SCM Music Player.

Bohaterowie.

sobota, 30 lipca 2016

Part 350.

- Nie kochanie, nie chcę spodni na szelkach.. wtedy wszystko stałoby się trudniejsze, uwierz mi.. hehe.. Oczywiście, że pomogę.. ale najpierw odpocznij trochę w kąpieli, hm? Ja w tym czasie wczytam się w zalecenia lekarza.. No już po wszystkim.. - Nellie wreszcie ściągnęła bandaż z nogi mężczyzny i przyjrzała się ranie. Cóż, nie wyglądała ona dobrze, zwłaszcza po tak krótkim czasie od wypadku, ale miała nadzieję, że to prędko ulegnie zmianie. Zresztą w tym celu była maść i zimne okłady.
- Ach.. miałabyś pewne utrudnienia przy pomaganiu mi w pozbyciu się ubrań..? Wiesz Nellie.. kiedyś bym nie pomyślał, że aż tak bardzo Cię to interesuje, no ale jednak widać, że.. pozory mylą.. - Sweetie zaśmiał się i jednocześnie pogładził się po brodzie. Rzucił spojrzeniem na obolały fragment skóry, oglądany dziś już przez kolejną osobę i powoli wstał z łóżka, by skierować się do łazienki. Czekało go jeszcze wpuszczenie wody do wanny, dlatego jeszcze w tym czasie zdążył pokazać się kobiecie bez koszuli. Niby przypadkiem, niby celowo odniósł ją do pokoju, bo nie była jeszcze brudna do tego stopnia, by nie założyć jej kolejnego dnia. Wtedy Nellie wyjrzała spojrzeniem zza zapisek doktora i spojrzała na ukochanego charakterystycznym wzorkiem, jakby wcale nie miała go puścić do tej kąpieli, a raczej dalej realizować swoje niecne zamiary. Mimo to wiedziała, że na cokolwiek więcej byli dzisiaj zbyt zmęczeni. Dopiero teraz zaczęło dochodzić do niej to wykończenie, po tych wszystkich emocjach związanych z nowym otwarciem sklepu i wszystkim innym, co tylko zaprzątało jej głowę. Kiedy leżała już na łóżku, dostrzegła po drugiej jego stronie miesięcznik dla golibrodów, który zwykle czytał Sweeney i w tym momencie przypomniała jej się prośba Julii odnośnie zaopiekowania się zarostem jej męża przez Todd'a. Kobieta przejrzała pismo, w którym nie znalazła jednak nic ciekawego dla siebie, zaczęła ją przez to brać senność i zerknęła na zegarek wiszący na ścianie, na którym wybiła już 22. Pani Lovett ocknęła się dopiero gdy Sweetie znów pojawił się w sypialni, wtedy podniosła się z łóżka, zaraz wyciągnęła z szafki ręcznik i ułożyła go na poduszce, która znajdowała się pod zranioną nogą mężczyzny kiedy się już położył.
- Zanim założę opatrunek i bandaż.. posmaruję jeszcze tą maścią, dobrze..? Trochę się wchłonie i wtedy wszystko zasłonimy.. niech lek działa przez noc.. - Sweeney przytaknął na słowa kobiety i obserwował ją za każdym razem gdy sięgała po kolejną porcję maści ze słoiczka. Jej wyraz twarzy zupełnie się wtedy zmieniał i choć wiedział, że Nellie aż tak wiele wspólnego z medycyną nie ma, to i tak wyglądała dla niego jak profesjonalistka pracująca już wiele lat w szpitalu. Podziwiał ją, jej delikatność i precyzję jaką wkładała w każdy swój ruch, nie chcąc sprawić mu choćby najmniejszego bólu. Gdy skończyła, wytarła ręce w papier jaki sobie przygotowała, sprzątnęła co już było niepotrzebne i zawitała jeszcze do łazienki, by dokładnie umyć ręce po specyfiku. - Musisz jeszcze chwilkę wytrzymać kochanie.. zaraz pójdziemy spać.. - Usiadła na skrawku łóżka obok niego i chwilowo wewnętrznie zachwycała się nad tym, jak uroczo wyglądał w mokrych włosach, a był to widok zupełnie inny od codziennej fryzury. Sweeney dotknął jej dłoni i gładził ją swoim kciukiem, po czym odezwał się.
- Może jednak troszkę to przyspieszymy.. Zawińmy teraz ten bandaż i chodźmy spać..? Dziękuję Ci za to co dla mnie robisz.. ale przecież sama jesteś zmęczona Nellie.. Już nie przesadzajmy, jak opatrunek pojawi się chwilę wcześniej to nic się nie stanie.. Załatwmy to.. i chodź tu do mnie, dobrze..? - Sweeney spojrzał na kobietę, a po chwili podał jej wszystkie niezbędne do owinięcia rany rzeczy i Nellie zabrała się za to wiedząc, że inaczej będzie jej wiercił dziurę w brzuchu. Poza tym chciał mieć już z głowy ten zabieg, poniekąd przez to że wiecznie coś działo się z jego zdrowiem i wymagał opieki, którą stale nie chciał obarczać Nellie, tak samo jak ciągłymi zmartwieniami o niego.
- Za to jutro musisz przyłożyć lód.. trzeba o tym pamiętać.. Miałam Ci też powiedzieć, że mąż Pani Hoffman chciałby odwiedzić Twój zakład.. musisz mi jedynie powiedzieć kiedy byłbyś gotów go przyjąć..  No już dobrze, dobrze. Nie bądź taki niecierpliwy kochanie. - Za kilka minut, kiedy było już po wszystkim, kobieta usunęła z łóżka wszystkie niepotrzebne przedmioty, a golibroda założył dolną część swojej nocnej garderoby.
- Wiem, Nellie.. wiem. Naprawdę? W takim razie mógłby przyjść jutro, nie ma problemu. Och nie jestem niecierpliwy.. no może tylko troszeczkę..! - Oboje w końcu położyli się do łóżka i po chwili rozmowy Sweetie zgasił ostatnie źródło światła i przekręcił się trochę na bok, by móc przytulić do siebie ukochaną. Kobieta wtuliła się w jego tors, a on objął ją ręką, a drugą jeszcze przeczesywał włosy Pani Lovett, co znacznie pomogło jej w szybkim zaśnięciu. Pan Todd wreszcie sam oddał się w objęcia Morfeusza i tym samym oboje zakończyli ten dzień będący zarówno nieoczekiwanym spotkaniem z doktorem w domu Turpina i rozkwitem biznesu piekarki.
Pierwsze promienie słonecznego światła padły na twarz Nellie, która obudziła się w zupełnie odmiennej pozycji niż ta, w której usnęła. Nieco oddaliła się swoim położeniem od mężczyzny, przez co to tylko jej twarz przecinało słońce, które do Sweeney'a jeszcze nie dotarło. Kobieta powoli otworzyła oczy, zerknęła na zegarek wskazujący godzinę zmuszającą ją do wstania i cicho na to westchnęła, chcąc spędzić tu jeszcze trochę czasu. Mimo to poleżała jeszcze chwilkę, spoglądała na Sweetie'go w rozczuleniu nad tym, jak słodko spał. Znów przyłapała się na tym, że dokonuje takich obserwacji, lecz to po prostu było od niej silniejsze. Naprawdę subtelnie musnęła policzek mężczyzny, nie zamierzając go tym obudzić i cicho wstała z łóżka, by zabrać ze sobą suknię i udać się z nią do łazienki. Po odprawieniu porannej toalety, zeszła na dół by przyrządzić coś na śniadanie, no i oczywiście powoli szykować się do otwarcia sklepu. Dziś postanowiła zrobić naleśniki, czyli jedną z ulubionych opcji śniadaniowych Todd'a. Choć oczywiście usmażyła nieco dla siebie, a ze śniadaniem dla niego czekała. W ostatnich chwilach wolnego piła kawę w sklepowej części, skąd obserwowała poranne zamieszanie na ulicy, a nie umknęło jej również to, jak pod drzwi sklepu została podrzucona gazeta z bieżącymi informacjami. Nagłówek niestety znów tyczył się Turpina, mówił dokładnie że dzisiejszego dnia jego przybycie do londyńskiego Newgate jest pewne, choć zostaną zachowane wszelkie środki bezpieczeństwa, w obawie władz przed publicznymi wystąpieniami mieszkańców gotowych na zlinczowanie sędziego jeszcze przed dostarczeniem go do aresztu.
- Mimo wszystko mają rację.. miałbyś za dobrze, gdyby teraz cię zabili Turpin.. Powinieneś odsiedzieć swoje i poczuć gorzki smak swojego zachowania.. - Kobieta przejrzała jeszcze gazetę, po czym wróciła do kuchennej części, gdzie dopiekała się już kolejna partia pieczywa dla klientów, którzy niebawem mieli przybyć. Niebawem zjawiła się Pani Hoffman, a właściwie było to na prośbę jej szefowej, która oczekiwała jej pomocy choćby w wyłożeniu wypieków na reprezentacyjne lady. Gdy wreszcie wybiła godzina otwarcia, do środka lokalu zaczęły napływać wręcz tłumy londyńczyków, pragnące kupić swój ulubiony chleb czy bułeczki. Pani Lovett spokojnie obsługiwała każdego kolejnego klienta, choć dzisiejszego dnia wyjątkowo nie miała czasu na pogawędki z nimi, dlatego zdziwiła się kiedy pewien mężczyzna tak usilnie próbował doprowadzić do rozmowy polegającej na czymś więcej niż tylko zakupie ciasteczek.
- Hm.. może jeszcze poproszę te kokosanki.. i chlebek.. Hm.. czy tak poza tym.. mógłbym chwilę porozmawiać z panią.. w cztery oczy..? - Mężczyzna starał się złapać wzrok kobiety, kiedy pakowała pieczywo w papierowe torebki, jednak Nellie aż tak bardzo nie patrzyła na niego, a jak już patrzyła to w ten sposób, którym naprawdę się nie spoglądało na drugiego człowieka, bo myślało się zupełnie o czymś innym. Ona akurat myślała o tym, czy starczy jej wypieków dla tych wszystkich ludzi i czy nie należy jednak zwiększyć ich ilości w kolejnej partii.
- Oczywiście.  Yy.. słucham..? - Piekarka pomyślała już przez chwilę, że jest to jeden z tych studentów, którzy przychodzili tutaj raczej w roli zdobywców kolejnych kobiet, a nie by zjeść lub coś kupić. Dlatego też przez chwilę poczuła się niemalże oburzona na tą propozycję, że aż spojrzała na niego ze zmarszczonym czołem. Jednak po chwili rozpoznała w mężczyźnie jednego ze znajomych policjantów zajmujących się sprawą Turpina. - Ach tak. proszę zatem przejść za ladę.. Julio.. możesz na chwilę przyjść za kasę..? - Nellie jeszcze przyjęła pieniądze od policjanta i zaraz przeszła z nim trochę do tyłu, żeby odciąć się nieco od rozmawiających ludzi.
- Przepraszam panią, że przychodzę w taki sposób, a nie później.. ale nie mam czasu, a poza tym nie chciałem przeszkadzać państwu, zwłaszcza kiedy otworzyła pani swoją działalność.. A na pewno wolę szybciej dostarczyć tą wiadomość, niż zrobiłaby to poczta. - Sięgnął do swojej aktówki i wyciągnął z niej dwie koperty, na co kobieta odczuła pewien niepokój i zaintrygowanie. - Nie mam do przekazania nic przyjemnego, to wezwania do sądu, na rozprawę, będą państwo głównymi świadkami w sprawie.. i poszkodowanymi zarazem, zwłaszcza pan Todd. Pierwsza rozprawa odbędzie się równo za tydzień, do tego czasu załatwimy również wszystkich innych ludzi, którym sędzia kiedykolwiek wyrządził krzywdę, Wydaje mi się, że to tylko formalność i ustalenie tego ile Turpin spędzi w więzieniu, dlatego proszę.. niech się pani nie stresuje, choć wiem że to dość trudne zadanie. Jednak siła jest po naszej stronie, to nie ulega wątpliwości.
- Rozumiem.. nic się nie stało.. - Przejęła od niego koperty i dalej wsłuchała się w słowa policjanta, choć nie były one w żadnym stopniu pocieszające, w końcu wiązały się z powrotem do ich życia największego pierwiastka zła. - Dziękuję za informację.. No cóż, nie ma innego wyjścia niż się tam zjawić i mieć to za sobą, prawda? Taką mam nadzieję, że Turpin będzie jednym wielkim przegranym w tym wszystkim. Oby.. - Choć w rzeczywistości kobiecie aż zrobiło się słabiej na myśl o spotkaniu z Turpinem, zadrżały jej ręce, w których trzymała koperty, lecz starała się tego nie okazać.
- Jeśli wszystko pójdzie po myśli, będziecie mogli państwo nawet liczyć na odszkodowanie ze strony sędziego.. W końcu sprawił urazy nie tylko fizyczne, ale i psychiczne.. W każdym razie, gdyby miałaby pani jakąś sprawę, zna pani adres mojego mieszkania. Do zobaczenia za tydzień. - Policjant posłał kobiecie lekki uśmiech i wycofał się, a Nellie odpowiedziała mu tylko słowa pożegnania i poinformowała Julię, że potrzebuje chwilowej przerwy i za chwilę wróci. Przeszła do kuchni, gdzie nalała sobie szklankę zimnej wody i od razu się napiła. Spojrzała też na koperty i otworzyła tą, na której eleganckim pismem zapisane było jej imię i nazwisko. Koperty były dwie, ponieważ nie była ze Sweeney'em małżeństwem, a poza tym prawo miało takie, a nie inne uregulowania. Znajdowała się tam oczywiście prośba o przybycie do sądu w roli świadka o tej i o tej godzinie, konkretnego dnia. Oczywiście wiedziała, że to wreszcie nastąpi, ale teraz prawdziwie to do niej dotarło i ten urzędowy papier wydawał się być wrogiem. Był urzeczywistnieniem czegoś niechcianego, a zarazem nieuniknionego. Nagle w kuchni zjawił się Sweeney, jeszcze nieco zaspany, ale nie aż do tego stopnia, by nie zauważyć, że coś jest nie tak.
- Witaj kochanie. Jak się dziś masz? Wszystko w porządku.. wyglądasz jakoś blado.. - Przyjrzał się dokładniej kobiecie, aż podszedł do niej i pogładził jej policzek dłonią. - Coś się stało..? - Kobieta podała mu swoje wezwanie, a kiedy je przeczytał, sięgnął po kopertę z jego nazwiskiem i również odczytał treść pisma, po czym usiadł na krześle. - A jednak.. nie unikniemy tego.. ech. Lecz skąd w ogóle się to wzięło..? Listonosz chodzi o tak wczesnej porze..? Nellie.. nie stresuj się tym tak.. jeszcze wczoraj sama mnie uspokajałaś.
- Pojawił się ten policjant, któremu wcześniej opowiadaliśmy wszystko o Truro i nie tylko o Truro.. Wiem Sweeney, nic mi nie pomogą te nerwy.. Ale samo to, że Turpin wraca.. i znowu będzie blisko nas, nawet jeśli w więzieniu.. Nie chcę tego człowieka znać, nie chcę by dalej zatruwał nam życie choćby przez te rozprawy, wiesz..? A może już tam jest.. nie wiem.. każdego dnia piszą co innego w tej gazecie. Kiedy większość rzeczy się ustabilizowała, on znów musi się pojawić. Więzienie.. to za dobre dla niego.. powiedzmy, że wyjdzie za 20 lat.. ale wyjdzie.. a powinni go skrócić o głowę, choć nikt tutaj o egzekucji nie mówi.. - Po kobiecie widać było zdenerwowanie, niepewność, dozę niepokoju, że coś pójdzie nie tak. Jednocześnie miała i sklep do opanowania, do którego już właściwie powinna wracać, a w tym momencie chciała jedynie zamknąć siebie i golibrodę w miejscu z daleka od kłopotów i stresu. Sweeney cicho westchnął i wstał, próbując jakoś uspokoić jeden z tych ataków niepokoju, jakie rzadko się jej zdarzały, ale jednak zdarzały. Z reguły to ona pocieszała Sweetie'go, lecz zdarzało się i tak, że było zupełnie odwrotnie.
- Nellie.. przestań się tak martwić, dobrze..? Nie popadajmy w paranoję.. Kochanie, przecież nie będziesz tam szła sama.. tylko ze mną.. Sama powiedziałaś, że znajomości mu nie pomogą.. My mamy po swojej stronie dwóch policjantów, szpital i całą dokumentację z Truro, a i na pewno sporą część naszych znajomych i sąsiadów, którzy teraz nie muszą się już go obawiać i mogą donosić ile tylko zechcą.. Skąd pewność, że nie wyślą go do Tower..? Proces jeszcze się nie rozpoczął, nic nie wiemy.. A nawet jeśli Turpin już tu jest, nic Ci nie grozi.. mnie również.. bo siedzi za kratkami, dlatego nie przejmuj się tym. - Todd przytulił do siebie Panią Lovett i trwali w tej chwili aż do momentu kiedy Julia zjawiła się w progu kuchni prosząc o pomoc swoją szefową, której przerwa dość sporo się przeciągnęła. Choć kobieta zdążyła jeszcze musnąć usta Sweeney'a i przekazać mu, że ze śniadaniem musi się już uporać sam, choć jest już prawie całkowicie przygotowane.
Czas porannego otwarcia minął dość szybko, zwłaszcza przy tak dużej liczbie klientów, dzięki którym na półkach zostały praktycznie same okruszki. Kobiety razem posprzątały wszelki bałagan, no i oczywiście Nellie przekazała Julii, że jej mąż może odwiedzić zakład golibrody po południu. Sweeney po zjedzonym śniadaniu udał się na górę do swojego królestwa, gdzie pościerał trochę kurzu z mebli i jakby już mentalnie przygotowywał się na powrót do pracy, za którą tęsknił. Chociaż wiedział, że noga może mu odmówić posłuszeństwa i jeszcze trochę musi się z tym powstrzymać. Kiedy to zajęcie znudziło mu się, zabrał się za pisanie listu do rodziców. Miał naprawdę dużo do napisania, nawet wątpił, że skończy to w jeden dzień. Chciał poinformować o przykrych wydarzeniach z Truro, wygranym konkursie golibrodów, o rozwoju relacji z Johanną i nieco o jego wnuku (a ich prawnuku) oraz oczywiście o tym, że po powrocie z Newcastle jego związek z Nellie rozkwitł (to akurat musiał ubrać w specjalne słowa znając swoich rodziców), co zakończyło w jego życiu okres odcinania się od zawierania związków i ciągłego przeżywania przeszłości. Na piętrze za jakiś czas pojawiła się i kobieta.
- Sweeney..? Tu jesteś, tak myślałam. Zakładam, że pan Hoffman przybędzie razem z Julią, czyli gdzieś około 17.. Piszesz list..? - Zajrzała przez ramię Todd'a i podeszła do okna, nie chcąc mu przeszkadzać w tym co pisze poprzez czytanie.
- Tak, trochę posprzątałem w zakładzie. Wyśmienicie, dziś będę miał przynajmniej przez chwilę się kim zająć.. Tak, piszę.. inaczej niedługo zamiast listu pojawią się tu zaniepokojeni rodzice. Co to za hałas.. - Mężczyzna odłożył pióro i wstał, by zobaczyć przez okno skąd dochodzą tak donośne głosy ludzi. Oboje byli tym zaciekawieni, dlatego przeszli do zakładu, gdzie okno było sporych rozmiarów i widoczne były z niego różne ulice. Harmider zbliżał się coraz bardziej, a było to za sprawą tłumu wlewającego się we Fleet Street. Jednak coś było w nim nie tak, bowiem w środku znajdowała się figura otoczona przez władze, z widocznymi kajdanami na rękach i niezbyt reprezentacyjnymi śladami uderzeń na twarzy. Ludzie głośno krzyczeli imię owego mężczyzny, nie dało się więc nie dosłyszeć kim on jest. Do tego dało się usłyszeć, że pojazd, którym transportowany był więzień, został zniszczony w wypadku i prowadzą go do następnej czekającej dorożki. Pech chciał, że stało się to akurat w tej okolicy, gdzie najwięksi wrogowie Turpina mogli obserwować jego marsz pokutny, pełen wstydu i kierowanej w niego nienawiści. Spojrzenia pary spotkały się w jednym momencie, a na ich usta wkroczyły pełne satysfakcji i poczucia wyższości uśmiechy.

poniedziałek, 25 lipca 2016

Part 349.

- Jeszcze z półtorej godziny Sweeney i zamykamy.. Och, widzę, że masz nie taki najgorszy humor, to dobrze. Hm.. widzisz najważniejsze, że Johanna z Tobą rozmawia i to że lekarza do Ciebie przyprowadziła, to będę musiała jej za to podziękować. To bardzo miłe z jej strony. A Tobie Kochanie tylko wyjdzie to na zdrowie. Zobaczysz.. a co właściwie lekarz powiedział..? - Nellie spojrzała na Panią Hoffman i powiedziała, by przejęła na chwilę sklep, bo chciała po prostu porozmawiać ze Sweeney'em w cztery oczy i poszła z nim na stronę domu, z tej część sklepowej i zabrała ze sobą herbatę z mlekiem. Oboje przysiedli na kanapie, Pani Lovett zerknęła też na zegarek Sweeney'a gdy wyjęła go z jego kieszeni i cicho westchnęła. - Powiedzmy, że tak. Tak, to wiem.. ale nie do końca rozumiem poco tak to uknuła z Bertą. Co powiedział lekarz? Hm, jestem potłuczony, mam stłuczoną kość udową, trochę żebra, no i to leczenie trochę potrwa, spuchniętą mam nogę, więc jak już uporasz się ze sklepem, to będę mógł przyłożyć trochę lodu do nogi.. Podobno szybciej to minie, choć lekarz mówił, że można było to zrobić tuż po tym jak zacząłem czuć te dolegliwości, ale skąd mogliśmy o tym wiedzieć.. W każdym razie przepisał mi leki, zapisał też na kartce co można robić by to wspomóc w leczeniu, potem Ci pokaże... Poza tym wysiadając z dorożki przemknęły mnie jakieś plotki, że Turpin podobno zostanie tu przywieziony w tym tygodniu, czy w coś takiego.. Ych. Mam nadzieję, że tak szybko nie będziemy musieli go oglądać. Zacznie się proces i wszystko... - Spojrzał na kobietę i westchnął cicho kiedy o tym mówił. Nellie przytaknęła, ale za to cieszyła się, że jej miłość, czyli Sweeney był zbadany przez lekarza i tak bardzo na to nie narzekał, a tym bardziej teraz mogło być tylko lepiej. Mimo to martwiła się jego zdrowiem, bo kiedy usłyszała o stłuczonej kości, domyśliła się, że Sweetie męczy się z bólem, który niekoniecznie ustaje i dlatego też tak przez to kuleje.
Nellie napiła się ciepłego napoju i pogładziła mężczyznę po jego dłoni, gdy siedziała obok niego, a zaraz spojrzała w jego oczy. Odstawiła naczynie na stoliki zbliżyła się do mężczyzny obejmując jego twarz dłońmi i po chwili uch wargi złączyły się w czułym pocałunku. - Kocham Cię, pamiętaj o tym. Teraz musisz o siebie dbać Sweetie... A na powrót sędziego nic nie poradzimy, pomyśl o tym, że nie wraca do domu, znów wprowadzać swoje niecne rządy, a do aresztu, ostatecznie będzie osadzony w Tower... Nie ma takich argumen,tów, by wyjść na wolność, drugie i trzecie plecy mu nie pomogą. A my w końcu odetchniemy, wiedząc że nie może nam z niczym zagrozić.- Wkrótce po tej chwilowej przerwie Pani Lovett, kobieta wróciła do swoich obowiązków, a Sweeney poszedł udał się do sypialni by nieco odpocząć, bo noga jednak go bolała i potrzebował ją odciążyć od chodzenia. Zatem leżał w sypialni, ale wkrótce sen go zmógł i zasnął. W tym czasie Pani Lovett z Panią Hoffman, pracowały, a na koniec pracy żegnały się z ostatnimi gośćmi i przyszedł czas na sprzątanie, obie były już zmęczone, ale nie mniej jednak zadowolone. Potem to kobiety się pożegnały, no i Nellie zamknęła sklep od środka. Dokonała ostatnich poprawek w sklepie, W kuchni był porządek, w końcu Pani Hoffman jej pomogła inaczej robiłaby to wszystko dwa razy dłużej. Udała się powoli do salonu, ale tam też było czysto, było porządek, właściwie to szukała Sweeney'a, którego niebawem znalazła w sypialni, gdy spał na boku i jedną nogę trzymał na poduszce. Uśmiechnęła się nieco smutno na ten widok, bo rozumiała, że jednak ból nie dawał mu spokoju i w takiej pozycji widocznie nogę miał bardziej odciążoną.
Po chwili Nellie przysiadła przy łóżku, ze strony Sweeney'a i pogładziła go lekko po ramieniu i uśmiechnęła się, kiedy po kilku chwilach uchylił powieki i na nią spojrzał. - Sweeney, już zamknęłam sklep.. Pani Hoffman poszła do domu, jesteśmy sami.. Przepraszam, że Cie budzę, ale myślę, że mógłbyś skorzystać teraz z łazienki, a potem przyłożymy na nogę lód, poza tym poczytam co napisał Ci lekarz i zobaczę co byłoby najlepsze.. Hm..? Tez jestem już zmęczona, ale za to zadowolona, mamy bardzo dobry utarg..Wręcz potrojony niż jak zawsze.. To idealnie nam sprzyja, oczywiście na wypłatę dla Pani Hoffman też pójdzie trochę pieniędzy, ale i tak jestem szczęśliwa. - Sweeney wysłuchał kobiety i powoli podniósł się do pozycji siedzącej, a zaraz odparł dotykając dłoni kobiety. - Kąpiel mi nie ucieknie Nellie, Ty powinnaś odpocząć, po tym całym dniu, wiesz..? Mnie nic nie będzie, no tak noga mnie trochę boli, a czy ta poduszka pod udem coś daje, hm.. bo ja wiem... W każdym razie odpocznijmy, nie myśl o tym.. hm..? Czas na relaks, a nie stres. Poza tym pomyślałem, że właśnie powinienem zabrać się za napisanie listu do rodziców, prawda? A będzie to długi list, chciałbym, żeby wiedzieli co się tu dzieje, naprawdę.. a nie kryjąc coś, kiedy nadejdzie kiedyś może czas na spotkanie, choć póki co mogę o tym śnić. - Sweeney zaraz znów położył się na łóżku i syknął jak przeszedł go ból w łokciu, ale nie poprzez wypadek tylko jakby zaczynało go łamać w kościach na złą pogodę. A po chwili kontynuował. - Johanna może kiedyś się do mnie przekona. A to wezwanie lekarza, czy to troszkę nie za sprawą tyle co troski, co o to, że boi się stracić mnie naprawdę? No dobrze też tu chodzi o troske, ale może to takie poczucie, że pomogła mi i nie może mieć nikt do niej pretensji, że nic nie zrobiła. - Nellie słuchając słowa mężczyzny pogładziła go po jednej dłoni i zbliżyła bardziej nad jego ciałem.
Na dworze w tym czasie zaczął niczym w momencie zrywać się wiatr. W dali gdzieś grzmiało, co zwiastowało tylko jedno: burzę. Kobieta za nimi nie przepadała, zatem zaraz złapała za dłoń mężczyzny i pochyliła nad jego twarzą muskając lekko jego policzek i szepcząc. - Kochanie, jeszcze wszystko da się zmienić, ale amiętaj, że niektóre sprawy wymagają czasu. Johanna od tak nie rzuci się w Twoje ramiona, lecz podświadomie na pewno nie raz sobie to wyobrażała, co by zrobiła, gdyby jej rodzice byli tu z nią. Przekona się do Ciebie przecież chcesz jej dobra, dlatego też nie wyjdzie za Charles'a gorzej jednak z sytuacją Tommy'ego, ale znów brać ślub z kimś tak perfidnym i udawać, że jest wszystko dobrze, tylko po to by płacił alimenty na Tommy'ego, a potem rozwód? A co jakby Charles nie zgodził się na rozwód? Jemu byłoby to na rękę, miałby wszystko u boku Johanny, tym bardziej że ona mieszka pod dachem Turpina. A czy kiedyś się to zmieni, nie wiem... ale gdyby za rok, dwa, a nawet kilka zakochała się w kimś szczerze, to oboje wiemy, że opuści jego dom. Sam na pewno nie chciałbyś mieszkać ze swoimi rodzicami do tej pory, kiedy nas oboje łączy coś znacznie więcej niż w zamierzchłych czasach tylko interesy, prawda? - Sweeney przytaknął głową kobiecie i cicho zamruczał spoglądając w oczy kobiety i pogładził lekko jej policzek dłonią. - Wiem, wiem o tym wszystkim. Z Charles'em nie wiem co będzie. Ech, w każdym nie chcę teraz o tym myśleć, chyba idzie burza, moje stawy właśnie o tym mówią. - Sweeney niczym jakby wykrakał, bo zerwał się silny wiatr, grzmoty było słychać bliżej, że Nellie niby się nie bała aź tak bardzo, ale za raz nieco przylgnęła do Todd'a swoim ciałem. - Boisz się burzy? To chyba pierwsza burza w tym okresie pory roku... ale chyba dość rozgniewana. - Nellie spojrzała w stronę okna, jak pogoda zaczęła szaleć za oknem. A w którymś momencie błysło się niemal przy samym oknie i zadrżała aż ziemia, a że sypialnie mieli na piętrze to nie do końca wiedzieli co się stało, gdyż słyszeli czyjeś krzyki. Aż kobieta miała nieco przerażone spojrzenie, Sweeney słyszał rżenie konia, jakiś huk, lament i ogólny harmider na ulicy. - Co się tam dzieje... chyba Bóg kogoś pokarał... - Pani Lovett podniosła się i powoli podeszła do okna, ale jeszcze nie patrzyła co wydarzyło się na dole, niemal przed jej sklepem.
Pan Todd podniósł się z łóżka i podszedł zaraz obok Nellie i spojrzał w dół, ku jego oczom ukazał się widok niemal przepołowionej i spalonej dorożki, dwa konie, które kawałek dalej były uspokajane bo zerwały się z uprzęży, no i tak jak się domyślał ktoś zginął, woźnica także był ranny, ludzie gasili pożar dorożki, ale niestety pasażerowi nie było już jak pomóc. Nellie także wyjrzała bardziej, by zobaczyć skąd to zamieszanie, zaraz zakryła usta dłonią, gdy widziała jak jacyś mężczyźni wynosili z tej jednej połowy dorożki, a może nieco co też z niej zostało, zwęglone ciało jakiegoś mężczyzny. Do tego pogoda nie pomagała, gdy zaczęło padać jakby miał za moment przyjść huragan. Sweeney odparł po chwili, gdy oparł się dłonią o ramę okna. - Hm, miał pecha, że się tam znalazł. Może zasłużył, że Bóg taką kare mu wymierzył.. - Wzruszył ramionami, a Nellie spoglądała na ludzi, którzy gromadzili się koło niemal spalonej dorożki, widok nie zachwycał, do tego było czuć dziwny swąd, wiec Sweeney zaraz przymknął okno by tego nie wdychali i spojrzał na kobietę. - Zajmijmy się własnym życiem.. Czas odpocząć po dzisiejszym dniu... Dlatego powinno się uciekać do domu w taką pogodę, a nie podróżować.. - Nellie przytaknęła, kiedy Sweeney zaraz zasłonił okno firanką i przesłonił je i zasłonami, by nikt im tu nie zaglądał z budynku naprzeciwko. - Och.. na to nikt Sweetie nie ma wpływu w te kilka chwil.. wiesz..? Ale widok okropny.. Dobrze, to skoro pozwolisz skorzystam z łazienki.. dobrze..? Na pewno nie jesteś głodny..? - Mężczyzna przysiadł zaraz na łóżku i odezwał się do kobiety łapiąc ją lekko za dłoń i gładził jej palce kciukiem. - Wiem, ale wydaje mi się, że kojarzę tego truposza, ale nie mogę sobie przypomnieć skąd.. W każdym razie teraz to nie jest ważne. Tak. Oczywiście. Nie, nie dziękuję bardzo, ale dziś mogę się już tylko napić. - Nellie uśmiechnęła się czule do mężczyzny i pogładziła go wolną dłonią po policzki, zbliżyła się do niego i zaraz ucałowała czule jego wargi, co Sweeney godnie odwzajemnił i kobieta puszczając mu oczko powoli opuściła pomieszczenie.
A Sweeney został w sypialni i powoli wsunął się bardziej na łózko, zdjął z siebie sweter jaki miał na sobie, jak i zdjął krawat i rozpiął dwa guziki koszuli, a po chwili opadł plecami powoli na poduszkę głową. Sięgnął też ze swojej strony łóżka po czasopismo "Brzytwa" z nocnej szafki i przeglądał nowinki o kosmetykach dla panów i nie tylko, patrzył tez jakie teraz golenie było modne. Chciał przygotować się powoli do otwarcia swojego piętra.
Nellie w tym czasie kąpała się, pozwoliła sobie na chwilę odpoczynku w wannie, lecz nie przesadzała, bo wiedziała, że i jej ukochany czeka, a nie chciała by jej zasnął na dobre. Choć kochała na niego patrzeć, gdy spał bo był taki słodki.
A mężczyzna w tym czasie właśnie znudził się nieco prasą i powoli opuścił dłonie z gazetą na swoją klatkę piersiową, zamknął oczy i przysnął. Czuł senność.
Kiedy Nellie skończyła przyjemności łazienkowe i była już ubrana w nocną koszulkę, jak i też owinęła się szlafrokiem i powoli dotarła do sypialni, zaraz rozczulił ją widok śpiącego mężczyzny z gazetą. Podeszła zatem bliżej łóżka i przysiadła przy mężczyźnie, powoli wysunęła mu z rąk gazetę i położyła na szafce nocnej z jego strony. A zaraz powoli zaczęła rozpinać mu jego koszulę, gdy wspięła się bardziej na łóżko i usiadła na pościeli, nie chciała w końcu urazić mężczyzny w nogę i w ogóle ciało. - Kochanie.. Sweetie.. czas na Twoje mycie.. Skarbie.. jeszcze nie zasypiaj... -Zachichotała, gdy pomiziała go opuszkami palców po jego klatce piersiowej i powoli chciała rozpiąć jego spodnie, a gdy już prawie mu zsuwała nieco z ciała, choć nie było to takie łatwe jak sądziła, bo niestety spał i jego ciało nie ważyło mało. A wtedy mężczyzna uchylił powieki i złapał dłonią za swoje spodnie mruknął. - Co robisz..? - Nellie zaśmiała się i zaraz pochyliła nad ciałem mężczyzny w czym postanowiła nieco się z nim podroczyć. - Oj Kochanie, no nie mów, że jesteś tak przywiązany do tych spodni... Poza tym chciałeś bym Ci pomogła.. a poza tym pokaż mi nogę..- Sweeney przetarł dłonią powieki i zamruczał, ale nie zrozumiał za bardzo kobiety więc odparł po chwili. - Nogę? A co moja jest jakaś inna..? Nellie, zostaw te spodnie.. - Kobieta jeszcze bardziej się zaśmiała i pogładziła go po jego brzuchu, gdy golibroda podniósł się nieco do pozycji siedzącej i podciągnął spodnie zaraz zbliżył się do Nellie i położył się tuż nad nią, ale prostopadle do jej pozycji, gdzie kobietę miał nad sobą. - Co to za zabawa hm..? Nellie.. no naprawdę.. ale ja już się domyślam co chciałaś mi wmówić.. niedobra jesteś..! Niedobra..! Chodź tu.. - Zaraz przyciągnął kobietę do siebie i przytulił ją, że aż pisnęła gdy jego dłoń znalazła się na jej udzie i zaraz ucałował jej usta. - Koniec tego dobrego.. dopiero co bałaś się burzy, teraz już dobrze, minęła w ogóle..? - Pani Lovett nie była zbyt zainteresowana burza, ale gdy właśnie usłyszeli kolejny grzmot, to przytuliła się do Sweeney'a i ucałowała delikatnie jego wargi, pogładziła też i jego policzek czy szczękę. - Widzisz jednak burza trwa nadal.. no pokaż mi swoje ciałko.. Och nie myśl, że myślę tu o Tobie niecnie, choć może troszeczkę tak.. Ale nie chcę Ci zrobić krzywdy.. Pokaż to udko z kurczaka..! - Nellie! - Daj mi tą nogę.. a najpierw te spodnie..! - Oboje droczyli się, Nellie łaskotała ukochanego po ciele, ale on odwdzięczał się jej tym samym. Poza tym Sweeney uciekł Nellie z łóżka, ale zdążyła pociągnąć jego spodnie, że mu opadły z pośladków i zatrzymały się przy kolanach. - Zacznę nosić spodnie na szelkach.. Nellie.. mam bandaż no co mogę mieć innego... Och niech Ci będzie.. ale pomożesz mi to potem owinąć, po kąpieli? - Sweeney powoli przysiadł zaraz na łóżku i Nellie powoli odwijała mu bandaż na nodze, w końcu i tak mężczyzna miał brać kąpiel. Cicho syknął, kiedy Nellie kończyła z odwijaniem bandaża i pociągnęła za jego opatrunek.

Part 348.

Lekarz zerknął na pacjenta i zaraz przeszukiwał torbę po czym wyciągnął z niej kilka buteleczek z jakimiś płynami, czy słoiczek z jakąś maścią. A zaraz poprawił rękawiczki na swoich dłoniach i spojrzał jeszcze raz na ranę Pana Todd'a i odparł. - Najważniejsze, że nie wdało się żadne zakażenie, ale boli Pana przede wszystkim kość... Bo jest stłuczona.. tak.. no ale postaram się coś na to zaradzić, ale to tak szybko nie minie.. Poza tym dobrze by było, gdyby Pan nie chodził daleko, a więcej odpoczywał... dopóki się to nie uspokoi...  a uprzedzam, że to potrwa... - Po chwili otworzył jeden specyfik i nakładał nieco na zranienie Todd'a, przy czym Sweeney nieco zasyczał, bo zaczęło go to piec. - Zaraz przestanie... Spokojnie... Chcę pomóc, nie zaszkodzić.. A to przede wszystkim działa na otarcie, ale też na ból, co przenika głębiej do skóry ciała... - Golibroda zmarszczył czoło, kiedy zranienie na nodze go piekło, owszem z czasem przestawało, ale lekarz sporo tego nałożył i jednak ten dyskomfort się powtarzał. - Co znaczy, że kość jest stłuczona..? To ile mnie to będzie bolało? - Spojrzał na medyka, który powoli kończył z nogą, ale zaraz szykował też duży opatrunek by założyć na to zranienie Todd'a, jak i szykował cienki bandaż, by przytrzymał opatrunek i żeby zabezpieczyło to otarcia o spodnie. - To znaczy, że ma Pan uszkodzone naczynia i nerwy, po prostu inaczej mówiąc kolejna warstwa pod skórą, czyli warstwa komórek została po prostu zgnieciona.. Tak najłatwiej mogę to wytłumaczyć, no i teraz musimy to naprawić.. To zamknięte uszkodzenie wewnętrznej struktury tkanki, na skutek urazu mechanicznego, jaki Pan doznał podczas upadku.. Poza tym ma Pan też wylew podskórny, co też dodatkowo boli, Musi Pan się oszczędzać... Poza tym noga jest dość mocno opuchnięta.... nie przykładał Pan do tego lodu..? - Todd pokręcił głową przecząco i zaraz wstał na prośbę lekarza, bo chciał zakładał mu opatrunek, kleił nieco plastrami i zaraz bandażował jego nogę.
Ojciec Johanny odezwał się, kiedy pomagał lekarzowi z bandażem. - Czyli niezbyt dobrze, że nie przykładałem do tego lód..? A to co Pan powiedział, nie brzmi za dobrze.. A poza oszczędzaniem się co mogę zrobić, by przyspieszyć gojenie się tego? Mogę coś zrobić? - Doktor zaraz powoli skończył no i w końcu Sweeney podciągnął spodnie i zaraz je zapiął poprawiając swoje ubranie, po czym uzyskał powoli odpowiedź. - Też lód może Pan do tego przyłożyć, ale oczywiście nie dotykać lodu na gołe ciało, tylko przez jakiś ręcznik... Dobrze? Bo raczej nie chcemy by tu jeszcze przysporzyło nam kłopotu odmrożenie, prawda? Ja wszystko Panu zapiszę.. Proszę teraz pokazać co jeszcze Pana boli i zdjąć ubranie.. Po to jestem by pomóc... A co jeszcze możemy na to zaradzić? Można na to przyłożyć zmielony owies... i przykładać poprzez ciepły ręcznik.. Pić herbatę z jesionu, wiązówki błotnej, bądź z wierzby białej. To pomoże. Ale oczywiście dam Panu też maść Escalar, tak się nazywa i będzie Pan smarował stłuczenie z trzy razy dziennie tym żelowym odpowiednikiem. - Pacjent pokiwał głową, badanie Pana Todd'a trwało jeszcze trochę czasu, nim mógł się ubrać i lekarz wyjął z torby leki, które mężczyzna miał używać, a także zapisywał na kartce stosowanie każdego z nich, a także wypisał dodatkową receptę na dwa leki.
Po czym Sweeney podziękował ściskając dłoń doktora i odezwał się do niego. - Dziękuję doktorze i proszę wybaczyć za te .. hm.. pokręcone okoliczności, a mogę wiedzieć, gdzie Pan pracuje, albo gdzie w razie czego mógłbym się do Pana zgłosić w razie potrzeby, tej czy innej, hm..? - Doktor uśmiechnął się do Sweeney'a i zamyślił się na moment mówiąc. - Nie ma za co i proszę się tym nie przejmować, kobiety bywają nadopiekuńcze, ale nie ma co się o to złościć, ja pomogłem Panu i powinno być lepiej... Życzę szybkiego powrotu do zdrowia. Tak, oczywiście, że tak! Mieszkam na Red Lion Street,55 taka podobna kamienica do tej... Trafi Pan tam łatwo, a pracuję w Great Ormond Street Hospital, o takiej samej nazwie jest ulica, kawałek spory stąd.. ale gdyby coś się działo, pogorszyło to najlepiej zapraszam do mojego gabinetu w domu... Co prawda jestem dopiero wieczorem, lecz gdyby było to ważne to szpital jak najbardziej.. proszę podać wtedy nazwisko pielęgniarce, a będę wiedział, że to chodzi o Pana.. dobrze? - Jest za co.. Tak, to wiem, doskonale.. heh. Dobrze, zapamiętam to, dziękuję. Mam nadzieję jednak, że szybko się nie spotkamy.. ale na jakąś kontrolę pewnie powinienem się pojawić..? - Doktor oczywiście, nie zaprzeczył i spojrzał zaraz w swój kalendarz, który wyjął z torby i spoglądał na daty w nim. Miał tam zapisane wszelkiego rodzaju notatki, spotkania, wizyty i tak dalej. - Tak, spotkajmy się za około dwa tygodnie, dobrze..? Ale gdyby po tygodniu nic się nie zmieniło, to proszę zajrzeć do szpitala, czy do mnie do domu... Mam nadzieję jednak, że wszystko pójdzie zgodnie z tym co zapisałem.. aha a leki przeciwbólowe, to już obojętne, na pewno któreś na pana bardziej działają, zatem proszę zażyć pastylkę jeśli będzie Panu ból bardzo dokuczał.. - No i tak panowie rozmawiali ze sobą jeszcze chwilę, poza tym Sweeney zapytał się ile kosztuje ta wizyta, na co doktor miał zaraz się odezwać, a a wtedy niczym jak całkiem przez przypadek "bez podsłuchiwania" pod drzwiami, zajrzała do gabinetu Johanna z lekkim uśmiechem i odezwała się prosząc doktora na dół, skoro było już po wizycie. Nie zamierzała ojca narażać na koszty, przecież to był jej pomysł z lekarzem i to ona poczuwała się do zapłaty, bo jakby to wyglądało, gdyby to on płacił za całkiem niespodziewaną wizytę lekarską. - Och widzę, że już po wizycie, Panie doktorze, dziękuję bardzo.. mam nadzieję, że z tat... z Panem Todd'em nie jest tak bardzo źle...? Ach co do rozliczenia się.. ja płacę, rozliczymy się na dole dobrze.? Chciałabym wiedzieć co dalej, co teraz? Nie jest potrzebna hospitalizacja..? - Sweeney pożegnał się z lekarzem, no i odprowadził wzrokiem jego jak i córkę do drzwi, kobieta nieśmiało spojrzała na ojca i zaraz zniknęła z lekarzem, udając się na korytarz.
Tam zaraz dopytywała o zdrowie ojca, oczywiście miała świadomość, że prawie powiedziała o nim "tata" ale jednak nie dokończyła, Sweeney, gdy przetrawił w głowie słowa córki, cicho uśmiechnął się, że jednak prawie przemogła się. Lecz wiedział, że było to po prostu też efektem zmartwienia jej, inaczej pewnie nie wydusiłaby z siebie tego słowa.
Kobieta rozliczyła się z lekarzem na parterze, dopytywała o zdrowie swojego ojca, chciała wszystko dokładnie wiedzieć. Lekarz oczywiście powiedział jej co się dzieje ze zdrowiem Sweeney'a, no i wkrótce opuścił kamienice, a gdy Johanna chciała udać się na górę, właśnie Sweeney powoli schodził na dół, po uprzednim oczywiście pożegnaniu się z wnuczusiem.Niósł też w jednej dłoni kilka specyfików od lekarza i receptę z notatką również.
Płeć piękna spojrzała na niego i pomogła mu zejść ze schodów przy ostatnich stopniach i odparł. - Dlatego mnie zatrzymałaś..? By zbadał mnie lekarz..? Nie musiałaś tego robi, a tym bardziej sam mogłem opłacić tą wizytę.. - Kobieta cicho westchnęła i miała nadzieję, że ojciec nie zezłości się na nią za to co zaplanowała z Bertą. - Tak. Bo nie mogłam patrzeć jak się męczysz.. Musiałam, przynajmniej wiem co Ci dolega i co może pomóc.. Już się zbierasz..? Myślałam, że chwilkę jeszcze zostaniesz.. - Todd zaraz podszedł do wieszaka, gdzie do swojego płaszcza schował leki jakie dostał i spojrzał na swoją córkę. - Nie mam Ci tego za złe, ale nie lepiej byłoby zrobić to jawnie..? Niż w taki sposób..? Poza tym czuję się winny za tą wizytę.. ile kosztowała..? Nie oszukasz mnie, z lekami na pewno sporo pieniędzy... ile jestem Ci winien..? I tak zbieram się, bo robi się powoli późno, a nie chcę by Nellie denerwowała się, że mnie nie ma tyle czasu... Wybacz, ale pora i byś Ty odpoczęła, jak i Berta.. hm..? Tommy śpi, to dobry czas na odpoczynek, kiedy przyjdzie czas na kąpiel dziecka.. ostatnio dużo przeżyłaś, a ja nie chcę obarczać Cię jeszcze sobą. Co nie znaczy, że jestem zachwycony tym planem przeciwko mnie z lekarzem... I naprawdę powinienem oddać Ci za to pieniądze. - Johanna pokręciła głową przecząco, nie chciała od ojca pieniędzy, nie mogłaby, poza tym mimo tego, że ciągle była na niego zła, to jak teraz wiedziała, że jej ojciec żyje, nie wybaczyłaby sobie tego, gdyby coś mu się stało, a co gorsza, jakby go straciła i to na zawsze. - Wybacz, ale jak pytałam o lekarza, to odmówiłeś, uznałam że jak będę nalegać, to po prostu wyjdziesz... Nic nie jesteś mi winny. Najważniejsze jest Twoje zdrowie. Dobrze, rozumiem.. może Cię odwiozę do domu? Wyjaśnię Pani Lovett czemu Cię na tyle czasu zatrzymałam, hm..? Och mną się nie przejmuj.. Ważne jest to byś to Ty się oszczędzał nim otworzysz swój zakład, najpierw wyzdrowiej, potem pomyśl o innych sprawach. Sweeney wpadłeś pod powóz, mogło Cię to zabić, nie mogłam tego zlekceważyć.. A pewnie i tak połowy nie powiedziałeś Nellie, czy mnie... zatem liczę, że lekarz wie wszystko i niczego przed nim nie ukryłeś, hm..? - Sweeney uśmiechnął się do kobiety lekko i odparł krótko. - Nie martw się, dotrę sam.. Ty odpocznij, ja wszystko wyjaśnię, poza tym jestem dorosły, nie muszę być co do minuty.. Ale już nazbyt się nasiedziałem.. Och Johanno, jesteś niczym Twoja matka.. - Szepnął ostatnie zdanie cicho by Berta nie słyszała, bo domyślał się, że nic nie wie o tym kim on jest dla Johanny. - Zawsze nadopiekuńcza, ale to dobra cecha, wierz mi. Dziękuje Ci w każdym bądź razie za pomoc i za tą wizytę, sam bym raczej do lekarza się nie wybrał. I nie ukryłem niczego przed lekarzem. - Sweeney powoli zakładał swoje wierzchnie ubranie i wkrótce pożegnał się z córką, jak i Bertą i niechętnie wypuściły go do domu.
Mężczyzna zaraz zagwizdał na jadącą pustą dorożkę i powoli wsiadł do niej z małym trudem co Johanna oglądała już z piętra domu i cicho westchnęła.
Sweeney ruszył zaraz pojazdem na Fleet Street, przymknął powieki, pokonując ten niezbyt długi odcinek drogi i kiedy dotarł na miejsce, zapłacił należne woźnicy i udał się do sklepu Pani Lovett.
Gdy kobieta zobaczyła go, zaraz na jej ustach pojawił się promienny uśmiech i tym bardziej czuła się pełna energii, gdy golibroda na nią spojrzał i puścił do niej oczko. Podchodząc pocałował jej policzek i szepnął cicho przy uchu. - Jak się masz? Wybacz, nie sądziłem, że tyle tam będę, ale potem Ci wszystko opowiem... A w sklepie widzę klientów nie ubywa, a raczej przybywa. - Nellie pogładziła policzek mężczyzny i cieszyła się, że w końcu go widziała. - Och w końcu jesteś Skarbie.. Ach troszeczkę już zmęczona jestem. Dobrze. Tak w sklepie jest sporo klientów, no ale jeszcze godzinka i zamykam sklep. Zrobić Ci coś do jedzenia czy picia? - Sweeney pokręcił głową przecząco, a kątem oka spoglądał na jedzących i dobrze się bawiących klientów jego partnerki. - Nie, nie. Dziękuję, ale póki co to jestem najedzony, a pić zrobię sobie sam. A może Ty czegoś byś się napiła czy Pani Hoffman hm? - Spojrzał na kobiety, kiedy akurat obie były koło niego, no i tak obie jednocześnie powiedziały, że napiłyby się herbaty z mlekiem, na co Todd zaśmiał się i przytaknął im, a zaraz udał się powoli do części mieszkalnej domu, gdzie został swoje okrycie wierzchnie i udał się do kuchni, zabierając i ze sobą leki jakie dostał od lekarza by je umieścić w koszyczku z lekami, jakie tu mieli.
A po chwili właśnie wlewał wodę to czajnika i zaraz woda powoli się gotowała, więc też wyjął mleko i dwie filiżanki na herbatę. po czym nucił sobie jakąś piosenkę pod nosem i powoli przeglądał etykiety leków jakie dostał i przysiadł na barowym krześle. Spoglądał tez na notatki lekarza na osobnej karteczce i gdy tylko woda się zagotowała zajął się napojami i dolał zaraz do herbaty, nieco mleka, posłodził by napoje były smaczniejsze i zaraz zaniósł kobietom na sklep, gdzie zaraz zjawił się pomiędzy nimi i podał im po ich napoju, w końcu akurat miały chwilę wolną. - Dziękuję bardzo Panie Todd. - Oznajmiła spokojnie i z wdziękiem Pani Hoffman, uginając lekko nogę, niczym by się skłoniła przed golibrodą. - Dziękuję Panie Todd. - Na co Sweeney uśmiechnął się do kobiety lekko i zaraz Nellie odezwała się do niego. - Sweetie, wszystko dobrze u Johanny? Tyle czasu tam byłeś? Pomyślałabym, że udałeś się jeszcze gdzieś, ale chyba tak dobrze się nie czujesz? Kochanie, może jednak wezwiemy lekarza? - Sweeney przewrócił oczami i zbliżył się do kobiety szepcząc jej przy uchu. A wtedy też do sklepu Pani Lovett przyszedł jeden ze studentów którzy byli już wcześniej na posiłku i właśnie Vincent podrywał kobietę. - Byś się zdziwiła, albo i nie, ale moja córka z Bertą uknuła spisek i wezwały lekarza do domu, by mnie zbadał i co miałem zrobić, krzyczeć, albo uciec... nie martw się mam leki, zbadał mnie i powinno być lepiej za jakiś czas... - Po chwili oboje się pocałowali i Vincent widząc Pana Todd'a zrobił niezadowoloną minę, a zaraz właśnie Nellie się odezwała. - Hm zapewne przyszedł Pan po teczkę, która została na stole, hm? - Vincent zrozumiał dopiero po chwili, co Nellie do niego powiedziała i z początkowym wahaniem odparł. - Tak, tak przyszedłem po teczkę... Dobrze, że tu została i nikt jej nie zabrał.. - Nellie po chwili podała mu teczkę z pod lady i uśmiechnęła się lekko, a mężczyzna nie był w swoim uśmiechu zbyt szczery, kiedy jego spojrzenie spotkało się ze spojrzeniem Pana Todd'a, który spoglądał na niego neutralnie, zaś Vincent nieco bojowo. Po czym student odezwał się powoli wsuwając teczkę pod pachę. - Dziękuję i dziękuję za tę miłą pogawędkę dzisiaj.. Do zobaczenia. - Po chwili udał się do drzwi, niczym mistrz denerwowania innych, zaś Sweeney całkiem zignorował tego człowieka i zaśmiał się odzywając do kobiety. - No proszę, trochę mnie nie było, a już masz amanta. Ciekawe.. ciekawe..  Ale on śmieszny. Wiesz? Te nerwy... poza tym on tu przychodzi co jakiś czas i myśli, że ślepy jestem..? To co, ile jeszcze do zamknięcia zostało?

środa, 13 lipca 2016

Part 347.

- Zaraz tam posprzątam. Och proszę się nie martwić, Pan Todd na pewno ma sìę dobrze i nie przemęcza swoich sił. Wkrótce będę musiała jednak przysłać do Pani męża swojego małżonka,, bo jednak nie lubię tego zarostu Panów, a mój mąż wygląda już jak skrzat prawie! Och Ci mężczyźni, po co im te zarazki na twarzy, nie rozumiem... - Pani Lovett spojrzała na Julię i przytaknęła lekko głową, jeśli Pani Hoffman miała takie życzenie, to czemu nie, a Sweeney na pewno przyjąłby jej męża i bez otwierania zakładu. - Dobrze. Taką mam nadzieję, że wszystko idzie zgodnie z jego oczekiwaniami. Tak, ja także nie lubię takich zaniedbanych mężczyzn. Jeśli Pani mąż, będzie miał ochotę, to zapraszam Sweeney na pewno przyjmie Pani męża choćby jutro. Och Pan Todd nie jest moim mężem, choć bardzo bym tego chciała... - Nellie zamyśliła się na chwilę, jakby mówiąc do siebie, a kiedy ocknęła się z tego przemyślenia odezwała. - No dobrze, wracajmy do pracy... - W sklepie Pani Lovett było wszystko niczym w szwajcarskim zegarku. Julia postępowała zgodnie z poleceniami Nellie, przytakując i sprzątając polecony stolik po uwinięciu się z poprzednimi zamówieniami. Oczywiście była nieco, a raczej bardzo zdenerwowana pierwszym dniem pracy, poza tym w oczach Pani Lovett chciała wypaść jak najlepiej. Cieszyła się z tej pracy w końcu nie musiała martwić się tak bardzo o fundusze i miała nadzieję, że długo tak pozostanie. Poza tym posiadała trójkę dzieci, chwalić się nikomu nie musiała. Jej mąż pracował jako kowal więc olbrzymich pieniędzy nie mieli, ale mimo wszystko radzili sobie jak tylko mogli.
Julia właśnie kończyła sprzątać kolejny pusty stolik, jak do sklepu weszła para, która zajęła stolik i zaraz przeglądała ofertę dnia w menu czy inne pozycje.
Nellie zaś obsługiwała właśnie mężczyznę przy ladzie, gdy brał słodkości na wynos i zaraz serwowała do kolejnego stolika krupnik, jak i do stolika numer 5, czyli grupy podrywaczy, barszcz z pasztecikami, jednemu z nich, który zaraz się odezwał wdychając gorący posiłek. - Och co za cudowny zapach, jest Pani aniołem, gotując takie delicje, mieć taką kobietę w domu to skarb. A tu sprawdziłoby się powiedzenie... "Przez żołądek do serca!" Może poznamy się bliżej? Ten sam wiek, taka Pani urocza, seksowna! - Nellie spojrzała na mężczyznę i uśmiechnęła się lekko, po czym udała po kolejne zamówienia kolegów Vincent'a i zaraz stawiała przed każdym z nich talerzyk ze słodyczą i zabrała głos, gdy młodzieniec chwalił jej zupę. - Dziękuję, cieszę się, że Panu smakuje. - Spojrzała na płeć przeciwną, jak odparł. - To może da się Pani, Złociutka.. namówić na mały spacer? - Vincent spojrzał na kobietę pewnie, wypinając przy tym klatkę piersiową, niczym jakby się przed nią prężył jak kogut i czekał na odpowiedź płci pięknej, a Pani Lovett westchnęła i pochyliła się nad stolikiem Panów, z czego przynajmniej dwie pary oczu spojrzały na jej dekolt, ale nie obchodziło ją to, skoro i tak obejdą się smakiem. - Złociutki, zajmij się barszczem dobrze... bo wystygnie i nie będzie tak bardzo smaczny. Spacer? To miła propozycja, ale dziękuję bardzo, mam z kim chodzić na spacery i raczej nie byłoby zadowolony, że w tej chwili próbuje mnie poderwać student. Poza tym muszę przyznać, że ciężko będzie Panu kogoś znaleźć od serca, skoro ma Pan tak wysokie mniemanie osobie... Proszę wybaczyć, ale wracam do pracy, same posiłki nie przyfruną na inne stoliki. Smacznego Panom życzę. - Nim Vincent zdążył coś powiedzieć, choć w pierwszej chwili zatkało go i kiedy Nellie odeszła dyskutował z kolegami, spoglądając od czasu do czasu na właścicielkę sklepu. Nellie podobała mu się, poza tym lubił nieco starsze i dojrzałe kobiety, niż studentki ze swojego roku. Zawsze dojrzałe kobiety według wizji Vincenta były bardziej doświadczone w związkach, posiadały ten pazur, a on to lubił i stwierdził do przyjaciół, że i tak poderwie Panią Lovett. Oczywiście nie miał niecnych i seksualnych zamiarów, lecz uważał, że bycie z taką kobietą, jest znacznie ciekawsze niż z rówieśniczką.
Tym czasem w domu Turpina, Sweeney siedział na piętrze w pokoju Johanny, właśnie dopinał już ubranko Tommy'ego po zmienieniu jego pieluchy, czemu przyglądała się córka mężczyzny. - Sweeney... Mimo tego wszystkiego nie rozumiem jednego.. Mówisz, że Bernard przeszkadzał ciągle w tym, byś mógł wyznać mi prawdę.. Uważam, że trochę to przeciągasz nad wyraz, z tego względu, że przecież nie raz byłam w sklepie Pani Lovett, Ty tam byłeś i nawet sklep zamykała Pani Lovett byśmy mogli porozmawiać, nie było nikogo kto by nam przeszkodził.. Czemu wtedy mi tego nie powiedziałeś..? - Sweeney słuchał córki, gdy spojrzał na nią kątem oka, a zaraz na ręce wziął Tommy'ego i przytulał go by go uśpić jeszcze bardziej, kiedy teraz właśnie miał nieco przymknięte powieki. - Ciii.. śpij Tommy... śpij... - Mężczyzna zerknął znów na swoją córkę i odezwał się spokojnie, kiedy poprawił przewijak jedną ręką i nieco uporządkował rzeczy, choć zaraz Johanna się tym zajmowała. - Tak, masz rację, wtedy miałem szanse.. Lecz bałem się, że póki jest dobrze, to miałbym to psuć..? Wiedziałem, że Charles, nie jest dla Ciebie... nie od początku, ale zbyt często zmieniał pracę. Nie zastanowiło Cię to dlaczego? Pewnie tam też się nie nadawał, jest zbyt pewny swojej pozycji, a rozwożenie alkoholu po sklepach, na pewno dla kogoś kto ma się wyżej niż wygląda.. jest przytłaczające... Charles, przykro mi to mówić, ale to kobieciarz. Lubi towarzystwo kobiet, a Ty Johanno, nie wiem, chyba byłaś dla niego, w jego rozumieniu, poczuciu, zbyt grzeczna.. Zresztą to już i tak nie jest ważne. Ważne to być sobą i nie zmieniać się dla kogoś, dla kogoś takiego jak on. A ja.. Bałem się, że jeśli wyznam Ci prawdę.. to ten spokój, ta sielanka minie, że mnie znienawidzisz, jak właśnie to ma miejsce teraz.. Tolerujesz, ale nienawidzisz, prawda? Wolałem być po prostu "Panem Todd'em.." niż kimś bliższym, bo wiedziałem, że "Pana Todd'a" akceptujesz takim jaki jest.. a ojca.. trudno zaakceptować, po tylu latach, kiedy od kilku lat jest w Londynie i nic nie robi z tym, by powiedzieć swojej córce... kim jest. Co się działo przez te lata i dlaczego mieszkasz u kogoś, kogo Twój ojciec nienawidzi... A do tego to uczucie przeszycia kiedy tu za każdym razem wchodzę.. Te chore oskarżenia, że zgwałciłem Bertę i tak dalej.. To wszystko gra Bernarda. Nellie mnie namówiła, by tu przyjść na to przyjęcie, awans Sędziego.. co było też po konkursie golibrodów.. - Sweeney podszedł do krzesła i usiadł na nim, bo już od tego stania noga zaczęła go boleć. Poza tym Johanna przejęła synka od ojca i zaraz zabrała go do łóżeczka, by położyć spać, więc Sweeney musiał na moment wstrzymać się ze swoja wypowiedzią. A gdy Johanna powróciła dalej chciał kontynuować, ale Johanna wyprzedziła go. - Źle się czujesz? Może jednak lepiej byłoby wezwać lekarza... - Sweeney pokręcił przecząco głową, odchylając głowę do tyłu i krzywiąc się nieco na twarzy, na co córka mężczyzny pokręciła głową i zabrała głos ponownie. - Przemyśl to i tak powiem Pani Lovett, że się za dobrze nie masz... Może ja nie mam takiego wpływu na Ciebie, ale Pani Lovett na pewno.. - Wtedy Sweeney spojrzał na kobietę i lekko zmarszczył czoło po czym odparł dopijając zimną już herbatę. - To szantaż? Johanno.... - Płeć przeciwna pokręciła głową i podeszła do ojca, po czym dotknęła jego czoła czy policzków, bo miała wrażenie, że ma gorączkę, ale ciepły za bardzo nie był, więc widocznie się myliła, ale nie podobało się jej to, że nie chciał pomocy. - Och Sweeney... Nie będę Cię już męczyć tymi pytaniami.. poniekąd to rozumiem, ale poniekąd nie mogę zrozumieć, że wolałeś być dla mnie kimś obcym, niż ojcem.. Bałeś się co zrobię jak się dowiem..? Sama nie wiem co bym zrobiła jeszcze w takich okolicznościach, jak nie ulica, a w odosobnionym miejscu w domu, Twoim i Pani Lovett... Ale teraz pozwól sobie pomóc.. inaczej Pani Lovett uzna, że to ja zlekceważyłam Twoje zdrowie, odsyłając Cię do domu w takim stanie... Napijesz się jeszcze herbaty, czy czegoś innego..? To już jest zimne... - Mężczyzna zaraz wszedł w słowa córki i odparł. - Proszę Cię, nie panikujmy, po prostu teraz odczuwam skutki tego zderzenia: powóz, konie, kamieniste brukowane cegły przeciwko mnie. Tyle... boli mnie noga, to fakt i choćbym chciał nie zaprzeczę. Ale nie mówmy o tym, nie przyszedłem tu na pieszo tylko przyjechałem dorożką. Poza tym chodzić mogę, a to co się stało jest od siły z jaką po prostu wpadłem pod koła powozu i kopyta koni.. A napiłbym się może lipy. - Johanna im więcej Todd mówił o tym zdarzeniu, tym bardziej przeszedł ją dreszcz. Przytaknęła na słowa ojca i przeprosiła go na moment, zabierając tacę z naczyniami, by przygotować nowy napój.
Sweeney zatem pozostał w pokoju na kilka chwil sam. Tommy spał w pokoju obok, który łączył się poprzez drzwi z pokojem sąsiednim, czyli miała ciągły wgląd na dziecko. Sweeney tylko na moment zajrzał do wnuczka, by sprawdzić czy ma spokojny sen.
A Johanna chciała tak naprawdę wezwać lekarza do domu, co znaczyło, że musiała zatrzymać ojca na dłużej i z Bertą właśnie cicho w kuchni knuły, jak to zrobić. Sweeney pewnie już był po obiedzie, więc odpadało by go czymś bardziej treściwym częstować, lecz postanowiły poczęstować go mimo wszystko miseczką gulaszu. - Może zje..? Johanno zatem zajmij się Panem Todd'em, a ja pójdę po lekarza, w końcu mieszka blisko nas, może akurat jest w domu... i się nam poszczęści. Pan Todd tak bardzo, źle się czuje? - Spojrzała na Johannę, która szykowała miseczkę na gulasz i przygotowywała lipę, ale też wlała nieco w dzbanek soku malinowego, bo może tak ojciec pijał, nie miała pojęcia, jakie są jego nawyki nawet co do jedzenia. - Mam nadzieję. Dobrze, dobrze... zbieraj się powoli. Oby był byłoby lepiej, inaczej nic nie będę mogła poradzić, jeśli nas opuści, a poza tym pewnie Pani Lovett martwiłaby się jego długą nieobecnością. Dziś jest zajęta też, bo otworzyła swój sklep.. Ale o bliskiej osobie nigdy się nie zapomina. Ach sama nie wiem, ale widzę, że jest obolały, powiedziałabym, że to szok, po tym co się stało.. Sama czuję się winna, bo poniekąd to przeze mnie się stało... Dobrze nie traćmy czasu. Idź po tego doktora, a ja wracam do Pana Todd'a, bo jeszcze ucieknie nam.. - Kobiety po uzgodnieniu wszystkiego rozdzieliły się na zadania. Berta niebawem wyszła, a Johanna w tym czasie wracała do Todd'a na piętro z jedzeniem i piciem. Sweeney siedział na krześle, przeglądał jakąś książkę, która była w Johanny pokoju, a gdy się pojawiła odłożył ją na bok i odparł. - Ja będę się powoli zbierać. Wiesz? Inaczej Pani Lovett pomyśli, że przepadłem jak kamień w wodę. A może potrzeba jej coś pomóc, mimo pomocy, którą zatrudniła, to nie tak bardzo dużo.. a jeszcze.. hm...- Zerknął na swój zegarek. - Jeszcze dwie godziny z kawałkiem do zamknięcia.. - Johanna poczuła przez chwilę rezygnację swojego planu, lecz postanowiła zrobić wszystko by zatrzymać ojca nieco dłużej, przynajmniej do czasu, aż zjawi się tu lekarz. Miała nadzieję, jednak że nie ucieknie stąd szybko. - Ale chyba nie odmówisz zjedzenia małej miseczki gulaszu, nie wiem czy jadłeś obiad.. A Berta by się pogniewała, gdybyś nawet nie spróbował... - Mężczyzna no cóż nie miał wyjścia, skoro Johanna już tak powiedziała i faktycznie spróbował gulasz Berty, smakował mu, robiła nieco inaczej niż Nellie, ale był równie dobry. Potem i napił się z córką lipy, zjedli po kawałku ciasta i Sweeney chciał już się żegnać, tym bardziej, że już nie było go w sklepie około dwóch godzin. A Johanna co jakiś czas podczas ich rozmów, dochodziła do okna, jak i teraz, kiedy Sweeney wstał ze swojego miejsca i odparł do niej. - Dziękuję Ci za gościnę, gulasz.. podziękuję Bercie.. Ale na mnie już pora.. a Ty na kogoś czekasz..? Tak wpatrujesz się przez to okno, przez ostatnie 20 minut.. - Johanna gdy usłyszała, że Sweeney chce wyjść, zaraz na niego spojrzała i zbliżyła się nieco, kiedy mężczyzna powoli chciał pożegnać się z wnukiem. - Och nie możesz zostać jeszcze chwili..? Nie, nie czekam... Tak po prostu patrzę.. - Todd westchnął i uniósł lekko jedną brew, dziwne to dla niego było, a gdy kobieta słyszała, jak drzwi na dole się otworzyły i dalej słyszała kroki na schody odetchnęła z ulgą, przynajmniej miała nadzieję, że Berta idzie w towarzystwie doktora.
No i po chwili rozległo się pukanie do drzwi i wsunęła się Berta do środka i przytaknęła Johannie, że jest z doktorem, którego uprzedziła, że pacjent nie wie o jego przybyciu. A Sweeney właśnie gładził policzek wnuczka w sąsiednim pokoju i w końcu kobiety poprosiły lekarza, ale tym samym Johanna podeszła do ojca i odparła na jego ucho. - Wybacz, ale musiałam... -  Musnęła lekko policzek ojca. Te słowa sprawiły, że Sweeney nie rozumiał o co chodziło, ale zaniepokoiło go to co powiedziała..Co musiała? Jednak zaraz się przekonał, gdy kobiety zniknęły z pokoju, poza tym zajęły się dzieckiem, że Sweeney został wygnany do pokoju córki i tam spojrzał na postać doktora. Już miał się odezwać kim jest, ale widząc lekarską torbę w jego ręku, aż głos zabrał doktor. - Dzień dobry Panu... Nazywam się James Chester, jestem lekarzem. Domyślam się, że jest Pan zaskoczony moim pojawieniem się.. ale Panie postanowiły Panu pomóc.. proszę nie mieć im tego za złe. Słyszałem od Pani Turpin,  że wpadł Pan pod koła powozu i kuleje na nogę... - Sweeney spojrzał na doktora, który postawił torbę na krześle, a na Sweeney'a wskazał drugie krzesło i zaraz zdjął z siebie marynarkę, w końcu płaszcz zostawił w biegu na dole. Golibroda przysiadł na krześle i tak naprawdę był zły, że kobiety uknuły przed nim wezwanie lekarza, czuł się z tym dość niezręcznie, jakby był nieznośnym staruszkiem, który nie da sie normalnie zbadać. - Dzień dobry. Sweeney Todd. Owszem jestem zaskoczony, bo nie spodziewałem się tego.. Pana doktora.. Tak wpadłem pod powóz i kuleję, skutki tego wypadku po prostu odczułem nieco później niż wypadek miał miejsce.. Ale nie czuję się okropnie, po prostu dokucza mi ten ból otarcia, to wszystko... - Lekarz przytaknął, ta "gadka" była mu już dobrze znana, że pacjent jak zawsze nie panikował, zaś bliscy tak i to z reguły ludzie martwiący się o kogoś mieli rację, że jest czym. Niestety Sweeney nie miał wyjścia jak dać się zbadać, chciał nie chciał musiał opuścić spodnie by doktor, mógł obejrzeć jego udo.
Kiedy tak stał naprzeciwko lekarza, który przysiadł na krześle i oglądał jego ranną nogę, gdy odwinął z uda mężczyzny bandaż, który tam tkwił. Sweeney przewrócił oczami i markocił, czy może już założyć spodnie. - Jeszcze nie może Pan.. cóż, nie wygląda to najlepiej.. złamania nie ma, inaczej nie uszedłby Pan na tej nodze... Ale jest Pan dość dotkliwie poturbowany, poza tym myślę, że w udo uderzył Pana też koń. Może Pan tego nie pamięta, bo działo się to na pewno szybko, ale myślę, że tak właśnie było.. Zaraz coś na to poradzimy, może Pan na razie usiąść.. ale spodni proszę jeszcze nie zakładać.. Dam Panu leki, mam je w torbie, wiec recepty nie będą potrzebne.. Poza nogą dokucza Panu jeszcze coś? - Golibroda zastanowił się chwilę i odparł do doktora. - Nie, aż tak bardzo, nie.

piątek, 8 lipca 2016

Part 346.

Johanna kiedy przysiadła niedaleko ojca odezwała się zaraz, kiedy Sweeney kończył powoli karmić jej synka i uśmiechnęła się do niego łagodnie. Sweeney spojrzał na swoją córkę, która wyglądała na zamyśloną, poprzez mężczyznę, który przypatrywał się jej z ulicy. Lecz zaraz ocknęła się, kiedy poczuła że ojciec ją obserwuje i kiedy chciała zabrać głos Sweeney był pierwszy, a właśnie wycierał buzię wnukowi chusteczką. - Nie doszedł tu żaden telegram o Turpinie..? To dziwne, przecież zawsze o takich sprawach informuje się rodzinę bliskich, że ktoś został zatrzymany... że coś się stało, pojawia się ktoś w domu.. taka praca gońca... a tu naprawdę nic? - Zmarszczył czoło, a wtedy Johanna wstała ze swojego miejsca i podeszła do komody stojącej przy ścianie i zaraz uchyliła lekko szufladę po czym odwróciła się do ojca z niedużą kartką z szarego papieru. - Masz rację, był goniec... Przepraszam, ale ja nie potrafię powiedzieć jej prawdy, powiedzieć jej to, że Bernard wcale nie jest taki dobry, za jakiego uchodzi... Był goniec, jakieś dwa tygodnie temu... Przyszedł z tym.. - Powoli podeszła do Sweeney'a i podała mu do ręki telegram, który brzmiał tak. - "Sędzia Bernard Turpin aresztowany. Zatrzymany w Truro na stacji kolejowej. Obecnie przebywa w areszcie. Wkrótce nastąpi deportacja do londyńskiego aresztu-więzienia. - Telegramy nie były listami pełnymi emocji, tylko informacjami, które w kilku zdaniach miały zawrzeć to co się wydarzyło. Krótkie zdania, bez uczuć, emocji, współczucia, czy innego poczucia postrzegania danej sprawy zawartej w treści pisanej tego "listu".
Todd westchnął i zaraz zerknął na Johannę, gdy wyciągnął Tommy'ego z fotelika i usadził na swoich kolanach. - Powiedz mi co to da, że Berta się o tym nie dowiedziała przez ten czas? Telegram nie jest co prawda rozbudowany, nie ma w nim napisane dlaczego został aresztowany i tak dalej, nie ma w tym "Bardzo nam przykro.. ale Pani mąż został dziś, wczoraj czy jakoś aresztowany, bo coś tam..", ale to wiemy, prawda? Nadal nie rozumiem, że to ukrywasz.. Będzie lepiej, jak policja przyjdzie tutaj i powie o tym, że Turpin jest tutaj w areszcie i czeka na proces.. i że trzeba będzie się zgłosić na rozprawę? Nie będzie miała czasu na przetrawienie tej sprawy... Pomyśl jak ona się czuje, nie wiedząc o tym, co się z nim dzieje, nie daje znaku życia, nie pisze, nie wysyła żadnej depeszy, telegramy niczego.. Może to nie w moim stylu, ale żal mi tej kobiety... Johanno.. ja wiem, że to i dla Ciebie ciężki okres i że pewnie sama nie wierzysz w to co się dzieje.. Tym bardziej to, że wiesz kim jestem... Kim jestem dla Ciebie i trudno przetrawić ten temat.. A ja chciałbym pomóc... Chciałbym też wiedzieć, co z Charles'em..? Nie musisz odpowiadać.. Zajrzałem by sprawdzić, jak się czujecie po prostu.. Lecz pewnych spraw, nie da się zamieć pod dywan, tak sam to robiłem.. Ale bałem się, że mnie odrzucisz, że może zrobisz to, nie mam pewności do teraz... Marny ze mnie ojciec i dziadek..Dlatego nie zdziwiłbym się, gdybyś nie chciała mnie znać. - Uniósł spojrzenie na swoją córkę, która zaraz utkwiła i spojrzenie na nim.
Co prawda przechodziła ją taka myśl, mogłaby potrząsnąć teraz ojcem i wykrzyczeć mu w twarz, dlaczego tak długo to trwało nim przyznał się kim jest, ale nie potrafiła. Poza tym martwiła się o niego, jak i on o nią. Johanna bardziej z faktu czysto fizycznego ojca, który właśnie wstał z kanapy z wnukiem i przespacerował się z nim powoli po pokoju i podszedł do okna pokazując mu ptaszki, które śpiewały na drzewie, w końcu niedaleko od domu Johanny, tudzież Turpina, był park.
Poza tym chciał wiedzieć co jego córkę tak bardzo zaciekawiło przy oknie, no ale nic dziwnego się nie działo, poza tym, że ludzie przechodzili, czy ktoś z kimś rozmawiał. Wnuczek trzymał się dziadka i jedna rączką łapał za jego kołnierz od koszuli i się nią bawił. Johanna zaraz napiła się nieco herbaty z filiżanki i odezwała przyglądając się jej towarzyszowi i dziecku.
- Pozwól, że zacznę od Ciebie... Panie Todd... Sweeney... Wybacz, ale nie wiem czy kiedykolwiek będę mogła powiedzieć do Ciebie.. "Tato.." "Ojcze.." To zbyt trudne dla mnie. Zaczynałam, a raczej pogodziłam się z tym, że moi biologiczni rodzice nie żyją. Gdy byłam mała, sądziłam, że to Bernard jest moim ojcem, ale potem poznałam część tej prawy, albo i kłamstwa.. że nie żyjecie Ty i mama.. i że nie wiadomo, gdzie są wasze groby, chociaż sam wesz, gdzie leży mama..? - Sweeney pokręcił głową przecząco, w końcu nie miał o tym pojęcia, został wygnany z kraju, kiedy jego żona zmarła. - Widzisz, nie wiesz tego.. a chociaż szukałeś..? - Sweeney przytaknął Johannie, ale pozostawał milczący. - Powiedzmy, że w to wierzę.. Wybacz, ale nawet nie mam pojęcia jaką miłością darzyłeś mamę, nie mam Ci tego za złe... Wiem, że od niedawna kochasz Panią Lovett, a przynajmniej wcześniej nie widziałam, byś przejawiał względem tej kobiety jakieś większe uczucia. Nie mam zamiaru Cię wypytywać o wierność... wierzę, że nie jesteś taki jak Charles... Ale nie umiem wyobrazić sobie tego, że kiedyś usiądziemy przy wspólnym stole wszyscy szczęśliwi. Na święta, czy inne okazje, nie chcę udawać, że jest mi dobrze z tym jak się stało.. Chyba wolałabym wiedzieć w innych okolicznościach, o tym, że jesteś moim ojcem, niż tam na ulicy. Ale nie pomyśl, że myślę o Tobie źle, albo że wstydzę się Ciebie. Podziwiam Twój zawód, co robisz, jaki jesteś precyzyjny, może to dla niektórych nic takiego, ale bycie golibrodą to tak jakby dać drugiej osobie trochę wewnętrznego szczęścia i tego zewnętrznego oczywiście... wyglądu! - Kobieta patrzyła na ojca, gdy ten przysiadł na szerokim parapecie z wnukiem i Tommy patrzył przez dziadka ramię na ptaszki na drzewie czy ludzi. Lecz Todd jak i malec nie mieli pojęcia, że na ulicy ponownie pojawił się Anthony i widząc męską postać w oknie, a przynajmniej plecy jego, które nie mogły należeć do płci pięknej, troszkę go zasmuciły. Do tego dziecko? Oczywiście nie robił sobie żadnych nadziei, nie dało się zakochać w patrzeniu na kogoś przez kilka sekund zaledwie, lecz właśnie uświadomił sobie, że nawet jesli chciałby poznać tą niewiastę z okna, to chyba odrzuciłaby go z kwitkiem. Zapewne jej mąż siedział z ich dzieckiem przy oknie. Choć te włosy kogoś mu przypominały, no ale tyle mężczyzn miało i taką fryzurę, że nie skojarzył zupełnie, że to Sweeney Todd.
Sweeney ucałował policzek wnusia i przygarnął go przed siebie całując jego nosek, bo zaczynał sie wiercić i chyba dziadka ramiona go nieco nudziły, więc Johanna podała mu zabawkę, którą zabawiał dziecko, ale i słuchał córki jednocześnie.
- Nie jestem taki jak Charles... Kochałem Twoją mamę, nigdy jej nie zdradziłem. Nie potrafiłem pogodzić się z tym co odebrał mi Sędzia, mamę Twoją, Ciebie, wszystko, moje całe życie. A do tego to wygnanie z kraju, na roboty w Australii... byłem tam długo, robiłem rzeczy jakich nie chciałabyś oglądać, bycie niewolnikiem nie jest niczym miłym, ani czymś czym mogę się pochwalić. A gdy tu wróciłem, szukałem Cię, chciałem zemsty na Sędzim, nadal jej chce. Nie wierzę, że da nam spokój. Johanno, nie raz Twój "przyszywany ojciec.." od siedmiu boleści, stopował mnie, gdy tylko chciałem się do Ciebie zbliżyć. Aresztował mnie też jakiś dawniejszy czas temu, za rzekomo jakieś morderstwo.. i tak dalej.. Nawet w oczach Pani Lovett straciłem bardzo wiele, gdy podczas tego cholernego aresztu.. Wybacz Tommy, że dziadek tak brzydko mówi.. - Pocałował czółko Tommy'ego, a widział, że dziecko w jego ramionach tak naprawdę usnęło, przytulając się do ciała dziadka, a zaraz Johanna przyniosła kocyk z łóżeczka synka i zaraz okryła nim i Sweeney'a i swojego syneczka, którego pogłaskała po włoskach.
- ... Wtedy grasowali złodzieje, po okolicy, okradali domy, sklepy i pech chciał, że okradli sklep Pani Lovett, wynieśli co było cenne. Tak to było podczas jej nieobecności, kiedy musiała wyjechać do chorej ciotki, a ja miałem się wszystkim zająć. A co zrobiłem..? Nie przyznałem się do tego aresztowania, i wypuszczenia dosłownie chwilę wcześniej przed powrotem Nellie.. A ja co miałem zrobić, znów jak pies skamleć, że to nie moja wina..? Wpadam tylko w problemy... i tak cieszę się, że tamten problem ze sklepem Pani Lovett się nieoczekiwanie wyjaśnił, inaczej do dziś pewnie nie nienawidziłaby mnie za to, a ja pewnie nadal nie miałbym odwagi powiedzieć jej co się stało.. Mniejsza o to Johanno... i doskonale rozumiem, to że nie jesteś w stanie mówić do mnie inaczej, niż było to dotychczas, ja od Ciebie tego nie wymagam. Mów do mnie jak chcesz... byle tylko bez "Pana.." ... Johanno, ja rozumiem, że nie da się wszystkiego, a nawet części naprawić, w kilka dni, tygodni... Nie spiesz się z niczym... Mnie nie musisz wielbić, a nawet lubić, rozumiem to. - Todd spoglądał na Johannę, a zaraz wstał powoli z z parapetu i udał się powoli do łóżeczka wnuczka, gdzie położył go zaraz i też podeszła tam córka, po czym Sweeney zerknął na nią i odparł zaraz, jednak przenosząc dziecko na przewijak. - Zmienię mu pieluszkę, dobrze? Mogę? - Johanna uniosła lekko brew i przytaknęła choć niepewnie jakby, ale chciała zobaczyć, jak jej ojciec robi coś takiego, w końcu nie każdy to umiał robić, a mężczyźni zazwyczaj się tego bali. Zaraz też Johanna odezwała się do taty, kiedy szykowała czysta pieluszkę, czy posypkę na pupkę synka. - A Charles... Niestety to moja przeszłość, choć nadal go kocham. Wiem co zrobił, ale nie mogę tak z dnia na dzień powiedzieć, że go nie kocham, nienawidzę go za to co zrobił, co robił, za to co musiałam oglądać. Zabrał swoje rzeczy, zresztą musiałam go z Bertą postraszyć policją, wyniósł się, a co będzie z Tommy'm i jego kontaktami z ojcem..? Nie wiem. Na razie nie chcę by tu przychodził. Tak teraz ślub z Charles'em by nieco ułatwił kontakty z dzieckiem, ale miałabym brać ślub z kimś takim tylko po to? Nie ma mowy, poza tym pewnie byłeś wściekły, gdy wiedziałeś co Charles robi.. prawda? I nie chciałbyś mieć jego za swojego zięcia.. Widziałam, że burzyłeś się kiedy o nim mówiłam.. Ale teraz nie ma to już znaczenia.. Kochanie dziadek zmieni pieluszkę... - Uśmiechnęła się do synka głaszcząc jego rączkę, gdy zaczął się nieco rozbudzać i wiercić przy majsterkowaniu przy jego ubranku. A Sweeney właśnie rozpinał ciuszek wnuczka, aż pozbywał się jego brudnej pieluszki, potem umył ciałko wnuczka chusteczkami, robił to z precyzją i widać było, że dla niego było to coś normalnego.
Pewnie taki widok rozczuliłby Nellie, ale niestety nie było jej tutaj, bo pracowała w swoim sklepie. Gdzie miała co robić, bo jednak jej otwarcie sklepu wzbudziło sensacje, miała mnóstwo klientów, nawet Pan William's z naprzeciwka stał w oknie swojego sklepu ze skrzyżowanymi rękami na klatce piersiowej i z wyrazem twarzy jakby chciał wypowiedzieć wojnę kobiecie, bo jednak miał mały dziś utarg.
Julia obsługiwała gości, na sali, podawała im obiad, poza tym też trafiła się grupka młodych mężczyzn w wieku dwudziestu kilku lat, zapewne jakiś studentów, którzy chyba mieli dziś w planach dobrze się bawić, a przy okazji chcieli podroczyć się z kobietami. Pani Hoffman podeszła do tych ubawionych młodych mężczyzn i odezwała się zaraz. - Dzień dobry, co mogę Panom podać, zapoznali się Panowie z menu? - Kobieta czekał na zamówienie Panów, a zaraz jeden odezwał się do niej niczym jakby miał ją poderwać na swój hiszpański urok. - Witaj piękna. Nie sądziłem, że u Pani Lovett pracują takie piękności.. jestem Diego.. Mnie możesz zaserwować siebie i będę usatysfakcjonowany! - Julia spojrzała na mężczyzny bez wielkiej reakcji, czy nawet oburzenia i odezwała się zaraz. - Aha-mmm, a tak poważnie co podać...? Bez żartów dowcipnisie, inaczej poczekacie na swoją kolej i podejdę do was jak przestaniecie się zgrywać.. - Uuuuu... - Zaśmiali się na słowa Julii, a zaraz ku ich zaskoczeniu, że nie po flirtują dalej z Panią Hoffman, podeszła Pani Lovett i przejęła pałeczkę, odzywając się i wysuwając z fartuszka notes i ołówek. - Julio, proszę podejdź za ladę, dobrze.. a ja Panami się zajmę, znam ich, zatem co podać.. szarlotkę dla jednego z panów, dwie bajaderki i jeden sernik, do tego dwa razy kawa, raz cappuccino i jedna herbata z cynamonem? - Wszyscy w czwórkę byli zaskoczeni słowami Pani Lovett, a do tego jeden spojrzał niby tęsknie za Julią i szeptał do kolegi jej imię dalej żartując. - Ym... tak, a skąd Pani o tym wie..? - Skąd to wiem, bo zgodnie z dzisiejszym dniem, a że dziś jest czwartek, zawsze przychodzą Panowie mniej więcej o tej samej porze i jeszcze ani razu nie zmieniło się, żadne z Panów zamówień. Także proszę poczekać, niebawem wszystko podam, rozumiem, że żadnego obiadu nie będzie? - Oczywiście miało być tak jak kobieta powiedziała, oczywiście zapisała Nellie to zamówienie, by o tym nie zapomnieć, a jeden z młodych mężczyzn odparł. - To obiady też są u Pani..? Hehe, żartowałem, a co jest dobrego, może ja bym coś jednak zjadł! - Nellie spojrzała na mężczyznę, który poprawił swoją marynarkę i spojrzał na nią,niczym jakby miał poderwać właścicielkę sklepu, cóż lubił starsze od siebie kobiety. - Dziś barszcz czerwony z pasztecikami, krupnik i rosół. - Spojrzała na Vincent'a i uniosła lekko brew, jak zastanawiał się co mu bardziej zasmakuje i zaraz odparł triumfalnie. - Dobrze! To ja poproszę barszcz z Pani słynnymi pasztecikami..! Mrauwww! - Kobieta zapisała w notesie zamówienie na stolik numer 5 i zapytała czy jeszcze czegoś sobie życzą, ale podziękowali, choć już jeden zaczął podryw, ale za późno, bo Pani Lovett podeszła już do kolejnego stolika. Poza tym zastanawiała się jak miewa się Sweeney, miała nadzieję że wszystko idzie po jego myśli i nie stanie sie nic złego podczas jego powrotu do domu, do niej.
Westchnęła cicho i spojrzała przez okno, a zaraz zapisywała zamówienie na dwie kawy i ciastka, w końcu nie każdy jadł obiad, a poza tym też zupy w końcu w którymś momencie sie kończyły i zastanawiała się, czy nie przydałaby sie jej jeszcze jedna osoba do pracy, bo ona sama i Julia, musiałby bardzo dzielić się pracą, więc chyba powinna pomyśleć o nieco jeszcze szerszym personelu. Lecz na początek chciała zobaczyć, jak przez dwa miesiące będzie utrzymywał się utarg i czy będzie ja stać na to by wypłacać pensje, na tyle urzekające, że zostanie pieniędzy na opłaty i inne rzeczy, dla własnego i Sweeney'a pożycia. Choć zdawała sobie sprawę, że zarabiała tu więcej, niż golibroda, ale wiedziała, że Todd nigdy też nie straci klientów, bo to i do niego ustawiały się zawsze długie kolejki na golenie bród, wąsów, po prostu zarostu, czy to bujnego, czy krótkiego.
Nellie powoli wróciła do kuchni, by co nieco przygotować, poza tym i Julii też mówiła co ma przygotować, z ciast zza lady. A gdy podgrzewała barszcz zaraz znalazła się koło Julii i odezwała do niej, akurat miały nieco mniej ruchu w obecnej chwili. - Dopiero ponad godzina upłynęła od otwarcia drugiej tury dnia, a już mamy sporo gości, to naprawdę mnie zadziwia.. Ach te ciasta co mówiła o stoliku numer 5, gdzie siedzą te młode przyjemniaczki, sama ich obsłużę. Wiecznie chcą wzbudzić czyjeś zainteresowanie sobą, a mam wrażenie, że wiele do zaoferowania swoimi umysłami to nie mają... Hm.. Pana Todd'a też już nie ma ponad godzinę, mam nadzieje że dobrze się czuje. - Cicho westchnęła i zaraz napiła się łyczek herbaty spod lady, gdzie kobiety też robiły sobie co nieco do picia, czy zjedzenia. Potem możesz Julio sprzątnąć pierwszy stolik przy wyjściu dobrze, stoi już pusty, więc niech będzie czysty dla kolejnych klientów...

poniedziałek, 4 lipca 2016

Part 345.

W parku spędzili jeszcze jeszcze jakieś pół godziny, w końcu Nellie miała większość dań już ugotowanych i nie musiała się tak spieszyć. Wolnym spacerem wracali do domu, lecz zanim dotarli na Fleet Street, wstąpili do niedaleko położonego sklepu z zabawkami i ogólnie rzeczami dla maluchów, by kupić Tommy'emu drobiazg. Sweeney przeszedł obok koszyka z pluszakami, stwierdził że nie ma sensu kupować kolejnej takiej zabawki i skierował się dalej w kierunku klocków. Zaś Pani Lovett znalazła się w dziale ciuszków dla dzieci, gdzie podziwiała małe urocze ubranka. Wtedy zaczepiła ją sprzedawczyni, która najwyraźniej chciała jej coś bardzo wcisnąć.
- Dzień dobry pani! Może pomóc.? Czego konkretnie pani szuka? Dla dziecka.. dziewczynki proponuję ten rodzaj sukieneczki.. będzie wyglądać w niej uroczo.. Tylko jaki kolor, hm..? - Kobieta zaczęła przed Nellie prezentować różne warianty owej sukienki, aż wreszcie piekarka pokręciła głową i odparła.
- Dzień dobry.. Ale chciałam się tylko rozejrzeć.. Nie mam takiej potrzeby, by kupować.. czy nawet na prezent komuś dać.. Może kiedyś tutaj zajrzę w tym celu, ale póki co tylko patrzę.. - Nellie uśmiechnęła się lekko do pracownicy, po czym odwróciła w stronę Sweetie'go i zwróciła się do niego trochę głośniej, ponieważ nie był w zasięgu jej wzroku i nie wiedziała dokładnie gdzie może się znajdować. Sklep był dość sporych rozmiarów. - Kochanie wybrałeś już coś..?
- Chyba tak.. Choć możesz mi jeszcze doradzić.. - I po chwili Todd pojawił się z zakupowym koszykiem, w którym znajdowały się różne zabawki, widocznie nie mógł się zdecydować na coś konkretnego. W środku znajdował się mały bębenek, na którym można było grać, książeczka edukacyjna, kolorowy bączek i zwierzątka do ciągnięcia za pomocą linki. - Rozglądałaś się za ciuszkami..? Też nad tym myślałem, ale nie znamy wymiarów Tommy'ego, a nie ma sensu kupować tak na chybił trafił.. Więc co powinienem wybrać..? - Podszedł do kobiety, która wzięła do ręki prawie każdą rzecz z koszyka i chwilę zastanowiła się nad tym, na co powinien paść wybór. Zastanowiła się też nad słowami mężczyzny. No cóż, właściwie nie oglądała tych ubranek myśląc o jego wnuczku, ale już mu o tym nie wspominała.
- Może ta książka.. i.. te pingwiny na kółkach..? - Uśmiechnęła się do niego, trzymając obie zabawki w dłoniach. W tej chwili wtrąciła się również pracownica. - Na państwa miejscu wybrałabym wszystkie zabawki.. pomogą dziecku się rozwinąć.. - Pani Lovett przewróciła na to oczami i pokręciła głową do mężczyzny.  Odezwała się do niego ciszej, by tamta jej nie usłyszała. - Oczywiście, że wszystkie rzeczy wyglądają fajnie i możesz je wziąć, by dać za jakiś czas małemu, ale.. Johanna będzie czuła się głupio gdy nagle wyskoczysz z czterema zabawkami po tym, co jej powiedziałeś.. Pomyśli, że chcesz ją poniekąd przekupić tymi podarunkami.. A poza tym zbierajmy się już stąd.. mam dosyć tej naciągaczki.. - Golibroda ostatecznie zdecydował się na rzeczy, które wymieniła jego ukochana. Uznał, że kupować na zapas nie ma sensu, zresztą wolał kupić coś co uznałby po dzisiejsze wizycie przydatne jego córce i swojemu wnukowi. Kasjerka zapakowała prezenty w specjalny papier i po dokonaniu zapłaty mogli udać się już prosto do domu. Do otwarcia sklepu została jeszcze godzina. W tym czasie Nellie dopracowywała niektóre dania i podgrzała dla nich barszcz, bo przecież coś ciepłego też wypadało zjeść. Przed czasem zjawiła się Pani Hoffman, która pomagała kobiecie choćby w dekoracji stołów.
- Poleciłam swoim znajomym sklep i restaurację.. Mam nadzieję, że dzisiaj pojawią się na otwarciu i nie będzie to ich jedyna wizyta.. Tak naprawdę spodziewam się wielu osób.. Zastanawiałam się nad tym, czy będzie chciała Pani wystawić stoliki do ogródka..? - Julia zerknęła w kierunku szefowej, kiedy ustawiała wazonik z kwiatami na jednym ze stołów.
- To miłe, dziękuję.. właśnie kogoś takiego szukałam.. to miejsce potrzebuje reklamy. Dziękuję Julio.. Czy otworzę ogródek..? Na pewno tak, lecz to jeszcze za jakiś czas.. musi zrobić się cieplej, żeby goście mi się potem nie pochorowali.. Stoły trzeba przygotować, rozłożyć.. a do tego trzeba mężczyzny, nie da się ukryć.. a Sweeney'a nie chcę na razie o to prosić.. Tak czy inaczej jeśli będzie taka potrzeba, poradzimy sobie.. - Nellie mieszała łyżką w garnku pełnym zupy i zerkała na zegarek, którego wskazówki coraz bardziej zbliżały się do godziny otwarcia. Sweeney nie chciał już paniom przeszkadzać, dlatego zniknął w części domowej, gdzie przygotowywał się do wyjścia, a gdy już był gotowy - pożegnał się z Panią Lovett i wyszedł, by zatrzymać dorożkę, którą miał dostać się do willi Turpina. Nie znosił tego miejsca ze względu na właściciela, jego niemiłą służbę i każdy ponury kąt zaprojektowany przez sędziego. Na samą myśl, że pewnie spędzi tam jakiś czas miał dość mieszane uczucia. Zmieniał je fakt, że zobaczy się z córką i jej synkiem, za którym już zdążył się stęsknić. Droga nie trwała długo, Sweeney zapłacił woźnicy i już wkrótce znalazł się u masywnych drzwi wejściowych. Zapukał kołatką, ale i zadzwonił dzwonkiem bo nie miał pewności, że ktoś w tym dużym budynku usłyszał stukanie o drzwi. Po upływie kilku chwil, w drzwiach pojawiła się Berta, jak zwykle w swoim kuchennym fartuszku.
- Pan Todd.. Dzień dobry, proszę wejść.. I proszę wybaczyć, że tak późno się pojawiłam, ale od kiedy Bernarda nie ma.. ograniczyłyśmy z Johanną ilość służby.. Zapraszam. - Kobieta przepuściła golibrodę w drzwiach, a wyglądała tak jakby sama chciała go przeprosić za zachowanie Turpina, kiedy oskarżył go o gwałt.
- Dzień dobry. W porządku, nic się nie stało.. Właściwie chciałem zobaczyć się z Johanną, jest w domu..? - Golibroda powiesił swój płaszcz na wieszaku i gospodynią udał się po schodach, do pokoju jego córki.
- Jest, oczywiście.. Chociaż nie ukrywam, że jest dzisiaj w złym humorze.. Po ostatniej rozmowie, kłótni z Charles'em.. nie czuje się najlepiej.. Wolałam pana o tym uprzedzić, chociaż wiem, że dużo pan wie o jego zdradzie.. Zabrał wszystkie swoje rzeczy, choć musiałyśmy go szantażować policją by do tego doszło.. Zastanawiam się kiedy zajrzy do Tommy'ego.. i czy w ogóle to zrobi.. ech.. - Kobieta prowadziła Todd'a przez kilka korytarzy. Ten dom był na tyle duży, że sam dziwił się jak jego mieszkańcy się w nim nie gubili. Sam nie był pewien czy zdołałby odnaleźć powrotną drogę do wejściowego holu. - Może napije się pan czegoś.. kawy, herbaty..? Och.. przepraszam, że tak pędzę.. mogłam poprosić Johannę by zeszła na dół, kuleje pan.. to wszystko przez ten wypadek..
- Rozumiem.. czyli nie ma go już tutaj, ciekawe gdzie się podział.. Mam nadzieję, że nie będzie nachodził tego domu, by prosić Johannę o wybaczenie.. Tommy to jego syn i jeśli od tak porzuci go dla swojego "nowego" życia.. okaże się kompletnym zerem.. Ten ślub przydałby się choćby dla pieniędzy, które byłby zobowiązany płacić na Tommy'ego.. a teraz została z niczym.. - Sweeney cicho westchnął, aż sam się obawiał nastroju córki. Może wtedy kiedy przyszła do ich domu była pod wpływem wielu emocji, które sprawiły, że tak mocno nie odczuwała rozstania. W dużej mierze na pewno dotknęła jej też prawda o ojcu. Lecz teraz? Naprawdę odczuła, że ta bajka, w której żyła jakiś czas na dobre się skończyła i mężczyzna, którego uznawała za swojego jedynego, wielokrotnie ją zdradził. Co więcej, był ojcem jej dziecka, więc tak naprawdę nie mogła go wykreślić całkowicie ze swojego życia. - Napiłbym się herbaty.. Spokojnie, daję radę.. Muszę się ruszać, inaczej będzie gorzej.. - Choć w rzeczywistości marzył o tym, by usiąść. Po prostu nie chciał martwić sobą kolejnej kobiety, już i bez tego czuł się jak ofiara, którą stale ktoś musi się opiekować, a należy przyznać, że nienawidził tego uczucia. Wreszcie doszli do drzwi, właściwie części domu w której mieszkała Johanna, Tommy i do niedawna Charles. Berta zapukała do drzwi, a po chwili je otworzyła.
- Johanno..? Masz gościa. To Pan Todd. - Kobieta weszła do środka, a Sweeney kroczył za nią. Córka golibrody siedziała w oknie, widać było po niej, że nie emanuje szczęściem jak zwykle, a wręcz przeciwnie. Spojrzała w stronę ojca i przez chwilę nawet miał wrażenie, że jej oczy rozjaśniły się na jego widok. A może było to tylko wrażenie?
- Ach.. Pan Todd.. W porządku.. Berto, mogłabyś zrobić mi jeszcze tej herbaty z melisą..? Dobrze na mnie działa.. - Berta oczywiście zgodziła się i zaraz zniknęła z pokoju, wtedy atmosfera się rozluźniła. Johanna oczywiście nie powiedziała jej o tym, że golibroda jest jej prawdziwym ojcem, dlatego w obecności kobiety należało się pilnować. Była pewna, że kiedyś na pewno to nastąpi, jednak.. w tej chwili dzięki Turpinowi, który jakby nie było był mężem Berty, miała dach nad głową. Bez względu na to jakim był człowiekiem i gdzie się teraz znajdował, zapewniał utrzymanie dla niej i dla Tommy'ego. Był właściwie jedynym źródłem pieniędzy, skoro teraz zabrakło jej narzeczonego. Od Todd'a nie zamierzała się prosić o żadne pieniądze, a tym bardziej o zamieszkanie pod dachem Pani Lovett, nawet jeśli była pewna, że w razie czego udzieliliby jej pomocy. Ale na razie prawda zwyczajnie nie mogła wyjść na jaw w szerszych kręgach. - Jak się czujesz..?
- Witaj. Mam coś dla Tommy'ego.. śpi? A Tobie chciałem oddać torebkę, którą Nellie wzięła kiedy ją zostawiłaś.. W środku jest rachunek, możesz jeszcze odzyskać swoje pieniądze.. Ja.. cóż, mogłoby być lepiej, nie ukrywam.. ale nie jest tragicznie.. - Postawił dużą torbę z prezentem dla wnuczka na podłodze, a torebkę zostawił na stoliku do kawy. Johanna zeszła z parapetu i usiadła w fotelu, wskazując ojcu miejsce na drugi. Sweeney zaraz usiadł i przyjrzał się córce, martwił go jej wygląd i tak smutna twarz.
- Tak, Tommy śpi.. choć pewnie niebawem się obudzi.. bo to jego pora na obiad..  Hm, dziękuję.. choć nie wiem, czy chce ją w ogóle teraz widzieć na oczy.. Dziękuję, ale nie musiałeś.. ciągle mu coś kupujesz.. - Zerknęła na postawioną torbę z prezentem, lecz wiedziała, że akurat prezentu dla jej syna nie może mu odmówić. W końcu był jego dziadkiem. - Oprócz Charles'a.. Ciebie.. jest jeszcze Bernard.. to co napisali o nim w dzisiejszej gazecie.. ech.. Całe szczęście, że zdążyłam ją ukryć zanim Berta ją odnalazła, nie chcę by dowiedziała się w taki sposób.. chociaż też nie powinnam ukrywać, że wiem co się stało.. Tylko z zewnątrz wygląda tak pogodnie, tak naprawdę jest załamana..
- Dziadkowie są chyba od tego żeby wnuków rozpieszczać, prawda..? Przecież to tylko drobiazgi, nie wydałem fortuny.. - Golibroda wysłuchał słów córki i delikatnie dotknął jej dłoni, na co uniosła swoje spojrzenie na niego. Zdziwił się, że Berta jeszcze nic nie wiedziała, myślał że do domu dotarła chociaż krótka wiadomość o zatrzymaniu Turpina? Najwyraźniej sam nie chciał żeby do tego doszło, nie chciał popsuć swojej opinii w oczach przybranej córki i żony, więc pewnie wciąż liczył na to, że uda mu się wyjść z tych tarapatów i tak po prostu wrócić do domu z jakimś marnym tłumaczeniem. - Johanno.. owszem, że nie jest dobrze dowiedzieć się o czymś takim z gazety.. ale nie uważasz, że wreszcie trzeba jej o tym powiedzieć..? A co jeśli wkroczy tu policja, powiedzmy żeby.. przeszukać dom.. Berta nie będzie wiedziała co się dzieje.. tak nagły szok może się dla niej źle skończyć, a nie zasługuje na to.. - Do pokoju ponownie weszła Berta, z tacką na której miała gorące napoje, ciasteczka, podgrzaną zupkę i miseczkę z gorącą wodą dzięki której można było ocieplić zupkę na wypadek gdyby Tommy obudził się później. Kobieta wyszła dość szybko, nie chciała przeszkadzać im w rozmowie i wtedy Johanna mogła odpowiedzieć ojcu.
- Jednak chyba sama sobie tego nie wyobrażam.. Wiem, że jeśli pojawi się tu policja, lepiej będzie gdy udam zaskoczenie.. inaczej dużo stracę w jej oczach.. choć już czuję się źle.. - Po chwili z pokoiku obok zaczęły dochodzić odgłosy świadczące o tym, że mały już się obudził. Johanna przeprosiła Todd'a i udała się tam. - Zaraz wracam.. - Sweeney odprowadził ją wzrokiem, po czym sięgnął po kubek z herbatą i rozejrzał się po pomieszczeniu. Na pewno było bardziej pogodne niż cała reszta innych, widać że to jego córka miała duży wpływ na dekorację ścian i wybór mebli. Zresztą miejsce, w którym znajdowało się dziecko nie mogło być ponure. Johanna zmieniła malcowi pieluchę i zaraz z dzieckiem na rękach pojawiła się z powrotem na kanapie. - Tommy.. powiedz Sweeney.. dziadek jeszcze nie powiesz, to za trudne.. - Chłopiec na widok mężczyzny uśmiechnął się, a kiedy wysłuchał powtarzanego imienia swojego dziadka sam wreszcie zdecydował się na próbę jego wymówienia. - Swee.. Swee...y.. - Sweetie na to zachichotał, wziął wnuczka na kolana i pocałował go w policzek. Sięgnął też po torbę, którą przyniósł i wypakował z niej bączek, który zakręcił na podłodze. Tommy chwilę przyglądał się nowej zabawce, a z każdym nowym wprawieniem jej ruch, był coraz bardziej roześmiany, że aż udzielało się to jego mamie i dziadkowi. Później zobaczył drugą zabawkę, z którą chodził po pokoju, a kiedy oboje udawali, że go gonią, wszystkim również towarzyszył wesoły nastrój.
- Na razie koniec.. pora zjeść obiadek.. Może podasz mu zupkę, hm..? - Johanna z trudem oderwała synka od nowej zabawki i wsadziła go do specjalnego fotelika, który przeniosła obok kanapy. Zerknęła na ojca z pytaniem, w końcu nie widziała żadnych przeciwwskazań by tak się nie stało.
- Oczywiście, tylko.. Nie wiem czy tak dobrze dam sobie radę.. Bardzo dawno tego nie robiłem.. - Spojrzał z dozą niepewności na miseczkę, która wylądowała w jego dłoniach i nabrał na łyżeczkę zupy, po czym skierował ją do ust Tommy'ego. - Proszę.. Za mamusię.. - Chłopca jednak nie trzeba było jakoś bardzo namawiać do jedzenia, nawet nie narzekał na to, że karmi go ktoś inny niż zwykle.
- Och bez przesady.. To nic trudnego.. Widzisz jak świetnie
sobie radzisz.. - Kobieta spoglądała z uśmiechem na ten obrazek. Chyba zwyczajnie cieszyła się na to, że jej synek ma dziadka, prawdziwego dziadka i to jeszcze bardzo młodego i w formie. Sweeney'owi wcale nie szło karmienie dziecka źle, po chwili rozgrzewki robił to jakby miał z takimi malcami do czynienia codziennie. Sama była pod wrażeniem jak świetnie mu to idzie. Johanna wytarła zabrudzoną buzię małego i podeszła do okna, tak jak miała w zwyczaju ostatnio robić. Nie spodziewała się zobaczyć tam czegoś interesującego, jednak kiedy tak obserwowała ulicę, spostrzegła mężczyznę, który dla niej wyróżniał się z tłumu. Nie wyglądał jakoś muskularnie, bardziej jak artysta, co sugerowała również dłuższa fryzura. Przemierzał ulicę wolno, nie spieszył się, rozglądał - bardziej jak turysta niż mieszkaniec. Ich oczy w pewnej chwili się spotkały. Mężczyzna zatrzymał się prawie wpadając na idącą przed nim kobietę i wpatrywał się w Johannę stojącą w oknie. Miał ochotę wejść do środka tego domu i dowiedzieć się kim jest. Blondynka jednak nawet mając na względzie to, że ten tajemniczy nieznajomy jakoś ją sobą zaintrygował, odwróciła się obiecując sobie, że nie będzie szukała teraz romansów i opuściła okno, by znów przysiąść obok golibrody i syna.

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.