SCM Music Player.

Bohaterowie.

niedziela, 24 kwietnia 2016

Part 335.

- Hm.. w takim razie zostaniemy troszeczkę dłużej.. czemu nie.. Obowiązki mogą poczekać, też należy nam się chwila wolnego czasu.. Mam w torbie specjalną kaszę dla małego.. jeśli mogę skorzystać z kuchni to zrobiłabym ją.. Tommy ma alergię na pewnie składniki, dlatego nie kupujemy tej znanej kaszki, dostępnej we wszystkich sklepach.. - Johanna uśmiechnęła się do Todd'a i Lovett, po czym sięgnęła do swojej torby by wyjąć z niej wszystkie potrzebne przedmioty i nie brać jej całej do kuchni. Była pod wrażeniem, że dom na Fleet Street tak doskonale był przygotowany na pojawienie się malucha. Przeszło jej przez myśl, że być może jest w tym coś na rzeczy, że nie chodzi tu tylko o pomoc młodym matkom-klientkom sklepu gospodyni, lecz i może to właśnie ona spodziewała się dziecka i ku temu były w kuchni te wszelkie specjalne naczynia. Johanna przecież nie pomyślałaby, że kupiliby te przybory ze względu na jej wizyty, a Pani Lovett i Pan Todd wbrew temu co Nellie powiedziała niedawno, nie są w takim wieku by nie móc już mieć dziecka. Sweeney z córką za chwilę zniknął w kuchni, a Nellie usiadła obok malca, który teoretycznie miał bezpieczne miejsce w foteliku, ale i tak wolała znaleźć się koło niego i pobyć przez chwilę z małym dzieckiem. Bawił się misiem, którego dostał, jednak kiedy obok pojawiła się dla niego nieznajoma postać, przyjrzał się jej tak uważnie jak tylko było na to go stać. Kobieta spoglądała na syna Johanny, nawet miała wrażenie, że widzi w nim pewne podobieństwo do Sweeney'a. Miał jego piękne, brązowe oczy i ciemne włosy, w czym na pewno ręce maczały geny, ponieważ Johanna była blondynką o niebieskich oczach, a Charles miał co prawda ciemniejsze oczy i włosy, ale ich dziecko widocznie tak bardzo nie przejęło cech ojca.
- Jesteś podobny do dziadka, wiesz..? A do tego taki uroczy.. - Nellie szepnęła do dziecka i uśmiechnęła się do niego. Tommy jeszcze co prawda nie zachowywał się w stosunku do niej tak pewnie, ale zmieniło się to kiedy podniosła z podłogi misia, który mu spadł. Wtedy chłopiec jakby zyskał do niej większe zaufanie i sam wyciągnął do niej rączki, by wydostać się z fotelika i pobyć trochę w ramionach kobiety. Pokazywała mu różne rzeczy w pokoju, przemieszczając się po nim, opowiadała mu o różnych rzeczach, by szybko się nie znudził, chociaż i tak nie rozumiał z tego zbyt wiele. Czuła się dobrze w tej sytuacji, a wręcz budziły się w niej uczucia o jakich istnieniu nawet nie miała pojęcia. Wcześniej unikała dzieci, teraz - marzyła by biegał tu właśnie taki malec jak Tommy, owoc jej miłości ze Sweetiem.
Niedługo potem w pokoju znów pojawił się Sweeney wraz z Johanną i chwilowo obserwowali jak Pani Lovett dobrze porozumiewa się z Tommy'm, pokazuje mu przez okno różne sytuacje, które mają miejsce na ulicy. Sweetie przyglądał się swojej ukochanej i uznał, że jest to urokliwy obrazek, zwłaszcza kiedy jego wnuczek zaczepiał paluszkami o włosy Nellie. Spory uśmiech wpełzł na twarz golibrody, po czym odezwał się.
- Nellie.. już jesteśmy, kaszka gotowa.. Więc na drugie danie planujemy naleśniki, hm..? Podgrzewać już zupę..? - Podał córce miseczkę z kaszką i postawił krzesło przy foteliku, by Johanna mogła usiąść i nakarmić Tommy'ego. Nellie zaś odeszła od okna, a Sweeney przejął od niej malca i posadził go na miejscu.
- Tak, zaraz usmażę.. Posiedź tutaj z Johanną i Tommy'm, by nie byli sami, a ja zajmę się obiadem.. Polubiliśmy się z małym.. jest bardzo grzeczny, nie to co w domu.. chyba musicie przybywać tutaj częściej Johanno.. - Nellie uśmiechnęła się do córki Todd'a, popatrzyła na całą trójkę jeszcze przez chwilkę, a następnie zniknęła w kuchni. Chciała zostawić Sweeney'a z córką, dać im ten wspólny czas, którego na pewno będzie więcej za jakiś czas, lecz to był już jakiś rodzaj wstępu. Włączyła garnek z zupą pomidorową i zaraz po tym zabrała się za przygotowanie naleśników. Do tego zaniosła do jadalni dzbanek pełen herbaty wraz z różnymi dżemami, które każdy mógł sobie nałożyć wedle uznania i pokrojone ciasto na deser. Wkrótce wszyscy zabrali się do jedzenia, a Tommy nieco już znużony usnął w foteliku, lecz został przeniesiony na kanapę dla większej wygody. Za to między dorosłymi toczyły się różnego rodzaju rozmowy, lecz na pewno nie było ponuro i wszyscy dogadywali się ze sobą. Nie był to w końcu pierwszy obiad czy pierwsza wizyta Johanny.
Mimo wszystko tematem, którego starali się najbardziej unikać był ślub młodej kobiety, co wcale nie było takie proste zwłaszcza kiedy wydarzenie coraz bardziej się zbliżało i było jak najbardziej na topie. Jednak w pewnym momencie córka golibrody wstała od stołu, sięgnęła do swojej torby i wyciągnęła z niej kopertę. Sweeney spojrzał na Nellie, a ona na niego, nie wiedzieli czego się teraz spodziewać.
- Głównym powodem, dla którego chciałam się dzisiaj spotkać z państwem.. to zaproszenie.. Wiem jak to wygląda, że robię to sama, nie z Charlie'm.. jak należy.. Lecz jest bardzo zapracowanym człowiekiem, w weekendy ostatnio też.. dlatego nie chcę go fatygować do chodzenia po różnych domach.. A ślub zbliża się coraz bardziej.. dlatego nie wypada mi nic nie wspominać o zaproszeniu  podczas kolejnych odwiedzin u państwa.. po prostu źle się z tym czuję.. - Spojrzała na nich w pewnym sensie przepraszająco, a do tego czuła się trochę głupio wspominając pewną rozmowę o Charlesie, która miała miejsce właśnie w tym domu, głównie z racji tego, że nie podjęła kroków by dowiedzieć się czegoś więcej o narzeczonym. Tym bardziej sprowadzić go tutaj przynajmniej by ich zaprosić i pokazać, że jednak nie jest taka samotna w organizacji ślubu.
Para podniosła się z krzeseł. Oboje doświadczali teraz różnych emocji, mieli chęć wyznać jej prawdę, lecz przecież musieli jeszcze zachować to w tajemnicy. - Będzie to dla nas zaszczyt jeśli pojawią się państwo zarówno na ślubie, jak i weselu.. 28 maja.. w katedrze św. Pawła.. Wszystkie informacje są właściwie w środku.. Charlie dotrzeć dzisiaj nie mógł, ale wtedy pojawi się na pewno.. - Johanna uśmiechnęła się do nich i wręczyła zaproszenie Nellie, która zaraz ją przytuliła. Musiała trochę wydobyć z siebie aktorkę, która ogromnie cieszy się na ten ślub, ale nie wyszło jej to tak źle.
- Dziękujemy, dziękujemy..! Z pewnością przybędziemy... - Nellie otworzyła kopertę, z której wydobyła ozdobne zaproszenie, zajrzała do środka i przyjrzała się mu z ciekawością. Po niej kawałek eleganckiego papieru przejął Sweeney, który poczuł taki żal w sercu, że jego córka wkłada tyle swoich starań w ten ślub, a sama przekona się wkrótce, że ten związek to jedna wielka pomyłka. Jak nie jej największa życiowa pomyłka. Mimo to uśmiechnął się i nie dał jej w żaden sposób poznać swoich myśli.
Można więc rzec, że popołudnie spędzili w dobrym nastroju i towarzystwie. Johanna z synkiem opuścili Fleet Street w okolicach 19. Po tym Sweeney zajął się zmywaniem i sprzątaniem, spotkanie z córką i wnukiem owszem wywołało w nim pozytywne emocje, ale wciąż widział Charlesa obściskującego się z nieznajomą, a widok zaproszenia wywoływał w nim wściekłość. Dlatego też prędko znalazło się w koszu. Nellie doskonale wiedząc o czym myśli mężczyzna wolała się trochę usunąć, nie chciała po prostu kolejny raz zapewniać go o tym, że niebawem skończy się ta chora sytuacja, a Johanna dowie się prawdy. Potrzebowali nieco wolnej przestrzeni na własne przemyślenia, co nie znaczy, że nie okazali sobie czułości przed snem. Jednak do tej pory Nellie zażyła długiej, gorącej kąpieli, przeczytała dość sporo stron pewnej tragedii Szekspira, a nawet rozmawiała z kolejną chętną na posadę w jej sklepie panią. Sweeney po uprzątnięciu w kuchni, zszedł do piwnicy i tam zajął się renowacją krzesła, które już dawno się o to prosiło. Jednakże czynił to głównie po to, by zająć czymś swoje myśli.
(...)
Kolejny tydzień minął dość szybko. Właściwie każdy kolejny dzień wyglądał podobnie. Pan Todd często wychodził z domu, brał ze sobą notes i ołówek, niczym jak detektyw na tropie śledztwa. Przyczyna tych wszystkich wyjść i dość specyficznych zachowań, była z innej perspektywy dość dziwna i podejrzana, jednak oczywiste było, że golibroda śledzi Charlesa. Chciał poznać wszystkie jego ścieżki, sklepy do których dostarczał alkohole i ilość kobiet z jakimi zabawiał się przy większości z nich, choć o tym chyba najmniej akurat chciał wiedzieć. Przez te wycieczki często wracał do domu bardzo zmęczony, przez dość długie spacery i zły przez to co zobaczył nie mogąc jeszcze zainterweniować. Nellie zdecydowanie nie była z tego faktu zadowolona. Miała go co prawda przy sobie, jednak brakowało jej tych czułych chwil pomiędzy nimi i świadomości, że myśli głównie o niej, a nie o tym jak zlikwidować Charlesa za jego zdrady, ponieważ nawet mimo swoich starań był nieobecny.
Należy jednak przyznać, że dowiedział się dość sporo, poznał zasięg jego dostaw ograniczający się do ścisłego centrum Londynu oraz to, że pod tymi większymi galeriami alkoholi zawsze czekały na niego kobiety, stałe kochanki. Dokładnie trzy - dwie brunetki i ruda. Sweeney może nie tak bardzo znał, ale kojarzył męża jednego z nich, ponieważ był to znajomy jego dobrego znajomego. A że była to nie tylko jednostronna zdrada Charlesa, ale i wina tej kobiety zamierzał powiadomić również jej mężczyznę. Może był mściwy, ale chciał sprawić żeby wszystkie zaangażowane w cierpienie Johanny osoby poniosły jakieś konsekwencje.
Pani Lovett również nie narzekała w tym czasie na brak pracy. Na początku nawet nie podejrzewała, że do konkursu zgłosi się tyle osób. Ostatecznie uzbierało się ich około trzydziestu. Lecz przeprowadzenie konkursu przy takiej ilości osób było zwyczajnie niemożliwe, lub trwałoby co najmniej tydzień. Liczbę należało ograniczyć do maksymalnie dziesięciu, a głównym kryterium okazało się miejsce zamieszkania potencjalnych pracowników.
Nellie liczyła na kogoś, kto zamieszkuje niedaleko Fleet Street i poniekąd żałowała, że nie napisała tej informacji na ogłoszeniu, ponieważ możliwe, że straciła świetnego kucharza przez jego dalszy od sklepu adres. Jednak na to nic nie dało się poradzić, kobieta szukała dość elastycznego pracownika, który nawet poza godzinami pracy był w stanie jej pomóc, a nie dojeżdżać w tym czasie powozem. Wszelkie osoby zostały poinformowane i kolejnym etapem było przygotowanie potrzebnych produktów. Zostały one zakupione nie tylko w celach konkursowych, lecz i na można rzecz - nowe otwarcie sklepu. Było ich naprawdę sporo, wypełniły jeden z większych dostawczych wozów i pochłonęły sporą ilość pieniędzy, lecz Pani Lovett wierzyła, że te wszelkie koszty się zwrócą, a ruch będzie duży bo w końcu wiele osób oznajmiło jej swoją tęsknotę za słynnymi słodkościami czy potrawami. Oprócz tego w mieście pojawiły się promocyjne plakaty, mające poinformować londyńczyków o wznowieniu działalności sklepu w kolejnym tygodniu.
(...)
Dzień konkursu na stanowisko pracy u boku Pani Lovett. Punktualnie o 12, wszyscy zakwalifikowani do drugiego etapu zjawili się przed sklepem. Niebawem zostali wpuszczeni do środka, pozbyli się swojej odzieży wierzchniej i zasiedli przy stolikach przeznaczonych dla gości, by posłuchać co przyszła szefowa ma do powiedzenia.
- Witajcie! Jest mi niezmiernie miło gościć was tutaj. Gościć osoby, pasjonatów gotowania pośród których jest zwycięzca - osoba, która zachwyci mnie swoją pomysłowością i wybitnymi zdolnościami kulinarnymi.. Co do tego należy się jednak uzbroić w cierpliwość. Nie ukrywam, że całe przedsięwzięcie zajmie nam większość dnia. Nigdy nie brałam uwagi, że moja działalność rozwinie się do tego stopnia, że będę potrzebowała pomocy.. Z tego względu moja kuchnia nie jest zbyt wielka i postanowiłam konkurs podzielić na pięć tur, po dwie osoby.. Zaraz wymienię poszczególne nazwiska. Przygotować należy: danie główne i deser. Nie określam co dokładnie, ponieważ liczę tu na.. jak już wcześniej wspominałam kreatywność.. Nie muszę również wymagać tych samych dań od dziesięciu osób, ponieważ na podstawie tego, co przygotujecie też dojdę do pewnych wniosków.. Wasze wytwory mogą zarówno od razu przekreślić jak i oczarować. Na przygotowanie tego, czym zamierzacie mnie zachwycić macie dokładnie godzinę i piętnaście minut. Pierwszymi konkurentami są.. pan Collins i pani Johnson. Wszystkie składniki znajdują się w kuchni. Do dzieła! - Nellie uśmiechnęła się zachęcająco do wszystkich znajdujących się tutaj i kiedy pierwsze osoby zniknęły w kuchni, odetchnęła. Nie bała się publicznych wystąpień, lecz jednak zagnieździł się w niej stres, sama dokładnie nie wiedziała dlaczego.
Oczywiście Sweeney był przy niej i wspierał ukochaną, tym razem nie udał się do miasta. Gdy pojawił się w sklepie część kobiet wzdrygnęła się na jego dość ponury wygląd, a część dostrzegła w nim przystojnego mężczyznę i obiekt westchnień o charakterystycznej urodzie.
Oprócz Sebastiana Collinsa był tam jeszcze jeden mężczyzna, lecz on raczej nie wyróżniał się stylem swojego ubioru, czy mowy. Był Włochem i to sprawiało, że jego uroda wyglądała bardziej egzotycznie. Co więcej, wpadła mu w oko Pani Lovett i raczej nie starał się tego ukrywać, zupełnie jakby myślał, że jest jedną z tych pozbawionych rozumu niewiast, które dadzą się przekupić garstką komplementów. A jeśli już zaczynały dziać się takie rzeczy, to dla Nellie było jasne, że nie jest on taki wyśmienity w gotowaniu i miłymi słówkami pragnie to nadrobić.
- Zastanawiam się.. kiedy konkretnie chce Pani otworzyć sklep..? Jutro, za kilka dni..? Słyszałem od mieszkańców City.. i nie tylko jak bardzo tęsknią za słynnymi pasztecikami.. Och, ale nie tylko z pasztecików jest pani słynna w Londynie.. ta uroda, tak wyróżniająca się z tłumu..! - Valentino obrzucił spojrzeniem kobietę, lecz w jego oczach widziała grę. Sama zastanowiła się, czy wygląda na tak naiwną? Adorowanie kobiety, nawet jeśli była mężatką nie było czymś zakazanym, wręcz dość popularnym. Lecz nie w taki sposób! To raczej było niegrzeczne, a przynajmniej tak to odbierała. Przecież dla niej istniał tylko Sweeney i nie liczyły się komplementy od innych mężczyzn, bez względu na to, że to było dość powszechną sprawą. Tutaj chodziło jedynie o pozyskanie względów i zatrudnienie go. Pani Lovett uśmiechnęła się do niego lekko, a z tej sytuacji właściwie uratował ją Sweetie, który przyniósł sobie i jej po kubku napoju. Słyszał wszystko, co Valentino mówił do kobiety, nie tylko to co teraz, lecz i wcześniej, dlatego kiedy tylko usiadł obok niej pocałował Nellie tak, że sprowadził na nich spojrzenia reszty osób i jednocześnie dał znać Włochowi, by sobie na zbyt wiele nie pozwalał. Nellie szepnęła na ucho Todd'owi, że dziękuje, po czym odwróciła się już do Valentino.
- Sklep chcę otworzyć jak najszybciej, mam nadzieję że dzisiaj wyłonimy zwycięzcę.. choć jeśli poziom będzie wysoki, niewykluczone że jutro odbędzie się dogrywka.. Lecz szczerze mówiąc chciałabym załatwić wszystko dzisiaj.. To miłe, dziękuję, mam nadzieję że wreszcie zadowolę swoich zaniedbanych klientów.. - Napiła się gorącej małej czarnej i dotknęła dłoni Sweeney'a, odezwała się do niego bardziej ściszonym głosem. - A my niedługo zrealizujemy nasz plan, prawda Sweetie..? Wszystko wróci na właściwe tory.. - Oparła głowę na ramieniu Todd'a, poczuła jak westchnął sam nie będąc pewien jak potoczą się kolejne dni. Jednak ścisnął na to jej dłoń, co znaczyło że nie miał tak tragicznego nastroju. Oboje spojrzeli na zegarek, czas zdawał się dłużyć, chociaż tam w kuchni dwoje uczestników pracowało teraz intensywnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.