SCM Music Player.

Bohaterowie.

niedziela, 1 maja 2016

Part 339.

Johanna zmrużyła oczy w spojrzeniu na golibrodę, płynęły z nich gorzkie łzy. Pokręciła głową nie dowierzając w całą tą sytuację. Do głowy przychodziło jej tyle pytań, które chciała zadać Todd'owi, a jednak żadne z nich nie padło z jej ust. Przez myśl przechodziły jej ich wszystkie spotkania, jak i to kiedy pierwszy raz spotkała się z nim na ulicy. Czemu nie wyznał jej prawdy przez te jakby nie było kilka miesięcy? Co takiego stało się w przeszłości, że została pod opieką Turpina? Miała wrażenie, że całe jej życie jest jednym wielkim kłamstwem. Zdrada Charles'a również miała na nią ogromny wpływ, złamała jej serce, lecz w równym stopniu dokonała tego ta nowa wiadomość.
- Nie wierzę..! Czy wy wszyscy uknuliście jakiś spisek? Pewnie od dawna to planowaliście, prawda? Wspaniały tatuś, który odnalazł się nagle po tylu latach.. Może moja matka też żyje i po prostu chcieliście się mnie pozbyć, a teraz tknęły nagle wyrzuty sumienia..?! - Johanna zaczęła się cofać, powoli oddalać od pary. Z nieba powoli zaczął padać deszcz, a nawet mocno zagrzmiało. Sweeney stał nieruchomo, czując jak słowa boleśnie go ranią, niczym jak miecz wbity w serce. Spełniły się jego najgorsze przeczucia, co do tej sytuacji. Miał ochotę w tej chwili zniknąć z powierzchni ziemi. Nellie złapała młodą kobietę za nadgarstek, by nie odchodziła.
- Proszę mnie puścić..! Wiedziała Pani o wszystkim, mogę się założyć..! A może jeszcze okaże się, że jest Pani moją matką..? Już wszystko wydaje się być możliwe.. To chore! Wy wszyscy mnie okłamaliście! - Johanna wyszarpnęła się z uścisku Pani Lovett, odwróciła się i pobiegła przed siebie, uciekając z tego miejsca jak najdalej. Upuściła papierową torbę ze swoim zakupem, ale już nie wróciła się po nią. Najwyraźniej nie chciała mieć już niczego wspólnego z tym przeznaczonym na ślub przedmiotem. Oboje stali jak posągi, nie będące w stanie się poruszyć i spoglądali na kobietę ze smutkiem, kiedy coraz bardziej się od nich oddalała. W pełni rozumieli jej zachowanie, chociaż chyba nie spodziewali się aż takiego wybuchu i jednocześnie załamania.
Kobieta podniosła lekko ubłoconą torbę, postanawiając o zabraniu jej do domu. Najtańsza nie była, a Johanna zawsze mogła ją jeszcze zwrócić czy sprzedać i zyskać dzięki temu sporo pieniędzy. Nellie sama miała gulę w gardle po tym co tu zaszło, jednak wiedziała że musi być podporą do Sweeney'a, którego w takim stanie nie widziała już od dawna. Zbliżyła się do niego i przytuliła mężczyznę. Oparł swoją głowę o jej głowę i uronił łzę, której nie był już w stanie dłużej powstrzymać.
- Sweetie.. wracajmy do domu, dobrze..? To jeszcze nie koniec.. Prędzej czy później, Johanna przyjdzie do nas.. będzie chciała to wszystko wyjaśnić.. Wracajmy kochanie. - Pogłaskała go jeszcze po plecach, a ich smutne spojrzenia spotkały się. Sweeney przejął od niej torbę, w której znajdowała się dość ciężka suknia i ruszyli z powrotem na Fleet Street. Choć właściwie szybko zrezygnowali z tego spaceru, ponieważ deszcz coraz bardziej się nasilał i ze względu na to wsiedli do pierwszego dyliżansu, jaki napotkali po drodze i już niebawem byli na miejscu. Nellie miała wielką nadzieję na to, że Johanna mimo tego, co dzisiaj doświadczyła prędko się u nich pojawi i zechce porozmawiać ze swoim ojcem. W innej sytuacji wiedziała, że jej ukochany się załamie i wszystko wróci do dawnych lat ciszy i depresji Todd'a, a do tego dopuścić nie mogła. Gdy dotarli już do domu, zmienili przemoczone ubrania i właściwie spędzali czas na własnych przemyśleniach. Pani Lovett była lekko mówiąc bezradna, nie wiedziała jak go pocieszać, a tym bardziej nie chciała obiecywać czegoś za jego córkę, bo przecież nie kierowała jej zachowaniem. Sweeney siedział w swoim zakładowym fotelu, ponury jak kiedyś. Kobieta pojawiła się u niego za jakiś czas z obiadem, właściwie drugim daniem.
- Sweeney.. zjesz..? To Twoje ulubione danie.. - odparła kiedy coraz bardziej zbliżała się do fotela. Mocno martwił ją jego stan psychiczny, ale bez względu na to musiała dopilnować żeby coś zjadł, przecież wciąż nie był w najlepszej formie. Golibroda pokręcił głową nawet nie spoglądając na kobietę. Wydawało się, że patrzył gdzieś w podłogę, choć jego wzrok wydawał się nieobecny.
- Musisz coś zjeść, inaczej niedługo tutaj zemdlejesz.. poza tym Twoich leków nie bierze się na pusty żołądek.. Sweetie, popatrz na mnie.. - Ukucnęła przed nim z obiadową tacą, lecz nawet gdy na nią spojrzał wydawał się nie być obecny tutaj. Z jego spojrzenia można było wyczytać zarówno smutek, jak i wściekłość. Było w tym coś przerażającego. - Proszę Cię..
- Naprawdę nie mam ochoty na jedzenie, daj mi spokój..! - Przejął od niej tackę, którą niby przez przypadek, niby celowo upuścił sprawiając, że całe jedzenie wylądowało na podłodze, a naczynia potłukły się. Spojrzał na nie obojętnie i podszedł do dużego okna, przez które wyjrzał. Nellie utkwiła swoje spojrzenie w stłuczonym szkle, nie dowierzając że rzeczywiście do tego doszło. Podobne sceny miały tu już miejsce kilka razy, lecz było to kilka lat temu, co raczej dobrze nie wróżyło. Wystraszyła się tego zachowania i jakby skuliła w sobie w obawie przed tym, co może wydarzyć się potem. Po prostu zabolało ją, że tak się dla niego starała, a on potraktował to jakby chciała zrobić mu coś złego. Chociaż gdzieś w głębi serca rozumiała jego zachowanie. - A co jeśli dziś straciłem ją na zawsze..?! Nie zniosę tego..! Po co w ogóle to powiedziałem.. żylibyśmy jak dawniej i co jakiś czas się spotykali.. - Sweeney przeszedł się po swoim zakładzie, a znajdował się prawie w amoku. Chciał się na czymś wyżyć i pewnie gdyby znalazł się tu jakiś przypadkowy mężczyzna w złości poderżnąłby mu gardło. Zupełnie jak za dawnych czasów. Nellie znalazła się w jednym z kątów pomieszczenia, by przypadkiem nie oberwać. - Po co w ogóle to mówiłem.. To błąd, kolejny błąd wielkiego nieudacznika.. Mam dosyć.. - Sweeney znów opadł na swój fotel, lecz tym razem objął dłońmi swoją głowę. - Jeśli Johanna nie pojawi się tu przez tydzień, wszystko stracone..
- Nieprawda.. - Nellie odrzekła dość cichym tonem, po czym podeszła do niego. Tym razem usiadła na kolanach mężczyzny i sprawiła, by popatrzył jej w oczy. - Spokojnie. Cicho, kochany, cicho. Nie zadręczaj się.. Postąpiłeś słusznie, wiesz że byłoby tylko gorzej gdyby tak czekać.. Wierz mi. Nie straciłeś jej, Johanna wszystko sobie przemyśli.. Zobaczysz Sweeney.. Pewnie wkrótce się tutaj pojawi.. Wyjaśnisz jej wszystko, pokażesz jej zdjęcie, strój z chrzcin.. zresztą na pewno masz jakieś dokumenty, które potwierdzą Twoje słowa.. - Pogładziła go delikatnie po policzku.
- Nellie.. przepraszam za to zachowanie, straciłem panowanie nad sobą.. Wciąż mi się to zdarza.. Jestem beznadziejny. Myślisz, że będzie chciała nas widzieć? Skąd wiesz? Do Ciebie też miała żal, nie chciałem do tego dopuścić, ale wyszło jak wyszło.. Widząc jej reakcję poczułem się wcale nie lepiej od Charlesa.. - Objął kobietę ręką, choć wciąż nie wydawał się być ani trochę pocieszony, ale za to bardziej opanowany przy Nellie. Nie mógł się wyzbyć z głowy tej sceny, łez i słów jego córki. Równocześnie zastanawiał się, co się z nią teraz dzieje.. Wróciła do domu czy wciąż spacerowała po londyńskich ulicach w tym podłym stanie?
- Nic się nie stało, kochanie.. Obiecuję Ci to, że tak będzie.. i najlepiej byłoby nie czekać na nią tydzień.. lecz na to nie mamy akurat wpływu.. Sweetie nie może być tak źle skoro już odważyłeś się na taki krok.. Wierzę w Ciebie. Nie jesteś beznadziejny. - Lovett pocałowała mężczyznę w policzek i lekko się do niego uśmiechnęła. Na pewno nie mogła obiecywać za kogoś innego, ale wierzyła że Johanna wkrótce poukłada sobie pewne rzeczy w głowie i przybędzie na Fleet Street. - A teraz.. może rzeczywiście zjemy obiad..? - Sweeney przytaknął na słowa kobiety, lecz zanim wstała przytulił ją do siebie. Wystraszył ją tym swoim chwilowym wybuchem, choć nie przyznawała tego, by nie zrobić mu przykrości. Doceniał, że cały czas była przy nim. Gdyby nie Nellie pewnie posunąłby się po tej porażce do przykrych czynów, być może zrobiłby krzywdę i sobie. Jednak ona była tą, która hamowała go od pewnych rzeczy. Gdyby nie jej obecność i bezgraniczna miłość, którą odczuwał na każdym kroku pewnie byłby zupełnie innym człowiekiem.
W końcu kobieta zeszła na dół, by znów przygotować obiad, a golibroda został jeszcze na chwilę, by posprzątać bałagan do którego sam się przyczynił. Potem zszedł na dół, wyrzucił śmieci i pomógł jej przy posiłku. Był dobry, jak zwykle, ale dziś wyjątkowo jedzenie mu nie szło i zmuszał się do niego, by nie zrobić jej kolejnej przykrości. W międzyczasie spoglądał na zegarek, jakby odliczał minuty do pojawienia się Johanny, w co i tak powątpiewał. Przez to popołudniowy czas leciał wyjątkowo powolnie. Pani Lovett znalazła sobie zajęcie w przygotowaniu sklepu na jutrzejsze otwarcie. Robiła między innymi różne dekoracje i stawiała je na stolikach. Wreszcie po 17, a właściwie w okolicach 18 rozległ się dzwonek do drzwi. Oczywiście to Nellie była najbliżej nich, więc zaraz szybko sprawdziła, kto się w nich pojawił. Była to Johanna, wciąż w nienajlepszym stanie, lecz przynajmniej pojawiła się i piekarka w pewnym sensie poczuła jak kamień spada jej z serca, chociaż wiedziała, że przed Todd'em teraz ciężka rozmowa.
- Wejdź, proszę.. Sweeney jest w salonie.. - No i tak młoda kobieta weszła do środka, zdjęła swój płaszcz i całkiem niepewnie ruszyła odnaleźć swojego ojca. Nellie została w części sklepowej, nie chciała przeszkadzać im w tej ważnej rozmowie czy rozpraszać swoją osobą golibrodę.
Todd siedział w fotelu, wciąż pogrążony w swoich myślach, dlatego kiedy zobaczył w progu swoją córkę prawie przetarł oczy ze zdumienia. Sam już nie wiedział, czy to wytwór jego wyobraźni czy rzeczywiście zjawiła się tutaj. Poderwał się prędko z fotela i wskazał jej kanapę obok.
- Proszę, usiądź.. I błagam, zanim padną z Twoich ust kolejne oskarżenia, wysłuchaj mnie.. wysłuchaj mojej, naszej historii.. - Poczekał, aż Johanna usiadła na kanapie, a sam znów zajął swoje miejsce. Zdziwił się spokojnym tonem swojego głosu, tym opanowaniem jakie w niego wstąpiło. A w końcu zaczął mówić. - Pewnie uważasz mnie za łajdaka, który jakiś czas temu przypomniał sobie o tym, że ma córkę.. nie do końca tak było.. Johanno.. założę się o głowę, że większość rzeczy, które naopowiadał Ci Turpin były kłamstwami.. Nie chciałem żeby moje życie potoczyło się w ten sposób, że stracę Cię na dwadzieścia lat.. że stracę Lucy.. - Spojrzał na nią, był ciekawy jej reakcji, choć na razie jej twarz nie wyrażała zbyt wiele. Mógł jedynie liczyć na to, że z czasem go zrozumie. - Prawie 20 lat temu poznałem Twoją mamę, piękną i uroczą Lucy, która odmieniła mój świat na zawsze.. Pani Lovett nie ma z tym nic wspólnego, choć już wtedy znaliśmy się, byliśmy sąsiadami.. Jednak ja w przeciwieństwie do niej byłem zapatrzony tylko w Lucy, którą prędko poślubiłem.. Wiedliśmy spokojne życie, pracowaliśmy, mieliśmy siebie i to nam wystarczało.. Za jakiś czas pojawiłaś się Ty, kolejne szczęście jakie mnie spotkało.. Byłaś tak uroczym, spokojnym dzieckiem.. - Przerwał, by podejść do szafki i wyciągnąć z niej jedyną fotografię przestawiającą jego, Lucy i małą Johannę, gdzieś albo przed albo po jej pierwszych urodzinach. Do tego wyciągnął swoje dokumenty poświadczające, że kiedyś był Benjaminem Barkerem, czy akt urodzenia córki. - To niewiele, wiem.. mam jeszcze jedynie Twój strój z chrzcin, lecz w zupełnie innym miejscu.. tu trzymam.. ostanie pamiątki z dawnego życia.. - Usiadł obok niej i podał jej zdjęcie, czy dokumenty. Najpierw spojrzała na zdjęcie, z którego co prawda siebie jako dziecka nie była w stanie rozpoznać, lecz Sweeney'a owszem, choć miał zdecydowanie krótsze włosy, bez siwego pasma i mniej trosk na twarzy. Do tego ta kobieta -  blondynka, jej matka po której odziedziczyła kolor włosów i urodę. Zawiesiła oko na tej fotografii dłuższą chwilę, aż z jej oczu popłynęła łza. Potem przyjrzała się dawnym dokumentom Todd'a, czy aktowi jej urodzenia. Teraz już uwierzyła, przecież przypadkowa osoba czy kłamca nie posiadałaby takich pamiątek. Jednak wciąż trapiła ją pewna kwestia.
- Więc.. co.. co stało się potem.. z mamą.. z nami..? - Spojrzała na niego z zapytaniem: skoro wszystko układało się tak pięknie, co mogło pójść źle? Potem znów utkwiła wzrok w czarno-białej fotografii i przesunęła kciukiem po postaci jej matki, jakby tym miała sprawić, że zaraz się tutaj pojawi i ją przytuli.
- Wtedy w naszym życiu pojawił się Turpin.. -
Johanna spojrzała na niego jakby z ożywieniem. Miała wrażenie, że nie znają się tak długo, a jednak.. - Zakochał się w Lucy, wtedy ja stałem się problemem.. Wiesz jak ten człowiek poradził sobie z owym problemem? Pozbawił prawa wykonywania zawodu.. Wypędził z miasta.. na 15 lat.. nie mogłem tutaj wrócić, nie mogłem zobaczyć się z najbliższymi! Zostałem pozbawiony wszystkiego! 15 lat ciężkiej pracy na różnych kontynentach.. życia w piekle.. 15 lat marzeń o powrocie do domu, do żony i córki.. Za to co zastałem tutaj? Wiadomość, że Lucy nie żyje, a wcześniej największy strażnik prawa w Londynie zgwałcił ją i Bóg wie co jeszcze jej zrobił.. Za to o Tobie nie wiedziałem nic.. Poddałem się, żyłem tutaj na piętrze, żyłem zemstą, choć do tej pory nie czuję żebym ją otrzymał.. Zmieniłem tożsamość, by Turpin szybko mnie tutaj nie rozpoznał, nie raz miałem go już w garści, jednak ciągle coś mi nie wychodziło.. Potem nagle spotkałem Ciebie Johanno.. na ulicy, najzwyczajniej w świecie.. Domyśliłem się, że to Ty.. przecież jesteś niemalże kopią Lucy.. jednak kiedy dowiedziałem się, że mieszkasz u Turpina.. Co więcej.. kiedy on zobaczył jak rozmawiamy, kiedy domyślił się że będę próbował powiedzieć Ci prawdę.. postanowił znowu mnie zlikwidować.. Moja ostatnia nieobecność wiąże się właśnie z tym, zwabił mnie do miasteczka na końcu kraju, gdzie więził mnie w zamku, torturował i prawie zabił.. Choć wiem, że brzmi to dla Ciebie strasznie absurdalnie.. - Po tym potoku słów wreszcie poczuł jakby zrobiło mu się lżej po tylu latach, choć to co mówił wcale nie było dla niego łatwą sprawą, lecz chyba wreszcie nauczył się mówić o swojej przeszłości bez popadania w te same stany, które odczuwał kiedyś. - Przez wiele lat z racji tego, co mnie spotkało byłem okropnym człowiekiem.. zwłaszcza dla Pani Lovett, która w pewnym momencie musiała opuścić Fleet Street, ponieważ nie mogła dłużej wytrzymać ze mną.. i z nieodwzajemnionym uczuciem do mnie.. Kiedy wróciła.. za jakiś czas z arystokratą, narzeczonym.. to moje serce było złamane.. dotarło do mnie, że jej potrzebuję i że czuję coś więcej.. Choć nawet po kilku wspólnych miesiącach wciąż nie jestem najlepszy w okazywaniu tego.. Dzięki niej znowu stanąłem na nogi, rozpocząłem nowe życie.. a nie byłem w stanie zrobić tego od przerażająco długiego czasu.. Tak, wiedziała o wszystkim.. lecz przecież do mnie należało, by Ci to wszystko powiedzieć.. prawda..? Zresztą może bez jej motywacji nigdy bym się na to nie odważył..
- Tylko czemu nie szukałeś mnie wcześniej.. czemu nie powiedziałeś mi wcześniej tego wszystkiego..? Spotykaliśmy się już tyle razy.. A nie miałam pojęcia, że siedzę obok swojego ojca.. Zawsze zastanawiałam się skąd tak naprawdę pochodzę.. co stało się z moimi rodzicami.. czemu znalazłam się akurat w domu sędziego.. - Spojrzała na ojca z kolejnym wyrzutem, a Sweeney tych właśnie pytań obawiał się najbardziej. Jednak chwilowo ocalił go od odpowiedzi stan córki. - Nie czuję się najlepiej.. To.. zbyt wiele informacji jak na jeden dzień.. - Mężczyzna pomógł się jej położyć na kanapie, a zaraz szybko z kuchni przyniósł szklankę z zimną wodą, jak i otworzył okno, by wpadło tu trochę świeżego powietrza mającego oczyścić atmosferę. Johanna zbladła po tym wszystkim, co usłyszała, dopiero kiedy trochę się napiła jej przeszło. W tym czasie u progu drzwi zjawiła się Nellie, trochę zaniepokojona stanem córki Todd'a. Choć sama już nie wiedziała czy ma wchodzić dalej, czy może zdenerwuje ją tym bardziej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.