SCM Music Player.

Bohaterowie.

niedziela, 26 czerwca 2016

Part 344.

Sweeney spojrzał na Nellie, gdy przytulała się do niego i pogładził jej ramię, przez myśl przeszła mu wizja, co by było gdyby naprawdę stał się ojcem, czy potrafiłby zająć się dzieckiem? Johanny nie miał możliwości wychować, więc czułby się jak nowo upieczony praktycznie ojciec, lecz nie odpychał go to, inaczej nie zapewniałby kobiety, o to że jeśli by im się udało to będzie szczęśliwy posiadając potomka z Nellie.
Poza tym zastanawiał się jeszcze nad relacjami z córką, były już tak dobre? Czy tylko mu się wszystko przyśniło? Podziwiał i tak Johannę, że przyszła tak szybko po tym co usłyszała na ulicy, a do tego czar prysł z jej własnego szczęścia. Jak to odczuwała, jak się czuła z utratą mężczyzny, którego kochała, z którym miała dziecko? Chciał jej pomóc, zrobić cokolwiek by poczuła się z tym lepiej. Jak i też chciał poprawić relacje z córką, co prawda misia, czy innej zabawki nie mógł jej kupić, była na to za dużo, takie zabawki mógł sprawiać swojemu wnuczkowi, ale chciał zrobić też coś dla swojej córki. Choć wiedział, że nie dojdzie do tego tak szybko, nie chciał się jej narzucać.
A do tego w stosunku do Nellie też chciał być dobrym partnerem, chciał by się tak o niego na pewno nie martwiła, jak i też chciał by była szczęśliwa, ale na ten moment dla niego i tak było za wiele wrażeń. Choć sam się dziwił, że powiedział "tak" na takie słowa, kiedyś musiałby to przemyśleć i na pewno jego odpowiedzią byłoby coś co Pani Lovett nie chciałaby usłyszeć.
Jedno było pewne, Todd chciał być w końcu w pełni szczęśliwy i zarazem chciał uszczęśliwić wszystkich bliskich. Kiedy siedzieli tak na kocu i Nellie sięgała po winogrono do koszyka, które wzięli ze sobą, Sweeney zastanawiał się czemu Nellie wspomniała o tym młodym chłopaku, jakby szukała partii dla jego córki. Nawet gdyby nie dało się na siłę w kimś zakochać i to dzień po dniu, kiedy całym światem był ktoś inny. A Anthony? Nie miał żadnej pewności, jaki jest ten chłopak. Skoro około 6 lat temu, wracał z tym młodzieńcem statkiem, to mimo tego nie miał żadnej pewności, czy on będzie odpowiedni dla jego córki.
Na czole nie miał napisane kim jest, jaki jest, czy można mu ufać, czy nada się na męża. No i druga strona medalu, czy nawet jeśli wpadnie w oko jego córce, to czy zaakceptuje to, że ona już ma dziecko. Nie każdy mężczyzna akceptował dzieci z poprzednich związków swoich kobiet. A Tommy był mały i potrzebował opieki, troski, potrzebował ojca. A poza tym podchodził sceptycznie do tego, do każdego następnego potencjalnego partnera, łącznie z Charles'em, który chcąc nie chcąc nie zniknie tak z życia kobiety, bo przecież mają synka. A wątpił w to, że Charles się go wyrzeknie? Chociaż? Przez chwilę pomyślał, że tak mogłoby być. Lecz chyba nie był takim bydlakiem by porzucić własne dziecko i całkowicie stracić kontakt z pierworodnym. Uśmiechnął się do Nellie i przysunął do niej muskając czule jej wargi i szepnął nad uchem.. - Miło oderwać się od pracy, hm..? Cieszę się, że tu jesteśmy.. ale może na starość, kiedy już będziemy tylko my dwoje, Johanna będzie zajęta swoją rodziną, a nasze dziecko.. którego kiedyś się doczekamy także, to sprezentujemy sobie czworonoga.. by mieć powód by wyjść z domu, na spacer? Czasem kiedy patrzę na starszych ludzi, mam wrażenie, że już nie mają chęci od tak wyjść z domu i się dotlenić, oczywiście mam na myśli tylko tych, którzy mogą to zrobić o własnych siłach.. Chyba nie doczekamy aż takiej niedołężności.. Nie chciałbym.. Mógłbym już chodzić z laską, którą bym się podpierał, ale chciałbym jako staruszek mieć siłę na to, bym nie był od nikogo zależny. A tym bardziej byśmy nie trafili do żadnego Domu Seniora, czy czegoś takiego.. Kiedyś czytałem o tym, że te bajki, jak tam jest dobrze, to właśnie tylko bujdy. Nie, nie wyobrażam sobie takiej starości... -Zerknął na starszego mężczyznę, który powolutku dochodził do ławki, ale nim Nellie zdążyła na to coś powiedzieć, jak w ich piknik wpadła piłka i podbiegła do nich jakaś mała dziewczynka. Spojrzała, kiedy Todd sięgnął po piłkę i chciał jej ją podać. Dziewczynka popatrzyła na mężczyznę, ostrożnie wzięła od niego piłkę, miała może z 5 lat, ale nie była zachwycona widokiem pary, a tym bardziej Sweeney'a, który wydał jej się straszny i zaraz ruszyła w pogoń w kierunku swojej mamy. - Mamoooooo.. ten Pan jeszt sztrasznyyyy..! Maaaaaammoooooo.. zaaaabrał mi piiiiiłkę..! - Sweeney zmarszczył czoło i patrzył w kierunku dziecka, jak i matki, która zaraz przytuliła swoje dziecko do siebie i wzięła na ręce, ale obserwowała cały czas swoją córeczkę i jakoś nie widziała, że działa się jej krzywda. Uspokajała ją i usiadła z dzieckiem na kocu, gdzie byli jeszcze inni ludzie i trójka dzieci. Nellie pokręciła głową i westchnęła, a zaraz spojrzała na Sweeney'a, który przyglądał się tej rodzinie, ale wyczuł że kobieta go obserwuje i zaraz na nią spojrzał przez chwilę.
- Jestem straszny? Hm.. dobrze, że mój wnuk mnie tak nie odbiera, bo jako dziadek byłbym przegrany. Poza tym czy my kiedyś naprawdę będziemy na sto procent i więcej, szczęśliwi..? Jeszcze ten Turpin... na pewno czeka nas jakaś sprawa w sądzie, nie przejdzie to bokiem, skoro doszło to na policję, Nellie.. Ani nie mam pojęcia jak dalej wszystko potoczy się z Johanną.. mam nadzieję, że mimo wszystko co by się nie wydarzyło.. Ty zostaniesz ze mną i mimo moich dziwactw, zachowań, cichych dni, nie powiesz mi kiedyś.."Wynoś się.." - Zmarszczył lekko czoło i spoglądał w oczy kobiety, gładząc jej przedramię, aż oboje położyli się na kocu koło siebie. Choć Nellie oparła się nieco o klatkę piersiową mężczyzny i gładziła go lekko po brzuchu przez jego ubranie.
- Kochanie.. oczywiście, że nie jesteś straszny... Ale dzieci pamiętaj, że czasem tak reagują. Nie przejmuj się tym. Tyle kobiet na Ciebie patrzy z podziwem, z pożądaniem, że raczej nie wydajesz sie straszny, a pociągający.. Choć może straszny czasami jesteś.. Hehe, ale to dobrze, niektórzy muszą wiedzieć, że wszystkiego im nie wolno. Poza tym lubię na Ciebie patrzeć, gdy pracujesz.. Choć tak bardzo rzadko mam ku temu okazję. Nie mówię, że teraz, ale zawsze kiedy ja pracuję, Ty również.. i nie mam okazji na Ciebie popatrzeć, kiedy każdy Twój ruch jest taki pewny na czyjejś twarzy.A Ty mój drogi, jeszcze się wykażesz jako dziadek i będziesz najlepszym dziadkiem na świecie, dla mnie już nim jesteś, wiem że kochasz Tommy'ego z całego serca. - Na słowa o szczęściu odpowiedziała po chwili zastanowienia i lekko dłonią przesunęła po boku Sweeney'a, choć ominęła oczywiście jego świeże otarcia od ostatniego wydarzenia na ulicy. - Oczywiście, że będziemy. Tak Kochany, ja wiem.. lecz jeśli to przeżyjemy to przeżyjemy wszystko.. a Bernard od tak nie opuści więzienia, nie po to został zatrzymany, by teraz go wypuścili na wolność. Wiesz? Wiem, że znów będziemy musieli się z tym zmierzyć i wiele rzeczy opowiedzieć, bo na pewno dostaniemy wezwanie na przesłuchanie.. A Johanna już zrobiła pierwszy krok, będzie dobrze zobaczysz... Aja będę i nie każę Ci się wynosić... Żałuję bardzo tego, że tak wtedy postąpiłam i kazałam Ci się spakować i wynieść, do tego mój związek z McCartney'em, to było nieporozumienie, a ja byłam wtedy ślepo zapatrzona w tego człowieka.. ale robiłam to wszystko... - Nellie chwilę się zastanowiła bawiąc się guzikiem od koszuli Sweeney'a, gdzie wsunęła delikatnie dłoń pod jego sweter. - .. Robiłam to wszystko z nadzieją, że mnie zauważysz, ale nie przemyślałam tego dobrze... Gdy Cię wyrzuciłam z domu, nie było mi lekko, wmawiałam sobie przez jakiś czas, że zaniedbałeś mój sklep, pracowałeś na górze, byłeś nieco zagubiony, ale nadal obojętny, choć wiedziałam, że masz do mnie żal, a ja w duchu byłam na siebie wściekła, że nie zatrzymałam się w tym słowach, William ach.. nieważne.. Mam Ciebie i naprawdę jestem wdzięczna losowi, Tobie, że po tym wszystkim, nie odrzuciłeś mnie, nie pomyślałeś sobie o mnie choćby.. "Wariatka.. najpierw mnie wyrzuca, bo sprowadziła sobie potencjalnego męża, potem wszystko się zmienia i znów mnie przyjmuje, a do tego znów mnie chce.. Jakim cudem?" Prawda..? Ach zostawmy to, cieszę się, że jesteś, że mam Ciebie... i nie powiem nigdy już takich słów... Nie chcę byś zniknął z mojego życia, chce byś dzielił je ze mną, choćby wszystkie dzieci twierdziły, że jesteś straszny.. - Zachichotała cicho i zaraz poprawiła mu sweter, kiedy wysunęła dłoń spod tego materiału, spojrzała w oczy mężczyzny i dodała. - Poza tym Sweetie... to znaczy, że inni czują do Ciebie respekt kiedy się boją.. mnie to nie przeszkadza, ważne by bliscy się Ciebie nie bali.. Zresztą zobaczysz, że kiedyś, gdy ta dziewczyna podrośnie zmieni o Tobie zdanie i pozazdrości jaki jesteś kochany tatuś i dziadek... - Uśmiechnęła się i zaraz zbliżyła się do ust mężczyzny i złożyła na nich delikatny pocałunek. - Miło tutaj poleżeć... Przed kolejną dawną pracy, dobre odprężenie... Jeszcze brakuje mi domku przy plaży wiesz..? Lecz mam nadzieje, że za jakiś czas spełnimy obiecaną sobie podróż i spędzimy przyjemnie wakacje, może właśnie z Johanną i Tommy'm.. Bertę też moglibyśmy zabrać, żal mi jej, że trafił się jej taki nieobliczalny człowiek.. - Sweeney pogładził plecy kobiety i co jakiś czas na jej słowa pomrukiwał bo nie chciał jej przerywać.- Bertę? Chcesz ją zabrać? A nie powinniśmy jak już spędzić tego czasu, hm.. z moją córką, wnukiem.. Berty nie znasz dobrze, ani ja, ani Ty.. Może to nie jest zły pomysł, ale Kochanie, sam nie wiem... Poza tym wypadałoby sprawdzić jak ona sama się czuję.. Może ja wpadnę do Johanny, jak będziesz w sklepie z Julią.. Sprawdzę, jak obie się mają, może kupie coś Tommy'emu.. albo zaniosę kawałek ciasta, hm..? Czy to nie będzie nachalne..? Tylko na chwilkę. Ale spójrz jak to wygląda.. Berta ciągle jest sama, Turpin aresztowany, Johanna znika z domu, a poza tym chce sprawdzić co tam się dzieje, co z tym przeklętym Charles'em..
Pani Lovett wsparła się na klatce piersiowej mężczyzny i spoglądając mu w oczy szepnęła. - Tak myślałam o tym, żal mi tej kobiety, słabo ją znam, ale nie zasłużyła na kogoś takiego jak Bernard, nie czułabym się idealnie, gdyby została sama. Ludzie często popadają w depresje, a kiedy Johanna wyjedzie, zabierze Tommy'ego. Turpin nie wróci, Charles, tym bardziej nie ma do czego wracać. Oczywiście ja rozumiem, że jest ojcem Tommy'ego.. Ale czy nadal będzie potrafił być ojcem, skoro narzeczeństwo mu nie wyszło? Bo okazał się ostatnim łajdakiem.. Poza tym z Bertą nic nas nie dzieli, dba o dom, o wszystko, dla Twojej córki na pewno jest bliską osobą, to pomyślałam, że jeśli by się zgodziła.. Moglibyśmy i ją zabrać na wakacje. Przydałoby się jej to. A może poznałaby kogoś na wyjeździe.. Być z kimś kto siedzi w więzieniu i nie wiadomo kiedy wyjdzie, czy w ogóle.. a oczywiście, nie chciałabym powrotu tego człowieka na londyńskie ulice.. Berta zasługuje na szczęście, jest starszą nieco kobietą ode mnie, ale nie uważam, że już nikt by się nią nie zainteresował, jest atrakcyjna, gdyby tak zdjąć ten fartuszek w którym ciągle chodzi, troszkę ją zmienić.. A jeśli masz chęci, możesz podejść do ich willi... nie mówię, że nie.. Ale Sweeney pojedź dorożką, nie nadwyrężaj się tak i pamiętaj, że jeśli jutro dalej będzie Cię boleć noga, pojedziemy do szpitala.. Nie chcę by wdała się jakaś infekcja.. Za dużo złego Cię spotyka. - Todd był nieco sceptycznie nastawiony do Berty, bo nie sądził, że byłaby zachwycona takim obrotem sprawy, a co gdyby Johanna odeszła z domu Turpinów? Berta pewnie teraz by się załamała, że tyle wydarzeń spotkało ją w tak krótkim czasie. A raczej nie wyglądała na silną kobietę. - Hm.. dobrze, ale teraz skupmy się na tym co jest, tak szybko nie wybierzemy się na wczasy, jak chyba było to w mojej wyobraźni.. Może do właśnie Newcastle wybierzemy się wtedy.. ale to rozmowa na potem.. teraz skupmy się na tym co mamy tu i teraz Skarbie... Hm.. Dobrze, dobrze pojadę dorożką. Noga trochę mi dokucza, ale chyba nie jest aż tak źle inaczej nie wybralibyśmy się tutaj. A dostanę może troszkę sałatki.. Która jest godzina..? Mamy jeszcze troszkę czasu..? - Todd zaraz sięgnął do swojej kamizelki i spojrzał na zegarek, który miał uczepiony na łańcuszku i skrzywił się nieco, że czas tak szybko biegł. Nellie zaraz podniosła się z ciała mężczyzny i pogładziła lekko jego policzek, sięgnęła zaraz do koszyka i powoli ze Sweeney'em dzieliła się jedzeniem. W końcu to był ich obiad.
- Jeszcze mamy dwie godziny, ale wracamy wcześniej, bo jeszcze przygotowujesz jedzenie do otwarcia hm...? I tak Cię podziwiam, że to Cię nie denerwuje, ciągle to gotowanie, pieczenie.. Przyjemnie jest zrobić coś dla kogoś, a dla takich tłumów, nie wiem.. Choć wiem, że ludzie cenią to co robisz i chwalą wszystko.. Bo wszystko robisz smaczne i wiesz, że ja to doceniam. - Po chwili skierował łyżeczkę z sałatką w stronę ust Nellie i uśmiechnął się do niej delikatnie. Sam jadł kanapkę ze schabem, które przygotowała kobieta, cieszył się, że mogli tak spędzić ten czas, poza tym gdyby nie Nellie w życiu by nie wylądował w parku na kocu, tylko chodził posępnie, wąskimi uliczkami Londynu i rozmyślał nad wszystkim, tułał by się, albo znów mordował jak robił to swego czasu. Pewnie gdyby to wyszło na jaw też byłby dziś za kratkami, lecz miał nadzieję, że jego złe uczynki, nie wyjdą nigdy na powierzchnie. W końcu nie był lepszy od Turpina, Wzięło go dziś na przemyślenia, ale wyrwał się z tego, kiedy Nellie podała mu zaraz kubeczek z herbatą by się napił. - Sweeney.. napij się troszkę hm..? - Golibroda zaraz przejął od kobiety kubeczek i upił łyczek herbaty z pojemnika. - Zamyślony coś dziś jesteś, och Sweetie.. nie myśl tyle.. Pamiętaj, że masz mnie, a Twoja córka nie odsunęła się od Ciebie, mimo że jest wściekła, to nie zmienia faktu, że tego nie zmieni, że jesteś jej ojcem i zmartwiła się Tobą, nie jesteś jej obojętny, a jak nie zadbasz o zdrowie, i skłamiesz mnie z nogą to naskarżę jej na Ciebie, zobaczysz..! Teraz mam komu się poskarżyć na Ciebie hehe.. Och Słodziutki, żartuje, ale chcę byś powoli wrócił do zdrowia.. i dobrze się czuł.. Pij herbatkę pij.. bo wystygnie.. - Zrobił na nią podejrzaną minę, ze chce na niego kablować jego córce i udał, że obraził się na Nellie, lecz kobieta widziała, że żartował i zaraz kiedy dojadł do końca kanapkę ze schabem, podała mu w serwetce babeczkę z polewą czekoladową i zabrała głos. - Och, dla mojego Sweetiego, który nie umie kłamać, że się obraził... jesteś taki słodki z tą miną..! No już nie gniewaj się, ale wolałabym byś mnie nie oszukiwał w związku ze zdrowiem, och co ja mówię, masz mnie z niczym nie oszukiwać, bo jak się dowiem, to nie wiem co zrobię..! - Sweeney przejał od kobiety babeczkę z serwetką i pokręcił na nią głową przewracając oczami. - Nie bawię się z Tobą.. obrażam na cztery strony świata, na różę wiatrów! - O tak..? To oddaj mi tą babeczkę, już..! - Wyciągnęła dłoń do mężczyzny, gdy odwrócił się do niej na kocu plecami, a zaraz przybliżyła się do niego i oparła dłonie na jego ramionach i pochyliła przy jego uchu. - Oddaj..! - Sweeney warknął i spojrzał kątem oka na kobietę i mruknął cicho i spokojnie. - Nie możesz mi jej odebrać, przecież mi ją dałaś z dobrego serca.. chcesz by się zmarnowała.. czy wylądowała w moim brzuszku..? Teraz jest moja.. poza tym.. - Sweeney nie wiedział co zrobić, by zaznaczyć, że babeczka jest jego, bo gdyby ją ugryzł to kobieta mogłaby mu ją i tak zabrać, więc zaraz zaczął ją jeść, by jak najmniej z niej zostało. - Jesteś okropny..! Hehe, mój łobuz..!

piątek, 17 czerwca 2016

Part 343.

- Mamy czas dla siebie, tak.. Wszystko, co trzeba już ugotowałyśmy, no może jeszcze potrzeba czasu dla niektórych potraw, ale to jeszcze zdążą się ugotować zanim otworzę po południu. Tak Sweetie, widzimy się tutaj z Panią Hoffman dopiero po południu.. Piknik? To świetny pomysł, tylko musielibyśmy sobie jeszcze coś przygotować do jedzenia.. Może wybierzemy się do parku? Jest całkiem niedaleko od nas.. - Nellie spojrzała z zapytaniem na mężczyznę, ale i ogarnęła wzrokiem ile jest jeszcze klientów do obsłużenia, nie tylko tych którzy chcieli kupić pieczywo lecz tych, którzy jedli tutaj szybkie śniadanie. Kolejka wciąż nie była krótka, ciągnęła się aż do drzwi, a prawie wszystkie stoliki były zapełnione. Kobieta była w szoku, oczywiście pozytywnym, że wciąż jest tak duże zainteresowanie na jej wypieki, lecz też zastanawiała się, czy pobliskie piekarnie aż tak się pogorszyły, że prawie co drugi klient skarżył się na jakość tamtejszego chleba, czy słodkich bułek? Tak samo jak Todd miała wrażenie, że jest bardzo nie na bieżąco. Choć na pewno liczyło się, że wróciła do gry i teraz tylko konkurencja mogła na tym tracić.
- To dobrze. Tak, park jest blisko.. a w nim coraz więcej zieleni, więc miłe okoliczności przyrody.. Masz może tutaj gdzieś.. tą plakietkę z napisem "wyprzedane"..? Nie tylko dlatego, że niedługo zbliża się pora zamknięcia, ale.. niebawem naprawdę nic już tutaj nie zostanie.. - Sweeney spojrzał na ukochaną, a Nellie zmarszczyła czoło w zastanowieniu, gdzie mogła takie rzeczy wsadzić. Mężczyzna obsługiwał kolejnych gości, a ona wreszcie znalazła to w którejś z szuflad i zaraz przeszła przez kolejkę, by wywiesić to na drzwiach wejściowych.
- Zapraszam ostatnie 6 osób do kasy..! Wkrótce zamykam i zapraszam państwa po południu.. a jutro od rana oczywiście znów po świeże bułeczki i nie tylko.. - Pani Lovett pomogła również Julii w obsłużeniu ostatnich stolików, zebrała pieniądze wśród których były również napiwki. Ostatni szczęśliwcy po zrobieniu zakupów w sklepie, opuścili lokal, a Nellie wraz z Todd'em odetchnęli.
- Cóż za ruch.. Zostały tylko okruszki, to aż niewiarygodne.. ale oby się tak utrzymało.. Julio.. dziękuję za pomoc w tej pierwszej części naszego dnia pracy.. i widzimy się po 16.. - Odprawiła z  uśmiechem swoją pracownicę, po której widać było, że aż takiego ruchu się nie spodziewała, ale jednak była zadowolona, że dostała pracę w miejscu, które pustkami nie świeci. Piekarka przetarła jeszcze resztę stolików, czy razem z mężczyzną pozmywała naczynia. Gdy wszystko było już gotowe na przyjęcie kolejnej tury klientów, mogli zająć się tym, co zabiorą ze sobą na piknik. A do koszyczka oprócz koca i innych niezbędnych przyborów zapakowali sałatkę, kanapki, sok i świeżo upieczone słodkości, które kobieta zostawiła dla nich. Już po 12 ruszyli do parku wolnym spacerem. Sweeney co prawda niósł koszyk, lecz z drugiej strony szedł z Nellie pod rękę, co zapewniało mu większą stabilizację przy tej kulejącej nodze. Znaleźli wolne miejsce w okolicach jeziora i tam właśnie się rozłożyli. Ludzi nie było wielu, ponieważ większość właśnie o tej porze pracowała. Zawdzięczali temu ciszę i spokój.
- Pogoda dziś nam sprzyja.. wreszcie jest ciepło.. A ja już dawno marzyłam o tym, by trochę uciec od centrum miasta właśnie w takie okolice.. Na co masz ochotę Sweetie..? - Nellie zajrzała do środka koszyka jakby analizując od czego by tu zacząć jedzenie, a zaraz golibroda dołączył się do niej i oboje się zastanawiali.
- W końcu najwyższa pora na to by było ciepło.. Sam nie wiem, wszystko wygląda pysznie i tak ładnie pachnie.. Może wezmę tą słodką bułkę z budyniem.. gdzie ja ją wpakowałem.. - Kobieta wreszcie znalazła zapakowaną w papier słodkość i podała ją Todd'owi. Sama zdecydowała się jedynie na jabłko, jakoś te emocje związane z otwarciem sklepu powodowały, że nie była głodna. Sweeney siedział po turecku, lecz już później często zmieniał położenie chorej nogi, która dziś doskwierała mu wyjątkowo.
- Kochanie.. nie lepiej iść z tym do lekarza.. Krzywisz się tak, że mam ochotę Cię tam jeszcze dziś zaprowadzić.. A chciałeś wracać wkrótce do pracy.. stać tyle godzin przy klientach.. Potrzebujesz regeneracji.. - Dotknęła delikatnie uda Sweeney'a. Nie chciała mu się naprzykrzać ciągle z tym samym tematem, ale to w końcu było jego zdrowie. Nie mogłaby tak po prostu zaniedbać tego tematu i potem mieć wyrzuty sumienia, że mu nie pomogła kiedy było trzeba.
- A Ty znowu o tym Nellie.. Nie jest tak źle żebym od razu leciał do szpitala.. Oszczędzam się, przecież pomagając Tobie nie nadwyrężam swoich sił.. Muszę się ruszać, inaczej to też nie wyjdzie mi na dobre. Wiesz ile uległo zmianie podczas kiedy mój zakład stoi w miejscu? Satan rzekomo wyjechał na urlop, powstał nowy zakład, choć z tego co widziałem raczej mistrzami nie są.. Muszę wreszcie zacząć działać.. inaczej nikt nie będzie pamiętał o jakimś tam Toddzie, który wygrał konkurs.. wszyscy pomyślą, że zgarnął pieniądze i osiadł na laurach.. - Dotknął dłoni Nellie na jego nodze. - Sama zresztą nie będziesz nas utrzymywać.. Wiem, że utarg był dzisiaj spory i to dopiero początek.. ale pomyśl jakbym się czuł gdybyś tylko Ty na nas zarabiała.. A jeśli chcemy wyjechać na urlop, też należy najpierw na to zapracować.. a nie nadwyrężać oszczędności. - Dokończył bułkę i wrzucił papierek do specjalnej torebeczki, którą przeznaczyli sobie na śmieci. Potem znów rozprostował nogi i sięgnął do koszyka, by nalać soku pomarańczowego do papierowego kubka.
- Wiem Sweetie.. Chcę tylko żeby było dobrze.. Po prostu ciągle coś Ci się przytrafia.. a ja boję się żeby kiedyś gorzej się to nie odbiło.. dlatego nie chcę byś się teraz nadwyrężał.. Poczekaj jeszcze kilka dni.. chociaż tyle.. i zacznij stopniowo.. - Pani Lovett dokończyła jabłko, wytarła ręce w papierowy ręcznik i napiła się, a po chwili położyła się tak, że miała głowę na zdrowej nodze mężczyzny. - Mówiąc o wakacjach i urlopie.. nad tym też trzeba się powoli zacząć zastanawiać, bo jeśli cała masa londyńczyków nagle pomyśli o wyjeździe nad morze.. to wszystkie hotele będą zajęte.. Myślałam jeszcze nad tym, że.. może za jakiś czas.. tego Ci życzę, relacje z Johanną się poprawią.. poznasz ją z dziadkami? Wyjedziemy na kilka dni do Newcastle.. poznaliby swojego prawnuka, na pewno ucieszyliby się.. Może powinieneś w ogóle napisać do nich list..
- Ale do tego jeszcze trochę.. może w czerwcu, lipcu się wybierzemy, wtedy pogoda będzie dopisywać? Z Johanną i Tommy'm do Newcastle? Na pewno ucieszyliby się na takich gości, na to że wreszcie się odnaleźliśmy.. ale nie chcę niczego na razie planować i się nastawiać, a potem rozczarować..  List... to dopiero zaniedbałem.. Chyba rzeczywiście pora zabrać się za pisanie, bo ostatnio zrobiłem to jakiś czas przed Truro.. więc.. dawno.. Muszę się z tym pospieszyć, inaczej moja matka z ojcem niebawem się tu zjawią i nas prześwięcą.. - Sweeney zaśmiał się chwilowo na to wyobrażenie, ale naprawdę wypadało napisać już do rodziców wiadomość o tym, co w jego życiu się wydarzyło. Za chwilę też podszedł do nich pewien chłopak, o delikatnej urodzie i dłuższych włosach. Todd myślał, że zamierza im wcisnąć coś do kupienia, dlatego od razu podziękował.
- Nie jesteśmy zainteresowani żadnymi zakupami.. - Golibroda spojrzał na młodego mężczyznę, który znów badawczo mu się przyglądał, jakby intensywnie nad czymś myślał, aż w końcu odezwał się.
- Niczego nie sprzedaję.. Ja.. To pan.. panie Todd? - Spoglądał na golibrodę z uwagą, na nim skupił całą swoją uwagę i Nellie, która podniosła się do pozycji siedzącej, dostrzegł dopiero po chwili. - Dzień dobry pani.
- Yhm, tak.. choć pana niezbyt kojarzę, jeśli w ogóle się znamy.. - Sweeney tej twarzy naprawdę nie pamiętał, w ogóle dziwiło go skąd znalazł tu ich tak młodo wyglądający mężczyzna i skąd miałby go znać. Skrzyżował spojrzenia z Panią Lovett, która już w ogóle nie miała pojęcia z kim mają właśnie przyjemność.
- Przepraszam, powinienem był przedstawić się na początku.. Anthony Hope.. płynęliśmy wspólnie do Londynu jakieś.. 5-6 lat temu.. Teraz pan pamięta..? - Uśmiechnął się lekko do golibrody. - Nie będę zabierać więcej czasu, chciałem się jedynie przywitać.. teraz kończę ze statkami i zostaję tutaj, być może jeszcze się spotkamy.. Do widzenia, życzę miłego dnia..
- Pamiętam, pamiętam Anthony.. Przepraszam Cię, ale minęło już tyle czasu.. zbyt wiele się wydarzyło, a ja nie mam aż tak dalekiej pamięci. To dobrze, a gdybyś kiedyś chciał to wpadnij do mojego zakładu lub sklepu Pani Lovett przy Fleet Street 186.. Prawie zawsze nas tam zastaniesz. Do widzenia, do zobaczenia..! - Młody mężczyzna odszedł nie chcąc już bardziej przeszkadzać parze, a Sweeney podsumował wzruszeniem ramion to niespodziewane spotkanie. Choć to chwilowe wspomnienie odległych czasów przypomniało mu nagle wszelkie nadzieje z jakimi wracał do Anglii, a nawet czasy odleglejsze - jak te kiedy przechadzał się tutaj po parku wraz z Lucy i małą Johanną w wózku. Nellie zaś wspominała, jak niedaleko od miejsca w którym się znajdowali, po raz pierwszy spotkała McCartney'a. Nie było to oczywiście powiązane z pojawieniem się Anthony'ego, a prześladowało ją za każdym razem jak pojawiała się właśnie tutaj. Lecz oboje nie chcieli się przyznawać przed sobą do tych myśli, ponieważ na pewno którąś ze stron by to zabolało. Oboje skusili się na sałatkę i dalej kontynuowali swoją rozmowę.
- A może na przełomie czerwca i lipca.. zobaczymy.. Johanna pewnie też zechce za jakiś czas dowiedzieć się więcej o rodzinie i poznać tych, których jeszcze może poznać.. tak mi się wydaje.. A list.. tak zaproponowałam, żeby Twoi rodzice nie umierali tam ze strachu.. Bo rzeczywiście przyjadą i dopiero będzie.. heh.. A ten Anthony, nawet pasowałby do Johanny.. nie sądzisz..? - Nellie uśmiechnęła się do mężczyzny, lecz zaraz przeniosła swoje spojrzenie z niego na parę z dzieckiem w wózku, która szła przed nimi. I tutaj znów naszło ją na tematykę dzieci, w ogóle zastanawiała się odnośnie tego jakimi ona z Todd'em byliby rodzicami. Chociaż wciąż nie wiedziała jak zacząć mu to powoli sugerować, by było to takie subtelne. Na pewno miała w głowie to, że była coraz bardziej starsza i wiązało się to z większym zagrożeniem ciąży i zdrowia dziecka. Lecz co do zapytania Sweeney'a miała jakieś opory.
- Chcesz pobawić się w swatkę..? Hehe.. Oj Nellie.. Nie wiem czy by do niej pasował, zbytnio go nie znam.. Nie wiem gdzie zamierza teraz pracować, a wiesz że te zarobki musiałyby być takie by utrzymać oprócz niego dwie osoby.. Zresztą myślę, że Johanna zechce teraz odpocząć od wszelkich związków. - Mężczyzna zerknął na ukochaną i dostrzegł, że przygląda się tej parze z dzieckiem nieopodal nich, a zaraz odparła.
- Wiem, że tym razem zrobisz wszystko co w Twojej mocy, by znalazła kogoś odpowiedniego. Aa.. Sweetie, zastanawiałeś się nad tym o czym mówiliśmy jakiś czas temu.. nad tą zagadką.. wtedy kiedy mówiliśmy o sprawieniu sobie futrzaka..? - Lovett uśmiechnęła się nieco tajemniczo do ukochanego, na co uniósł brew i trochę zaniemówił. Nie miał pojęcia do czego kobieta zmierza. Tym razem on położył się na jej udzie i spoglądał na nią od dołu.
- Nie wiem.. Może jakaś wskazówka, hm..? No chyba, że jednak brak w tym haczyków i naprawdę chcesz żebyśmy przyjęli pieska pod nasz dach.. - Dotknął dłoni ukochanej, a po chwili splótł z nią swoje palce.
- Nie chodzi o pieska, chociaż to jakaś alternatywa do tego o czym ja myślę.. lecz zwierzaka tak bardzo nie pragnę Sweetie.. - Pochyliła się do Todd'a i musnęła jego usta, po czym znów zerknęła na dziecko, które przechadzało się po trawie, lecz widać, że chodziło od niedawna i wciąż brakowało mu w tym wprawy. Golibroda zerknął w tą samą stronę, a gdy zauważył że kobieta spogląda na małą dziewczynkę domyślił się, że o to jej właśnie chodzi. Przez chwilę się zastanowił, ale w końcu przekonał się i nie miał już żadnych wątpliwości. Nie poruszali wcześniej tych tematów, właściwie to pierwsze zbliżenie należało do czegoś przełomowego w ich relacji, a wcześniej nie przeszło mu nawet przez myśl, że Nellie marzyła o dziecku. Oczywiście mieli ostatnio zbyt wiele problemów, by podejmować takie decyzje, ale z drugiej strony byli ze sobą już kawałek czasu i nie powinien być tym zaskoczony. Chwilowo poczuł się uderzony tą wiadomością, lecz prędko mu to przeszło. Nie chciał, by stwierdziła po jego minie, że jest tym pomysłem przerażony. Chociaż na pewno dziecko oznaczałoby kolejny nowy rozdział, przecież nie mogło się to stać tak od zaraz, kiedy nawet nie byli ze sobą zaręczeni, tak by kobieta miała pewność, że myśli o niej poważnie i jej nie zostawi.
- Poważnie, Nellie..? - Podniósł się do siedzenia i usiadł naprzeciwko niej, pogładził jej policzek i spojrzał jej głęboko w oczy. - Teraz już wiem o co Ci chodzi. Nie musiałaś się obawiać, że ucieknę gdy mi o tym powiesz. Nellie.. w końcu jesteśmy razem, kocham Cię i chcę mieć z Tobą w przyszłości dziecko. Pozostaje jedynie kwestia zaplanowania tego wszystkiego.. - Sweeney uśmiechnął się kącikiem ust do kobiety, a na jego słowa miała łzy w oczach, nie spodziewałam się tak dobrej reakcji z jego strony. Ich wargi spotkały się w czułym pocałunku, a kobieta była przeszczęśliwa na to co usłyszała. Obawiała się, że golibroda będzie próbował się wymigać w ogóle od tej rozmowy albo wymigać od dziecka, a tego by nie zniosła.
- Ja Ciebie też kocham Sweeney. Wiem, że nie musi się to stać zaraz, ale.. uznałam, że skoro jesteśmy coraz starsi.. to najwyższa pora.. Nie chcę żebyś pomyślał, że teraz będę wywierać na Tobie presję.. To nasza wspólna decyzja.. - Kobieta przytuliła się do Sweetie'go i przymknęła powieki. Było jej teraz tak dobrze, właściwie mogło pozostać już na zawsze tak jak teraz. Pogoda wciąż dopisywała, tak samo jak dopisywało szczęście między nimi.

czwartek, 9 czerwca 2016

Part 342.

Nellie pracowała intensywnie w sklepie, piekąc i gotując wszystko, oczywiście też w między czasie starała się przygotować dla nich coś na obiad, poza tym kobiety przygotowywały też jedzenie na później, przynajmniej lepiły też pierogi z farszem, czy szykowały ciasto na paszteciki do czerwonego barszczu na popołudnie i to też Nellie chciała zrobić na ich obiad dzisiaj, czyli czerwony barszcz z pasztecikami.
Miała nadzieję, że Sweeney nie odczuwa dziś bardziej wczorajszego wypadku, gdyż domyślała się, że czuł się kiepsko, a pewnie nadrabiał dobrą miną, w końcu widziała, że każdy jego krok był nieco kulejący. Wczoraj jak jeszcze opatrywała mu nogę wiedziała, że będzie z tego wylew i boleć będzie na pewno, ale miała nadzieje, że teraz nic złego go nie spotka. Julia spoglądała czasem na Nellie, gdy gotowała zastanawiała się co się stało ostatnimi dniami, że partner Pani Lovett nie był teraz w formie, wcześniej może tez nie był, ale teraz do tego kulał? Lecz nie śmiała być wścibska by pytać, bo pewnie zostałoby to źle odebrane.
Pojawiło się małżeństwo w sklepie Pani Lovett i kobieta wybierała kilka bułeczek, pieczywo i jeszcze dwa rogale. A mężczyzna rozglądał się po sklepie, a zaraz nieco pochylił się nad ladą, gdy obsługiwała Julia i odparł spokojnym tonem głosu. – Przepraszam, ale nie wie Pani, kiedy zakład na piętrze będzie otwarty? U Pana Todd’a? Tam gdzie chodzę, ciągle mam podrażnioną skórę.. – Westchnął niezadowolony, a Julia nie wiedziała co odpowiedzieć na to pytanie i odezwała się zaraz. – Och nie wiem.. Ale może Pani Lovett będzie znała odpowiedź.. Pani Lovett… mogę na chwilkę..? – Nellie spojrzała na kobietę i zaraz włożyła kolejną porcie uformowanych ciast do dużego pieca i podeszła do lady. – O co chodzi..? – Nim Julia się odezwała to znów mężczyzna zadał pytanie o zakład Todd’a, a Nellie cicho westchnęła i odezwała się zaraz, jakby analizowała to z wypadkiem Todd. – Och o zakład chodzi.. Nie wiem, na pewno nie w tym tygodniu.. Pan Todd jest chory, uległ wypadkowi i nie czuje się najlepiej… A na skórę Pana hm… Niech Pan zajrzy tutaj za filar może Pan Todd siedzi w salonie.. może dałby Panu jakiś balsam na podrażnienia… Ja niestety nie pomogę, nie znam się na tym… - Kobieta zaraz z mężczyzną udała się nieco do salonu, gdzie nie było już Sweeney’a, zmarszczyła nieco czoło i kazała mężczyźnie zaczekać, ale Sweeney właśnie schodził z piętra swojego zakładu, w końcu przejście mieli i wewnątrz i zewnątrz domu, że golibroda w razie deszczu nie musiał przebiegać z piętra do ich domu mieszkalnego a zarazem do sklepu Pani Lovett.
Wycierał ręce w ścierkę i spojrzał na Nellie, gdy czekała na niego, niczym jakby coś przeskrobał, przynajmniej tak przez chwilę wyglądała, gdy podparła się dłońmi na biodrach, a zaraz zabrała głos. – Kochanie.. co Ty tam robisz..? – Sweeney schodził z ostatnich pięciu schodów i odezwał się do Nellie. – Takie tam, porządki.. Nudzę się siedząc bezczynnie.. może najlepiej się nie czuję, ale jednak coś robić muszę. Poza tym też muszę niebawem otworzyć zakład... chociaż jakieś 3 razy w tygodniu na początek pomyślałem, trochę takie pół etatu..? Ale zawsze jakiś zysk, a tak od tego cholernego Truro, same straty.. A co się stało..? - Piekarka słuchając Sweeney'a nie była zadowolona, że już palił sie do otworzenia zakładu, tym bardziej, że widziała jak chodził i jej zdaniem teraz po tym wypadku za szybko chciał podjąć taką pochopną decyzję.
Podeszła do niego bliżej, gdy zszedł po schodach i odezwała się gładząc go po klatce piersiowej, jakby poprawiała jego koszulę, czy sweter jaki miał dziś na sobie. - Sweeney... Ja wszystko rozumiem, że Cię to denerwuje, nosi... że obecnie jesteś w takiej sytuacji, ale pamiętaj, że to nie Twoja wina i ja nie mam do Ciebie pretensji o nic.. rozumiesz to..? Pół etatu dobrze.. ale nie w tym tygodniu.. najwcześniej, w kolejną środę.. teraz nie ma mowy.. bo sama zamknę Twój zakład.. jako właścicielka tego budynku.. tej części budynku.. Chcesz stać z tą nogą tyle godzin... Nie, nie, nie.. nie ma mowy.. Posprzątać sobie możesz.. bylebyś mi tam nic nie dźwigał... Ach.. Ach tak, przyszedł jakiś Pan i pytał się o Twój, zakład.. stwierdził, że tam, gdzie chodzi b y go ogolono ma podrażnioną skórę..więc może go poratujesz jakimś balsamem, nie wiem... Zabierz go na górę, czy porozmawiaj.. i nie przemęczaj mi się.. bo doigrasz się mojej kary, zobaczysz..! I nie spuszczaj go z oka, jakby schodził tędy, wolałabym by nic nam z salonu nie zniknęło.. nie ufam ludziom jak kiedyś.. A ja mój drogi muszę wracać na sklep, bo Julia sama być tam nie może.. a ruch jest... - Mężczyzna uniósł brew na wzburzenie Nellie, choć widział w tym, jej zmartwienie, ale nie chciał by ciągle martwiła się o jego zdrowie, poza tym chciał jej pomóc w rachunkach, bo skoro tylko jej sklep prosperował, a jego zakład nie, to mieli tylko zysk z parteru, a z piętra zysk wynosił zero.
Przytaknął jej na słowa i pogładził dłonią jej dłoń na swojej klatce piersiowej i odparł spokojnie unosząc brew i wychylając się i spoglądając na mężczyznę, którego rozpoznawał, to był Pan Rogers, jego stały klient. - Spokojnie Nellie.. nie wrócę już jutro do pracy, ale chce trochę przygotować zakład do używalności.. Dobrze, wracaj na sklep, ja się nim zajmę, znam go, to mój stały klient.. Ale Nellie skąd to wzburzenie.. Nerwmy o otwarcie sklepu..? Przecież idzie wszystko gładko jak po maśle, klienci nie zawodzą jak widzisz.. Ja się nim zajmę, możesz iść Kochanie na sklep.. inaczej Pani Hoffman nas przeklnie hehe.. A nim sie nie przejmuj, raczej właściciel zakładów krawieckich w tym mieście, nie ukradnie nam niczego z salonu.. inaczej będzie miał ze mną do czynienia..- Pocałował policzek Nellie i usta, by już się tak nie burzyła i uspokoiła, bo widział, że nieco stresował ją ten dzień otwarcia, a naprawdę nie miała czym się martwić. Przecież nikt nie narzekał na jej potrawy, czy wypieki. Odwzajemniła pocałunek mężczyzny i ostatnie przytulenie oderwało ich od tego by zaraz powrócić do obowiązków.
Pani Lovett udała się na sklep, a Todd podszedł zaraz spokojnie do swojego klienta i przywitał się z nim poprzez uścisk dłoni. - Witam Panie Rogers.. Uch... podrażnienie skóry widać na pierwszy rzut oka.. piecze..? Zapraszam na piętro, przejdziemy tędy... - Rogers uśmiechnął się lekko do Todd'a, cieszył się, że go widzi i zaraz przytaknął głową. - Dzień dobry Panie Todd, dawno Pana nie widziałem.. O tak, piecze.. spać nie mogę od tego.. wszystko mnie drażni.. nie wiem co się zadziało.. Dobrze, dobrze.. już idę.. - Obaj panowie udali się na piętro i gdzie Todd wpuścił Pana Rogers'a do swojego zakładu i zaraz kazał mu usiąść w fotelu, a sam podszedł do regału z różnymi specyfikami, które zakupił, jak i tez otrzymał jako zwycięzca konkursu na najlepszego golibrodę w mieście. - Hm.. a u kogo Pan się golił..? Pamięta Pan co użyte zostało na pańską twarz..? Podejrzewam, ze to podrażnienie przez uczulenie, ale chciałbym wykluczyć jakiś składnik, który może szkodzić pańskiej skórze.. Ogolenie wygląda ogólnie dobrze... - Todd spojrzał zaraz na mężczyznę, który chwilę się zastanawiał i odezwał na słowa Sweeney'a jakby z małym zastanowieniem. - Hm... chodzę do takiego nowego zakładu, ten zakład zwie się "U Benera" zakład fryzjerski, golibrodów trzech tam pracuje.. wygląda na renomowany zakład.. Chodziłem do Satan'a niedawno, ale zamknięte jest, Urlop, za dwa tygodnie wraca. A nie wiem co to był za specyfik, jakiś balsam na zmiękczenie zarostu.. moja żona narzeka na to, że kuje, więc chciałem jakoś to zmienić.. a wyszło coś takiego.. Już nawet zimna woda mi nie pomaga na to... czy jogurt zimny.. próbowałem wielu rzeczy... - Sweeney słuchając mężczyzny, co do niego mówił, westchnął i pomyślał w duchu, że kiedy go tu nie było, sporo się działo, skoro został otworzony jakiś zakład fryzjerko-balwierski. Czuł, że musiał wrócić szybciej do gry, by nie stracić klientów, no chociaż teraz jego największy
rywal był na urlopie, o ile to prawda? Co tez go zastanawiało, skąd nagle urlop u Satan'a, lecz nie wnikał, nikt nie musiał się tłumaczyć, czy to urlop rekreacyjny, czy sprawy nie cierpiące zwłoki, problemy rodzinne, czy inne niespodziewane historie.
Zaraz na półce wyszukał łagodnego balsamu, na podrażnienie Rogers'a i podszedł do niego nieco kulejąc, po czym jeszcze raz przyjrzał się jego twarzy. - Hm... cóż, nie wiem co to było.. Ale może czas skończyć z wodą kolońską, na bazie alkoholu, bo to zawsze podrażnia skórę.. czy inny balsam na bazie alkoholu.. Teraz niech Pan użyje tego.. to balsam, w którym jest kolagen.. Kolagen pomaga w problemach dermatologicznych, kobiety tego używają, tylko pod inną nieco nazwą, kiedy depilują nogi, części intymne, dobry jest na alergie i inne takie.. Nawet na stawy pomaga.. W tym nie ma alkoholu, zatem powinno pomóc.. Proszę nie oczekiwać efektów, po jednym dniu, ale kilka dni i powinno to minąć, a jeśli korzysta Pan w tym czasie z usług balwierskich, to proszę zabrać ze sobą ten balsam... by to on został nałożony na pańską twarz, brodę i szyję.. Niestety ten specyfik nie jest tani.. - Mruknął na koniec, po czym podał Rogers'owi pudełko z balsamem, które ten oglądał i był bardzo wdzięczny mężczyźnie za to co mu polecił już nawet cena nie grała roli, ale nie mógł już dłużej wytrzymać z tym pieczeniem i podrażnieniem. - Rozumiem.. dobrze. Hm, Pan to zawsze wszystko wie o tych kosmetykach, w Panu moja jedyna nadzieja..! Nieważne ile kosztuje, może to wypróbować..! Ile jestem winien..? - Klient Todd'a zaraz sięgał do kieszeni, a Todd założył rękawiczki na swoje dłonie i odparł zaraz do niego. - Niech Pan nie wstaje, zrobimy pierwszą kuracje.. o ile Pan zechce hm..? Policzę mniej.. to akurat nie jest drogą sprawa, niestety drogą sprawą, jest ten kolagen.. kosztuje 60 funtów... a kurację zrobimy za 20 hm..? Nie chce by Pan ode mnie wyszedł tylko z butelką.. Stosowanie, po każdym goleniu, wklepujemy balsam, Zostawiamy go, nie zmywamy niczym, nie powinno po tym być uczulenia, inaczej zmyje Pan to i odstaw.. To spróbujemy czegoś innego najwyżej hm..? - Rogers zgodził się na kuracje i Sweeney'a, nie był przecież biedny, ani też nie chciał być jakoś specjalnie traktowany, dlatego za usługę Todd'a zapłacił 30 funtów, no i za flakonik balsamu wydał dodatkowe 60 funtów, musiał przyznać, że kuracja Todd'a już działała, bo powoli podrażnienie po kilkunastu minutach zaczynało ustępować. No i tak panowie się pożegnali, Todd wypuścił mężczyznę tak samo jak dotarł z Panią Lovett i niebawem opuścił sklep, z czekającą na niego żoną, która już wzdychała od tego czekania, ale przynajmniej nie stała, tylko przez ten czas usiadła i nawet napiła się nieco herbaty, czy zjadła jednego rogala, nieco w towarzystwie Nellie, która z nią rozmawiała.
Todd przyglądał się chwilę pracy pań, które obsługiwały kolejnych klientów, a zaraz poszedł do salonu, gdzie z szuflady wyciągnął specjalny sztywny blankiet i napisał na nim pory otwarcia sklepu Pani Lovett, jak i to co wtedy będzie prosperować, by nie było nieporozumień, że po godzinie 16 nie będzie już możliwy do kupienia chleb, choćby, bo wtedy będzie prosperowała restauracja, a nie piekarnia. A, gdy skończył, zaraz poszedł na sklep i podszedł do Nellie pokazując jej to jaką zrobił jej reklamę łącznie z rysunkiem przy pierwszych godzinach, jak symbole, jajkiem w pojemniczku, na znak śniadania i narysował chleb, rogale, czy bułeczki, z makiem, a zaś jeśli chodził o godziny popołudniowe narysował talerz z widelcem i nożem. Na samej górze tez widniał napis, zmiany otwarcia sklepu i to chciał umieścić na drzwiach. Pani Lovett była nieco zaskoczona tym co robił dla niej Todd i spojrzała i na brulion jak i na Todd'a, którego zaraz ucałowała soczyście w usta i szepnęła nad uchem. - Co ja bym bez Ciebie zrobiła.. To jest śliczne.. nie wiedziałam, że masz zdolności plastyczne Sweetie.. jest idealny.. możesz to zawiesić.. zdejmij tylko tą drugą tablice z godzinami sklepu, by nie było problemów.. Poza tym wszystko dobrze z Twoim klientem..? Co prawda wyszedł w skowronkach, ale pytam z ciekawości.. Poza tym nie obrazisz się, że pożyczyłam kilka dni temu od Ciebie jeden balsam, jest też i dla kobiet.. a masz tam takie cudowności.. - Zaśmiała się i puściła oczko do Todd'a, gdy uniósł na nią brew i patrzył jak z niedowierzaniem, ale w zabawny i pełen humoru sposób. - To cieszę się, że jesteś z tego zadowolona, wiem, że mówiłaś, że ludzie się domyślą.. ale ja wolę te domysły ich mieć na papierze, niż wieczorem jakiegoś kaszalota awanturnika.. O to takie ilustracje by zapałali o co chodzi.. Poza tym moglibyśmy też puścić jakieś reklamy o tym.. choć znów to zakosztuje, na razie zobaczmy ile przez ten tydzień będziesz miała klientów.. Kradniesz z mojego zakładu? Uuu.. nieładnie sobie wróżysz.. w skowronkach..? Chyba w tym kolagenie jest jakieś zioło, bo też wydajesz mi się być w skowronkach, ale to dobrze, jeszcze niedawno, byłaś zła.. Ale ja nic nie mówiłem.. Dobrze, idę to powiesić.. - Przeprosił Nellie i Julię, gdy koło nich przechodził, nie było już czas i okazji na kolejny gest ich wzajemnej adoracji, poprzez natłok ludzi w sklepie. Julia właśnie pakowała ciasto w papier, a Nellie szykowała zamówienie dla kolejnego klienta. - Bułeczki z makiem.. jedną z serem.. i chleb tak..? - Pani Lovett kładła na blat zamówienie klientki, która chyba nie do końca była zdecydowana co chce. - Hm.. może jednak bez tej bułki z serem.. poproszę zamiast tego.. Hm.. babeczkę z wiórkami kokosowymi i jedną trufle... tego wcześniej nie widziałam.. To już na dobre prosperuje Pani sklep..? W końcu... Och piekarnia.. u Pana Parkera,, ostatnio przypaliła większość wypieków i musiałam skrobać z pieczywa tą spaleniznę.. Och... - Julia spojrzała na Panią Lovett, gdy ta poczuła się już lekko poirytowana tym zmienianiem zamówienia przez kobietę, ale póki co nic nie mówiła, nie chciała być nie miła, tym bardziej, kiedy była taka długa kolejka. - To w końcu co..? Pani wybaczy, ale inni też czekają.. Hm.. rozumiem, cóż zdarza się.. ale widać trudno taki zapas wypieków wyrzucić do kosza.. to ogromne traty. ale można wykorzystać takie pieczywo inaczej niż je sprzedać przypalone.. To babeczka i trufla, hm..? Trufle są od niedawna... przed moim zamknięciem sklepu, także jeszcze tu się pojawiły.. Julio... posprzątasz nieco ze stolików...? - Kobieta przytaknęła, a Nellie w końcu pozbyła się kobiety niezdecydowanej, potem pomagał kobiecie przy sprzedaży Todd, gdy Julia sprzątała ze stolików i odezwał się kiedy wydawał resztę jednemu mężczyźnie. - W czasie tej przerwy.. do tej 16-tej.. rozumiem, że nie będziesz gotować i mamy czas dla siebie a Pani Hoffman, również ma trochę wolnego hm..? Może wybierzemy się gdzieś..? Może nie tak daleko, bo trochę czuję się obolały.. ale może jakiś piknik..? Czy inne miejsce, ale też wypadałoby samemu coś zjeść, niż tylko obsługiwać innych.. Prawda?

niedziela, 5 czerwca 2016

Part 341.

Pani Lovett raz jeszcze objęła spojrzeniem ciało mężczyzny, sama zastanawiała się co konkretnie nałożyć i w jakie miejsce. Założyła na dłoń rękawiczkę, a na wacik nałożyła trochę specyfiku, który zawsze dobrze działał na jego rany i sprawiał, że szybciej i mniej boleśnie się goiły. Johanna nieco się odsunęła, choć była w pogotowiu do podawania świeżych wacików czy wyrzucania tych starych. Wiedziała, że Nellie świetnie sobie z tym poradzi więc nie oferowała tam jeszcze swoich rąk do pomocy, chociaż czuwała i wszystko obserwowała.
- Sweetie.. gdybyś mógł się raz jeszcze położyć.. A z koszulą, nie martw się.. niebawem założysz czystą.. - Uśmiechnęła się do niego lekko, a kiedy ich spojrzenia się spotkały wiedziała, że był skrępowany obecnością Johanny z racji na swoją półnagość, co było oczywiście całkowicie normalne, lecz w obecnej sytuacji musiał to niestety przezwyciężyć. Sweeney położył się znów na boku i odsunął koszulę tak, by umożliwić kobiecie nałożenie maści, chociaż całkowicie się jej nie pozbył. Nellie wreszcie przeszła do nakładania leku, robiła to bardzo delikatnie, by nie spowodować kolejnej fali bólu. Zresztą po tych wszystkich wypadkach jakie golibroda przeżył miała już w tym wprawę, ponieważ sięgało to do czasów kiedy jeszcze nie byli razem.
- Johanno.. Tak pomyślałem.. Jest już całkiem późno, może chciałabyś zostać tutaj na noc.. miejsce jest.. A wracać samemu o tej porze, zwłaszcza kobiecie.. to dość ryzykowne, kiedy ostatnio w gazetach czyta się tylko o kolejnych morderstwach w ciemnych uliczkach Londynu.. Oczywiście nie pomyśl, że chcemy tu Cię uwięzić jak w twierdzy.. To będzie Twoja decyzja..- Spojrzał na córkę, dość zaskoczoną jego propozycją. Miał cichą nadzieję, że się zgodzi. Zresztą wreszcie nie musiał ukrywać tego, że się o nią martwi.
- To prawda.. - Spojrzała w kierunku okna, z którego wyglądała ciemność. Była owszem zaskoczona tą propozycją, sądziła, że to zdanie będzie raczej delikatną sugestią, by już wracała, a nie została z nimi. I to ją poniekąd rozczuliło. Poczuła prawdziwą troskę, jakiej od Turpina nigdy nie doświadczyła nawet mimo jego starań. Choć wciąż miała dość mieszane uczucia do ojca, to naprawdę doceniała ten gest, ale raczej wątpiła, że może tak zostać na Fleet Street bez żadnych wieści dla Berty. - To miłe.. Ale sama nie wiem.. Powiedziałam Bercie, że wychodzę na maksymalnie trzy godziny.. nie chcę by straciła przez nerwy o mnie noc.. Do tego Tommy.. nie powinnam tak znikać.. zwłaszcza jeśli Charles nie wróci dzisiaj do domu..
- Odprowadziłbym Cię, wtedy byłbym spokojny.. jednak to dość długi dystans, nie wiem czy byłbym w stanie go dzisiaj przebyć.. A ostatnie dyliżanse odjeżdżają właśnie teraz.. - Sweeney zamyślił się jak rozwiązać ten problem. Widział po córce, że teraz była naprawdę rozdarta między powrotem do domu, a spędzeniem tutaj nocy, co chyba wróżyło, że ich relacje nie będą wcale takie złe.
- Nie miałabym serca prosić Cię jeszcze o odprowadzenie.. - Johanna pokręciła delikatnie głową, a zaraz podała Nellie kolejny wacik.
- W takim razie.. może ja Cię odprowadzę? - Pani Lovett spojrzała na kobietę, lecz zaraz poczuła jak mężczyzna położył dłoń na jej wolnej dłoni i stanowczo sprzeciwił się temu pomysłowi.
- Nie Nellie.. Ciebie też samej nigdzie nie puszczę.. - Spojrzała na niego z zastanowieniem, bo skoro żadna opcja nie była możliwa to już nie miała pojęcia co zrobić. Nie uszło jej uwadze, że Sweeney martwił się i o nią jeśliby wyszła z domu o później porze, to w duszy bardzo ją ucieszyło. Przez chwilę nastało milczenie, każdy zastanawiał się jak wybrnąć z tej sytuacji. Nagle do drzwi rozległo się pukanie, Johanna, Pani Lovett i Todd spojrzeli na siebie. Owszem, że często bywali tutaj goście, lecz nie o tak wieczornej porze.
- Sprawdzę kto to.. A wy zostańcie tutaj.. Sweeney, nie wstawaj pod żadnym pozorem.. - No i zaraz kobieta wyruszyła poznać tożsamość przybysza, już nawet nie pozbywała się rękawiczki, ponieważ pukanie stawało się coraz bardziej natarczywe. Nellie widziała za oknem w drzwiach postać mężczyzny, choć nie potrafiła rozpoznać kto to dokładnie jest.
- Dobry wieczór.. - Jednak po chwili rozpoznała w mężczyźnie lekko podchmielonego Charles'a. - O nie, nie.. pana tutaj gościć nie zamierzam.. Do widzenia!
- Wiem, że Johanna tutaj jest.. U tatusia, a to dobre! Nawet nie sądziłem, że tak szybko się dogadają.. - Zrobił krok do przodu i upił łyk z butelki trzymanej w ręce, do połowy pełnej jakiegoś trunku, przy czym Nellie lekko cofnęła się do tyłu, lecz po chwili ocknęła się, że przecież nie będzie wpuszczać tutaj tego zdradzieckiego typa skoro to jej dom i jej zasady. - Johanno! Kochanie.. Chodź tu.. Wszystko sobie wyjaśnimy! - I wciąż napierał na kobietę, nie mając pojęcia do czego jest zdolna, zwłaszcza kiedy przyczynił się do zranienia Sweeney'a.
- Jeszcze jeden krok, a nie ręczę za siebie! - Wrzasnęła na niego kobieta, a w tym samym momencie pojawiła się tam Johanna, która z trudem ubłagała ojca, by nie mieszał się w tą sytuację. W pokoju Sweeney wszystko doskonale słyszał i ciężko było mu opanować się do tego stopnia, by nie wstać i ruszyć do kolejnego starcia z byłym córki. Chociaż dobrze wiedział, że z tym bólem i ranami tym razem nie był na dobrej pozycji.
- Och.. no proszę! Miałem rację.. W domu Cię nie było, u żadnej koleżanki również więc zostało tylko jedno miejsce.. Powinnaś być teraz ze mną, a nie włóczyć się po nieznajomych.. a nie, przepraszam.. Jesteś w domu.. swojego ojca i macochy, tak?! Urocze.. Ale teraz wracasz ze mną.. - Podszedł do Johanny, która kolejny raz tego dnia wymierzyła mu policzek, a potem nawet kolejny, co wreszcie trochę go pohamowało.
- Nie wrócę z Tobą Charles.. na pewno nie dzisiaj.. Ale jeśli zrobisz coś dla mnie, może zastanowię się nad nami.. - Nellie spojrzała z lekkim oburzeniem na Johannę, że mówi coś takiego, ale po chwili zrozumiała, że to tylko celowe, że nie będzie żadnego zejścia z mężczyzną, a chciała go jedynie wykorzystać. Zresztą był lekko pijany i można było mu wiele rzeczy wmówić. - Wrócisz do domu i powiesz Bercie, że zostaję dzisiaj na noc u dobrych znajomych, żeby się nie martwiła.. A jutro sobie porozmawiamy o wszystkim, dobrze..? Teraz powinieneś już iść i nie zakłócać spokoju Pani Lovett.. - Charlie zastanowił się chwilę, przeanalizował słowa kobiety na tyle ile był w stanie i chyba rzeczywiście podziałała na niego ta obietnica. Nie rozumiał jedynie czemu Johanna zostaje tutaj na noc, ale jeszcze na tyle zachował trzeźwość umysłu, że nie robił o to kolejnego szumu i w miarę grzecznie się wycofał uprzednio całując ją w policzek, na co prawie go odepchnęła, ale musiała się jakoś od tego powstrzymać.
Wreszcie wyszedł, a Nellie zamknęła drzwi na wszelkie możliwe zamki, by już żaden intruz się w domu nie pojawił. Wróciły do salonu, gdzie piekarka powróciła do swoich wcześniejszych czynności, lecz wciąż była podenerwowana zaistniałą sytuacją, tak samo zresztą jak córka golibrody.
- Przynajmniej jeden kłopot mamy już z głowy.. Kiedy skończymy, wyniesiemy się na górę ze wszystkim, trochę tu przewietrzymy.. przygotuję Ci łóżko, jakaś piżama i wolna szczoteczka do zębów także się znajdzie.. Czuj się jak u siebie.. - Po upływie kolejnych trzydziestu minut, Sweeney powiedział córce dobranoc i udał się już na górę, nie zamierzał więcej schodzić na dół. Chciał też trochę odpocząć i wreszcie nie czuć tego skrępowania. Zaraz po wieczornej toalecie udał się do łóżka, no i tam czekał aż pojawi się Pani Lovett. Nellie zanim w ogóle znalazła czas dla siebie, rozmawiała jeszcze trochę z Johanną, poza tym przygotowała jej pościel i wszelkie niezbędne rzeczy. Kiedy córka Todd'a brała kąpiel, Nellie wreszcie udała się na górę, gdzie zastała go jak czytał książkę, najwyraźniej nie chciał usnąć przed tym jak się obok niego pojawi. Kobieta wzięła dość szybką kąpiel i po krótkich zabiegach pielęgnacyjnych ciała w końcu znalazła się obok ukochanego i wtuliła się w jego ciało uważając na to, by nie zaczepić o jego rany.
- Jak się czujesz..? Jeśli potrzebujesz mogę jeszcze przynieść tabletkę przeciwbólową.. albo cokolwiek co może Ci pomóc.. Co za dzień.. ale jestem z Ciebie dumna kochanie, mój dzielny mężczyzno.. Najgorsze masz już za sobą. - Nellie musnęła czule usta mężczyzny, takiej chwili tylko dla nich brakowało jej przez cały dzień i wreszcie się jej doczekała. Przeczesała włosy Sweetie'go, po prostu cieszyła się, że ma go przy sobie.
- Już lepiej.. lepiej niż na początku, kiedy minęły te emocje i odczułem ból.. Nie, już nie chcę faszerować się dzisiaj kolejnymi lekami.. wystarczy. Wiem, Nellie.. Cieszę się, że zdążyłem już powiedzieć Johannie o niektórych sprawach, że w ogóle pojawiła się dziś u nas.. i została.. Ale nie mówmy już o tym.. chcę odpocząć.. I mieć Cię przy sobie Nellie, sama jesteś dla mnie jak lekarstwo. Kocham Cię. - Sweeney otulił kobietę kołdrą, objął ją ręką i przez chwilę nie szczędzili sobie czułości, których najnormalniej w świecie potrzebowali po wszelkich dzisiejszych przeżyciach. Ostatecznie usnęli we własnych objęciach i tak skończył się ten dość męczący, ale zarazem i przełomowy dzień.
Ranek nie należał do tych leniwych i płynących w wolnym rytmie, już nie tylko z racji na obecnego w domu gościa. Nellie wstała wcześniej, przygotowała śniadanie dla wszystkich, choć sama zjadła je nieco wcześniej dlatego, że zabrała się za wypieki na otwarcie sklepu - tak by ludzie pędzący do pracy wreszcie mogli kupić u niej świeże bułeczki. Wkrótce zjawiła się też Julia, czyli nowy pracownik Pani Lovett i kobiety uzupełniały się w gotowaniu, pieczeniu i obsługiwaniu gości.
Sweeney spotkał się z Johanną w salonie, choć długo z nią nie rozmawiał, ponieważ nie chciała już nadużywać ich gościnności, a poza tym w domu czekało na nią dziecko i rozmowa z Charles'em prawdopodobnie wiążąca się z ostatecznym zerwaniem z nim wszelkich więzi. Sweeney zajrzał do sklepowej części, gdzie przywitał się z ukochaną pocałunkiem, jak i powitał na nowym stanowisku panią Hoffman.
- Widzę, że na brak pracy nie narzekacie.. mogę w czymś pomóc..? Póki co nie mam żadnych zajęć więc jestem do dyspozycji.. - Zaproponował Nellie, choć kobieta raczej nie miałaby serca prosić go o pomoc, zresztą miała teraz już pomoc w postaci asysty, której za to płaciła. - Aa.. kiedy zamykasz..? Bo coś wspominałaś, że rankiem będzie można zjeść tutaj śniadanie i kupić pieczywo, a późnym popołudniem będzie funkcjonować sama restauracja.. - Objął kobietę od tyłu, kiedy mieszała masę na ciasto i musnął jej szyję, choć tak szybko, by żaden z klientów się nie oburzył na takie gesty.
- Dziękuję, ale chyba sobie poradzimy.. prawda, Julio? Wolałabym żebyś odpoczął, poczytał gazetę, musisz o siebie dbać.. - Spojrzała na Sweeney'a tak, że wolałby się jej nie sprzeciwiać. Martwiła się o niego, bo z jednych problemów zdrowotnych wpadał w drugie i nie chciała, by w przyszłości wyszły z tego jakieś gorsze powikłania. - Zamykam o 11, czyli jeszcze trochę.. A potem myślę, że co najmniej do 16:30 mamy czas wolny.. ostatecznie zamykam o 19:30.. Myślę, że tak będzie lepiej niż siedzieć tu całymi dniami jak kiedyś.. kto będzie chciał przyjść, na pewno będzie wiedział kiedy.. Sweetie..! Rozpraszasz mnie.. - Zaśmiała się i odwróciła przodem do mężczyzny, przy czym zostawiła na jego nosie celowo trochę mąki. - Ale całkiem to lubię.. - Puściła oczko Todd'owi i już miała odwzajemnić jego pocałunek, lecz tym razem Julia poprosiła o jej pomoc w wyjęciu większej porcji ciasta z pieca i niechętnie musiała opuścić objęcia Sweeney'a. Golibroda zabrał swój kubek z kawą do salonu, tam usiadł spokojnie i sięgnął po gazetę, którą najwyraźniej piekarka przyniosła wcześniej. Wziął dziennik do ręki, a jego uwagę zwrócił nagłówek, wytłuszczony jak nic innego i głoszący "Sędzia Turpin w tarapatach. Więźniowie Newgate wyczekują nowego kolegi.". Od razu więc otworzył na środkowej stronie, gdzie o głównym temacie numeru było znacznie więcej informacji. Todd uśmiechnął się pod nosem, że jednak nieposzlakowana opinia Bernarda ulegnie zmianie, wyjdą na jaw nawet jego najciemniejsze interesy, a przynajmniej taką miał nadzieję. Już samo to, że gazeta, którą czytał nie była szmatławcem, czy pismem plotkarskim, a jedną z poważniejszych jakie można znaleźć na rynku. Informacje o tym, że Turpin ma właśnie dzisiaj zostać dostarczony do więzienia wyciekły, co mogło tylko symbolizować, że ktoś bardzo nieprzychylny sędziemu poinformował prasę i przedstawił jakieś dowody przeciwko niemu, co na zawsze mogło zrujnować jego karierę. W samym Newgate miał znajdować się przez cały czas trwania procesu, potem oczekiwać na wyrok. Zarzuty mu postawione były wystarczająco poważne, by władza nie przymknęła na nie oka i nie pozwoliła złoczyńcy swobodnie przechadzać się po mieście i pełnić swoją funkcję.
- I co Turpin.. kolejny punkt dla mnie.. Korzystam ze swojego czasu, kiedy gnijesz w więzieniu.. - Sweeney po przeczytaniu artykułu odłożył gazetę, bo właściwie nic poza tym go nie zainteresowało i napił się kawy. Miał od razu lepszy humor na cały ten dzień, choć wciąż brakowało mu pomysłu na to jak go spędzić.. Może wybrać się na piknik do parku jeśli pogoda dopisze? Spędzić czas z Nellie, by nie pomyślała, że jego świat kręci się teraz jedynie wokół Johanny. Lecz póki co miał jeszcze co najmniej godzinę zanim kobieta zrobi przerwę w pracy jej sklepu.

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.