SCM Music Player.

Bohaterowie.

piątek, 29 kwietnia 2016

Part 337.

Kiedy para gotujących pojawiła się przed nimi razem ze swoimi daniami na tacach, Nellie uważnie przyjrzała się daniom. Postanowiła najpierw spróbować włoskiego dania. Może Valentino był podrywaczem, a do tego bałaganiarzem w kuchni, ale jego danie wyglądało świetnie. Tak samo zresztą pachniało. Może nie byłby idealnym pracownikiem, lecz coś w nim było takiego, że nawet pomimo tych wielu przywar chciało się go zatrudnić. Kobieta spróbowała spaghetti jakie przyrządził i smakowała go przez chwilę, by spokojnie przeanalizować smak dania.
- Hm.. wszystko na pierwszy rzut oka wydaje się być idealne. Doskonała kompozycja na talerzu, idealna ilość przypraw.. mięso.. pyszne..! - Zachwycała się Pani Lovett, że aż spojrzał na nią golibroda jakby z dozą pewnej irytacji i obawy, że Valentino naprawdę będzie tu zatrudniony. Gdyby się tak nawet stało, Sweeney nie miałby z nim zbyt dobrych relacji, no chyba że byłby naprawdę dobrym kucharzem i nie zalecał się do jego kobiety.
- Si! Nie mógłbym przecież zepsuć naszego tradycyjnego dania! Nie odważyłbym się podać Pani, najlepszej kucharce Londynu czegoś niedobrego! - Włoch uśmiechnął się triumfalnie. Był cały podekscytowany, mówił głośno, czyli tak jak to leżało w jego naturze. Spojrzał w międzyczasie na Todd'a, po którym było widać niezadowolenie. Nellie jednak po chwili przestała być tak rozentuzjazmowana względem dania i zmarszczyła czoło.
- Niestety.. makaron jest zbyt rozgotowany, za długo trzymał go Pan w wodzie.. Na takie coś nie możemy pozwolić sobie w tym etapie, zwłaszcza że poziom jest wysoki.. a jest to danie, które akurat powinien pan robić najlepiej ze wszystkich możliwych dań.. Przykro mi.. Teraz poproszę deser, Sweeney jeśli chcesz to spróbuj.. - Podsunęła mu talerz ze spaghetti, choć widać niezbyt miał na to danie ochotę, a może chciał to właśnie zrobić celowo człowiekowi, który uważał się za świetnego kucharza i odmowa spróbowania jego dania była niczym jak coś bardzo obraźliwego.
- Porca miseria! Jak to możliwe.. - Złapał się za głowę i nią pokręcił. Wszystkie jego zachowania miały w sobie coś z teatru i po jakimś czasie zaczynało to już zwyczajnie denerwować. Człowiek pochodzący z nieco innego kręgu kulturowego, posiadający zupełnie inny charakter raczej nie pasował do sklepu Pani Lovett. - Więc teraz odpadnę przez makaron? Włoch odpadnie przez makaron, to żałosne! Może chociaż deser mnie uratuje.. Oto Semifreddo malinowe z wanilią. - Podsunął kobiecie kolejne naczynie i bacznie obserwował jej reakcję. Spróbowała deseru, który okazał się nad wyraz słodki i gdzieś w głębi serca się zawiodła, że ten nieco egzotyczny przybysz nie popisał się swoimi umiejętnościami tak, jak na to liczyła. Chociaż tym samym wiedziała, że uniknie wszelkich zazdrości ze strony Sweeney'a.
- Jeśli nie dodałby pan tak dużej ilości cukru, wszystko byłoby w porządku, lecz deser nie jest zjadliwy głównie ze względu na ten aspekt... To więc byłoby na tyle, Panie Giammetti.. Teraz pora na Panią Hoffman.. - Uśmiechnęła się zachęcająco do kobiety, zaraz po tym jak zrezygnowany Valentino zabrał swoje naczynia od stołu jury. Poza tym musiała tą słodkość popić  Todd uśmiechnął się pod nosem i tym razem przybrał już nie tak obojętną postawę, co do kolejnej kandydatki. Powoli zaczęli próbować jej obiadowego dania, a reszta osób cicho rozmawiała, choć tak naprawdę z ciekawością przysłuchiwała się wrażeniom jury, co do kolejnej potrawy. Po lokalu wciąż kręcił się Valentino. Zdenerwowany Valentino, który nie mógł zaakceptować swojej porażki. Nagle, niespodziewanie w pomieszczeniu rozległ się trzask tłuczonego szkła. Nikt nie wiedział co się stało i wszelkie oczy zwróciły się właśnie w kierunku Włocha, bo właśnie od jego strony dobiegł ten hałas. Na podłodze wylądował wazonik, rozlała się woda, a kwiatki były porozrzucane. Raczej nie wyglądało to na przypadek, a na coś celowego, choć wbrew temu co mógł sobie pomyśleć wcześniej, ta sytuacja nie pomogła mu w niczym. Nellie z oburzeniem wstała z krzesła i otworzyła usta mając już coś powiedzieć, jednak Sweeney ją w tym nieco przystopował. - Zajmę się nim, porozmawiamy sobie trochę na zewnątrz. Ty zachowuj się jak gdyby nigdy nic.. zajmij się oceną Pani Hoffman, nie przedłużajmy konkursu przez tego idiotę.. i tak jesteśmy już zmęczeni.. - Szepnął jej na ucho, po czym odszedł od stolika i podszedł do mężczyzny, po czym wyprowadził go na zewnątrz. Nellie odprowadziła panów wzrokiem, spojrzała na wszystkich zaintrygowanych uczestników konkursu, aż w końcu usiadła i spróbowała jednego z ostatnich konkursowych dań. W tym czasie Sweeney przebywał na zewnątrz z Giammetti'm.
- Dawno nie spotkałem się z takim tupetem i chamstwem.. Myśli Pan, że stłuczonym wazonem zmieni Pan decyzję Nellie..? To był jeden z jej ulubionych wazonów.. ale mniejsza z tym.. Tak ciężko pogodzić się z porażką..? Naprawdę.. To nie po męsku.. Ze stanowiskiem tutaj proszę się już pożegnać.. A jeśli kiedykolwiek zobaczę Cię w tej okolicy.. lub jeśli tylko spróbujesz uraczyć Panią Lovett swoimi marnymi tekstami, zemszczę się.. uwierz, marny podrywaczu.. Don Juanie, że nie jest jedną z tych, które lecą na takie słowa, a ja potrafię dotrzymywać swoich obietnic.. Lub inaczej, zgłoszę sprawę w odpowiednie miejsce, gdzie sprawdzą czy Twoje dokumenty na przebywanie tutaj są w dalszym ciągu aktualne.. To Anglia, więc radzę ogarnąć ten włoski temperament.. Żegnam Pana.. i nie chcę nigdy więcej widzieć w tej okolicy.. - Sweeney puścił jego kołnierzyk, który trzymał w trakcie tych swoich słów, by zrobić po prostu groźniejsze wrażenie. Liczył na to, że Valentino zastosuje się do jego małych wskazówek, zresztą miał wrażenie, że na wspomnienie o władzy nie był zadowolony, a w końcu miał się czego obawiać, ponieważ w domu dostępne były jego dane. Może i więc było coś na rzeczy i był tu nie do końca legalnie. W każdym razie nie odpowiedział Todd'owi wreszcie mądrzejąc i się oddalił. Sweeney wrócił do środka, ale jeszcze zanim udał się do kuchni odwiedził łazienkę. Tak naprawdę gdy wrócił do sklepowej części, gotowała już ostatnia para, co go ucieszyło. Miał już dosyć tego dnia, dosyć tego sztywnego siedzenia, przecież nie mógł tak wszystkim nagle podziękować i iść spać.
Po upływie kolejnej godziny z haczykiem, oboje przeszli do salonu by trochę odseparować się od reszty uczestników i móc spokojnie pomyśleć nad werdyktem. Równocześnie w sklepowej części oczekiwali zniecierpliwieni i podekscytowani kandydaci.
- Sama już nie wiem na kogo się zdecydować.. Ech.. A co zrobiłeś z tym Włochem..? Bo jestem ciekawa.. Myślę o wyłonieniu Pani Hoffman, nie próbowałeś jej dania, ale musisz mi uwierzyć, że było najsmaczniejsze.. Zresztą nie chce mi się już nawet dłużej nad tym myśleć, jest po 21 a tyle rzeczy do pozmywania.. - Nellie usiadła na kanapie i oparła głowę na ramieniu mężczyzny. Była naprawdę już zmęczona tym dniem, a nawet wszelkie zapachy ją przytłaczały. Samo to, że miała dość sporą przerwę od pracy i dawno nie spędziła tylu godzin tak czynnie, dawało o sobie znać.
- Powiedziałem mu kilka słów i chyba wziął je sobie do serca.. Nellie, nie wyobrażam sobie żeby ktoś taki jak on tutaj pracował.. Do tego powinniśmy mu wysłać rachunek za Twój wazon.. Może sam bym go zatrudnił gdyby tak trochę popracować nad jego gotowaniem, co jak co, ale mężczyźni raczej nie gotują tak dobrze.. nawet mimo rozgotowanych klusek.. Ale to zachowanie, nie wytrzymałbym na dłuższą metę.. - Oparł swoją głowę o głowę kobiety i westchnął cicho. - To Twoja sprawa, Twoja działalność.. na pewno podjęłaś dobrą decyzję, a jeśli okaże się że nie to nie jest tak, że nie możesz jej zmienić.. Przy wszystkim będę Cię wspierać Nellie.. Tak, to prawda.. ale dziś można posprzątać jedynie takie najbardziej kłopotliwe naczynia, jutro resztę.
- Masz rację, ja chyba też zbyt długo bym z nim nie wytrzymała.. Dobrze, że się tak stało, a nie inaczej.. Więc pora ogłosić wyniki, nie ma sensu dłużej tego przeciągać.. A Ty Kochanie możesz zostać tutaj, iść się kąpać.. dam sobie radę i niebawem do Ciebie dołączę, dobrze..? - Nellie jeszcze pocałowała Todd'a zanim wstała, no i jeszcze chwilkę go przekonywała żeby naprawdę poszedł odpocząć i trochę się zrelaksować. Sweeney miał może trochę wyrzuty sumienia, że ją zostawia z tym wszystkim, ale w końcu poszedł na ten układ.
Pani Lovett niebawem ogłosiła wyniki konkursu, oczywiście pierwsze miejsce zajęła Pani Hoffman. Część kandydatów była wyraźnie zawiedziona, ale przecież od początku musieli liczyć się z taką ewentualnością, że nie będą najlepsi. Mimo wszystko ci ludzie mieli jakąś klasę i choć nie wygrali, opuścili Fleet Street bez żadnych wyraźnych wyrzutów i pretensji. Zaś kobieta, która zwyciężyła została by porozmawiać ze swoją nową szefową, podpisać umowę i umówić się na otwarcie sklepu na pojutrze. Poza tym pomogła jeszcze Nellie w sprzątaniu po konkursie, co oczywiście nie należało do jej obowiązków, no ale była pomocną osobą i przez to zapunktowała u właścicielki sklepu. Dzięki temu Lovett uwinęła się z tym zdecydowanie szybciej i za jakieś dwie godziny mogła się już spokojnie położyć obok ukochanego i zasnąć.
Kolejnego dnia właściwie odsypiali to całe przedsięwzięcie, zresztą Nellie chciała trochę wykorzystać wolne godziny, z racji tego że kolejne dni miały być powrotem do pracy i to dość intensywnym jak się spodziewała. Sweeney też już powoli zaczynał się zastanawiać nad powrotem do golenia panów, jednak póki co chciał z tym jeszcze poczekać. Nie tylko ze względu na swoje zdrowie, które jeszcze nie było w tak idealnym stanie, by zajmować się klientami przez 8 godzin, ale i chciał jak najbardziej uporządkować sprawę z Johanną, wreszcie odkryć przed nią wszystkie karty.
Lekko po południu wybrali się wspólnie na zakupy, żeby wreszcie spędzić trochę czasu poza domem no i może nieco odświeżyć garderobę. W jednym ze sklepów spotkali Johannę, jak zwykle samotną. Tym razem poszukiwała torebki na ślub, pasującej do jej sukni. Lovett z Todd'em byli w tym samym sklepie dlatego, że Nellie chciała sobie wreszcie sprawić nową suknię. Kiedy przymierzała jedną suknię, a Sweeney czekał na zewnątrz przymierzalni, wciągnęła go do niej, bo była to jedyna okazja to porozmawiania tak, by córka golibrody nie słyszała tej rozmowy.
- Sweetie.. ja wiem, że to dość spontaniczne.. ale teraz mamy Johannę pod ręką, godzina jeszcze nie jest tak późna.. Charles jeszcze pewnie jeździ po mieście, zresztą znasz jego grafik, gdzie może teraz być.. Pewnie wcale nie tak daleko.. Może zrealizujmy nasz plan teraz, hm..? - Nellie uniosła brew i spojrzała mu w oczy, wyczytując z nich zaskoczenie. Dotknęła jego policzka i znów odezwała się. - Mamy tak dobrą okazję.. Po co wymyślać plany i potem stresować się czy wyjdą, czy nie.. Zastanów się..
- Nellie, ja... nie wiem.. czy jestem przygotowany na to wszystko.. Tak nagle zaskoczyć ją tą wiadomością..? Ciężko mi w ogóle psuć tą szczęśliwą bańkę w jakiej ona żyje.. - Sweeney oparł się o ściankę przebieralni z dużym zastanowieniem i wątpliwością. Może był to i dobry pomysł, może nie. Sam już nie był niczego pewien.
- Chyba lepiej zrobić to wcześniej, niż tydzień przed ślubem.. Sweeney, weź się w garść.. Przecież od kilku tygodni tylko o tym myślisz, a teraz martwisz się, że dowie się o tym za wcześnie? Chcesz jej szczęścia, czy nie? Sweeney.. kochanie.. błagam Cię, wykorzystaj to że Turpina jeszcze nie przywieźli do Londynu.. Chyba nie zamierzasz ciągnąć tego przez kolejne tygodnie.. Uwierz mi, że im szybciej, tym lepiej.. - Nellie ujęła dłońmi twarz Todd'a sprawiając, żeby popatrzył jej w oczy. - Wiem, że to ani trochę nie jest łatwe.. ale będę z Tobą..
- Panie Todd.. Pani Lovett..? - Johanna w poszukiwaniu pary dotarła do przebieralni. Całe szczęście nie słyszała ich wcześniejszej rozmowy. Sweeney wyjrzał zza kotary przymierzalni i uśmiechnął się do córki przepraszająco, za to że tak nagle zniknął. - Jesteśmy tutaj, tak.. Pomagałem Nellie zapiąć gorset.. zaraz się pokaże.. - No i po chwili znów zniknął w środku i rzeczywiście pomógł kobiecie w założeniu sukni, by nie wyjść na kłamcę. Nellie spoglądała na niego pytająco względem tamtej sprawy, choć on wciąż nie mógł się zdecydować, czy Johanna dowie się dziś prawdy o swoim narzeczonym, a może nawet więcej, czy nie. Oboje wyszli z przymierzalni, piekarka zdecydowała się na suknię, którą miała na sobie. Johanna również zasiliła ten sklep pieniędzmi, ponieważ zdecydowała się na torebkę. Wkrótce cała trójka wyruszyła dalej, zapuszczając się w coraz to mniejsze, ale urokliwe uliczki miasta.

wtorek, 26 kwietnia 2016

Part 336.

Czas mijał strasznie długo, a przynajmniej tak im się wydawało, lecz w końcu nadszedł czas na pierwszych uczestników konkursu, kiedy Pani Lovett zerkała nieco do kuchni nadzorując też co jej potencjalny pracownik, czy pracownica szykują smacznego do jedzenia. Pan Collins widziała, że przygotowywał gulasz, który pachniał wyśmienicie mięsem i przyprawami, zaś Pani Johnson przygotowywała pierogi, które nadziewała szpinakiem i serem, co również pachniało i wyglądało smakowicie. Przecież liczyła się też forma podania. W końcu Pani Lovett odparła, że zostało ostatnie pięć minut i mogli już powoli układać jedzenie na talerze. Oczywiście Pan Collins zaopatrzony był w głębszy talerz, zaś Pani Johnson w płaski. Powoli podali swojej potrawy na stół, przy którym siedziała Nellie, ze Sweeney’em i oboje wyczekiwali jak na wyrok. Nellie spojrzała z początku na podanie dań. Oczywiście Pan Collins mniej się do tego postarał, no ale tez nie miał wielkiego pola do popisu, upiekł bagietkę, świeżymi liśćmi bazylii udekorował gulasz i wyglądał na dumnego ze swojego dania, które jako pierwsze spróbowała Pani Lovett. Powoli je smakowała, by wiedzieć czy ten gulasz jest na miarę jej sklepu, czy jednak nie.
- Hm… ciekawy ma smak Pana gulasz… Sweeney spróbuj… Gulasz dobrze doprawiony, widzę tłuszcz Pan odciął z mięsa, fasola czerwona, dodał Pan tu piwo… przyprawy.. Mmmm. – Próbowała kolejną łyżeczkę, Sweeney także spróbował gulaszu mężczyzny, był dobry owszem, ale Sweeney i tak był nieco głodny więc mu to smakowało, choć byłoby nawet i średnie, zaś Nellie dalej kontynuowała. - Wyczuwam, czosnek, paprykę, pieprz oczywiście, sok z porzeczki..? Sól…. Kardamon.. nieco mąki pszennej do zagęszczenia… Cebula.. Coś pominęłam..? – Pan Collins był mile zaskoczony, że Pani Lovett jak zawsze sądził oczywiście, nie była amorką, która gotowała co umiała, tylko naprawdę znała się na tym, po tym jak odczytała jego przepis z jedzenia gulaszu. – Sweeney a Ty Kochanie co powiesz smakuje Ci…? – Pan Todd przytaknął kobiecie i zaraz podzielił się z Nellie tym kawałkiem bagietki, no i tu był niestety minus dla Pana Collins’a gdyż bagietka, smakowała niestety niezbyt dobrze.
- Och Panie Collins, coś twarda wyszła Panu bagietka.. troszkę przesolona… - Pan Collins skrzywił się na słowa Pani Lovett, poza tym wiedział, że jednak z pieczywem to on najlepszym piekarzem nie był. – Tak wiem.. to musiałbym troszkę dopracować.. – Lecz nie dziękował, za uznanie gulaszu, bo i tak z góry czuł się przegrany, żałował teraz, że właśnie wziął się za takie danie wiedząc, że pieczywo najlepiej mu nie wychodzi. Lecz czy potem by się to nie wydało, może lepiej teraz niż później? Do tego na deser Pan Collins przyrządził Panna Cotta, co też nie podbiło serca Nellie.
Zaraz przyszła kolej na Panią Johnson, która podała na płaskim talerzu pierogi ze szpinakiem i serem, Sweeney za takim daniem nie przepadał, skrycie mówiąc. Pani Johnson zaraz oznajmiła co znajdowało się na talerzu, by nie było tak jak w przypadku Pana Collins’a, że Nellie wyczuwała kolejne składniki na podniebieniu. A na koniec kobieta dodała. – Mam nadzieję, że będzie smakować. To troszkę inna receptura niż zwykle.. – Nellie skinęła głową i zaraz sięgnęła po widelec i nóż, powoli przekroiła jednego pieroga, by sprawdzić jak wygląda nadzienie, przecież też jadło się wzrokiem, no i to chciała sprawdzić, czy faktycznie w środku jedzenie wygląda smakowicie. Po chwili spróbowała i smakowała przeżuwając co miała w ustach, lecz nie była jakoś bardzo zaskoczona tą potrawą, a nawet sosem, który wydawał się jej jakby musztardowy i to psuło troszkę smak potrawy? Sweeney spróbował jeden kęs i pokręcił głową, jakby chciał powiedzieć Nellie, że „może być”. Po czym napił się herbaty. Nellie zaraz odezwała się do kobiety spokojnym głosem.
- Hmm… powiem szczerze, że nie zaskoczył mnie szczególnie smak szpinaku, nadzienia.. sos, wydaje mi się za ostry.. Powinien być jak już to śmietanowy.. a najlepiej ominąć go do tej potrawy, szpinak jest soczysty i nie potrzebuje, aż takiego przebicia.. Ale nie powiem, że mi nie smakuje dobre są… Dziękuję bardzo.. Ach i deser…– Zaraz kobieta podała na deser mus owocowo kawowy, był dobry, ale dla Pani Lovett zbyt słodki. Nellie uśmiechnęła się, poza tym też upewniła się, że w kuchni jest porządek i kolejna para mogła zacząć przygotowywać swoje dania przepisowe.
- Dobrze.. skoro w kuchni jest porządek.. to zapraszam teraz do gotowania.. Panią Hamilton i Panią Rogers… Proszę przyrządzić nam coś dobrego… Czas oczywiście taki sam, godzina i piętnaście minut… - Kobiety przytaknęły i zaraz powoli z Panią Lovett udały się do kuchni, gdzie zaraz wyzerowała im czas, pierw jeszcze pokazała mniej więcej gdzie co jest, jak poprzednim uczestnikom, no i Panie zabrały się za gotowanie. Todd zaś przeglądał dzisiejszą gazetę siedząc na krześle, ale też zerknął w stronę okna na chwilę. Godziny się dłużyły i dłużyły, Pani Lovett z czasem była już zmęczona, mimo tego dziś nie musiała nic gotować, bo jedzenie próbowała ze Sweeney’em i oboje się tak naprawdę tym najedli, tym bardziej, że Pan Todd zjadł większość porcji przygotowanej przez jedną Panią zupy pomidorowej, jak i schab i czuł się pełny, a Pani Lovett bardzo posmakowało ciasto nadziewane mięsem jako roladki wieprzowe z kminkiem.
A gdy przyszedł czas na Valentino, jak i Panią Hoffman, wtedy zaczęła się wręcz komedia w sklepie Pani Lovett. Valentino więcej zagadywał koleżankę, która z nim rywalizowała, że kobieta w którejś chwili niby w żartem, ale już ze złości sypnęła w jego stronę mąką.
- Och… przecież ja tylko rozmawiam z Panią.. bardzo ładne kopytka, na pewno będą smaczne.. prawda Pani Lovett..? Kobiety tak cudownie gotują… - Valentino, dawno był jeszcze w lesie z robieniem czegokolwiek, mimo że zabrał się za robienie mięsa mielonego, do tego szykował masę ciasta na makaron, niczym jakby chciał tu zrobić spaghetti. A do tego, kiedy szykował jakiś sos do deseru, zaraz chciał dać na łyżeczce do spróbowania Pani Lovett, na co kobieta odezwała się. – Panie Giammetti, teraz niczego nie będę próbować.. dziękuję, ale proszę zająć się gotowaniem, bo zostało panu 50 minut.. a dalej Pan niewiele zrobił tylko rozmawia.. i przeszkadza Pan, Pani Hoffman.. Och… nie da się chyba z panem pracować… - Westchnęła, ale już była poirytowana jego zachowaniem, poza tym zaraz w pobliżu był Todd, na którego zerknęła Pani Hoffman i uśmiechnęła się delikatnie, przygotowując też tarte z kremem budyniowo czekoladowym, co zapowiadało się bardzo smacznie. Valentino zaś nieco gotował, ale i rozmawiał, a gdy Sweeney znalazł się w pobliżu jego, bo sięgał z szafki po szklanki, ale nie przeszkadzał mężczyźnie, a po chwili stawiał je na tacy.
- Ale może jednak spróbowałaby Pani, takie słodziutkie jak Pani… - Todd uniósł brew i odparł do mężczyzny, gdy zajrzał w garnek, patrząc co on tam gotował, a robił mus  czy sos w mniemaniu Todd’a z malin, które zakupili ze sztucznej hodowli i odparł. – Chyba kwaśne… jeśli nie doda Pan cukru.. – Zmierzył wzrokiem mężczyznę, a zaraz z dolnej szafki sięgał po sok z pomarańczy, z dużego kartonu, by go rozlać do szklanek i dać się napić każdemu uczestnikowi konkursu, nawet temu marudzącemu Valentino!
Pani Lovett uśmiechnęła się na słowa Todd’a wiedziała, że zawsze umiał komuś dogryźć, a tym bardziej Valentino, który choć na chwilę milczał i dodawał cukier do sosu. Powoli roznosiły się zapachy w kuchni, Todd poczęstował wszystkich sokiem, no i czekali i czekali na finał. Obiady obu osób, jak i desery ładnie pachniały, ale Todd nawet na chwilę wyszedł przed sklep, bo już było mu tam za gorąco od tych oparów i spoglądał na przechodniów, którzy czasem podchodzili do sklepu Pani Lovett, gdy zobaczyli Todd’a i pytali się kiedy kobieta otworzy swój sklep. Todd jednak póki co mówił, że niebawem, bo nie wiedział dokładnie, kiedy Nellie tak naprawdę otworzy sklep, a nie chciał w nich palić nadziei, jak może coś się zmieni.
W końcu wrócił do sklepu, poza tym Pani Lovett już powoli spoglądała na zegarek, kiedy będzie fajrant, na gotowanie ostatniej pary. Uśmiechnęła się zaraz do Todd’a, gdy spojrzała na niego, a Sweeney westchnął i pochylił się nad uchem kobiety, a zaraz ukradkiem spojrzał do kieszeni na swój zegarek i odparł.
- Nellie… ja od tego próbowania jedzenia, przytyję hehe.. a poza tym długo to jeszcze będzie trwało? – Westchnął niczym znużony tym dniem, poza tym już było koło godziny 19-tej tak naprawdę. Oczywiście Ci co jeszcze nie gotowali mieli przerwę jakby nie było, jedli jak przynieśli swoje kanapki, czy Nellie poczęstowała ich ciastem, bądź każdy też został talerz zupy. Nie chciała by ludzie tutaj byli o pustym żołądku, bo przecież wybór pracownika wyborem, ale nie mogła pozwolić na to by ktoś podczas gotowania zemdlał tu z głodu.
Nellie pogładziła mężczyznę po policzku i odparła zaraz całując jego policzek. – Och Sweetie. Ja wiem, też jestem już nieco zmęczona… Ale no niestety, nie mogłam inaczej tego zrobić.. choć mogłabym bardzo rozciągnąć ten konkurs.. i po dwie osoby umawiać na każdy dzień, czy cztery osoby.. Ale zależy mi na czasie Kochanie.. wiesz..? Ale już kończymy, odpoczniesz.. nie martw się.. A to, że przytyjesz to mi absolutnie nie przeszkadza..! Skarbie… nie uciekaj mi.. jak masz jeszcze dziś siłę możemy wybrać się na mały spacerek, by się przewietrzyć po tym oparach kuchennych, hm..? A potem kąpiel i spać.. bo kolację za chwilkę pewnie zjemy.. mam nadzieję, że ten Włoch zrobi coś zjadliwego.. och.. Ten człowiek jest naprawdę rodowitym Włochem.. Zalotniś, za to pewnie w kuchni niezbyt sobie radzi.. ale podobno Włosi to dobrzy kucharze… - Uśmiechnęła się do Sweeney’a, który pogładził Nellie po ramieniu, uśmiechając się przez chwilę, po czym uniósł brew i odparł nieco niezadowolony na jej słowa.
– Jak go wybierzesz, na swojego pracownika, to chyba oszaleje tutaj.. Nie chcę go tu mieć pod dachem. To podrywacz, nie zależy mu na tym co robi, na pracy, tylko na romansie z Angielką.. Wierz mi.. Tylko to mu po głowie chodzi. A Ciebie już sobie dobrze upatrzył na cel. Na spacer to już dziś chyba trochę za późno Nellie.. zostańmy w domu.. ewentualnie posiedźmy w świetliku... Heh, no wiesz na piętrze w zakładzie moim... No mało może urokliwe miejsce, ale powietrza trochę wpadnie..  Ale wolę się położyć jednak, po tym wszystkim i wykąpać tak.. Czuję, że już pachnę tymi wszystkimi zapachami obiadowo-deserowymi.. Wrrr.. I żadnego Włocha nie chcę tutaj... – Warknął cicho, a Nelie uśmiechnęła się w duchu z wygraną w sercu, wiedząc że Todd’owi nie była obojętna, skoro poirytowało go co powiedziała o Valentino, ale zrobiła to nieco specjalnie, może z premedytacją? Troszeczkę! Ociupinkę tylko! – Pogłaskała Sweeney’a po jego kamizelce, w okolicach jego brzucha i puściła oczka, oczywiście, że przybycie kilogramów u Todd’a by ją bardzo ucieszyło, ale musiała na to troszkę poczekać. Za to cieszyła się, że nie odmawiał jej jedzenia, choć może nie zawsze jadł kolacje, czy zjadł część obiadu, bo martwił się o swoją córkę i Nellie rozumiała to, że problemy sprawiały brak apetytu, lecz nie mogła pozwolić, by przestał jeść w jakiejś części, a co dopiero całkowicie. Wiedziała, że martwiła go sytuacja Johanny i chciał rozwikłać sprawę z Charlie’m, ale za to byli bliżej rozwiązania tej sprawy niż dalej. Tym bardziej, że golibroda tworzył plan złapania Charlie’go na gorącym uczynku. Wystarczyło zabrać tylko Johanne na zakupy w te okolice, gdzie Charlie rozwoził zaopatrzenie po sklepach i przede wszystkim obściskiwał się obcymi kobietami.
A po chwili Nellie spojrzała na zegarek Sweeney’a i odezwała się po chwili przechodząc bliżej kuchni. – Dobrze moi mili państwo..! Czas się skończył..! Ostatnie poprawki na talerzach i zapraszam do siebie! - Pani Lovett zajrzała jeszcze do kuchni sprawdzić co tam naprawdę się dzieję i uśmiechnęła lekko spoglądając na talerze, ale już nie ucieszył ją bałagan na stanowisku pracy mężczyzny. Skomentowała to po chwili. - Panie Giammetti, ale ten bałagan... okropność po prostu... Na miejscu pracy trzeba dbać o porządek, będzie Pan musiał tutaj posprzątać.. Pani Hoffman, nie ma tak brudnego blatu i bałaganu jak Pan na swojej stronie kuchni.. - Nellie zachowywała spokój, ale tak naprawdę była zdenerwowana tym, że coś z dań mężczyzny lało się po szafce na pogłode, garnki zajmowały cały zlew, jak on sobie to wyobrażał, rozumiała to, że gotując zawsze sie nabrudzi, ale w takim nieładzie, nie wyobrażała sobie pracy z kimś takim i miała nadzieję, że Włoch jednak nie okaże się włoskim mistrzem gotowania, bo nie miała zamiaru mieć go w swoim sklepie. Poza tym już wyobraziła sobie jak kokietuje każdą kobietę, by skusić ją na kawałek ciasta, ciastka, babeczki i innych potraw. Na pewno by się to sprawdziło, lecz czy cały czas? Na dłuższą metę,ludzie przestaliby wchodzić, zaglądać do sklepu, przez taką osobę która nie potrafi sprzedać w normalny sposób wypieków, tylko właśnie w taki, kiedy prowadzałby każdego niemal w zakłopotanie.

niedziela, 24 kwietnia 2016

Part 335.

- Hm.. w takim razie zostaniemy troszeczkę dłużej.. czemu nie.. Obowiązki mogą poczekać, też należy nam się chwila wolnego czasu.. Mam w torbie specjalną kaszę dla małego.. jeśli mogę skorzystać z kuchni to zrobiłabym ją.. Tommy ma alergię na pewnie składniki, dlatego nie kupujemy tej znanej kaszki, dostępnej we wszystkich sklepach.. - Johanna uśmiechnęła się do Todd'a i Lovett, po czym sięgnęła do swojej torby by wyjąć z niej wszystkie potrzebne przedmioty i nie brać jej całej do kuchni. Była pod wrażeniem, że dom na Fleet Street tak doskonale był przygotowany na pojawienie się malucha. Przeszło jej przez myśl, że być może jest w tym coś na rzeczy, że nie chodzi tu tylko o pomoc młodym matkom-klientkom sklepu gospodyni, lecz i może to właśnie ona spodziewała się dziecka i ku temu były w kuchni te wszelkie specjalne naczynia. Johanna przecież nie pomyślałaby, że kupiliby te przybory ze względu na jej wizyty, a Pani Lovett i Pan Todd wbrew temu co Nellie powiedziała niedawno, nie są w takim wieku by nie móc już mieć dziecka. Sweeney z córką za chwilę zniknął w kuchni, a Nellie usiadła obok malca, który teoretycznie miał bezpieczne miejsce w foteliku, ale i tak wolała znaleźć się koło niego i pobyć przez chwilę z małym dzieckiem. Bawił się misiem, którego dostał, jednak kiedy obok pojawiła się dla niego nieznajoma postać, przyjrzał się jej tak uważnie jak tylko było na to go stać. Kobieta spoglądała na syna Johanny, nawet miała wrażenie, że widzi w nim pewne podobieństwo do Sweeney'a. Miał jego piękne, brązowe oczy i ciemne włosy, w czym na pewno ręce maczały geny, ponieważ Johanna była blondynką o niebieskich oczach, a Charles miał co prawda ciemniejsze oczy i włosy, ale ich dziecko widocznie tak bardzo nie przejęło cech ojca.
- Jesteś podobny do dziadka, wiesz..? A do tego taki uroczy.. - Nellie szepnęła do dziecka i uśmiechnęła się do niego. Tommy jeszcze co prawda nie zachowywał się w stosunku do niej tak pewnie, ale zmieniło się to kiedy podniosła z podłogi misia, który mu spadł. Wtedy chłopiec jakby zyskał do niej większe zaufanie i sam wyciągnął do niej rączki, by wydostać się z fotelika i pobyć trochę w ramionach kobiety. Pokazywała mu różne rzeczy w pokoju, przemieszczając się po nim, opowiadała mu o różnych rzeczach, by szybko się nie znudził, chociaż i tak nie rozumiał z tego zbyt wiele. Czuła się dobrze w tej sytuacji, a wręcz budziły się w niej uczucia o jakich istnieniu nawet nie miała pojęcia. Wcześniej unikała dzieci, teraz - marzyła by biegał tu właśnie taki malec jak Tommy, owoc jej miłości ze Sweetiem.
Niedługo potem w pokoju znów pojawił się Sweeney wraz z Johanną i chwilowo obserwowali jak Pani Lovett dobrze porozumiewa się z Tommy'm, pokazuje mu przez okno różne sytuacje, które mają miejsce na ulicy. Sweetie przyglądał się swojej ukochanej i uznał, że jest to urokliwy obrazek, zwłaszcza kiedy jego wnuczek zaczepiał paluszkami o włosy Nellie. Spory uśmiech wpełzł na twarz golibrody, po czym odezwał się.
- Nellie.. już jesteśmy, kaszka gotowa.. Więc na drugie danie planujemy naleśniki, hm..? Podgrzewać już zupę..? - Podał córce miseczkę z kaszką i postawił krzesło przy foteliku, by Johanna mogła usiąść i nakarmić Tommy'ego. Nellie zaś odeszła od okna, a Sweeney przejął od niej malca i posadził go na miejscu.
- Tak, zaraz usmażę.. Posiedź tutaj z Johanną i Tommy'm, by nie byli sami, a ja zajmę się obiadem.. Polubiliśmy się z małym.. jest bardzo grzeczny, nie to co w domu.. chyba musicie przybywać tutaj częściej Johanno.. - Nellie uśmiechnęła się do córki Todd'a, popatrzyła na całą trójkę jeszcze przez chwilkę, a następnie zniknęła w kuchni. Chciała zostawić Sweeney'a z córką, dać im ten wspólny czas, którego na pewno będzie więcej za jakiś czas, lecz to był już jakiś rodzaj wstępu. Włączyła garnek z zupą pomidorową i zaraz po tym zabrała się za przygotowanie naleśników. Do tego zaniosła do jadalni dzbanek pełen herbaty wraz z różnymi dżemami, które każdy mógł sobie nałożyć wedle uznania i pokrojone ciasto na deser. Wkrótce wszyscy zabrali się do jedzenia, a Tommy nieco już znużony usnął w foteliku, lecz został przeniesiony na kanapę dla większej wygody. Za to między dorosłymi toczyły się różnego rodzaju rozmowy, lecz na pewno nie było ponuro i wszyscy dogadywali się ze sobą. Nie był to w końcu pierwszy obiad czy pierwsza wizyta Johanny.
Mimo wszystko tematem, którego starali się najbardziej unikać był ślub młodej kobiety, co wcale nie było takie proste zwłaszcza kiedy wydarzenie coraz bardziej się zbliżało i było jak najbardziej na topie. Jednak w pewnym momencie córka golibrody wstała od stołu, sięgnęła do swojej torby i wyciągnęła z niej kopertę. Sweeney spojrzał na Nellie, a ona na niego, nie wiedzieli czego się teraz spodziewać.
- Głównym powodem, dla którego chciałam się dzisiaj spotkać z państwem.. to zaproszenie.. Wiem jak to wygląda, że robię to sama, nie z Charlie'm.. jak należy.. Lecz jest bardzo zapracowanym człowiekiem, w weekendy ostatnio też.. dlatego nie chcę go fatygować do chodzenia po różnych domach.. A ślub zbliża się coraz bardziej.. dlatego nie wypada mi nic nie wspominać o zaproszeniu  podczas kolejnych odwiedzin u państwa.. po prostu źle się z tym czuję.. - Spojrzała na nich w pewnym sensie przepraszająco, a do tego czuła się trochę głupio wspominając pewną rozmowę o Charlesie, która miała miejsce właśnie w tym domu, głównie z racji tego, że nie podjęła kroków by dowiedzieć się czegoś więcej o narzeczonym. Tym bardziej sprowadzić go tutaj przynajmniej by ich zaprosić i pokazać, że jednak nie jest taka samotna w organizacji ślubu.
Para podniosła się z krzeseł. Oboje doświadczali teraz różnych emocji, mieli chęć wyznać jej prawdę, lecz przecież musieli jeszcze zachować to w tajemnicy. - Będzie to dla nas zaszczyt jeśli pojawią się państwo zarówno na ślubie, jak i weselu.. 28 maja.. w katedrze św. Pawła.. Wszystkie informacje są właściwie w środku.. Charlie dotrzeć dzisiaj nie mógł, ale wtedy pojawi się na pewno.. - Johanna uśmiechnęła się do nich i wręczyła zaproszenie Nellie, która zaraz ją przytuliła. Musiała trochę wydobyć z siebie aktorkę, która ogromnie cieszy się na ten ślub, ale nie wyszło jej to tak źle.
- Dziękujemy, dziękujemy..! Z pewnością przybędziemy... - Nellie otworzyła kopertę, z której wydobyła ozdobne zaproszenie, zajrzała do środka i przyjrzała się mu z ciekawością. Po niej kawałek eleganckiego papieru przejął Sweeney, który poczuł taki żal w sercu, że jego córka wkłada tyle swoich starań w ten ślub, a sama przekona się wkrótce, że ten związek to jedna wielka pomyłka. Jak nie jej największa życiowa pomyłka. Mimo to uśmiechnął się i nie dał jej w żaden sposób poznać swoich myśli.
Można więc rzec, że popołudnie spędzili w dobrym nastroju i towarzystwie. Johanna z synkiem opuścili Fleet Street w okolicach 19. Po tym Sweeney zajął się zmywaniem i sprzątaniem, spotkanie z córką i wnukiem owszem wywołało w nim pozytywne emocje, ale wciąż widział Charlesa obściskującego się z nieznajomą, a widok zaproszenia wywoływał w nim wściekłość. Dlatego też prędko znalazło się w koszu. Nellie doskonale wiedząc o czym myśli mężczyzna wolała się trochę usunąć, nie chciała po prostu kolejny raz zapewniać go o tym, że niebawem skończy się ta chora sytuacja, a Johanna dowie się prawdy. Potrzebowali nieco wolnej przestrzeni na własne przemyślenia, co nie znaczy, że nie okazali sobie czułości przed snem. Jednak do tej pory Nellie zażyła długiej, gorącej kąpieli, przeczytała dość sporo stron pewnej tragedii Szekspira, a nawet rozmawiała z kolejną chętną na posadę w jej sklepie panią. Sweeney po uprzątnięciu w kuchni, zszedł do piwnicy i tam zajął się renowacją krzesła, które już dawno się o to prosiło. Jednakże czynił to głównie po to, by zająć czymś swoje myśli.
(...)
Kolejny tydzień minął dość szybko. Właściwie każdy kolejny dzień wyglądał podobnie. Pan Todd często wychodził z domu, brał ze sobą notes i ołówek, niczym jak detektyw na tropie śledztwa. Przyczyna tych wszystkich wyjść i dość specyficznych zachowań, była z innej perspektywy dość dziwna i podejrzana, jednak oczywiste było, że golibroda śledzi Charlesa. Chciał poznać wszystkie jego ścieżki, sklepy do których dostarczał alkohole i ilość kobiet z jakimi zabawiał się przy większości z nich, choć o tym chyba najmniej akurat chciał wiedzieć. Przez te wycieczki często wracał do domu bardzo zmęczony, przez dość długie spacery i zły przez to co zobaczył nie mogąc jeszcze zainterweniować. Nellie zdecydowanie nie była z tego faktu zadowolona. Miała go co prawda przy sobie, jednak brakowało jej tych czułych chwil pomiędzy nimi i świadomości, że myśli głównie o niej, a nie o tym jak zlikwidować Charlesa za jego zdrady, ponieważ nawet mimo swoich starań był nieobecny.
Należy jednak przyznać, że dowiedział się dość sporo, poznał zasięg jego dostaw ograniczający się do ścisłego centrum Londynu oraz to, że pod tymi większymi galeriami alkoholi zawsze czekały na niego kobiety, stałe kochanki. Dokładnie trzy - dwie brunetki i ruda. Sweeney może nie tak bardzo znał, ale kojarzył męża jednego z nich, ponieważ był to znajomy jego dobrego znajomego. A że była to nie tylko jednostronna zdrada Charlesa, ale i wina tej kobiety zamierzał powiadomić również jej mężczyznę. Może był mściwy, ale chciał sprawić żeby wszystkie zaangażowane w cierpienie Johanny osoby poniosły jakieś konsekwencje.
Pani Lovett również nie narzekała w tym czasie na brak pracy. Na początku nawet nie podejrzewała, że do konkursu zgłosi się tyle osób. Ostatecznie uzbierało się ich około trzydziestu. Lecz przeprowadzenie konkursu przy takiej ilości osób było zwyczajnie niemożliwe, lub trwałoby co najmniej tydzień. Liczbę należało ograniczyć do maksymalnie dziesięciu, a głównym kryterium okazało się miejsce zamieszkania potencjalnych pracowników.
Nellie liczyła na kogoś, kto zamieszkuje niedaleko Fleet Street i poniekąd żałowała, że nie napisała tej informacji na ogłoszeniu, ponieważ możliwe, że straciła świetnego kucharza przez jego dalszy od sklepu adres. Jednak na to nic nie dało się poradzić, kobieta szukała dość elastycznego pracownika, który nawet poza godzinami pracy był w stanie jej pomóc, a nie dojeżdżać w tym czasie powozem. Wszelkie osoby zostały poinformowane i kolejnym etapem było przygotowanie potrzebnych produktów. Zostały one zakupione nie tylko w celach konkursowych, lecz i na można rzecz - nowe otwarcie sklepu. Było ich naprawdę sporo, wypełniły jeden z większych dostawczych wozów i pochłonęły sporą ilość pieniędzy, lecz Pani Lovett wierzyła, że te wszelkie koszty się zwrócą, a ruch będzie duży bo w końcu wiele osób oznajmiło jej swoją tęsknotę za słynnymi słodkościami czy potrawami. Oprócz tego w mieście pojawiły się promocyjne plakaty, mające poinformować londyńczyków o wznowieniu działalności sklepu w kolejnym tygodniu.
(...)
Dzień konkursu na stanowisko pracy u boku Pani Lovett. Punktualnie o 12, wszyscy zakwalifikowani do drugiego etapu zjawili się przed sklepem. Niebawem zostali wpuszczeni do środka, pozbyli się swojej odzieży wierzchniej i zasiedli przy stolikach przeznaczonych dla gości, by posłuchać co przyszła szefowa ma do powiedzenia.
- Witajcie! Jest mi niezmiernie miło gościć was tutaj. Gościć osoby, pasjonatów gotowania pośród których jest zwycięzca - osoba, która zachwyci mnie swoją pomysłowością i wybitnymi zdolnościami kulinarnymi.. Co do tego należy się jednak uzbroić w cierpliwość. Nie ukrywam, że całe przedsięwzięcie zajmie nam większość dnia. Nigdy nie brałam uwagi, że moja działalność rozwinie się do tego stopnia, że będę potrzebowała pomocy.. Z tego względu moja kuchnia nie jest zbyt wielka i postanowiłam konkurs podzielić na pięć tur, po dwie osoby.. Zaraz wymienię poszczególne nazwiska. Przygotować należy: danie główne i deser. Nie określam co dokładnie, ponieważ liczę tu na.. jak już wcześniej wspominałam kreatywność.. Nie muszę również wymagać tych samych dań od dziesięciu osób, ponieważ na podstawie tego, co przygotujecie też dojdę do pewnych wniosków.. Wasze wytwory mogą zarówno od razu przekreślić jak i oczarować. Na przygotowanie tego, czym zamierzacie mnie zachwycić macie dokładnie godzinę i piętnaście minut. Pierwszymi konkurentami są.. pan Collins i pani Johnson. Wszystkie składniki znajdują się w kuchni. Do dzieła! - Nellie uśmiechnęła się zachęcająco do wszystkich znajdujących się tutaj i kiedy pierwsze osoby zniknęły w kuchni, odetchnęła. Nie bała się publicznych wystąpień, lecz jednak zagnieździł się w niej stres, sama dokładnie nie wiedziała dlaczego.
Oczywiście Sweeney był przy niej i wspierał ukochaną, tym razem nie udał się do miasta. Gdy pojawił się w sklepie część kobiet wzdrygnęła się na jego dość ponury wygląd, a część dostrzegła w nim przystojnego mężczyznę i obiekt westchnień o charakterystycznej urodzie.
Oprócz Sebastiana Collinsa był tam jeszcze jeden mężczyzna, lecz on raczej nie wyróżniał się stylem swojego ubioru, czy mowy. Był Włochem i to sprawiało, że jego uroda wyglądała bardziej egzotycznie. Co więcej, wpadła mu w oko Pani Lovett i raczej nie starał się tego ukrywać, zupełnie jakby myślał, że jest jedną z tych pozbawionych rozumu niewiast, które dadzą się przekupić garstką komplementów. A jeśli już zaczynały dziać się takie rzeczy, to dla Nellie było jasne, że nie jest on taki wyśmienity w gotowaniu i miłymi słówkami pragnie to nadrobić.
- Zastanawiam się.. kiedy konkretnie chce Pani otworzyć sklep..? Jutro, za kilka dni..? Słyszałem od mieszkańców City.. i nie tylko jak bardzo tęsknią za słynnymi pasztecikami.. Och, ale nie tylko z pasztecików jest pani słynna w Londynie.. ta uroda, tak wyróżniająca się z tłumu..! - Valentino obrzucił spojrzeniem kobietę, lecz w jego oczach widziała grę. Sama zastanowiła się, czy wygląda na tak naiwną? Adorowanie kobiety, nawet jeśli była mężatką nie było czymś zakazanym, wręcz dość popularnym. Lecz nie w taki sposób! To raczej było niegrzeczne, a przynajmniej tak to odbierała. Przecież dla niej istniał tylko Sweeney i nie liczyły się komplementy od innych mężczyzn, bez względu na to, że to było dość powszechną sprawą. Tutaj chodziło jedynie o pozyskanie względów i zatrudnienie go. Pani Lovett uśmiechnęła się do niego lekko, a z tej sytuacji właściwie uratował ją Sweetie, który przyniósł sobie i jej po kubku napoju. Słyszał wszystko, co Valentino mówił do kobiety, nie tylko to co teraz, lecz i wcześniej, dlatego kiedy tylko usiadł obok niej pocałował Nellie tak, że sprowadził na nich spojrzenia reszty osób i jednocześnie dał znać Włochowi, by sobie na zbyt wiele nie pozwalał. Nellie szepnęła na ucho Todd'owi, że dziękuje, po czym odwróciła się już do Valentino.
- Sklep chcę otworzyć jak najszybciej, mam nadzieję że dzisiaj wyłonimy zwycięzcę.. choć jeśli poziom będzie wysoki, niewykluczone że jutro odbędzie się dogrywka.. Lecz szczerze mówiąc chciałabym załatwić wszystko dzisiaj.. To miłe, dziękuję, mam nadzieję że wreszcie zadowolę swoich zaniedbanych klientów.. - Napiła się gorącej małej czarnej i dotknęła dłoni Sweeney'a, odezwała się do niego bardziej ściszonym głosem. - A my niedługo zrealizujemy nasz plan, prawda Sweetie..? Wszystko wróci na właściwe tory.. - Oparła głowę na ramieniu Todd'a, poczuła jak westchnął sam nie będąc pewien jak potoczą się kolejne dni. Jednak ścisnął na to jej dłoń, co znaczyło że nie miał tak tragicznego nastroju. Oboje spojrzeli na zegarek, czas zdawał się dłużyć, chociaż tam w kuchni dwoje uczestników pracowało teraz intensywnie.

Golenie Gentlemanów i czas tradycyjnych wypieków!

Golenie Gentlemanów!

Londyn był miastem opanowanym przez choroby i korupcję, brudnym i pełnym nędzy. W Anglii zakłady balwierskie i fryzjerskie ozdobione były tyczką pomalowaną ukośnie w biało-czerwone paski (czerwony kolor miał symbolizować krew), tak też wygląda tyczka przy zakładzie fryzjerskim Sweeney’a. Jego umiejętności manualne, poprzez naukę fechtunku, który zdobył kształcąc się w zawodzie balwierza przydały mu się do zdobycia można powiedzieć sławy poprzez choćby wygranie konkursu na najlepszego golibrodę w Londynie (historia przedstawiona przez autorów bloga). Todd dzięki znajomości i z jednej strony przygarnięcia go pod swoje skrzydła Pani Lovett otworzył zakład balwierski pod numerem 186 przy Fleet Street, obok kościoła św. Dunstana. Z kobietą Todd stworzył coś co nazwać można więcej niż interesem, czystą współpracą, stworzyli coś co mimo ich odmiennych zawodów, można było powiedzieć, dało im siłę na to, że smutny zatłoczony smołą i smogiem Londyn, jest jeszcze czegoś wart, niż tylko zwykłej codzienności. Codzienności, która opierała się na tych samych codziennych czynnościach, tym co powodowało ogólny smutek i melancholie każdego smętnego zwykłego dnia.
W czasach, o których mówię, po lewej stronie Bell Yard, idąc od Carey Street, mieścił się jeden z najwyżej w Londynie cenionych sklepów z pasztecikami cielęcymi i wieprzowymi. Wszyscy
- wielcy i mali, ubodzy i bogaci - musieli ich spróbować. Jak Londyn długi i szeroki niosła się sława tych wypieków i co dzień, punktualnie w południe, skoro tylko wyjęto z pieca pierwszą ich partię, przed sklepem zaczynał kłębić się tłum oczekujących.
To opowieść, która porwie nie jedną osobę. To pełna namiętności historia o człowieku, który został skrzywdzony i szuka zemsty, i który podczas przygotowań do zemsty traci czasami rozum.  Jest to też historia o zakochanej w nim kobiecie, która mimo całej swojej miłości nie może się do niego naprawdę zbliżyć, ale kto powiedział, że tego nie zrobiła? I o młodej dziewczynie, wychowanej przez okrutnego ojczyma, która szuka miłości i szczęścia. Wszystkie te wątki emocjonalne zbiegają się w „Sweeneyu Toddzie”. Kto by pomyślał, że zemsta, balwierstwo, jak i też umiejętność doskonałych wypieków, kryjąca się w delikatnych dłoniach kobiety, może zbliżyć tak odmienne od siebie postaci. Dziwne pokrewieństwo dusz, z pozoru nie pasujące całkiem do siebie: On człowiek z problemami, depresją, niemal wypisaną w oczach, a Ona kobieta o żywym spojrzeniu na świat, z dużą dozą humoru i energii, połączy coś co możemy dziś śmiało nazwać uczuciem.
Dziś jednak nafaszeruję paszteciki mięsem, a nie romansem, nie będzie też miłości do Pani Lovett, a będzie miłość do brzytwy… I to jest dziś naszym kluczowym wyznacznikiem.


Pytanie 1:
Technika balwiarska. Co należy zrobić na samym początku, gdy przygotowujemy naszego klienta-pacjenta do pozbycia się z jego twarzy zarostu?
Odpowiedzi:
A. Należy umyć twarz wodą z mydłem i wytrzeć ją delikatnie ręcznikiem.
B. Zwilżamy twarz mokrym i gorącym ręcznikiem.
C. Wcieramy w zarost olejek do zmiękczenia go.


Pytanie 2:
Jakie są etapy szlifowania brzytwy na pasku? Uporządkuj poprawną kolejność według swojego uznania.
Odpowiedzi:
A. Po dojściu na koniec paska należy przekręcić brzytwę tak, żeby grzbiet brzytwy był osią obrotu.
B. Po przekręceniu brzytwy przesunąć brzytwę z powrotem. Należy upewnić się, ze ostrze leży na skórze.
C. Jeden koniec paska zaczepić w stabilnym punkcie i napiąć go. Ustawić ostrze płasko na powierzchni skóry pasa. Należy upewnić się, że leży płasko na napiętej skórze,
następnie przesuwać ostrze prosto grzbietem do przodu nie naciskając zbyt mocno na pasek.


Pytanie 3:
Czy należy zrobić po zwilżeniu twarzy przed goleniem?
Odpowiedzi:
A. Zabrać się do golenia.
B. Nawilżyć twarz jeszcze raz, by zarost był jeszcze bardziej miękki.
C. Nawilżyć twarz stosując specjalny olejek przed goleniem, albo inny kosmetyk nawilżający skórę.


Pytanie 4:
Co tworzy pianę do golenia?
Odpowiedzi:
A. Specjalny gotowy kosmetyk, który wystarczy tylko nałożyć na twarz.
B. Mydło do golenia z odrobiną wody.
C. Mydło do golenia z olejkiem.


Pytanie 5:
Czy brzytwę należy zwilżyć przez goleniem? Pierwszy etap golenia jest z włosem, czy pod włos?
Odpowiedzi:
A. Nie ma takiej potrzeby. Pod włos.
B. Nie, to zbędne, skoro nasz kosmetyk i tak jest kremowy. Z włosem.
C. Oczywiście, że trzeba zwilżyć brzytwę. Z włosem.


Pytanie 6:
Pod jakim kątem należy golić, by nie spowodować zacięcia, bądź innego problemu? Od czego zaczynamy golenie? (która część twarzy według reguły wymaga tego najpierw)
Odpowiedzi:
A.
30°.Golenie zaczynamy od baczków, potem kolejny punkt to policzek, szyja pod policzkiem, broda i wąsy.
B. 35°. Golenie zaczynamy od policzka, szyi policzka, baki, wąsy i broda,
C. 40°. Golenie zaczynamy od wąsów, następnie broda, policzki, szyja pod policzkiem i baki.



Czas tradycyjnych wypieków!

„Wśród ulic, które rój lichwiarzy wykupił wraz z Tamizą mętną, błądzę – i widzę w każdej twarzy słabości i niedoli piętno” – w taki sposób William Blake zapraszał na przechadzkę po Londynie końca XVIII wieku. Miasto-moloch, pełne „klątw i dziecięcych krzyków”, młodocianych prostytutek niosących „śmierć i zarazę” prosto w „małżeńskie łoża”, ciemnych ścian kościołów i „spływających krwią pałaców” to także antycypacja Londynu z samego serca epoki wiktoriańskiej.
Podobnie puste, choć na pozór gorączkowe i celowe, jest „uwijanie się w interesach”. Pani Lovett jest tylko odrobinę gorsza od swojej konkurencji, która do pasztecików dodaje zdechłe koty i psy… bądź coś innego, bardziej ludzkiego… „Wszak ciężkie czasy nastały, panie Todd..”…


Pytanie 1:
Czy paszteciki pani Lovett były nadziewane tylko mięsem? (Pytanie o znajomość filmu)
Odpowiedzi:
A. Nie, Pani Lovett nadziała paszteciki i z mięsem i na słodko.
B. Tak, Pani Lovett robiła tylko paszteciki mięsne, poprzez które zasłynęła w Londynie.
C. Nie, Pani Lovett nadziała paszteciki i na słodko i mięsem, bądź inny
mi potrawami, jak kasza, czy warzywa.


Pytanie 2:
Jakich przypraw używała Pani Lovett do przyrządzenia pasztecików? (strzelajcie co to może być, może każda odpowiedź jest dobra?)
Odpowiedzi:
A. Ziele angielskie, liść laurowy, pieprz i sól.
B. Rozmaryn, bazylia, pieprz i sól.
C. Tymianek, bazylia, pieprz i sól.


Pytanie 3:
Gotowe paszteciki Pani Lovett przedstawiały jaki kształt, nazwę określoną dla tego ciasta?
Odpowiedzi:
A. Wyglądały jak małe tartaletki.
B. Wyglądały jak babeczki, bądź muffiny.
C. Wyglądały jak ciastka w foremkach średniej wielkości.


Pytanie 4:
Czy Pani Lovett zważała na to, czy w jej kuchni jest czysto? Czy jednak w jej daniach, pasztecikach lądowały jakieś przypadkowe szkodniki?
Odpowiedzi:
A. Nie przejmowała się zbytnio czystością sklepu. Oczywiście, że tak trafiało tam robactwo.
B. Dbała o wszelki porządek w sklepie, bała się o kontrolę sanepidu. Oczywiście, że nie! Przecież była przesadną pedantką!
C. Nie zwracała na to zbytnio uwagi, gdzie było brudno to przetarła, ale nie szalała na tym punkcie. Starała się o to, by przy jej pasztecikach nie kręciły się nawet muchy!


Pytanie 5:
Pani Lovett prowadziła sklep. A miała swój specjalny przepis na paszteciki? Jakiś tajemniczy składnik, który zapewniał jej sławę w okolicy?
Odpowiedzi:
A. Nie, nic takiego nie posiadała.
B. Tak, miała. Jej tajemniczy składnik to ludzkie mięso.
C. Miała swój stary przepis na paszteciki, z którego korzystała. A jej tajemniczy składnik to rozmaryn i ząbek czosnku.


Pytanie 6:
Jaki napój podawała Pani Lovett swoim klientom do pasztecików?
Odpowiedzi:
A. Gin.
B. To co sobie każdy zamówił np. piwo, herbatę, sok.
C. Nie wiadomo, nie było to sprecyzowane. Tylko paszteciki były słynne, ale nie napoje.



Znajdą się chętni by wziąć udział w tym quizie? Czy jednak nie warto by Pan Todd i Pani Lovett dla Was się starali jakkolwiek urozmaicić czytanie także komukolwiek ten blog? Hm?
Ps. Oboje czujemy się zawiedzeni i smutni, że nie interesuje Was to co tu dla Was robimy.


sobota, 16 kwietnia 2016

Quiz od Mhrocznych Pisarzy!

UWAGA!
Dziś 17 kwietnia i jutro 18 kwietnia (niedziela i poniedziałek), Pan Todd podpowiada w Quizie jeśli ktoś byłby zainteresowany może pisać na email: sweeneysstory@gmail.com Zapraszam!

Opis : Benjamin Barker został niesłusznie oskarżony o przestępstwo i skazany na wygnanie. Wyrok wydał sędzia Turpin, który wykorzystał stanowisko i wpływy, by pozbyć się Barkera, a następnie zgwałcił jego żonę i porwał córkę. Pod przybranym nazwiskiem, jako Sweeney Todd, Barker wraca do stolicy. Pełen nienawiści planuje zemstę. Wspólnie z Panią Lovett otwiera salon, w którym strzyże i goli mężczyzn. Tymczasem doskonałe wypieki Pani Lovett, zdobywają ogromne uznanie londyńczyków.


Pytanie numer: 1
Wprowadzenie do pytania:  

Sweeney Todd to w rzeczywistości golibroda Benjamin Barker, który został niesłusznie skazany na 15 lat pobytu w kolonii karnej w Australii. W ten sposób skorumpowany sędzia postanowił odsunąć Benjamina od jego pięknej żony, na którą sam miał chrapkę. Po powrocie do Londynu Todd dowiaduje się, że żona, zgwałcona, zażyła truciznę, a córka przebywa zamknięta w domu znienawidzonego sędziego. Zrozpaczony Todd poprzysięga zemstę. Zanim jednak dobierze się do swego oprawcy, zarżnie srebrnymi brzytwami sporą część męskiej populacji Londynu.

Pytanie:  
Czy Sweeney Todd zawsze nosi przy sobie brzytwę?
Odpowiedzi:
A. Tak, bo sprawia ona, że czuje się bezpiecznie w razie niebezpieczeństwa.
B. Nie, bo używa tych narzędzi tylko w swoim zakładzie.
C. Czasami rozstaje się z nimi.
D. Za dnia nosi brzytwy cały czas przy sobie, a nocą chowa jedną pod poduszkę.



Pytanie numer: 2
Wprowadzenie do pytania:

Nellie Lovett jest piekarką w jednym z londyńskich sklepów. Jej wypieki z początku nie trafiają za bardzo w gusta i podniebienia klientów, bo mięso jest drogie i Pani Lovett musi używać tańszych produktów do ich upieczenia. Lecz z czasem się to zmienia, tym bardziej, gdy na jej drodze życia pojawia się po latach, jej miłość, której nigdy nie zapomniała. Choć Sweeney Todd jest w stosunku do niej obojętny, kobieta widząc go u progu swych drzwi czuje w tym niewiarygodną szansę i wiarę, na to, że za jakiś czas jej dotychczasowe życie się zmieni.

Pytanie:  
Jakie wypieki z Pani Lovett sklepu zostają wykupywane najszybciej?
Odpowiedzi:
A Paszteciki mięsne.
B. Różne rodzaje wypieków, paszteciki, dania obiadowe jak i wypieki słodkie.
C. Ciasta i babeczki.
D. Pieczywo.



Pytanie numer: 3
Wprowadzenie do pytania:  

Nad morzem, panie Todd. To życie, którego pragnę; Nad morzem, panie Todd,
Ooh, wiem, że byś je pokochał!
Ty i ja, panie T., Mogliśmy być samotni, w domu, który byłby niemal nasz, nad morzem...
- Wszystko, co powiesz. Czy nie byłoby doskonale?
Pomyśl jak byłoby przytulnie. Pod naszą pościelą, kiedy będziemy tylko Ty i ja i Angielski Kanał... W naszym wygodnym ustroniu, byłoby schludnie i czysto, W każdy piątek odwiedzaliby nas przyjaciele... Nad morze... Nie kochasz pogody nad morzem? Zestarzelibyśmy się razem. Nad wybrzeżem... Nad przepięknym morzem!

Pytanie:  
Sweeney i Nellie wybrali się do Newcastle, jak nazywali się rodzice Todd'a mieszkający tam?
Odpowiedzi:
A. Wilson i Judy.
B. Bernard i Berta.
C. Edward i Helena.
D. Joseph i Isabel.



Pytanie numer: 4
Wprowadzenie do pytania:  

Jestem Adolfo Pirelli, Król golibrodów, Golibroda króli,
Dzień dobry, miłego dnia, Przesyłam buziaka!
I ja, słynny Pirelli, Chciałbym wiedzieć, kto ma czelność powiedzieć, że mój eliksir to siki!
Kto to mówi?!
- Ja.
Teraz panie, panowie, Mieszamy pianę
Ale najpierw zbierzcie się wokół, Panie, panowie, Widzicie człowieka, który miał chwałę golić papieża. Panie mądry Sweeney Och, proszę o przebaczenie. Zarzuć mi kłamstwo, że to tylko kardynał Nie! To był Papież!

Pytanie:  
Co stało z Adolfo Pirelli według historii przedstawionej przez autorów na blogu?
Odpowiedzi:
A. Został zdyskwalifikowany w konkursie golibrodów, nic mu się nie stało.
B. Został potrącony przypadkowym powozem i zginął na miejscu.
C. Został aresztowany i wywieziony do więzienia w Tower of London, gdzie powiesił się.
D. Został zabity przez Sweeney'a Todd'a żelazkiem.



Pytanie numer: 5
Wprowadzenie do pytania:

Mrok zalewa Londyn, smoła wyczuwalna jest w powietrzu, a co jakiś czas czuć i widać krople opadające z nieba na wszystko co na ziemi. Im bardziej ciemno się robi, tym większy strach, by pójść szybko do domu jak z duszą na ramieniu, by zdążyć przed krokami czyhającymi za rogiem. Bezpiecznie zamknąć drzwi i odetchnąć z ulgą, że tutaj zło nie dotrze tej nocy.

Pytanie:
Nad Sweeney'em nie raz czyhały czarne chmury. Ale czy kiedykolwiek Nellie wygnała go ze swojego dobytku?
Odpowiedzi:
A. Nie, nigdy. Nie byłaby do tego zdolna.
B. Zrobiła to dwa razy.
C Sweeney tylko u Nellie wynajmuje piętro do celów zawodowych, nie mieszka tam.
D. Tak, zrobiła to raz.



Pytanie numer: 6
Wprowadzenie do pytania:  

Kim jest mężczyzna, który bez pamięci zakochuje się w kobiecie, używa swojej władzy, by skazać jej męża na banicję, ją samą bierze siłą i doprowadza do samobójstwa, a potem przez lata więzi jej córkę? Turpin to człowiek o posępnej twarzy i zimnym spojrzeniu. Z jednej strony bezduszny sędzia i tyran, z drugiej mężczyzna trawiony nieszczęśliwą miłością.

Pytanie:  
Sędzia Turpin. Jakie kłamstwo obnażył podczas przyjęcia, oczerniając tym samym Todd'a na oczach tych wszystkich ludzi?
Odpowiedzi:
A. Powiedział, że Todd zgwałcił jego kobietę.
B. Wyjawił, że to Todd zabił swoją żonę z zimną krwią.
C. Aresztował Todd'a przy wszystkich i powiedział, że Sweeney jest mordercą, który zabił szewca z okolicy.
D. Wyznał, że to Sweeney jakiś czas temu okradał londyńskie sklepy i domy.



Pytanie numer: 7
Wprowadzenie do pytania:  

Spokojnie. Cicho, kochany, cicho. Nie zadręczaj się, Po co ten pośpiech?
Zatrzymaj swoje myśli miłe i bogate, Czekaj.
Cicho, kochany, cicho. Myśl poprzez to.
Pęknie bańka, co wtedy zrobisz? Zobacz to zamknięte.
Pozwól to warzyć. Czekaj.
Zastanawiam się nad kwiatami. Może stokrotki. Rozjaśnią ten pokój.
Co powiesz o kwiatach, pięknych stokrotkach, może ulżą ciemnościom?
Ah, czekaj, kochany, czekaj.

Pytanie:  
Jak nazywał się niedoszły narzeczony Nellie Lovett, z którym kobieta pojawiła się u progu swojego sklepu, po dość długim czasie nieobecności?
Odpowiedzi:
A. Wilson Satan.
B. Edward Todd.
C. William McCartney.
D. Charles Grand.



Pytanie numer 8.
Wprowadzenie do pytania:

Mieć swój kąt, gdzie jest miejsce na własne myśli. Spoglądanie na ludzi z piętra, gdzie świetlik nocny jak na dłoni, czy tam mieszka Pan Todd? A może jego miejsce na ziemi to czyjeś serce? Może jego łóżkiem jest ławka? A może nadal mieszka z rodzicami? Gdziekolwiek by nie był, jego serce pozostanie w jednym miejscu.

Pytanie:
Gdzie Pan Todd mieszkał przez ostatnie lata?
Odpowiedzi:
A. Sweeney Todd mieszkał u Pani Lovett, nie zmieniał miejsca zamieszkania.
B. Sweeney Todd mieszkał ze swoją córką i jej synkiem, a swoim wnukiem, w wynajętym mieszkaniu.
C. Sweeney Todd mieszkał u Pani Lovett, ale potem musiał się wyprowadzić i potem mieszkał w wynajętej kawalerce, lecz potem znów wrócił do Pani Lovett.
D. Sweeney Todd mieszkał w Newcastle, a obecnie szuka stałego miejsca zamieszkania.



Pytanie numer 9.
Wprowadzenie do pytania (Pytanie filmowe):

Mały iście niepozorny, o dość dziwnym i dzikim spojrzeniu. Asystent wroga Todd'a, który pomaga mu w pracy, mimo że Adolfo Pirelli źle traktuje chłopca. Wkrótce sierota trafia pod skrzydła Pani Lovett, po zabiciu jego Pana. Todd nie trawi zbytnio tego dziecka, bo chłopiec za bardzo węszy i domyśla się co stało się z jego Panem. A może wyjechał? A jego domysły są mylne? Za to mały zguba przepada za jedzeniem Pani Lovett, choć może do czasu?

Pytanie:
Toby na filmie pije specyficzny napój, jak on się nazywa?
Odpowiedzi:
A. Wino domowej roboty Pani Lovett.
B. Sok jabłkowy.
C. Rum przywieziony przez Todd'a z Australii.
D. Gin.



Pytanie numer 10.
Wprowadzenie do pytania (Pytanie filmowe):

Beadle Bamford, można powiedzieć, że wygląda jak spasiony szczur kanałowy? Bo czy go nie przypomina? Te zęby, to spojrzenie? Trochę jak zwierzę z chlewu, które pnie się do jedzenia! Mimo,
że nie jest ukazany jak żarłoczny osobnik, na takiego wygląda. Nie jest osobą godną zaufania, jest sprośny, bezczelny i dość odrażający.

Pytanie:
Kim tak naprawdę jest Beadle Bamford i z czym na co dzień się nie rozstaje?
Odpowiedzi:
A. Pracuje dla Turpina, jego zadaniem jest wykonywanie brudnej roboty powierzonej przez swojego pracodawcę. Nigdy nie rozstaje się ze swoją laską, która służy mu do podpierania się kiedy idzie.
B Pracuje w zakładzie krawieckim, a jego nieodłączną częścią garderoby jest cylinder.
C. Jest konkurentem wobec Pani Lovett, także ma swój sklep z wypiekami i nie rozstaje się z sakiewką mąki - przynosi mu szczęście.
D. Jest stałym klientem Pana Todd'a. Nie rozstaje się nigdy ze swoimi mentolowymi cukierkami, które nosi w kieszeni.


Zapraszamy do wzięcia udziału w naszym quizie! Zabawcie się, tnijcie brzytwą, wypiekajcie odpowiedzi. Nieważne, czy znacie je wszystkie, to ma być frajda, a nie wysilanie umysłów.
Odpowiedzi przesyłajcie w komentarzach, Wszelkie odpowiedzi mile widziane. Prawidłowe odpowiedzi, podamy wkrótce. Wszystko zależy od Waszej aktywności! Pozdrawiamy!


środa, 13 kwietnia 2016

Part 334.

- Panie Todd...? Wszystko w porządku...? - Satan spojrzał na Sweeney'a i zszedł nieco po schodach do Todd'a, który spojrzał na niego przez chwilę i przytaknął szybko, a Satan mimo wszystko zagrodził mu drogę, na co Todd niemal warknął, poza tym czuł jak jego serce mimowolnie przyspieszyło uderzenia. - Mogę przejść? Powiedziałem, że jest dobrze.. - Todd był niemal wściekły, ale starał się opanować, w końcu Satan nie był temu winny, ale ciężko mu to wychodziło mimo wszystko. A Satan odparł zaraz spokojnie i uśmiechnął się do Sweeney'a kładąc lekko dłoń na jego ramieniu. - Panie Todd... zajmę tylko chwileczkę... - Todd westchnął, przełknął ślinę i odparł ale mimo to jego twarz nie była zbyt zadowolona. - Więc słucham... O co chodzi..? - Satan zabrał po chwili głos i zaciągnął się papierosem. - Stało się coś Panie Todd... wygląda Pan na zdenerwowanego, może mogę jakoś Panu pomóc..? Dawno Pana nie widziałem.. wyjechał Pan..? Większość Pana klientów zaczęło zaglądać do mnie, więc się zdziwiłem.. - Sweeney miał nieco zakłopotane spojrzenie, ale zaraz odezwał się do byłego szefa. - Nie, nie.. nieważne... Dziękuję, ale naprawdę nie trzeba. Tak, trochę mnie tu nie było... Heh, powinien się Pan w takim razie cieszyć, że jednak konkurencja, że tak powiem, przyszła do Pana.. W końcu może moi klienci zostaną u Pana na dłużej... - Wzruszył ramionami, a zaraz spojrzał na wychodzącego klienta z salonu Satan'a, z którym się żegnał, a zaraz wchodził kolejny, który poznał i Todd'a, bo w końcu przyszedł do konkurencji.
- Panie Todd..! No w końcu Pana widzę..! Kiedy będę mógł do Pana zajrzeć..? - Satan spoglądał jakby z takim zawodem, na klienta, który widać, było wolał jednak Todd'a zakłada niż jego, ale co mógł na to poradzić, a Sweeney po chwili odezwał się. - Witam Panie Stanson. Hm... nie wiem.. może za jakieś dwa tygodnie.. Teraz na pewno nie... - Mężczyzna przytaknął i nieco zawiedziony wszedł do zakładu Satana, który zastanawiał się czemu Sweeney nie pracował, miał jakieś problemy? - Zakasłał poprzez zaciągnięcie się dymem papierosowym i rzekł po chwili.
- Jeszcze wolne od pracy? - Golibroda przytaknął i odparł poza tym chciał już odejść i powoli udać się jeszcze na zakupy i wrócić do domu, poza tym poczuł się nieco słabo na serce i wypuścił powietrze z ust.
- Tak, jeszcze wolne... Przepraszam, ale muszę już iść...  Do widzenia.. - Sweeney po chwili ominął byłego pracodawce i zaraz ruszył szybciej, ale po chwili musiał zwolnić, bo jego nogi odmówiły mu nieco posłuszeństwa, a zaraz dostał się do wnętrza sklepu wielobranżowego i podszedł do lady, gdzie stał sprzedawca, a Sweeney zaraz poprosił wodę, za którą zapłacił, sprzedawca zdjął mu kapsel z butelki, a Sweeney zaraz napił się wody mineralnej. - Taki kac..? - Sprzedawca zdziwił się na to jak szybko Sweeney upijał wodę z butelki, a golibroda po chwili oddechach po napiciu się wody odparł.
- Nie, to nie kac... Po prostu poczułem się jakoś słabo na ulicy... teraz mi lepiej... A skoro już tu jestem zrobię u Pana zakupy.. Tylko gdzie ja mam ta kartkę.. Ech.. - Sweeney przeszukiwał swoje kieszenie, a sprzedawca pytał, czy może lekarza ma wezwać, czy jakoś mu pomóc, ale Sweeney nic nie chciał. Wkrótce zrobił zakupy u sklepikarza i jak tylko poczuł się lepiej opuścił jego lokal i udał się powoli do domu. Choć jeszcze wstąpił do jednego sklepu ze słodkościami, gdzie kupił ładnie zapakowane pudełeczko wyjątkowych pralin dla Nellie, a w sklepie niedaleko zakupił zabawkę dla wnuka. W końcu nie mógł inaczej, zresztą jako dziadek powinien jakoś pokazać dziecku, że jest dla niego ważne, zarówno jego córka, jak i wnuczek. Pewnie Johanna od niego nie przyjęłaby prezentu, ale skoro prezent był dla wnuka, nikt nie odmawiał takich upominków.
W tym czasie Johanna powoli opuszczała już dom Pani Lovett z synkiem, ale chciała jeszcze dowiedzieć się nieco o ślubnych sprawach, poza tym chciała też doradzić sie kobiecej reki, co będzie jej pasować bądź nie, bo przyniosła kilka katalogów. A gdy powoli wyszła, no oczywiście, dalej była co nieco zawiedziona, że nie spotkała się ze Sweeney'em, ale może uda się jej to kolejnym razem. Zaś Isabel zaraz, gdy Nellie została z nią sama odezwała się. - Och jaka ona zakochana, aż żal patrzeć... A co się dzieje z Tobą? Coś nie tak ze Sweeney'em, pokłóciłaś się z nim? Nie chciał Cie przytulić na noc..? - Zaśmiała się, ale jednocześnie martwiła o przyjaciółkę i dotknęła jej dłoni, a zaraz Nellie odezwała się z początku chichocząc. - Tak, wiem o tym.. Och nie śmiem przecież powiedzieć Johannie, że ten ślub będzie katastrofą, poza tym Sweeney nie chcę by do niego doszło i ja tak samo.. Och nie pokłóciłam się z nim... Między nami jest wszystko dobrze.. Wczoraj miło spędziliśmy razem czas, choć zmartwiłam się, że nie chciał nic jeść.. Wczoraj zjadł tylko obiad, a potem już jedynie napił się może dwa razy herbaty i to wszystko.. A ja. Och, mam właśnie dni, w których sama wiesz jak jesteśmy drażliwe.. Przez to nie najlepiej się czuję, rano byłam trochę drażliwa i jak widzisz Sweeney to wyczuł i wyszedł, co prawda poszedł pozałatwiać kilka spraw, ale nie chciałam by czuł się w moim otoczeniu źle. Nie chce przecież być zołzą przez te dni, a tym bardziej wyżywać się na nim. - Spojrzała na swoją przyjaciółkę, która przytaknęła, ale mimo to była ciekawa związku Nellie ze Sweeney'em, a jednocześnie łączyła się z Nellie w bólu, jaki kobieta przeżywała przez te dni, które właśnie się zaczęły. - Rozumiem, och Nellie musisz odpocząć, jesteś trochę blada na twarzy, może powinnaś się położyć? Rozgrzać, to pomaga by nie bolało... termofor jest dobry na bóle, tam gdzie boli, krzyż, brzuch... i na pewno coś by pomogło, leki przeciwbólowe? To ze Sweeney'em jest tak dobrze? No nawet bym nie sądziła, że ten ponuraczek będzie taki odmieniony hehe, wybacz.. Ale Sweeney zawsze wydaje mi się taki troszkę mroczny. A gdzie on poszedł, że już tyle czasu go nie ma? Wysłałaś go po mąkę do innego miasta czy co? - Nellie pokręciła głową, lecz nim zabrała głos, właśnie pojawił się Pan Todd z zakupami i zaraz przywitał z Isabel, Nellie i poszedł do kuchni kładąc wszystko na stole i oparł się dłońmi o blat. Dalej był wściekły na to co dziś widział, nie takiej przyszłości oczekiwał dla swojego dziecka! Nellie zmarszczyła czoło, bo widziała, że Sweeney nie wrócił w najlepszym nastroju i na moment przeprosiła Isabel udając się do kuchni i podeszła bliżej Todd'a. - Sweeney? Coś się stało? - Dotknęła lekko jego ramienia i szeptała, a mężczyzna po chwili odparł.
- Jak Johanna w najbliższym czasie nie dowie się, że jej "narzeczony" ją zdradza to przysięgam, że go zabiję! Widziałem Charles'a w tej samej okolicy co Ty widziałaś go ostatnio.. łajdaczył się przy wozie, którym rozwozi towar z jakąś kobietą... patrzyłem przez chwilę, ale nie mogłem dłużej, bo rozszarpałbym go na strzępy! Jest obrzydliwy, a pewnie nocami dobiera się do mojej córki... nie daruję mu tego, po prostu nie daruję! Jak można być tak obłudnym, mojej córce świeci w oczy i łże jak cholernie ciężko pracuje, a pomiędzy rozwożeniem towaru od klienta, do klienta, zabawia się z kobietami.. bo na pewno ona nie jest jedyną..! Po prostu szlag mnie trafia, jak o tym pomyślę, w końcu tu chodzi o moje dziecko..! - Nellie dotknęła ramienia mężczyzny, czuła że jego mięśnie były spięte i naprawdę był chyba zdolny do wszystkiego, a mimo to powstrzymywał się przed najgorszym. Kobieta rozumiała go, już chciała coś powiedzieć jak zauważyła Isabel zaglądającą do kuchni, gdy opierała się o futrynę i zabrała głos. - Słyszałam o czym rozmawiacie, wybacz Nellie, Panie Todd... myślę, że im dalej to brnie tym będzie gorzej, dla Johanny przede wszystkim... A jak wygląda jej narzeczony, zresztą wielu mężczyzn może wyglądać jak on... - Wzruszyła ramionami, mimo to gardziła zdrajcami, gdyż dawno temu sama została zdradzona i nie potrafiła zrozumieć jak mężczyźni mogą tak perfidnie postępować. Todd spojrzał na kobietę i zaraz nalał do szklanki nieco wody z czajnika i się jej napił.
- Nieważne jak on wygląda, ważne jest to, że krzywdzi moje dziecko... Jak on śmie..! Właśnie odprawiał prawie orgie na moich oczach.. nie ma za krzty kultury, nawet z tą swoją cholerną zdradą nie kryje się.. Do tego ta kobieta, nie jest na pewno ani prostytutką, ani kobieta, która biegnie na jego pieniądze, zresztą Charles groszem nie śmierdzi, więc to spotkania na tle seksualnym, bo o co innego by chodziło?! Idiota, kompletny idiota, w stosunku do mojej córki zachowuje sie jak ułożony prawnik, którym nawet nie jest, a przy tej kobiecie zachowuje się jak jakiś niezaspokojony ogier...! To obrzydliwe, naprawdę obrzydliwe..! - Westchnął i zaczął rozpakowywać zakupy jakie zrobił, Nellie pogładziła ramiona Sweeney'a i pomogła mu z zakupami oczywiście, z tego wszystkiego nie kupił już kwiatów dla kobiety jak zamierzał, ale z jednej torby wyjął podarek w postaci pralinek i wręczył go Nellie całując jej policzek. Kobieta uśmiechnęła się i podziękowała mu za ten prezent, jak i odwzajemniła buziaka.
- Sweeney, dziękuje Ci za smakołyk, Isabel widzisz jakiego kochanego mam mężczyznę. Kochanie, co do Johanny i tego Charles'a na pewno niebawem wszystko się wyjaśni, poza tym, sprawimy, by Johanna sama niestety przekonała się o tym jaki jest jej narzeczony. Isabel, może zjesz z nami obiad, hm? - Isabel zaraz zaprzeczyła, nie chciała im przeszkadzać poza tym Sweeney nie był w nastroju i wolała go nie drażnić swoją obecnością. Dlatego, gdy pożegnali się z Isabel, Nellie krzątała się w ciszy ze Sweeney'em w kuchni, aż do chwili, gdy był dzwonek do drzwi i Sweeney ruszył sprawdzić kto to.
Jak się okazało była to Johanna z synkiem, Sweeney otworzył drzwi i wpuścił kobietę z dzieckiem do środka. Kobieta była uradowana tym, że go widzi i nim Sweeney spytał co ją do nich sprowadza i pogłaskał wnuczka po włoskach. - Witam Panie Todd, przepraszam, że nachodzę, byłam już u Państwa widziałam się z Panią Lovett, ale zapomniałam z tego wszystkiego zabrać swojej torby, och jestem dziś troszkę rozkojarzona... - Uśmiechnęła się przepraszająco do mężczyzny i Sweeney przepuścił kobietę, w końcu nie wiedział, gdzie zostawiła torbę. - Witam. Nic się nie stało. A jak ma się mały zuch? Zdrowy synek? Dawno Cię nie widziałem, wiesz? - Sweeney przejął od kobiety wnuczka i przytulił go do siebie, gdy tylko miał go w ramionach. Uśmiechnął się do dziecka, a po chwili Nellie wyjrzała sprawdzić kto przyszedł, a gdy widziała Johannę nieco zaskoczył ją ten widok.
- Johanno? Coś się stało? - Spoglądała na nią spokojnie i uśmiechnęła się lekko na widok Sweeney'a, który trzymał swojego wnuka w ramionach, co ją rozczuliło. A zaraz z tego zapatrzenia obudziła się, gdy Johanna zabrała głos. - Nie, nie, ale z tego wszystkiego nie zabrałam swojej torby... Ech, przez te przygotowania do ślubu czasem tracę głowę. My już uciekamy, nie będziemy Państwu przeszkadzać... - Uśmiechnęła się delikatnie, a Sweeney poszedł z dzieckiem do kuchni i zabrał z blatu pluszaka dla dziecka, którego Nellie zdążyła już wyjąć z torby. - Panie Todd.. gdzie się Pan podział z Tommy'm..? - Zaśmiała się córka Todd'a, gdy ten zniknął jej z oczu ze swoim dzieckiem, a Todd zaraz wyjrzał z kuchni i odparł. - Tutaj jestem. Mamy prezent dla Tommy'ego... A spieszy się Pani, może zostanie z nami na obiad..? Isabel uciekła.. Pani też chce uciec..? Przygotowania do ślubu nie uciekną, poza tym codziennie chyba się Pani tym nie kłopocze.. - Johanna nie wiedziała co powiedzieć na słowa mężczyzny trochę ją zaskoczył, oczywiście to miłe było z ich strony, że podarowali prezent dla synka młodej kobiety. Była im bardzo wdzięczna, choć nie musieli nic kupować, przynajmniej w jej ocenie tak było. Nellie oczywiście przytaknęła na słowa mężczyzny, poza tym widziała ten błysk w oku Johanny, gdy rozpromieniała się na widok swojego ojca, na którego jeszcze z godzinę temu nie napatoczyła się. Może to był jakiś znak? Powrót Pana Todd'a z miasta i powrót Johanny po zagubioną torbę? - Och tak zostań Johanno... Inne obowiązki na pewno nie uciekną, poza tym pewnie tylko z Bertą jesteś w domu... Charlie pracuje.. - Oczywiście słowa i Charles'ie przeszły jej ciężko przez gardło tym bardziej czasownik, bo wiedziała jak "pracuje" jej narzeczony, przyszły mąż, wierny do bólu! - ... Berta chyba się nie obrazi, że Cię dłużej nie będzie, prawda? Poza tym mamy dobry obiad.. Tommy'm my staruszki się nacieszymy, wiesz jak dzieci wpływają na dorosłych.. - Kobieta słysząc te wszystkie argumenty, chyba nie potrafiła odmówić, była nieco zakłopotana oczywiście, ale mimo to cieszyło ją to, że z obojgiem mogła spędzić trochę czasu, poza tym Sweeney już zadbał o dziecko, kiedy wyszedł do kobiet i Tommy już z buteleczki pił ciepłego mleka, co Sweeney lekko podgrzał. A skąd mieli naczynie dla dziecka? Butelkę? No cóż, Sweeney z Nellie o to zadbał jakiś czas temu, właśnie na takie okazje jak ta. Zaraz też odezwał sie do córki spokojnym głosem. - A Tommy głodny jest? Może zrobić mu trochę kaszki? - Pytał, bo przecież nie miał pojęcia, czy dziecko było najedzone, czy głodne, w końcu mleczka mu nie odmówiło. Sweeney starał pozbyć się też tych podłych myśli jakie prześladowały go łącznie z wizją,, z jego wyjścia, gdzie widział narzeczonego swojej córki z obcą kobietą w objęciach. Tym bardziej, że Tommy był dla niego takim małym cukiereczkiem, którym mógłby opiekować się przy każdej dobrej okazji, przypomnieć sobie, jak to jest zajmować się dzieckiem. W końcu okazji w stosunku do własnej córki nie miał zbyt wiele. Była dzieckiem, małym niemowlęciem, kiedy została mu odebrana i nadal nie potrafił się z tym faktem pogodzić. A zaraz Nellie dodała po chwili i wycierała ręce w ścierkę. - To jak? Dziś mamy zupę pomidorową... A na drugie danie, może naleśniki? Sweeney kupiłeś warzywa o które prosiłam? - Todd przytaknął Nellie i zaraz przekazał Tommy'ego Johannie kiedy skończył pić mleczko i  poszedł na część sklepową, skąd przyniósł krzesełko ze stoliczkiem dla małych dzieci, by Tommy mógł sobie usiąść we własnym miejscu, a nie na kolanach mamy i zaraz Tommy wylądował w miękkim foteliku drewnianym wyścielonym miękkim pokrowcem niczym leżak ogrodowy.

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Part 333.

- Nigdy bym na to nie pozwoliła Sweetie.. jestem od tego by o Ciebie dbać i nie pozwolić by ogarnął Cię taki stan, w jakim tkwiłeś kilka lat... ale nie mówmy teraz o tym.. Och Kochanie. powinieneś się do tego przyzwyczaić.. hehe.. w końcu jestem kusicielką golibrody, nieprawdaż..? - Nellie odchyliła swoją głowę w kierunku warg mężczyzny i zaraz je pocałowała, a potem znów spojrzała z uśmiechem na ustach w kierunku przeciwnej strony wanny. - Łaskocze, łaskocze.. ale to Twój przyjaciel, więc nie przeszkadza mi to.. - Kobieta zaśmiała się cicho, a razem z nią zaśmiał się Sweeney. W końcu chciała zrobić wszystko, by nieco go rozweselić i odciągnąć od złych wspomnień.
- Mój przyjaciel..? Cóż za określenie, Nellie.. - Sweeney szepnął na uszko ukochanej. Potem pozwolił sobie zejść trochę niżej niż tylko w okolice szyi. Głaskał ją po brzuchu, tam ułożył swoje ręce na dłuższą chwilę. Cieszył się z tego, że są tutaj razem. Gorąca woda, przyciemnione światło, cisza, spokój i ukochana kobieta roztaczały wokół wyjątkowy nastrój. Podczas tych chwil mógł oderwać się myślami od swoich problemów, bez względu na to jakie one były - po prostu znikały na ten czas. Czuł się bardziej odprężony, nie tylko fizycznie, ale i psychicznie po tym można powiedzieć przesłuchaniu. Poza tym wiedział, że nie może kobiecie sprawić przykrości swoim ponurym nastrojem, kiedy była dla niego takim wsparciem, otaczała go czułością i prawdopodobnie czuła się źle kiedy on czuł się źle.
Nellie w tym czasie rozmyślała o podobnych rzeczach, cieszyła się przede wszystkim tym, że znów są ze sobą blisko i zdołała przekonać mężczyznę do tej ich pierwszej wspólnej kąpieli. Czuła się przy nim komfortowo i bezpiecznie, kiedy męskie ramiona zamykały się wokół niej. To, że byli nadzy, co podczas kąpieli było czymś normalnym nie musiało mieć od razu podtekstu seksualnego, a zwyczajną kąpiel. Chociaż nie dało się ukryć, że wciąż odkrywali swoje ciała, nie wstydząc się wzajemnego dotyku. Tak właśnie dłonie Todd'a znalazły się na piersiach kobiety, gdzie zaczął wykonywać delikatny masaż. Pani Lovett odchyliła głowę do tyłu, opierając się na ramieniu mężczyzny przy czym jeszcze przymknęła powieki i westchnęła z przyjemności. Sweeney sam w jakiś sposób relaksował się przy tym masażu, w pewnych momentach mruczał i spoglądał kątem oka na błogi wyraz twarzy Nellie. Potem namydlił swoje ręce i dalej kontynuował tą czynność.
- Tylko mi tutaj nie zaśnij Kochanie.. Ale jednak muszę przyznać, że podoba mi się to Twoje zaciągnięcie mnie do wanny.. Widoki nie są najgorsze.. - Golibroda uśmiechnął się kącikiem ust, przeniósł swoje dłonie na biodra kobiety i czekał na reakcję, co do swoich słów.
- Nie są najgorsze..? Sweeetie.. wolałabym usłyszeć nieco inne określenie.. - Nellie zaraz obróciła się i znalazła nad ukochanym, patrząc na niego wyczekująco, jednak z jej ust nie schodził uśmiech i po chwili przygryzła wargę.
- Hmm.. zachwycające.. podniecające.. Tak lepiej? - Sweeney przybliżył swoją twarz do jej twarzy i namiętnie ucałował jej usta, przy czym jeszcze wplątał dłonie w częściowo już mokre włosy Nellie.
- Zdecydowanie.. - Pani Lovett wodziła dłońmi po jego ciele i choć większa jego część znajdowała się pod wodą, nie sprawiało to zbytnio żadnego problemu. Uwielbiała mieć skórę Sweeney'a pod swoimi palcami i czuć wszystkie jego reakcje tym spowodowane. W końcu posunęła się do dalszego kroku, choć i tak nie sądziła, że dojdzie tutaj do czegoś więcej. Wanna ze swoimi rozmiarami była wygodna, lecz do pewnego momentu, a oprócz tego oboje chyba byli zbytnio zmęczeni, by zdobyć się na powtórkę z poprzedniej nocy. Mimo to chciała swojemu partnerowi sprawić przyjemność, wiedziała że go to odpręży, ale i w pewnym sensie zaskoczy. Powiodła więc dłonią do niższych partii ciała Sweetie'go i ulokowała ją na jego przyrodzeniu. Mina golibrody była w tej chwili bezcenna, zresztą dokładnie tak jak się spodziewała. Myślał raczej, że jest to coś chwilowego i zaraz się zakończy, a tu Nellie zaczęła wykonywać powtarzające się ruchy od nasady do końca członka. Z początku powolnie, by dozować mu przyjemność. Todd odchylił swoją głowę do tyłu, a z jego ust wydawały się ciche jęki. Wtedy Nellie nieco zwolniła, aż na chwilę całkowicie przestała, by znów na nią popatrzył, a przede wszystkim patrzył jej w oczy podczas tego najprzyjemniejszego momentu, który coraz bardziej się zbliżał, ponieważ Sweeney był wyjątkowo wrażliwy na jej dotyk, a poza tym dawno tego nie doświadczył.
- Nellie, proszę.. - prawie błagalnym tonem zwrócił się do niej, by kontynuowała i tak też się stało. Tym razem ruchy były bardziej energiczne, bardziej się do tego przyłożyła i z własną przyjemnością obserwowała jak jej ukochany przeżywał błogość, do której osiągnięcia się przyczyniła. Sweetie wydał z siebie coś na wzór okrzyku pomieszanego z jękiem, a po chwili znalazł się tuż nad Nellie, która oparła się o drugi koniec wanny. Musnął ustami jej szyję, z której przy okazji ściągnął ozdobny płatek kwiatka i szepnął jej do ucha. - Dziękuję.. - Ujął w dłoń gąbkę, którą namydlił i przy jej pomocy dotykał, ale zarazem i mył niektóre obszary ciała kobiety. Pani Lovett była zaskoczona tym jaki delikatny może być w swoich gestach, kiedyś by się tego zupełnie nie spodziewała. Fach golibrody z pewnością wpływał też na te zdecydowane, lecz subtelne ruchy, to w jaki sposób potrafił obejść się z kobiecym ciałem. Podczas gdy tak obmywał jej ciało, obejmowała go wzrokiem, a jej głowie roiło się wręcz od myśli jakim Sweeney jest niesamowitym mężczyzną i jak bardzo darzy go miłością. Wreszcie przeszedł do mycia samego siebie, lecz i na to Nellie nie pozostała obojętna i również mu w tym pomogła, kiedy odnalazła drugą gąbkę.
Mogliby tam oczywiście spędzić więcej czasu, lecz chyba po wizycie gliniarzy marzyli o tym by znaleźć odpoczynek w śnie. Oprócz tego czekała ich jeszcze kolacja, a przynajmniej próba namówienia Todd'a do jedzenia. Kobieta miała nadzieję, że przeszedł mu chociaż trochę ten zły nastrój, zresztą musiał jeść wartościowe rzeczy, by do końca wydobrzeć.
Sweetie pomógł kobiecie wyjść z wanny, a kiedy sam z niej wyszedł wypuścił wodę i uprzątnął płatki do małego kosza jaki mieli tutaj w łazience. Pomagali sobie w wycieraniu ciał, a owinięci w ręczniki przytulili się do siebie, tak po prostu.
- Lepiej Ci, hm..? Masz może ochotę na coś konkretnego do jedzenia..? Może jeszcze zdążę coś przyrządzić nim pójdziemy spać.. Pamiętasz o zaleceniach lekarza Kochanie.. nie możesz brać samych leków, ale i jeść by być zdrowym.. - Nellie uniosła swoje spojrzenie na ukochanego, który owszem wyglądał już lepiej niż ponad godzinę temu, ale jeszcze nie wszystko było w porządku.
- Tak, tak.. Nie Nellie, musisz mi wybaczyć, ale już chyba pójdę na górę i się położę.. Wiem, ale jeśli odpuszczę sobie jedną kolację nic mi się nie stanie.. uwierz mi.. Chcę już po prostu zakończyć ten dzień.. Był bardzo miły, gdyby wyciąć to co niepotrzebne.. - Pogłaskał po plecach kobietę z nadzieją, że nie będzie miała mu tego za złe. Chciał i poniekąd zostać na chwilę sam ze swoimi myślami, wiedział że zyska chwilę czasu jeśli Pani Lovett zostanie w kuchni. Nellie widziała po nim, że sprawa jest stracona i nie ma sensu go przekonywać, ani robić wykładów o tym, że powinien zjeść jeszcze ten jeden posiłek. Domyśliła się też, że chciał chwilę pobyć sam i nie zamierzała mu w tym przeszkadzać. Każdy przecież potrzebował własnej przestrzeni. Wtuliła się jednak w niego jeszcze na chwilkę. - Kocham Cię.. Poczekam w łóżku..
Nellie przebrała się w swój nocny strój, zostawiła mężczyznę samego w łazience i w szlafroku udała się do swojego królestwa jakim była kuchnia. Podgrzała sobie mleko, a do niego dodała czekoladowe płatki i tak usiadła sobie sama w jadalni, by zjeść w wygodnych warunkach. W międzyczasie spoglądała jeszcze przez okno na przechodniów, czy przeglądała dzisiejszą gazetę. Trwało to nie dłużej niż 45 minut, ze względu na to, że niezbyt dobrze się czuła. Ból brzucha doskwierał coraz bardziej, dlatego ostatnią rzeczą, którą zrobiła przed pójściem spać było zażycie tabletki przeciwbólowej. Na górze zastała Sweeney'a, który zmęczony już usnął, choć przytulił ją kiedy weszła do łóżka i zgasiła lampkę.
(...)
Noc minęła spokojnie, tak samo zresztą jak ranek, podczas którego zjedli wspólne śniadanie i spędzili czas na rozmowie. Sweeney zdecydował się na spacer, by załatwić najpotrzebniejsze sprawy jak zapłata rachunków, zakup leków czy zakupy spożywcze. Zamierzał dziś też kupić kwiatki dla Nellie, jak i coś słodkiego na poprawę nastroju. Nie wyciągał jej na siłę z domu, ponieważ widział, że nie czuła się tego dnia dobrze, domyślił się że jest to dla niej właśnie ten specyficzny czas w miesiącu, kiedy cierpi i jednocześnie nie jest w najlepszym nastroju, chociaż stara się jak może nie wywoływać tym przykrości pomiędzy nimi. Golibroda jednak zawsze wolał się nieco odsunąć na ten czas, by przypadkiem nie oberwać, bo humory kobiet w trakcie tych kilku dni były nieokiełznane.
Pani Lovett zwyczajnie zasmuciła się, że to co działo się z jej ciałem co miesiąc wystąpiło i w tym miesiącu. Przyczyna była prosta i nie chodziło już tylko o to, że nie znosiła tych trudnych dni, a o to że łudziła się iż jej właściwie pierwsze zbliżenie z ukochanym zaowocowało czymś więcej niż tylko pogłębieniem więzi między nimi. Miała na myśli oczywiście dziecko, choć nawet nie była pewna skąd tak nagle w ostatnim czasie pojawiła się u niej chęć zostania mamą. Aktualne życie - bez malca obok wiązało się z mniejszymi obowiązkami, odpowiedzialnością i na pewno charakter jej związku ze Sweeney'em uległby zmianie w pewnym stopniu, nie mogliby pozwolić sobie na obecny luz.. A jednak podświadomie czuła, że zegar biologiczny tyka i jeszcze trochę, a będzie za późno na podjęcie tego poważnego kroku. Dlatego rozmowa, którą będzie musiała wkrótce podjąć ze Sweeney'em na pewno nie będzie zaliczała się do tych prostych. Poza tym nie chciała, by zrozumiał ją w ten sposób, że jest jej od początku potrzebny tylko do spłodzenia dziecka. Ze względu na delikatność tej sprawy musiała mu dać do zrozumienia o swoich uczuciach względem jego osoby, ale i jakoś nakierować na temat potomka. Przecież poza nim nie widziała świata i była zdecydowana co do chęci zestarzenia się z Todd'em, a tym bardziej posiadania malucha. Na wszystko oczywiście miała przyjść pora i nie zamierzała od razu wyjawiać mu swoich myśli, zwłaszcza kiedy była świadoma tego, że Sweeney najpierw musi zająć się sprawą Johanny i być spokojnym jeśli chodzi o Turpina, zanim podejmie się tego tematu. Nellie spojrzała z lekkim przygnębieniem na swoją sylwetkę w łazienkowym lustrze, a zwłaszcza w okolice brzucha, gdzie się dotknęła i cichutko westchnęła. Z tego zamyślenia wyrwał ją dzwonek do drzwi. Przez chwilę pomyślała, że Sweeney już wrócił i jakimś cudem nie mógł dostać się do środka, dlatego dzwonił, lecz gdy pojawiła się przy drzwiach ujrzała tam Johannę z Tommy'm i Isabel, jakby się zgrały, jednak spotkanie to było całkowicie dziełem przypadku. Pani Lovett może niezbyt miała dzisiaj ochotę na przyjmowanie gości, ale przecież nie mogła bezczelnie ich wyprosić. Johanna była nieco rozczarowana tym, że golibrody nie zastała w domu, lecz obecność pani domu i tak ją cieszyła, ponieważ bardzo przepadała za partnerką Todd'a. Miała zresztą jeszcze do niej sprawę związaną z salą weselną, no i tak Nellie musiała wydobyć z siebie trochę udawanego entuzjazmu. Przecież w głębi serca wiedziała, że ten ślub się nie odbędzie i było jej trochę głupio, kiedy znała więcej prawdy niż przyszła-niedoszła panna młoda, domyślała się jak bardzo zrani ją prawda o zdradach narzeczonego. Bella przyszła tak po prostu porozmawiać z przyjaciółką, właściwie wpadła z rewizytą i przyniosła nawet ciasto, by umilić te kobiece pogaduszki. Od wejścia zauważyła, że coś jest z Nellie nie tak i tylko przybiera przed nimi maskę zadowolonej, no ale widocznie nie chciała zwierzać się Johannie, a że akurat tak wyszło ich spotkanie to nie mogła niczego zrobić. Isabel mogła jedynie zostać tutaj dłużej i poczekać na moment aż młoda kobieta wyjdzie i piekarka się jej zwierzy.
Sweeney w tym czasie załatwił sprawy na poczcie, trochę mu się zeszło przez panujące tam kolejki. Kolejnym punktem jego małej wycieczki była apteka. Los chciał, że kierował się do niej akurat przez okolicę, w której Nellie przyłapała ostatnio Charlesa na zdradzie z jakąś bogatą damą, a raczej damą z bogatym mężem. Coś go tknęło i kiedy właśnie przechodził obok tego miejsca spojrzał na zegarek, było już lekko po południu, a więc czas dostawy win do sklepu. Z pozoru nie działo się na ulicy nic podejrzanego, ludzie zajmowali się swoją pracą, czasami ktoś przejeżdżał rowerem, czy dzieci grały w piłkę w swoich podwórkach. Todd'a zaciekawiła jednak kobieta stojąca przy galerii alkoholi i jakby na kogoś wyczekująca. Golibroda kupił od młodego chłopaka, który właśnie przechodził obok niego dzisiejszą gazetę i niby z zamiarem jej przeczytania udał się do sąsiedniej bramy w kamienicy. Oparł się plecami o jej ścianę, rozłożył dzisiejszą prasę i zajął się czytaniem, a tak naprawdę jego udawaniem. Miał stąd naprawdę dobry widok na damę i dostawczy wóz obok którego stała. Jednak Sweeney'a nie było z tamtej perspektywy widać. Długo to nie potrwało zanim ze sklepu z pustymi skrzynkami opatrzonymi nazwą jakiegoś producenta wyszedł Charlie. Wsadził je do wnętrza wozu, po czym rozejrzał się w jedną i drugą stronę i zbliżył do wyczekującej pani.
- Mmm.. witaj kochanie.. Wybacz, że tak długo kazałem ci czekać.. ale ten stary palant kazał mi jeszcze układać butelki dokładnie w rządkach.. A jak tam Winston..? Udało Ci się jakoś od niego wyrwać.. No nieważne.. chodź tutaj.. na co masz dzisiaj ochotę..? - Jednak Charles wcale nie czekał na jej odpowiedź, a prędko i zachłannie ją pocałował, lecz widać było, że dziś nie tylko na to miał ochotę. Prawie nachalnie dotykał jej ciała, ale kobiecie w najmniejszym stopniu to nie przeszkadzało.. nawet to, że znajdowali się w miejscu publicznym i za chwilę mogła ich za takie gesty ukarać policja. Składał pocałunki na jej szyi, czule obejmował ją w talii, a Sweeney miał wrażenie, że zaraz wciągnie ją do tego wozu i zacznie się tam dziać coś, przez co nie mógłby się już powstrzymać od interwencji. Zgniótł gazetę i wyrzucił ją gdzieś w bramie, choć nie powinien tak robić, ale było mu już wszystko jedno. Wszedł w niego prawie morderczy nastrój i szybko ulotnił się z tego miejsca, nie chcąc wiedzieć co tam się wydarzy dalej. Gdyby mógł już dzisiaj odwdzięczyłby się Charlesowi za takie traktowanie Johanny, lecz ona sama musiała przyłapać narzeczonego na zdradzie, bo inaczej nikt by Todd'owi nie uwierzył. Poza tym jego misją było poznanie też innych ścieżek tego łajdaka i musiał pozostać przez pewien czas niezauważony. Przechodził ulicami jakby w amoku aż wreszcie natknął się na zakład Satan'a podczas gdy jego właściciel stał w uchylonych drzwiach, palił papierosa i wyraźnie zaniepokoił się wściekłym wyrazem twarzy byłego pracownika.

niedziela, 10 kwietnia 2016

Part 332.

- Nadal nie wierzę w to co widziałam, gdy dotarłam, do lochów, gdzie przetrzymywany był Sweeney, byłam przerażona. Nie poznawał mnie, a przynajmniej nie wierzył, że to ja, że jestem. Następnie pojawił się Turpin z tym swoim sługą Bamfordem, tak samo zepsutym jak on sam... - Nellie dalej opowiadała co się działo, o Erneście wersję naciągnęła, że ich zaatakował i nie mieli wyjścia jak go zabić. Bała się, że policja mimo wszystko źle odebrałaby prawdę, a nieboszczyk teraz już i tak nie mógł się bronić. Sweeney słuchał Nellie choć nie wszystkiego, przed oczami miał swojego oprawcę i nawet jak w tej właśnie chwili coś huknęło, na dworze aż wzdrygnął się ze strachu. Jeden policjant to zauważył, ale przemilczał, domyślił się, że Sweeney cały czas na swój sposób przeżywał to co stało się w Truro. Nellie zaś kontynuowała swoją wersję wydarzeń. - Po operacji Sweeney'a i spędzeniu w szpitalu kilku tygodni, w końcu wyjechaliśmy... Na dworcu byliśmy świadkami, jak wielu ludzi, jak Turpin chciał uciec, wyjechać z Truro, ale policja aresztowała jego i jego sługę Bamforda. Powróciliśmy do Londynu, tutaj... Tutaj nikt nie ma pojęcia dlaczego wyjechaliśmy i gdzie... Jedynie córka Sweeney'a wie, że wyjazd był w celu zdrowotnym, znaczy wie, że Pan Todd miał operacje i to wszystko. - Oboje spoglądali na policjantów, którzy skrupulatnie zapisywali słowa kobiety i co jakiś czas przytakiwali głowami.
- A skąd Pani wiedziałam że Pan Todd, poprzez wyjazd, który miał być służbowy...  jest tak traktowany? To, że grozi mu niebezpieczeństwo..  - Inspektor spojrzał na kobietę, a Sweeney obracał filiżankę w dłoniach, wolał już nie wracać do tych wydarzeń.
- Miałam przeczucie jak wspomniałam, pojechałam za Sweeney'em i przede wszystkim w Truro słyszałam jak Bamford rozmawiał o tym, że przetrzymują Sweeney'a, że chcą go zabić.. Poza tym nikt normalny, że tak powiem, nie przychodzi do czyjegoś zakładu i nie mówi na początku o propozycji zarobienia dużej ilości pieniędzy, za ogolenie wujka, a kolejnym podejściem nie grozi śmiercią bliskich, prawda? Sweeney usłyszał groźby od tego człowieka o którym wcześniej wspomniałam, bał się, że zrobi mi ktoś krzywdę dlatego udał się w tą podróż... a wcale nie chciał tych pieniędzy, to nie tak... Zrobił to bo się bał o mnie! O siebie! - Nellie spojrzała na Sweeney'a który coś czuła, że długo tu nie usiedzi, poza tym zauważyła jak kilka kropel potu spływało po jego skroni. Widziała, że się denerwował, a przede wszystkim psychicznie był schorowany tymi wydarzeniami. Zaraz odezwała się do mężczyzny przy jego uchu. - Kochanie, dobrze się czujesz? - W odpowiedzi zauważyła to bolesne spojrzenie Todd'a, który wyglądał jakby chciał kogoś zabić, a z drugiej strony potrzebował spokoju.
- Panie Todd? - Johnson odezwał się do Sweeney'a widząc, że pobladł na twarzy i był zdenerwowany tym przesłuchaniem choć jeszcze, ani słowa o nim nie wydusił ze swojego gardła.
- Tak, możemy to trochę przyspieszyć, głowa mnie zaczyna boleć.... - Inspektor spoglądał na Todd'a jakby nieco podejrzliwie, ale też i ze współczuciem, że musiał przez to wszystko przechodzić, o czym świadczyły jego obrażenia, jak i psychika, co widać było doświadczył dość przykrych zdarzeń. Sullivano po chwili odezwał się i dotknął dłoni Todd'a na filiżance i odparł.
- Spokojnie Panie Todd, spokojnie... Zaraz skończymy... jeszcze tylko kilka pytań.. a że tak zapytam.. Korzystaliście państwo z pomocy psychologa..? Po tym wszystkim, powinniście otrzymać pomoc ze szpitala.. by oswoić się i przebrnąć przez to co złe.. by czuć się lepiej. Co prawda nie znam sie na tym do końca, ale takie sesje pomagają ludziom, by się już tak bardzo nie bać tego co stało się przeszłością. Ja rozumiem, że to trudne, ale państwu przydałaby się pomoc... - Sweeney spojrzał na policjanta i wycofał dłoń pod jego dotykiem, bo czuł się dziwnie, że mężczyzna go tak dotykał, a może był już przewrażliwiony, że i ten chce go skrzywdzić?
- Psychologa? A poco nam psycholog? Co to zmieni Panie inspektorze...? Stało się, poza tym teraz na psychologa to już nieco chyba za późno.. - Sweeney mruknął do inspektora, a ten pokręcił głową przecząco i odparł zaraz spokojnym tonem głosu. - Ależ nie, nie minęło od tego wszystkiego aż tyle czasu by miałby państwu psycholog nie pomóc.. Jeśli zgodzą się państwo.. to my postaramy się by ktoś do państwa zawitał.. bo jak rozumiem woleli by państwo chyba wizyty domowe, niż biegać do gabinetu gdzieś w centrum miasta, prawda? Ale póki co przejdźmy do tego co poco się tu znaleźliśmy.. Panie Todd.. proszę powiedzieć jak wyglądała Pana podróż... bo z tego co wiemy, jechał Pan podstawioną dorożką, podobno z Truro, tak..? Czy w jej czasie działo się coś dziwnego..? - Sweeney westchnął cicho na myśl o psychologu, a zaraz starał sobie przypomnieć jak wyglądała jego podróż w cyklon śmierci. Przymknął na chwilę oczy i jedną dłonią masował sobie skroń, a zaraz uchylił powieki i odparł do policjantów.
- Sam nie wiem.. jeden przystanek był dziwny... Nie pamiętam tego już dokładnie.. ale jakiś mężczyzna dobiegł do dorożki.. zaczął coś krzyczeć, chyba nie miał pieniędzy i o nie wołał, ale nic mu nie dałem. Było to dziwne.. dziwna okolica, te lasy tam.. nie wiem, takie to wszystko mroczne. Dorożkarz, nie był chyba jakimś dziwakiem, ale czasami miałem wrażenie, że jakby mógł to by podjechał na jakiś klif, rozpędził konie, bym tylko wpadł do morza i się zabił.. A tak to chyba nic dziwnego się nie działo. - Wzruszył ramionami, wsłuchując się w kolejne pytania policji, gdy dopytywali o jego pobyt w lochach. Poza tym inspektor wstał ze swojego miejsca i krążył po pokoju, zajrzał też na moment do sklepu Pani Lovett, przejrzał sobie menu, a wrócił kiedy Todd zaczął opowiadać o pobycie w zamku, w lochach konkretniej.
- Cóz, gdy przybyłem do tego zamku.. wszystko wyglądało w porządku, nawet zostałem ugoszczony kolacja, było to trochę dziwne, ale byłem głodny i jakoś nie mogłem tego odmówić... Może podświadomie myślałem, że potem z posiłkami będzie ciężko..? Ale mniejsza o to.. Poza tym cały czas towarzyszył mi ten Ernest, o którym wspomniała Nellie.. Otworzył drzwi zamku, jak lokaj, podawał kolacje, a potem rzekomo prowadził mnie do komnaty, gdzie miałem spać.. co okazało się celą w lochach.. Pobyt tam.. ych.. - Sweeney przełknął ślinę, wolał już do tego nie wracać, nie opowiadać o tym, a musiał i to przy Nellie, co też nie było dla niego to niczym przyjemnym, kiedy wychodził na kogoś naiwnego, że wierzył w tą prawdziwość tego wyjazdu.
- Pobyt tam był straszny.. Kiedy pojawił się tam Turpin, czy Bamford, wiedziałem, że nie wróży to nic dobrego.. tym bardziej gdy wyjawili mi wszystko, a kolorowo już nie było.. Byłem traktowany jak worek treningowy, trafiłem też do jakieś sali tortur, gdzie... naprawdę muszę to opowiadać? - Sweeney spojrzał na policjantów, jak i Nellie która odczuła to, że wstydził się przy niej o wszystkim mówić, miała nadzieje, że jednak po tym wszystkim nie ucieknie jej do zakładu na piętro i nie będzie dumał w fotelu w samotności, zastanawiając się nad sensem swojego życia. Kobieta pocałowała policzek Sweeney'a i odezwała sie spokojnie wstając powoli od stołu.
- Panowie wybaczą, na chwilkę ucieknę do kuchni... - Panowie w trójkę przytaknęli kobiecie, wstając na moment i przysiedli, gdy kobieta zniknęła. A zaraz Sullivano odezwał się do Sweeney'a pochylając nieco nad stołem, a Nellie tak naprawdę co nieco podsłuchiwała za ścianą, poszła tam, bo uznała, że Todd będzie czuł się bardziej komfortowo, gdy przez tę chwilę będzie sam.
- Panie Todd, proszę powiedzieć o tej sali tortur, był Pan tam...? Co się tam działo? - Sullivano, jak i porucznik Johnson przysłuchiwali się temu co opowiadał golibroda, nie byli bardzo zszokowani, bo przy swojej pracy spotkali się już z niejednym ludzkim okrucieństwem.
- Byłem. Posadzili mnie tam na jakimś krześle, Turpin bił mnie czymś co sprawiało, że moje serce drżało za każdym razem, a moje ciało przechodził dziwny prąd, im dłużejto trwało czułem się gorzej. Próbowali mnie też oparzyć co im się udało, ale to pewnie wiecie, że mam troche poparzoną klatke piersiową i przedramiona czy jedno ramię, na szczęście nie było to ogniem, inaczej dalej leżałbym w szpitalu i pewnie nie mógłbym powiedzieć słowa, gdyby zaatakowało to płuca. Zostałem tam też skatowany tego dnia, gdy Nellie się pojawiła, ale nie wiem jaka pora dnia to była... - Jeden  z policjantów zmarszczył czoło i dodał. - Co znaczy skatowany, bili Pana? - Todd przytaknął na te słowa i dodał. - Tak, Turpin uderzał we mnie pięściami, albo jakimś kijem, byłem przywiązany do jakiś lin, czy łańcuchów, potem nie wiem jak znalazłem się z powrotem w celi, ale po prostu tam byłem, znów ubrany, jakby chcieli zatuszować swoją zbrodnie... - Nellie słysząc to, aż przez chwilę złapała się blatu, bo poczuła się słabo na te słowa, za to wiedziała teraz dlaczego Sweeney był w tak okrutnym stanie, gdy się tam pojawiła. Wiedziała dlaczego Sweeney prawie umarł w szpitalu i ta operacja śledziony, aż zakryła twarz ustami by nie wydać z siebie żadnego jęku, jak jest jej przykro, że jej Ukochany musiał doświadczyć i odczuć takie traktowanie. Aż nie potrafiła pojąć, że to wszystko za sprawą Johanny. Policja przesłuchiwała jeszcze Todd'a kilka minut, ale powoli już kończyli to przesłuchanie, poza tym inspektor dostrzegł, że Todd był już tym zmęczony i ze względu na jego stan zdrowia, powoli kończyli przesłuchanie, wtedy też Nellie pojawiła się w salonie tuszując to, że wszystko słyszała.
- Dobrze, z naszej strony to na razie tyle... Ale nie powiem, że więcej się nie spotkamy... Proszę Państwa.. my nie jesteśmy policjantami, którzy naopowiadają bajek, że pomogą Państwu, żebyśmy się dobrze zrozumieli.. Turpin ma więcej za plecami niż nam się wydaje.. A my nie oddajemy w ręce Londynu tej sprawy i nie umywamy rąk... Nasz cel to, to by ten mężczyzna razem ze swoimi wspólnikami poszli do więzienia i tam spędzili resztę swojego żywota.. - Obaj powoli też pożegnali się z nimi wstając od stołu, dopili napoje, pochowali dokumenty w teczki i powoli udali się do wyjścia, żegnając z parą. Poza tym zaraz na jednego z policjantów wpadł jakiś furiat, który gonił niemal kobietę przed sobą, a policjant, go zatrzymał, gdy ten krzyczał w dość nieładny sposób na płeć piękną i policjant odparł.
- Hm.. a ładnie to tak odzywać się do kobiety..? Hm.. czy ja bym odczuwał od Pana alkohol...? Myślę, że pójdzie Pan z nami.. Panie inspektorze? Panie Todd.. Pani Lovett.. dziękujemy za gościnę i zapewniam, że jeszcze się zobaczymy.. do widzenia.. proszę odpocząć.. dziś już nachodzić nie będziemy.. - Oboje przytaknęli im, a zaraz policjanci pociągnęli ze sobą mężczyznę, który swoją żonę wyzywał od dziwek, a do tego był nieco podchmielony, przy czym szarpał się z policjantami i im odgrażał. Po policjantach było widać, że nie patyczkowali się z takimi i załatwiali wszystko raz dwa, oczywiście nie poszli obić ciała mężczyzny w jakiejś bramie, jak robiło to większość policji w Londynie, bo tak łatwiej, prościej i szybciej, tylko prowadzili go na posterunek, ale pod swoje skrzydła, a nie oddając w ręce policji z Londynu, która i tak nic pożytecznego by nie zrobiła.
Gdy Sweeney i Nellie zostali sami i Todd zamykał za nimi drzwi cicho westchnął, a zaraz Nellie podeszła do niego i przytuliła się do jego ciała cicho szepcząc. - Kochanie.. już poszli.. ja wiem, że to nie było przyjemne, ale widzisz.. Oni chcą nam pomóc.. Chodź odpoczniesz... może weźmiesz gorącą kąpiel, hm..? Teraz wieczór jest nasz.. nie myśl o tym co było... ważne jest teraz tu i teraz... może zjesz Kochanie kawałek jabłecznika? - Sweeney pokręcił głową, nie miał ochoty na jedzenie, kąpiel też go nie przekonywała, ale Nellie zabrała go za dłoń do łazienki i pogłaskała go pod brodą i po policzku szepcząc cichutko i pochylając się nad jego uchem.
- Kochanie.. ja wiem, że nie było to przyjemny wieczór... ale proszę Cię, nie uciekaj ode mnie.. tak miło było w restauracji... wiem, że policja trochę popsuła nasze szyki, ale teraz jesteśmy już sami... Wcześniej położyły się spać, hm..? Chodź, chyba kąpieli mi nie odmówisz, prawda..? Oczywiście jeśli masz ochotę... tylko kąpiel Sweetie... nie każe Ci przecież zmuszać się do czegoś czego nie chcesz.. - Sweeney wzruszył ramionami w łazience przysiadł na wannie, jakby znów wszedł w niego ten ponury Sweeney, który nie miał ochoty na nic poza zemstą na wszystkich ludziach, którzy zepsuli mu jakikolwiek dzień, miesiąc, rok, życie. Nellie zaraz napuszczała wody do ich dużej wanny blokując spływ, by woda im nie uciekała, pochyliła się do Sweeney'a, że przed oczami miał jej dekolt, że az spojrzał na nią wyraźniej jakby budząc się ze swojego amoku. Nellie oczywiście zrobiła to z premedytacją, wiedziała, że spojrzy na jej dekolt nie tak posępnie, jak spoglądał w podłogę. - Pomożesz mi z sukienką hm..? - Oczywiście, Sweeney nie odmówił kobietę, kiedy powoli rozpinał jej suknie i pocałował lekko jej szyję, nie wiedział nawet kiedy Nellie była już w bieliźnie tylko i zabierała się za zdjęcie ubrań z jego ciała, nie ukrywała tego, że miała chęć spojrzeć na jego nagie ciało, tym bardziej, gdy pozbyła się z niego kamizelki, krawatu jak i zaraz powoli rozpinała mu jego koszulę, jak i też pogłaskała go po jego brzuchu i powoli zabrała się za jego spodnie, które zsunęły się z jego bioder, nieco tkwiąc na jego udach, Sweeney zdjął z siebie koszulę i powoli pozbywał się z Nellie bielizny, jak i Nellie pozbywała się jego. Powolutku zsuwała z jego pośladków i podbrzusza jego bokserki, na co cichutko zamruczała, widząc jego intymną część ciała coraz bardziej, Wtedy pogłaskała go dłońmi po podbrzuszu i zsunęła dłonie na jego pośladki, a zaraz przytuliła się do niego i szepnęła mu na ucho. - Kochanie, widzisz to nie takie straszne... odprężysz się.. po to tu jestem... nie chcę byś mi tu zasnął i nie mogłabym przegapić tych chwil z Tobą... - Cichutko się zaśmiała i poczuła jak Sweeney zdejmował jej dolną część bielizny i spoglądał jej w oczy.
- Jesteś niedobra tak mnie tu zwabiając, wiesz... - Sam zaśmiał się cicho, ale smutno. Lecz Nellie robiła wszystko by zmienić jego ponure nastawienie, pomogła też pozbyć się swojej górnej części bielizny i Todd zaraz spojrzał na ciało kobiety w dość specyficzny sposób, a zaraz pomógł jej wejść do wanny, gdzie zakręcił już wodę bo było jej wystarczająco dużo. Todd zaraz tez pozbył się z siebie swoich spodni i bokserek, wrzucił nieco płatków kąpielowych do wanny, kiedy Nellie już usiadła w wannie i wlała nieco płynu do kąpieli by wanna spieniła się nad wodą i zakryła jej ciało. Spoglądała na Todd'a jak jeszcze szukał czegoś w szafce i zaraz wyciągnął dwie małe świeczki z zapałkami i zaraz je rozpalił by stworzyć romantyczny nastrój, przez co przyciemnił nieco światło w łazience. A Nellie cieszyła się widokiem Sweeney'a, kiedy tak chodził nagi po łazience i patrzyła na niego z uwielbieniem i odezwała zachęcająco. - Sweeetie... już starczy, bardzo ładnie zrobiłeś.. ale teraz potrzebuję Cię tutaj... chodź, bo woda wystygnie... Dziś i tak jestem z Ciebie bardzo dumna, kolejnym razem dopracujesz detale kąpieli jeśli będziesz chciał bym Ci towarzyszyła, ale teraz chodź, bo się niecierpliwię... - Sweeney spojrzał na kobietę i zaraz gdy tylko naszykował ręczniki, powoli wszedł do wanny i zaraz przysiadł naprzeciwko Nellie, która pod wodą pogładziła go po łydkach i powoli przysunęła się do niego, wodziła dłońmi po jego nogach, dotarła do jego ud i cicho mruknęła gdy Sweeney oparł się plecami o ścianę wanny, a rekami oparł o ranty i także mruknął. Wiedziała, że tym samym jego postawa oznaczała, że mogła zrobić co tylko chciała. Sama nie wiedziała co chciała, dotykać każdy fragment jego ciała, czy przytulić się do niego.
Na początek pozwoliła sobie na badanie jego ciała w każdym zakątku, oczywiście ominęła jego ranę, bo nie chciała by o tym teraz pamiętał, przesunęła powoli dłonią od jego szyi poprzez jego klatkę piersiową, splot słoneczny, brzuch i podbrzusze, a zaraz przysunęła się i odwróciła tyłem. Wtuliła się plecami w klatkę piersiową mężczyzny i poczuła jak powoli dotykał jej ciała na biodrach, nawet wyczuła jego męskość przy swojej skórze na pośladku i cichutko zachichotała na ten gest. Sweeney pochylił się do Nellie i lekko zaczął całować jej ramię wargami sprawiając jej tym przyjemność, aż poczuła dreszcz, gdy odgarnął jej włosy na bok. - Och Nellie.. gdyby nie Ty, już dawno popadłbym w depresje, nostalgie, coś okropnego i pewnie bym się stoczył, wylądował na bruku.. i chyba czekał na ostatni oddech.. albo coś w tym rodzaju.. Ale żeby tak kusić i zabierać do łazienki, do wspólnej kąpieli.. Ale choć przeżywam to z Tobą pierwszy raz... nie chce tego na nic innego zamieniać... Dlaczego tak chichoczesz.. coś Cię łaskoczę.. no wiesz co..! Jak możesz! - Zaśmiał się pod nosem i pocałował lekko Nellie przy jej uchu, które lekko złapał zębami, a zaraz czule ucałował.

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.