SCM Music Player.

Bohaterowie.

piątek, 5 sierpnia 2016

Part 351.

Sweeney czuł, że teraz wszystko się zacznie, tym bardziej wezwanie na rozprawę, które dostali oboje, zwiastowało przed nimi ciężkie chwile, przede wszystkim te psychiczne. Spoglądając przez okno na to co działo się za oknem, mężczyzna mruknął cicho do Nellie. - Ciekawe ilu ludziom proponował już układ, za pieniądze.. Bo na pewno to robił. Przemieszczają go do innej dorożki? Ciekawe czy wypadek, czy co to było był spowodowany celowo, czy po prostu los tak chciał. Pewnie dalej myśli, że jest na wygranej pozycji.. Ale głęboko się myli. Teraz to my jesteśmy wygrani, a nie on. - Zerknął na kobietę i zaraz patrzył jak sędzia Turpin wsiadał do drugiej dorożki, nieco pchnięty w tyłek poprzez straż. A ludzie oczywiście wszczynali bojkot na niego, Sweeney nie czuł jakiejś skruchy wobec tego człowieka, uznawał że należało mu się to wszystko co go spotykało. Poza tym po tym co oboje przeżyli przez tego człowieka, nie dało się od tak wymazać z pamięci. Po prostu się nie dało. Kiedy drzwi dorożki zamknęły się, ludzie zaczęli walić w drzwiczki i nie tylko, na co Sweeney uniósł lekko brew ku górze i zaraz objął ramieniem Nellie, gdy przybliżyła się do niego i odezwała. - Hm... przynajmniej teraz wszyscy widzą jaki on jest. Nie ma złudzeń, że to zły człowiek... Ech, ale nie chciałabym być na miejscu Berty i dowiedzieć się, że partner jest takim nieobliczalnym człowiekiem, który jest zdolny do wszelkiego zła. Ale na szczęście mam Ciebie i to się dla mnie liczy. Lecz nie wiem jak sobie poradzę na rozprawie Sweetie.. tam trzeba będzie wszystko powiedzieć, co się działo.. w Truro i nie tylko tam.. ale i tu, w Londynie... - Mężczyzna spojrzał na Panią Lovett i przytulił ją do siebie całując lekko jej policzek. - Wiem, my przynajmniej nie mamy takiego problemu, ale zeznania w sądzie, niezbyt mnie napawają radością. Co będzie to będzie, nam już nikt nie może zaszkodzić, a tym bardziej ten człowiek.. A teraz dostanie za swoje, cała Anglia dowie się o tym człowieku, jaki jest i jak postępuje. - Rozmawiali ze sobą tak przez chwilę spoglądając jak dorożka z Turpinem ruszyła, a ludzie dalej krzyczeli i nawet ktoś rzucał kamieniami w dorożkę.
A gdy zniknęła im powoli z widoku, odsunęli się od okna, choć Nellie jeszcze stała przy nim, zaś Sweeney zaraz przysiadł w fotelu, gdzie siedział przy biurku i pisał list do rodziców. - Nie martw się, jeszcze do rozprawy troszkę czasu, a to że on tutaj jest nie przeszkodzi nam w niczym, co do tej pory stworzyliśmy i zrobiliśmy, poza tym wiozą go do aresztu, gdzie będzie czekał na proces. Nie przyjdzie tu, ani nie wróci do domu, jego czas się tam skończył.. a poza tym zastanawiam się, gdzie jest ten drugi.. Beadle.. co nie zmieścił się do dorożki? Może przywiozą go potem, albo jutro.. Może policja wystraszyła się tego, że ludzie rzucą się na nich, więc uznali, że przyjadą osobno. Zresztą nie będę się nad tym głowić.. Nellie.. damy rade, tyle przeszliśmy, to i przebrniemy przez rozprawę, to nie my będziemy po stronie oskarżonych, tylko oni.. Turpin i Beadle... - Nellie przytaknęła na słowa Sweeney'a choć wydawała się przez moment być zamyślona. Lecz, gdy na dworze koń zarżał, a jacyś mężczyźni zaczęli się kłócic, ocknęła się i odezwała. - Hm, nie wiem, ale obaj powinni smażyć się w piekle. Och muszę wracać na dół, inaczej Pani Hoffman mnie przechrzci, że musi sama sobie radzić w sklepie. A Ty Kochanie pisz list, nie będę Ci przeszkadzać. Pamiętaj, że to jednak to co tam wyjaśnisz, może wpłynąć na ich przyjazd tutaj. Lecz powinni poznać prawdę, masz wspaniałych rodziców, no może są odrobinę męczący i zbyt wścibscy, ale chcą przecież Twojego dobra. - Pan Todd spojrzał na Panią Lovett, gdy pochyliła się nad nim i zaraz pocałowała go lekko w policzek, a po drugim go pogłaskała i puściła do niego oczko, gdy na nią spoglądał i lekko przytaknął głową. - O bez przesady.. To wiem, ale obawiam się, że tu przyjadą po tym liście, by sprawdzić co się dzieje, ale nie mogę przed nimi ukrywać tego, że mają wnuczkę i prawnuka..  Może ich obecność też coś zmieni, byle tylko nie byli tacy natrętni jak byliśmy u nich, że stali nam prawie pod drzwiami. bo tego ich wścibstwa i udawania, że coś tam robią, nie zniosę.. - Nellie zachichotała na słowa mężczyzny, lecz miał race jego rodzice byli troszeczkę zbyt bardzo ciekawi wszystkiego. Po chwili Nellie pożegnała się na razie ze Sweeney'em i poszła zaraz na dół do sklepu. Zaś mężczyzna znów zabierał się do pisania listu i zaczynając kolejną linijkę z kolei zaczął:
"... Mam nadzieję, że kiedyś zrozumiecie mnie, że nie mogłem wszystkiego na pstryknięcie palców rozwiązać. Jeszcze nie wszystko jest takie jakbym sobie życzył. Lecz ciesze się, że moja córka, a wasza wnuczka, nie odtrąciła mnie, swojego ojca i nie zamknęła mi drzwi przed nosem.
Johanna żyje jak wspomniałem, wiedziałem o tym od pewnego czasu, ale nie potrafiłem powiedzieć jej prawdy. Sędzia Turpin odebrał mi ją, zarówno jak Lucy. Ale nie mogłem już dłużej na to patrzyć, nie chcę umrzeć z myślą, że nigdy nie powiedziałem własnej córce kim jestem i kryję się pod innym imieniem i nazwiskiem, inaczej nie mógłbym tu powrócić.
Dziś też przywieziony został Turpin z Truro, jak wcześniej napisałem, za to co zrobił w tamtym mieście mnie, Nellie, musi ponieść karę, zresztą nie tylko za Truro. Lecz nie martwcie się, dobrze się czuje, Nellie także. No może jestem lekko poturbowany przez ten wypadek na ulicy, przez niedoszłego narzeczonego Johanny, ale po Truro czuje się już dobrze. Niebawem wracam do pracy, Nellie już otworzyła swój sklep. Ma mnóstwo klientów i podziwiam ją, że te wypieki, przygotowywanie jedzenia jej się nie nudzi i nie ma tego dosyć.
Tato, mamo, liczę, że was nie przestraszyłem tym wywodem na kilka stron, nie musicie przyjeżdżać, teraz i tak będziemy mieć sporo na głowie, poprzez rozprawę. To nie będzie łatwe, ale musimy przez to przejść, inaczej ten człowiek nie poniesie zasłużonej kary, a to mu się należy. Okrutnie nieco brzmi, ale nie jest mi go żal.
Żal jest mi tych lat, które nie mogłem spędzić z własnym dzieckiem. Lucy życia bym nie mógł przywrócić, to niemożliwe, jednak zawsze będzie w moim sercu. Moje życie potoczyłoby się inaczej, gdyby nie sędzia Turpin. A tak? Straciłem część życia na wygnaniu z Londynu, sam nie wiem co mnie tu pokusiło kiedyś się wybrać. Lecz gdybym tego nie zrobił, nie poznałbym Lucy, nie miałbym Johanny, zawsze są tego jakieś plusy, a zarazem minusy.
Brakuje mi tych lat, kiedy mogłem wykazać się jako ojciec, a teraz Johanna ma sceptyczne nastawienie wobec mnie, a i tak jestem w szoku, że mnie całkowicie nie pogrzebała w swoim życiu i nie zatrzasnęła mi drzwi przed nosem..."
Sweeney dalej pisał list, który nie miał pojęcia, że pochłonął go na kilka kartek, rozpisał się opisując rodzicom kilka sytuacji, jakie wydarzyły się przez ten czas. Oczywiście napisał o miłości do Pani Lovett, by potem rodzice w razie czego nie zasypali go pytaniami? Choć wątpił, że list na to wszystko co napisał by komukolwiek wystarczył. Sam pewnie by przybył do swojego dziecka, by sprawdzić czy na pewno jest wszystko w porządku. Westchnął cicho, gdy skończył pisać list i na sam koniec podpisał się swoim imieniem. Zaraz sięgnął z szuflady po kopertę, którą zaraz zaadresował na adres rodziców i schował w nią list i zalakował go steplem jaki posiadał, skoro był z rodu golibrodów, to miał własny stempel. A po chwili wstał od biurka i postanowił pójść zaraz na pocztę i go wysłać.
Zszedł na parter, słysząc już nieco ten harmider ze sklepu Pani Lovett, a gdy znalazł się w sklepie za ladą i podszedł do Pani Lovett, już chciał jej powiedzieć, że na chwilę wyjdzie, kiedy mężczyzna zza lady odparł. - O Pan Todd, kiedy można się do Pana dostać? Kiedy otwiera Pan zakład? Moja broda potrzebuje Pana.. a ja Pana.. - Sweeney zmarszczył czoło i spojrzał na mężczyznę, do którego po chwili odparł, a jako klienta niezbyt go kojarzył nawet. - Dzień dobry Panu. Zakład otworzę w kolejnym tygodniu, koło środy. Broda? O nie przesadzałbym, kiedy mój zakład zamknięty panowie chodzicie gdzieś indziej... a nie widzę jakoś wielkiego problemu.. - Przyglądał się na brodę mężczyzny, a zaraz zwrócił się do Nellie i spojrzał na drożdżówki jakie wykładała Pani Hoffman, która uśmiechnęła się do niego, bo wdziała, że miał ochotę wziąć jedną. - Nellie, ja pójdę na pocztę. Potrzebujecie coś ze sklepu, czy coś? - Nellie przytaknęła na słowa Todd'a i pogładziła lekko jego plecy, gdy przeszła za nim, po torebki papierowe i odparła. - Dobrze Kochanie. Ze sklepu? Nie wiem, dostawa produktów jest w nadmiarze, na razie wystarczy, dla nas także. Możesz Sweetie jedynie kupić jakiś płyn do prania, trzeba będzie zmienić pościel, poza tym firanki, czy zasłony także trzeba będzie zmienić. Tak mnie troszkę naszło na porządki. A tak nic nam chyba nie potrzeba, sam poszperaj czy czegoś brakuje... tylko daleko mi nie chodź, weź dorożkę jak potrzeba, ale daj odpocząć nodze. - Sweeney spojrzał na Nellie przybliżył się do jej ucha szepcząc cicho i pogładził dłonią jej biodro, kiedy zamieniła się miejscami z Panią Hoffman przy obsłudze za ladą. Zaraz pocałował Nellie w płatek ucha i uśmiechnął się do niej. - Dobrze, zobaczę co ładnie pachnie i kupię. Dobrze, posprząta się w domu, pościel mogę zmienić, ale nie wiem czy uda mi się zdjąć firanki i zasłony.. najwyżej wstrzymamy się kilka dni, jak poczuję się troszkę lepiej.. a mogę jedną drożdżówkę, tak ładnie pachną, że trudno się im oprzeć, a jeszcze bardziej Tobie.. Ale już wam nie zabieram czasu.. a ten mężczyzna, nie przypominam sobie by u mnie kiedyś gościł na fotelu. A poza tym co tutaj jest informacja turystyczna do mnie? Mów Kochanie w razie co, że nie wiesz kiedy otworze zakład, bo żyć nie dadzą. I tak go otworzę, ale chyba mogą się kilka dni wstrzymać.. Poza tym może mamy jakiś wyższy taboret w domu, albo pojechałbym coś zamówić u stolarza, meblarza, czy jakiegoś tapicera.. Wtedy mógłbym jak fryzjerzy przysiąść na taborecie i dać trochę odpocząć nodze. - Nellie słuchała co mówił Todd, zaraz dała mu poprzez papier jeszcze dość cieplutką drożdżówkę i pocałowała w policzek. - Proszę, tylko się nie poparz. Och jak słodzisz. Sweeney, nie przejmuj się tym, ale to dobrze, że pytają się o Ciebie, wyczekują na Ciebie, jak na mój sklep. Hm, dobry pomysł jeśli będzie Ci pomocny i będziesz mógł odpocząć i odciążyć nogę i plecy to tak, może z jakimś małym oparciem, byłoby Ci wygodniej. - Chwilkę jeszcze Nelie rozmawiała ze Sweeney'em, ale przez nerwy klientów musiała wracać do pracy i pomóc Julii, bo nie nadążała przy ladzie.
W rezultacie Todd wyszedł ze sklepu jedząc powoli drożdżówkę, sprawdził czy miał w kieszeni portfel i powoli spacerem szedł w stronę poczty. Na poczcie wysłał list, kupił jeszcze kilka kopert, bo w domu już zostawała tylko jedna, jeszcze jeden pliczek kartek papeterii i stamtąd ruszył.
Udał się do sklepu z kosmetykami, ale i chemią, gdzie przeglądał różności na półkach, w końcu znał się na tym co nieco. Poza tym chciał kupić coś dla Nellie dlatego oglądał kobiece perfumy, wąhał flakoniki i zastanawiał się co mogłoby się jej spodobać. Oczywiście zaraz podeszła do niego ekspedientka, która pytała, czy może mu w czymś pomóc. Lecz Sweeney sam sobie radził, wybrał perfumy dla Nellie, potem i mydło, jak i też płyn do prania firan i nie tylko. Choć jeszcze dokupił odplamiacz, by ich ubrania czy choćby firany nabrały białego, śnieżnego koloru.
Po tych zakupach udał się jeszcze do pobliskiej kwiaciarni, ale już nieco wolniej bo noga mu dokuczała i musiał usiąść na ławce. A chwilę potem przysiadł się do niego mężczyzna z dzisiejszą gazetą i odparł do Sweeney'a. - Słyszał Pan o sędzim Turpinie? Co to za łajdak? Szuja, szmira, brak słów na kogoś takiego. Przywieźli go tu do aresztu, odbędzie sie proces. A tego jego sługusa, Beadle mają przywieść jutro, podobno wieczorem, bo boją się o kolejny bojkot. Ale ludzie nie są głupi, ja bym się nie zdziwił, gdyby ktoś rzucił i pochodnie, czy butelkę z ogniem do dorożki. Choć sam chętnie bym to zrobił. - Westchnął i spoglądał na artykuł o Turpinie, jak i na zdjęcie, jakie mu zrobiono w Truro podczas wsiadania do powozu. - Tak, słyszałem. Niestety. Hm, skoro Pan wie o Beadle, że przywiozą go wieczorem, to inni się nie dowiedzą? A nawet jak to plotka to ludzie lubią czasem pilnować w oknie tego momentu. A wiadomo coś w tej sprawie? - Sweeney spojrzał na mężczyznę i zajrzał kątem oka w jego gazetę. - Nie, przynajmniej ja nic o tym nie wiem.. a Pan.. zaraz.. Pan Todd..? - Zmarszczył czoło, a Sweeney skinął lekko głową. - Pan wybaczy, ale napisali tu o Panu, że będzie Pan zeznawał, proszę wybaczyć.. Dziś troszkę zakręcony jestem. A poza tym kiedy można do Pana wpaść na golenie? Dobrze się Pan już czuje? - Sweeney przytaknął głową i patrząc przed siebie na idącą matkę z dzieckiem zabrał głos, zaraz kierując wzrok na swojego rozmówcę. A do tego obaj poczuli wiatr, jaki powoli się zrywał, a nad Londynem pojawiały się niemal czarne chmury. - Tak, to ja. Tak, będę zeznawać. Mmm myślę, że w kolejnym tygodniu, może dzień po rozprawie Turpina, choć pewnie będzie to nie jedna rozprawa. Tak dobrze, poza moją kulejącą nogą, jak wylądowałem pod powozem ostatnio, to chyba narzekać nie mogę. Chyba nadciąga burza.. mam kawałek do domu, więc Pan wybaczy, ale nie posiedzę dłużej bo nim dojdę to wolałbym, by burza mnie nie zaskoczyła.. Ostatnio już kogoś zabiła jadąc dorożką, a ja wolę tego nie powtarzać. Także dziękuję za tą małą pogawędkę i zapraszam w kolejny, czwartek, czy piątek do zakładu, do widzenia Panu. - Todd wstał ze swojego miejsca, uścisnął dłoń mężczyzny i zaraz powoli ruszył do kwiaciarni, by kupić mały bukiecik kwiatów dla Nellie, po czym powoli wracał do domu, lecz nie ukrył się przed deszczem bo trochę go jednak zmoczyło.
Gdy dotarł do sklepu, był tu nieco mniej ludzi, niż jak wychodził, pewnie pogoda trochę rozproszyła kupujących i być może wrócili się do domów. Kiedy Todd zaniósł zakupy na razie do kuchni, tam też spotkał się z Nellie i zaraz wręczył jej mały bukiet róż. - Kochanie...To dla Ciebie. I jeszcze to.. - Zaraz wręczył jej pakunek w papierze na prezent, gdzie znajdował się zestaw kosmetyków, ale taki jaki sam skomponował Sweeney. - Mam nadzieję, że będzie Ci się podobać.. Tylko nie pytaj co za okazja, nie zawsze musi być jakaś. - Uśmiechnął się do kobiety i zaraz ich wargi znalazły się w czułym pocałunku. Pani Lovett była zaskoczona, że aż nie wiedziała, jak miała wyrazić tą uciechę z kwiatów, czy prezentu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.