SCM Music Player.

Bohaterowie.

wtorek, 26 kwietnia 2016

Part 336.

Czas mijał strasznie długo, a przynajmniej tak im się wydawało, lecz w końcu nadszedł czas na pierwszych uczestników konkursu, kiedy Pani Lovett zerkała nieco do kuchni nadzorując też co jej potencjalny pracownik, czy pracownica szykują smacznego do jedzenia. Pan Collins widziała, że przygotowywał gulasz, który pachniał wyśmienicie mięsem i przyprawami, zaś Pani Johnson przygotowywała pierogi, które nadziewała szpinakiem i serem, co również pachniało i wyglądało smakowicie. Przecież liczyła się też forma podania. W końcu Pani Lovett odparła, że zostało ostatnie pięć minut i mogli już powoli układać jedzenie na talerze. Oczywiście Pan Collins zaopatrzony był w głębszy talerz, zaś Pani Johnson w płaski. Powoli podali swojej potrawy na stół, przy którym siedziała Nellie, ze Sweeney’em i oboje wyczekiwali jak na wyrok. Nellie spojrzała z początku na podanie dań. Oczywiście Pan Collins mniej się do tego postarał, no ale tez nie miał wielkiego pola do popisu, upiekł bagietkę, świeżymi liśćmi bazylii udekorował gulasz i wyglądał na dumnego ze swojego dania, które jako pierwsze spróbowała Pani Lovett. Powoli je smakowała, by wiedzieć czy ten gulasz jest na miarę jej sklepu, czy jednak nie.
- Hm… ciekawy ma smak Pana gulasz… Sweeney spróbuj… Gulasz dobrze doprawiony, widzę tłuszcz Pan odciął z mięsa, fasola czerwona, dodał Pan tu piwo… przyprawy.. Mmmm. – Próbowała kolejną łyżeczkę, Sweeney także spróbował gulaszu mężczyzny, był dobry owszem, ale Sweeney i tak był nieco głodny więc mu to smakowało, choć byłoby nawet i średnie, zaś Nellie dalej kontynuowała. - Wyczuwam, czosnek, paprykę, pieprz oczywiście, sok z porzeczki..? Sól…. Kardamon.. nieco mąki pszennej do zagęszczenia… Cebula.. Coś pominęłam..? – Pan Collins był mile zaskoczony, że Pani Lovett jak zawsze sądził oczywiście, nie była amorką, która gotowała co umiała, tylko naprawdę znała się na tym, po tym jak odczytała jego przepis z jedzenia gulaszu. – Sweeney a Ty Kochanie co powiesz smakuje Ci…? – Pan Todd przytaknął kobiecie i zaraz podzielił się z Nellie tym kawałkiem bagietki, no i tu był niestety minus dla Pana Collins’a gdyż bagietka, smakowała niestety niezbyt dobrze.
- Och Panie Collins, coś twarda wyszła Panu bagietka.. troszkę przesolona… - Pan Collins skrzywił się na słowa Pani Lovett, poza tym wiedział, że jednak z pieczywem to on najlepszym piekarzem nie był. – Tak wiem.. to musiałbym troszkę dopracować.. – Lecz nie dziękował, za uznanie gulaszu, bo i tak z góry czuł się przegrany, żałował teraz, że właśnie wziął się za takie danie wiedząc, że pieczywo najlepiej mu nie wychodzi. Lecz czy potem by się to nie wydało, może lepiej teraz niż później? Do tego na deser Pan Collins przyrządził Panna Cotta, co też nie podbiło serca Nellie.
Zaraz przyszła kolej na Panią Johnson, która podała na płaskim talerzu pierogi ze szpinakiem i serem, Sweeney za takim daniem nie przepadał, skrycie mówiąc. Pani Johnson zaraz oznajmiła co znajdowało się na talerzu, by nie było tak jak w przypadku Pana Collins’a, że Nellie wyczuwała kolejne składniki na podniebieniu. A na koniec kobieta dodała. – Mam nadzieję, że będzie smakować. To troszkę inna receptura niż zwykle.. – Nellie skinęła głową i zaraz sięgnęła po widelec i nóż, powoli przekroiła jednego pieroga, by sprawdzić jak wygląda nadzienie, przecież też jadło się wzrokiem, no i to chciała sprawdzić, czy faktycznie w środku jedzenie wygląda smakowicie. Po chwili spróbowała i smakowała przeżuwając co miała w ustach, lecz nie była jakoś bardzo zaskoczona tą potrawą, a nawet sosem, który wydawał się jej jakby musztardowy i to psuło troszkę smak potrawy? Sweeney spróbował jeden kęs i pokręcił głową, jakby chciał powiedzieć Nellie, że „może być”. Po czym napił się herbaty. Nellie zaraz odezwała się do kobiety spokojnym głosem.
- Hmm… powiem szczerze, że nie zaskoczył mnie szczególnie smak szpinaku, nadzienia.. sos, wydaje mi się za ostry.. Powinien być jak już to śmietanowy.. a najlepiej ominąć go do tej potrawy, szpinak jest soczysty i nie potrzebuje, aż takiego przebicia.. Ale nie powiem, że mi nie smakuje dobre są… Dziękuję bardzo.. Ach i deser…– Zaraz kobieta podała na deser mus owocowo kawowy, był dobry, ale dla Pani Lovett zbyt słodki. Nellie uśmiechnęła się, poza tym też upewniła się, że w kuchni jest porządek i kolejna para mogła zacząć przygotowywać swoje dania przepisowe.
- Dobrze.. skoro w kuchni jest porządek.. to zapraszam teraz do gotowania.. Panią Hamilton i Panią Rogers… Proszę przyrządzić nam coś dobrego… Czas oczywiście taki sam, godzina i piętnaście minut… - Kobiety przytaknęły i zaraz powoli z Panią Lovett udały się do kuchni, gdzie zaraz wyzerowała im czas, pierw jeszcze pokazała mniej więcej gdzie co jest, jak poprzednim uczestnikom, no i Panie zabrały się za gotowanie. Todd zaś przeglądał dzisiejszą gazetę siedząc na krześle, ale też zerknął w stronę okna na chwilę. Godziny się dłużyły i dłużyły, Pani Lovett z czasem była już zmęczona, mimo tego dziś nie musiała nic gotować, bo jedzenie próbowała ze Sweeney’em i oboje się tak naprawdę tym najedli, tym bardziej, że Pan Todd zjadł większość porcji przygotowanej przez jedną Panią zupy pomidorowej, jak i schab i czuł się pełny, a Pani Lovett bardzo posmakowało ciasto nadziewane mięsem jako roladki wieprzowe z kminkiem.
A gdy przyszedł czas na Valentino, jak i Panią Hoffman, wtedy zaczęła się wręcz komedia w sklepie Pani Lovett. Valentino więcej zagadywał koleżankę, która z nim rywalizowała, że kobieta w którejś chwili niby w żartem, ale już ze złości sypnęła w jego stronę mąką.
- Och… przecież ja tylko rozmawiam z Panią.. bardzo ładne kopytka, na pewno będą smaczne.. prawda Pani Lovett..? Kobiety tak cudownie gotują… - Valentino, dawno był jeszcze w lesie z robieniem czegokolwiek, mimo że zabrał się za robienie mięsa mielonego, do tego szykował masę ciasta na makaron, niczym jakby chciał tu zrobić spaghetti. A do tego, kiedy szykował jakiś sos do deseru, zaraz chciał dać na łyżeczce do spróbowania Pani Lovett, na co kobieta odezwała się. – Panie Giammetti, teraz niczego nie będę próbować.. dziękuję, ale proszę zająć się gotowaniem, bo zostało panu 50 minut.. a dalej Pan niewiele zrobił tylko rozmawia.. i przeszkadza Pan, Pani Hoffman.. Och… nie da się chyba z panem pracować… - Westchnęła, ale już była poirytowana jego zachowaniem, poza tym zaraz w pobliżu był Todd, na którego zerknęła Pani Hoffman i uśmiechnęła się delikatnie, przygotowując też tarte z kremem budyniowo czekoladowym, co zapowiadało się bardzo smacznie. Valentino zaś nieco gotował, ale i rozmawiał, a gdy Sweeney znalazł się w pobliżu jego, bo sięgał z szafki po szklanki, ale nie przeszkadzał mężczyźnie, a po chwili stawiał je na tacy.
- Ale może jednak spróbowałaby Pani, takie słodziutkie jak Pani… - Todd uniósł brew i odparł do mężczyzny, gdy zajrzał w garnek, patrząc co on tam gotował, a robił mus  czy sos w mniemaniu Todd’a z malin, które zakupili ze sztucznej hodowli i odparł. – Chyba kwaśne… jeśli nie doda Pan cukru.. – Zmierzył wzrokiem mężczyznę, a zaraz z dolnej szafki sięgał po sok z pomarańczy, z dużego kartonu, by go rozlać do szklanek i dać się napić każdemu uczestnikowi konkursu, nawet temu marudzącemu Valentino!
Pani Lovett uśmiechnęła się na słowa Todd’a wiedziała, że zawsze umiał komuś dogryźć, a tym bardziej Valentino, który choć na chwilę milczał i dodawał cukier do sosu. Powoli roznosiły się zapachy w kuchni, Todd poczęstował wszystkich sokiem, no i czekali i czekali na finał. Obiady obu osób, jak i desery ładnie pachniały, ale Todd nawet na chwilę wyszedł przed sklep, bo już było mu tam za gorąco od tych oparów i spoglądał na przechodniów, którzy czasem podchodzili do sklepu Pani Lovett, gdy zobaczyli Todd’a i pytali się kiedy kobieta otworzy swój sklep. Todd jednak póki co mówił, że niebawem, bo nie wiedział dokładnie, kiedy Nellie tak naprawdę otworzy sklep, a nie chciał w nich palić nadziei, jak może coś się zmieni.
W końcu wrócił do sklepu, poza tym Pani Lovett już powoli spoglądała na zegarek, kiedy będzie fajrant, na gotowanie ostatniej pary. Uśmiechnęła się zaraz do Todd’a, gdy spojrzała na niego, a Sweeney westchnął i pochylił się nad uchem kobiety, a zaraz ukradkiem spojrzał do kieszeni na swój zegarek i odparł.
- Nellie… ja od tego próbowania jedzenia, przytyję hehe.. a poza tym długo to jeszcze będzie trwało? – Westchnął niczym znużony tym dniem, poza tym już było koło godziny 19-tej tak naprawdę. Oczywiście Ci co jeszcze nie gotowali mieli przerwę jakby nie było, jedli jak przynieśli swoje kanapki, czy Nellie poczęstowała ich ciastem, bądź każdy też został talerz zupy. Nie chciała by ludzie tutaj byli o pustym żołądku, bo przecież wybór pracownika wyborem, ale nie mogła pozwolić na to by ktoś podczas gotowania zemdlał tu z głodu.
Nellie pogładziła mężczyznę po policzku i odparła zaraz całując jego policzek. – Och Sweetie. Ja wiem, też jestem już nieco zmęczona… Ale no niestety, nie mogłam inaczej tego zrobić.. choć mogłabym bardzo rozciągnąć ten konkurs.. i po dwie osoby umawiać na każdy dzień, czy cztery osoby.. Ale zależy mi na czasie Kochanie.. wiesz..? Ale już kończymy, odpoczniesz.. nie martw się.. A to, że przytyjesz to mi absolutnie nie przeszkadza..! Skarbie… nie uciekaj mi.. jak masz jeszcze dziś siłę możemy wybrać się na mały spacerek, by się przewietrzyć po tym oparach kuchennych, hm..? A potem kąpiel i spać.. bo kolację za chwilkę pewnie zjemy.. mam nadzieję, że ten Włoch zrobi coś zjadliwego.. och.. Ten człowiek jest naprawdę rodowitym Włochem.. Zalotniś, za to pewnie w kuchni niezbyt sobie radzi.. ale podobno Włosi to dobrzy kucharze… - Uśmiechnęła się do Sweeney’a, który pogładził Nellie po ramieniu, uśmiechając się przez chwilę, po czym uniósł brew i odparł nieco niezadowolony na jej słowa.
– Jak go wybierzesz, na swojego pracownika, to chyba oszaleje tutaj.. Nie chcę go tu mieć pod dachem. To podrywacz, nie zależy mu na tym co robi, na pracy, tylko na romansie z Angielką.. Wierz mi.. Tylko to mu po głowie chodzi. A Ciebie już sobie dobrze upatrzył na cel. Na spacer to już dziś chyba trochę za późno Nellie.. zostańmy w domu.. ewentualnie posiedźmy w świetliku... Heh, no wiesz na piętrze w zakładzie moim... No mało może urokliwe miejsce, ale powietrza trochę wpadnie..  Ale wolę się położyć jednak, po tym wszystkim i wykąpać tak.. Czuję, że już pachnę tymi wszystkimi zapachami obiadowo-deserowymi.. Wrrr.. I żadnego Włocha nie chcę tutaj... – Warknął cicho, a Nelie uśmiechnęła się w duchu z wygraną w sercu, wiedząc że Todd’owi nie była obojętna, skoro poirytowało go co powiedziała o Valentino, ale zrobiła to nieco specjalnie, może z premedytacją? Troszeczkę! Ociupinkę tylko! – Pogłaskała Sweeney’a po jego kamizelce, w okolicach jego brzucha i puściła oczka, oczywiście, że przybycie kilogramów u Todd’a by ją bardzo ucieszyło, ale musiała na to troszkę poczekać. Za to cieszyła się, że nie odmawiał jej jedzenia, choć może nie zawsze jadł kolacje, czy zjadł część obiadu, bo martwił się o swoją córkę i Nellie rozumiała to, że problemy sprawiały brak apetytu, lecz nie mogła pozwolić, by przestał jeść w jakiejś części, a co dopiero całkowicie. Wiedziała, że martwiła go sytuacja Johanny i chciał rozwikłać sprawę z Charlie’m, ale za to byli bliżej rozwiązania tej sprawy niż dalej. Tym bardziej, że golibroda tworzył plan złapania Charlie’go na gorącym uczynku. Wystarczyło zabrać tylko Johanne na zakupy w te okolice, gdzie Charlie rozwoził zaopatrzenie po sklepach i przede wszystkim obściskiwał się obcymi kobietami.
A po chwili Nellie spojrzała na zegarek Sweeney’a i odezwała się po chwili przechodząc bliżej kuchni. – Dobrze moi mili państwo..! Czas się skończył..! Ostatnie poprawki na talerzach i zapraszam do siebie! - Pani Lovett zajrzała jeszcze do kuchni sprawdzić co tam naprawdę się dzieję i uśmiechnęła lekko spoglądając na talerze, ale już nie ucieszył ją bałagan na stanowisku pracy mężczyzny. Skomentowała to po chwili. - Panie Giammetti, ale ten bałagan... okropność po prostu... Na miejscu pracy trzeba dbać o porządek, będzie Pan musiał tutaj posprzątać.. Pani Hoffman, nie ma tak brudnego blatu i bałaganu jak Pan na swojej stronie kuchni.. - Nellie zachowywała spokój, ale tak naprawdę była zdenerwowana tym, że coś z dań mężczyzny lało się po szafce na pogłode, garnki zajmowały cały zlew, jak on sobie to wyobrażał, rozumiała to, że gotując zawsze sie nabrudzi, ale w takim nieładzie, nie wyobrażała sobie pracy z kimś takim i miała nadzieję, że Włoch jednak nie okaże się włoskim mistrzem gotowania, bo nie miała zamiaru mieć go w swoim sklepie. Poza tym już wyobraziła sobie jak kokietuje każdą kobietę, by skusić ją na kawałek ciasta, ciastka, babeczki i innych potraw. Na pewno by się to sprawdziło, lecz czy cały czas? Na dłuższą metę,ludzie przestaliby wchodzić, zaglądać do sklepu, przez taką osobę która nie potrafi sprzedać w normalny sposób wypieków, tylko właśnie w taki, kiedy prowadzałby każdego niemal w zakłopotanie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.