SCM Music Player.

Bohaterowie.

piątek, 17 czerwca 2016

Part 343.

- Mamy czas dla siebie, tak.. Wszystko, co trzeba już ugotowałyśmy, no może jeszcze potrzeba czasu dla niektórych potraw, ale to jeszcze zdążą się ugotować zanim otworzę po południu. Tak Sweetie, widzimy się tutaj z Panią Hoffman dopiero po południu.. Piknik? To świetny pomysł, tylko musielibyśmy sobie jeszcze coś przygotować do jedzenia.. Może wybierzemy się do parku? Jest całkiem niedaleko od nas.. - Nellie spojrzała z zapytaniem na mężczyznę, ale i ogarnęła wzrokiem ile jest jeszcze klientów do obsłużenia, nie tylko tych którzy chcieli kupić pieczywo lecz tych, którzy jedli tutaj szybkie śniadanie. Kolejka wciąż nie była krótka, ciągnęła się aż do drzwi, a prawie wszystkie stoliki były zapełnione. Kobieta była w szoku, oczywiście pozytywnym, że wciąż jest tak duże zainteresowanie na jej wypieki, lecz też zastanawiała się, czy pobliskie piekarnie aż tak się pogorszyły, że prawie co drugi klient skarżył się na jakość tamtejszego chleba, czy słodkich bułek? Tak samo jak Todd miała wrażenie, że jest bardzo nie na bieżąco. Choć na pewno liczyło się, że wróciła do gry i teraz tylko konkurencja mogła na tym tracić.
- To dobrze. Tak, park jest blisko.. a w nim coraz więcej zieleni, więc miłe okoliczności przyrody.. Masz może tutaj gdzieś.. tą plakietkę z napisem "wyprzedane"..? Nie tylko dlatego, że niedługo zbliża się pora zamknięcia, ale.. niebawem naprawdę nic już tutaj nie zostanie.. - Sweeney spojrzał na ukochaną, a Nellie zmarszczyła czoło w zastanowieniu, gdzie mogła takie rzeczy wsadzić. Mężczyzna obsługiwał kolejnych gości, a ona wreszcie znalazła to w którejś z szuflad i zaraz przeszła przez kolejkę, by wywiesić to na drzwiach wejściowych.
- Zapraszam ostatnie 6 osób do kasy..! Wkrótce zamykam i zapraszam państwa po południu.. a jutro od rana oczywiście znów po świeże bułeczki i nie tylko.. - Pani Lovett pomogła również Julii w obsłużeniu ostatnich stolików, zebrała pieniądze wśród których były również napiwki. Ostatni szczęśliwcy po zrobieniu zakupów w sklepie, opuścili lokal, a Nellie wraz z Todd'em odetchnęli.
- Cóż za ruch.. Zostały tylko okruszki, to aż niewiarygodne.. ale oby się tak utrzymało.. Julio.. dziękuję za pomoc w tej pierwszej części naszego dnia pracy.. i widzimy się po 16.. - Odprawiła z  uśmiechem swoją pracownicę, po której widać było, że aż takiego ruchu się nie spodziewała, ale jednak była zadowolona, że dostała pracę w miejscu, które pustkami nie świeci. Piekarka przetarła jeszcze resztę stolików, czy razem z mężczyzną pozmywała naczynia. Gdy wszystko było już gotowe na przyjęcie kolejnej tury klientów, mogli zająć się tym, co zabiorą ze sobą na piknik. A do koszyczka oprócz koca i innych niezbędnych przyborów zapakowali sałatkę, kanapki, sok i świeżo upieczone słodkości, które kobieta zostawiła dla nich. Już po 12 ruszyli do parku wolnym spacerem. Sweeney co prawda niósł koszyk, lecz z drugiej strony szedł z Nellie pod rękę, co zapewniało mu większą stabilizację przy tej kulejącej nodze. Znaleźli wolne miejsce w okolicach jeziora i tam właśnie się rozłożyli. Ludzi nie było wielu, ponieważ większość właśnie o tej porze pracowała. Zawdzięczali temu ciszę i spokój.
- Pogoda dziś nam sprzyja.. wreszcie jest ciepło.. A ja już dawno marzyłam o tym, by trochę uciec od centrum miasta właśnie w takie okolice.. Na co masz ochotę Sweetie..? - Nellie zajrzała do środka koszyka jakby analizując od czego by tu zacząć jedzenie, a zaraz golibroda dołączył się do niej i oboje się zastanawiali.
- W końcu najwyższa pora na to by było ciepło.. Sam nie wiem, wszystko wygląda pysznie i tak ładnie pachnie.. Może wezmę tą słodką bułkę z budyniem.. gdzie ja ją wpakowałem.. - Kobieta wreszcie znalazła zapakowaną w papier słodkość i podała ją Todd'owi. Sama zdecydowała się jedynie na jabłko, jakoś te emocje związane z otwarciem sklepu powodowały, że nie była głodna. Sweeney siedział po turecku, lecz już później często zmieniał położenie chorej nogi, która dziś doskwierała mu wyjątkowo.
- Kochanie.. nie lepiej iść z tym do lekarza.. Krzywisz się tak, że mam ochotę Cię tam jeszcze dziś zaprowadzić.. A chciałeś wracać wkrótce do pracy.. stać tyle godzin przy klientach.. Potrzebujesz regeneracji.. - Dotknęła delikatnie uda Sweeney'a. Nie chciała mu się naprzykrzać ciągle z tym samym tematem, ale to w końcu było jego zdrowie. Nie mogłaby tak po prostu zaniedbać tego tematu i potem mieć wyrzuty sumienia, że mu nie pomogła kiedy było trzeba.
- A Ty znowu o tym Nellie.. Nie jest tak źle żebym od razu leciał do szpitala.. Oszczędzam się, przecież pomagając Tobie nie nadwyrężam swoich sił.. Muszę się ruszać, inaczej to też nie wyjdzie mi na dobre. Wiesz ile uległo zmianie podczas kiedy mój zakład stoi w miejscu? Satan rzekomo wyjechał na urlop, powstał nowy zakład, choć z tego co widziałem raczej mistrzami nie są.. Muszę wreszcie zacząć działać.. inaczej nikt nie będzie pamiętał o jakimś tam Toddzie, który wygrał konkurs.. wszyscy pomyślą, że zgarnął pieniądze i osiadł na laurach.. - Dotknął dłoni Nellie na jego nodze. - Sama zresztą nie będziesz nas utrzymywać.. Wiem, że utarg był dzisiaj spory i to dopiero początek.. ale pomyśl jakbym się czuł gdybyś tylko Ty na nas zarabiała.. A jeśli chcemy wyjechać na urlop, też należy najpierw na to zapracować.. a nie nadwyrężać oszczędności. - Dokończył bułkę i wrzucił papierek do specjalnej torebeczki, którą przeznaczyli sobie na śmieci. Potem znów rozprostował nogi i sięgnął do koszyka, by nalać soku pomarańczowego do papierowego kubka.
- Wiem Sweetie.. Chcę tylko żeby było dobrze.. Po prostu ciągle coś Ci się przytrafia.. a ja boję się żeby kiedyś gorzej się to nie odbiło.. dlatego nie chcę byś się teraz nadwyrężał.. Poczekaj jeszcze kilka dni.. chociaż tyle.. i zacznij stopniowo.. - Pani Lovett dokończyła jabłko, wytarła ręce w papierowy ręcznik i napiła się, a po chwili położyła się tak, że miała głowę na zdrowej nodze mężczyzny. - Mówiąc o wakacjach i urlopie.. nad tym też trzeba się powoli zacząć zastanawiać, bo jeśli cała masa londyńczyków nagle pomyśli o wyjeździe nad morze.. to wszystkie hotele będą zajęte.. Myślałam jeszcze nad tym, że.. może za jakiś czas.. tego Ci życzę, relacje z Johanną się poprawią.. poznasz ją z dziadkami? Wyjedziemy na kilka dni do Newcastle.. poznaliby swojego prawnuka, na pewno ucieszyliby się.. Może powinieneś w ogóle napisać do nich list..
- Ale do tego jeszcze trochę.. może w czerwcu, lipcu się wybierzemy, wtedy pogoda będzie dopisywać? Z Johanną i Tommy'm do Newcastle? Na pewno ucieszyliby się na takich gości, na to że wreszcie się odnaleźliśmy.. ale nie chcę niczego na razie planować i się nastawiać, a potem rozczarować..  List... to dopiero zaniedbałem.. Chyba rzeczywiście pora zabrać się za pisanie, bo ostatnio zrobiłem to jakiś czas przed Truro.. więc.. dawno.. Muszę się z tym pospieszyć, inaczej moja matka z ojcem niebawem się tu zjawią i nas prześwięcą.. - Sweeney zaśmiał się chwilowo na to wyobrażenie, ale naprawdę wypadało napisać już do rodziców wiadomość o tym, co w jego życiu się wydarzyło. Za chwilę też podszedł do nich pewien chłopak, o delikatnej urodzie i dłuższych włosach. Todd myślał, że zamierza im wcisnąć coś do kupienia, dlatego od razu podziękował.
- Nie jesteśmy zainteresowani żadnymi zakupami.. - Golibroda spojrzał na młodego mężczyznę, który znów badawczo mu się przyglądał, jakby intensywnie nad czymś myślał, aż w końcu odezwał się.
- Niczego nie sprzedaję.. Ja.. To pan.. panie Todd? - Spoglądał na golibrodę z uwagą, na nim skupił całą swoją uwagę i Nellie, która podniosła się do pozycji siedzącej, dostrzegł dopiero po chwili. - Dzień dobry pani.
- Yhm, tak.. choć pana niezbyt kojarzę, jeśli w ogóle się znamy.. - Sweeney tej twarzy naprawdę nie pamiętał, w ogóle dziwiło go skąd znalazł tu ich tak młodo wyglądający mężczyzna i skąd miałby go znać. Skrzyżował spojrzenia z Panią Lovett, która już w ogóle nie miała pojęcia z kim mają właśnie przyjemność.
- Przepraszam, powinienem był przedstawić się na początku.. Anthony Hope.. płynęliśmy wspólnie do Londynu jakieś.. 5-6 lat temu.. Teraz pan pamięta..? - Uśmiechnął się lekko do golibrody. - Nie będę zabierać więcej czasu, chciałem się jedynie przywitać.. teraz kończę ze statkami i zostaję tutaj, być może jeszcze się spotkamy.. Do widzenia, życzę miłego dnia..
- Pamiętam, pamiętam Anthony.. Przepraszam Cię, ale minęło już tyle czasu.. zbyt wiele się wydarzyło, a ja nie mam aż tak dalekiej pamięci. To dobrze, a gdybyś kiedyś chciał to wpadnij do mojego zakładu lub sklepu Pani Lovett przy Fleet Street 186.. Prawie zawsze nas tam zastaniesz. Do widzenia, do zobaczenia..! - Młody mężczyzna odszedł nie chcąc już bardziej przeszkadzać parze, a Sweeney podsumował wzruszeniem ramion to niespodziewane spotkanie. Choć to chwilowe wspomnienie odległych czasów przypomniało mu nagle wszelkie nadzieje z jakimi wracał do Anglii, a nawet czasy odleglejsze - jak te kiedy przechadzał się tutaj po parku wraz z Lucy i małą Johanną w wózku. Nellie zaś wspominała, jak niedaleko od miejsca w którym się znajdowali, po raz pierwszy spotkała McCartney'a. Nie było to oczywiście powiązane z pojawieniem się Anthony'ego, a prześladowało ją za każdym razem jak pojawiała się właśnie tutaj. Lecz oboje nie chcieli się przyznawać przed sobą do tych myśli, ponieważ na pewno którąś ze stron by to zabolało. Oboje skusili się na sałatkę i dalej kontynuowali swoją rozmowę.
- A może na przełomie czerwca i lipca.. zobaczymy.. Johanna pewnie też zechce za jakiś czas dowiedzieć się więcej o rodzinie i poznać tych, których jeszcze może poznać.. tak mi się wydaje.. A list.. tak zaproponowałam, żeby Twoi rodzice nie umierali tam ze strachu.. Bo rzeczywiście przyjadą i dopiero będzie.. heh.. A ten Anthony, nawet pasowałby do Johanny.. nie sądzisz..? - Nellie uśmiechnęła się do mężczyzny, lecz zaraz przeniosła swoje spojrzenie z niego na parę z dzieckiem w wózku, która szła przed nimi. I tutaj znów naszło ją na tematykę dzieci, w ogóle zastanawiała się odnośnie tego jakimi ona z Todd'em byliby rodzicami. Chociaż wciąż nie wiedziała jak zacząć mu to powoli sugerować, by było to takie subtelne. Na pewno miała w głowie to, że była coraz bardziej starsza i wiązało się to z większym zagrożeniem ciąży i zdrowia dziecka. Lecz co do zapytania Sweeney'a miała jakieś opory.
- Chcesz pobawić się w swatkę..? Hehe.. Oj Nellie.. Nie wiem czy by do niej pasował, zbytnio go nie znam.. Nie wiem gdzie zamierza teraz pracować, a wiesz że te zarobki musiałyby być takie by utrzymać oprócz niego dwie osoby.. Zresztą myślę, że Johanna zechce teraz odpocząć od wszelkich związków. - Mężczyzna zerknął na ukochaną i dostrzegł, że przygląda się tej parze z dzieckiem nieopodal nich, a zaraz odparła.
- Wiem, że tym razem zrobisz wszystko co w Twojej mocy, by znalazła kogoś odpowiedniego. Aa.. Sweetie, zastanawiałeś się nad tym o czym mówiliśmy jakiś czas temu.. nad tą zagadką.. wtedy kiedy mówiliśmy o sprawieniu sobie futrzaka..? - Lovett uśmiechnęła się nieco tajemniczo do ukochanego, na co uniósł brew i trochę zaniemówił. Nie miał pojęcia do czego kobieta zmierza. Tym razem on położył się na jej udzie i spoglądał na nią od dołu.
- Nie wiem.. Może jakaś wskazówka, hm..? No chyba, że jednak brak w tym haczyków i naprawdę chcesz żebyśmy przyjęli pieska pod nasz dach.. - Dotknął dłoni ukochanej, a po chwili splótł z nią swoje palce.
- Nie chodzi o pieska, chociaż to jakaś alternatywa do tego o czym ja myślę.. lecz zwierzaka tak bardzo nie pragnę Sweetie.. - Pochyliła się do Todd'a i musnęła jego usta, po czym znów zerknęła na dziecko, które przechadzało się po trawie, lecz widać, że chodziło od niedawna i wciąż brakowało mu w tym wprawy. Golibroda zerknął w tą samą stronę, a gdy zauważył że kobieta spogląda na małą dziewczynkę domyślił się, że o to jej właśnie chodzi. Przez chwilę się zastanowił, ale w końcu przekonał się i nie miał już żadnych wątpliwości. Nie poruszali wcześniej tych tematów, właściwie to pierwsze zbliżenie należało do czegoś przełomowego w ich relacji, a wcześniej nie przeszło mu nawet przez myśl, że Nellie marzyła o dziecku. Oczywiście mieli ostatnio zbyt wiele problemów, by podejmować takie decyzje, ale z drugiej strony byli ze sobą już kawałek czasu i nie powinien być tym zaskoczony. Chwilowo poczuł się uderzony tą wiadomością, lecz prędko mu to przeszło. Nie chciał, by stwierdziła po jego minie, że jest tym pomysłem przerażony. Chociaż na pewno dziecko oznaczałoby kolejny nowy rozdział, przecież nie mogło się to stać tak od zaraz, kiedy nawet nie byli ze sobą zaręczeni, tak by kobieta miała pewność, że myśli o niej poważnie i jej nie zostawi.
- Poważnie, Nellie..? - Podniósł się do siedzenia i usiadł naprzeciwko niej, pogładził jej policzek i spojrzał jej głęboko w oczy. - Teraz już wiem o co Ci chodzi. Nie musiałaś się obawiać, że ucieknę gdy mi o tym powiesz. Nellie.. w końcu jesteśmy razem, kocham Cię i chcę mieć z Tobą w przyszłości dziecko. Pozostaje jedynie kwestia zaplanowania tego wszystkiego.. - Sweeney uśmiechnął się kącikiem ust do kobiety, a na jego słowa miała łzy w oczach, nie spodziewałam się tak dobrej reakcji z jego strony. Ich wargi spotkały się w czułym pocałunku, a kobieta była przeszczęśliwa na to co usłyszała. Obawiała się, że golibroda będzie próbował się wymigać w ogóle od tej rozmowy albo wymigać od dziecka, a tego by nie zniosła.
- Ja Ciebie też kocham Sweeney. Wiem, że nie musi się to stać zaraz, ale.. uznałam, że skoro jesteśmy coraz starsi.. to najwyższa pora.. Nie chcę żebyś pomyślał, że teraz będę wywierać na Tobie presję.. To nasza wspólna decyzja.. - Kobieta przytuliła się do Sweetie'go i przymknęła powieki. Było jej teraz tak dobrze, właściwie mogło pozostać już na zawsze tak jak teraz. Pogoda wciąż dopisywała, tak samo jak dopisywało szczęście między nimi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.