SCM Music Player.

Bohaterowie.

poniedziałek, 23 maja 2016

Part 340.

Sweeney spojrzał na Nellie, gdy pojawiła się w drzwiach i skinął głową by weszła do środka salonu. Zaraz widząc osłabienie Johanny odezwała się podchodząc bliżej i odezwała spokojnie. - Johanno, wszystko dobrze? Może potrzebujesz kropli? Jadłaś coś dzisiaj? - Nellie zmartwiła się widząc pobladłą córkę Todd'a i chciała jakoś pomóc, poza tym, to osłabienie mogło by być nie tylko przyczyną stresu jaki przeżywała. - Tak, tak już mi dobrze, proszę się nie martwić. Nie, nie potrzeba mi kropli.Tak jadłam, proszę się nie kłopotać. - Uśmiechnęła się lekko i Spojrzała na Todd'a, który również miał zmartwiony wyraz twarzy. Po chwili jednak dodała.
- Proszę mi to wytłumaczyć, Panie Todd... znaczy... proszę mi powiedzieć co się stało, że nie powiedziałeś tego wszystkiego wcześniej, chcę to wiedzieć.. Poza tym uknuliście dziś to co się stało, wiedzieliście, że Charles jest taki? ...Że mnie zdradza? - Westchnęła i popatrzyła na ich oboje, jakby nieco z wyrzutem. Wtedy Sweeney powoli i niepewnie zaczął mówić. - Szukałem Cię, gdy wróciłem do Londynu chciałem tylko zemsty na Sędzim, dalej tego chcę... a Twój niby ojczym obecnie przebywa w areszcie w Truro, przepraszam, że to ukrywałem, ukrywaliśmy, uznaliśmy że tak lepiej... że nikt nam nie uwierzy, z pozycją Turpina trudno powiedzieć, że to on czemuś jest winny. Nie powiedziałem Ci wcześniej tego, kim jestem, bo tchórzyłem, bałem się, że mnie znienawidzisz, że uciekniesz i wolałem, mieć Cię niedaleko, jako Sweeney Todd, niż najdalej jako ojciec, Benjamin Barker. Ech... Bernard odebrał mi Ciebie, gdy skazał na wygnanie z miasta... Nie wiedziałem pojawiając się jak wyglądasz, ale wiedziałem, że odziedziczysz urodę po matce. A gdy Cię poznałem, nie mogłem uwierzyć, że to Ty.. a ile razy chciałem powiedzieć Ci prawdę, albo nie potrafiłem, albo Bernard stawał mi na drodze, nadal by to robił, gdyby nie aresztowanie w Truro, choć gdyby nie Nellie, nie dowiedziałabyś się o moim istnieniu.. - Sweeney złapał za dłoń siedzącą niedaleko Nellie, która uśmiechnęła się do niego znacznie. - Mama tak naprawdę była Panią domu, tym się zajmowała... domem, doskonale gotowała, ja pracowałem, od dawna jestem golibrodą, tym się zajmuję to nie kłamstwa... -Westchnął cicho i dodał dalej. - ... Masz też dziadków, moich rodziców, rodzice Twojej mamy co z tego wiem, rozeszli się i jedno z nich mieszka w Szwecji, a drugie gdzieś pod Londynem, ale urwał się ten kontakt, odkąd zostałem wygnany z Europy. - Spojrzał na córkę, która uważnie się w niego wpatrywała i ciągle nie wierzyła w to, że naprawdę poznała swojego ojca. - Czemu dom Turpina? Nienawidził mnie za to, że Lucy wybrała mnie, a nie jego, zazdrościł mi, a kiedy umarła i stało się to tak w krótkim czasie, odebrał mi Ciebie, skazując na prace w Australii choćby... Odebrał mi Ciebie, bo sądził zapewne, że zastąpisz mu Lucy jak dorośniesz... ych, plugawy typ! Nie wiem jakie miał do tego zamiary, zaadoptował Cię wychowując jak córkę, nie narzekałaś.. poza tym nie widziałem, byś była nieszczęśliwa w jego domu, aż tak bardzo.. Miałaś, masz tam wszystko czego Ci trzeba... Tommy tak samo. A ja gdyby nie Pani Lovett, mieszkałbym pewnie w jakiejś kawalerce, mimo pieniędzy z tego konkursu... Bo większą ich część ulokowałem na koncie dla Tommy'ego.. na jego naukę, wydatki, cokolwiek.. O ile się zgodzisz je przyjąć... A Turpin...w każdym razie ile razy coś nie knuje, chce się mnie pozbyć raz na zawsze. Teraz w Truro, byłem po tym wszystkim w zamku w szpitalu z Nellie, miałem operacje, a Nellie była na skraju przemęczenia, prawda Nellie? - Nellie skromnie przytaknęła głową, a Todd mówił dalej.
Zaś piekarka na chwilę ich zostawiła postanowiła jednak przygotować jakiś deser chociaż, coś by trochę przybyło Johannie cukru, poza tym uznała, że przy czymś słodkim będzie im się lepiej rozmawiało, o ile Johanna szybko ich nie opuści. Lecz miała nadzieję, że kobieta nie przyszła tu tylko po to by poznać prawdę, ale i po to by choć w najmniejszym stopniu zrozumieć swojego ojca i jego postępowanie.
Johanna słuchając słów Pana Todd'a poczuła zmieszanie kolejny raz, zaskoczenie i z jednej strony dalej żywiła do niego urazę, co oczywiście nie było czymś jak dmuchawiec latawiec, że zdmuchnie się przekwitający mlecz i problemy znikną. W życiu nic nie znikało, problemy same się nie rozwiążą, trzeba było im pomóc. Gdy usłyszała o pieniądzach, jakie Todd chciał przekazać wnukowi, pokręciła głową jakby nie zgadzając się. - Panie Todd... znaczy... Sweeney.. Benjamin.. Ech.. wybacz, ale nie potrafię powiedzieć do Ciebie.. "Tato"... To co robisz, wiem.. nie dało się tego oszukać na konkursie, jesteś w tym mistrzem. Ale wygrana.. nie wiem, to Twoje pieniądze, zasłużyłeś na nie, ja ich nie przyjmę, poza tym skoro jesteś dziadkiem Tommy'ego.. Nie powinnam się do tego może mieszać, ale jestem jego matką. Nie rozmawiajmy o pieniądzach... ja dopiero dowiedziałam się, że... że mój ojciec żyje, że to Ty... To nie czas na to.. A moi dziadkowie... Co robią..? - Spojrzała na Todd'a, gdy uniósł na nią spojrzenie, rozumiał że trudno było jej mówić mu "Tato.." i na pewno to szybko nie nastąpi, o ile w ogóle, bo pewnie zostanie z golibrodą po imieniu, bo w tej sytuacji, było to najprostsze i najbardziej bezpieczne. Zaś nie wiedziała, jak ma się do niego zwracać? Sweeney czy Benjamin. Choć pewnie to pierwsze z samego faktu, że Todd, Barker, był znany tu pod pseudonimem Sweeney Todd, o Benjaminie Barkerze już tutaj nikt nie pamiętał. - Rozumiem. Ja niczego przecież nie narzucam.. O pieniądzach po prostu wspomniałem.. Rozumiem, że to trudno, z dnia na dzień, nie będę idealnym ojcem, a może w ogóle ojcem... Mam nadzieję, że choć odrobinę mnie zrozumiesz... że to nie były wybory mojego życia, nigdy bym Cię nie oddał w czyjeś ręce, ani kogoś kogo znam, ani obcego... - Gdy Sweeney chciał powiedzieć o swoich rodzicach, wtedy weszła do salonu Nellie z tacą na której były filiżanki z ciepłymi napojami, jak i też ciasto, ciasteczka i czekoladki.
Mężczyzna pomógł Nellie z ustawieniem wszystkiego na stole, a Johanna odezwała się do Pani Lovett spokojnym tonem głosy. - Och naprawdę nie musiała Pani.. nic szykować.. i tak zaraz się zbieram, Berta została z Tommy'm i nie chce nadużywać jej dobroci... - Nellie uśmiechnęła się lekko i przysiadła, gdy resztą zajął się mężczyzna i pokręciła głową przecząco. - Och, ale to żaden problem.. Nie chcesz obiadu, to chociaż może skusisz się na kawałek ciasta. - Sweeney w tym czasie, gdy kobiety zaczęły rozmawiać tak naprawdę o dzisiejszych zakupach, zaniósł tacę do kuchni i postawił ją na miejscu.
A zaraz udał się na chwilę do łazienki, by przemyć twarz i spojrzeć na to wszystko nieco trzeźwiej.Oparł się dłońmi o umywalkę i przymknął oczy, stojąc tak przez kilka chwil. Po czym przemył twarz wodą, sięgnął też po ręcznik, ale że sięgając po niego zwieszaka spadł, nie zdążył go podnieść, więc schylił się po niego i syknął, bo poczuł ból w okolicach lewego uda i lewego boku. Zmarszczył czoło, bo zastanawiał się od czego, go tak boli, ale skojarzył w tym, że wpadł pod powóz i chyba właśnie teraz jego ciało zaczęło odczuwać skutki tego wypadku. Kiedy mężczyzna podniósł ręcznik i wytarł twarz, poczuł też ból w lewym łokciu.
Westchnął cicho uchylając usta i zdjął z siebie marynarkę, którą miał na sobie, a zaraz kiedy zobaczył krew na swojej koszuli, na rękawie nie pocieszyło go to. Zaraz też i rozpiął swoją kamizelkę i jedną dłonią dotknął się boku, gdzie zaraz na swojej dłoni zobaczył nieco krwi i poczuł pieczenie skóry. Odczuwał to i tak już od godziny, ale myślał, że po prostu mu się to wydaje, bo czasami tak człowiek coś odczuwał, choć nic się mu nie działo.
Miał nadzieję, że chociaż nogę ma całą, dlatego na razie nie sprawdzał tego. Tak naprawdę nie sądził, że to wepchnięcie pod powóz wyrządzi mu coś takiego. Bok jednak najbardziej mu dokuczał i chyba noga, bo czuł troszkę taki obrzęk, łokieć niestety też był obrzęknięty, ale chyba wolał to ukryć niż się do tego przyznawać.
Nellie spojrzała na zegarek już, bo Todd długo się już nie pojawiał w salonie, miała nadzieję, że nie uciekł na piętro. Johanna napiła się herbaty i zjadła kawałek ciasta zabierając głos, bo też zastanawiał ją brak Sweeney'a. - A Pan Todd.. znaczy Sweeney... otwiera swój zakład jutro, że zniknął.. Przygotowuje go..? -Nellie spojrzała na Johanne marszcząc czoło i sama zastanawiała się nad słowami kobiety, odpowiadając niepewnie. - Nie... Przynajmniej mnie nic na ten temat nie wiadomo..  - Po chwili Nelle spojrzała w stronę Kuchni powiedziała głośniej. - Sweeney...? Gdzie się podziałeś..? Jesteś tam..? - Lecz nie usłyszały kobiety odzewu, Pani Lovett zmarszczyła czoło, no przecież Sweeney nie wyszedł z domu, więc gdzie był? - Już miała wstawać, kiedy Sweeney z ręcznikiem na ramieniu pojawił się w drzwiach salonu i odparł do Nellie, ale nie miał zbyt zachwyconej miny, a kobiecie nie uszło to wzrokiem, Johanna także patrzyła na niego nieco zatroskana, bo wydawało się jej, że ojciec nieco pobladł na twarzy. - Jestem.. Nellie mogę Cię na chwilę porwać..? Johanno, wybacz.. ale to chyba nie może czekać.. - Pani Lovett jednak chciała wiedzieć o co chodzi najpierw, jakby zamyśliła się, a Johanna przytaknęła lekko głową. - Coś się stało..? - Sweeney wywrócił oczami i kiwnął głową na Nellie by z nim poszła. Todd zakasłał i mruknął do kobiety. - Nellie... Proszę.. - Kobieta zaraz wstała i zaraz jak oprzytomniała poszła za mężczyzną przepraszając na chwilę Johannę, a gdy zaraz doganiała Sweeney'a kierującego się do łazienki i dostrzegła krew na jego koszuli, co wcale nie wyglądało jakby przez ten czas nieobecności, kogoś zamordował, a sam uległ wypadkowi i aż krzyknęła głośniej. - Matko Boska.. Sweeney..! -Todd odwrócił się do kobiety i odparł ciszej. - Nellie.. ciszej... Chyba nie chcesz obudzić połowy miasta, hm..? - Zaraz oboje zmierzali do łazienki, ale nim tam weszli pojawiła się w holu Johanna, miała nadzieję, że nic się nie stało, ale słysząc krzyk Nellie, nie mogła usiedzieć w miejscu. Nellie dotknęła boku Todd'a i już miała coś powiedzieć, kiedy Johanna zbliżyła się nieco, zauważyła, że Todd i rękaw koszuli ma we krwi. Już miała się spytać co się mu stało, ale domyśliła się jak i Nellie, że to przez to, że Charles wepchnął Sweeney'a pod powóz. Nellie pociągnęła Sweeney'a zaraz do łazienki, zajrzała tam niepewnie i Johanna i odezwała się z niepokojem w głowie. - To przez dzisiejsze wydarzenie prawda, przez ten powóz..? Wybaczcie, ale ja nie mogę tak stać i przyglądać się temu.. - Sweeney zmarszczył czoło, bo nie rozumiał słów córki, ale gdy zaraz weszła do łazienki i z Nellie zaczęły rozpinać mu koszulę, a Sweeney czuł się w tej sytuacji beznadziejnie, czuł się skrępowany, a kobiety rozmawiały. - Boże.. Sweeney, czemu wcześniej nic nie mówiłeś, że się źle czujesz.. Jak Ty wyglądasz.. Sweetie... - Pani Lovett pogładziła Todd'a po policzku, gdy przymknął oczy i odparł, przy czym i syknął, gdy kobiety pomogły mu zdjąć koszulę. - Ał... Ał.... Bo wcześniej mnie nie bolało... Poczułem to niedawno.. boli mnie jeszcze noga... - Johanna przemywała zaraz łokieć Sweeney'a wodą, kiedy moczyła ręcznik, a Nellie zajmowała się bokiem mężczyzny, który bardziej krwawił. Obie spojrzały na siebie przejęte, mimo tego co się stało, co dziś wszyscy przeżyli ta chwila była niesamowitym ich zbliżeniem, może nie było to coś idealnego, wspaniałego i przyjemnego. Sweeney lekko dygotał z tych emocji, również z tego, że była tu jego córka. Nellie czuła jak golibroda drżał lekko, może nie było to tak bardzo wyczuwalne, ale jednak. Piekarka pogłaskała policzek mężczyzny i pocałowała jego czoło, czemu przyjrzała się Johanna, widziała, że oboje byli ze sobą szczęśliwi, a ona była cicho szczęśliwa razem z nimi. Po chwili Johanna odezwała się, kiedy oczyściła rękę mężczyzny. - Może wygodniej byłoby w salonie..? Zabierzemy tam wszystko.. tam się położysz.. i odpoczniesz.. może masz coś złamane..? - Nellie również spojrzała na Sweeney'a pytająco, a on przytaknął, ale pokręcił głową na to, że ma coś złamane. Chyba wyobrażali sobie inaczej spędzić ten wieczór, no ale Nellie nagle poczuła się winna, że zignorowała to całkiem, że Sweeney dziś wpadł pod powóz, oczywiście przeraziła się tym, ale potem nie pytała i nie sprawdzała, czy jest zraniony. - Dobrze... to przejdźmy tam.. Nie, nie mam nic złamane, inaczej nie wytrzymałbym już z bólu zaraz po wypadku... Nellie, dasz mi coś przeciwbólowe..? Ech strasznie mnie to piecze... - Syknął kiedy Nellie przemywała mu już specyfikiem ranę na boku ciała, a po niedługiej chwili przenieśli się do salonu, kobiety pozabierały co potrzeba do salonu, gdzie Sweeney przysiadł i przymknął powieki, a obolały łokieć położył na ręczniku, który przyniosła Johanna, choć zaraz Nellie wskazała, że by Sweeney położył się tam na boku, poprawiła mu poduszki i na chwilę zniknęła, bo poszła po czyste dla niego ubranie do snu. Martwiła się zdrowiem mężczyzny, w sypialni zły jej popłynęły po policzkach i gdy wyciągała z szuflady czyste ubranie mężczyzny, zbliżyła je do siebie i przytuliła. Bała się, że coś mu się stanie, poza tym dochodził do siebie jeszcze po Truro, a tu kolejny wypadek i to przez tego zdrajcę Charles'a, którego rozszarpałaby teraz jak lwica mięso.
Johanna pogładziła policzek mężczyzny, nie chciała tkwić tak w ciszy więc, odezwała się. Poza tym widziała, że cierpiał po naruszeniu tych otartych i rannych miejsc. Mimo ubrań, nie obyło się bez tego, poza tym widziała, że Todd jest już zmęczony. - Będzie dobrze.. jeszcze zobaczymy nogę hm..? Też boli lewa strona..? To moja wina... gdybym nie zareagowała tak, nie musiałbyś pojedynkować się z Charles'em... Poza tym jak on mógł podnieść na Ciebie rękę! Nawet nie wiesz jak mi przykro... gdy pchnął Cię pod koła wozu, słów mi zabrakło.. Byłam i jestem na Ciebie wściekła.. Ale nie potrafiłabym odejść obojętnie, kiedy coś Ci się dzieje.. Choć nie mam pojęcia jak wytrzymałeś tyle godzin, z tymi obrażeniami... I nie ukrywaj z Panią Lovett przede mną tego co Ci jest, dość kłamstw i sama już nie wiem czego... - Na razie córka golibrody nie potrafiła zwracać się do niego jakoś konkretnie, po imieniu chyba najbardziej pasowało, ale nie przechodziło jej przez gardło słowo "Tato", po prostu nie potrafiła, a poza tym było za wcześniej na taki gest. Znacznie za wcześnie. Opatrywała łokieć mężczyzny siedząc nieco na kanapie i pogładziła go po dłoni, przez myśl przeszło jej, że dziś mogła go stracić, kiedy wpadł pod kopyta koni, aż oczy jej się zaszkliły na tą myśl. A po chwili przemówił golibroda. - Johanno, to nie Twoja wina, wiem że trudno to zaakceptować, co się wydarzyło, chodzi mi o nas... Ale nie wiń się za coś, czego nie zrobiłaś. Przepraszam, ale nie chciałem Cię dziś jeszcze bardziej sobą zadręczać- Lecz zaraz wyrwała się z tego, kiedy pojawiła się Nellie i położyła ubranie na oparciu kanapy i zaraz nalała z dzbanka herbaty do filiżanki i podawała ją Todd'owi jak i lek przeciwbólowy. - Sweeney... połknij to.. ból trochę po tym uśmierzy... Herbata już przestygła trochę... Johanno wybacz na momencik.. - Sweeney zaraz powoli podniósł się na kanapie do pozycji siedzącej i wziął od Nellie i filiżankę napoju i pastylkę, którą zaraz połknął, popijając.
Pani Lovett w tym czasie przygotowywała, opatrunki, leki na rany i zadrapania, ale też pochyliła się do Sweeney'a i dotknęła jego czoła sprawdzając, czy ma temperaturę, był ciepły, ale chyba z tych dzisiejszych wrażeń. Kobiety znów spojrzały na siebie, obie nie miały pretensji do mężczyzny, że miał w pewnym sensie sparing z Charles'em. Nellie zaraz sięgnęła po maści i żele, Sweeney nie potrzebował szycia na boku czy łokciu, ale był mocno pokaleczony. - Dobrze Sweeney, teraz powoli posmarujemy rany... Ech jak to zrobić by Cię to nie bolało.. - Johanna również się zastanawiała, a zaraz sięgnęła po wacik, czy patyczki do uszu i spojrzała pytająco na Panią Lovett. - Może coś z tego wybierzemy hm..? - Mężczyzna zaraz odezwał się, gdy odstawił filiżankę na stół. - Nie jestem dzieckiem.. po prostu to zróbcie.. - Obie Panie przesunęły spojrzeniem po ciele mężczyzny, na co Sweeney okrył się koszulą, jakąś sięgnął z oparcia, bo czuł się dziwnie nieswojo, tym bardziej, gdy patrzyła na niego córka. - Popatrzyłyście sobie..? To teraz czas na te maści, żele i inne bajery... -Sweeney starał się podtrzymać dobrą atmosferę, mimo tego co się stało, a gdy Panie ocknęły się na jego słowa cicho uśmiechnęły i zaraz obie się nim zajęły, lecz Nellie stwierdziła, że lepiej będzie jak nałoży rękawiczkę na dłoń, lateksową i tak opatrzy Sweeney'a specyfikiem, bo nie chciała mu w tej wacie, czy waciku, dodać dodatkowej infekcji.

niedziela, 1 maja 2016

Part 339.

Johanna zmrużyła oczy w spojrzeniu na golibrodę, płynęły z nich gorzkie łzy. Pokręciła głową nie dowierzając w całą tą sytuację. Do głowy przychodziło jej tyle pytań, które chciała zadać Todd'owi, a jednak żadne z nich nie padło z jej ust. Przez myśl przechodziły jej ich wszystkie spotkania, jak i to kiedy pierwszy raz spotkała się z nim na ulicy. Czemu nie wyznał jej prawdy przez te jakby nie było kilka miesięcy? Co takiego stało się w przeszłości, że została pod opieką Turpina? Miała wrażenie, że całe jej życie jest jednym wielkim kłamstwem. Zdrada Charles'a również miała na nią ogromny wpływ, złamała jej serce, lecz w równym stopniu dokonała tego ta nowa wiadomość.
- Nie wierzę..! Czy wy wszyscy uknuliście jakiś spisek? Pewnie od dawna to planowaliście, prawda? Wspaniały tatuś, który odnalazł się nagle po tylu latach.. Może moja matka też żyje i po prostu chcieliście się mnie pozbyć, a teraz tknęły nagle wyrzuty sumienia..?! - Johanna zaczęła się cofać, powoli oddalać od pary. Z nieba powoli zaczął padać deszcz, a nawet mocno zagrzmiało. Sweeney stał nieruchomo, czując jak słowa boleśnie go ranią, niczym jak miecz wbity w serce. Spełniły się jego najgorsze przeczucia, co do tej sytuacji. Miał ochotę w tej chwili zniknąć z powierzchni ziemi. Nellie złapała młodą kobietę za nadgarstek, by nie odchodziła.
- Proszę mnie puścić..! Wiedziała Pani o wszystkim, mogę się założyć..! A może jeszcze okaże się, że jest Pani moją matką..? Już wszystko wydaje się być możliwe.. To chore! Wy wszyscy mnie okłamaliście! - Johanna wyszarpnęła się z uścisku Pani Lovett, odwróciła się i pobiegła przed siebie, uciekając z tego miejsca jak najdalej. Upuściła papierową torbę ze swoim zakupem, ale już nie wróciła się po nią. Najwyraźniej nie chciała mieć już niczego wspólnego z tym przeznaczonym na ślub przedmiotem. Oboje stali jak posągi, nie będące w stanie się poruszyć i spoglądali na kobietę ze smutkiem, kiedy coraz bardziej się od nich oddalała. W pełni rozumieli jej zachowanie, chociaż chyba nie spodziewali się aż takiego wybuchu i jednocześnie załamania.
Kobieta podniosła lekko ubłoconą torbę, postanawiając o zabraniu jej do domu. Najtańsza nie była, a Johanna zawsze mogła ją jeszcze zwrócić czy sprzedać i zyskać dzięki temu sporo pieniędzy. Nellie sama miała gulę w gardle po tym co tu zaszło, jednak wiedziała że musi być podporą do Sweeney'a, którego w takim stanie nie widziała już od dawna. Zbliżyła się do niego i przytuliła mężczyznę. Oparł swoją głowę o jej głowę i uronił łzę, której nie był już w stanie dłużej powstrzymać.
- Sweetie.. wracajmy do domu, dobrze..? To jeszcze nie koniec.. Prędzej czy później, Johanna przyjdzie do nas.. będzie chciała to wszystko wyjaśnić.. Wracajmy kochanie. - Pogłaskała go jeszcze po plecach, a ich smutne spojrzenia spotkały się. Sweeney przejął od niej torbę, w której znajdowała się dość ciężka suknia i ruszyli z powrotem na Fleet Street. Choć właściwie szybko zrezygnowali z tego spaceru, ponieważ deszcz coraz bardziej się nasilał i ze względu na to wsiedli do pierwszego dyliżansu, jaki napotkali po drodze i już niebawem byli na miejscu. Nellie miała wielką nadzieję na to, że Johanna mimo tego, co dzisiaj doświadczyła prędko się u nich pojawi i zechce porozmawiać ze swoim ojcem. W innej sytuacji wiedziała, że jej ukochany się załamie i wszystko wróci do dawnych lat ciszy i depresji Todd'a, a do tego dopuścić nie mogła. Gdy dotarli już do domu, zmienili przemoczone ubrania i właściwie spędzali czas na własnych przemyśleniach. Pani Lovett była lekko mówiąc bezradna, nie wiedziała jak go pocieszać, a tym bardziej nie chciała obiecywać czegoś za jego córkę, bo przecież nie kierowała jej zachowaniem. Sweeney siedział w swoim zakładowym fotelu, ponury jak kiedyś. Kobieta pojawiła się u niego za jakiś czas z obiadem, właściwie drugim daniem.
- Sweeney.. zjesz..? To Twoje ulubione danie.. - odparła kiedy coraz bardziej zbliżała się do fotela. Mocno martwił ją jego stan psychiczny, ale bez względu na to musiała dopilnować żeby coś zjadł, przecież wciąż nie był w najlepszej formie. Golibroda pokręcił głową nawet nie spoglądając na kobietę. Wydawało się, że patrzył gdzieś w podłogę, choć jego wzrok wydawał się nieobecny.
- Musisz coś zjeść, inaczej niedługo tutaj zemdlejesz.. poza tym Twoich leków nie bierze się na pusty żołądek.. Sweetie, popatrz na mnie.. - Ukucnęła przed nim z obiadową tacą, lecz nawet gdy na nią spojrzał wydawał się nie być obecny tutaj. Z jego spojrzenia można było wyczytać zarówno smutek, jak i wściekłość. Było w tym coś przerażającego. - Proszę Cię..
- Naprawdę nie mam ochoty na jedzenie, daj mi spokój..! - Przejął od niej tackę, którą niby przez przypadek, niby celowo upuścił sprawiając, że całe jedzenie wylądowało na podłodze, a naczynia potłukły się. Spojrzał na nie obojętnie i podszedł do dużego okna, przez które wyjrzał. Nellie utkwiła swoje spojrzenie w stłuczonym szkle, nie dowierzając że rzeczywiście do tego doszło. Podobne sceny miały tu już miejsce kilka razy, lecz było to kilka lat temu, co raczej dobrze nie wróżyło. Wystraszyła się tego zachowania i jakby skuliła w sobie w obawie przed tym, co może wydarzyć się potem. Po prostu zabolało ją, że tak się dla niego starała, a on potraktował to jakby chciała zrobić mu coś złego. Chociaż gdzieś w głębi serca rozumiała jego zachowanie. - A co jeśli dziś straciłem ją na zawsze..?! Nie zniosę tego..! Po co w ogóle to powiedziałem.. żylibyśmy jak dawniej i co jakiś czas się spotykali.. - Sweeney przeszedł się po swoim zakładzie, a znajdował się prawie w amoku. Chciał się na czymś wyżyć i pewnie gdyby znalazł się tu jakiś przypadkowy mężczyzna w złości poderżnąłby mu gardło. Zupełnie jak za dawnych czasów. Nellie znalazła się w jednym z kątów pomieszczenia, by przypadkiem nie oberwać. - Po co w ogóle to mówiłem.. To błąd, kolejny błąd wielkiego nieudacznika.. Mam dosyć.. - Sweeney znów opadł na swój fotel, lecz tym razem objął dłońmi swoją głowę. - Jeśli Johanna nie pojawi się tu przez tydzień, wszystko stracone..
- Nieprawda.. - Nellie odrzekła dość cichym tonem, po czym podeszła do niego. Tym razem usiadła na kolanach mężczyzny i sprawiła, by popatrzył jej w oczy. - Spokojnie. Cicho, kochany, cicho. Nie zadręczaj się.. Postąpiłeś słusznie, wiesz że byłoby tylko gorzej gdyby tak czekać.. Wierz mi. Nie straciłeś jej, Johanna wszystko sobie przemyśli.. Zobaczysz Sweeney.. Pewnie wkrótce się tutaj pojawi.. Wyjaśnisz jej wszystko, pokażesz jej zdjęcie, strój z chrzcin.. zresztą na pewno masz jakieś dokumenty, które potwierdzą Twoje słowa.. - Pogładziła go delikatnie po policzku.
- Nellie.. przepraszam za to zachowanie, straciłem panowanie nad sobą.. Wciąż mi się to zdarza.. Jestem beznadziejny. Myślisz, że będzie chciała nas widzieć? Skąd wiesz? Do Ciebie też miała żal, nie chciałem do tego dopuścić, ale wyszło jak wyszło.. Widząc jej reakcję poczułem się wcale nie lepiej od Charlesa.. - Objął kobietę ręką, choć wciąż nie wydawał się być ani trochę pocieszony, ale za to bardziej opanowany przy Nellie. Nie mógł się wyzbyć z głowy tej sceny, łez i słów jego córki. Równocześnie zastanawiał się, co się z nią teraz dzieje.. Wróciła do domu czy wciąż spacerowała po londyńskich ulicach w tym podłym stanie?
- Nic się nie stało, kochanie.. Obiecuję Ci to, że tak będzie.. i najlepiej byłoby nie czekać na nią tydzień.. lecz na to nie mamy akurat wpływu.. Sweetie nie może być tak źle skoro już odważyłeś się na taki krok.. Wierzę w Ciebie. Nie jesteś beznadziejny. - Lovett pocałowała mężczyznę w policzek i lekko się do niego uśmiechnęła. Na pewno nie mogła obiecywać za kogoś innego, ale wierzyła że Johanna wkrótce poukłada sobie pewne rzeczy w głowie i przybędzie na Fleet Street. - A teraz.. może rzeczywiście zjemy obiad..? - Sweeney przytaknął na słowa kobiety, lecz zanim wstała przytulił ją do siebie. Wystraszył ją tym swoim chwilowym wybuchem, choć nie przyznawała tego, by nie zrobić mu przykrości. Doceniał, że cały czas była przy nim. Gdyby nie Nellie pewnie posunąłby się po tej porażce do przykrych czynów, być może zrobiłby krzywdę i sobie. Jednak ona była tą, która hamowała go od pewnych rzeczy. Gdyby nie jej obecność i bezgraniczna miłość, którą odczuwał na każdym kroku pewnie byłby zupełnie innym człowiekiem.
W końcu kobieta zeszła na dół, by znów przygotować obiad, a golibroda został jeszcze na chwilę, by posprzątać bałagan do którego sam się przyczynił. Potem zszedł na dół, wyrzucił śmieci i pomógł jej przy posiłku. Był dobry, jak zwykle, ale dziś wyjątkowo jedzenie mu nie szło i zmuszał się do niego, by nie zrobić jej kolejnej przykrości. W międzyczasie spoglądał na zegarek, jakby odliczał minuty do pojawienia się Johanny, w co i tak powątpiewał. Przez to popołudniowy czas leciał wyjątkowo powolnie. Pani Lovett znalazła sobie zajęcie w przygotowaniu sklepu na jutrzejsze otwarcie. Robiła między innymi różne dekoracje i stawiała je na stolikach. Wreszcie po 17, a właściwie w okolicach 18 rozległ się dzwonek do drzwi. Oczywiście to Nellie była najbliżej nich, więc zaraz szybko sprawdziła, kto się w nich pojawił. Była to Johanna, wciąż w nienajlepszym stanie, lecz przynajmniej pojawiła się i piekarka w pewnym sensie poczuła jak kamień spada jej z serca, chociaż wiedziała, że przed Todd'em teraz ciężka rozmowa.
- Wejdź, proszę.. Sweeney jest w salonie.. - No i tak młoda kobieta weszła do środka, zdjęła swój płaszcz i całkiem niepewnie ruszyła odnaleźć swojego ojca. Nellie została w części sklepowej, nie chciała przeszkadzać im w tej ważnej rozmowie czy rozpraszać swoją osobą golibrodę.
Todd siedział w fotelu, wciąż pogrążony w swoich myślach, dlatego kiedy zobaczył w progu swoją córkę prawie przetarł oczy ze zdumienia. Sam już nie wiedział, czy to wytwór jego wyobraźni czy rzeczywiście zjawiła się tutaj. Poderwał się prędko z fotela i wskazał jej kanapę obok.
- Proszę, usiądź.. I błagam, zanim padną z Twoich ust kolejne oskarżenia, wysłuchaj mnie.. wysłuchaj mojej, naszej historii.. - Poczekał, aż Johanna usiadła na kanapie, a sam znów zajął swoje miejsce. Zdziwił się spokojnym tonem swojego głosu, tym opanowaniem jakie w niego wstąpiło. A w końcu zaczął mówić. - Pewnie uważasz mnie za łajdaka, który jakiś czas temu przypomniał sobie o tym, że ma córkę.. nie do końca tak było.. Johanno.. założę się o głowę, że większość rzeczy, które naopowiadał Ci Turpin były kłamstwami.. Nie chciałem żeby moje życie potoczyło się w ten sposób, że stracę Cię na dwadzieścia lat.. że stracę Lucy.. - Spojrzał na nią, był ciekawy jej reakcji, choć na razie jej twarz nie wyrażała zbyt wiele. Mógł jedynie liczyć na to, że z czasem go zrozumie. - Prawie 20 lat temu poznałem Twoją mamę, piękną i uroczą Lucy, która odmieniła mój świat na zawsze.. Pani Lovett nie ma z tym nic wspólnego, choć już wtedy znaliśmy się, byliśmy sąsiadami.. Jednak ja w przeciwieństwie do niej byłem zapatrzony tylko w Lucy, którą prędko poślubiłem.. Wiedliśmy spokojne życie, pracowaliśmy, mieliśmy siebie i to nam wystarczało.. Za jakiś czas pojawiłaś się Ty, kolejne szczęście jakie mnie spotkało.. Byłaś tak uroczym, spokojnym dzieckiem.. - Przerwał, by podejść do szafki i wyciągnąć z niej jedyną fotografię przestawiającą jego, Lucy i małą Johannę, gdzieś albo przed albo po jej pierwszych urodzinach. Do tego wyciągnął swoje dokumenty poświadczające, że kiedyś był Benjaminem Barkerem, czy akt urodzenia córki. - To niewiele, wiem.. mam jeszcze jedynie Twój strój z chrzcin, lecz w zupełnie innym miejscu.. tu trzymam.. ostanie pamiątki z dawnego życia.. - Usiadł obok niej i podał jej zdjęcie, czy dokumenty. Najpierw spojrzała na zdjęcie, z którego co prawda siebie jako dziecka nie była w stanie rozpoznać, lecz Sweeney'a owszem, choć miał zdecydowanie krótsze włosy, bez siwego pasma i mniej trosk na twarzy. Do tego ta kobieta -  blondynka, jej matka po której odziedziczyła kolor włosów i urodę. Zawiesiła oko na tej fotografii dłuższą chwilę, aż z jej oczu popłynęła łza. Potem przyjrzała się dawnym dokumentom Todd'a, czy aktowi jej urodzenia. Teraz już uwierzyła, przecież przypadkowa osoba czy kłamca nie posiadałaby takich pamiątek. Jednak wciąż trapiła ją pewna kwestia.
- Więc.. co.. co stało się potem.. z mamą.. z nami..? - Spojrzała na niego z zapytaniem: skoro wszystko układało się tak pięknie, co mogło pójść źle? Potem znów utkwiła wzrok w czarno-białej fotografii i przesunęła kciukiem po postaci jej matki, jakby tym miała sprawić, że zaraz się tutaj pojawi i ją przytuli.
- Wtedy w naszym życiu pojawił się Turpin.. -
Johanna spojrzała na niego jakby z ożywieniem. Miała wrażenie, że nie znają się tak długo, a jednak.. - Zakochał się w Lucy, wtedy ja stałem się problemem.. Wiesz jak ten człowiek poradził sobie z owym problemem? Pozbawił prawa wykonywania zawodu.. Wypędził z miasta.. na 15 lat.. nie mogłem tutaj wrócić, nie mogłem zobaczyć się z najbliższymi! Zostałem pozbawiony wszystkiego! 15 lat ciężkiej pracy na różnych kontynentach.. życia w piekle.. 15 lat marzeń o powrocie do domu, do żony i córki.. Za to co zastałem tutaj? Wiadomość, że Lucy nie żyje, a wcześniej największy strażnik prawa w Londynie zgwałcił ją i Bóg wie co jeszcze jej zrobił.. Za to o Tobie nie wiedziałem nic.. Poddałem się, żyłem tutaj na piętrze, żyłem zemstą, choć do tej pory nie czuję żebym ją otrzymał.. Zmieniłem tożsamość, by Turpin szybko mnie tutaj nie rozpoznał, nie raz miałem go już w garści, jednak ciągle coś mi nie wychodziło.. Potem nagle spotkałem Ciebie Johanno.. na ulicy, najzwyczajniej w świecie.. Domyśliłem się, że to Ty.. przecież jesteś niemalże kopią Lucy.. jednak kiedy dowiedziałem się, że mieszkasz u Turpina.. Co więcej.. kiedy on zobaczył jak rozmawiamy, kiedy domyślił się że będę próbował powiedzieć Ci prawdę.. postanowił znowu mnie zlikwidować.. Moja ostatnia nieobecność wiąże się właśnie z tym, zwabił mnie do miasteczka na końcu kraju, gdzie więził mnie w zamku, torturował i prawie zabił.. Choć wiem, że brzmi to dla Ciebie strasznie absurdalnie.. - Po tym potoku słów wreszcie poczuł jakby zrobiło mu się lżej po tylu latach, choć to co mówił wcale nie było dla niego łatwą sprawą, lecz chyba wreszcie nauczył się mówić o swojej przeszłości bez popadania w te same stany, które odczuwał kiedyś. - Przez wiele lat z racji tego, co mnie spotkało byłem okropnym człowiekiem.. zwłaszcza dla Pani Lovett, która w pewnym momencie musiała opuścić Fleet Street, ponieważ nie mogła dłużej wytrzymać ze mną.. i z nieodwzajemnionym uczuciem do mnie.. Kiedy wróciła.. za jakiś czas z arystokratą, narzeczonym.. to moje serce było złamane.. dotarło do mnie, że jej potrzebuję i że czuję coś więcej.. Choć nawet po kilku wspólnych miesiącach wciąż nie jestem najlepszy w okazywaniu tego.. Dzięki niej znowu stanąłem na nogi, rozpocząłem nowe życie.. a nie byłem w stanie zrobić tego od przerażająco długiego czasu.. Tak, wiedziała o wszystkim.. lecz przecież do mnie należało, by Ci to wszystko powiedzieć.. prawda..? Zresztą może bez jej motywacji nigdy bym się na to nie odważył..
- Tylko czemu nie szukałeś mnie wcześniej.. czemu nie powiedziałeś mi wcześniej tego wszystkiego..? Spotykaliśmy się już tyle razy.. A nie miałam pojęcia, że siedzę obok swojego ojca.. Zawsze zastanawiałam się skąd tak naprawdę pochodzę.. co stało się z moimi rodzicami.. czemu znalazłam się akurat w domu sędziego.. - Spojrzała na ojca z kolejnym wyrzutem, a Sweeney tych właśnie pytań obawiał się najbardziej. Jednak chwilowo ocalił go od odpowiedzi stan córki. - Nie czuję się najlepiej.. To.. zbyt wiele informacji jak na jeden dzień.. - Mężczyzna pomógł się jej położyć na kanapie, a zaraz szybko z kuchni przyniósł szklankę z zimną wodą, jak i otworzył okno, by wpadło tu trochę świeżego powietrza mającego oczyścić atmosferę. Johanna zbladła po tym wszystkim, co usłyszała, dopiero kiedy trochę się napiła jej przeszło. W tym czasie u progu drzwi zjawiła się Nellie, trochę zaniepokojona stanem córki Todd'a. Choć sama już nie wiedziała czy ma wchodzić dalej, czy może zdenerwuje ją tym bardziej.

Part 338.

Sweeney bił się z myślami, co zrobić, a przede wszystkim jaką drogę teraz wybrać, kiedy byli dosłownie dwie przecznice od chwili, kiedy za chwilę pojawi się powóz Charlie'go z alkoholem i będzie dostarczał trunki do sklepów. Upewnił się czy na pewno teraz będzie to miało miejsce, gdy spojrzał na zegarek i wskazówki, aż prosiły się by tam pójść, wskazywały godzinę niczym kompas. Golibroda zmierzał nieco za kobietami, a gdy Nellie na niego spojrzała, jak zatrzymali się przy wystawie sklepu z męskimi krawatami i odezwała.
- Sweeney.. Patrz.. może nowy krawat by Ci się przydał hm..? - Sweeney spojrzał na wystawę sklepową i pokręcił głową, że nie chce. A tym samym Nellie gdy sie do niego nieco zbliżyła i pocałowała jego policzek choć w planie miała się dowiedzieć, czy Todd na coś się zdecydował. - Sweetie..? Inaczej Charles ucieknie.. i nic dziś się nie wyjaśni.. Pamiętaj, że Turpina tu jeszcze nie ma, ale mam przeczucie, że wkrótce będzie tu z powrotem.. A wtedy znów stracisz swoją szansę, jesli Johanna znów jakimś cudem zacznie mu ufać..- Westchnęła, a zaraz przerwała Nellie tą chwilę Johanna, gdy podeszła Todd'a z drugiej strony i wskazała na granatowy gładki krawat i uśmiechnęła się. - A ten krawat Panie Todd..? Ten granatowy, całkiem gładki.. Pasowałby Panu.. ma Pan ciemne oczy... wyglądałby idealnie..! Ale ja na nic nie naciskam.. Może wkręcimy tutaj? Jest tam jedna kawiarnia, może byśmy weszli napić się czekolady..? - Znów poprawiła swój uśmiech, a Todd zabrał głos nieco jakby zamyślony i zmarszczył czoło przyglądając się na krawat, ale chyba bardziej spoglądał na odbicie własne i swojej córki. - Krawat może kiedy indziej, mam ich kilka, starczy... Czekoladę? Czemu nie, ale może napiłbym się herbaty... A serwują tam herbatę? - Todd nie wiedział sam co chciał usłyszeć w tej odpowiedzi, co jeśli serwowali w tamtym miejscu, również herbatę? Pewnie po powrocie do domu, będzie żałował, że nie wyjaśniło się nic z tą całą sytuacją: Charlie- Johanna- On. A zaraz usłyszał głos swojej córki, gdy oznajmiła spokojnie w jego kierunku.
- Och.. herbatę raczej nie.. Ale jeśli zna Pan inne miejsce, to ja nie widzę przeszkód... - Sweeney w takim razie czuł jeszcze większe spięcie, a Nellie rozumiała, że właśnie jej słodki Sweetie zdecydował się zmierzyć dziś z prawdą i była z niego już teraz dumna. W końcu wiedziała, że właśnie zmierzają na ulicę Little New Street, zatem była nieco oddalona od Fleet Street, ale jakoś nie narzekali, na to, kiedy szli rozmawiając ze sobą.
Panie wymieniały się wypowiedziami na temat materiałów sukien i nie tylko, Sweeney'a także w to wciągały, ale tym lepiej, bo Nellie nie mogła pozwolić, by to co za niedługo się wydarzy, będzie celowe z ich strony. Todd czuł jak serce bije mu w piersi, coraz szybciej niczym jakby miał za moment przebiec 20 kilometrowy maraton, albo już go przebiegł i był bliski zawału serca. Po prostu był strasznie zestresowany, Nellie złapała ukradkiem go za dłoń i ścisnęła, chcąc dodać mu otuchy, Czuła, że dziś może wydarzyć się wszystko, ale była obok i nie zamierzała zmieniać swojej pozycji, chciała być oparciem dla Sweeney'a wiedziała, że dziś będzie jej potrzebować i to bardzo.
Powoli zbliżali się do okolic sklepu z alkoholami, poza tym już Nellie widziała powóz, który stał przed sklepem i właśnie Charles zanosił kolejną skrzynkę wina do salonu z alkoholami. Nellie zaraz przystała dosłownie dwa sklepy od powozu Charlie'go i spoglądała na wystawę z butami, którymi też zainteresowała się Johanna. Nellie zrobiła to celowo, nawet wskazała na buty, które niby jej się podobały, ale wiedziała, żeby ich nie kupiła, jednak nie chciała podchodzić bliżej. Miała nadzieję, że Charlie sam nadzieje się na wzrok narzeczonej. Sweeney także udawał że przygląda się butom, nawet przez szybę zaczepił sprzedawce udając zainteresowanie jednymi męskimi butami, przy czym mężczyzna w sklepie pokazał Todd'owi cenę gdy podniósł but i przyczepioną do tego na sznureczku kwote na karteczce za buty męskie wiosenne. Sweeney udał, że za drogo i podziękował tylko skinięciem głowy, że sprzedawca pokazał mu wartość butów.
Ta debata nad wystawą trwała chwilę jeszcze czasu, aż Johanna chciała ruszyć już dalej i w tym momencie, już chciała coś powiedzieć, kiedy zobaczyła swojego narzeczonego przy powozie i już chciała tam iść, biec nawet wypowiadając jego imię. - Charlie... - Kiedy przystanęła po dwóch krokach, widząc przy nim jakąś kobietę,  która widać była zainteresowana fizycznością mężczyzny, jak i on nie odganiał jej, nic nie wyglądało na zaprzeczenie, wręcz przeciwnie. Johanna z wrażenia wypowiedziała kolejny raz imię narzeczonego, wręcz szepcząc bezgłośnie, ale z bólem w sercu i puściła momentalnie swój zakup torebki na ziemię, co aż obiło się niemal echem na ulicy. - Charlie... - Miała wrażenie, że świat dla niej zwolnił, zatrzymał się, nie widziała nikogo poza ta parą.
Poza swoim narzeczonym i tą kobietą, patrzyła na dalszy ciąg wydarzeń, kiedy Charlie objął kobietę i spojrzał jej w oczy mówiąc. - Już nie mogłem sie doczekać tego spotkania.. tylko ta praca i praca.. nudne wieczory w domu, ta atmosfera, Johanna, która tylko zajmuje się dzieckiem.. nie wiem kobiety tak wariują na punkcie dzieci, czy to chwile.. Mam wrażenie, że przestałem się liczyć. Poza tym Ty Dono moja.. dajesz mi to czego potrzebuję... powinnaś się rozejść, bylibyśmy dobraną parą.. A ja niebawem się żenię, ale to wyjdzie mi na dobre... tym bardziej w rodzinie sędziego.. mogę mieć tylko dobre układy... No daj buziaka.. bo stęskniłem się... - Charles dotykał bioder Dony, zakradał się pod jej suknie na uda, co było aż niesmaczne i nieetyczne robiąc coś tak erotycznego na ulicy. Nieważne, że za powozem z jednej strony, ale przecież kotar tam nie było, by żaden przechodzień tego nie widział. Nawet obejrzał się za nimi jakiś mężczyzna i pokręcił głową zniesmaczony.
Johanna przyglądała się chwilę tej sytuacji i spojrzała na Nellie, która pojawiła się obok i tak samo była poruszona tym co widzi, ale z nerwów, nie mówiąc o Toddzie, którego aż nosiło by dorwać Charlie'go. Johanna chciała coś powiedzieć, ale nie wytrzymała i kiedy Charles całował się z Doną, córka Sweeney'a ruszyła w ich kierunku i krzyknęła po chwili. - Charles! Charles!- Kiedy mężczyzna nie słyszał nawet swojego imienia, Johanna powtórzyła będąc już prawie przy parze. - Charles! Możesz mi wyjaśnić, co Ty robisz z ta kobietą?! - Charles nagle jak obudzony, widząc swoją narzeczoną, a siebie w objęciach Dony, zaraz szybko puścił kobietę i strasznie się zdenerwował na twarzy, a zaraz próbował się wysłowić. - Kochanie, to nieporozumienie... rzuciła się na mnie... a co Ty tu robisz? - Dona spojrzała urażona na Charliego i odezwała się do Johanny z taką arogancją w głosie. - Ja się rzuciłam, to ciekawe Złociutki, a Ty zapewne jesteś Johanna... wybacz, ale Twój narzeczony potrzebuje czegoś więcej niż pocałunek na dobranoc... Charles, zaraz złapał za nadgarstek kobiety, by więcej się nie odzywała i tłumaczył się. - Skarbie, ja Ci to wszystko wyjaśnię, nic mnie nie łączy z tą kobietą.. To kłamstwa i oszczerstwa, przecież wiesz, że moje serce należy do Ciebie... - Dona spojrzała na Charlie'go i uniosła lekko brew podchodząc do niego i zaraz dotknęła jego policzka, a ciałem prawie go pchnęła na bok powozu i pocałowała jego usta niemal na siłę, choć aż tak od tego nie uciekał. - Nic nie znaczę? Nie chce mi się w to wierzyć.. Więc to Twoja narzeczona.. Och widać, że szukasz pocieszenia gdzie indziej, nie dziwie się, Skarbie.. - Johanna pokręciła z niedowierzaniem głowa, kiedy patrzyła jak się całują, a zaraz Charles odepchnął Donę i złapał za nadgarstek Johanny, która wymierzyła mu w jednej chwili siarczysty policzek, a Sweeney złapał za przegubie Charles'a i odparł przez zaciśnięte zęby. - Puść Johannę. Dosyć tego! - Charles spojrzał z irytacją na golibrodę i zaraz spojrzał i na Nellie, która nie miała spokojnego wyrazu twarzy, ale tą sytuację postanowiła póki co zostawić Sweeney'owi, to była teraz jego chwila, narzeczony Johanny zepchnął rękę Todd'a i odparł wrednie. - A Pan niech się nie wtrąca.. nie pańska sprawa, proszę wracać do zakładu i golić..! Nic tu po Panu..! Golibrodo..! - Sweeney spojrzał na Charlie'go, a zaraz na Johannę i złapał za fałdy ubrania Charles'a, gdy ten był tak denerwujący. - Moja sprawa, jeśli coś dotyczy mojej rodziny... A Ty do niej nie pasujesz, zdrajco, jak śmiesz spotykać się z innymi kobietami.. Podczas pracy? Romanse? Zapomniałeś o Johannie.. o Tommy'm.. co oni dla Ciebie znaczą, to tylko cholerna przykrywka, liczysz na to, że przestaniesz być jak dostawca alkoholu i będziesz siedział za biurkiem i liczył tylko pieniądze..?! Tak się nie stanie! - Johanna nie rozumiała co mówił Todd, mimo to dziękowała mu, że stanął w jej obronie i nie pozwolił na to by Charles ją dotykał. - Panie Todd... - Johanna szepnęła cicho, nie chciała by Panowie się tutaj pobili i żeby to było z jej powodu. Dona zaś wcale nigdzie nie poszła, była uparta i przyglądała się tej sytuacji, jak i wzrokiem z takim zniesmaczeniem patrzyła na Johannę. - Niech Pan mnie puści, co to ma do cholery znaczyć, kim Pan jest by się w to mieszać..! Znalazł się powiernik Johanny..!
Nellie zaś stała blisko Johanny i dotknęła jej ramienia by wiedziała, że ma i jej oparcie. Panowie zaczęli się szarpać w tych nerwach, aż Sweeney pchnął Charles'a na powóz i odparł w chaosie ulicy. Sweeney chciał nawet użyć brzytwy, którą miał przy sobie, ale powstrzymał się od tego, przed taką publiką, Nellie czy swoją córką. Na kogo wyszedłby wtedy w jej oczach, nawet jak Charles na to zasłużył, to nie chciał być kimś takim jak Sędzia Turpin, być aresztowanym, czy stracić córkę przez taki czyn. Poza tym wierzył, że los odpłaci się Chatlie'mu za to co zrobił Johannie i Tommy'emu.  - Nie ożenisz się z Johanną.. nie pozwolę na to..! Kim ja jestem? Jestem ojcem Johanny i nie pozwolę by związała się z kimś tak obłudnym jak Ty...! Zrobiłeś mojej córce dziecko.. którym nawet się nie zajmujesz, a miałem Cię za kogoś innego gdy Cię poznałem.. A teraz rozrywki podczas pracy..? Ile jeszcze jest tych kobiet..? Dwie? Trzy? A może pięć?! A najmniejszy Twój problem jaki zawód wykonuję.. spójrz na siebie Charles jak nisko upadłeś..! Związek z moją córką..? Nie.. to dla Ciebie tylko przykrywka.. liczyłeś na stanowisko, które zapewniłby Ci ten łajdak Turpin..! Gdybym nie znał tej historii, to uznałbym, że to Ty jesteś jego synem, jesteście tak samo zepsuci, że bardziej się nie da..! - Warknął na Charles'a, który się podnosił przy kole powozu, a zaraz szarpnął Todd'em lecz Sweeney miał tyle siły, że znów pchnął go na powóz.
A Charles mruknął po chwili, sycząc od bólu w plecy. - Proszę odnalazł się tatuś Johanny, który nie powiedział jej tego w twarz.. ojcem Johanny, serio? Golibroda Sweeney Todd... hehe.. - Charles zaśmiał się a Johanna zastanawiała się czy to praeda w końcu wiedziała, że z domu była Barker, a nie Todd. Chciała wiedzieć jaka jest prawda, lecz chyba w tej chwili nie była w stanie tego udźwignąć.
Johanna słysząc te słowa, złapała się za serce, a zaraz zakryła usta, a w jej oczach pojawiły się łzy, które zaczęły momentalnie zalewać jej policzki. Nie miała pojęcia co o tym sądzić, a gdy przez chwilę widziała twarz Nellie czuła, że ona o wszystkim wiedziała! O wszystkim! Z jednej strony Johanna czuła ulgę, że jej uszy usłyszały taką wieść, ale z drugiej strony była na niego wściekła, że to ukrywał, poza tym nie rozumiała tego, że mieszkała z Turpinem, a gdzie wtedy był jej prawdziwy ojciec? A co z matką? Może także żyła? Teraz i tak była wściekła na ich obu. A Pani Lovett szepnęła przy uchu kobiety i objęła ją ramieniem przytulając do siebie. - Tak mi przykro Johanno... - Oczywiście te słowa dotyczyły Charles'a, nie Sweeney'a, dlatego zaraz dodała. - Charles nie jest Ciebie wart... - Zaś o Sweeney'u nic nie powiedziała, nie mogła przecież ją prosić o coś czego Johanna mogłaby nie spełnić, ale miała nadzieję, że chociaż spróbuje zrozumieć swojego ojca, a rozmowa była im potrzebna.
Nellie bała się o Sweeney'a, nie tyle co o jego stan psychiczny co i fizyczny, bo nim zdążyła powiedzieć mu, kiedy odwrócił się od Charles'a, ten zaraz złapał mężczyznę za płaszcz i szarpnął nim, że zepchnął golibrodę na ulicę, gdzie właśnie przejeżdżało kilka powozów i Todd wpadł pod jeden, na co Nellie krzyknęła. - Sweeney...! Sweeeeeetie..! - Na ulicy zrobił się straszny harmider, poza tym zaraz Charles podbiegł do Todd'a, który zbierał się z ulicy i uderzył w twarz mężczyznę. Johanna sama chciała krzyknąć na Todd'a, ale powstrzymała się, mimo że była wściekła martwiła się o niego.
Sama zastanawiała się dlaczego tak zawsze zależało jej na tym, by Todd był w sklepie Lovett, czy to był instynkt, ale z drugiej strony sama chciałaby go rozszarpać na kawałki, że to ukrywał. Chciała sie dowiedzieć dlaczego. - Zejdź mi z oczu, póki jestem dobry... nie chcesz poznać mojej złej strony...ze względu na kobiety zostawię to tak jak jest... zachować choć resztki godności Charles i spieprzaj stąd... - Woźnica w tym czasie też zaczął na nich obu wrzeszczeć, że nienormalni wbiegają pod kopyta koni i odjechał odgrażając się. Charles po ciosie Todd'a wypluł krew z ust. Chciał oddać golibrodzie, ale Sweeney zrobił unik i odparł kiedy Charles znów się na niego rzucił i kopnął go w przyrodzenie i szepnął nad uchem. - Przestań robić z siebie pośmiewisko.. Wara od mojej córki, zabierz sobie tą dziwkę, bo inaczej jej nie nazwę i nie pokazuj się mi na oczy...! A ja jestem Benjamin Barker... ale akurat przed Tobą łachmyto nie muszę się tłumaczyć dlaczego musiałem zmienić swoją tożsamość! - Nellie odetchnęła z ulgą, że Sweeney był cały, a przynajmniej tyle co widziała teraz cieszyło ją, choć zauważyła, że Todd nieco zaczął kuleć na jedną nogę przez ten upadek.
Sama jakby mogła to rozszarpałaby Charles'a i tak podziwiała Todd'a, że wydawał się z jednej strony spokojny i działał z rozwagą.
Ludzie na ulicy przyglądali się tej sytuacji, kobiety kręciły głowami, że musiało tu dojść do takich czynów. A mężczyźni, jak zwylke liczyli na rozlew krwi.
Charles jeszcze chciał podejść do Johanny, kiedy przestawał powoli, bardzo powoli odczuwać ból między nogami i odparł. Poza tym nagle nie wiedział Todd kiedy i gdzie uciekła Dona, bo nie było jej już. - Kochanie.. Johanno.. daj mi to wyjaśnić.. - Johanna pokręciła głową i powiedziała raz i jasno. - Teraz to Ty mnie posłuchaj Charles.. Masz się spakować.. i odejść.. nie będzie ślubu, nie zostaniesz moim mężem, nie ktoś taki jak Ty! Nigdy..! Poco ja w ogóle dziś kupowałam tą torebkę na ślub.. Ty cholerny tchórzliwy łajdaku.. nie daje Ci tego czego potrzebujesz..?! A czego potrzebujesz.. żonatej kobiety by pójść z nią do łóżka.. to była żona, Pana Andersa.. ? Tak mi się odpłacasz za wszystko..? Tyle dla Ciebie znaczę..? Tylko tyle..? Tylko łóżko Cię interesuje..? To teraz pomyśl, czy na to łóżko będzie Cię stać, bo dopilnuje tego, by Pan Anders dowiedział się jakim jesteś łajdakiem..! - Johanna pokręciła głową i szarpnęła mężczyzną kilka razy, a zaraz znów wymierzyła mu policzek. Mówiła tak o Panu Andersie, bo był to człowiek, który właśnie jak na pech, zarządzał większością sklepów z alkoholami i miał wtyki w fabryce, w której pracował Charles, zatem jego praca wisiała na włosku.
W końcu jak z podkulonym ogonem mężczyzna udał się do powozu, po uprzednim proszeniu Johanny by tego nie robiła co zamierzała, wręcz ją błagał na kolanach, poza tym chciał by się z nim ożeniła, ale czy to było szczere? Może na pierwszy rzut oka tak wyglądało. Kobieta znów poczuła jak do jej oczu napływają łzy, kiedy Charles odjeżdżał powozem, a spojrzenia Nellie i Sweeney'a spotkały się w tym samym czasie.
Kobieta starała się zrozumieć to co usłyszała, ale pewna jej części ciała, wcale nie chciała tego wiedzieć, za druga miała chęć wtulić się w ramiona ojca, lecz gniew Johanny był od tego silniejszy, co nawet zaprognozowała pogoda, gdy niebo zagrzmiało i pociemniały chmury.
Sweeney nie wiedział co miał zrobić, szukał odpowiedzi w Nellie twarzy kiedy pokazała mu by coś powiedział. Wtedy mężczyzna odparł niepewnie. - Johanno...

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.