SCM Music Player.

Bohaterowie.

poniedziałek, 25 lipca 2016

Part 349.

- Jeszcze z półtorej godziny Sweeney i zamykamy.. Och, widzę, że masz nie taki najgorszy humor, to dobrze. Hm.. widzisz najważniejsze, że Johanna z Tobą rozmawia i to że lekarza do Ciebie przyprowadziła, to będę musiała jej za to podziękować. To bardzo miłe z jej strony. A Tobie Kochanie tylko wyjdzie to na zdrowie. Zobaczysz.. a co właściwie lekarz powiedział..? - Nellie spojrzała na Panią Hoffman i powiedziała, by przejęła na chwilę sklep, bo chciała po prostu porozmawiać ze Sweeney'em w cztery oczy i poszła z nim na stronę domu, z tej część sklepowej i zabrała ze sobą herbatę z mlekiem. Oboje przysiedli na kanapie, Pani Lovett zerknęła też na zegarek Sweeney'a gdy wyjęła go z jego kieszeni i cicho westchnęła. - Powiedzmy, że tak. Tak, to wiem.. ale nie do końca rozumiem poco tak to uknuła z Bertą. Co powiedział lekarz? Hm, jestem potłuczony, mam stłuczoną kość udową, trochę żebra, no i to leczenie trochę potrwa, spuchniętą mam nogę, więc jak już uporasz się ze sklepem, to będę mógł przyłożyć trochę lodu do nogi.. Podobno szybciej to minie, choć lekarz mówił, że można było to zrobić tuż po tym jak zacząłem czuć te dolegliwości, ale skąd mogliśmy o tym wiedzieć.. W każdym razie przepisał mi leki, zapisał też na kartce co można robić by to wspomóc w leczeniu, potem Ci pokaże... Poza tym wysiadając z dorożki przemknęły mnie jakieś plotki, że Turpin podobno zostanie tu przywieziony w tym tygodniu, czy w coś takiego.. Ych. Mam nadzieję, że tak szybko nie będziemy musieli go oglądać. Zacznie się proces i wszystko... - Spojrzał na kobietę i westchnął cicho kiedy o tym mówił. Nellie przytaknęła, ale za to cieszyła się, że jej miłość, czyli Sweeney był zbadany przez lekarza i tak bardzo na to nie narzekał, a tym bardziej teraz mogło być tylko lepiej. Mimo to martwiła się jego zdrowiem, bo kiedy usłyszała o stłuczonej kości, domyśliła się, że Sweetie męczy się z bólem, który niekoniecznie ustaje i dlatego też tak przez to kuleje.
Nellie napiła się ciepłego napoju i pogładziła mężczyznę po jego dłoni, gdy siedziała obok niego, a zaraz spojrzała w jego oczy. Odstawiła naczynie na stoliki zbliżyła się do mężczyzny obejmując jego twarz dłońmi i po chwili uch wargi złączyły się w czułym pocałunku. - Kocham Cię, pamiętaj o tym. Teraz musisz o siebie dbać Sweetie... A na powrót sędziego nic nie poradzimy, pomyśl o tym, że nie wraca do domu, znów wprowadzać swoje niecne rządy, a do aresztu, ostatecznie będzie osadzony w Tower... Nie ma takich argumen,tów, by wyjść na wolność, drugie i trzecie plecy mu nie pomogą. A my w końcu odetchniemy, wiedząc że nie może nam z niczym zagrozić.- Wkrótce po tej chwilowej przerwie Pani Lovett, kobieta wróciła do swoich obowiązków, a Sweeney poszedł udał się do sypialni by nieco odpocząć, bo noga jednak go bolała i potrzebował ją odciążyć od chodzenia. Zatem leżał w sypialni, ale wkrótce sen go zmógł i zasnął. W tym czasie Pani Lovett z Panią Hoffman, pracowały, a na koniec pracy żegnały się z ostatnimi gośćmi i przyszedł czas na sprzątanie, obie były już zmęczone, ale nie mniej jednak zadowolone. Potem to kobiety się pożegnały, no i Nellie zamknęła sklep od środka. Dokonała ostatnich poprawek w sklepie, W kuchni był porządek, w końcu Pani Hoffman jej pomogła inaczej robiłaby to wszystko dwa razy dłużej. Udała się powoli do salonu, ale tam też było czysto, było porządek, właściwie to szukała Sweeney'a, którego niebawem znalazła w sypialni, gdy spał na boku i jedną nogę trzymał na poduszce. Uśmiechnęła się nieco smutno na ten widok, bo rozumiała, że jednak ból nie dawał mu spokoju i w takiej pozycji widocznie nogę miał bardziej odciążoną.
Po chwili Nellie przysiadła przy łóżku, ze strony Sweeney'a i pogładziła go lekko po ramieniu i uśmiechnęła się, kiedy po kilku chwilach uchylił powieki i na nią spojrzał. - Sweeney, już zamknęłam sklep.. Pani Hoffman poszła do domu, jesteśmy sami.. Przepraszam, że Cie budzę, ale myślę, że mógłbyś skorzystać teraz z łazienki, a potem przyłożymy na nogę lód, poza tym poczytam co napisał Ci lekarz i zobaczę co byłoby najlepsze.. Hm..? Tez jestem już zmęczona, ale za to zadowolona, mamy bardzo dobry utarg..Wręcz potrojony niż jak zawsze.. To idealnie nam sprzyja, oczywiście na wypłatę dla Pani Hoffman też pójdzie trochę pieniędzy, ale i tak jestem szczęśliwa. - Sweeney wysłuchał kobiety i powoli podniósł się do pozycji siedzącej, a zaraz odparł dotykając dłoni kobiety. - Kąpiel mi nie ucieknie Nellie, Ty powinnaś odpocząć, po tym całym dniu, wiesz..? Mnie nic nie będzie, no tak noga mnie trochę boli, a czy ta poduszka pod udem coś daje, hm.. bo ja wiem... W każdym razie odpocznijmy, nie myśl o tym.. hm..? Czas na relaks, a nie stres. Poza tym pomyślałem, że właśnie powinienem zabrać się za napisanie listu do rodziców, prawda? A będzie to długi list, chciałbym, żeby wiedzieli co się tu dzieje, naprawdę.. a nie kryjąc coś, kiedy nadejdzie kiedyś może czas na spotkanie, choć póki co mogę o tym śnić. - Sweeney zaraz znów położył się na łóżku i syknął jak przeszedł go ból w łokciu, ale nie poprzez wypadek tylko jakby zaczynało go łamać w kościach na złą pogodę. A po chwili kontynuował. - Johanna może kiedyś się do mnie przekona. A to wezwanie lekarza, czy to troszkę nie za sprawą tyle co troski, co o to, że boi się stracić mnie naprawdę? No dobrze też tu chodzi o troske, ale może to takie poczucie, że pomogła mi i nie może mieć nikt do niej pretensji, że nic nie zrobiła. - Nellie słuchając słowa mężczyzny pogładziła go po jednej dłoni i zbliżyła bardziej nad jego ciałem.
Na dworze w tym czasie zaczął niczym w momencie zrywać się wiatr. W dali gdzieś grzmiało, co zwiastowało tylko jedno: burzę. Kobieta za nimi nie przepadała, zatem zaraz złapała za dłoń mężczyzny i pochyliła nad jego twarzą muskając lekko jego policzek i szepcząc. - Kochanie, jeszcze wszystko da się zmienić, ale amiętaj, że niektóre sprawy wymagają czasu. Johanna od tak nie rzuci się w Twoje ramiona, lecz podświadomie na pewno nie raz sobie to wyobrażała, co by zrobiła, gdyby jej rodzice byli tu z nią. Przekona się do Ciebie przecież chcesz jej dobra, dlatego też nie wyjdzie za Charles'a gorzej jednak z sytuacją Tommy'ego, ale znów brać ślub z kimś tak perfidnym i udawać, że jest wszystko dobrze, tylko po to by płacił alimenty na Tommy'ego, a potem rozwód? A co jakby Charles nie zgodził się na rozwód? Jemu byłoby to na rękę, miałby wszystko u boku Johanny, tym bardziej że ona mieszka pod dachem Turpina. A czy kiedyś się to zmieni, nie wiem... ale gdyby za rok, dwa, a nawet kilka zakochała się w kimś szczerze, to oboje wiemy, że opuści jego dom. Sam na pewno nie chciałbyś mieszkać ze swoimi rodzicami do tej pory, kiedy nas oboje łączy coś znacznie więcej niż w zamierzchłych czasach tylko interesy, prawda? - Sweeney przytaknął głową kobiecie i cicho zamruczał spoglądając w oczy kobiety i pogładził lekko jej policzek dłonią. - Wiem, wiem o tym wszystkim. Z Charles'em nie wiem co będzie. Ech, w każdym nie chcę teraz o tym myśleć, chyba idzie burza, moje stawy właśnie o tym mówią. - Sweeney niczym jakby wykrakał, bo zerwał się silny wiatr, grzmoty było słychać bliżej, że Nellie niby się nie bała aź tak bardzo, ale za raz nieco przylgnęła do Todd'a swoim ciałem. - Boisz się burzy? To chyba pierwsza burza w tym okresie pory roku... ale chyba dość rozgniewana. - Nellie spojrzała w stronę okna, jak pogoda zaczęła szaleć za oknem. A w którymś momencie błysło się niemal przy samym oknie i zadrżała aż ziemia, a że sypialnie mieli na piętrze to nie do końca wiedzieli co się stało, gdyż słyszeli czyjeś krzyki. Aż kobieta miała nieco przerażone spojrzenie, Sweeney słyszał rżenie konia, jakiś huk, lament i ogólny harmider na ulicy. - Co się tam dzieje... chyba Bóg kogoś pokarał... - Pani Lovett podniosła się i powoli podeszła do okna, ale jeszcze nie patrzyła co wydarzyło się na dole, niemal przed jej sklepem.
Pan Todd podniósł się z łóżka i podszedł zaraz obok Nellie i spojrzał w dół, ku jego oczom ukazał się widok niemal przepołowionej i spalonej dorożki, dwa konie, które kawałek dalej były uspokajane bo zerwały się z uprzęży, no i tak jak się domyślał ktoś zginął, woźnica także był ranny, ludzie gasili pożar dorożki, ale niestety pasażerowi nie było już jak pomóc. Nellie także wyjrzała bardziej, by zobaczyć skąd to zamieszanie, zaraz zakryła usta dłonią, gdy widziała jak jacyś mężczyźni wynosili z tej jednej połowy dorożki, a może nieco co też z niej zostało, zwęglone ciało jakiegoś mężczyzny. Do tego pogoda nie pomagała, gdy zaczęło padać jakby miał za moment przyjść huragan. Sweeney odparł po chwili, gdy oparł się dłonią o ramę okna. - Hm, miał pecha, że się tam znalazł. Może zasłużył, że Bóg taką kare mu wymierzył.. - Wzruszył ramionami, a Nellie spoglądała na ludzi, którzy gromadzili się koło niemal spalonej dorożki, widok nie zachwycał, do tego było czuć dziwny swąd, wiec Sweeney zaraz przymknął okno by tego nie wdychali i spojrzał na kobietę. - Zajmijmy się własnym życiem.. Czas odpocząć po dzisiejszym dniu... Dlatego powinno się uciekać do domu w taką pogodę, a nie podróżować.. - Nellie przytaknęła, kiedy Sweeney zaraz zasłonił okno firanką i przesłonił je i zasłonami, by nikt im tu nie zaglądał z budynku naprzeciwko. - Och.. na to nikt Sweetie nie ma wpływu w te kilka chwil.. wiesz..? Ale widok okropny.. Dobrze, to skoro pozwolisz skorzystam z łazienki.. dobrze..? Na pewno nie jesteś głodny..? - Mężczyzna przysiadł zaraz na łóżku i odezwał się do kobiety łapiąc ją lekko za dłoń i gładził jej palce kciukiem. - Wiem, ale wydaje mi się, że kojarzę tego truposza, ale nie mogę sobie przypomnieć skąd.. W każdym razie teraz to nie jest ważne. Tak. Oczywiście. Nie, nie dziękuję bardzo, ale dziś mogę się już tylko napić. - Nellie uśmiechnęła się czule do mężczyzny i pogładziła go wolną dłonią po policzki, zbliżyła się do niego i zaraz ucałowała czule jego wargi, co Sweeney godnie odwzajemnił i kobieta puszczając mu oczko powoli opuściła pomieszczenie.
A Sweeney został w sypialni i powoli wsunął się bardziej na łózko, zdjął z siebie sweter jaki miał na sobie, jak i zdjął krawat i rozpiął dwa guziki koszuli, a po chwili opadł plecami powoli na poduszkę głową. Sięgnął też ze swojej strony łóżka po czasopismo "Brzytwa" z nocnej szafki i przeglądał nowinki o kosmetykach dla panów i nie tylko, patrzył tez jakie teraz golenie było modne. Chciał przygotować się powoli do otwarcia swojego piętra.
Nellie w tym czasie kąpała się, pozwoliła sobie na chwilę odpoczynku w wannie, lecz nie przesadzała, bo wiedziała, że i jej ukochany czeka, a nie chciała by jej zasnął na dobre. Choć kochała na niego patrzeć, gdy spał bo był taki słodki.
A mężczyzna w tym czasie właśnie znudził się nieco prasą i powoli opuścił dłonie z gazetą na swoją klatkę piersiową, zamknął oczy i przysnął. Czuł senność.
Kiedy Nellie skończyła przyjemności łazienkowe i była już ubrana w nocną koszulkę, jak i też owinęła się szlafrokiem i powoli dotarła do sypialni, zaraz rozczulił ją widok śpiącego mężczyzny z gazetą. Podeszła zatem bliżej łóżka i przysiadła przy mężczyźnie, powoli wysunęła mu z rąk gazetę i położyła na szafce nocnej z jego strony. A zaraz powoli zaczęła rozpinać mu jego koszulę, gdy wspięła się bardziej na łóżko i usiadła na pościeli, nie chciała w końcu urazić mężczyzny w nogę i w ogóle ciało. - Kochanie.. Sweetie.. czas na Twoje mycie.. Skarbie.. jeszcze nie zasypiaj... -Zachichotała, gdy pomiziała go opuszkami palców po jego klatce piersiowej i powoli chciała rozpiąć jego spodnie, a gdy już prawie mu zsuwała nieco z ciała, choć nie było to takie łatwe jak sądziła, bo niestety spał i jego ciało nie ważyło mało. A wtedy mężczyzna uchylił powieki i złapał dłonią za swoje spodnie mruknął. - Co robisz..? - Nellie zaśmiała się i zaraz pochyliła nad ciałem mężczyzny w czym postanowiła nieco się z nim podroczyć. - Oj Kochanie, no nie mów, że jesteś tak przywiązany do tych spodni... Poza tym chciałeś bym Ci pomogła.. a poza tym pokaż mi nogę..- Sweeney przetarł dłonią powieki i zamruczał, ale nie zrozumiał za bardzo kobiety więc odparł po chwili. - Nogę? A co moja jest jakaś inna..? Nellie, zostaw te spodnie.. - Kobieta jeszcze bardziej się zaśmiała i pogładziła go po jego brzuchu, gdy golibroda podniósł się nieco do pozycji siedzącej i podciągnął spodnie zaraz zbliżył się do Nellie i położył się tuż nad nią, ale prostopadle do jej pozycji, gdzie kobietę miał nad sobą. - Co to za zabawa hm..? Nellie.. no naprawdę.. ale ja już się domyślam co chciałaś mi wmówić.. niedobra jesteś..! Niedobra..! Chodź tu.. - Zaraz przyciągnął kobietę do siebie i przytulił ją, że aż pisnęła gdy jego dłoń znalazła się na jej udzie i zaraz ucałował jej usta. - Koniec tego dobrego.. dopiero co bałaś się burzy, teraz już dobrze, minęła w ogóle..? - Pani Lovett nie była zbyt zainteresowana burza, ale gdy właśnie usłyszeli kolejny grzmot, to przytuliła się do Sweeney'a i ucałowała delikatnie jego wargi, pogładziła też i jego policzek czy szczękę. - Widzisz jednak burza trwa nadal.. no pokaż mi swoje ciałko.. Och nie myśl, że myślę tu o Tobie niecnie, choć może troszeczkę tak.. Ale nie chcę Ci zrobić krzywdy.. Pokaż to udko z kurczaka..! - Nellie! - Daj mi tą nogę.. a najpierw te spodnie..! - Oboje droczyli się, Nellie łaskotała ukochanego po ciele, ale on odwdzięczał się jej tym samym. Poza tym Sweeney uciekł Nellie z łóżka, ale zdążyła pociągnąć jego spodnie, że mu opadły z pośladków i zatrzymały się przy kolanach. - Zacznę nosić spodnie na szelkach.. Nellie.. mam bandaż no co mogę mieć innego... Och niech Ci będzie.. ale pomożesz mi to potem owinąć, po kąpieli? - Sweeney powoli przysiadł zaraz na łóżku i Nellie powoli odwijała mu bandaż na nodze, w końcu i tak mężczyzna miał brać kąpiel. Cicho syknął, kiedy Nellie kończyła z odwijaniem bandaża i pociągnęła za jego opatrunek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.