SCM Music Player.

Bohaterowie.

niedziela, 20 marca 2016

Part 320.

- I mówisz to z takim spokojem? Podekscytowaniem..? Nellie, zapomniałaś, co wydarzyło się u Turpina? – Sweeney pokręcił głową, nie był zadowolony z tego obrotu sprawy, owszem cieszyło go to, że zobaczy córkę, ale obawiał się, że tą sprawą, było raczej nawtykanie mu jaki jest bezczelny, że dobrał się do Berty. Jedyne co wpadało mu do głowy, to właśnie tak najbardziej łagodnie brzmiałoby obmurowanie go za kłamstwo z ust Turpina, w jakie albo ludzie uwierzyli, albo i nie.
- Ależ Sweeney… wysłuchaj mnie.. Johanna nie brzmiała wcale tak jakby miała Tobie, czy mnie coś za złe.. Była zadowolona, powiedziała, że miło mnie widzieć.. I że widziała, jak wczoraj wróciliśmy.. Obserwowała nas takim razie, rozumiesz to, więc jednak nie jesteśmy jej obojętni. Przygotowuje się do ślubu z Charlie’m, przygotowania pełną parą… - Sweeney siedząc w fotelu zaraz wstał, denerwowała go ta sytuacja, a do tego jeszcze Johanna wychodziła za kogoś, kogo Sweeney nie chciał mieć za zięcia!
- No dobrze to uważasz, że poco tu przyjdzie..? Stwierdzić, że popełniła błąd i może jakimś cudem nie zrobiłem krzywdy Bercie.. a Turpin i tak wyjdzie na idealnego.. na kogo, na ojczyma, dobrego wujcia, który ją przygarnął? Za każdym cholernym razem tak jest..! Ja bywam aresztowany, popadał w problemy, omal nie zginę, a ta paskudna wredna obłudna świnia i tak wyjdzie z twarzą..! Co z tego, ze go aresztowali? Przecież dzięki swoim umiejętnością kontaktowym, lada chwila a będzie wolny! Nie przyzna się co zrobił mnie, Tobie, co działo się w Truro.. a właściwie co Johanna w tej chwili o nim wie..? Co, że biedny wujcio-przyszywany ojczym wyjechał interesach i nie wrócił.. i ślad po nim zaginął.. i pewnie martwi się, że kolejny dzień zwłoki i nie ma od niego wieści, nie wysłał cholernego telegramu, listu i nie spowiada się ze swoich kolejnych kłamstw..! – Sweeney był zły, nie odczuwał, że ten wieczór skończy się dobrze. Poza tym nie rozumiał tego podekscytowania Nellie, tego rozradowania gościem. Nellie spojrzała na Sweeney’a i gdy tak koło niej przeszedł złapała go za dłoń i przyciągnęła do siebie po czym dotknęła dłońmi jego policzków i zbliżyła jego twarz do swojej.
- Kochanie, stop.. daj mi coś powiedzieć i się tak nie wściekaj… Myślisz, że przyszłaby tutaj, w tak ważnej sprawie by Cię obrazić..? Wtedy sama bym ją stąd wyrzuciła, nie patrzyłabym kim jest dla Ciebie.. Nie wyjdzie na idealnego.. Ale posłuchaj mnie teraz uważnie. Nic Johannie nie powiedziałam, gdzie byliśmy przez ten czas…. Pomyślałam, że najlepiej będzie jeśli uznamy, że… musimy skłamać, ja już to zrobiłam… - Sweeney zmarszczył czoło spoglądając na Nellie i pokręcił głową przecząco, nie rozumiał co Nellie teraz robiła, co kombinowała, kolejne kłamstwo, z jednego wychodzili, a w kolejne wchodzili? Z jednej strony to rozumiał, ale czuł się teraz tak beznadziejnie podle, dziwnie, sam nie umiał tego opisać.
- Co jej w takim razie powiemy? A jak wyjdzie to kłamstwo, na wierzch..? Znów będziemy idiotami, którzy kręcą i nęcą.. rozumiesz to w ogóle? – Kobieta cicho westchnęła i gładziła policzki mężczyzny szepcząc cicho i opierając się swoim czołem o jego czoło.
- Przestań się irytować… Kochanie, opanuj nerwy… Spokojnie, posłuchaj mnie.. Po pierwsze Johanna nie przyjdzie do nas po to by się tu nad kimś pastwić, powiedziała, że chcę się z Tobą spotkać jak najszybciej. Johanna wyglądała kwitnąco, jej oczy się cieszyły, gdy usłyszała ode mnie, że może dziś wieczorem do nas wpaść.. Sklepu nie otwieram.. ani Ty zakładu.. ale przecież nie odwołam tego.. Czy nie lepiej się dowiedzieć o co chodzi..? Wierz mi, że Twoja córka na pewno nie przyszłaby tu ze złymi zamiarami.. Planowałam, że powiemy pół prawdy… Nie zrozum mnie źle Kochanie, ale przecież w oczy swojej córce nie powiesz, że Bernard Cię skrzywdził, nie wiemy jaka byłaby jej reakcja, to dla jej dobra.. Powiemy, że wyjechaliśmy.. Nie było nas, bo zachorowałeś źle się czułeś.. miałeś operacje, ja zmartwiłam się też rozchorowałam, bo nie wyobrażałam sobie żyć bez Ciebie.. Poza tym to prawda Sweeney, nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie… Czy w tym skłamiemy..? Nie. Bo to prawda, miałeś operacje, ja nie czułam się dobrze.. byliśmy oboje w szpitalu.. Jedynie zataimy to co było przed szpitalem, nic więcej… Wiem, że to dużo, ale tak powinniśmy zrobić.. – Gładziła dłońmi policzki golibrody i pocałowała zaraz czule jego wargi, uśmiechając się delikatnie i pociągnęła mężczyznę zaraz do kuchni, by oboje mogli rozpakować zakupy. Todd jeszcze się boczył, ale powoli zaczynał rozumieć słowa Nellie, kobieta ukradkiem na niego spoglądała, gdy rozpakowywał torby z zakupami, a zaraz dotknęła jego dłoni, gdzie miał jeszcze wylew po wenflonie i odezwała się spokojnie.
- Nie martw się niczym. Będzie dobrze, zobaczysz. Może upieczemy ciasto skoro przyjdzie Twoja córka, mimo byłoby ją czymś domowym poczęstować? Może zrobię sałatkę na kolację.. chyba zje z nami.. w każdym razie nie zmarnuje się..
- Nie martwię się, ale jak wspomniałaś o tym, że się tu zjawi.. to mam mieszane uczucia… A co jeśli Turpin niebawem się tu zjawi, wypuszczą go? Albo pojawi się tu policja i Johanna dowie się o tym co tak naprawdę się stało, a nasza nieobecność zmieni nieco wymiar faktyczny..? – Todd wyjmował z torby papierowej kilka owoców, czy jajka, układał owoce w koszyczku. Nellie przez ten czas już szykowała składniki na ciasto, czy zastanawiała się nad sałatką jaka mogliby zrobić, poza tym zaraz wskazała Sweeeney’owi na stołek by sobie na nim przysiadł, bo znów miała wrażenie, że pobladł na twarzy.
- Przecież nie chcemy jej martwić prawda.. a Ty jesteś jej ojcem, chciałeś ją chronić.. Poza tym tak pomyślałam Skarbie.. czy to nie jest nawet dobry moment, póki ten kanalii tu nie ma.. by wyjawić Johannie prawdę, kim naprawdę jesteś..? Ja rozumiem, że nie dziś, ale skąd wiemy ile jeszcze Turpin tam będzie, na pewno lada dzień go nie wypuszczą, ale… Pewności nigdy nie będziemy mieć.. A Ty teraz masz ją dla siebie…. Sweeney jeśli tylko czujesz się na siłach, zabierz ją gdzieś… Nie dziś, nie jutro.. ale zrób to nim dojdzie do tego ślubu.. A jeśli naprawdę nie chcesz by Johanna wyszła za tego człowieka i podejrzewasz, że to niedobry materiał na męża, zadziałaj, nim będzie za późno.. Nim, zrani Twoją córkę i nim stanie się coś złego… Chyba nie chcesz stać obok niej, kiedy zwiążę się z człowiekiem, którego nie chcesz jako zięcia.. Chciałeś poprowadzić ją do ołtarza… Chcesz oddać ją w dobre ręce, prawda? Nie możesz na to pozwolić, by za niego wyszła, ja wiem że mają wspólnie dziecko… Ale Kochanie.. chcesz szczęścia dla swojej córki, prawda? – Nellie spoglądała na Sweeney’a, kiedy zaczynał robić dzisiejszy obiad, bo skoro Nellie zajmowała się sałatką i ciastem, to mógł zrobić obiad i właśnie zajmował się krojeniem filetów z indyka gdy je obmył pod wodą. Zastanawiał się nad słowami Pani Lovett, ale łatwiej było o tym mówić, niż coś zrobić, Johnny przeszedł za Nellie by sięgnął z szuflady przypraw kilka, a gdy wracał do mięsa, tak znalazł się za Nellie i położył przyprawy na blacie a nad uchem kobiety odparł.
- Przepraszam, że na Ciebie naskoczyłem… Przepraszam Nellie.. Ja wiem co chcesz powiedzieć.. Ale łatwiej jest o tym rozmawiać między nami, ale co ja mam zrobić..? Za ile czasu ten ślub..? Nawet jak teraz wyznam prawdę, że jestem jej ojcem, to co sobie o mnie pomyśli..? Powie.. „Teraz mówisz mi, że jesteś moim ojcem, a do tego nie chcesz bym wzięła ślub z Charles’em..? Bo ubzdurało Ci się, że nie jest dla mnie? A dlaczego?...” A ja sam nie wiem dlaczego.. Nie było tu nas tyle czasu.. Ślub pewnie już lada moment, większość pozamawiana, a ja jak tatuś urywający się z nieba, mówię, że nie zgadzam się na ten ślub, a nawet nie mam na to dobrego argumentu.. Ech… Mam wpaść na ślubie i powiedzieć, że ja jestem temu przeciwny..? I co, Johanna mnie posłucha..? Przecież go kocha, inaczej chyba nie wychodziłaby za mąż.. To skomplikowane, tym bardziej dla mnie.. Stwierdzi, że kręcę, kombinuje, kłamie, oszukuje, mącę jej w głowie.. i w końcu sama uzna, że nawet nie nadaje się na jej ojca i lepiej byłoby gdyby mnie nie poznała.. – Wzruszył ramionami, tyle myśli miał w głowie, a żaden poprawnej odpowiedzi, nie miał pojęcia co miał począć, co zrobić, jak sobie poradzić.
-Już dobrze Sweetie… Już dobrze. – Pogładziła Sweeney’a policzek i odwróciła się do niego przytulając lekko do jego torsu, gdzie przesunęła dłonią dotknęła ręką jego boku i musnęła zaraz jego policzek.
- Nie przejmuj się wszystkim na raz.. Teraz najważniejsze jest to byś całkowicie wyzdrowiał… Dziś pomyśl tylko o przyjemnych rzeczach, całego świata nie zbawisz, a na dobrą sprawę… muszę przyznać Ci rację, bo ja masz.. Jaką decyzję Johanna podejmie co do powiedzenia „tak” w kościele, bądź „nie” nie będziemy mieć chyba na to większego wpływu, skoro to już tak blisko, nie wiem ile dokładnie, ale chyba zostało jeszcze kilka miesięcy. Och zróbmy to jedzenie, ciasto, sałatkę, obiad.. i wieczorem kiedy przyjdzie Johanna, pozwól by sama zaczęła mówić.. Będę obok, jeśli chciałbyś jej powiedzieć nawet dziś te ważne słowa… Będę blisko, niezależnie od tego co się stanie.. – Jeszcze raz ich wargi spotkały się w czułym pocałunku, na co zaraz Sweeney przytaknął głową i oboje powoli zajęli się obowiązkami w kuchni.
Sweeney robił obiad, Nellie ciasto i sałatkę. A po zjedzonym obiedzie mogli nieco odpocząć, poza tym Sweeney udał się potem do sypialni bo czuł się niezbyt dobrze i Nellie wygnała go by odpoczął. A sama w salonie czytała sobie książkę, nieco sprzątała w sklepie, ale nie przesadzała, przetarła kurze i umyła podłogę. Naszykowała też w jadalni nakrycia na wieczór, kiedy przyjdzie do nich Johanna, po prostu szykowała już powoli wszystko na kolacje, by potem móc nieco odpocząć i nie biegać ze wszystkim jak na czas.
Zajrzała też na górę, by sprawdzić czy ze Sweeney’em wszystko dobrze, ale on spokojnie spał na łóżku, więc nie budziła go, poza tym i tak do przybycia Johanny był jeszcze czas. Dlatego też Nellie położyła się obok mężczyzny i pogładziła jego bok ciała, kiedy Sweeny uchylił powieki, a Pani Lovett zabrała głos.
- Śpij Sweeney, śpij sen dobrze robi. To najlepszy czas na wyzdrowienie, poza tym jak będziesz zmęczony podczas wizyty Johanny, to powiedz o tym dobrze..? Nikt nie będzie się na Ciebie gniewać.. Ale dziś taki słaby mi się wydajesz, ta podróż Cię zmęczyła porządnie.. i osłabiła.. Wieczorem weźmiemy witaminy.. pójdziemy wcześniej spać, Johanna na pewno też długo u nas nie będzie, bo nie zostawi na długo Tommy’ego, a pewnie przyjdzie sama. – Pogładziła jego policzek, a Sweeney przytulił Nellie do siebie i żeby już nie mówiła pocałował ją w usta i przytknął po chwili palce na jej wargi i szepnął.
- Ciiii.. Ty też jesteś zmęczona i potrzebujesz odpoczynku.. Ale proszę Ciii.. bo zaraz się rozbudzę i nici z dalszego spania.. Śpij ze mną, jak Johanna przyjdzie to usłyszymy jak będzie dzwonić… Aż tak mocno spać nie będę.. ale teraz cichutko już.. – Spojrzał lekko przymkniętymi powiekami na kobietę, a gdy jej usta się uchylały znów przyłożył palec do jej wargi i odparł. – A-aaa – co ja mówiłem.. cisza… śpijmy.. Jeszcze jakieś dwie godziny nim się tu zjawi.. – Zamruczał cicho i zamknął oczy przytulając Nellie do siebie i przesunął dłoń na jej biodro, a zaraz za plecami Nellie przyciągnął koc i okrył ją nim i siebie także. Kobieta była ucieszona na gest Sweeney’a, tym bardziej kiedy ją objął i nie zamierzał puścić. Czuła zapach jego perfum, skóry, czy włosów, na co przyjemnie przymknęła oczy i wtuliła się w jego ciało powoli sama poczuła senność i zasnęła, ale mimo to nieco czujnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.