SCM Music Player.

Bohaterowie.

sobota, 9 kwietnia 2016

Part 331.

Oczy Nellie zalśniły łzami wzruszenia w pewnym momencie z racji tego, że przeżywała ten gest kilkakrotnie razy mocniej niż gdyby dostała ten prezent od zupełnie innego mężczyzny. Przecież miała przed sobą człowieka, który jeszcze kilka lat temu gardził wszelkimi jej zabiegami mającymi na celu zdobycie jego względów, w pewnych momentach jej nienawidził, a teraz wiedziała, że naprawdę ją kocha i nie było to uczucie fałszywe. Sweeney miał rację, że Pani Lovett była dość wytrwała w czekaniu na niego, każdy inny by odpuścił i związał się z kimś na stałe, lecz to właśnie Todd był dla niej tym jedynym. Kiedy poznali się już dosyć sporo lat temu, serce piekarki od razu zaczęło bić mocniej, nie mogła uwolnić się od myśli o jego osobie. Nawet pomimo związku z Lucy, wszystkich cierpień spowodowanych Nellie przez golibrodę, a potem ucieczki z Fleet Street i tymczasowego związku z arystokratą Sweeney zawsze był obecny w jej sercu. Ponadto związek z McCartney'em i ujawnienie go golibrodzie miało raczej pokazać mu, że jest ona w stanie zdobyć serce innego mężczyzny niż prawdziwą miłość między nią William'em, zdecydowanie bardziej chciała Todd'a wtedy zdenerwować nawet pomimo założenia, że nie będzie go to obchodzić.
Zawsze gdzieś znajdowała się ta mała iskierka nadziei, choć nawet mimo wielkich marzeń nigdy nie sądziła, że będzie pomiędzy nimi tak dobrze jak teraz. A jednak.. rzeczywistość po tylu latach smutku stała się piękna, lepszej nie mogła sobie po prostu wymarzyć. Po tej dłuższej chwili zaniemówienia wreszcie odezwała się, a jej głos był przepełniony emocjami.
- Sweetie.. Nie wiem co powiedzieć.. Ten wisiorek jest niesamowity, śliczny.. do tego przypomina mi nasze urocze chwile w Newcastle.. Założysz mi go w domu, dobrze? Ale Sweeney.. musiałeś się przy tym naprawdę wykosztować.. Och dziękuję Ci kochanie.. Nigdy nie dostałam tak pięknej, ale i zarazem osobistej biżuterii.. wiesz..? Miałeś na to świetny pomysł, do tego to wykończenie.. arcydzieło..! Jestem zaskoczona.. nie spodziewałam się.. - Kobieta spoglądała z zachwytem na ich zdjęcie w szkle, czy tą dedykację, której pomysłodawcą był jej ukochany. Lekko pokręciła głową w geście niedowierzania, że naprawdę dostała coś takiego od niego, a uśmiech i rumieńce nie schodziły z jej twarzy. Ułożyła błyskotkę w beżowym pudełeczku i spojrzała głęboko w oczy Sweeney'a, zadowolone jej radością. Następnie Nellie dotknęła jego dłoni, pochyliła się nieco do mężczyzny i czule go pocałowała. Oboje czuli na sobie spojrzenia innych gości restauracji, ale przecież nie robili niczego nieprzyzwoitego, więc raczej była to ludzka ciekawość i może trochę zazdrość. Todd pogładził drugą dłonią policzek kobiety, a zarazem wsłuchał się w kolejne wypowiedziane przez nią słowa. - Kochanie nie musisz nagradzać mnie za to, że jestem z Tobą.. To Ty jesteś dla mnie nagrodą, rozjaśnieniem życia, które gdyby nie Ty byłoby szare i nudne.. Twoja miłość jest dla mnie motorem napędowym do działania.. Czekałam, bo chciałam czekać.. a sam wiesz, że jestem uparta jeśli coś sobie założę. Nawet jeśli zdarzały mi się dość depresyjne okresy, to doskonale wiedziałam, że nigdy już nie spotkam kogoś takiego jak Ty.. Moje małżeństwo było nieudane, potem sam wiesz kto się pojawił i jak to się skończyło.. Za to my byliśmy, jesteśmy i będziemy Sweetie.. Kocham Cię. - Nellie ścisnęła dłoń mężczyzny wpatrując się w niego niczym jak w święty obrazek. Twarz Sweeney'a rozbłysnęła uśmiechem na te wszystkie wyznania kobiety. Ujął jej drugą dłoń w swoją i tak przez chwilę spoglądali na siebie, jakby potrafili porozumiewać się samym wzrokiem. Bowiem te spojrzenia były pełne przekazów, które tylko oni byli w stanie pojąć. Niestety ta chwila została przerwana przez kelnerkę, która postawiła na stoliku pary gorące napoje, które zamówili.
- Bardzo cieszę się, że Ci się podoba, moja droga.. Nie ma znaczenia ile wydałem, Ty jesteś warta każdych pieniędzy Nellie.. Gdybym tylko mógł, zdobyłbym dla Ciebie gwiazdkę z nieba, wiesz? Tak, naszyjnik jest nieco inny od wszystkich, ale to Ty tutaj jesteś najbardziej wyjątkowa i nawet nie próbuj odwrócić tego w moją stronę.. Zdobyłaś się na tyle poświęceń dla mnie, że powinienem nosić Cię na rękach każdego dnia.. - Sweeney objął spojrzeniem restauracyjne pomieszczenie jakby w zamyśleniu, a Pani Lovett powiodła za nim wzrokiem. Te komplementy, które padały z ust mężczyzny działały na nią coraz bardziej odurzająco. Chyba wolałaby być teraz z nim w domu, by po prostu przytulić się do ukochanego. Tutaj czuła jedynie, że coraz bardziej rumieni się na twarzy i że wszyscy to obserwują. - Widzisz te kobiety Nellie.. Założyłbym się, że żadna z nich nie uratowałaby swojego mężczyzny, tym bardziej nie dałyby rady oprzeć się wszystkim adoratorom i poświęcić się dla tego jedynego. Nie chcę tak myśleć o tym, co było kiedyś pomiędzy nami, ponieważ nie był to zbyt dobry okres, lekceważyłem Cię i czuję się za to winny do tej pory. Jednak chcę byś wiedziała, że tych dawnych lat nie wykasowałem całkowicie z pamięci i doceniam każdy Twój gest. Ja również Cię kocham, szalenie mocno.. i nigdy nie zamierzam tego zmieniać. - Nellie w dalszym ciągu była wzruszona słowami ukochanego. Miała wrażenie, że ostatnio zmienił się co do wyrażania swoich uczuć? Wcześniej był z reguły zamknięty w sobie, czasem wypowiadał jakieś bardziej czułe zwroty, lecz nie było to tak częste jak teraz. Otworzył się, zburzył, choć może jeszcze nie do końca, mury które budował wokół siebie przez tyle lat. Wreszcie dopuścił ją do swoich przemyśleń i nie bał się wyznań oraz czułych gestów. - Wyglądasz uroczo, nie przejmuj się. - Todd puścił kobiecie oczko, a ta zachichotała przez chwilę i skromnie spojrzała w dół. Niebawem też na stole pojawił się ich obiad, a że zeszło się z jego przygotowaniem dłużej niż przewidywali to potem musieli już pilnować czasu, by policjanci nie pomyśleli sobie, że celowo uciekli z domu przed ich wizytą. Mimo tych ograniczonych możliwości czasowych radowali się wspólnie spędzonym czasem. Sweeney oczywiście zapłacił za ich obiad, a w drodze powrotnej na Fleet Street spoglądali jeszcze na wystawy sklepowe. Niektóre z nich były dość interesujące, by się przy nich zatrzymać.
- Sweetie, może wybierzemy się któregoś dnia na zakupy, hm? Patrz.. pasowałaby Ci ta koszula.. Zresztą te spodnie też wyglądają całkiem ciekawie na manekinie. Wiosna coraz bardziej się rozwija, dlatego może i pora odświeżyć trochę nasze szafy, hm..? Nim gdziekolwiek wyjedziemy.. a ja może też kupię sobie nową suknię.. czy nowy płaszczyk. Poza tym jeszcze czekają mnie zakupy na ten konkurs, nie każę tym wszystkim ludziom przecież przynieść własnych składników.. i do samego sklepu też będzie trochę potrzebne.. - Nellie spoglądała z na pokazowe ubrania, z ożywieniem mówiła o odnowieniu garderoby, co chyba było charakterystyczne dla każdej kobiety. No i rzeczywiście należało zabrać się za uzupełnienie zapasów, choć to trzeba było dobrze zorganizować, ponieważ nie były to małe ilości produktów.
- Jeśli chcesz.. Tak uważasz..? Skoro Tobie się podobają te rzeczy, to i może ja powinienem pomyśleć o ich kupnie.. ale chyba jeszcze nie mam tak sfatygowanych ciuchów, hm? Czy sam tego nie dostrzegam? Chyba aż tak źle nie jest... hehe.. Ale masz rację, dawno nie sprawiliśmy sobie czegoś nowego więc.. czemu nie. Wiem, wiem.. Jednak sporo czasu nie zajmowaliśmy się pracą, że chyba trzeba będzie na nowo do tego przywyknąć.. Przynajmniej wieczorne godziny będą wtedy dla nas.. Jak tak na razie myślę to wcale nie mam chęci na pracę.. - Sweeney również oglądał wystawę mody męskiej, ale dziś akurat nie był w nastroju na takowe zakupy ani myśli czego konkretnie by potrzebował. Wszystko raczej ze względu na to zbliżające się przesłuchanie, psuło mu to humor, przecież mógłby ten czas spędzić tylko z ukochaną, a nie na przykrych rekonstrukcjach wydarzeń z Truro. Objął Panią Lovett ramieniem i tak powoli kierował ją dalej, by już nie stać w miejscu przed jednym sklepem skoro czasu nie mieli tak dużo. - Mam nadzieję, że szybko uporamy się z naszymi gośćmi..
- Absolutnie nie jest źle, aczkolwiek czasem trzeba do sklepu zawitać.. Źle jest wtedy kiedy na przykład mężczyzna chodzi kilka lat w tych samych, zdartych butach i wyraźnie to widać.. Tobie Kochanie jedna koszula więcej na wieszaku nie zaszkodzi, gwarantuję Ci.. Zakupy to przecież sama przyjemność.. Oj wiem, ale musimy wreszcie ruszyć.. Ty będziesz doprowadzał panów na górze do porządku, a ja ich damom będę serwować pyszne dania.. - Nellie jeszcze w marszu zapamiętywała do jakiego sklepu warto zajrzeć, ale i powoli docierało do niej, że ta miła sielanka skończy się niedługo i trzeba będzie zająć się poważniejszymi sprawami. W nią też wstąpił pewien rodzaj leniuszka, że najchętniej aspekt pracy by pominęła, chociaż niestety nie w ten sposób to funkcjonowało. Westchnęła na wspomnienie o policjantach i sama siebie starała się przekonać, że szybko miną te chwile z nimi. - Mnie też to nie cieszy.. chociaż kiedy pomyślę, że pogorszymy sytuację Bernarda, to od razu mam większą motywację do zeznań. Pamiętaj, że potem czas mamy tylko dla siebie.. - No i tak niebawem wreszcie dotarli do swojego domu, gdzie praktycznie zdążyli jedynie zdjąć odzież wierzchnią, kiedy rozległ się dzwonek do drzwi.
- Witamy ponownie.. Pani Lovett.. lepiej się już Pani czuje, hm..? Jestem inspektor Sallivano, a mój kolega to porucznik Johnson.. Byliśmy tu wcześniej, jednak chyba trochę za wcześnie jak na składanie zeznań.. już więcej się to nie powtórzy.. - Panowie jeden po drugim ucałowali dłoń kobiety zachowując się w ten sposób dżentelmeńsko, a za chwilę cała czwórka przeszła do salonu. Nellie jeszcze w międzyczasie odpowiadała na słowa inspektora.
- Dzień dobry panom.. Tak, dziękuję.. No cóż, nic się nie stało.. normalnie pewnie bylibyśmy o tej porze na nogach, ale wciąż regenerujemy siły po spotkaniu z Turpinem.. Więcej.. to znaczy.. że jeszcze nie raz się spotkamy..? - Pani Lovett wskazała im na krzesła przy stole i jednocześnie spojrzała na mężczyzn pytająco. - Kawy.. herbaty.. soku..? - Oni zaś spojrzeli na siebie, położyli swoje teczki na stole i zasiedli do niego.
- Ja poproszę kawę.. - odpowiedział Sallivano.
- A ja szklankę wody, jeśli nie jest to problemem.. - odparł z lekkim uśmiechem na twarzy porucznik. Na to Sweeney poszedł do kuchni, by przygotować napoje, bo przecież on widział się z policjantami już wcześniej więc mógł zostawić z nimi kobietę na chwilę. Czekał aż woda na kawę i herbatę się zagotuje, a w tym czasie włożył jeszcze do miseczki ciastka na poczęstunek.
- Chodzi głównie o to, że mogą być Państwo ważnym źródłem informacji nie tylko w sprawie morderstw w Truro i torturowania pana Sweeney'a.. Sędzia ma zdecydowanie wiele więcej rzeczy za kołnierzem, a Państwo będą jednymi z niewielu osób, które mogą zeznać to w sądzie.. jeśli oczywiście się zgodzicie.. My po prostu nie możemy pozwolić na to, by człowiek takiego pokroju dalej sądził ludzi! To jego trzeba osądzić, raz a dobrze.. Wiem, że mogą być Państwo niezadowoleni z przenosin aresztowanego i jego sprawy do Londynu, gdzie ewidentnie ma znajomości, lecz nasz oddział mimo, że oddaje sprawę Londynowi, to w końcu rozpoczął całe śledztwo i ma do niego pewien wgląd.. Nie jesteśmy tutaj na marne, naprawdę.. Choćbyśmy mieli zatrudnić się w tutejszej policji by zamknąć Turpina na dłużej, to jesteśmy w stanie tak zrobić.. - Inspektor Mark wyciągnął ze swojej teczki stos dokumentów, któremu chwilę się przyjrzał, po czym odnalazł puste kartki, na których miał zamiar sobie zapisywać to co usłyszy. Drugi z policjantów cechował się większą sztywnością i spokojem, nie mówił tyle co jego kolega, a raczej naśladował jego ruchy. Mimo to i po jednym i po drugim widać było, że są sprawie oddani i może rzeczywiście byliby gotowi żyć w Londynie przez jakiś czas tylko dla tego jednego postępowania. W końcu do salonu wrócił Todd z tacką i usiadł przy ukochanej po tym jak postawił naczynia z napojami przed każdym i ciasteczka na środku.
- Mimo wszystko to tylko obietnice.. Zajmiecie się panowie tą sprawą dalej..? Ale w jaki sposób.. Londyn to zdecydowanie większa instytucja niż Truro, tu nie znajdziecie pracy na ładne oczy.. wszystkim do tej pory zarządzały pewnie znajomości Turpina, ktoś może zorientować się, że macie konkretny cel w tym swoim zatrudnieniu i wygnać tak jak mnie.. Poza tym sam nie wiem, czy decydować się na wędrówki po sądach.. ze znajomymi Turpina to będzie jak walka z wiatrakami.. Są na pewno dobrze opłaceni, by w razie kłopotów szefa wydostać go z nich.. - Golibroda zrobił dość posępną minę. Nawet nie przejmował się tym, czy urazi policjantów czy nie.. Chciał jedynie wyrazić swoją opinię, a żałosne były dla niego ich słowa, że będą chcieli pomóc. Przecież nie pochodzili stąd i nie mieli żadnego pojęcia jak mają się tutaj sprawy i jak bardzo Sędzia podporządkował sobie stolicę. Nellie spojrzała na Sweeney'a i dotknęła jego dłoni zostając w tym dotyku na dłużej.
- Cóż.. nie da się ukryć, że Sweet... Sweeney ma rację.. Sam entuzjazm tutaj nie wystarczy. Nie da się po prostu przejść z jednego oddziału zajmującego się sprawą do drugiego, wyczują to.. Fakt, że Sędzia zostaje przeniesiony do nas pogrzebał wszystkie nadzieje, niewiele da się zrobić.. Ja wiem, że Panowie są jednymi z nielicznych, którzy chcą nam pomóc.. że to tylko dobre chęci.. ale jest jak jest.. i ciężko to zmienić.. Turpin czuje się tutaj jak królowa i na pewno przekona swoich, by proces się nie dłużył.. żeby nie powstała zbyt wielka afera.. I nie ma moim zdaniem sensu wycieczka po sądach, jeśli od razu wiemy że przegramy i Bóg wie co się stanie z nami potem przez, to że publicznie mu się sprzeciwiliśmy.. - Nellie napiła się herbaty i cicho westchnęła. Sweeney'a lepiej było nie denerwować właśnie w tych tematach o których ludzie z zewnątrz nie mieli zielonego pojęcia, dlatego starała się jednak hamować, tonować słowa panów, które w jej obawach mogły przerodzić się w coś mniej milszego.
- Wiem, że oboje przeżyli Państwo dzięki niemu złe chwile..! Ale czemu od razu zakładać, że wszystko znów źle się skończy.. Bez urazy, ale to my pracujemy w policji i wiemy na co jest nas stać.. a w tej sytuacji jesteśmy akurat gotowi na wiele.. Nie warto chociaż zaryzykować walki z Turpinem..? Skoro inni nie chcą pomóc, to może warto jednak nas nie odrzucać..?! - inspektor podburzył się na słowa zarówno kobiety, jak i mężczyzny. Zrobił łyk małej czarnej, ale filiżankę złapał z takim rozmachem, że wylał jeszcze kilka kropel na swoje papiery na co prawie zabluźnił, ale ostatecznie powstrzymał się od tego ze względu na kobietę. Pani Lovett zaoferowała mu pomoc z uporaniem się z plamami, jednakże niewiele dało zrobić się z kawą na papierze.
- Mark.. do cholery.. uspokój się..! Przepraszam Panią za te słowa.. lecz mój towarzysz czasami zbytnio się emocjonuje i widać jakie są tego skutki.. Ech.. Przyszliśmy tutaj by spisać zeznania, a nie dyskutować i się przy tym denerwować.. Chcielibyśmy usłyszeć Pani wersję wydarzeń, od samego początku.. - Odparł spokojnie porucznik Johnson do Nellie, która zaraz przeszła do swojej opowieści. Sweeney oczywiście słuchał jej w tym czasie, lecz i w pewnych momentach wyłączał się, a jego twarz przybierała dość bolesny wyraz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.