SCM Music Player.

Bohaterowie.

piątek, 8 lipca 2016

Part 346.

Johanna kiedy przysiadła niedaleko ojca odezwała się zaraz, kiedy Sweeney kończył powoli karmić jej synka i uśmiechnęła się do niego łagodnie. Sweeney spojrzał na swoją córkę, która wyglądała na zamyśloną, poprzez mężczyznę, który przypatrywał się jej z ulicy. Lecz zaraz ocknęła się, kiedy poczuła że ojciec ją obserwuje i kiedy chciała zabrać głos Sweeney był pierwszy, a właśnie wycierał buzię wnukowi chusteczką. - Nie doszedł tu żaden telegram o Turpinie..? To dziwne, przecież zawsze o takich sprawach informuje się rodzinę bliskich, że ktoś został zatrzymany... że coś się stało, pojawia się ktoś w domu.. taka praca gońca... a tu naprawdę nic? - Zmarszczył czoło, a wtedy Johanna wstała ze swojego miejsca i podeszła do komody stojącej przy ścianie i zaraz uchyliła lekko szufladę po czym odwróciła się do ojca z niedużą kartką z szarego papieru. - Masz rację, był goniec... Przepraszam, ale ja nie potrafię powiedzieć jej prawdy, powiedzieć jej to, że Bernard wcale nie jest taki dobry, za jakiego uchodzi... Był goniec, jakieś dwa tygodnie temu... Przyszedł z tym.. - Powoli podeszła do Sweeney'a i podała mu do ręki telegram, który brzmiał tak. - "Sędzia Bernard Turpin aresztowany. Zatrzymany w Truro na stacji kolejowej. Obecnie przebywa w areszcie. Wkrótce nastąpi deportacja do londyńskiego aresztu-więzienia. - Telegramy nie były listami pełnymi emocji, tylko informacjami, które w kilku zdaniach miały zawrzeć to co się wydarzyło. Krótkie zdania, bez uczuć, emocji, współczucia, czy innego poczucia postrzegania danej sprawy zawartej w treści pisanej tego "listu".
Todd westchnął i zaraz zerknął na Johannę, gdy wyciągnął Tommy'ego z fotelika i usadził na swoich kolanach. - Powiedz mi co to da, że Berta się o tym nie dowiedziała przez ten czas? Telegram nie jest co prawda rozbudowany, nie ma w nim napisane dlaczego został aresztowany i tak dalej, nie ma w tym "Bardzo nam przykro.. ale Pani mąż został dziś, wczoraj czy jakoś aresztowany, bo coś tam..", ale to wiemy, prawda? Nadal nie rozumiem, że to ukrywasz.. Będzie lepiej, jak policja przyjdzie tutaj i powie o tym, że Turpin jest tutaj w areszcie i czeka na proces.. i że trzeba będzie się zgłosić na rozprawę? Nie będzie miała czasu na przetrawienie tej sprawy... Pomyśl jak ona się czuje, nie wiedząc o tym, co się z nim dzieje, nie daje znaku życia, nie pisze, nie wysyła żadnej depeszy, telegramy niczego.. Może to nie w moim stylu, ale żal mi tej kobiety... Johanno.. ja wiem, że to i dla Ciebie ciężki okres i że pewnie sama nie wierzysz w to co się dzieje.. Tym bardziej to, że wiesz kim jestem... Kim jestem dla Ciebie i trudno przetrawić ten temat.. A ja chciałbym pomóc... Chciałbym też wiedzieć, co z Charles'em..? Nie musisz odpowiadać.. Zajrzałem by sprawdzić, jak się czujecie po prostu.. Lecz pewnych spraw, nie da się zamieć pod dywan, tak sam to robiłem.. Ale bałem się, że mnie odrzucisz, że może zrobisz to, nie mam pewności do teraz... Marny ze mnie ojciec i dziadek..Dlatego nie zdziwiłbym się, gdybyś nie chciała mnie znać. - Uniósł spojrzenie na swoją córkę, która zaraz utkwiła i spojrzenie na nim.
Co prawda przechodziła ją taka myśl, mogłaby potrząsnąć teraz ojcem i wykrzyczeć mu w twarz, dlaczego tak długo to trwało nim przyznał się kim jest, ale nie potrafiła. Poza tym martwiła się o niego, jak i on o nią. Johanna bardziej z faktu czysto fizycznego ojca, który właśnie wstał z kanapy z wnukiem i przespacerował się z nim powoli po pokoju i podszedł do okna pokazując mu ptaszki, które śpiewały na drzewie, w końcu niedaleko od domu Johanny, tudzież Turpina, był park.
Poza tym chciał wiedzieć co jego córkę tak bardzo zaciekawiło przy oknie, no ale nic dziwnego się nie działo, poza tym, że ludzie przechodzili, czy ktoś z kimś rozmawiał. Wnuczek trzymał się dziadka i jedna rączką łapał za jego kołnierz od koszuli i się nią bawił. Johanna zaraz napiła się nieco herbaty z filiżanki i odezwała przyglądając się jej towarzyszowi i dziecku.
- Pozwól, że zacznę od Ciebie... Panie Todd... Sweeney... Wybacz, ale nie wiem czy kiedykolwiek będę mogła powiedzieć do Ciebie.. "Tato.." "Ojcze.." To zbyt trudne dla mnie. Zaczynałam, a raczej pogodziłam się z tym, że moi biologiczni rodzice nie żyją. Gdy byłam mała, sądziłam, że to Bernard jest moim ojcem, ale potem poznałam część tej prawy, albo i kłamstwa.. że nie żyjecie Ty i mama.. i że nie wiadomo, gdzie są wasze groby, chociaż sam wesz, gdzie leży mama..? - Sweeney pokręcił głową przecząco, w końcu nie miał o tym pojęcia, został wygnany z kraju, kiedy jego żona zmarła. - Widzisz, nie wiesz tego.. a chociaż szukałeś..? - Sweeney przytaknął Johannie, ale pozostawał milczący. - Powiedzmy, że w to wierzę.. Wybacz, ale nawet nie mam pojęcia jaką miłością darzyłeś mamę, nie mam Ci tego za złe... Wiem, że od niedawna kochasz Panią Lovett, a przynajmniej wcześniej nie widziałam, byś przejawiał względem tej kobiety jakieś większe uczucia. Nie mam zamiaru Cię wypytywać o wierność... wierzę, że nie jesteś taki jak Charles... Ale nie umiem wyobrazić sobie tego, że kiedyś usiądziemy przy wspólnym stole wszyscy szczęśliwi. Na święta, czy inne okazje, nie chcę udawać, że jest mi dobrze z tym jak się stało.. Chyba wolałabym wiedzieć w innych okolicznościach, o tym, że jesteś moim ojcem, niż tam na ulicy. Ale nie pomyśl, że myślę o Tobie źle, albo że wstydzę się Ciebie. Podziwiam Twój zawód, co robisz, jaki jesteś precyzyjny, może to dla niektórych nic takiego, ale bycie golibrodą to tak jakby dać drugiej osobie trochę wewnętrznego szczęścia i tego zewnętrznego oczywiście... wyglądu! - Kobieta patrzyła na ojca, gdy ten przysiadł na szerokim parapecie z wnukiem i Tommy patrzył przez dziadka ramię na ptaszki na drzewie czy ludzi. Lecz Todd jak i malec nie mieli pojęcia, że na ulicy ponownie pojawił się Anthony i widząc męską postać w oknie, a przynajmniej plecy jego, które nie mogły należeć do płci pięknej, troszkę go zasmuciły. Do tego dziecko? Oczywiście nie robił sobie żadnych nadziei, nie dało się zakochać w patrzeniu na kogoś przez kilka sekund zaledwie, lecz właśnie uświadomił sobie, że nawet jesli chciałby poznać tą niewiastę z okna, to chyba odrzuciłaby go z kwitkiem. Zapewne jej mąż siedział z ich dzieckiem przy oknie. Choć te włosy kogoś mu przypominały, no ale tyle mężczyzn miało i taką fryzurę, że nie skojarzył zupełnie, że to Sweeney Todd.
Sweeney ucałował policzek wnusia i przygarnął go przed siebie całując jego nosek, bo zaczynał sie wiercić i chyba dziadka ramiona go nieco nudziły, więc Johanna podała mu zabawkę, którą zabawiał dziecko, ale i słuchał córki jednocześnie.
- Nie jestem taki jak Charles... Kochałem Twoją mamę, nigdy jej nie zdradziłem. Nie potrafiłem pogodzić się z tym co odebrał mi Sędzia, mamę Twoją, Ciebie, wszystko, moje całe życie. A do tego to wygnanie z kraju, na roboty w Australii... byłem tam długo, robiłem rzeczy jakich nie chciałabyś oglądać, bycie niewolnikiem nie jest niczym miłym, ani czymś czym mogę się pochwalić. A gdy tu wróciłem, szukałem Cię, chciałem zemsty na Sędzim, nadal jej chce. Nie wierzę, że da nam spokój. Johanno, nie raz Twój "przyszywany ojciec.." od siedmiu boleści, stopował mnie, gdy tylko chciałem się do Ciebie zbliżyć. Aresztował mnie też jakiś dawniejszy czas temu, za rzekomo jakieś morderstwo.. i tak dalej.. Nawet w oczach Pani Lovett straciłem bardzo wiele, gdy podczas tego cholernego aresztu.. Wybacz Tommy, że dziadek tak brzydko mówi.. - Pocałował czółko Tommy'ego, a widział, że dziecko w jego ramionach tak naprawdę usnęło, przytulając się do ciała dziadka, a zaraz Johanna przyniosła kocyk z łóżeczka synka i zaraz okryła nim i Sweeney'a i swojego syneczka, którego pogłaskała po włoskach.
- ... Wtedy grasowali złodzieje, po okolicy, okradali domy, sklepy i pech chciał, że okradli sklep Pani Lovett, wynieśli co było cenne. Tak to było podczas jej nieobecności, kiedy musiała wyjechać do chorej ciotki, a ja miałem się wszystkim zająć. A co zrobiłem..? Nie przyznałem się do tego aresztowania, i wypuszczenia dosłownie chwilę wcześniej przed powrotem Nellie.. A ja co miałem zrobić, znów jak pies skamleć, że to nie moja wina..? Wpadam tylko w problemy... i tak cieszę się, że tamten problem ze sklepem Pani Lovett się nieoczekiwanie wyjaśnił, inaczej do dziś pewnie nie nienawidziłaby mnie za to, a ja pewnie nadal nie miałbym odwagi powiedzieć jej co się stało.. Mniejsza o to Johanno... i doskonale rozumiem, to że nie jesteś w stanie mówić do mnie inaczej, niż było to dotychczas, ja od Ciebie tego nie wymagam. Mów do mnie jak chcesz... byle tylko bez "Pana.." ... Johanno, ja rozumiem, że nie da się wszystkiego, a nawet części naprawić, w kilka dni, tygodni... Nie spiesz się z niczym... Mnie nie musisz wielbić, a nawet lubić, rozumiem to. - Todd spoglądał na Johannę, a zaraz wstał powoli z z parapetu i udał się powoli do łóżeczka wnuczka, gdzie położył go zaraz i też podeszła tam córka, po czym Sweeney zerknął na nią i odparł zaraz, jednak przenosząc dziecko na przewijak. - Zmienię mu pieluszkę, dobrze? Mogę? - Johanna uniosła lekko brew i przytaknęła choć niepewnie jakby, ale chciała zobaczyć, jak jej ojciec robi coś takiego, w końcu nie każdy to umiał robić, a mężczyźni zazwyczaj się tego bali. Zaraz też Johanna odezwała się do taty, kiedy szykowała czysta pieluszkę, czy posypkę na pupkę synka. - A Charles... Niestety to moja przeszłość, choć nadal go kocham. Wiem co zrobił, ale nie mogę tak z dnia na dzień powiedzieć, że go nie kocham, nienawidzę go za to co zrobił, co robił, za to co musiałam oglądać. Zabrał swoje rzeczy, zresztą musiałam go z Bertą postraszyć policją, wyniósł się, a co będzie z Tommy'm i jego kontaktami z ojcem..? Nie wiem. Na razie nie chcę by tu przychodził. Tak teraz ślub z Charles'em by nieco ułatwił kontakty z dzieckiem, ale miałabym brać ślub z kimś takim tylko po to? Nie ma mowy, poza tym pewnie byłeś wściekły, gdy wiedziałeś co Charles robi.. prawda? I nie chciałbyś mieć jego za swojego zięcia.. Widziałam, że burzyłeś się kiedy o nim mówiłam.. Ale teraz nie ma to już znaczenia.. Kochanie dziadek zmieni pieluszkę... - Uśmiechnęła się do synka głaszcząc jego rączkę, gdy zaczął się nieco rozbudzać i wiercić przy majsterkowaniu przy jego ubranku. A Sweeney właśnie rozpinał ciuszek wnuczka, aż pozbywał się jego brudnej pieluszki, potem umył ciałko wnuczka chusteczkami, robił to z precyzją i widać było, że dla niego było to coś normalnego.
Pewnie taki widok rozczuliłby Nellie, ale niestety nie było jej tutaj, bo pracowała w swoim sklepie. Gdzie miała co robić, bo jednak jej otwarcie sklepu wzbudziło sensacje, miała mnóstwo klientów, nawet Pan William's z naprzeciwka stał w oknie swojego sklepu ze skrzyżowanymi rękami na klatce piersiowej i z wyrazem twarzy jakby chciał wypowiedzieć wojnę kobiecie, bo jednak miał mały dziś utarg.
Julia obsługiwała gości, na sali, podawała im obiad, poza tym też trafiła się grupka młodych mężczyzn w wieku dwudziestu kilku lat, zapewne jakiś studentów, którzy chyba mieli dziś w planach dobrze się bawić, a przy okazji chcieli podroczyć się z kobietami. Pani Hoffman podeszła do tych ubawionych młodych mężczyzn i odezwała się zaraz. - Dzień dobry, co mogę Panom podać, zapoznali się Panowie z menu? - Kobieta czekał na zamówienie Panów, a zaraz jeden odezwał się do niej niczym jakby miał ją poderwać na swój hiszpański urok. - Witaj piękna. Nie sądziłem, że u Pani Lovett pracują takie piękności.. jestem Diego.. Mnie możesz zaserwować siebie i będę usatysfakcjonowany! - Julia spojrzała na mężczyzny bez wielkiej reakcji, czy nawet oburzenia i odezwała się zaraz. - Aha-mmm, a tak poważnie co podać...? Bez żartów dowcipnisie, inaczej poczekacie na swoją kolej i podejdę do was jak przestaniecie się zgrywać.. - Uuuuu... - Zaśmiali się na słowa Julii, a zaraz ku ich zaskoczeniu, że nie po flirtują dalej z Panią Hoffman, podeszła Pani Lovett i przejęła pałeczkę, odzywając się i wysuwając z fartuszka notes i ołówek. - Julio, proszę podejdź za ladę, dobrze.. a ja Panami się zajmę, znam ich, zatem co podać.. szarlotkę dla jednego z panów, dwie bajaderki i jeden sernik, do tego dwa razy kawa, raz cappuccino i jedna herbata z cynamonem? - Wszyscy w czwórkę byli zaskoczeni słowami Pani Lovett, a do tego jeden spojrzał niby tęsknie za Julią i szeptał do kolegi jej imię dalej żartując. - Ym... tak, a skąd Pani o tym wie..? - Skąd to wiem, bo zgodnie z dzisiejszym dniem, a że dziś jest czwartek, zawsze przychodzą Panowie mniej więcej o tej samej porze i jeszcze ani razu nie zmieniło się, żadne z Panów zamówień. Także proszę poczekać, niebawem wszystko podam, rozumiem, że żadnego obiadu nie będzie? - Oczywiście miało być tak jak kobieta powiedziała, oczywiście zapisała Nellie to zamówienie, by o tym nie zapomnieć, a jeden z młodych mężczyzn odparł. - To obiady też są u Pani..? Hehe, żartowałem, a co jest dobrego, może ja bym coś jednak zjadł! - Nellie spojrzała na mężczyznę, który poprawił swoją marynarkę i spojrzał na nią,niczym jakby miał poderwać właścicielkę sklepu, cóż lubił starsze od siebie kobiety. - Dziś barszcz czerwony z pasztecikami, krupnik i rosół. - Spojrzała na Vincent'a i uniosła lekko brew, jak zastanawiał się co mu bardziej zasmakuje i zaraz odparł triumfalnie. - Dobrze! To ja poproszę barszcz z Pani słynnymi pasztecikami..! Mrauwww! - Kobieta zapisała w notesie zamówienie na stolik numer 5 i zapytała czy jeszcze czegoś sobie życzą, ale podziękowali, choć już jeden zaczął podryw, ale za późno, bo Pani Lovett podeszła już do kolejnego stolika. Poza tym zastanawiała się jak miewa się Sweeney, miała nadzieję że wszystko idzie po jego myśli i nie stanie sie nic złego podczas jego powrotu do domu, do niej.
Westchnęła cicho i spojrzała przez okno, a zaraz zapisywała zamówienie na dwie kawy i ciastka, w końcu nie każdy jadł obiad, a poza tym też zupy w końcu w którymś momencie sie kończyły i zastanawiała się, czy nie przydałaby sie jej jeszcze jedna osoba do pracy, bo ona sama i Julia, musiałby bardzo dzielić się pracą, więc chyba powinna pomyśleć o nieco jeszcze szerszym personelu. Lecz na początek chciała zobaczyć, jak przez dwa miesiące będzie utrzymywał się utarg i czy będzie ja stać na to by wypłacać pensje, na tyle urzekające, że zostanie pieniędzy na opłaty i inne rzeczy, dla własnego i Sweeney'a pożycia. Choć zdawała sobie sprawę, że zarabiała tu więcej, niż golibroda, ale wiedziała, że Todd nigdy też nie straci klientów, bo to i do niego ustawiały się zawsze długie kolejki na golenie bród, wąsów, po prostu zarostu, czy to bujnego, czy krótkiego.
Nellie powoli wróciła do kuchni, by co nieco przygotować, poza tym i Julii też mówiła co ma przygotować, z ciast zza lady. A gdy podgrzewała barszcz zaraz znalazła się koło Julii i odezwała do niej, akurat miały nieco mniej ruchu w obecnej chwili. - Dopiero ponad godzina upłynęła od otwarcia drugiej tury dnia, a już mamy sporo gości, to naprawdę mnie zadziwia.. Ach te ciasta co mówiła o stoliku numer 5, gdzie siedzą te młode przyjemniaczki, sama ich obsłużę. Wiecznie chcą wzbudzić czyjeś zainteresowanie sobą, a mam wrażenie, że wiele do zaoferowania swoimi umysłami to nie mają... Hm.. Pana Todd'a też już nie ma ponad godzinę, mam nadzieje że dobrze się czuje. - Cicho westchnęła i zaraz napiła się łyczek herbaty spod lady, gdzie kobiety też robiły sobie co nieco do picia, czy zjedzenia. Potem możesz Julio sprzątnąć pierwszy stolik przy wyjściu dobrze, stoi już pusty, więc niech będzie czysty dla kolejnych klientów...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.