SCM Music Player.

Bohaterowie.

sobota, 30 lipca 2016

Part 350.

- Nie kochanie, nie chcę spodni na szelkach.. wtedy wszystko stałoby się trudniejsze, uwierz mi.. hehe.. Oczywiście, że pomogę.. ale najpierw odpocznij trochę w kąpieli, hm? Ja w tym czasie wczytam się w zalecenia lekarza.. No już po wszystkim.. - Nellie wreszcie ściągnęła bandaż z nogi mężczyzny i przyjrzała się ranie. Cóż, nie wyglądała ona dobrze, zwłaszcza po tak krótkim czasie od wypadku, ale miała nadzieję, że to prędko ulegnie zmianie. Zresztą w tym celu była maść i zimne okłady.
- Ach.. miałabyś pewne utrudnienia przy pomaganiu mi w pozbyciu się ubrań..? Wiesz Nellie.. kiedyś bym nie pomyślał, że aż tak bardzo Cię to interesuje, no ale jednak widać, że.. pozory mylą.. - Sweetie zaśmiał się i jednocześnie pogładził się po brodzie. Rzucił spojrzeniem na obolały fragment skóry, oglądany dziś już przez kolejną osobę i powoli wstał z łóżka, by skierować się do łazienki. Czekało go jeszcze wpuszczenie wody do wanny, dlatego jeszcze w tym czasie zdążył pokazać się kobiecie bez koszuli. Niby przypadkiem, niby celowo odniósł ją do pokoju, bo nie była jeszcze brudna do tego stopnia, by nie założyć jej kolejnego dnia. Wtedy Nellie wyjrzała spojrzeniem zza zapisek doktora i spojrzała na ukochanego charakterystycznym wzorkiem, jakby wcale nie miała go puścić do tej kąpieli, a raczej dalej realizować swoje niecne zamiary. Mimo to wiedziała, że na cokolwiek więcej byli dzisiaj zbyt zmęczeni. Dopiero teraz zaczęło dochodzić do niej to wykończenie, po tych wszystkich emocjach związanych z nowym otwarciem sklepu i wszystkim innym, co tylko zaprzątało jej głowę. Kiedy leżała już na łóżku, dostrzegła po drugiej jego stronie miesięcznik dla golibrodów, który zwykle czytał Sweeney i w tym momencie przypomniała jej się prośba Julii odnośnie zaopiekowania się zarostem jej męża przez Todd'a. Kobieta przejrzała pismo, w którym nie znalazła jednak nic ciekawego dla siebie, zaczęła ją przez to brać senność i zerknęła na zegarek wiszący na ścianie, na którym wybiła już 22. Pani Lovett ocknęła się dopiero gdy Sweetie znów pojawił się w sypialni, wtedy podniosła się z łóżka, zaraz wyciągnęła z szafki ręcznik i ułożyła go na poduszce, która znajdowała się pod zranioną nogą mężczyzny kiedy się już położył.
- Zanim założę opatrunek i bandaż.. posmaruję jeszcze tą maścią, dobrze..? Trochę się wchłonie i wtedy wszystko zasłonimy.. niech lek działa przez noc.. - Sweeney przytaknął na słowa kobiety i obserwował ją za każdym razem gdy sięgała po kolejną porcję maści ze słoiczka. Jej wyraz twarzy zupełnie się wtedy zmieniał i choć wiedział, że Nellie aż tak wiele wspólnego z medycyną nie ma, to i tak wyglądała dla niego jak profesjonalistka pracująca już wiele lat w szpitalu. Podziwiał ją, jej delikatność i precyzję jaką wkładała w każdy swój ruch, nie chcąc sprawić mu choćby najmniejszego bólu. Gdy skończyła, wytarła ręce w papier jaki sobie przygotowała, sprzątnęła co już było niepotrzebne i zawitała jeszcze do łazienki, by dokładnie umyć ręce po specyfiku. - Musisz jeszcze chwilkę wytrzymać kochanie.. zaraz pójdziemy spać.. - Usiadła na skrawku łóżka obok niego i chwilowo wewnętrznie zachwycała się nad tym, jak uroczo wyglądał w mokrych włosach, a był to widok zupełnie inny od codziennej fryzury. Sweeney dotknął jej dłoni i gładził ją swoim kciukiem, po czym odezwał się.
- Może jednak troszkę to przyspieszymy.. Zawińmy teraz ten bandaż i chodźmy spać..? Dziękuję Ci za to co dla mnie robisz.. ale przecież sama jesteś zmęczona Nellie.. Już nie przesadzajmy, jak opatrunek pojawi się chwilę wcześniej to nic się nie stanie.. Załatwmy to.. i chodź tu do mnie, dobrze..? - Sweeney spojrzał na kobietę, a po chwili podał jej wszystkie niezbędne do owinięcia rany rzeczy i Nellie zabrała się za to wiedząc, że inaczej będzie jej wiercił dziurę w brzuchu. Poza tym chciał mieć już z głowy ten zabieg, poniekąd przez to że wiecznie coś działo się z jego zdrowiem i wymagał opieki, którą stale nie chciał obarczać Nellie, tak samo jak ciągłymi zmartwieniami o niego.
- Za to jutro musisz przyłożyć lód.. trzeba o tym pamiętać.. Miałam Ci też powiedzieć, że mąż Pani Hoffman chciałby odwiedzić Twój zakład.. musisz mi jedynie powiedzieć kiedy byłbyś gotów go przyjąć..  No już dobrze, dobrze. Nie bądź taki niecierpliwy kochanie. - Za kilka minut, kiedy było już po wszystkim, kobieta usunęła z łóżka wszystkie niepotrzebne przedmioty, a golibroda założył dolną część swojej nocnej garderoby.
- Wiem, Nellie.. wiem. Naprawdę? W takim razie mógłby przyjść jutro, nie ma problemu. Och nie jestem niecierpliwy.. no może tylko troszeczkę..! - Oboje w końcu położyli się do łóżka i po chwili rozmowy Sweetie zgasił ostatnie źródło światła i przekręcił się trochę na bok, by móc przytulić do siebie ukochaną. Kobieta wtuliła się w jego tors, a on objął ją ręką, a drugą jeszcze przeczesywał włosy Pani Lovett, co znacznie pomogło jej w szybkim zaśnięciu. Pan Todd wreszcie sam oddał się w objęcia Morfeusza i tym samym oboje zakończyli ten dzień będący zarówno nieoczekiwanym spotkaniem z doktorem w domu Turpina i rozkwitem biznesu piekarki.
Pierwsze promienie słonecznego światła padły na twarz Nellie, która obudziła się w zupełnie odmiennej pozycji niż ta, w której usnęła. Nieco oddaliła się swoim położeniem od mężczyzny, przez co to tylko jej twarz przecinało słońce, które do Sweeney'a jeszcze nie dotarło. Kobieta powoli otworzyła oczy, zerknęła na zegarek wskazujący godzinę zmuszającą ją do wstania i cicho na to westchnęła, chcąc spędzić tu jeszcze trochę czasu. Mimo to poleżała jeszcze chwilkę, spoglądała na Sweetie'go w rozczuleniu nad tym, jak słodko spał. Znów przyłapała się na tym, że dokonuje takich obserwacji, lecz to po prostu było od niej silniejsze. Naprawdę subtelnie musnęła policzek mężczyzny, nie zamierzając go tym obudzić i cicho wstała z łóżka, by zabrać ze sobą suknię i udać się z nią do łazienki. Po odprawieniu porannej toalety, zeszła na dół by przyrządzić coś na śniadanie, no i oczywiście powoli szykować się do otwarcia sklepu. Dziś postanowiła zrobić naleśniki, czyli jedną z ulubionych opcji śniadaniowych Todd'a. Choć oczywiście usmażyła nieco dla siebie, a ze śniadaniem dla niego czekała. W ostatnich chwilach wolnego piła kawę w sklepowej części, skąd obserwowała poranne zamieszanie na ulicy, a nie umknęło jej również to, jak pod drzwi sklepu została podrzucona gazeta z bieżącymi informacjami. Nagłówek niestety znów tyczył się Turpina, mówił dokładnie że dzisiejszego dnia jego przybycie do londyńskiego Newgate jest pewne, choć zostaną zachowane wszelkie środki bezpieczeństwa, w obawie władz przed publicznymi wystąpieniami mieszkańców gotowych na zlinczowanie sędziego jeszcze przed dostarczeniem go do aresztu.
- Mimo wszystko mają rację.. miałbyś za dobrze, gdyby teraz cię zabili Turpin.. Powinieneś odsiedzieć swoje i poczuć gorzki smak swojego zachowania.. - Kobieta przejrzała jeszcze gazetę, po czym wróciła do kuchennej części, gdzie dopiekała się już kolejna partia pieczywa dla klientów, którzy niebawem mieli przybyć. Niebawem zjawiła się Pani Hoffman, a właściwie było to na prośbę jej szefowej, która oczekiwała jej pomocy choćby w wyłożeniu wypieków na reprezentacyjne lady. Gdy wreszcie wybiła godzina otwarcia, do środka lokalu zaczęły napływać wręcz tłumy londyńczyków, pragnące kupić swój ulubiony chleb czy bułeczki. Pani Lovett spokojnie obsługiwała każdego kolejnego klienta, choć dzisiejszego dnia wyjątkowo nie miała czasu na pogawędki z nimi, dlatego zdziwiła się kiedy pewien mężczyzna tak usilnie próbował doprowadzić do rozmowy polegającej na czymś więcej niż tylko zakupie ciasteczek.
- Hm.. może jeszcze poproszę te kokosanki.. i chlebek.. Hm.. czy tak poza tym.. mógłbym chwilę porozmawiać z panią.. w cztery oczy..? - Mężczyzna starał się złapać wzrok kobiety, kiedy pakowała pieczywo w papierowe torebki, jednak Nellie aż tak bardzo nie patrzyła na niego, a jak już patrzyła to w ten sposób, którym naprawdę się nie spoglądało na drugiego człowieka, bo myślało się zupełnie o czymś innym. Ona akurat myślała o tym, czy starczy jej wypieków dla tych wszystkich ludzi i czy nie należy jednak zwiększyć ich ilości w kolejnej partii.
- Oczywiście.  Yy.. słucham..? - Piekarka pomyślała już przez chwilę, że jest to jeden z tych studentów, którzy przychodzili tutaj raczej w roli zdobywców kolejnych kobiet, a nie by zjeść lub coś kupić. Dlatego też przez chwilę poczuła się niemalże oburzona na tą propozycję, że aż spojrzała na niego ze zmarszczonym czołem. Jednak po chwili rozpoznała w mężczyźnie jednego ze znajomych policjantów zajmujących się sprawą Turpina. - Ach tak. proszę zatem przejść za ladę.. Julio.. możesz na chwilę przyjść za kasę..? - Nellie jeszcze przyjęła pieniądze od policjanta i zaraz przeszła z nim trochę do tyłu, żeby odciąć się nieco od rozmawiających ludzi.
- Przepraszam panią, że przychodzę w taki sposób, a nie później.. ale nie mam czasu, a poza tym nie chciałem przeszkadzać państwu, zwłaszcza kiedy otworzyła pani swoją działalność.. A na pewno wolę szybciej dostarczyć tą wiadomość, niż zrobiłaby to poczta. - Sięgnął do swojej aktówki i wyciągnął z niej dwie koperty, na co kobieta odczuła pewien niepokój i zaintrygowanie. - Nie mam do przekazania nic przyjemnego, to wezwania do sądu, na rozprawę, będą państwo głównymi świadkami w sprawie.. i poszkodowanymi zarazem, zwłaszcza pan Todd. Pierwsza rozprawa odbędzie się równo za tydzień, do tego czasu załatwimy również wszystkich innych ludzi, którym sędzia kiedykolwiek wyrządził krzywdę, Wydaje mi się, że to tylko formalność i ustalenie tego ile Turpin spędzi w więzieniu, dlatego proszę.. niech się pani nie stresuje, choć wiem że to dość trudne zadanie. Jednak siła jest po naszej stronie, to nie ulega wątpliwości.
- Rozumiem.. nic się nie stało.. - Przejęła od niego koperty i dalej wsłuchała się w słowa policjanta, choć nie były one w żadnym stopniu pocieszające, w końcu wiązały się z powrotem do ich życia największego pierwiastka zła. - Dziękuję za informację.. No cóż, nie ma innego wyjścia niż się tam zjawić i mieć to za sobą, prawda? Taką mam nadzieję, że Turpin będzie jednym wielkim przegranym w tym wszystkim. Oby.. - Choć w rzeczywistości kobiecie aż zrobiło się słabiej na myśl o spotkaniu z Turpinem, zadrżały jej ręce, w których trzymała koperty, lecz starała się tego nie okazać.
- Jeśli wszystko pójdzie po myśli, będziecie mogli państwo nawet liczyć na odszkodowanie ze strony sędziego.. W końcu sprawił urazy nie tylko fizyczne, ale i psychiczne.. W każdym razie, gdyby miałaby pani jakąś sprawę, zna pani adres mojego mieszkania. Do zobaczenia za tydzień. - Policjant posłał kobiecie lekki uśmiech i wycofał się, a Nellie odpowiedziała mu tylko słowa pożegnania i poinformowała Julię, że potrzebuje chwilowej przerwy i za chwilę wróci. Przeszła do kuchni, gdzie nalała sobie szklankę zimnej wody i od razu się napiła. Spojrzała też na koperty i otworzyła tą, na której eleganckim pismem zapisane było jej imię i nazwisko. Koperty były dwie, ponieważ nie była ze Sweeney'em małżeństwem, a poza tym prawo miało takie, a nie inne uregulowania. Znajdowała się tam oczywiście prośba o przybycie do sądu w roli świadka o tej i o tej godzinie, konkretnego dnia. Oczywiście wiedziała, że to wreszcie nastąpi, ale teraz prawdziwie to do niej dotarło i ten urzędowy papier wydawał się być wrogiem. Był urzeczywistnieniem czegoś niechcianego, a zarazem nieuniknionego. Nagle w kuchni zjawił się Sweeney, jeszcze nieco zaspany, ale nie aż do tego stopnia, by nie zauważyć, że coś jest nie tak.
- Witaj kochanie. Jak się dziś masz? Wszystko w porządku.. wyglądasz jakoś blado.. - Przyjrzał się dokładniej kobiecie, aż podszedł do niej i pogładził jej policzek dłonią. - Coś się stało..? - Kobieta podała mu swoje wezwanie, a kiedy je przeczytał, sięgnął po kopertę z jego nazwiskiem i również odczytał treść pisma, po czym usiadł na krześle. - A jednak.. nie unikniemy tego.. ech. Lecz skąd w ogóle się to wzięło..? Listonosz chodzi o tak wczesnej porze..? Nellie.. nie stresuj się tym tak.. jeszcze wczoraj sama mnie uspokajałaś.
- Pojawił się ten policjant, któremu wcześniej opowiadaliśmy wszystko o Truro i nie tylko o Truro.. Wiem Sweeney, nic mi nie pomogą te nerwy.. Ale samo to, że Turpin wraca.. i znowu będzie blisko nas, nawet jeśli w więzieniu.. Nie chcę tego człowieka znać, nie chcę by dalej zatruwał nam życie choćby przez te rozprawy, wiesz..? A może już tam jest.. nie wiem.. każdego dnia piszą co innego w tej gazecie. Kiedy większość rzeczy się ustabilizowała, on znów musi się pojawić. Więzienie.. to za dobre dla niego.. powiedzmy, że wyjdzie za 20 lat.. ale wyjdzie.. a powinni go skrócić o głowę, choć nikt tutaj o egzekucji nie mówi.. - Po kobiecie widać było zdenerwowanie, niepewność, dozę niepokoju, że coś pójdzie nie tak. Jednocześnie miała i sklep do opanowania, do którego już właściwie powinna wracać, a w tym momencie chciała jedynie zamknąć siebie i golibrodę w miejscu z daleka od kłopotów i stresu. Sweeney cicho westchnął i wstał, próbując jakoś uspokoić jeden z tych ataków niepokoju, jakie rzadko się jej zdarzały, ale jednak zdarzały. Z reguły to ona pocieszała Sweetie'go, lecz zdarzało się i tak, że było zupełnie odwrotnie.
- Nellie.. przestań się tak martwić, dobrze..? Nie popadajmy w paranoję.. Kochanie, przecież nie będziesz tam szła sama.. tylko ze mną.. Sama powiedziałaś, że znajomości mu nie pomogą.. My mamy po swojej stronie dwóch policjantów, szpital i całą dokumentację z Truro, a i na pewno sporą część naszych znajomych i sąsiadów, którzy teraz nie muszą się już go obawiać i mogą donosić ile tylko zechcą.. Skąd pewność, że nie wyślą go do Tower..? Proces jeszcze się nie rozpoczął, nic nie wiemy.. A nawet jeśli Turpin już tu jest, nic Ci nie grozi.. mnie również.. bo siedzi za kratkami, dlatego nie przejmuj się tym. - Todd przytulił do siebie Panią Lovett i trwali w tej chwili aż do momentu kiedy Julia zjawiła się w progu kuchni prosząc o pomoc swoją szefową, której przerwa dość sporo się przeciągnęła. Choć kobieta zdążyła jeszcze musnąć usta Sweeney'a i przekazać mu, że ze śniadaniem musi się już uporać sam, choć jest już prawie całkowicie przygotowane.
Czas porannego otwarcia minął dość szybko, zwłaszcza przy tak dużej liczbie klientów, dzięki którym na półkach zostały praktycznie same okruszki. Kobiety razem posprzątały wszelki bałagan, no i oczywiście Nellie przekazała Julii, że jej mąż może odwiedzić zakład golibrody po południu. Sweeney po zjedzonym śniadaniu udał się na górę do swojego królestwa, gdzie pościerał trochę kurzu z mebli i jakby już mentalnie przygotowywał się na powrót do pracy, za którą tęsknił. Chociaż wiedział, że noga może mu odmówić posłuszeństwa i jeszcze trochę musi się z tym powstrzymać. Kiedy to zajęcie znudziło mu się, zabrał się za pisanie listu do rodziców. Miał naprawdę dużo do napisania, nawet wątpił, że skończy to w jeden dzień. Chciał poinformować o przykrych wydarzeniach z Truro, wygranym konkursie golibrodów, o rozwoju relacji z Johanną i nieco o jego wnuku (a ich prawnuku) oraz oczywiście o tym, że po powrocie z Newcastle jego związek z Nellie rozkwitł (to akurat musiał ubrać w specjalne słowa znając swoich rodziców), co zakończyło w jego życiu okres odcinania się od zawierania związków i ciągłego przeżywania przeszłości. Na piętrze za jakiś czas pojawiła się i kobieta.
- Sweeney..? Tu jesteś, tak myślałam. Zakładam, że pan Hoffman przybędzie razem z Julią, czyli gdzieś około 17.. Piszesz list..? - Zajrzała przez ramię Todd'a i podeszła do okna, nie chcąc mu przeszkadzać w tym co pisze poprzez czytanie.
- Tak, trochę posprzątałem w zakładzie. Wyśmienicie, dziś będę miał przynajmniej przez chwilę się kim zająć.. Tak, piszę.. inaczej niedługo zamiast listu pojawią się tu zaniepokojeni rodzice. Co to za hałas.. - Mężczyzna odłożył pióro i wstał, by zobaczyć przez okno skąd dochodzą tak donośne głosy ludzi. Oboje byli tym zaciekawieni, dlatego przeszli do zakładu, gdzie okno było sporych rozmiarów i widoczne były z niego różne ulice. Harmider zbliżał się coraz bardziej, a było to za sprawą tłumu wlewającego się we Fleet Street. Jednak coś było w nim nie tak, bowiem w środku znajdowała się figura otoczona przez władze, z widocznymi kajdanami na rękach i niezbyt reprezentacyjnymi śladami uderzeń na twarzy. Ludzie głośno krzyczeli imię owego mężczyzny, nie dało się więc nie dosłyszeć kim on jest. Do tego dało się usłyszeć, że pojazd, którym transportowany był więzień, został zniszczony w wypadku i prowadzą go do następnej czekającej dorożki. Pech chciał, że stało się to akurat w tej okolicy, gdzie najwięksi wrogowie Turpina mogli obserwować jego marsz pokutny, pełen wstydu i kierowanej w niego nienawiści. Spojrzenia pary spotkały się w jednym momencie, a na ich usta wkroczyły pełne satysfakcji i poczucia wyższości uśmiechy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.