SCM Music Player.

Bohaterowie.

piątek, 29 kwietnia 2016

Part 337.

Kiedy para gotujących pojawiła się przed nimi razem ze swoimi daniami na tacach, Nellie uważnie przyjrzała się daniom. Postanowiła najpierw spróbować włoskiego dania. Może Valentino był podrywaczem, a do tego bałaganiarzem w kuchni, ale jego danie wyglądało świetnie. Tak samo zresztą pachniało. Może nie byłby idealnym pracownikiem, lecz coś w nim było takiego, że nawet pomimo tych wielu przywar chciało się go zatrudnić. Kobieta spróbowała spaghetti jakie przyrządził i smakowała go przez chwilę, by spokojnie przeanalizować smak dania.
- Hm.. wszystko na pierwszy rzut oka wydaje się być idealne. Doskonała kompozycja na talerzu, idealna ilość przypraw.. mięso.. pyszne..! - Zachwycała się Pani Lovett, że aż spojrzał na nią golibroda jakby z dozą pewnej irytacji i obawy, że Valentino naprawdę będzie tu zatrudniony. Gdyby się tak nawet stało, Sweeney nie miałby z nim zbyt dobrych relacji, no chyba że byłby naprawdę dobrym kucharzem i nie zalecał się do jego kobiety.
- Si! Nie mógłbym przecież zepsuć naszego tradycyjnego dania! Nie odważyłbym się podać Pani, najlepszej kucharce Londynu czegoś niedobrego! - Włoch uśmiechnął się triumfalnie. Był cały podekscytowany, mówił głośno, czyli tak jak to leżało w jego naturze. Spojrzał w międzyczasie na Todd'a, po którym było widać niezadowolenie. Nellie jednak po chwili przestała być tak rozentuzjazmowana względem dania i zmarszczyła czoło.
- Niestety.. makaron jest zbyt rozgotowany, za długo trzymał go Pan w wodzie.. Na takie coś nie możemy pozwolić sobie w tym etapie, zwłaszcza że poziom jest wysoki.. a jest to danie, które akurat powinien pan robić najlepiej ze wszystkich możliwych dań.. Przykro mi.. Teraz poproszę deser, Sweeney jeśli chcesz to spróbuj.. - Podsunęła mu talerz ze spaghetti, choć widać niezbyt miał na to danie ochotę, a może chciał to właśnie zrobić celowo człowiekowi, który uważał się za świetnego kucharza i odmowa spróbowania jego dania była niczym jak coś bardzo obraźliwego.
- Porca miseria! Jak to możliwe.. - Złapał się za głowę i nią pokręcił. Wszystkie jego zachowania miały w sobie coś z teatru i po jakimś czasie zaczynało to już zwyczajnie denerwować. Człowiek pochodzący z nieco innego kręgu kulturowego, posiadający zupełnie inny charakter raczej nie pasował do sklepu Pani Lovett. - Więc teraz odpadnę przez makaron? Włoch odpadnie przez makaron, to żałosne! Może chociaż deser mnie uratuje.. Oto Semifreddo malinowe z wanilią. - Podsunął kobiecie kolejne naczynie i bacznie obserwował jej reakcję. Spróbowała deseru, który okazał się nad wyraz słodki i gdzieś w głębi serca się zawiodła, że ten nieco egzotyczny przybysz nie popisał się swoimi umiejętnościami tak, jak na to liczyła. Chociaż tym samym wiedziała, że uniknie wszelkich zazdrości ze strony Sweeney'a.
- Jeśli nie dodałby pan tak dużej ilości cukru, wszystko byłoby w porządku, lecz deser nie jest zjadliwy głównie ze względu na ten aspekt... To więc byłoby na tyle, Panie Giammetti.. Teraz pora na Panią Hoffman.. - Uśmiechnęła się zachęcająco do kobiety, zaraz po tym jak zrezygnowany Valentino zabrał swoje naczynia od stołu jury. Poza tym musiała tą słodkość popić  Todd uśmiechnął się pod nosem i tym razem przybrał już nie tak obojętną postawę, co do kolejnej kandydatki. Powoli zaczęli próbować jej obiadowego dania, a reszta osób cicho rozmawiała, choć tak naprawdę z ciekawością przysłuchiwała się wrażeniom jury, co do kolejnej potrawy. Po lokalu wciąż kręcił się Valentino. Zdenerwowany Valentino, który nie mógł zaakceptować swojej porażki. Nagle, niespodziewanie w pomieszczeniu rozległ się trzask tłuczonego szkła. Nikt nie wiedział co się stało i wszelkie oczy zwróciły się właśnie w kierunku Włocha, bo właśnie od jego strony dobiegł ten hałas. Na podłodze wylądował wazonik, rozlała się woda, a kwiatki były porozrzucane. Raczej nie wyglądało to na przypadek, a na coś celowego, choć wbrew temu co mógł sobie pomyśleć wcześniej, ta sytuacja nie pomogła mu w niczym. Nellie z oburzeniem wstała z krzesła i otworzyła usta mając już coś powiedzieć, jednak Sweeney ją w tym nieco przystopował. - Zajmę się nim, porozmawiamy sobie trochę na zewnątrz. Ty zachowuj się jak gdyby nigdy nic.. zajmij się oceną Pani Hoffman, nie przedłużajmy konkursu przez tego idiotę.. i tak jesteśmy już zmęczeni.. - Szepnął jej na ucho, po czym odszedł od stolika i podszedł do mężczyzny, po czym wyprowadził go na zewnątrz. Nellie odprowadziła panów wzrokiem, spojrzała na wszystkich zaintrygowanych uczestników konkursu, aż w końcu usiadła i spróbowała jednego z ostatnich konkursowych dań. W tym czasie Sweeney przebywał na zewnątrz z Giammetti'm.
- Dawno nie spotkałem się z takim tupetem i chamstwem.. Myśli Pan, że stłuczonym wazonem zmieni Pan decyzję Nellie..? To był jeden z jej ulubionych wazonów.. ale mniejsza z tym.. Tak ciężko pogodzić się z porażką..? Naprawdę.. To nie po męsku.. Ze stanowiskiem tutaj proszę się już pożegnać.. A jeśli kiedykolwiek zobaczę Cię w tej okolicy.. lub jeśli tylko spróbujesz uraczyć Panią Lovett swoimi marnymi tekstami, zemszczę się.. uwierz, marny podrywaczu.. Don Juanie, że nie jest jedną z tych, które lecą na takie słowa, a ja potrafię dotrzymywać swoich obietnic.. Lub inaczej, zgłoszę sprawę w odpowiednie miejsce, gdzie sprawdzą czy Twoje dokumenty na przebywanie tutaj są w dalszym ciągu aktualne.. To Anglia, więc radzę ogarnąć ten włoski temperament.. Żegnam Pana.. i nie chcę nigdy więcej widzieć w tej okolicy.. - Sweeney puścił jego kołnierzyk, który trzymał w trakcie tych swoich słów, by zrobić po prostu groźniejsze wrażenie. Liczył na to, że Valentino zastosuje się do jego małych wskazówek, zresztą miał wrażenie, że na wspomnienie o władzy nie był zadowolony, a w końcu miał się czego obawiać, ponieważ w domu dostępne były jego dane. Może i więc było coś na rzeczy i był tu nie do końca legalnie. W każdym razie nie odpowiedział Todd'owi wreszcie mądrzejąc i się oddalił. Sweeney wrócił do środka, ale jeszcze zanim udał się do kuchni odwiedził łazienkę. Tak naprawdę gdy wrócił do sklepowej części, gotowała już ostatnia para, co go ucieszyło. Miał już dosyć tego dnia, dosyć tego sztywnego siedzenia, przecież nie mógł tak wszystkim nagle podziękować i iść spać.
Po upływie kolejnej godziny z haczykiem, oboje przeszli do salonu by trochę odseparować się od reszty uczestników i móc spokojnie pomyśleć nad werdyktem. Równocześnie w sklepowej części oczekiwali zniecierpliwieni i podekscytowani kandydaci.
- Sama już nie wiem na kogo się zdecydować.. Ech.. A co zrobiłeś z tym Włochem..? Bo jestem ciekawa.. Myślę o wyłonieniu Pani Hoffman, nie próbowałeś jej dania, ale musisz mi uwierzyć, że było najsmaczniejsze.. Zresztą nie chce mi się już nawet dłużej nad tym myśleć, jest po 21 a tyle rzeczy do pozmywania.. - Nellie usiadła na kanapie i oparła głowę na ramieniu mężczyzny. Była naprawdę już zmęczona tym dniem, a nawet wszelkie zapachy ją przytłaczały. Samo to, że miała dość sporą przerwę od pracy i dawno nie spędziła tylu godzin tak czynnie, dawało o sobie znać.
- Powiedziałem mu kilka słów i chyba wziął je sobie do serca.. Nellie, nie wyobrażam sobie żeby ktoś taki jak on tutaj pracował.. Do tego powinniśmy mu wysłać rachunek za Twój wazon.. Może sam bym go zatrudnił gdyby tak trochę popracować nad jego gotowaniem, co jak co, ale mężczyźni raczej nie gotują tak dobrze.. nawet mimo rozgotowanych klusek.. Ale to zachowanie, nie wytrzymałbym na dłuższą metę.. - Oparł swoją głowę o głowę kobiety i westchnął cicho. - To Twoja sprawa, Twoja działalność.. na pewno podjęłaś dobrą decyzję, a jeśli okaże się że nie to nie jest tak, że nie możesz jej zmienić.. Przy wszystkim będę Cię wspierać Nellie.. Tak, to prawda.. ale dziś można posprzątać jedynie takie najbardziej kłopotliwe naczynia, jutro resztę.
- Masz rację, ja chyba też zbyt długo bym z nim nie wytrzymała.. Dobrze, że się tak stało, a nie inaczej.. Więc pora ogłosić wyniki, nie ma sensu dłużej tego przeciągać.. A Ty Kochanie możesz zostać tutaj, iść się kąpać.. dam sobie radę i niebawem do Ciebie dołączę, dobrze..? - Nellie jeszcze pocałowała Todd'a zanim wstała, no i jeszcze chwilkę go przekonywała żeby naprawdę poszedł odpocząć i trochę się zrelaksować. Sweeney miał może trochę wyrzuty sumienia, że ją zostawia z tym wszystkim, ale w końcu poszedł na ten układ.
Pani Lovett niebawem ogłosiła wyniki konkursu, oczywiście pierwsze miejsce zajęła Pani Hoffman. Część kandydatów była wyraźnie zawiedziona, ale przecież od początku musieli liczyć się z taką ewentualnością, że nie będą najlepsi. Mimo wszystko ci ludzie mieli jakąś klasę i choć nie wygrali, opuścili Fleet Street bez żadnych wyraźnych wyrzutów i pretensji. Zaś kobieta, która zwyciężyła została by porozmawiać ze swoją nową szefową, podpisać umowę i umówić się na otwarcie sklepu na pojutrze. Poza tym pomogła jeszcze Nellie w sprzątaniu po konkursie, co oczywiście nie należało do jej obowiązków, no ale była pomocną osobą i przez to zapunktowała u właścicielki sklepu. Dzięki temu Lovett uwinęła się z tym zdecydowanie szybciej i za jakieś dwie godziny mogła się już spokojnie położyć obok ukochanego i zasnąć.
Kolejnego dnia właściwie odsypiali to całe przedsięwzięcie, zresztą Nellie chciała trochę wykorzystać wolne godziny, z racji tego że kolejne dni miały być powrotem do pracy i to dość intensywnym jak się spodziewała. Sweeney też już powoli zaczynał się zastanawiać nad powrotem do golenia panów, jednak póki co chciał z tym jeszcze poczekać. Nie tylko ze względu na swoje zdrowie, które jeszcze nie było w tak idealnym stanie, by zajmować się klientami przez 8 godzin, ale i chciał jak najbardziej uporządkować sprawę z Johanną, wreszcie odkryć przed nią wszystkie karty.
Lekko po południu wybrali się wspólnie na zakupy, żeby wreszcie spędzić trochę czasu poza domem no i może nieco odświeżyć garderobę. W jednym ze sklepów spotkali Johannę, jak zwykle samotną. Tym razem poszukiwała torebki na ślub, pasującej do jej sukni. Lovett z Todd'em byli w tym samym sklepie dlatego, że Nellie chciała sobie wreszcie sprawić nową suknię. Kiedy przymierzała jedną suknię, a Sweeney czekał na zewnątrz przymierzalni, wciągnęła go do niej, bo była to jedyna okazja to porozmawiania tak, by córka golibrody nie słyszała tej rozmowy.
- Sweetie.. ja wiem, że to dość spontaniczne.. ale teraz mamy Johannę pod ręką, godzina jeszcze nie jest tak późna.. Charles jeszcze pewnie jeździ po mieście, zresztą znasz jego grafik, gdzie może teraz być.. Pewnie wcale nie tak daleko.. Może zrealizujmy nasz plan teraz, hm..? - Nellie uniosła brew i spojrzała mu w oczy, wyczytując z nich zaskoczenie. Dotknęła jego policzka i znów odezwała się. - Mamy tak dobrą okazję.. Po co wymyślać plany i potem stresować się czy wyjdą, czy nie.. Zastanów się..
- Nellie, ja... nie wiem.. czy jestem przygotowany na to wszystko.. Tak nagle zaskoczyć ją tą wiadomością..? Ciężko mi w ogóle psuć tą szczęśliwą bańkę w jakiej ona żyje.. - Sweeney oparł się o ściankę przebieralni z dużym zastanowieniem i wątpliwością. Może był to i dobry pomysł, może nie. Sam już nie był niczego pewien.
- Chyba lepiej zrobić to wcześniej, niż tydzień przed ślubem.. Sweeney, weź się w garść.. Przecież od kilku tygodni tylko o tym myślisz, a teraz martwisz się, że dowie się o tym za wcześnie? Chcesz jej szczęścia, czy nie? Sweeney.. kochanie.. błagam Cię, wykorzystaj to że Turpina jeszcze nie przywieźli do Londynu.. Chyba nie zamierzasz ciągnąć tego przez kolejne tygodnie.. Uwierz mi, że im szybciej, tym lepiej.. - Nellie ujęła dłońmi twarz Todd'a sprawiając, żeby popatrzył jej w oczy. - Wiem, że to ani trochę nie jest łatwe.. ale będę z Tobą..
- Panie Todd.. Pani Lovett..? - Johanna w poszukiwaniu pary dotarła do przebieralni. Całe szczęście nie słyszała ich wcześniejszej rozmowy. Sweeney wyjrzał zza kotary przymierzalni i uśmiechnął się do córki przepraszająco, za to że tak nagle zniknął. - Jesteśmy tutaj, tak.. Pomagałem Nellie zapiąć gorset.. zaraz się pokaże.. - No i po chwili znów zniknął w środku i rzeczywiście pomógł kobiecie w założeniu sukni, by nie wyjść na kłamcę. Nellie spoglądała na niego pytająco względem tamtej sprawy, choć on wciąż nie mógł się zdecydować, czy Johanna dowie się dziś prawdy o swoim narzeczonym, a może nawet więcej, czy nie. Oboje wyszli z przymierzalni, piekarka zdecydowała się na suknię, którą miała na sobie. Johanna również zasiliła ten sklep pieniędzmi, ponieważ zdecydowała się na torebkę. Wkrótce cała trójka wyruszyła dalej, zapuszczając się w coraz to mniejsze, ale urokliwe uliczki miasta.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.