SCM Music Player.

Bohaterowie.

środa, 13 kwietnia 2016

Part 334.

- Panie Todd...? Wszystko w porządku...? - Satan spojrzał na Sweeney'a i zszedł nieco po schodach do Todd'a, który spojrzał na niego przez chwilę i przytaknął szybko, a Satan mimo wszystko zagrodził mu drogę, na co Todd niemal warknął, poza tym czuł jak jego serce mimowolnie przyspieszyło uderzenia. - Mogę przejść? Powiedziałem, że jest dobrze.. - Todd był niemal wściekły, ale starał się opanować, w końcu Satan nie był temu winny, ale ciężko mu to wychodziło mimo wszystko. A Satan odparł zaraz spokojnie i uśmiechnął się do Sweeney'a kładąc lekko dłoń na jego ramieniu. - Panie Todd... zajmę tylko chwileczkę... - Todd westchnął, przełknął ślinę i odparł ale mimo to jego twarz nie była zbyt zadowolona. - Więc słucham... O co chodzi..? - Satan zabrał po chwili głos i zaciągnął się papierosem. - Stało się coś Panie Todd... wygląda Pan na zdenerwowanego, może mogę jakoś Panu pomóc..? Dawno Pana nie widziałem.. wyjechał Pan..? Większość Pana klientów zaczęło zaglądać do mnie, więc się zdziwiłem.. - Sweeney miał nieco zakłopotane spojrzenie, ale zaraz odezwał się do byłego szefa. - Nie, nie.. nieważne... Dziękuję, ale naprawdę nie trzeba. Tak, trochę mnie tu nie było... Heh, powinien się Pan w takim razie cieszyć, że jednak konkurencja, że tak powiem, przyszła do Pana.. W końcu może moi klienci zostaną u Pana na dłużej... - Wzruszył ramionami, a zaraz spojrzał na wychodzącego klienta z salonu Satan'a, z którym się żegnał, a zaraz wchodził kolejny, który poznał i Todd'a, bo w końcu przyszedł do konkurencji.
- Panie Todd..! No w końcu Pana widzę..! Kiedy będę mógł do Pana zajrzeć..? - Satan spoglądał jakby z takim zawodem, na klienta, który widać, było wolał jednak Todd'a zakłada niż jego, ale co mógł na to poradzić, a Sweeney po chwili odezwał się. - Witam Panie Stanson. Hm... nie wiem.. może za jakieś dwa tygodnie.. Teraz na pewno nie... - Mężczyzna przytaknął i nieco zawiedziony wszedł do zakładu Satana, który zastanawiał się czemu Sweeney nie pracował, miał jakieś problemy? - Zakasłał poprzez zaciągnięcie się dymem papierosowym i rzekł po chwili.
- Jeszcze wolne od pracy? - Golibroda przytaknął i odparł poza tym chciał już odejść i powoli udać się jeszcze na zakupy i wrócić do domu, poza tym poczuł się nieco słabo na serce i wypuścił powietrze z ust.
- Tak, jeszcze wolne... Przepraszam, ale muszę już iść...  Do widzenia.. - Sweeney po chwili ominął byłego pracodawce i zaraz ruszył szybciej, ale po chwili musiał zwolnić, bo jego nogi odmówiły mu nieco posłuszeństwa, a zaraz dostał się do wnętrza sklepu wielobranżowego i podszedł do lady, gdzie stał sprzedawca, a Sweeney zaraz poprosił wodę, za którą zapłacił, sprzedawca zdjął mu kapsel z butelki, a Sweeney zaraz napił się wody mineralnej. - Taki kac..? - Sprzedawca zdziwił się na to jak szybko Sweeney upijał wodę z butelki, a golibroda po chwili oddechach po napiciu się wody odparł.
- Nie, to nie kac... Po prostu poczułem się jakoś słabo na ulicy... teraz mi lepiej... A skoro już tu jestem zrobię u Pana zakupy.. Tylko gdzie ja mam ta kartkę.. Ech.. - Sweeney przeszukiwał swoje kieszenie, a sprzedawca pytał, czy może lekarza ma wezwać, czy jakoś mu pomóc, ale Sweeney nic nie chciał. Wkrótce zrobił zakupy u sklepikarza i jak tylko poczuł się lepiej opuścił jego lokal i udał się powoli do domu. Choć jeszcze wstąpił do jednego sklepu ze słodkościami, gdzie kupił ładnie zapakowane pudełeczko wyjątkowych pralin dla Nellie, a w sklepie niedaleko zakupił zabawkę dla wnuka. W końcu nie mógł inaczej, zresztą jako dziadek powinien jakoś pokazać dziecku, że jest dla niego ważne, zarówno jego córka, jak i wnuczek. Pewnie Johanna od niego nie przyjęłaby prezentu, ale skoro prezent był dla wnuka, nikt nie odmawiał takich upominków.
W tym czasie Johanna powoli opuszczała już dom Pani Lovett z synkiem, ale chciała jeszcze dowiedzieć się nieco o ślubnych sprawach, poza tym chciała też doradzić sie kobiecej reki, co będzie jej pasować bądź nie, bo przyniosła kilka katalogów. A gdy powoli wyszła, no oczywiście, dalej była co nieco zawiedziona, że nie spotkała się ze Sweeney'em, ale może uda się jej to kolejnym razem. Zaś Isabel zaraz, gdy Nellie została z nią sama odezwała się. - Och jaka ona zakochana, aż żal patrzeć... A co się dzieje z Tobą? Coś nie tak ze Sweeney'em, pokłóciłaś się z nim? Nie chciał Cie przytulić na noc..? - Zaśmiała się, ale jednocześnie martwiła o przyjaciółkę i dotknęła jej dłoni, a zaraz Nellie odezwała się z początku chichocząc. - Tak, wiem o tym.. Och nie śmiem przecież powiedzieć Johannie, że ten ślub będzie katastrofą, poza tym Sweeney nie chcę by do niego doszło i ja tak samo.. Och nie pokłóciłam się z nim... Między nami jest wszystko dobrze.. Wczoraj miło spędziliśmy razem czas, choć zmartwiłam się, że nie chciał nic jeść.. Wczoraj zjadł tylko obiad, a potem już jedynie napił się może dwa razy herbaty i to wszystko.. A ja. Och, mam właśnie dni, w których sama wiesz jak jesteśmy drażliwe.. Przez to nie najlepiej się czuję, rano byłam trochę drażliwa i jak widzisz Sweeney to wyczuł i wyszedł, co prawda poszedł pozałatwiać kilka spraw, ale nie chciałam by czuł się w moim otoczeniu źle. Nie chce przecież być zołzą przez te dni, a tym bardziej wyżywać się na nim. - Spojrzała na swoją przyjaciółkę, która przytaknęła, ale mimo to była ciekawa związku Nellie ze Sweeney'em, a jednocześnie łączyła się z Nellie w bólu, jaki kobieta przeżywała przez te dni, które właśnie się zaczęły. - Rozumiem, och Nellie musisz odpocząć, jesteś trochę blada na twarzy, może powinnaś się położyć? Rozgrzać, to pomaga by nie bolało... termofor jest dobry na bóle, tam gdzie boli, krzyż, brzuch... i na pewno coś by pomogło, leki przeciwbólowe? To ze Sweeney'em jest tak dobrze? No nawet bym nie sądziła, że ten ponuraczek będzie taki odmieniony hehe, wybacz.. Ale Sweeney zawsze wydaje mi się taki troszkę mroczny. A gdzie on poszedł, że już tyle czasu go nie ma? Wysłałaś go po mąkę do innego miasta czy co? - Nellie pokręciła głową, lecz nim zabrała głos, właśnie pojawił się Pan Todd z zakupami i zaraz przywitał z Isabel, Nellie i poszedł do kuchni kładąc wszystko na stole i oparł się dłońmi o blat. Dalej był wściekły na to co dziś widział, nie takiej przyszłości oczekiwał dla swojego dziecka! Nellie zmarszczyła czoło, bo widziała, że Sweeney nie wrócił w najlepszym nastroju i na moment przeprosiła Isabel udając się do kuchni i podeszła bliżej Todd'a. - Sweeney? Coś się stało? - Dotknęła lekko jego ramienia i szeptała, a mężczyzna po chwili odparł.
- Jak Johanna w najbliższym czasie nie dowie się, że jej "narzeczony" ją zdradza to przysięgam, że go zabiję! Widziałem Charles'a w tej samej okolicy co Ty widziałaś go ostatnio.. łajdaczył się przy wozie, którym rozwozi towar z jakąś kobietą... patrzyłem przez chwilę, ale nie mogłem dłużej, bo rozszarpałbym go na strzępy! Jest obrzydliwy, a pewnie nocami dobiera się do mojej córki... nie daruję mu tego, po prostu nie daruję! Jak można być tak obłudnym, mojej córce świeci w oczy i łże jak cholernie ciężko pracuje, a pomiędzy rozwożeniem towaru od klienta, do klienta, zabawia się z kobietami.. bo na pewno ona nie jest jedyną..! Po prostu szlag mnie trafia, jak o tym pomyślę, w końcu tu chodzi o moje dziecko..! - Nellie dotknęła ramienia mężczyzny, czuła że jego mięśnie były spięte i naprawdę był chyba zdolny do wszystkiego, a mimo to powstrzymywał się przed najgorszym. Kobieta rozumiała go, już chciała coś powiedzieć jak zauważyła Isabel zaglądającą do kuchni, gdy opierała się o futrynę i zabrała głos. - Słyszałam o czym rozmawiacie, wybacz Nellie, Panie Todd... myślę, że im dalej to brnie tym będzie gorzej, dla Johanny przede wszystkim... A jak wygląda jej narzeczony, zresztą wielu mężczyzn może wyglądać jak on... - Wzruszyła ramionami, mimo to gardziła zdrajcami, gdyż dawno temu sama została zdradzona i nie potrafiła zrozumieć jak mężczyźni mogą tak perfidnie postępować. Todd spojrzał na kobietę i zaraz nalał do szklanki nieco wody z czajnika i się jej napił.
- Nieważne jak on wygląda, ważne jest to, że krzywdzi moje dziecko... Jak on śmie..! Właśnie odprawiał prawie orgie na moich oczach.. nie ma za krzty kultury, nawet z tą swoją cholerną zdradą nie kryje się.. Do tego ta kobieta, nie jest na pewno ani prostytutką, ani kobieta, która biegnie na jego pieniądze, zresztą Charles groszem nie śmierdzi, więc to spotkania na tle seksualnym, bo o co innego by chodziło?! Idiota, kompletny idiota, w stosunku do mojej córki zachowuje sie jak ułożony prawnik, którym nawet nie jest, a przy tej kobiecie zachowuje się jak jakiś niezaspokojony ogier...! To obrzydliwe, naprawdę obrzydliwe..! - Westchnął i zaczął rozpakowywać zakupy jakie zrobił, Nellie pogładziła ramiona Sweeney'a i pomogła mu z zakupami oczywiście, z tego wszystkiego nie kupił już kwiatów dla kobiety jak zamierzał, ale z jednej torby wyjął podarek w postaci pralinek i wręczył go Nellie całując jej policzek. Kobieta uśmiechnęła się i podziękowała mu za ten prezent, jak i odwzajemniła buziaka.
- Sweeney, dziękuje Ci za smakołyk, Isabel widzisz jakiego kochanego mam mężczyznę. Kochanie, co do Johanny i tego Charles'a na pewno niebawem wszystko się wyjaśni, poza tym, sprawimy, by Johanna sama niestety przekonała się o tym jaki jest jej narzeczony. Isabel, może zjesz z nami obiad, hm? - Isabel zaraz zaprzeczyła, nie chciała im przeszkadzać poza tym Sweeney nie był w nastroju i wolała go nie drażnić swoją obecnością. Dlatego, gdy pożegnali się z Isabel, Nellie krzątała się w ciszy ze Sweeney'em w kuchni, aż do chwili, gdy był dzwonek do drzwi i Sweeney ruszył sprawdzić kto to.
Jak się okazało była to Johanna z synkiem, Sweeney otworzył drzwi i wpuścił kobietę z dzieckiem do środka. Kobieta była uradowana tym, że go widzi i nim Sweeney spytał co ją do nich sprowadza i pogłaskał wnuczka po włoskach. - Witam Panie Todd, przepraszam, że nachodzę, byłam już u Państwa widziałam się z Panią Lovett, ale zapomniałam z tego wszystkiego zabrać swojej torby, och jestem dziś troszkę rozkojarzona... - Uśmiechnęła się przepraszająco do mężczyzny i Sweeney przepuścił kobietę, w końcu nie wiedział, gdzie zostawiła torbę. - Witam. Nic się nie stało. A jak ma się mały zuch? Zdrowy synek? Dawno Cię nie widziałem, wiesz? - Sweeney przejął od kobiety wnuczka i przytulił go do siebie, gdy tylko miał go w ramionach. Uśmiechnął się do dziecka, a po chwili Nellie wyjrzała sprawdzić kto przyszedł, a gdy widziała Johannę nieco zaskoczył ją ten widok.
- Johanno? Coś się stało? - Spoglądała na nią spokojnie i uśmiechnęła się lekko na widok Sweeney'a, który trzymał swojego wnuka w ramionach, co ją rozczuliło. A zaraz z tego zapatrzenia obudziła się, gdy Johanna zabrała głos. - Nie, nie, ale z tego wszystkiego nie zabrałam swojej torby... Ech, przez te przygotowania do ślubu czasem tracę głowę. My już uciekamy, nie będziemy Państwu przeszkadzać... - Uśmiechnęła się delikatnie, a Sweeney poszedł z dzieckiem do kuchni i zabrał z blatu pluszaka dla dziecka, którego Nellie zdążyła już wyjąć z torby. - Panie Todd.. gdzie się Pan podział z Tommy'm..? - Zaśmiała się córka Todd'a, gdy ten zniknął jej z oczu ze swoim dzieckiem, a Todd zaraz wyjrzał z kuchni i odparł. - Tutaj jestem. Mamy prezent dla Tommy'ego... A spieszy się Pani, może zostanie z nami na obiad..? Isabel uciekła.. Pani też chce uciec..? Przygotowania do ślubu nie uciekną, poza tym codziennie chyba się Pani tym nie kłopocze.. - Johanna nie wiedziała co powiedzieć na słowa mężczyzny trochę ją zaskoczył, oczywiście to miłe było z ich strony, że podarowali prezent dla synka młodej kobiety. Była im bardzo wdzięczna, choć nie musieli nic kupować, przynajmniej w jej ocenie tak było. Nellie oczywiście przytaknęła na słowa mężczyzny, poza tym widziała ten błysk w oku Johanny, gdy rozpromieniała się na widok swojego ojca, na którego jeszcze z godzinę temu nie napatoczyła się. Może to był jakiś znak? Powrót Pana Todd'a z miasta i powrót Johanny po zagubioną torbę? - Och tak zostań Johanno... Inne obowiązki na pewno nie uciekną, poza tym pewnie tylko z Bertą jesteś w domu... Charlie pracuje.. - Oczywiście słowa i Charles'ie przeszły jej ciężko przez gardło tym bardziej czasownik, bo wiedziała jak "pracuje" jej narzeczony, przyszły mąż, wierny do bólu! - ... Berta chyba się nie obrazi, że Cię dłużej nie będzie, prawda? Poza tym mamy dobry obiad.. Tommy'm my staruszki się nacieszymy, wiesz jak dzieci wpływają na dorosłych.. - Kobieta słysząc te wszystkie argumenty, chyba nie potrafiła odmówić, była nieco zakłopotana oczywiście, ale mimo to cieszyło ją to, że z obojgiem mogła spędzić trochę czasu, poza tym Sweeney już zadbał o dziecko, kiedy wyszedł do kobiet i Tommy już z buteleczki pił ciepłego mleka, co Sweeney lekko podgrzał. A skąd mieli naczynie dla dziecka? Butelkę? No cóż, Sweeney z Nellie o to zadbał jakiś czas temu, właśnie na takie okazje jak ta. Zaraz też odezwał sie do córki spokojnym głosem. - A Tommy głodny jest? Może zrobić mu trochę kaszki? - Pytał, bo przecież nie miał pojęcia, czy dziecko było najedzone, czy głodne, w końcu mleczka mu nie odmówiło. Sweeney starał pozbyć się też tych podłych myśli jakie prześladowały go łącznie z wizją,, z jego wyjścia, gdzie widział narzeczonego swojej córki z obcą kobietą w objęciach. Tym bardziej, że Tommy był dla niego takim małym cukiereczkiem, którym mógłby opiekować się przy każdej dobrej okazji, przypomnieć sobie, jak to jest zajmować się dzieckiem. W końcu okazji w stosunku do własnej córki nie miał zbyt wiele. Była dzieckiem, małym niemowlęciem, kiedy została mu odebrana i nadal nie potrafił się z tym faktem pogodzić. A zaraz Nellie dodała po chwili i wycierała ręce w ścierkę. - To jak? Dziś mamy zupę pomidorową... A na drugie danie, może naleśniki? Sweeney kupiłeś warzywa o które prosiłam? - Todd przytaknął Nellie i zaraz przekazał Tommy'ego Johannie kiedy skończył pić mleczko i  poszedł na część sklepową, skąd przyniósł krzesełko ze stoliczkiem dla małych dzieci, by Tommy mógł sobie usiąść we własnym miejscu, a nie na kolanach mamy i zaraz Tommy wylądował w miękkim foteliku drewnianym wyścielonym miękkim pokrowcem niczym leżak ogrodowy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.