SCM Music Player.

Bohaterowie.

niedziela, 26 czerwca 2016

Part 344.

Sweeney spojrzał na Nellie, gdy przytulała się do niego i pogładził jej ramię, przez myśl przeszła mu wizja, co by było gdyby naprawdę stał się ojcem, czy potrafiłby zająć się dzieckiem? Johanny nie miał możliwości wychować, więc czułby się jak nowo upieczony praktycznie ojciec, lecz nie odpychał go to, inaczej nie zapewniałby kobiety, o to że jeśli by im się udało to będzie szczęśliwy posiadając potomka z Nellie.
Poza tym zastanawiał się jeszcze nad relacjami z córką, były już tak dobre? Czy tylko mu się wszystko przyśniło? Podziwiał i tak Johannę, że przyszła tak szybko po tym co usłyszała na ulicy, a do tego czar prysł z jej własnego szczęścia. Jak to odczuwała, jak się czuła z utratą mężczyzny, którego kochała, z którym miała dziecko? Chciał jej pomóc, zrobić cokolwiek by poczuła się z tym lepiej. Jak i też chciał poprawić relacje z córką, co prawda misia, czy innej zabawki nie mógł jej kupić, była na to za dużo, takie zabawki mógł sprawiać swojemu wnuczkowi, ale chciał zrobić też coś dla swojej córki. Choć wiedział, że nie dojdzie do tego tak szybko, nie chciał się jej narzucać.
A do tego w stosunku do Nellie też chciał być dobrym partnerem, chciał by się tak o niego na pewno nie martwiła, jak i też chciał by była szczęśliwa, ale na ten moment dla niego i tak było za wiele wrażeń. Choć sam się dziwił, że powiedział "tak" na takie słowa, kiedyś musiałby to przemyśleć i na pewno jego odpowiedzią byłoby coś co Pani Lovett nie chciałaby usłyszeć.
Jedno było pewne, Todd chciał być w końcu w pełni szczęśliwy i zarazem chciał uszczęśliwić wszystkich bliskich. Kiedy siedzieli tak na kocu i Nellie sięgała po winogrono do koszyka, które wzięli ze sobą, Sweeney zastanawiał się czemu Nellie wspomniała o tym młodym chłopaku, jakby szukała partii dla jego córki. Nawet gdyby nie dało się na siłę w kimś zakochać i to dzień po dniu, kiedy całym światem był ktoś inny. A Anthony? Nie miał żadnej pewności, jaki jest ten chłopak. Skoro około 6 lat temu, wracał z tym młodzieńcem statkiem, to mimo tego nie miał żadnej pewności, czy on będzie odpowiedni dla jego córki.
Na czole nie miał napisane kim jest, jaki jest, czy można mu ufać, czy nada się na męża. No i druga strona medalu, czy nawet jeśli wpadnie w oko jego córce, to czy zaakceptuje to, że ona już ma dziecko. Nie każdy mężczyzna akceptował dzieci z poprzednich związków swoich kobiet. A Tommy był mały i potrzebował opieki, troski, potrzebował ojca. A poza tym podchodził sceptycznie do tego, do każdego następnego potencjalnego partnera, łącznie z Charles'em, który chcąc nie chcąc nie zniknie tak z życia kobiety, bo przecież mają synka. A wątpił w to, że Charles się go wyrzeknie? Chociaż? Przez chwilę pomyślał, że tak mogłoby być. Lecz chyba nie był takim bydlakiem by porzucić własne dziecko i całkowicie stracić kontakt z pierworodnym. Uśmiechnął się do Nellie i przysunął do niej muskając czule jej wargi i szepnął nad uchem.. - Miło oderwać się od pracy, hm..? Cieszę się, że tu jesteśmy.. ale może na starość, kiedy już będziemy tylko my dwoje, Johanna będzie zajęta swoją rodziną, a nasze dziecko.. którego kiedyś się doczekamy także, to sprezentujemy sobie czworonoga.. by mieć powód by wyjść z domu, na spacer? Czasem kiedy patrzę na starszych ludzi, mam wrażenie, że już nie mają chęci od tak wyjść z domu i się dotlenić, oczywiście mam na myśli tylko tych, którzy mogą to zrobić o własnych siłach.. Chyba nie doczekamy aż takiej niedołężności.. Nie chciałbym.. Mógłbym już chodzić z laską, którą bym się podpierał, ale chciałbym jako staruszek mieć siłę na to, bym nie był od nikogo zależny. A tym bardziej byśmy nie trafili do żadnego Domu Seniora, czy czegoś takiego.. Kiedyś czytałem o tym, że te bajki, jak tam jest dobrze, to właśnie tylko bujdy. Nie, nie wyobrażam sobie takiej starości... -Zerknął na starszego mężczyznę, który powolutku dochodził do ławki, ale nim Nellie zdążyła na to coś powiedzieć, jak w ich piknik wpadła piłka i podbiegła do nich jakaś mała dziewczynka. Spojrzała, kiedy Todd sięgnął po piłkę i chciał jej ją podać. Dziewczynka popatrzyła na mężczyznę, ostrożnie wzięła od niego piłkę, miała może z 5 lat, ale nie była zachwycona widokiem pary, a tym bardziej Sweeney'a, który wydał jej się straszny i zaraz ruszyła w pogoń w kierunku swojej mamy. - Mamoooooo.. ten Pan jeszt sztrasznyyyy..! Maaaaaammoooooo.. zaaaabrał mi piiiiiłkę..! - Sweeney zmarszczył czoło i patrzył w kierunku dziecka, jak i matki, która zaraz przytuliła swoje dziecko do siebie i wzięła na ręce, ale obserwowała cały czas swoją córeczkę i jakoś nie widziała, że działa się jej krzywda. Uspokajała ją i usiadła z dzieckiem na kocu, gdzie byli jeszcze inni ludzie i trójka dzieci. Nellie pokręciła głową i westchnęła, a zaraz spojrzała na Sweeney'a, który przyglądał się tej rodzinie, ale wyczuł że kobieta go obserwuje i zaraz na nią spojrzał przez chwilę.
- Jestem straszny? Hm.. dobrze, że mój wnuk mnie tak nie odbiera, bo jako dziadek byłbym przegrany. Poza tym czy my kiedyś naprawdę będziemy na sto procent i więcej, szczęśliwi..? Jeszcze ten Turpin... na pewno czeka nas jakaś sprawa w sądzie, nie przejdzie to bokiem, skoro doszło to na policję, Nellie.. Ani nie mam pojęcia jak dalej wszystko potoczy się z Johanną.. mam nadzieję, że mimo wszystko co by się nie wydarzyło.. Ty zostaniesz ze mną i mimo moich dziwactw, zachowań, cichych dni, nie powiesz mi kiedyś.."Wynoś się.." - Zmarszczył lekko czoło i spoglądał w oczy kobiety, gładząc jej przedramię, aż oboje położyli się na kocu koło siebie. Choć Nellie oparła się nieco o klatkę piersiową mężczyzny i gładziła go lekko po brzuchu przez jego ubranie.
- Kochanie.. oczywiście, że nie jesteś straszny... Ale dzieci pamiętaj, że czasem tak reagują. Nie przejmuj się tym. Tyle kobiet na Ciebie patrzy z podziwem, z pożądaniem, że raczej nie wydajesz sie straszny, a pociągający.. Choć może straszny czasami jesteś.. Hehe, ale to dobrze, niektórzy muszą wiedzieć, że wszystkiego im nie wolno. Poza tym lubię na Ciebie patrzeć, gdy pracujesz.. Choć tak bardzo rzadko mam ku temu okazję. Nie mówię, że teraz, ale zawsze kiedy ja pracuję, Ty również.. i nie mam okazji na Ciebie popatrzeć, kiedy każdy Twój ruch jest taki pewny na czyjejś twarzy.A Ty mój drogi, jeszcze się wykażesz jako dziadek i będziesz najlepszym dziadkiem na świecie, dla mnie już nim jesteś, wiem że kochasz Tommy'ego z całego serca. - Na słowa o szczęściu odpowiedziała po chwili zastanowienia i lekko dłonią przesunęła po boku Sweeney'a, choć ominęła oczywiście jego świeże otarcia od ostatniego wydarzenia na ulicy. - Oczywiście, że będziemy. Tak Kochany, ja wiem.. lecz jeśli to przeżyjemy to przeżyjemy wszystko.. a Bernard od tak nie opuści więzienia, nie po to został zatrzymany, by teraz go wypuścili na wolność. Wiesz? Wiem, że znów będziemy musieli się z tym zmierzyć i wiele rzeczy opowiedzieć, bo na pewno dostaniemy wezwanie na przesłuchanie.. A Johanna już zrobiła pierwszy krok, będzie dobrze zobaczysz... Aja będę i nie każę Ci się wynosić... Żałuję bardzo tego, że tak wtedy postąpiłam i kazałam Ci się spakować i wynieść, do tego mój związek z McCartney'em, to było nieporozumienie, a ja byłam wtedy ślepo zapatrzona w tego człowieka.. ale robiłam to wszystko... - Nellie chwilę się zastanowiła bawiąc się guzikiem od koszuli Sweeney'a, gdzie wsunęła delikatnie dłoń pod jego sweter. - .. Robiłam to wszystko z nadzieją, że mnie zauważysz, ale nie przemyślałam tego dobrze... Gdy Cię wyrzuciłam z domu, nie było mi lekko, wmawiałam sobie przez jakiś czas, że zaniedbałeś mój sklep, pracowałeś na górze, byłeś nieco zagubiony, ale nadal obojętny, choć wiedziałam, że masz do mnie żal, a ja w duchu byłam na siebie wściekła, że nie zatrzymałam się w tym słowach, William ach.. nieważne.. Mam Ciebie i naprawdę jestem wdzięczna losowi, Tobie, że po tym wszystkim, nie odrzuciłeś mnie, nie pomyślałeś sobie o mnie choćby.. "Wariatka.. najpierw mnie wyrzuca, bo sprowadziła sobie potencjalnego męża, potem wszystko się zmienia i znów mnie przyjmuje, a do tego znów mnie chce.. Jakim cudem?" Prawda..? Ach zostawmy to, cieszę się, że jesteś, że mam Ciebie... i nie powiem nigdy już takich słów... Nie chcę byś zniknął z mojego życia, chce byś dzielił je ze mną, choćby wszystkie dzieci twierdziły, że jesteś straszny.. - Zachichotała cicho i zaraz poprawiła mu sweter, kiedy wysunęła dłoń spod tego materiału, spojrzała w oczy mężczyzny i dodała. - Poza tym Sweetie... to znaczy, że inni czują do Ciebie respekt kiedy się boją.. mnie to nie przeszkadza, ważne by bliscy się Ciebie nie bali.. Zresztą zobaczysz, że kiedyś, gdy ta dziewczyna podrośnie zmieni o Tobie zdanie i pozazdrości jaki jesteś kochany tatuś i dziadek... - Uśmiechnęła się i zaraz zbliżyła się do ust mężczyzny i złożyła na nich delikatny pocałunek. - Miło tutaj poleżeć... Przed kolejną dawną pracy, dobre odprężenie... Jeszcze brakuje mi domku przy plaży wiesz..? Lecz mam nadzieje, że za jakiś czas spełnimy obiecaną sobie podróż i spędzimy przyjemnie wakacje, może właśnie z Johanną i Tommy'm.. Bertę też moglibyśmy zabrać, żal mi jej, że trafił się jej taki nieobliczalny człowiek.. - Sweeney pogładził plecy kobiety i co jakiś czas na jej słowa pomrukiwał bo nie chciał jej przerywać.- Bertę? Chcesz ją zabrać? A nie powinniśmy jak już spędzić tego czasu, hm.. z moją córką, wnukiem.. Berty nie znasz dobrze, ani ja, ani Ty.. Może to nie jest zły pomysł, ale Kochanie, sam nie wiem... Poza tym wypadałoby sprawdzić jak ona sama się czuję.. Może ja wpadnę do Johanny, jak będziesz w sklepie z Julią.. Sprawdzę, jak obie się mają, może kupie coś Tommy'emu.. albo zaniosę kawałek ciasta, hm..? Czy to nie będzie nachalne..? Tylko na chwilkę. Ale spójrz jak to wygląda.. Berta ciągle jest sama, Turpin aresztowany, Johanna znika z domu, a poza tym chce sprawdzić co tam się dzieje, co z tym przeklętym Charles'em..
Pani Lovett wsparła się na klatce piersiowej mężczyzny i spoglądając mu w oczy szepnęła. - Tak myślałam o tym, żal mi tej kobiety, słabo ją znam, ale nie zasłużyła na kogoś takiego jak Bernard, nie czułabym się idealnie, gdyby została sama. Ludzie często popadają w depresje, a kiedy Johanna wyjedzie, zabierze Tommy'ego. Turpin nie wróci, Charles, tym bardziej nie ma do czego wracać. Oczywiście ja rozumiem, że jest ojcem Tommy'ego.. Ale czy nadal będzie potrafił być ojcem, skoro narzeczeństwo mu nie wyszło? Bo okazał się ostatnim łajdakiem.. Poza tym z Bertą nic nas nie dzieli, dba o dom, o wszystko, dla Twojej córki na pewno jest bliską osobą, to pomyślałam, że jeśli by się zgodziła.. Moglibyśmy i ją zabrać na wakacje. Przydałoby się jej to. A może poznałaby kogoś na wyjeździe.. Być z kimś kto siedzi w więzieniu i nie wiadomo kiedy wyjdzie, czy w ogóle.. a oczywiście, nie chciałabym powrotu tego człowieka na londyńskie ulice.. Berta zasługuje na szczęście, jest starszą nieco kobietą ode mnie, ale nie uważam, że już nikt by się nią nie zainteresował, jest atrakcyjna, gdyby tak zdjąć ten fartuszek w którym ciągle chodzi, troszkę ją zmienić.. A jeśli masz chęci, możesz podejść do ich willi... nie mówię, że nie.. Ale Sweeney pojedź dorożką, nie nadwyrężaj się tak i pamiętaj, że jeśli jutro dalej będzie Cię boleć noga, pojedziemy do szpitala.. Nie chcę by wdała się jakaś infekcja.. Za dużo złego Cię spotyka. - Todd był nieco sceptycznie nastawiony do Berty, bo nie sądził, że byłaby zachwycona takim obrotem sprawy, a co gdyby Johanna odeszła z domu Turpinów? Berta pewnie teraz by się załamała, że tyle wydarzeń spotkało ją w tak krótkim czasie. A raczej nie wyglądała na silną kobietę. - Hm.. dobrze, ale teraz skupmy się na tym co jest, tak szybko nie wybierzemy się na wczasy, jak chyba było to w mojej wyobraźni.. Może do właśnie Newcastle wybierzemy się wtedy.. ale to rozmowa na potem.. teraz skupmy się na tym co mamy tu i teraz Skarbie... Hm.. Dobrze, dobrze pojadę dorożką. Noga trochę mi dokucza, ale chyba nie jest aż tak źle inaczej nie wybralibyśmy się tutaj. A dostanę może troszkę sałatki.. Która jest godzina..? Mamy jeszcze troszkę czasu..? - Todd zaraz sięgnął do swojej kamizelki i spojrzał na zegarek, który miał uczepiony na łańcuszku i skrzywił się nieco, że czas tak szybko biegł. Nellie zaraz podniosła się z ciała mężczyzny i pogładziła lekko jego policzek, sięgnęła zaraz do koszyka i powoli ze Sweeney'em dzieliła się jedzeniem. W końcu to był ich obiad.
- Jeszcze mamy dwie godziny, ale wracamy wcześniej, bo jeszcze przygotowujesz jedzenie do otwarcia hm...? I tak Cię podziwiam, że to Cię nie denerwuje, ciągle to gotowanie, pieczenie.. Przyjemnie jest zrobić coś dla kogoś, a dla takich tłumów, nie wiem.. Choć wiem, że ludzie cenią to co robisz i chwalą wszystko.. Bo wszystko robisz smaczne i wiesz, że ja to doceniam. - Po chwili skierował łyżeczkę z sałatką w stronę ust Nellie i uśmiechnął się do niej delikatnie. Sam jadł kanapkę ze schabem, które przygotowała kobieta, cieszył się, że mogli tak spędzić ten czas, poza tym gdyby nie Nellie w życiu by nie wylądował w parku na kocu, tylko chodził posępnie, wąskimi uliczkami Londynu i rozmyślał nad wszystkim, tułał by się, albo znów mordował jak robił to swego czasu. Pewnie gdyby to wyszło na jaw też byłby dziś za kratkami, lecz miał nadzieję, że jego złe uczynki, nie wyjdą nigdy na powierzchnie. W końcu nie był lepszy od Turpina, Wzięło go dziś na przemyślenia, ale wyrwał się z tego, kiedy Nellie podała mu zaraz kubeczek z herbatą by się napił. - Sweeney.. napij się troszkę hm..? - Golibroda zaraz przejął od kobiety kubeczek i upił łyczek herbaty z pojemnika. - Zamyślony coś dziś jesteś, och Sweetie.. nie myśl tyle.. Pamiętaj, że masz mnie, a Twoja córka nie odsunęła się od Ciebie, mimo że jest wściekła, to nie zmienia faktu, że tego nie zmieni, że jesteś jej ojcem i zmartwiła się Tobą, nie jesteś jej obojętny, a jak nie zadbasz o zdrowie, i skłamiesz mnie z nogą to naskarżę jej na Ciebie, zobaczysz..! Teraz mam komu się poskarżyć na Ciebie hehe.. Och Słodziutki, żartuje, ale chcę byś powoli wrócił do zdrowia.. i dobrze się czuł.. Pij herbatkę pij.. bo wystygnie.. - Zrobił na nią podejrzaną minę, ze chce na niego kablować jego córce i udał, że obraził się na Nellie, lecz kobieta widziała, że żartował i zaraz kiedy dojadł do końca kanapkę ze schabem, podała mu w serwetce babeczkę z polewą czekoladową i zabrała głos. - Och, dla mojego Sweetiego, który nie umie kłamać, że się obraził... jesteś taki słodki z tą miną..! No już nie gniewaj się, ale wolałabym byś mnie nie oszukiwał w związku ze zdrowiem, och co ja mówię, masz mnie z niczym nie oszukiwać, bo jak się dowiem, to nie wiem co zrobię..! - Sweeney przejał od kobiety babeczkę z serwetką i pokręcił na nią głową przewracając oczami. - Nie bawię się z Tobą.. obrażam na cztery strony świata, na różę wiatrów! - O tak..? To oddaj mi tą babeczkę, już..! - Wyciągnęła dłoń do mężczyzny, gdy odwrócił się do niej na kocu plecami, a zaraz przybliżyła się do niego i oparła dłonie na jego ramionach i pochyliła przy jego uchu. - Oddaj..! - Sweeney warknął i spojrzał kątem oka na kobietę i mruknął cicho i spokojnie. - Nie możesz mi jej odebrać, przecież mi ją dałaś z dobrego serca.. chcesz by się zmarnowała.. czy wylądowała w moim brzuszku..? Teraz jest moja.. poza tym.. - Sweeney nie wiedział co zrobić, by zaznaczyć, że babeczka jest jego, bo gdyby ją ugryzł to kobieta mogłaby mu ją i tak zabrać, więc zaraz zaczął ją jeść, by jak najmniej z niej zostało. - Jesteś okropny..! Hehe, mój łobuz..!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.