SCM Music Player.

Bohaterowie.

niedziela, 1 maja 2016

Part 338.

Sweeney bił się z myślami, co zrobić, a przede wszystkim jaką drogę teraz wybrać, kiedy byli dosłownie dwie przecznice od chwili, kiedy za chwilę pojawi się powóz Charlie'go z alkoholem i będzie dostarczał trunki do sklepów. Upewnił się czy na pewno teraz będzie to miało miejsce, gdy spojrzał na zegarek i wskazówki, aż prosiły się by tam pójść, wskazywały godzinę niczym kompas. Golibroda zmierzał nieco za kobietami, a gdy Nellie na niego spojrzała, jak zatrzymali się przy wystawie sklepu z męskimi krawatami i odezwała.
- Sweeney.. Patrz.. może nowy krawat by Ci się przydał hm..? - Sweeney spojrzał na wystawę sklepową i pokręcił głową, że nie chce. A tym samym Nellie gdy sie do niego nieco zbliżyła i pocałowała jego policzek choć w planie miała się dowiedzieć, czy Todd na coś się zdecydował. - Sweetie..? Inaczej Charles ucieknie.. i nic dziś się nie wyjaśni.. Pamiętaj, że Turpina tu jeszcze nie ma, ale mam przeczucie, że wkrótce będzie tu z powrotem.. A wtedy znów stracisz swoją szansę, jesli Johanna znów jakimś cudem zacznie mu ufać..- Westchnęła, a zaraz przerwała Nellie tą chwilę Johanna, gdy podeszła Todd'a z drugiej strony i wskazała na granatowy gładki krawat i uśmiechnęła się. - A ten krawat Panie Todd..? Ten granatowy, całkiem gładki.. Pasowałby Panu.. ma Pan ciemne oczy... wyglądałby idealnie..! Ale ja na nic nie naciskam.. Może wkręcimy tutaj? Jest tam jedna kawiarnia, może byśmy weszli napić się czekolady..? - Znów poprawiła swój uśmiech, a Todd zabrał głos nieco jakby zamyślony i zmarszczył czoło przyglądając się na krawat, ale chyba bardziej spoglądał na odbicie własne i swojej córki. - Krawat może kiedy indziej, mam ich kilka, starczy... Czekoladę? Czemu nie, ale może napiłbym się herbaty... A serwują tam herbatę? - Todd nie wiedział sam co chciał usłyszeć w tej odpowiedzi, co jeśli serwowali w tamtym miejscu, również herbatę? Pewnie po powrocie do domu, będzie żałował, że nie wyjaśniło się nic z tą całą sytuacją: Charlie- Johanna- On. A zaraz usłyszał głos swojej córki, gdy oznajmiła spokojnie w jego kierunku.
- Och.. herbatę raczej nie.. Ale jeśli zna Pan inne miejsce, to ja nie widzę przeszkód... - Sweeney w takim razie czuł jeszcze większe spięcie, a Nellie rozumiała, że właśnie jej słodki Sweetie zdecydował się zmierzyć dziś z prawdą i była z niego już teraz dumna. W końcu wiedziała, że właśnie zmierzają na ulicę Little New Street, zatem była nieco oddalona od Fleet Street, ale jakoś nie narzekali, na to, kiedy szli rozmawiając ze sobą.
Panie wymieniały się wypowiedziami na temat materiałów sukien i nie tylko, Sweeney'a także w to wciągały, ale tym lepiej, bo Nellie nie mogła pozwolić, by to co za niedługo się wydarzy, będzie celowe z ich strony. Todd czuł jak serce bije mu w piersi, coraz szybciej niczym jakby miał za moment przebiec 20 kilometrowy maraton, albo już go przebiegł i był bliski zawału serca. Po prostu był strasznie zestresowany, Nellie złapała ukradkiem go za dłoń i ścisnęła, chcąc dodać mu otuchy, Czuła, że dziś może wydarzyć się wszystko, ale była obok i nie zamierzała zmieniać swojej pozycji, chciała być oparciem dla Sweeney'a wiedziała, że dziś będzie jej potrzebować i to bardzo.
Powoli zbliżali się do okolic sklepu z alkoholami, poza tym już Nellie widziała powóz, który stał przed sklepem i właśnie Charles zanosił kolejną skrzynkę wina do salonu z alkoholami. Nellie zaraz przystała dosłownie dwa sklepy od powozu Charlie'go i spoglądała na wystawę z butami, którymi też zainteresowała się Johanna. Nellie zrobiła to celowo, nawet wskazała na buty, które niby jej się podobały, ale wiedziała, żeby ich nie kupiła, jednak nie chciała podchodzić bliżej. Miała nadzieję, że Charlie sam nadzieje się na wzrok narzeczonej. Sweeney także udawał że przygląda się butom, nawet przez szybę zaczepił sprzedawce udając zainteresowanie jednymi męskimi butami, przy czym mężczyzna w sklepie pokazał Todd'owi cenę gdy podniósł but i przyczepioną do tego na sznureczku kwote na karteczce za buty męskie wiosenne. Sweeney udał, że za drogo i podziękował tylko skinięciem głowy, że sprzedawca pokazał mu wartość butów.
Ta debata nad wystawą trwała chwilę jeszcze czasu, aż Johanna chciała ruszyć już dalej i w tym momencie, już chciała coś powiedzieć, kiedy zobaczyła swojego narzeczonego przy powozie i już chciała tam iść, biec nawet wypowiadając jego imię. - Charlie... - Kiedy przystanęła po dwóch krokach, widząc przy nim jakąś kobietę,  która widać była zainteresowana fizycznością mężczyzny, jak i on nie odganiał jej, nic nie wyglądało na zaprzeczenie, wręcz przeciwnie. Johanna z wrażenia wypowiedziała kolejny raz imię narzeczonego, wręcz szepcząc bezgłośnie, ale z bólem w sercu i puściła momentalnie swój zakup torebki na ziemię, co aż obiło się niemal echem na ulicy. - Charlie... - Miała wrażenie, że świat dla niej zwolnił, zatrzymał się, nie widziała nikogo poza ta parą.
Poza swoim narzeczonym i tą kobietą, patrzyła na dalszy ciąg wydarzeń, kiedy Charlie objął kobietę i spojrzał jej w oczy mówiąc. - Już nie mogłem sie doczekać tego spotkania.. tylko ta praca i praca.. nudne wieczory w domu, ta atmosfera, Johanna, która tylko zajmuje się dzieckiem.. nie wiem kobiety tak wariują na punkcie dzieci, czy to chwile.. Mam wrażenie, że przestałem się liczyć. Poza tym Ty Dono moja.. dajesz mi to czego potrzebuję... powinnaś się rozejść, bylibyśmy dobraną parą.. A ja niebawem się żenię, ale to wyjdzie mi na dobre... tym bardziej w rodzinie sędziego.. mogę mieć tylko dobre układy... No daj buziaka.. bo stęskniłem się... - Charles dotykał bioder Dony, zakradał się pod jej suknie na uda, co było aż niesmaczne i nieetyczne robiąc coś tak erotycznego na ulicy. Nieważne, że za powozem z jednej strony, ale przecież kotar tam nie było, by żaden przechodzień tego nie widział. Nawet obejrzał się za nimi jakiś mężczyzna i pokręcił głową zniesmaczony.
Johanna przyglądała się chwilę tej sytuacji i spojrzała na Nellie, która pojawiła się obok i tak samo była poruszona tym co widzi, ale z nerwów, nie mówiąc o Toddzie, którego aż nosiło by dorwać Charlie'go. Johanna chciała coś powiedzieć, ale nie wytrzymała i kiedy Charles całował się z Doną, córka Sweeney'a ruszyła w ich kierunku i krzyknęła po chwili. - Charles! Charles!- Kiedy mężczyzna nie słyszał nawet swojego imienia, Johanna powtórzyła będąc już prawie przy parze. - Charles! Możesz mi wyjaśnić, co Ty robisz z ta kobietą?! - Charles nagle jak obudzony, widząc swoją narzeczoną, a siebie w objęciach Dony, zaraz szybko puścił kobietę i strasznie się zdenerwował na twarzy, a zaraz próbował się wysłowić. - Kochanie, to nieporozumienie... rzuciła się na mnie... a co Ty tu robisz? - Dona spojrzała urażona na Charliego i odezwała się do Johanny z taką arogancją w głosie. - Ja się rzuciłam, to ciekawe Złociutki, a Ty zapewne jesteś Johanna... wybacz, ale Twój narzeczony potrzebuje czegoś więcej niż pocałunek na dobranoc... Charles, zaraz złapał za nadgarstek kobiety, by więcej się nie odzywała i tłumaczył się. - Skarbie, ja Ci to wszystko wyjaśnię, nic mnie nie łączy z tą kobietą.. To kłamstwa i oszczerstwa, przecież wiesz, że moje serce należy do Ciebie... - Dona spojrzała na Charlie'go i uniosła lekko brew podchodząc do niego i zaraz dotknęła jego policzka, a ciałem prawie go pchnęła na bok powozu i pocałowała jego usta niemal na siłę, choć aż tak od tego nie uciekał. - Nic nie znaczę? Nie chce mi się w to wierzyć.. Więc to Twoja narzeczona.. Och widać, że szukasz pocieszenia gdzie indziej, nie dziwie się, Skarbie.. - Johanna pokręciła z niedowierzaniem głowa, kiedy patrzyła jak się całują, a zaraz Charles odepchnął Donę i złapał za nadgarstek Johanny, która wymierzyła mu w jednej chwili siarczysty policzek, a Sweeney złapał za przegubie Charles'a i odparł przez zaciśnięte zęby. - Puść Johannę. Dosyć tego! - Charles spojrzał z irytacją na golibrodę i zaraz spojrzał i na Nellie, która nie miała spokojnego wyrazu twarzy, ale tą sytuację postanowiła póki co zostawić Sweeney'owi, to była teraz jego chwila, narzeczony Johanny zepchnął rękę Todd'a i odparł wrednie. - A Pan niech się nie wtrąca.. nie pańska sprawa, proszę wracać do zakładu i golić..! Nic tu po Panu..! Golibrodo..! - Sweeney spojrzał na Charlie'go, a zaraz na Johannę i złapał za fałdy ubrania Charles'a, gdy ten był tak denerwujący. - Moja sprawa, jeśli coś dotyczy mojej rodziny... A Ty do niej nie pasujesz, zdrajco, jak śmiesz spotykać się z innymi kobietami.. Podczas pracy? Romanse? Zapomniałeś o Johannie.. o Tommy'm.. co oni dla Ciebie znaczą, to tylko cholerna przykrywka, liczysz na to, że przestaniesz być jak dostawca alkoholu i będziesz siedział za biurkiem i liczył tylko pieniądze..?! Tak się nie stanie! - Johanna nie rozumiała co mówił Todd, mimo to dziękowała mu, że stanął w jej obronie i nie pozwolił na to by Charles ją dotykał. - Panie Todd... - Johanna szepnęła cicho, nie chciała by Panowie się tutaj pobili i żeby to było z jej powodu. Dona zaś wcale nigdzie nie poszła, była uparta i przyglądała się tej sytuacji, jak i wzrokiem z takim zniesmaczeniem patrzyła na Johannę. - Niech Pan mnie puści, co to ma do cholery znaczyć, kim Pan jest by się w to mieszać..! Znalazł się powiernik Johanny..!
Nellie zaś stała blisko Johanny i dotknęła jej ramienia by wiedziała, że ma i jej oparcie. Panowie zaczęli się szarpać w tych nerwach, aż Sweeney pchnął Charles'a na powóz i odparł w chaosie ulicy. Sweeney chciał nawet użyć brzytwy, którą miał przy sobie, ale powstrzymał się od tego, przed taką publiką, Nellie czy swoją córką. Na kogo wyszedłby wtedy w jej oczach, nawet jak Charles na to zasłużył, to nie chciał być kimś takim jak Sędzia Turpin, być aresztowanym, czy stracić córkę przez taki czyn. Poza tym wierzył, że los odpłaci się Chatlie'mu za to co zrobił Johannie i Tommy'emu.  - Nie ożenisz się z Johanną.. nie pozwolę na to..! Kim ja jestem? Jestem ojcem Johanny i nie pozwolę by związała się z kimś tak obłudnym jak Ty...! Zrobiłeś mojej córce dziecko.. którym nawet się nie zajmujesz, a miałem Cię za kogoś innego gdy Cię poznałem.. A teraz rozrywki podczas pracy..? Ile jeszcze jest tych kobiet..? Dwie? Trzy? A może pięć?! A najmniejszy Twój problem jaki zawód wykonuję.. spójrz na siebie Charles jak nisko upadłeś..! Związek z moją córką..? Nie.. to dla Ciebie tylko przykrywka.. liczyłeś na stanowisko, które zapewniłby Ci ten łajdak Turpin..! Gdybym nie znał tej historii, to uznałbym, że to Ty jesteś jego synem, jesteście tak samo zepsuci, że bardziej się nie da..! - Warknął na Charles'a, który się podnosił przy kole powozu, a zaraz szarpnął Todd'em lecz Sweeney miał tyle siły, że znów pchnął go na powóz.
A Charles mruknął po chwili, sycząc od bólu w plecy. - Proszę odnalazł się tatuś Johanny, który nie powiedział jej tego w twarz.. ojcem Johanny, serio? Golibroda Sweeney Todd... hehe.. - Charles zaśmiał się a Johanna zastanawiała się czy to praeda w końcu wiedziała, że z domu była Barker, a nie Todd. Chciała wiedzieć jaka jest prawda, lecz chyba w tej chwili nie była w stanie tego udźwignąć.
Johanna słysząc te słowa, złapała się za serce, a zaraz zakryła usta, a w jej oczach pojawiły się łzy, które zaczęły momentalnie zalewać jej policzki. Nie miała pojęcia co o tym sądzić, a gdy przez chwilę widziała twarz Nellie czuła, że ona o wszystkim wiedziała! O wszystkim! Z jednej strony Johanna czuła ulgę, że jej uszy usłyszały taką wieść, ale z drugiej strony była na niego wściekła, że to ukrywał, poza tym nie rozumiała tego, że mieszkała z Turpinem, a gdzie wtedy był jej prawdziwy ojciec? A co z matką? Może także żyła? Teraz i tak była wściekła na ich obu. A Pani Lovett szepnęła przy uchu kobiety i objęła ją ramieniem przytulając do siebie. - Tak mi przykro Johanno... - Oczywiście te słowa dotyczyły Charles'a, nie Sweeney'a, dlatego zaraz dodała. - Charles nie jest Ciebie wart... - Zaś o Sweeney'u nic nie powiedziała, nie mogła przecież ją prosić o coś czego Johanna mogłaby nie spełnić, ale miała nadzieję, że chociaż spróbuje zrozumieć swojego ojca, a rozmowa była im potrzebna.
Nellie bała się o Sweeney'a, nie tyle co o jego stan psychiczny co i fizyczny, bo nim zdążyła powiedzieć mu, kiedy odwrócił się od Charles'a, ten zaraz złapał mężczyznę za płaszcz i szarpnął nim, że zepchnął golibrodę na ulicę, gdzie właśnie przejeżdżało kilka powozów i Todd wpadł pod jeden, na co Nellie krzyknęła. - Sweeney...! Sweeeeeetie..! - Na ulicy zrobił się straszny harmider, poza tym zaraz Charles podbiegł do Todd'a, który zbierał się z ulicy i uderzył w twarz mężczyznę. Johanna sama chciała krzyknąć na Todd'a, ale powstrzymała się, mimo że była wściekła martwiła się o niego.
Sama zastanawiała się dlaczego tak zawsze zależało jej na tym, by Todd był w sklepie Lovett, czy to był instynkt, ale z drugiej strony sama chciałaby go rozszarpać na kawałki, że to ukrywał. Chciała sie dowiedzieć dlaczego. - Zejdź mi z oczu, póki jestem dobry... nie chcesz poznać mojej złej strony...ze względu na kobiety zostawię to tak jak jest... zachować choć resztki godności Charles i spieprzaj stąd... - Woźnica w tym czasie też zaczął na nich obu wrzeszczeć, że nienormalni wbiegają pod kopyta koni i odjechał odgrażając się. Charles po ciosie Todd'a wypluł krew z ust. Chciał oddać golibrodzie, ale Sweeney zrobił unik i odparł kiedy Charles znów się na niego rzucił i kopnął go w przyrodzenie i szepnął nad uchem. - Przestań robić z siebie pośmiewisko.. Wara od mojej córki, zabierz sobie tą dziwkę, bo inaczej jej nie nazwę i nie pokazuj się mi na oczy...! A ja jestem Benjamin Barker... ale akurat przed Tobą łachmyto nie muszę się tłumaczyć dlaczego musiałem zmienić swoją tożsamość! - Nellie odetchnęła z ulgą, że Sweeney był cały, a przynajmniej tyle co widziała teraz cieszyło ją, choć zauważyła, że Todd nieco zaczął kuleć na jedną nogę przez ten upadek.
Sama jakby mogła to rozszarpałaby Charles'a i tak podziwiała Todd'a, że wydawał się z jednej strony spokojny i działał z rozwagą.
Ludzie na ulicy przyglądali się tej sytuacji, kobiety kręciły głowami, że musiało tu dojść do takich czynów. A mężczyźni, jak zwylke liczyli na rozlew krwi.
Charles jeszcze chciał podejść do Johanny, kiedy przestawał powoli, bardzo powoli odczuwać ból między nogami i odparł. Poza tym nagle nie wiedział Todd kiedy i gdzie uciekła Dona, bo nie było jej już. - Kochanie.. Johanno.. daj mi to wyjaśnić.. - Johanna pokręciła głową i powiedziała raz i jasno. - Teraz to Ty mnie posłuchaj Charles.. Masz się spakować.. i odejść.. nie będzie ślubu, nie zostaniesz moim mężem, nie ktoś taki jak Ty! Nigdy..! Poco ja w ogóle dziś kupowałam tą torebkę na ślub.. Ty cholerny tchórzliwy łajdaku.. nie daje Ci tego czego potrzebujesz..?! A czego potrzebujesz.. żonatej kobiety by pójść z nią do łóżka.. to była żona, Pana Andersa.. ? Tak mi się odpłacasz za wszystko..? Tyle dla Ciebie znaczę..? Tylko tyle..? Tylko łóżko Cię interesuje..? To teraz pomyśl, czy na to łóżko będzie Cię stać, bo dopilnuje tego, by Pan Anders dowiedział się jakim jesteś łajdakiem..! - Johanna pokręciła głową i szarpnęła mężczyzną kilka razy, a zaraz znów wymierzyła mu policzek. Mówiła tak o Panu Andersie, bo był to człowiek, który właśnie jak na pech, zarządzał większością sklepów z alkoholami i miał wtyki w fabryce, w której pracował Charles, zatem jego praca wisiała na włosku.
W końcu jak z podkulonym ogonem mężczyzna udał się do powozu, po uprzednim proszeniu Johanny by tego nie robiła co zamierzała, wręcz ją błagał na kolanach, poza tym chciał by się z nim ożeniła, ale czy to było szczere? Może na pierwszy rzut oka tak wyglądało. Kobieta znów poczuła jak do jej oczu napływają łzy, kiedy Charles odjeżdżał powozem, a spojrzenia Nellie i Sweeney'a spotkały się w tym samym czasie.
Kobieta starała się zrozumieć to co usłyszała, ale pewna jej części ciała, wcale nie chciała tego wiedzieć, za druga miała chęć wtulić się w ramiona ojca, lecz gniew Johanny był od tego silniejszy, co nawet zaprognozowała pogoda, gdy niebo zagrzmiało i pociemniały chmury.
Sweeney nie wiedział co miał zrobić, szukał odpowiedzi w Nellie twarzy kiedy pokazała mu by coś powiedział. Wtedy mężczyzna odparł niepewnie. - Johanno...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.