnie i Johanna zostałaby uwięziona w związku z nim na długo, być może i na zawsze.. Jak na razie wszystko zmierza w dobrą stronę.. i to dokładnie w tym czasie kiedy sędziego nie ma w mieście.. i oby tak jak najdłużej.. Może Tommy nie będzie miał przy sobie biologicznego ojca, może zastąpi go ktoś godny miłości Twojej córki? Gdyby tylko znalazł się ten Anthony, który wrócił z Tobą do Londynu.. dawne czasy, ale był miłym młodzieńcem.. i miałam wrażenie, że coś pomiędzy nimi zaiskrzyło.. Jednego jestem pewna.. Tommy będzie miał przy sobie kochającego dziadka.. a Johanna odzyska prawdziwego tatę.. i ten koszmar się skończy..
- Sam nie wiem, zobaczymy.. Przecież od razu jutro do tego nie przystąpimy, ale za kilka dni..? Poza tym musisz porozmawiać z Isabel, albo skontaktować się z jej znajomymi od sali.. Na razie niech wszystko wygląda tak jak powinno wyglądać.. Musimy utwierdzić Charles'a w przekonaniu, że jego pozycja jest bezpieczna i Johanna niczego się nie dowie.. Mam rację? Wtedy dalej będzie czuł się bezkarnie i nie będzie się niczego domyślał, przez to zapędzimy go w pułapkę.. - Sweeney pogładził kciukami dłonie kobiety. - Wiem Nellie, ale na razie nie wybiegajmy tak daleko w przyszłość.. Najpierw musi powieść się jedna sprawa, aby wyszły kolejne.. No i wszystko wygląda na razie dobrze, gorzej jeśli Turpin rzeczywiście pojawi się w Londynie, nawet jeśli trafi do więzienia to Johanna będzie się starała go odwiedzać i swoją uwagę poświęci jemu.. A my chcemy żeby skupiła się na zakupach z Tobą i na tym, że ten nieudacznik nie poświęca jej swojego czasu.. Hm.. a teraz myślę, że pora zabrać się za obiad.. bo zaraz wszystko się przypali, a ja zaczynam być głodny.. - Mężczyzna pocałował jeszcze dłoń kobiety, kiedy tak stali tam jeszcze przez chwilę, po czym wrócili do kuchni gdzie na talerzach pojawiło się danie rodem z Włoch i oboje niebawem napełnili nim swoje żołądki. Po obiedzie odpoczęli trochę, Nellie zadbała jeszcze o to by Sweeney zjadł owoce i kawałek ciasta, a wieczorem zamierzała zrobić paszteciki na które już dawno ochotę miał Todd, a przy tym mogła dyskretnie realizować swój plan dzięki któremu miała pomóc mężczyźnie wrócić do jego dawnej wagi.
(...)
Kiedy Pani Lovett i Pan Todd zrelaksowali się już wystarczająco, by zająć się czymś konkretnym oboje postanowili, że dobrym pomysłem będzie wybranie się Nellie do jej przyjaciółki Isabel. To samo kobieta proponowała ukochanemu, jednak Sweeney tłumaczył się, że zajmie się na pewno czymś w domu bo było akurat kilka rzeczy, którymi mógł zając się bez większego wysiłku, a przede wszystkim wiedział, że Nellie dawno już nie odwiedzała przyjaciółki i nie chciał im przeszkadzać w tych kobiecych rozmowach. Niebawem więc Lovett popijała już kawę w domu Isabel, a przy okazji w drodze przykleiła na ulicach kilka własnych ogłoszeń. Sweeney w tym czasie zajął się malowaniem swojego biurka w zakładzie, na którym trzymał wszelkie produkty, których używał na swoich klientach.
- Nellie.. jeśli mogę.. gdzie zniknęłaś na tak długi okres czasu..? Już zaczynałam się o Ciebie martwić.. Chciałam wysłać list, telegram.. cokolwiek.. ale nawet nie wiedziałam gdzie go zaadresować.. Sprawdzałam prawie codziennie, czy wróciłaś.. Co się stało..? Sweeney'a również dawno nie widziałam.. - Isabel zmarszczyła czoło i spojrzała z niepokojem na swoją przyjaciółkę. Nie miała z nią kontaktu przez tak długi okres czasu, że sama nie wiedziała od czego zacząć. - Wyglądasz tak blado, jak po chorobie..
- Turpin wplątał nas w swoją intrygę, podstępem sprawił, że Sweeney musiał wyjechać by rzekomo ogolić jakiegoś bogatego staruszka na jego setne urodziny.. Nie mógł zrobić nic innego, bo człowiek, którego to rzekomo był wujek szantażował go.. Na miejscu okazało się, że Bamford i Turpin chcą zabić Sweeney'a.. przetrzymywali go w lochach zamku przez kilka dni.. bili, torturowali, głodzili.. Gdybym nie pojechała tam od razu za nim, pewnie do tej pory nie wiedziałabym co się tam wydarzyło.. Potem spędziliśmy tam prawie dwa tygodnie w szpitalu, oboje, bo ja też byłam w nienajlepszym stanie.. chociaż Sweeney miał poważną operację.. Dlatego teraz można powiedzieć dalej dochodzimy do zdrowia.. zakład i sklep są zamknięte.. - Nellie napiła się kawy, po czym odstawiła kubek na stolik i spojrzała dość smutnym wzrokiem na Isabel. - Wybacz, że Cię nie powiadomiłam, ale to wszystko było takie natychmiastowe.. nie mogłam zwlekać..
- Niezbyt wiele z tego rozumiem.. A Turpin? Co z nim? Nie żyje? Och za te wszystkie rzeczy, których dokonał powinien już dawno wąchać kwiatki od spodu.. Nie obrażam się o to Nellie, nie martw się.. Ważne jest zdrowie.. jak się czujesz..? W ogóle jak pomiędzy Tobą, a Sweeney'em..? - Isabel przysunęła swoje krzesełko bliżej przyjaciółki i spoglądała na nią z zaciekawieniem.
- Żyje, żyje.. został aresztowany, póki co nie ma go w Londynie i oby tak jak najdłużej.. chociaż mocno go uszkodziliśmy w tych lochach.. Czuję się lepiej, trochę podratowali mnie w szpitalu.. Bardzo dobrze jest nam razem, z nikim nie byłam tak szczęśliwa.. Sweeney jest całym moim światem, właściwie dzięki tym wszystkim przeszkodom, które stanęły nam na drodze od kiedy wróciłam do Londynu zbliżyliśmy się do siebie jak nigdy.. Przy nikim nie czułam się tak jak przy nim.. - Nellie uśmiechnęła się szeroko, a nawet zarumieniła się delikatnie na wspomnienie o ukochanym. - Ach.. najważniejsze..! Muszę skontaktować się z Catherine.. podasz mi jej dokładny adres? Interesuje mnie wynajęcie sali na wesele..
- Wesele?! Bierzecie ślub..? Czemu dowiaduję się o tym dopiero teraz?! Nellie, tak się cieszę..! - Isabel aż się ożywiła i pocałowała policzek przyjaciółki w geście gratulacji, chociaż nie pozwoliła dokończyć zdania kobiecie i źle zinterpretowała prośbę.
- Nie, nie, nie.. - Zaśmiała się Nellie. - Przynajmniej z tego co mi wiadomo to jeszcze nie wybieramy się przed ołtarz.. Oj nie martw się kochana, przecież wiedziałabyś o tym pierwsza! To nie dla nas sala, tylko dla córki Sweeney'a.. obiecałam, że jej w tym pomogę.. dlatego muszę zdobyć ten adres..
- Pff..! Zawiodłam się Nellie, zawiodłam.. Hehe.. No dobrze, rozumiem.. zaraz napiszę Ci wszystko na kartce.. Ale z drugiej strony, nie zastanawialiście się jeszcze nad tym? Nie ma co tracić czasu.. - Kobieta wyrwała ze swojego notatnika kartkę, sięgnęła po ołówek i chwilę zastanowiła się co do adresu Catherine.
- Bella, Bella.. Jak wyobrażasz sobie tą rozmowę? "Sweeney.. jesteśmy już jakiś czas ze sobą, więc moglibyśmy wreszcie wjechać na poważniejsze tory.. No dalej, uklęknij i będzie prawie po wszystkim".. Mamy teraz zbyt wiele innych zmartwień żeby doszedł do tego jeszcze ślub.. poza tym na wszystko przyjdzie pora, nie sądzisz? Dajmy sobie jeszcze trochę czasu.. Kocham go, ale naprawdę nie mam zamiaru wywierać na nim zaraz takiej presji albo sama się oświadczać.. Spokojnie, gdyby coś takiego się wydarzyło, do Ciebie zawitam najprędzej.. - Nellie zapewniała Isabel. Pewnie, że już nie raz wyobrażała sobie jak wyglądałoby ich wspólne życie po ślubie, czy oświadczyny Sweeney'a, ale raczej były to dalekie marzenia którymi dzieliła się tylko z sobą. Ślub poza tym był tylko formalnością, kolejnym papierkiem w dokumentach i zmianą nazwiska - a te wszystkie ceremonie nie wpływały na to jakim uczuciem darzą i będą siebie darzyć.
Przyjaciółki rozmawiały jeszcze przez jakiś czas, ale Pani Lovett nie zostawała tam bardzo długo, miała zamiar jeszcze zrealizować własne plany co do pasztecików i Sweeney'a. Mimo, że wizyta u przyjaciółki nie trwała kilka godzin to wyszła z niej w poprawionym nastroju, wręcz rozweselona. Szybko dotarła do domu, gdzie czekał już tylko wieczorny wypoczynek w najlepszym towarzystwie jakie tylko mogła sobie wymarzyć.

Part 324.

Nim jednak oboje naprawdę zasnęli to podziałało na nich wino, które wypili. Zatem, gdy wylądowali w łóżku Sweeney przysunął się do kobiety, gdy leżała na boku zwrócona w jego stronę, wtedy mężczyzna zaczepił kobietę pod pościelą i położył dłoń na jej biodrze. Zamruczał i zaraz lekko przyciągnął ją do siebie. Pocałował Nellie policzek, a zaraz i szyję i wodził wargami po jej karku, potrzebował tego, zapragnął za czułością, poza tym chciał też pokazać kobiecie, że ją kocha i nie jest mu obojętna. Nellie zaś była podekscytowana tym wieczorem z mężczyzną i zakradła się dłonią pod koszulkę Sweeney'a gładząc go po plecach czy boku, delikatnie przesunęła opuszkami palców po jego brzuchu. Czuła, że nieco schudł i skrycie chciała go nieco podtuczyć, by wyglądał lepiej niż teraz po operacji i pobycie w szpitalu, a tym bardziej po czasie uwięzienia przez ojczyma Johanny.
Lekko podciągnęła jego koszulkę z jednej strony wyżej, że spojrzała na ciało mężczyzny w końcu był bardziej odkryty z kołdry niż ona sama, ale która kobieta nie lubiła popatrzeć, czy dotknąć ciała swojego ukochanego. Uśmiechnęła się czule do mężczyzny, gdy oparła się dłonią o jego tors, ale dłoń wsunęła pod jego koszulkę i miziała go po skórze delikatnymi ruchami. Po chwili zbliżyła się do jego ust i ich wargi napotkały się w licznych czułych pocałunkach, przez co Sweeney przysunął Nellie bardziej na swoje ciało, że jedna noga kobiety znalazła się pomiędzy udami mężczyzny. Cieszyła się z tego wieczoru, nie liczyła jednak na ich bliskie zbliżenie, ale każdy czuły gest mężczyzny doceniała, pozwoliła sobie też na zdjęcie z niego koszulki jaką miał na sobie i zaraz dotykała jego ciała stęsknionymi rękami. Sweeney pogładził nadgarstek kobiety i spojrzał czule w jej oczy mówiąc.
- Chyba wino nam nie zaszkodziło, hm? Hehe, oj żartuję, ale przez te różne problemy, dylematy należy nam się chwila prywatności, spokoju i to nasza chwila przede wszystkim... tylko nasza. Dasz mi buzi? - Zaśmiał się i zaraz sam pocałował Nellie w usta i okrył ją za plecami kołdrą, by było jej ciepło, a po chwili ucałował skroń kobiety. Nellie uniosła brew i zaśmiała się, gdy Sweeney spoglądał w jej oczy i zbliżał się do jej warg poruszając lekko brwiami i odparła muskając jego usta.
- Kochanie, to tylko jedna butelka wina! Nie skrzynka... och wtedy chyba byśmy oboje zostali na dole na kanapie i tu nie dotarli, a tym bardziej do łazienki. Ale nie narzekałabym mając Cię przy sobie. Sweeney, kocham Cię i moje uczucie nigdy się do Ciebie nie zmieni. - Pogładziła mężczyznę po policzku i znów spotkali się w czułym pocałunku. Mężczyzna objął Nellie za plecami i miział jej nosek swoim noskiem. Oboje leżeli na łóżku, Sweeney przymknął oczy tuląc do siebie kobietę i zamruczał przy jej uchu, gdy wtuliła się w jego ciało, ale oczywiście uważała na jego blizny, jeszcze gojące się rany po operacji, w końcu Sweeney jeszcze nosił opatrunek na klatce piersiowej, by go nic nie uraziło, ale oczywiście Nellie mu to zmieniała i nie zaklejała całkiem, bo musiał tam być dostęp powietrza i właśnie lekko z boku jego lewej piersi poniżej dotknęła go lekko dłonią przy opatrunku, a zaraz tam pocałowała. Uważała też na jego brzuch, bo Sweeney miał nadal ślady i jeszcze kilka obrażeń po tym co przeżył. Jego ciało niezbyt szybko się regenerowało z powodu też jego obniżonej odporności. Lecz była ucieszona tym, że byli już w domu razem. Czuła jak Sweeney zaczepiał dłonią o jej biodro, czy drugą ręką zahaczył o jej udo i znów pozwolił sobie na mruczenie. Mimo to Sweeney był już zmęczony, jak i Nellie tymi wrażeniami, gdy pojawiła się Johanna, ale przed snem takie czułości na pewno lepiej wpływały na zaśnięcie, niż jakby każdy z nich leżał na własnej połowie i odwrócił się tyłem.
- Wiem Nellie, wiem.. i ja Cię kocham. Wiem, że nie jestem najlepszy w okazywaniu uczuć i rzadko kiedy powoduje, że to możesz poczuć... Ale mam nadzieję, że kiedyś się to we mnie zmieni i będzie inaczej... A teraz czas już spać hm..? Nie obrazisz się? Jestem już trochę zmęczony wrażeniami dzisiejszego dnia, mimo tej popołudniowej drzemki sen ciąży teraz nade mną.. Chodźmy spać.. - Spoglądał na kobietę i pocałował jej wargi na dobranoc, przytulał Nellie do siebie, gdy przytuliła się do niego i przytaknęła na jego słowa, gładząc go po klatce piersiowej, nieco zaczepiła go z dwa razy o rant jego spodni od piżamy, Szepnęła mu zaraz cicho na uszko.
- Wiem, że mnie Kochasz, Kochanie ja się cieszę, że w ogóle przestałeś być wobec mnie obojętny. To, że mogę Cię dotknąć i nie masz tego za coś oburzającego, albo czujesz obojętność i masz swój świat... Bo teraz to jest nasz świat. Oczywiście, że się nie obrażą, Oboje jesteśmy zmęczeni. Tylko mnie nie puszczaj podczas snu, lubię Cię czuję, gdy jesteś blisko mnie.. - ostatni pocałunek przed snem, chwila czułości, która pozwoliła im jeszcze na kilka szeptów, co przerodziło się niebawem w ich głębokie sny.
(...)
Kolejny dzień zaczął się dla nich nieco później, niż wstawali do pracy, a raczej znacznie później, bo dopiero koło dziewiątej, poza tym Sweeney chodził w szlafroku, Nellie zaś już powoli wyglądała jak za dnia, w swojej sukni. W końcu dziś chciała udać się do drukarni, by dać ogłoszenie plakatowe, w związku z którym wydałaby zapotrzebowanie na pomoc do swojego sklepu. Jeszcze w głowie sobie układała, kogo potrzebuje do sklepu, z jakimi umiejętnościami. Na dworze było dziś bardzo ponuro, niemal w dzień trzeba było palić światło, bo pogoda na niebie pokryta była przez niemal smogiem otulone chmury, co równocześnie nie sprzyjało londyńskiemu samopoczuciu mieszkańców.
Sweeney zaś zajmował się śniadaniem, które wspólnie zjedli, a potem też przygotował się do dnia. Nellie później wyszła do drukarni i chciała jeszcze wejść do jednego sklepu, zatem Todd został sam w domu. Zajrzał na swoje piętro i zmienił wywieszkę na drzwiach na "Zamknięte do odwołania. Przepraszam". A około południa zawitał na piętro starszy Pan, któego wpuśił SWeeney do środka i zajął się nim, choć trwało to trochę dłużej, bo mężczyzna cały czas dziękował golibrodzie za tą usługę, że Sweeney nie mógł golić, aż odparł.
- Panie Crofford, za moment w ogóle Pana nie ogolę, jak jeszcze raz się Pan odezwie, za bardzo sie Pan wierci, a ja nie chcę ryzykować, że skrzywdzę Pana brzytwą więc, cisza inaczej zrezygnuje z Pana oferty.. - Warknął już na mężczyznę, tym bardziej, że już stał trochę czasu, bo sprzątał tu i tam i chciał odpocząć. Nie sądził, że szpital i ta operacja go tak wykończą. Klient Sweeney'a nareszcie zamilkł więc golibroda zrobił co do niego należało, na koniec wytarł twarz starszego człowieka wilgotnym ręcznikiem i to byłoby na tyle. Mężczyzna był zadowolony ze swojego wyglądu, zaraz zapłacił podwójną stawkę jak umawiał się ze Sweeney'em, ale mężczyzna wziął tylko połowę tej sumy. Crofford zdziwił się, lecz Sweeney wyjaśnił po chwili.
- Od Pana więcej nie wezmę. Za resztę niech Pan kupi lepiej żonie kwiaty, na pewno się ucieszy. - Uśmiechnął się do mężczyzny, gdy ten powoli zakładał swoją marynarkę, przy czym Todd mu pomógł. Potem podał mu płaszcz, a starszy Pan spoglądając na Todd'a odezwał się widząc, jego sińce pod oczami.
- Dziękuję. Och na pewno by się ucieszyła, uwielbia lilie. A jeszcze jeśli mogę.. tak słabo Pan wygląda, dobrze się Pan czuje Panie Todd..? Tyle, czasu Pana tu nie widziałem. Jakiś wyjeździk? - Sweeney zaraz podszedł do blatu i sięgnął tam po swoją chłodną herbatę, której się napił, a zaraz odezwał do swojego klienta.
- Cała przyjemność po mojej stronie. Tak, w porządku, nic mi nie jest.. Hm.. nie było mnie to fakt, wyjechałem. Powiedzmy, że jestem w trakcie leczenia i dochodzę do siebie po operacji, dlatego mnie nie było.. Ale bardzo proszę o tym nie rozpowiadać.. Ani nie mówić, że Pana przyjąłem, mimo zamkniętego zakładu. Na razie zakład zostaje zamknięty, nie mam siły pracować tu pół dnia. - Wzruszył ramionami, na moment przeprosił swojego klienta i poszedł na zaplecze umyć ręce, choć i tak widok na swojego klienta miał.
- Ojej to bardzo współczuje Panie Todd... Mam nadzieję, że szybko Pan wyzdrowieje. Gdybym wiedział nie namawiałby Pana na przyjęcie mnie. Proszę mi wybaczyć. - Mężczyzna posmutniał, a Sweeney zaraz odezwał się do Crofford'a, gdy zbliżał się, do niego i wycierał ręce w ręcznik, który zaraz przewiesił sobie przez ramię.
- Proszę się tym nie przejmować. Nic się nie stało. Tylko proszę o tym nie rozpowiadać, dobrze? Nie chcę słyszeć plotki na mój temat... - Mężczyzna przytaknął do Todd'a rozmawiając z nim, a zaraz tez panowie się pożegnali i Todd powoli zamykał drzwi za klientem, nie wiedział, że w tym czasie w pobliżu była Johanna i patrzyła na niego, jak Todd jeszcze przecierał ścierą szybę drzwi wejściowych do zakładu. Próbowała do niego podejść by z nim porozmawiać, ale zaraz zaczepiła ją znajoma, a Sweeney zamknął drzwi zakładu i wycofała się z tego zamysłu.
Zaś Nellie w tym czasie właśnie była w gabinecie drukarni, gdzie ludzie dawali ogłoszenia na kolejny dzień, czy więcej, ale oczywiście za odpowiednią opłatą. Nellie tam podała też wymagania dla pracownika, jakiego szukała, nie sądziła jednak, że znajdzie się ktoś tak bardzo kompetentny. Oczywiście spotkała się też z grafikiem, który nakreślił jej plakat, ze sklepem kobiety, z czego Nellie była bardzo zadowolona. Niemałą sumę jednak zostawiła w drukarni, ale inaczej nie znalazłaby kogoś do pracy szybciej. Zamówiła też około 20 plakatów dla siebie, chciała choćby jeden wywiesić na szybie swojego sklepu, a nad resztą chciałaby się zastanowić, by rozwiesić je w chwili, gdy naprawdę nie byłoby chętnych na pracownika do jej piekarnio-cukierni.
Kiedy wracała powoli w kierunku sklepu spacerem, spoglądając jeszcze na wystawy sklepowe, poza tym chciała jeszcze kupić kilka owoców. Właśnie zmierzała zza rogu w kierunku sklepów z winami, kiedy dostrzegła powóz, gdzie właśnie Charlie wnosił skrzynki z winem do sklepu, był sam, a przynajmniej tak myślała. Schowała się też nieco wchodząc w bramę, z której wyglądała, nie chciała być przyłapana. A poza tym Charlie wyglądał jakby z kimś rozmawiał przy powozie. A może mówił sam do siebie? Trwało to wnoszenie towaru do sklepu jakieś dziesięć minut, aż Charlie zamykał powoli wnękę powozu, w ręku trzymał kartki z podpisami właścicieli sklepów, a zaraz Charlie pociągnął kogoś za dłoń na bok powozu, że Nellie aż zmarszczyła czoło widząc kobietę. Charlie trzymał ją za dłoń, szeptał jej coś na ucho z czego kobieta się widocznie radowała i mężczyzna pocałował ją czule w szyje, złapał w talii i zaraz to spojrzenie w oczy, jakby chcieli znaleźć się teraz gdzieś sami i zrobić coś niedobrego. Nellie nie potrafiła w to uwierzyć, ale gdy to dopieszczanie kobiety przez Charlie'go wydawało sie nie mieć końca, Nellie zaraz wyszła z bramy jak nigdy nic i gdy koło nich już prawie przechodziła odezwała się głośno.
- Dzień doby Panie Charles'ie.. - Spojrzała jakby spontanicznie na parę, ale za to Charles był w szoku poznając głos Nellie i zaraz jak oparzony odskoczył od kobiety.
- Ymmm.. dzień dobry Pani Lovett... - Odparł dość niepewnym głosem, a Nellie celowo weszła do sklepu z alkoholem, by nie dać im dalszej swobody w tym miejscu. Spoglądała na nich nieco pomiędzy regałami, kiedy Charlie widocznie tłumaczył kobiecie, że nie mogło pewnie dość do tego spotkania i wyglądał na zaniepokojonego. Pani Lovett żałowała jednak, że nie ma tu jej ukochanego, bo może ta fala kłamstw Johanny już dziś miałaby swój kres. Też nie miała pojęcia jaka reakcja byłaby Todd'a ale nie sądziłaby by puścił to w niepamięć. Pani Lovett w myślach niemal mruknęła do siebie.
- Więc jednak podejrzenie Sweetie sprawdziło się ma do Ciebie nosa Charles.. a myślałam, że tylko kobiety potrafią wyczuć zdradę... Jak masz stać się takim zięciem, to nawet nie waż się rozwijać przygotowań do ślubu.. łachudro.. - Spojrzała na Charlie'go, gdy ten spojrzał i na nią, uśmiechnął się jakby zakłopotany, był już są bez kobiety, zaraz szybko wsiadł na powóz i chciał odjechać, kiedy zaczepił go jakiś mężczyzna i nie wyglądał na zbyt zachwyconego w momencie jak Charlie'go ściągnął z powozu łapiąc za ubranie i szarpnął nim odpychając, że mężczyzna aż przewrócił się na ziemię. Pani Lovett przez chwilę spoglądała na trunki, a gdy scena przed sklepem przybrała dość groźny obrót, kobieta szybko opuściła sklep i jak inni ludzie patrzyła na to co się dzieje. Charles widać komuś zaszedł za skórę, kiedy słyszalne były słowa atakującego go mężczyzny.
- Pilnuj swojego nosa gówniarzu! Od mojej rodziny wara, bo kolejnym razem porachuje Ci kości! Pilnuj swojej rodziny, podobno ślub bierzesz.. Obłuda, obłuda...! Współczuje kobiecie, która będzie dzielić z kimś tak obłudnym łóżko..! Jeszcze raz dotkniesz, albo zaczniesz nawet rozmawiać z moją żoną, a nie ręczę za siebie..! - Mężczyzna krzyczał, choć żona odciągała go od Charlie'go w końcu nie chciała by zrobił mu krzywdę. Lecz jej mąż był taki zdenerwowany, że odtrącił i kobietę i zaczął krzyczeć na nią.
- A Ty co bronisz go? Już ja Ci pokaże, gdzie jest Twoje miejsce.. przynosisz mi wstyd...! Jazda do domu..! A Ty nie zbliżaj się do mojej zony, bo pożałujesz..! - Zaraz zamożny Pan pociągnął kobietę za ramię ze sobą i dalej burczał wściekle pod nosem, no tak w końcu wstyd w rodzinie zamożnej, zdrada, nie były niczym dobrym. W końcu to jej mąż tracił na znaczeniu, an swojej męskości i czuł się upokorzony, ale nie potrafił przejść obok kochanka swojej zony obojętnie.
Charles otrzepał swoje ubranie i zaraz dostał się na powóz. Niektórzy ludzie oczywiście też brali udział w tej dyskusji, a dostawca wkrótce odjechał, Nellie aż pokręciła na niego głową. To oznaczało, że Charlie miał kilka kochanek? No tak brał się za zamożne kobiety, chcąc zdobyć ich mężów majątek, bądź ich majątek, jeśli same były spadkobierczyniami. Chciała o tym zajściu jak najszybciej powiedzieć Todd'owi dlatego też zaraz ruszyła na szybkie małe zakupy by dotrzeć niebawem do domu, gdzie czekał na nią Sweeney i właśnie gotował obiad.

sobota, 26 marca 2016

Part 323.

Johanna rzeczywiście była zadziwiona wszystkimi pytaniami mężczyzny i to zarówno z tego powodu, że mówił o takich sprawach jakby miał już doświadczenie z podobną sytuacją, a z drugiej strony chyba rzeczywiście powinna się zastanowić nad tym co Charlie robi wiecznie po pracy, kiedy powinien poświęcać czas swojej ukochanej i małemu dziecku, które potrzebowało ojca. Poczuła się wręcz głupio nie wiedząc jak odpowiedzieć na pytanie golibrody.
- Charlie jest.. jedynakiem, ma rodziców w podeszłym wieku i czasem to do nich udaje się po pracy.. Niewiele wiem o jego rodzinie, bo większa część już odeszła.. Tak czy inaczej wierzę, że kiedy nie ma go w domu zajmuje się czymś ważnym, a nie błahostkami.. - Zapatrzyła się w swój talerzyk, jakby obawiała się kolejnych słów Todd'a, a bardziej tego że te wszystkie sugestie, że nie jest z nią szczery mogą okazać się prawdą.
- Czymś ważniejszym od Pani i Tommy'ego? Cóż, skoro praca jest ważniejsza od narzeczonej i dziecka.. Ja nie potrafiłbym całymi dniami być daleko od swojej rodziny.. Zwłaszcza podczas planowania tego ważnego dnia w życiu, który z reguły dzieje się tylko raz.. To trochę intrygujące.. to moja opinia.. Nie chcę oczywiście obrazić Pani albo Pana Charles'a.. ale bliżej przyjrzałbym się tej sprawie.. Chyba kiedy ludzie wiążą się w pary powinni mówić sobie o wszystkim, a nie zatajać fakty.. Nie wyobrażam sobie na przykład żeby Nellie organizowała nasz ślub, a ja w tym czasie załatwiałbym rzeczy jakiegoś niewiadomego pochodzenia.. - Sweeney wzruszył ramionami i znów napił się herbaty. Miał wrażenie, że z każdą minutą jego stosunek do narzeczonego córki się pogarsza. Zajęcia po pracy, o których nawet ona nie wiedziała? A może na swoją obronę powie jej, że szykuje dla niej niespodziankę? Niewiele póki co mógł zrobić w tej sprawie, miał nadzieję, że Johanna nie obrazi się za te dość szczere słowa. Jako ojciec po prostu musiał nad nią czuwać i nie dać się wplątać w nieszczęśliwy związek spowodowany chęcią wykorzystania kobiety dla jej pieniędzy, bez względu na to że były to pieniądze Turpina. Nellie obserwowała te wymiany zdań pomiędzy ojcem, a córką i sama nie wiedziała, czy wtrącać się w takim momencie czy nie. Miała ochotę przystopować Sweeney'a w jego słowach, lecz to co mówił było tylko dla dobra Johanny i nie miał przecież w tym złych intencji. Twarz Pani Lovett nieco zmieniła wyraz, ponieważ właściwie wszystko o czym była w tym momencie mowa przypominało jej o przyszłym-niedoszłym Williamie, który postępował dokładnie w taki sam sposób. Podczas gdy Nellie organizowała większość spraw, on zasłaniał się pracą, a potem kupował jej kosztowne prezenty czy organizował 'niespodzianki', które miały zrewanżować godziny nieobecności w domu. W pewien sposób złamał jej serce, choć nie kochała go w najmniejszym stopniu tak jak Sweeney'a. Podobna zresztą sytuacja miała miejsce z jej cioteczną siostrą i jej mężem Davidem jeszcze w Birmingham. Oboje więc nie mogli dopuścić by kolejna kobieta została zraniona przez mężczyznę pokroju William'a i David'a.
- Tak, to prawda.. Należy bliżej się temu przyjrzeć, może porozmawiać z Charlie'm..? Myślę, że pracę po godzinach czy cokolwiek wtedy robi powinien odpuścić sobie w tym czasie przed ślubem i zająć się ważniejszymi rzeczami.. A co do przepisu.. to podzielę się, oczywiście.. Poza tym mam jeszcze dość sporo tego ciasta, przez wymiary blachy.. zresztą zawsze wolę mieć więcej w razie niespodziewanej wizyty.. więc podzielę się kawałkiem, może i domownikom zasmakuje.. - Pani Lovett uśmiechnęła się delikatnie do Johanny, po której widać było, że biła się z myślami.. że podczas tej wizyty została o czymś uświadomiona i rzeczywiście powinna przeprowadzić poważną rozmowę z narzeczonym.
- Cóż, nie mogę temu zaprzeczyć.. że mają Państwo rację.. Dziękuję, dziękuję.. na pewno zasmakuje, Berta uwielbia jabłecznik, a Tommy'emu na pewno też dam spróbować.. Właściwie to powinnam się już zbierać, zrobiło się dość późno.. Wszystko było naprawdę pyszne, dziękuję za rozmowę.. liczę, że jeszcze nie raz spotkamy się w tym miłym gronie.. - Johanna wytarła usta serwetką i spojrzała na swój zegarek. Była już zmęczona, a do domu miała jeszcze trochę. Cała trójka przeszła jeszcze do kuchni, gdzie Pani Lovett ukroiła dość spory kawałek ciasta i zapakowała go w papier spożywczy, po czym jeszcze na kartce napisała przepis na jabłecznik i wręczyła go kobiecie. Sweeney pomógł córce założyć płaszcz i przy drzwiach jeszcze przez chwilę się żegnali.
- Może następnym razem odwiedzi nas Pani z synkiem..? Zresztą proszę wpadać jak najczęściej.. z Charles'em również.. - Sweeney musnął jeszcze policzek Johanny na pożegnanie, nie chciał żeby pomyślała że jest on aż tak bardzo wrogo nastawiony do jej mężczyzny i przez to aby ona odwróciła się od niego. Chociaż chciał by odwiedzili ich tu jeszcze przed ślubem razem, by mógł się mu bliżej przyjrzeć.
- Tak, jeśli tylko znajdę czas.. Będziemy Państwa odwiedzać, na pewno.. - Johanna zakładała jeszcze rękawiczki, a potem Nellie podała jej ciasto, które przytrzymywała i kobieta już praktycznie znajdowała się na zewnątrz.
- A ja służę pomocą i przepisami.. Mam nadzieję, że wkrótce się zobaczymy.. Do widzenia, dobranoc! - Kiedy kobieta szła już Fleet Street w kierunku domu Turpina, para obserwowała ją jeszcze póki znajdowała się na ich widoku, a kiedy zniknęła Sweeney zamknął drzwi na klucz i z Nellie przeszedł do salonu by posprzątać po kolacji.
- Niepokoi mnie ten Charlie, jeszcze bardziej.. poza tym jej zachowanie.. to wręcz dziwne, że nie wie czym się zajmuje kiedy powinien być w domu.. Wyglądała jak byśmy ją dopiero uświadomili, że coś może być na rzeczy.. - Sweeney spojrzał na puste krzesło Johanny i pokręcił głową. Ustawił w jednym miejscu wszelkie talerzyki i zaraz zabrał je do kuchni, a kobieta podążyła za nim tylko że trzymała wszystkie półmiski na których znajdowało się jeszcze jedzenie. Todd głośno myślał, po tej wizycie dalej nie wiedział jak ma znaleźć wyjście z sytuacji zarówno ślubu, jak i wyznania prawdy córce. - Gdybym chociaż przyłapał go na czymś.. i mógłbym szybko pokazać to Johannie.. Zasługuje na kogoś lepszego niż ten człowiek.. Ale niby jak mam go przyłapać, nawet nie wiem gdzie dokładnie pracuje i jakimi ścieżkami chodzi..
- Jest zakochana.. Sweeney.. nie pamiętasz jak to jest być tak młodym i zapatrzonym w kogoś? Na pewno pamiętasz. Miłość jest ślepa i być może Johanna przyzna nam teraz po części rację, ale możliwe że i nie weźmie tego aż tak do serca.. Raczej nie doświadczyła jeszcze zawodu miłosnego, więc nie wie jak okrutni potrafią być mężczyźni.. dlatego jest tak łatwowierna i nie podejrzewała żadnego podstępu.. Dlatego musimy dopilnować, by nie wplątała się w to małżeństwo.. Turpinowi widocznie nie zależy, albo ma dobry układ z Charles'em.. - Nellie posegregowała jedzenie i schowała je w odpowiednie miejsce, a naczynia włożyła do zlewu gdzie część była już umyta przez mężczyznę. - Mamy jeszcze dwa miesiące żeby coś zmienić w tej sprawie.. Czasami rozwiązanie przychodzi samo, a nie da się go wymyślić tak od zaraz.. nie możesz się tym zadręczać kochanie.. Wiem, że to Twoja córka i chcesz dla niej jak najlepiej, ale pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć...
- Pamiętam, oczywiście że tak.. Ale czuję, że jestem odpowiedzialny za to by jej uświadomić w jak wielkie bagno może się wplątać wiążąc się z nim na stałe.. Nie wiem jak to zrobię, ale nie mogę dopuścić do tego ślubu.. Dzisiaj nawet zastanawiałem się, czy to odpowiednia chwila by powiedzieć Johannie prawdę? Jednak uznałem, że nie.. Wolę też żeby nie odwróciła się od Ciebie w tym wypadku, bo nie wiem jaka będzie jej reakcja.. a widać, że Cię lubi Nellie.. Potrzebuję jeszcze trochę czasu, muszę poczuć, że to odpowiednia chwila..- Sweeney wytarł ostatni talerzyk ścierką i wstawił go do szafki, po czym oparł się o blat i z miną pełną różnych wątpliwości spojrzał na kobietę. Jednak zaraz ten wyraz zniknął z jego twarzy, wiedział że i tak będzie o tym myślał, ale nie chciał też skazać kobiety na kolejne miesiące, które miały tyczyć się jedynie tematyki jego córki. - Może masz ochotę na lampkę wina, hm? Zanim pójdziemy spać możemy jeszcze trochę pobyć tutaj, przy muzyce.. Będzie przyjemnie. - Przyciągnął kobietę do siebie i dotknął dłońmi jej policzków, a potem musnął usta Nellie. - Skusisz się?
- Sweetie.. może beznadziejne porównanie.. ale przez ten wieczór i wszystkie rozmowy przypomniało mi się o McCartney'u.. Jego też nie znałeś, pojawił się znikąd, byliśmy w podobnej sytuacji.. a jednak znalazłeś sposób, by mnie uchronić.. Ta sprawa może jest delikatniejsza, bo chodzi o Twoją córkę, ale kto wie.. może i będzie podobnie.. Z dwojga złego już lepiej gdybyś przyłapał go tak jak William'a i to zakończył niż gdyby ślub się odbył, a za jakiś czas rozwód.. Rozumiem, spokojnie.. na to przyjdzie czas.. nie zamierzamy przecież wyemigrować z Londynu.. Jestem pewna, że Johanna będzie dla Ciebie wyrozumiała.. Jest mądrą kobietą, sama powoli przekonuje się, że Turpin wcale nie jest taki wspaniały i może stopniowo Twoja relacja z nią bardziej się rozwinie.. i będziesz mógł w końcu zrealizować swoje zamiary.. - Nellie założyła rękę na rękę i przyglądała się pracy mężczyzny, a potem również opierała się o kuchenne meble z zamyśloną miną. - Jeśli masz jeszcze siłę trochę tutaj pobyć.. to z przyjemnością.. - Gdy już znalazła się przy ukochanym odwzajemniła czule jego pocałunek i uśmiechnęła się kącikiem ust. - Mhmmm..
Pani Lovett wyciągnęła z kredensu dwa kieliszki, a Todd z barku wyciągnął czerwone półsłodkie wino. Nellie zmieniła jeszcze płytę w gramofonie, bo tamta już się skończyła, a Sweeney w tym czasie otworzył trunek i wypełnił jego zawartością szkło. Podał kieliszek kobiecie i zaraz zajęli miejsca na kanapie.
- A co do naszej podróży.. Nie chciałbym jechać jakoś daleko, ale zarazem znaleźć się w jakimś małym, uroczym miasteczku nad morzem.. Mamy dużo opcji do wyboru, ale sam nie wiem na co się zdecydować.. Brighton, Hastings, Rochester..? - Uniósł brew i upił łyk wina. Sweeney oparł się wygodnie o bok kanapy, tak że przeniósł nogi na siedzenie, a Nellie wsunęła się między nie i oparła plecy o klatkę piersiową mężczyzny.
- Tak, nie ma co jechać daleko, a na pewno nie na odległość Truro.. Też się nad tym zastanawiałam i pomyślałam, że skoro nie możemy się zdecydować to przedłużymy nieco nasze wakacje i odwiedzimy kilka miejsc za jednym razem? Dwa dni tu, trzy dni tam.. Chociaż znam też miejscowość mniejszą od tych, które wymieniłeś, ale jest położona zaledwie dwie godziny od Londynu, nad samym morzem, wręcz na takim cypelku.. Dużo osób tam jeździ, więc chyba warto.. - Napiła się wina, a za chwilę przypomniała sobie że posiada taki folder z reklamą różnych turystycznych miejscowości i pomijając fakt, że miało to kiedyś służyć znalezieniu miejsca na podróż poślubną, wstała i odszukała go wprowadzając na nowo do użytku. Wspólnie oglądali go, choć nie zdecydowali się jeszcze dokładnie co do miejsca pobytu, nawet nie byli pewni co do terminu wyjazdu, bo w pewien sposób kolidował im ślub Johanny i zamiary Todd'a. Poza tym Nellie w najbliższych dniach zamierzała zająć się szukaniem pomocnika lub pomocnicy do swojego sklepu, a w tym celu musiała udać się do drukarni by pozyskać plakaty, które zamierzała rozwiesić po ulicach. Mimo to ten wieczór zleciał w miłej atmosferze i zanim poszli spać czy wykąpać się, butelka wina prawie całkowicie się wysuszyła, a para zdobyła się nawet na wspólny taniec mimo zmęczenia. W końcu Sweeney sprawdził, czy wszystkie drzwi w domu są zamknięte i oboje udali się na pięterko, by oddać się w objęcia Morfeusza.

Part 322.

Todd nie udawał nawet, że jakoś cieszy go ślub córki, bo wcale go to nie cieszyło. Poza tym sądził, że Charlie nie jest szczery z kobietą i ją wykorzystuje, tym bardziej poprzez zamożność Turpina, który prowadził tu funkcje niczym ojca zastępczego, a że miał duże środki na koncie, to narzeczony Johanny nie potrafił z niej zrezygnować, nawet jakby Johanne przestał kochać. O ile w ogóle prawił do niej jakieś uczucia. Sweeney jednak nie wytrzymał i odezwał się marszcząc nieco czoło, równocześnie w tym czasie łapiąc za naczynie z herbatą.
- Hm… Pan Charlie aż taki zapracowany jest, że go nie ma? – Miał powiedzieć coś jeszcze, ale przecież nie chciał by ten ślub się odbył tak naprawdę, więc na tym skończył swoje pytanie. Westchnął, gdy Johanna przytaknęła mu na jego słowa, choć nie zrobiła tego do końca pewnie, ale za to przyjrzała się nieco poprzez ten czas ich dwójce. Zauważyła na Todd’a dłoni wylew, Nellie także jedną dłoń miała nieco siną, na co Johanna zmarszczyła nieco czoło i nałożyła nieco ciasta na widelczyk.
- Tak, zapracowany, teraz tym bardziej przed ślubem stara się zarobić jak najwięcej… Więc większość dnia jest w pracy. Ale mam nadzieję, że teraz kiedy powoli musimy oglądać wszystko razem, a wręcz powinniśmy będzie mi towarzyszył. A teraz, proszę mi wybaczyć to pytanie.. ale nie daje mi to spokoju.. oczywiście nie muszą Państwo odpowiadać… Ale, nie było tu Państwa chyba z miesiąc, co się takiego stało? Mieliście Państwo jakiś wypadek..? -
Spojrzała na nich z niepokojem, a zaraz Nellie spojrzała na kobietę i westchnęła cicho, a zaraz dotknęła lekko dłoni Sweeney’a i gładziła go po niej.
- Miejmy nadzieję, że tak będzie w końcu wszystkie sprawy weselne, nie może Pani załatwiać sama… Wypadek? Nie. Sweeney ostatnio źle się czuł, że musieliśmy wyjechać, no i nie obyło się bez hospitalizacji, prawda Kochanie..? – Sweeney przytaknął głową i spojrzał na swoją córkę i jej przejętą twarz. – Pan Todd miał operacje, ja byłam tym zestresowana, że sama się rozchorowałam.. że oboje byliśmy pacjentami szpitala... Przez to, nasz czas się tam przedłużył, teraz już jest lepiej, ale ze względu na ten okres hospitalizacji, oboje jesteśmy trochę osłabieni, poza tym planujemy też troszkę wyjechać w ramach rekonwalescencji. Prawda Kochanie? - Nellie uśmiechnęła się do Sweeney'a i złapała jego dłoń, na co Sweeney przyciągną rękę kobiety do ust i pocałował ją czule. W końcu to jej był wdzięczny za to co dla niego zrobiła, w końcu uratowała go od śmierci.
- Tak, prawda. Na razie sklep, jak i mój zakład są zamknięte i póki co tak zostanie. Także na wypieki Pani Lovett, to już chyba teraz tylko prywatnie, hm? - Sweeney popatrzył na Nellie i uśmiechnął się delikatnie, kiedy kobieta zaśmiała się na jego słowa i napiła się nieco herbaty, jak i też próbowała ciasto, tylko Sweeney póki co ciasta nie jadł, bo czuł się, że ma gulę w gardle. Johanna spoglądała na ich dwójkę, nie śmiała pytać co się stało, że Pan Todd miał operację, w końcu nie musiała o tym wiedzieć, lecz domyślała się, że na pewno był w dość złym stanie zdrowia skoro nie ominęła go operacja i nie dało się nic zrobić nieinwazyjnie.
- Rozumiem, w każdym razie bardzo mi przykro, że spotkało Państwa w ostatnim czasie tyle złego, a przede wszystkim zdrowie nie dopisało... Ale teraz jest już lepiej, prawda? Czy jeszcze jakieś zabiegi będą wykonywane? Nie śmiem pytać co się działo, ale mam nadzieję, że teraz będzie dobrze. - Upiła łyk napoju i miała cicha nadzieję, że ich nie uraziła swoimi słowami. Sweeney czuł się dalej nieco zagubiony, najchętniej powiedziałby Johannie, że jest jej ojcem, ale to nie był najlepszy moment, poza tym nie chciał psuć tego wieczoru, o ile nie popsułby na wieki kontaktu z córką, gdyby go odrzuciła, a pewnie Pani Lovett znalazłaby się na linii ognia i też zostałaby odtrącona, poprzez to że doskonale o tym wiedziała. Mimo to golibroda, zamierzał zrobić cokolwiek, by do ślubu córki z Charlie'm, nie trawił tego mężczyzny, może na początku Sweeney miał do niego neutralne podejście, ale teraz już tak nie było.
- Tak, tak teraz jest już lepiej. Raczej, żadne inne operacje się nie zapowiadają, zatem możemy chyba być spokojni. Starczy teraz trochę odpoczynku i brak stresu. Teraz może być już tylko lepiej... Nie było nas dość długo, ale zdrowie przede wszystkim. Poza tym jeszcze ta słabość trochę jest w nas, prawda Skarbie..? Dziś też przydał się sen, po szpitalu człowiek jest taki mało dotleniony i nie ma chęci na wiele rzeczy. Ach co to robią łózka szpitalne z człowiekiem.. - Córka Todd'a przytaknęła na słowa Pani Lovett, nieco z nią rozmawiała na ten temat, kiedy też do drzwi sklepu Pani Lovett ktoś pukał niemiłosiernie, że Sweeney poszedł to sprawdzić. Co prawda był to jakiś klient, do którego Sweeney na moment wyszedł i rozmawiał z nim na zewnątrz, był to klient golibrody, no ale że Sweeney na razie nikogo nie przyjmował, tak mężczyzna był niepocieszony, że odszedł z kwitkiem. Nim Sweeney wszedł z powrotem do sklepu, jeszcze zaczepił go jeden starszy Pan, który także korzystał z jego usług. Oczywiście Todd zauważył, że poprzedni mężczyzna, jak i ten w wieku 70 lat stojący przed nim nie wyglądali najlepiej z zarostem od jakiś kilku tygodni, owszem obaj chodzili, gdzieś do zakładu, ale chyba nie byli zbyt pocieszeni wynikiem przed lustrem i w ogóle. Sweeney jedynie poinformował swojego klienta, że na razie zakład jest zamknięty, z powodu jego powrotu ze szpitala i obecnie nie jest na siłach przyjmować klientów. Choć starzec chciał mu nawet zapłacić za prywatną wizytę, Todd na początku się nie zgadzał, no ale w końcu uległ, by Pan Crofford przyszedł do niego jutro w południe, ale zaznaczył by nikomu o tym nie mówił, bo Todd w dalszym ciągu w p-racy był nieobecny. Po tej rozmowie z klientem i pożegnaniu Todd powrócił do sklepu, do salonu, gdzie siedziały kobiety i na niego spojrzały w ciszy.
Nagle Johanna też zmieniła temat, bo zapadła na moment niezręczna cisza, a Sweeney też na moment wstał od stołu i podszedł do gramofonu, gdzie zaraz wyjął jedną z płyt z muzyk-ooteki Pani Lovett i zaraz włożył jedną płytę, po czym opuścił na nią igłę i niebawem usłyszeli muzykę w tle.
- Tak, dokładnie. A Pan, Panie Todd wygląda na zamyślonego, coś Pana gnębi? Ja wiem, że mój ojczym nie popisał się ostatnio, do tego teraz sprawy ślubne i wesele, a on wyjechał i nie do końca wiem, co tak naprawdę się dzieje. Co parę dni pisał do nas depesze, a teraz milczy. - Sweeney spojrzał obojętnie w stronę córki, nie obchodziło go to co dzieje się z Turpinem, miał nadzieję, że zgnije w więzieniu. Nellie widząc na twarzy Todda frustracje zaraz też uśmiechnęła się do Johanny i odezwała spokojnym głosem.
- Och Johanno, Sweeney jest zmęczony, w końcu wczoraj przyjechaliśmy, praktycznie prosto ze szpitala... Może sałatki, sama robiłam, hm? Oj na pewno się odezwie, albo jedzie z powrotem do Londynu i nie miał już czasu niczego wysyłać, ani list, ani depesza nic. - Zaraz też zajmowała się obsłużeniem ich gościa, Sweeney też podał Johannie chleb, czy dolał z dzbanka ciepłego napoju kobietom.
- Hm, tak w końcu wczoraj przybyliśmy, ale jutro już jednego klienta przyjmę, bo spokoju nie da. Ja nie wiem, gdzie Ci ludzie chodzą do zakładów, ale jak miałby uznać, to przecież moją konkurencją jest zakład Satan'a, a to golenie wygląda dość tak na łapu capu.. Chyba, że klienci sami próbują się golić.. Ja nie rozumiem, że mężczyźni sami tego nie potrafią zrobić na tyle równo na ile można..  Ale skoro mi Pan Crofford już zapłaci więcej, to niech płaci.. Skoro chce, ja nie nalegam. A co do Pani ojczyma... myślę, że wkrótce sam to wyjaśni, albo się to jakkolwiek wyjaśni, dlaczego się nie odzywa i dlaczego zniknął na tyle czasu... Innej opcji nie widzę. Zresztą chyba nie uciekł z Londynu prawda? Poza tym ostatnio Panią nieco rozczarował... Czy to trochę nie złości, te kłamstwa..? Zazwyczaj, gdy ludzie są sobie bliscy nie chcą się okłamywać, bo nie jest to przyjemne, ani miłe. - Wzruszył ramionami, poza rozmową oczywiście pozwolili sobie na zjedzenie kolacji, kiedy na stole pojawiła się wędlina, nieco warzyw, ser żółty w plastrach, czy twarożek, którzy Sweeney jeszcze dokańczał i przyprawiał w kuchni.
- Może jednak nie powinien Pan się przemęczać, by przyjmować kogokolwiek... Ja wiem, że jest Pan wspaniałym golibroda, ale ludzie też powinni zrozumieć, że każdy ma prawo być chory. Tak wiem o tym, ma Pan rację, Berta na przykład jest zadowolona z tego obrotu sprawy, oczywiście nieco się niepokoi, ale ech... sama nie wiem co o tym myśleć.. I dziękuję bardzo za kolacje, ale nie muszą Państwo naprawdę, Na pewno jesteście zmęczeni, a ja nie chcę nadużywać gościnności. Mam nadzieję, że wkrótce wszystko się wyjaśni... A Pani Lovett... miałabym prośbę, zdradziłaby mi Pani swój przepis na szarlotkę, czy jabłecznik? Chciałabym sama upiec... nigdy nie piekłam i chciałabym, by mi za pierwszym razem wyszła i nie był to jakiś zakalec. Choć nigdy nie wiem czym różnią się od siebie te ciasta, oba przecież z jabłkami, prawda? - Uśmiechnęła się kobieta wesoło, oczywiście próbowała jedzenia i na pozór dobrze spędzali czas, może kobiety faktycznie, lecz Todd ciągle wydawał się być czymś zaniepokojony, bo bił się z myślami, że w tym okresie, kiedy nie ma Turpina ma taką niesamowitą szanse wyjawić swojej córce kim jest, że aż było to niesamowite. Lecz czy wykorzysta to? To nie było pewne, Sweeney nie zamierzał tego robić teraz, uznał że chyba powinien wtedy być z córką sam, a poza tym nie chciał narażać Nellie na przykrości, czy brak zaufania Johanny, poprzez wyjawienie prawdy przez Todd'a. Nie chciał ją w to mieszać, chciał by była czysta od podejrzeń, że to wie, że spiskowała z nim, bo tak mogłaby pomyśleć Johanna. Zaraz też kiedy Johanny rękaw od jej sukni nieco się podwinął Nellie zauważyła na jej nadgarstku bransoletkę i zaraz odezwała się lekko jej dotykając, domyślała się, że nie była zbyt tania.
- Mogę? Bardzo ładna bransoletka. Zapewne od Charlie'go, hm? - Spoglądała na Johannę, a Todd aż zakasłał pijąc swoją herbatę i wolał tego jednak nie wiedzieć od kogo ta bransoletka, poza tym jak na jego oko wyglądała na starą, zatem pewnie jakaś pamiątka, albo coś w tym rodzaju.
- Och bransoletka... tak, podobała mi się jedna u jubilera, ale niestety nie dostałam jej.. Charlie ni zarabia zbyt dużo, więc wręczył mi tą, którą nosiła jego babcia, dostała ją od dziadka.. To miły prezent, kiedy nie można mieć tego, czego się chce. - Zamyśliła się na moment, a wtedy Todd zabrał głos, gdy przełknął to co miał w ustach.
- Mimo to, niezbyt wydaje mi się przyjemne to, że niektóre sprawy związane z waszym zawarciem małżeństwa, załatwia Pani sama, takie rzeczy załatwia się razem..Proszę wybaczyć, ale wydaje mi się, że jako narzeczeni spędzacie mało tego czasu... a Pan Charlie jak pracuje, od rana..? Co on teraz właściwie robi..? Jeżeli wolno spytać.. - Zmarszczył czoło i spoglądał na córkę, choć czuł jak Nellie pod stołem lekko szturchnęła go w nogę, na co zerknął na nią z uniesioną brwią udając, że nie ma pojęcia o co jej chodzi.
- Tak, tak.. mało czasu spędzamy razem, ale pracować też trzeba.. Charlie pracuje przy winach, od szóstej do czternastej. Pracuje jako i dostawca i zapakowuje wino do skrzynek, potem na powóz i z jeszcze jedną osobą rozwozi, albo sam.. Rozwozi wino po sklepach... Bądź robi coś na magazynie, kiedy ma zmianę popołudniową. Ale mimo to po pracy Charlie załatwia jeszcze jakieś sprawy... i pod wieczór się widzimy.. - Todd czuł pismo nosem, że Charlie okłamywał jego córkę i pewnie ten czas na te "swoje sprawy" spędzał nie na załatwianiu czegoś co tego wymagało, a pewnie spotykał się z jakąś kobietą, albo kobietami. Kolejny Turpin, tylko z innego miotu matki i ojca.
- A co to za sprawy po pracy? Po pracy to albo ma się obowiązki, których przez pracę, godziny w pracy nie dało się wykonać, albo wraca do domu, gdzie jest się z bliskimi i o obowiązkach już nie wspomnę... A Charlie, ma rodzeństwo? Siostrę, brata? - Todd spojrzał na kobietę zastanawiając się, czy Charlie jest jedynakiem, że ma się za człowieka któremu wszystko wolno? Gdyż podejrzewał, że tak właśnie jest, skoro czas poświęcony rodzinie jest gdzieś indziej, a nawet nie chciał myśleć, że spotyka się za plecami narzeczonej z jakąś kobietą i ma z nią romans. Gdyby zobaczył go gdzieś na ulicy z kobietą, w dość dziwnej sytuacji, to nie ręczyłby za siebie i nie pozwolił by przyszły rzekomo, choć oby nie.. mąż tak traktował jego córkę. Johanna poczuła się zaskoczona słowami Todd'a, ale nie ze względu, że tak zapytał, ale na wzgląd tego, że naprawdę nie miała pojęca co to są za sprawy po pracy, skoro nie są związane ze ślubem, weselem, ich domem, tylko są po prostu jakieś i należą tylko do tych o których wie sam Charlie. 

czwartek, 24 marca 2016

Part 321.

Nellie cały czas przytulała się do Sweeney'a, a on do niej i moment drzemki minął w dość szybkim tempie. Za około dwie godziny kolejny raz w ciągu tego dnia, z tych samych rąk co wcześniej rozległ się dźwięk dzwonka. Sweeney zerwał się z łóżka, a Pani Lovett zaraz za nim. Mężczyzna nerwowo poprawiał swoje ubranie kiedy schodzili na dół, a potem byli już coraz bliżej drzwi. Był zestresowany, tego nie dało się ukryć. W pewnej chwili, przeszła mu przez głowę myśl aby uciec z domu i od tej rozmowy, chociaż i to nie miało sensu, nie wchodziło w grę.
Nellie otworzyła drzwi nieco już zniecierpliwionej Johannie, która jednak świetnie to ukrywała i kobieta weszła do środka
- Dobry wieczór.. Panie Todd, miło wreszcie Pana widzieć.. Wszystko w porządku..? Chyba nieco Pan zbladł.. - rzuciła nieco śmielsze spojrzenie na ojca. Rzeczywiście wyglądał jakby coś go dręczyło, ale nie zamierzała od razu go katapultować pytaniami.
- Dzień dobry.. dobry wieczór.. I nawzajem.. Tak, tak.. wszystko w porządku.. A jak się Pani miewa? - Sweeney przejął od kobiety jej płaszcz i powiesił go na wieszaku, a Nellie pokierowała Johannę do salonu i jednocześnie jadalni, gdzie na stole znajdowała się już część poczęstunku. Todd był podenerwowany, stąd wynikała jego pomyłka, a kiedy szedł za kobietami wziął głęboki wdech i przełknął ślinę. Pani Lovett kiedy miała do tego okazję spotkała się z jego spojrzeniem, jakby chciała mu powiedzieć: zachowuj się naturalnie.
- Nie narzekam.. chociaż jest jedna sprawa, która mnie niepokoi.. ale teraz nie o tym.. Kiedy wychodziłam Tommy uciął sobie drzemkę, został z Bertą.. Charlie wciąż jest w pracy.. Ja chodzę od miejsca do miejsca i załatwiam co mogę.. związanego ze ślubem i z weselem.. Ale chciałam Państwa odwiedzić w bardziej delikatnej sprawie.. właściwie przymierzałam się do tego od kilku dni, ale nie mogłam nikogo zastać w domu.. - Johanna spoglądała raz na Nellie, raz na Todd'a którzy również już siedzieli przy stole. Para popatrzyła na siebie, nie wiedząc czego oczekiwać w stosunku do tej 'delikatnej sprawy' i pytająco spojrzeli na swego gościa. - Chodzi mi dokładnie o koniec wieczoru.. koniec balu mojego ojczyma.. Sprawy zaszły wtedy zdecydowanie dalej niż powinny..
- Hm.. Może w takim razie skoro mamy rozmawiać o tej sytuacji, napije się Pani herbaty.. kawy..? Poza tym zrobiłam ciasto, jabłecznik.. proszę się częstować.. - Pani Lovett uśmiechnęła się do Johanny, a Todd'a dotknęła pod stołem stopą w nogę żeby przestał być taki nieobecny.
- Poproszę o kawę, jeśli nie będzie to problemem.. Ciasto wygląda pysznie, spróbuję.. na pewno spróbuję.. - Johanna odwzajemniła uśmiech, a po chwili została sama z mężczyzną, kiedy to pani gospodarz poszła do kuchni zaparzyć wodę na herbatę. - Właściwie to chciałam Pana w pewnym sensie.. przeprosić.. za zachowanie mojego ojczyma.. Te oskarżenia nie powinny mieć miejsca..
- Moje relacje z sędzią nigdy nie były nawet lekko zbliżone do przyjaźni.. tak po prostu wyszło.. Znamy się od dawna, a mam wrażenie że ten człowiek wciąż próbuje wejść mi w drogę i coś popsuć.. Przepraszam za bezpośredniość, ale kiedy on jest w pobliżu.. zwłaszcza przed Panią, pozuje na to jakby miał mnie za dobrego kolegę, tak nie jest.. a ja nie chcę dalej tego ukrywać.. Poza tym nie powinna mnie Pani przepraszać za czyjeś błędy.. - Sweeney nalał sobie soku pomarańczowego do szklanki, chciał chyba czymś po prostu zająć ręce. Jednocześnie zastanawiał się czy nie mówi zbyt dużo podejrzanych rzeczy, ale właściwie było mu już wszystko jedno. - Bez względu na to czy wierzy Pani w moją niewinność co do tych podłych oskarżeń.. czy nie.. Nie skrzywdziłem Berty.. jestem szczęśliwy z Panią Lovett, jestem jej wierny i dlaczego miałbym zbliżać się do innego kobiety.. tym bardziej do jego kobiety.. i w taki sposób.. To jakiś chory absurd..!
- Nie oczekuję żadnych wyjaśnień.. wierzę w Pańską niewinność.. mam do tego wiele podstaw.. Proszę niech się Pan tak nie unosi, Panie Todd.. - Johanna pokręciła głową i dotknęła dłoni mężczyzny przez chwilę, przez co spojrzał na nią uważniej. - Naprawdę, wierzę Panu.. Może się to teoretycznie wydawać dziwne, ale wierzę.. - Zaraz w pomieszczeniu pojawiła się Nellie z tacką z gorącymi napojami, wszystkiego starała się wysłuchać z kuchni, a nie było to trudne, dlatego w tyle nie była. Postawiła przed każdym herbatę i znów zajęła swoje krzesło.
- Właśnie mówiłam Panu Todd'owi odnośnie tego, co wydarzyło się u nas w domu, podczas tego pamiętnego wieczoru.. Pani Lovett również jest powodem dla którego uwierzyłam, że mój ojczym z jakiegoś powodu skłamał.. Nie jestem wtajemniczona w to co było kiedyś, ale.. co do tego akurat jestem przekonana.. - Kobieta posłodziła herbatę jedną łyżeczką cukru i dalej kontynuowała swoją wypowiedź. - Kiedy Państwo wyszli.. przez okno widziałam jak przytula Pani Pana Todd'a.. ja raczej nie zachowałabym się tak.. trzeba mieć ogromne zaufanie do drugiej osoby, wiedzieć że na pewno tego nie zrobiła.. Raczej nikt nie chciałby się przytulić do gwałciciela.. Ojczym zachowywał się potem dziwnie, chciał odizolować się od wszystkich, przynajmniej przez resztę wieczoru.. a kiedy udało mi się z nim zobaczyć za bardzo gubił się w tym co mówił, bym mu uwierzyła.. chociaż pozwoliłam mu tak myśleć, pozwoliłam mu uważać, że mnie oszukał.. Berta.. słyszałam jej rozmowę z Bernardem.. choć nie do końca zrozumiałam wszystko, to na pewno tyle że jeśli zaprzeczy temu co powiedział, wyrzuci ją z domu.. Była zastraszona, długo nie chciała o tym ze mną rozmawiać, a kiedy ostatecznie to zrobiła, może niejednoznacznie.. ale przyznała że nic takiego nie miało miejsca i współczuje Panu.. Poza tym jakim cudem miałby się dostać Pan do tego domu? Na każdym kroku napotyka się na służbę.. A Berta nie wychodzi raczej z domu, robi to bardzo rzadko.. no i zawsze w czyimś towarzystwie.. Więc gdzie niby miałby ją Pan skrzywdzić? Jestem przekonana, że to okropne kłamstwo ze strony mojego ojczyma.. nie wiem, co leży u jego podstaw.. ale dowiem się tego.. może uważa mnie za głupią.. ale zaskoczę go.. Bardzo dużo stracił w moich oczach od tej pory.. do tego to zniknięcie? Mam wrażenie, że coś przed nami ukrywa.. i że jego wyjazdy nie mają nic wspólnego z pracą.. Gdyby tylko moi rodzice żyli.. pewnie wszystko potoczyłoby się inaczej, nie musiałabym być skazana na niego przez tyle lat.. - Johanna była przekonana do tego, co mówiła, wyraźnie było to po niej widać. Choć kiedy zorientowała się, że ostatnie zdanie wypowiedziała na głos przy obcych osobach czuła, że niezbyt dobrze postąpiła.. bo mimo wszystko nie chciała się tak otwierać, a to była sprawa prywatna. Przeniosła swój wzrok na szklankę z której upiła kilka łyków, a potem nałożyła sobie kawałek jabłecznika na talerz. Zapadła chwila ciszy, którą przerwał Sweeney pod spojrzeniem Nellie.
- Szczerze mówiąc.. jestem pozytywnie zaskoczony.. Spodziewałem się czegoś innego, a nie tego że uwierzy Pani we mnie, a nie w Turpina.. Cieszę się, że chociaż w tym aspekcie sprawa dobrze się zakończyła.. i że nie będę postrzegany jako zwyrodnialec.. A teraz musicie mi na chwilę wybaczyć, ale zaraz wracam.. - Sweeney wstał od stołu i skierował się do łazienki. Chciał na chwilę zostać sam, ze względu na wszystkie emocje, które rozdzierały go wewnętrznie. W łazience zamknął drzwi na klucz i oparł się dłońmi o umywalkę. Czuł się trochę jak w amoku, nie wiedział co ma dalej mówić kiedy już tam wróci skoro już wcześniej rozmowa mu nie szła, nie był w stanie z siebie wydusić kilku słów i gdyby nie Nellie siedziałby tam pewnie przez cały czas jak mruk.
- Weź się w garść Todd..! Gdyby Twoi rodzice żyli, Johanno? Tak się zdaje, że Twój ojciec żyje, siedzi tuż obok Ciebie od prawie godziny, ale jest zbyt wielkim tchórzem by wyznać Ci prawdę! Może nawet nigdy się nie odważy..?! Kiedyś zabijałem ludzi.. jednego po drugim.. a teraz nie potrafię przyznać się do bycia ojcem.. Jestem żałosny.. - Uderzył pięścią w ścianę, a zaraz aż syknął na to z bólu i przysiadł na krawędzi wanny. - To taka idealna okazja.. Turpina nie ma w mieście.. a ja dalej nie potrafię.. Nellie miała rację.. powinno się to stać dzisiaj.. Lecz chyba ona ma więcej odwagi niż ja i prędzej jej to powie.. - Znów wstał i przemył twarz zimną wodą, po czym spojrzał w swoje lustrzane odbicie. - Przecież nie mogę tak żyć wiecznie.. jeśli na to mnie nie stać to i nie stać mnie na wiele innych rzeczy.. - Sweeney wytarł ręcznikiem mokrą twarz, spojrzał jeszcze na siebie jakby chciał wygonić tego wewnętrznego tchórza i już wracał do salonu, gdzie Pani Lovett rozmawiała z jego córką, a rozmowa wreszcie przestała być tak sztuczna jak na początku. Zauważyły jego ponowne pojawienie się, ale nie urwały swego tematu.
- Więc gdzie konkretnie odbędzie się ślub..? A wesele..? Jeśli mogłabym w czymś pomóc to jestem do dyspozycji.. Swego czasu też załatwiałam różne sprawy związane ze ślubem.. który co prawda nie doszedł do skutku, ale troszeczkę się w tym orientuję.. - Nellie zaoferowała swą pomoc, bo naprawdę mogła się przez to zbliżyć do Johanny, trochę ją poznać i wszystko przekazywać ukochanemu. Były to raczej kobiece sprawy, ale zawsze wynikała z tego jakaś korzyść i dla Sweeney'a. Mężczyzna postanowił już nie być taki obojętny na ich rozmowę, bardziej się przysłuchiwał a kiedy kobieta wspomniała o swoim ślubie z McCartney'em aż go zakuło w sercu. Mogło być to na skutek wspomnienia złych czasów i tego można powiedzieć miłosnego trójkąta, ale i musiał przyznać, że William nawet z całym swoim podłym charakterem odważył się na oświadczyny, podczas gdy Todd wciąż miał problem z wyrażaniem własnych odczuć w stosunku do niej i nie tylko do niej. Podejrzewał, że Nellie właśnie o tym wszystkim marzy.. o narzeczeństwie, ślubie.. może i o dziecku i mocno uderzyło go to, że sam nawet poważniej nie zastanawiał się nad tym. Tego dnia czuł się wyjątkowo źle psychicznie, jak małe nieporadne dziecko, które nie potrafi sobie z niczym dać rady.
- Ślub odbędzie się w Katedrze Św. Pawła.. to niedaleko stąd.. A wesele, no właśnie.. z tym jest większy problem, bo nagle kiedy sala jest potrzebna kwitną wszelkie imprezy i ciężko znaleźć miejsce, które nie jest od kilku miesięcy zarezerwowane.. A też staramy się, żeby wesele nie odbyło się zbyt daleko od domu czy kościoła.. bo jednak goście i my musimy tam dotrzeć.. Zaprosiliśmy już rodzinę, teraz powoli myślimy nad strategią zapraszania kolejnych osób.. Zabiera to nieco czasu, a ten leci nieubłaganie.. Naprawdę..? To bardzo miłe.. A ten jabłecznik jest wyśmienity, tęskniłam za Pani wypiekami.. - Johanna jadła już drugi kawałek, ale nikt jej przecież nie żałował. Nellie cieszyła się, że jej smakuje, a zwłaszcza ucieszyła się na tą pochwałę.
- Znam kogoś, kto mógłby pomóc w kwestii sali.. jutro mogę się skontaktować, to moja koleżanka.. i może po znajomości udałoby się coś załatwić, na pewno sala nie jest daleko od katedry.. A sama katedra jest pięknym miejscem, te wymiary i wystrój.. Coś zachwycającego, prawda Sweeney..? - Nellie miała na myśli koleżankę jej przyjaciółki Isabel, która zajmowała się tym biznesem i całkiem dobrze jej szło. Spojrzała na ukochanego i trochę zaniepokoiła się jego wyrazem twarzy, który ciężko było rozszyfrować, a nie oznaczało to nic innego jak intensywne rozmyślanie nad czymś.
- Mhm, to jedna z piękniejszych świątyń w Londynie.. Mówisz o Catherine i Jamesie? Tak, prowadzą dość dobry biznes, myślę że bez obaw można tam urządzić wesele i być zadowolonym.. Kiedy dokładnie ten wielki dzień, hm..? - Sweeney dopił herbatę i zwrócił się z pytaniem do córki, jakby zaraz miał poznać zapadający wyrok.
- W takim razie.. będziemy się kontaktować.. byłabym naprawdę wdzięczna gdyby to wypaliło, chociaż oczywiście najpierw musielibyśmy obejrzeć to miejsce wspólnie z Charlie'm.. Dokładnie 28 maja, więc to jeszcze trochę.. ale zleci szybko.. Właściwie to chcieliśmy umówić się już oficjalnie z Państwem, kiedy możemy przyjść z zaproszeniem, jednak póki co nie miałam z nim czasu o tym porozmawiać.. - Johanna była cała rozpromieniona, kiedy mówiła o ślubie czy wspominała o swoim narzeczonym, którego jednak ciągle przy niej nie było. Wyglądało to na historię dość podobną do McCartney'a, który przed ślubem też wiecznie znikał i było to trochę niepokojące dla Todd'a i Lovett, że Johanna nie ma wobec niego żadnych podejrzeń.

niedziela, 20 marca 2016

Part 320.

- I mówisz to z takim spokojem? Podekscytowaniem..? Nellie, zapomniałaś, co wydarzyło się u Turpina? – Sweeney pokręcił głową, nie był zadowolony z tego obrotu sprawy, owszem cieszyło go to, że zobaczy córkę, ale obawiał się, że tą sprawą, było raczej nawtykanie mu jaki jest bezczelny, że dobrał się do Berty. Jedyne co wpadało mu do głowy, to właśnie tak najbardziej łagodnie brzmiałoby obmurowanie go za kłamstwo z ust Turpina, w jakie albo ludzie uwierzyli, albo i nie.
- Ależ Sweeney… wysłuchaj mnie.. Johanna nie brzmiała wcale tak jakby miała Tobie, czy mnie coś za złe.. Była zadowolona, powiedziała, że miło mnie widzieć.. I że widziała, jak wczoraj wróciliśmy.. Obserwowała nas takim razie, rozumiesz to, więc jednak nie jesteśmy jej obojętni. Przygotowuje się do ślubu z Charlie’m, przygotowania pełną parą… - Sweeney siedząc w fotelu zaraz wstał, denerwowała go ta sytuacja, a do tego jeszcze Johanna wychodziła za kogoś, kogo Sweeney nie chciał mieć za zięcia!
- No dobrze to uważasz, że poco tu przyjdzie..? Stwierdzić, że popełniła błąd i może jakimś cudem nie zrobiłem krzywdy Bercie.. a Turpin i tak wyjdzie na idealnego.. na kogo, na ojczyma, dobrego wujcia, który ją przygarnął? Za każdym cholernym razem tak jest..! Ja bywam aresztowany, popadał w problemy, omal nie zginę, a ta paskudna wredna obłudna świnia i tak wyjdzie z twarzą..! Co z tego, ze go aresztowali? Przecież dzięki swoim umiejętnością kontaktowym, lada chwila a będzie wolny! Nie przyzna się co zrobił mnie, Tobie, co działo się w Truro.. a właściwie co Johanna w tej chwili o nim wie..? Co, że biedny wujcio-przyszywany ojczym wyjechał interesach i nie wrócił.. i ślad po nim zaginął.. i pewnie martwi się, że kolejny dzień zwłoki i nie ma od niego wieści, nie wysłał cholernego telegramu, listu i nie spowiada się ze swoich kolejnych kłamstw..! – Sweeney był zły, nie odczuwał, że ten wieczór skończy się dobrze. Poza tym nie rozumiał tego podekscytowania Nellie, tego rozradowania gościem. Nellie spojrzała na Sweeney’a i gdy tak koło niej przeszedł złapała go za dłoń i przyciągnęła do siebie po czym dotknęła dłońmi jego policzków i zbliżyła jego twarz do swojej.
- Kochanie, stop.. daj mi coś powiedzieć i się tak nie wściekaj… Myślisz, że przyszłaby tutaj, w tak ważnej sprawie by Cię obrazić..? Wtedy sama bym ją stąd wyrzuciła, nie patrzyłabym kim jest dla Ciebie.. Nie wyjdzie na idealnego.. Ale posłuchaj mnie teraz uważnie. Nic Johannie nie powiedziałam, gdzie byliśmy przez ten czas…. Pomyślałam, że najlepiej będzie jeśli uznamy, że… musimy skłamać, ja już to zrobiłam… - Sweeney zmarszczył czoło spoglądając na Nellie i pokręcił głową przecząco, nie rozumiał co Nellie teraz robiła, co kombinowała, kolejne kłamstwo, z jednego wychodzili, a w kolejne wchodzili? Z jednej strony to rozumiał, ale czuł się teraz tak beznadziejnie podle, dziwnie, sam nie umiał tego opisać.
- Co jej w takim razie powiemy? A jak wyjdzie to kłamstwo, na wierzch..? Znów będziemy idiotami, którzy kręcą i nęcą.. rozumiesz to w ogóle? – Kobieta cicho westchnęła i gładziła policzki mężczyzny szepcząc cicho i opierając się swoim czołem o jego czoło.
- Przestań się irytować… Kochanie, opanuj nerwy… Spokojnie, posłuchaj mnie.. Po pierwsze Johanna nie przyjdzie do nas po to by się tu nad kimś pastwić, powiedziała, że chcę się z Tobą spotkać jak najszybciej. Johanna wyglądała kwitnąco, jej oczy się cieszyły, gdy usłyszała ode mnie, że może dziś wieczorem do nas wpaść.. Sklepu nie otwieram.. ani Ty zakładu.. ale przecież nie odwołam tego.. Czy nie lepiej się dowiedzieć o co chodzi..? Wierz mi, że Twoja córka na pewno nie przyszłaby tu ze złymi zamiarami.. Planowałam, że powiemy pół prawdy… Nie zrozum mnie źle Kochanie, ale przecież w oczy swojej córce nie powiesz, że Bernard Cię skrzywdził, nie wiemy jaka byłaby jej reakcja, to dla jej dobra.. Powiemy, że wyjechaliśmy.. Nie było nas, bo zachorowałeś źle się czułeś.. miałeś operacje, ja zmartwiłam się też rozchorowałam, bo nie wyobrażałam sobie żyć bez Ciebie.. Poza tym to prawda Sweeney, nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie… Czy w tym skłamiemy..? Nie. Bo to prawda, miałeś operacje, ja nie czułam się dobrze.. byliśmy oboje w szpitalu.. Jedynie zataimy to co było przed szpitalem, nic więcej… Wiem, że to dużo, ale tak powinniśmy zrobić.. – Gładziła dłońmi policzki golibrody i pocałowała zaraz czule jego wargi, uśmiechając się delikatnie i pociągnęła mężczyznę zaraz do kuchni, by oboje mogli rozpakować zakupy. Todd jeszcze się boczył, ale powoli zaczynał rozumieć słowa Nellie, kobieta ukradkiem na niego spoglądała, gdy rozpakowywał torby z zakupami, a zaraz dotknęła jego dłoni, gdzie miał jeszcze wylew po wenflonie i odezwała się spokojnie.
- Nie martw się niczym. Będzie dobrze, zobaczysz. Może upieczemy ciasto skoro przyjdzie Twoja córka, mimo byłoby ją czymś domowym poczęstować? Może zrobię sałatkę na kolację.. chyba zje z nami.. w każdym razie nie zmarnuje się..
- Nie martwię się, ale jak wspomniałaś o tym, że się tu zjawi.. to mam mieszane uczucia… A co jeśli Turpin niebawem się tu zjawi, wypuszczą go? Albo pojawi się tu policja i Johanna dowie się o tym co tak naprawdę się stało, a nasza nieobecność zmieni nieco wymiar faktyczny..? – Todd wyjmował z torby papierowej kilka owoców, czy jajka, układał owoce w koszyczku. Nellie przez ten czas już szykowała składniki na ciasto, czy zastanawiała się nad sałatką jaka mogliby zrobić, poza tym zaraz wskazała Sweeeney’owi na stołek by sobie na nim przysiadł, bo znów miała wrażenie, że pobladł na twarzy.
- Przecież nie chcemy jej martwić prawda.. a Ty jesteś jej ojcem, chciałeś ją chronić.. Poza tym tak pomyślałam Skarbie.. czy to nie jest nawet dobry moment, póki ten kanalii tu nie ma.. by wyjawić Johannie prawdę, kim naprawdę jesteś..? Ja rozumiem, że nie dziś, ale skąd wiemy ile jeszcze Turpin tam będzie, na pewno lada dzień go nie wypuszczą, ale… Pewności nigdy nie będziemy mieć.. A Ty teraz masz ją dla siebie…. Sweeney jeśli tylko czujesz się na siłach, zabierz ją gdzieś… Nie dziś, nie jutro.. ale zrób to nim dojdzie do tego ślubu.. A jeśli naprawdę nie chcesz by Johanna wyszła za tego człowieka i podejrzewasz, że to niedobry materiał na męża, zadziałaj, nim będzie za późno.. Nim, zrani Twoją córkę i nim stanie się coś złego… Chyba nie chcesz stać obok niej, kiedy zwiążę się z człowiekiem, którego nie chcesz jako zięcia.. Chciałeś poprowadzić ją do ołtarza… Chcesz oddać ją w dobre ręce, prawda? Nie możesz na to pozwolić, by za niego wyszła, ja wiem że mają wspólnie dziecko… Ale Kochanie.. chcesz szczęścia dla swojej córki, prawda? – Nellie spoglądała na Sweeney’a, kiedy zaczynał robić dzisiejszy obiad, bo skoro Nellie zajmowała się sałatką i ciastem, to mógł zrobić obiad i właśnie zajmował się krojeniem filetów z indyka gdy je obmył pod wodą. Zastanawiał się nad słowami Pani Lovett, ale łatwiej było o tym mówić, niż coś zrobić, Johnny przeszedł za Nellie by sięgnął z szuflady przypraw kilka, a gdy wracał do mięsa, tak znalazł się za Nellie i położył przyprawy na blacie a nad uchem kobiety odparł.
- Przepraszam, że na Ciebie naskoczyłem… Przepraszam Nellie.. Ja wiem co chcesz powiedzieć.. Ale łatwiej jest o tym rozmawiać między nami, ale co ja mam zrobić..? Za ile czasu ten ślub..? Nawet jak teraz wyznam prawdę, że jestem jej ojcem, to co sobie o mnie pomyśli..? Powie.. „Teraz mówisz mi, że jesteś moim ojcem, a do tego nie chcesz bym wzięła ślub z Charles’em..? Bo ubzdurało Ci się, że nie jest dla mnie? A dlaczego?...” A ja sam nie wiem dlaczego.. Nie było tu nas tyle czasu.. Ślub pewnie już lada moment, większość pozamawiana, a ja jak tatuś urywający się z nieba, mówię, że nie zgadzam się na ten ślub, a nawet nie mam na to dobrego argumentu.. Ech… Mam wpaść na ślubie i powiedzieć, że ja jestem temu przeciwny..? I co, Johanna mnie posłucha..? Przecież go kocha, inaczej chyba nie wychodziłaby za mąż.. To skomplikowane, tym bardziej dla mnie.. Stwierdzi, że kręcę, kombinuje, kłamie, oszukuje, mącę jej w głowie.. i w końcu sama uzna, że nawet nie nadaje się na jej ojca i lepiej byłoby gdyby mnie nie poznała.. – Wzruszył ramionami, tyle myśli miał w głowie, a żaden poprawnej odpowiedzi, nie miał pojęcia co miał począć, co zrobić, jak sobie poradzić.
-Już dobrze Sweetie… Już dobrze. – Pogładziła Sweeney’a policzek i odwróciła się do niego przytulając lekko do jego torsu, gdzie przesunęła dłonią dotknęła ręką jego boku i musnęła zaraz jego policzek.
- Nie przejmuj się wszystkim na raz.. Teraz najważniejsze jest to byś całkowicie wyzdrowiał… Dziś pomyśl tylko o przyjemnych rzeczach, całego świata nie zbawisz, a na dobrą sprawę… muszę przyznać Ci rację, bo ja masz.. Jaką decyzję Johanna podejmie co do powiedzenia „tak” w kościele, bądź „nie” nie będziemy mieć chyba na to większego wpływu, skoro to już tak blisko, nie wiem ile dokładnie, ale chyba zostało jeszcze kilka miesięcy. Och zróbmy to jedzenie, ciasto, sałatkę, obiad.. i wieczorem kiedy przyjdzie Johanna, pozwól by sama zaczęła mówić.. Będę obok, jeśli chciałbyś jej powiedzieć nawet dziś te ważne słowa… Będę blisko, niezależnie od tego co się stanie.. – Jeszcze raz ich wargi spotkały się w czułym pocałunku, na co zaraz Sweeney przytaknął głową i oboje powoli zajęli się obowiązkami w kuchni.
Sweeney robił obiad, Nellie ciasto i sałatkę. A po zjedzonym obiedzie mogli nieco odpocząć, poza tym Sweeney udał się potem do sypialni bo czuł się niezbyt dobrze i Nellie wygnała go by odpoczął. A sama w salonie czytała sobie książkę, nieco sprzątała w sklepie, ale nie przesadzała, przetarła kurze i umyła podłogę. Naszykowała też w jadalni nakrycia na wieczór, kiedy przyjdzie do nich Johanna, po prostu szykowała już powoli wszystko na kolacje, by potem móc nieco odpocząć i nie biegać ze wszystkim jak na czas.
Zajrzała też na górę, by sprawdzić czy ze Sweeney’em wszystko dobrze, ale on spokojnie spał na łóżku, więc nie budziła go, poza tym i tak do przybycia Johanny był jeszcze czas. Dlatego też Nellie położyła się obok mężczyzny i pogładziła jego bok ciała, kiedy Sweeny uchylił powieki, a Pani Lovett zabrała głos.
- Śpij Sweeney, śpij sen dobrze robi. To najlepszy czas na wyzdrowienie, poza tym jak będziesz zmęczony podczas wizyty Johanny, to powiedz o tym dobrze..? Nikt nie będzie się na Ciebie gniewać.. Ale dziś taki słaby mi się wydajesz, ta podróż Cię zmęczyła porządnie.. i osłabiła.. Wieczorem weźmiemy witaminy.. pójdziemy wcześniej spać, Johanna na pewno też długo u nas nie będzie, bo nie zostawi na długo Tommy’ego, a pewnie przyjdzie sama. – Pogładziła jego policzek, a Sweeney przytulił Nellie do siebie i żeby już nie mówiła pocałował ją w usta i przytknął po chwili palce na jej wargi i szepnął.
- Ciiii.. Ty też jesteś zmęczona i potrzebujesz odpoczynku.. Ale proszę Ciii.. bo zaraz się rozbudzę i nici z dalszego spania.. Śpij ze mną, jak Johanna przyjdzie to usłyszymy jak będzie dzwonić… Aż tak mocno spać nie będę.. ale teraz cichutko już.. – Spojrzał lekko przymkniętymi powiekami na kobietę, a gdy jej usta się uchylały znów przyłożył palec do jej wargi i odparł. – A-aaa – co ja mówiłem.. cisza… śpijmy.. Jeszcze jakieś dwie godziny nim się tu zjawi.. – Zamruczał cicho i zamknął oczy przytulając Nellie do siebie i przesunął dłoń na jej biodro, a zaraz za plecami Nellie przyciągnął koc i okrył ją nim i siebie także. Kobieta była ucieszona na gest Sweeney’a, tym bardziej kiedy ją objął i nie zamierzał puścić. Czuła zapach jego perfum, skóry, czy włosów, na co przyjemnie przymknęła oczy i wtuliła się w jego ciało powoli sama poczuła senność i zasnęła, ale mimo to nieco czujnie.

sobota, 19 marca 2016

Rozdział XXV. Radość Johanny z powody powrotu, po długiej nieobecności Pani Lovett i Pana Todd'a w Londynie. Part 319.

Sen trwał nieprzerwanie przez całą noc, dopiero około 11 Nellie obudziła się po raz pierwszy, dzięki promieniom słońca padającym jej na twarz. Chociaż póki co wcale nie chciało jej się wstawać, tego dnia łóżko działało jak magnes i zupełnie nie chciało się go opuszczać. Kobieta przekręciła się przodem do mężczyzny, choć robiła wszystko tak żeby go przez przypadek nie obudzić. Przetarła powieki dłonią i przez chwilę spoglądała na ukochanego. Przynajmniej podczas snu nie nękały go żadne z otaczających problemów i smutków. wyraz spokoju dominował na jego twarzy. Podczas snu wyglądał dla niej jak posąg, który mogłaby obserwować godzinami. Nawet jeśli tym razem widać było po nim obraz ostatnich wydarzeń i chorobę.
Pani Lovett przysnęła jeszcze na trochę, skoro Sweeney nie budził się to też pozwoliła sobie jeszcze na drzemkę, by zregenerować siły. Właśnie w tym czasie kiedy para dalej odsypiała podróż, Johanna zjawiła się u drzwi sklepu i próbowała jakoś dać gospodarzom znak, że się w tym miejscu pojawiła. Pukała do drzwi, nawet uderzała w dzwoneczek by wydać jakiś większy hałas. Nic jednak jej z tego nie przychodziło, dlatego postanowiła pojawić się tu w późniejszych godzinach. Domyśliła się, że gospodarze muszą być czymś zajęci i są po prostu nieosiągalni dla innych, albo wyszli w jakimś celu do miasta. Godzina w końcu nie była już najmłodsza. Johanna zaś miała do załatwienia jeszcze sporo spraw tego dnia i jak na razie postanowiła się zająć nimi, skoro pierwszy plan nie wypalił.
Po upływie godziny to Sweeney zaczął się budzić, powoli otwierał oczy, przez chwilę czuł się nawet źle przez to nagłe obudzenie, ale i tak wiedział, że dziś będzie czuł się lepiej. Spojrzał na swój zegarek, którego wczoraj już nie zdążył zdjąć, zorientował się co do godziny i odłożył go na szafkę. Przykrył kołdrą Nellie, która się właśnie rozkopała, a do tego objął ją ręką i sam powoli się rozbudzał.
- Dzień dobry Kochanie.. trochę sobie pospaliśmy dziś, ale należało nam się.. Myślę, że pójdę się teraz wykąpać, a Ty możesz sobie jeszcze tu poleżeć, hm..? - Todd szeptał do ucha kobiety, żeby nie zafundować jej takiej gwałtownej pobudki, przy czym jeszcze musnął jego płatek. Będąc w takim położeniu czuł doskonale zapach jej ciała, czy kąpielowych kosmetyków i wcześniej sam po sobie nie spodziewał się, że będzie doceniał takie małe rzeczy. A jednak było to bardzo miłe, przepadał za takimi właśnie miłymi, leniwymi porankami w jej towarzystwie.
- Która godzina..? Zresztą nieważne.. dzisiaj nie musimy się liczyć z czasem.. i tak mamy tutaj wszystko zamknięte.. Mmm.. tak, jeśli masz taką potrzebę.. Ale zostańmy jeszcze chwilkę.. dobrze..? Jeszcze przez kilka minut Cię nie wypuszczam Sweetie.. - Nellie uśmiechnęła się z małym zaspaniem na twarzy, ale już zaraz zdążyła musnąć wargi mężczyzny na powitanie.
- Czyżbyś miała jakieś niecne plany wobec mnie, hm..? Jak na razie nigdzie się nie wybieram.. - Sweeney odwzajemniał wszystkie jej czułe gesty. Pogładził skórę kobiety w tych odsłoniętych przez kołdrę miejscach, przyjrzał się niesfornemu ramiączku koszuli nocnej, które jak zwykle lubiło spadać i poprawił je, a przy tym zamruczał. Pani Lovett uśmiechnęła się na to i przesuwała palcami po widocznej części torsu mężczyzny, bo cały czas spał jeszcze we wczorajszej koszuli, której nie zdążył zdjąć. Poleżeli tak ze sobą jeszcze kilka chwil, aż w końcu Sweeney wstał z łóżka, zabrał z szafki świeże ubrania, ale nim dotarł do łazienki rozpiął i zdjął koszulę jeszcze w pokoju. Dzięki temu Nellie miała okazję na chwilę przyjemnych dla oka widoków, nawet jeśli przed wyjazdem ciało golibrody wyglądało nieco inaczej, to i tak po tych wszystkich przeżyciach i szpitalu skóra była w dobrej kondycji, choć naznaczona bliznami i lekkimi siniakami. I tak mężczyzna zniknął zaraz w łazience, ona zaś poleżała jeszcze chwilę, po czym założyła szlafrok i zeszła na dół by przygotować śniadanie. W kolejnych godzinach czekały ją zakupy, ale na pierwszy posiłek przygotowała naleśniki z serem i rodzynkami oraz dżemem, bo akurat miała do nich wszelkie potrzebne składniki. Za to inne zapasy należało uzupełnić. Naszykowała również leki dla Sweeney'a i dla siebie, przetarła ścierką zakurzony stół i zaparzyła wodę na kawę.
Mężczyzna pozwolił sobie na dłuższą kąpiel, zresztą stęsknił się za własną łazienką i wanną. Właśnie w tym czasie Nellie zdążyła prawie wszystko przygotować, szukał jej na górze kiedy wyszedł, ale z dołu dochodziły go zapachy więc domyślił się, że właśnie tam się znajduje. Zszedł na dół i objął Nellie od tyłu, kiedy stała przy blacie nalewając kawy do filiżanek.
- No proszę, jak ze wszystkim się wyrobiłaś.. A co jemy..? Kawka.. wszystko perfekcyjnie.. A już chciałem Cię w tym dziś zastąpić i doręczyć śniadanie do łóżka.. A poza tym podoba mi się ta koszula.. i ten szlafrok, zdecydowanie możesz tak chodzić częściej.. - Sweeney rzekł to przy uchu Nellie, musnął jej policzek, choć uważał by jej nie rozproszyć przez co mogła poparzyć się wrzątkiem.
- No widzisz Kochanie.. nie można całego dnia jednak przeleżeć.. Tak..? To miłe, że właśnie tak planowałeś.. Chociaż nie ma jak na razie szaleństwa z daniami, bo pora się wybrać do sklepu, jednak trochę nas tu nie było, część rzeczy jest do wyrzucenia, a część skończyła się jeszcze przed wyjazdem, choć wtedy nie było czasu zaprzątać sobie głowy takimi błahostkami.. Do samego sklepu też trzeba zrobić zakupy, ale teraz nie o tym.. Hmm.. za to na zewnątrz powinnam chodzić w habicie, czyż nie? Hehe.. Oj cieszy mnie, że Ci się to podoba.. - Nellie odwróciła się i puściła oko do mężczyzny. Przeniosła zaraz na stół talerzyki z jedzeniem, a Sweeney zabrał filiżanki oraz małą szklaneczkę w której znajdowały się przygotowane lekarstwa.
Ze śniadaniem nie spieszyli się jakoś bardzo, dlatego zanim odeszli od stołu w normalnych warunkach była już pora obiadowa, ale czas ten spędzili jeszcze na rozmowie o wyjeździe. Todd choć może bardzo tego nie okazywał rozmyślał o Johannie, o tym co będzie jak wreszcie dojdzie do ich spotkania po okresie dość długiej przerwy. Przecież na pewno zaglądała na Fleet Street i zauważyła, że zarówno sklep i zakład były zamknięte przez jakiś czas. Miał więc kłamać? Czy powiedzieć prawdę? Ani jedna, ani druga opcja go nie przekonywała. Gdyby skłamał sprawa pewnie wyszłaby za jakiś czas, w końcu Turpin też musiał wrócić kiedyś do Londynu, a gdyby wciąż towarzyszyła mu policja.. Z drugiej strony powiedzieć prawdę? Nawet jeśli domyśliła się jednego kłamstwa ojczyma, to czy była w stanie uwierzyć w znacznie gorsze zbrodnie.. zwłaszcza komuś poznanemu jakiś czas temu.. W to wątpił. Z racji tego bał się spotkania z córką i pytań które podczas niego z pewnością padną.
Mimo zaangażowania w wysłuchanie słów Nellie, czasami wyłączał się i jedynym znakiem oznaczającym, że coś do niego mówiła były poruszające się usta kobiety. Poza tym znajdował się w otchłani własnych myśli, od których w Truro był bardziej oddalony. Pani Lovett w końcu straciła swoją cierpliwość i pomachała mu przed twarzą kilka razy dłonią.
- Sweeney..! Halo.. Czemu jesteś taki nieobecny.. Wiesz jak tego nie znoszę.. Jeśli coś Cię dręczy to wystarczy mi powiedzieć, przynajmniej nie będę się tu na marne produkować i o tym porozmawiamy.. - Kobieta wreszcie łapiąc wzrok Todd'a westchnęła i spojrzała na niego badawczo. - Jeśli jednak nie chcesz jechać, zrozumiem to, ale wolę żebyś mi o tym powiedział.. a nie zamykał się w sobie.
- To nie o to chodzi.. Nellie.. Przepraszam.. - Pokiwał przecząco głową, nie chciał jej przecież w żaden sposób urazić, a jednak chyba do tego doszło. Jednak zawsze kiedy coś intensywnie rozważał znajdował się w takim stanie, wręcz nie kontaktując. - Wybacz mi.. Jak najbardziej chcę jechać, ale myślałem o Johannie.. jak się potoczy nasze spotkanie.. Tak samo się cieszę, jak i obawiam.. Choć nie, chyba jednak przeważa obawa.. Ech, na każdym kroku wieczne problemy.. - Dotknął dłoni kobiety, jakby w geście przeprosin.
- Rozumiem Cię Kochanie, wystarczyło mi powiedzieć, naprawdę.. Wolę żebyś dzielił się ze mną z tym co Cię smuci.. chyba lepiej działać w drużynie niż w pojedynkę, prawda? Wiesz, że ta sprawa nie jest mi obca.. - Nellie może była lekko przewrażliwiona na to zamykanie się Todd'a w sobie. Wszystko wynikało z prostego faktu, a mianowicie przeszłości. Jakoś zostało to w niej, nawet z tą świadomością, że teraz ją kochał, wtedy nie - nie mogła wyzbyć się tej rysy na duszy. Choć w gruncie rzeczy dla nikogo taka postawa rozmówcy nie była miła. - Sweeney.. niech tylko Turpina przywiezie do Londynu policja.. czy zaczną tutaj na miejscu prowadzić postępowanie.. Kiedyś zabraknie mu wymówek.. A teraz wiem, że może powinnam zostawić Was samych podczas spotkania.. ale jeśli będziesz potrzebował pomocy i wybrnięcia z tych kłopotliwych będę przy Tobie.. Cóż, mogę chyba uznać, że Johanna nas polubiła.. do tego póki co nie mieszka tak daleko i prędzej czy później się spotkamy.. - Ścisnęła dłoń mężczyzny pragnąc go zapewnić, że cały czas będzie przy nim.
- Wiem, wiem.. Jednak niektóre rzeczy bywają silniejsze ode mnie.. Myślisz, że to tak wszystko pięknie się potoczy? Chciałbym, ale on zawsze znajdzie coś na swoją obronę. Tym razem nie będzie inaczej. Johanna.. ech.. czasami zaczynam już tracić wiarę, że kiedykolwiek zdobędę się na wyznanie prawdy.. Moje myśli nie przedstawiają się zbyt optymistycznie.. nie ma co ukrywać.. Teraz znów się tu znajduję.. i zupełnie nie jestem w stanie odciąć się od własnych demonów.. - Sweeney oparł się łokciami o stół i ukrył twarz w dłoniach. - Męcząca jest ta gra Ja-Turpin-Johanna.. Zaczyna mnie to przerastać..
- Nie możesz od razu zakładać, że on znowu wygra.. Sweeney, proszę, nawet tak nie myśl.. Ty przynajmniej nie siedzisz teraz w areszcie i nie grozi Ci proces i kilka lat odsiadki.. Ja wiem.. ale powinieneś nastawić się bardziej optymistycznie, to też pomoże.. wiesz? Masz mnie i zawsze będę przy Tobie.. Sweeney kocham Cię i nie pozwolę na to żeby ktoś znowu wyrządził Ci krzywdę.. i żebyś dalej chodził tak przygnębiony życiem.. Tak nie może dalej być.. Coś wymyślimy.. - Nellie zajęła miejsce obok mężczyzny, odciągnęła dłonie od jego twarzy, przez co zmieniła pozę Todd'a i przytuliła się do niego. Próbowała go pocieszać, jak tylko mogła, chociaż ta jego zarazem dezorientacja, smutek i przygnębienie udzielały się także jej. Pragnęła tego by był szczęśliwy, więc i sama odczuwała wewnętrzną porażkę, gdy tak się nie działo. Kiedy Sweeney już w miarę się uspokoił, kobieta zostawiła go w domu ze swoimi myślami i własną przestrzenią, której potrzebował każdy człowiek, a sama udała się na zakupy. On raczej nie miał do tego nastroju, dlatego nie zamierzała go ciągnąć na siłę. Golibroda pojawił się znów na swoim pięterku, próbował znaleźć dla siebie jakieś zajęcie by w rezultacie odgonić od siebie wszelkie myśli i zajął się nieco sprzątaniem swego zakładu. Pojawiło się tam sporo kurzu, kilka pajęczyn, a na pewno nie zamierzał przyjmować klientów w takim otoczeniu. Co prawda nie zamierzał tak od zaraz wracać do pracy, ale mając w sobie coś z perfekcjonisty musiał mieć tu wszystko czyste i ułożone. W przerwach spoglądał przez duże zakładowe okno i obserwował uliczne życie.
Pani Lovett oczywiście nie wybrała się na jakieś wielkie zakupy, a jedynie do apteki i sklepu spożywczego i mięsnego. W swojej aptece miała zaufanego farmaceutę, więc mogła się go poradzić co do różnych witamin i specyfików wspomagających powrót do zdrowia. W kolejnym miejscu właśnie sięgała po jabłka, kiedy usłyszała za plecami znajomy głos kobiety dopytującej się pracownika o specjalny rodzaj mąki. Nellie odwróciła się i dzięki długim, charakterystycznym włosom i śpiewnym tonie głosu rozpoznała Johannę. Córka Sweeney'a po znalezieniu poszukiwanego artykułu również udała się w kierunku owoców i napotkała jej spojrzenie.
- Pani Lovett.. Dzień dobry! Jak miło wreszcie Panią widzieć.. Widziałam jak wczoraj Państwo wróciliście do domu.. Byłam nawet dzisiaj na Fleet Street, ale chyba nie było nikogo w domu.. Mam pewną sprawę do pana Todd'a i gdyby była taka możliwość chciałabym się z nim zobaczyć jak najszybciej.. może dziś..? Dostosuję się co do godziny.. - Johanna aż rozpromieniła się na widok partnerki Todd'a, jakby zupełnie zapomniała, że przyszła zrobić tu zakupy.
- Dzień dobry.. Dziękuję i nawzajem.. Tak? Wróciliśmy z dłuższej podróży, musieliśmy niestety niespodziewanie wyjechać.. ale już jesteśmy. U Pani wszystko w porządku? A jak tam Tommy.. Sędzia..? Hm, w takim razie zapraszam. Sklep co prawda zamknięty będzie jeszcze dzisiaj i możliwe, że nawet przez kilka dni.. ale może w godzinach wieczornych chciałaby Pani nas odwiedzić..? Szósta, siódma.. Sweeney na pewno się ucieszy. - Celowo zadała to pytanie o Turpina, by zbadać grunt, a że Johanna była całkiem rozmowną osobą, to liczyła, że dowie się czegoś więcej niż wymagało pytanie. Co do ostatniego nie kłamała, chociaż przewidywała, że mężczyzna może i nie tak dobrze zareagować na tą wieść o gościu i w wyniku tego zdecydowała się na późniejszą godzinę.
- Rozumiem.. dobrze, że już w domu. Tak, przygotowania do ślubu idą pełną parą.. Tommy to taki mały urwis, ale daje nam wiele radości.. A ojczym.. to mnie martwi.. Wyjechał ponad dwa tygodnie temu, sama nie wiem dokładnie gdzie, wspominał coś o pracy, ale od dawna już się nie odzywał.. nie wiem co się dzieje, trochę mnie to niepokoi muszę przyznać.. W takim razie dobrze, zjawię się o tej porze.. - Johanna uśmiechała się do piekarki, ale jednocześnie widać było po niej jakieś zmartwienie, ten uśmiech niebawem przekształcił się w smutny, jak się domyśliła Nellie. Dla niej przykre było jedynie to, że ta młoda kobieta nie miała pojęcia o jakiego okrutnika się martwi. Johanna wsadziła tak samo jak jej towarzyszka kilka owoców do koszyka i wyczekiwała dalszej kontynuacji rozmowy.
- Cieszę się, to grunt że dziecko jest zdrowe. Hm.. niepokojące.. może warto to zgłosić na policję.. A może sytuacja wyjaśni się w najbliższych dniach.. Mężczyźni czasem tak mają, że lubią się odciąć od własnych obowiązków.. Lecz gdyby Sędziemu coś się stało, chyba cały Londyn byłby poruszony. Więc jesteśmy umówione.. - Słowa dotyczące Bernarda ledwie przeszły jej przez gardło, no ale coś powiedzieć musiała. Zdawała sobie sprawę, że musiała to wszystko powtórzyć Sweeney'owi bo sama zaczęła już tą małą gierkę z kłamstwem i teraz należało trzymać się jednej wersji. Johanna odpowiedziała, że niestety nie da rady tego zgłosić skoro nie wie gdzie ojczym dokładnie pojechał i wkrótce rozstały się. Pani Lovett niebawem dotarła do domu, chciała też jak najszybciej podzielić się wiadomościami z ukochanym.
- Zgadnij kogo spotkałam w sklepie.. Johannę! Wspomniała, że ma do Ciebie sprawę.. i umówiłyśmy się, że przyjdzie wieczorem.. - Nellie postawiła torby na podłodze, a Sweeney aż usiadł z wrażenia. Również widocznie pobladł na twarzy.

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.