SCM Music Player.

Bohaterowie.

niedziela, 25 września 2016

Part 355.

Przetarł zaraz brzytwę w ręcznik, który miał przy pasie uczepiony, spoglądał na twarz swojego klienta i kolejny ruch usunął zarost z jednego policzka Pana Hoffmana. A zaraz Todd zastanowił się chwilę i odparł przygotowując się do kolejnego ruchu. – Zastanawia mnie jednak to, że zakład Pana Satan’a… nie ma takiego wzięcia, przecież jego zakład jest dobry, nie robię mu reklamy oczywiście.. Ale swego czasu pracowałem u niego i wiem, że ludzie wychodzili zadowoleni.. Ale teraz proszę się nie ruszać, skończę golenie.. – Sweeney powoli kończył golić swojego klienta, co jakiś czas wycierał brzytwę w ręcznik by miał czyste ostrze przy kolejnym dotknięciu skóry mężczyzny, poprawił jeszcze zarost przy jego bakach, a zaraz wytarł mu twarz nawilżonym ręcznikiem, użył jeszcze nawilżającego kremu po chwili wmasowując w skórę Pana Hoffman’a i był gotowy. – Hm.. i jak lepiej troszkę? Trochę faktycznie Pan czekał z tym goleniem… - Robert się uśmiechnął i zaraz delikatnie pogładził opuszkami palców po swoim policzku, raz jednym, raz drugim. Poza tym zaraz Sweeney przyniósł lusterko by pokazać klientowi jak wygląda, zatem mężczyzna przeglądał się w lusterku, spoglądając na swój zarost. – Oooo o niebo lepiej, teraz moja żona powie, że wyglądam jak człowiek. Naprawdę i nie czuję podrażnienia.. ostatnio jak wyszedłem z zakładu nie pamiętam już u kogo, ale na pewno nie u Satana.. tam teraz wszystko zdrożało.. Pan tam pracował? No tak był tam okres, że kolejka była.. może to wtedy, nie wiem.. A kiedy Pan tam pracował? – Robert zmarszczył czoło, a Sweeney wycierał dłonie w ręcznik i powoli sprzątał, więc przewiesił ręcznik na ramieniu i wziął lusterko od klienta, poza tym mężczyzna mógł przejrzeć się w lustrze wiszącym na ścianie. – W takim razie cieszę się. Podrażnienie jest tylko wtedy, kiedy źle golibroda zacznie tak zwany rytuał golenia… Zdrożało? Golenie nigdy nie należało do tanich usług. Z latami może się to zmieni, ale teraz nie widzę na to szansy, jest kryzys gospodarczy. A pracowałem tam.. hm.. jakiś rok temu. Chyba. Sam już nie wiem, tyle rzeczy się działo, że poniekąd starałem się o tym zapomnieć. Satan mnie zwolnił, bo miałem taki okres dość nieszczęśliwy, że miałem kilka zwolnień… A nieważne, teraz mam tu swój kąt i mam nadzieję, że konkurencji wielkiej mieć nie będę.
Panowie rozmawiali ze sobą, Todd powoli sprzątał, no a Pan Hoffman chciał zapłacić za usługę Todd’a i zaraz wyciągał z portfela pieniądze, a gdy Sweeney ujrzał widok, jak wyciąga w jego stronę pieniądze odparł do niego. – Panie Hoffman.. dziś ta wizyta u mnie niech będzie gratisowa.. Hm? Dam Panu może jeszcze balsam do twarzy.. To zawsze trochę zmiękcza zarost… Do kolejnego spotkania będzie łatwiej wtedy, hm..? Dobrze wszystko jest? – Robert przytaknął głową, jeszcze pomiział się po swojej brodzie, od razu wyglądał młodziej i świeżo. Zaraz Sweeney podał mężczyźnie balsam z półki i uśmiechnął się lekko. - A balsam proszę nakładać rano i wieczorem po umyciu twarzy, ale kiedy jest już sucha. Balsam się wchłonie. A z goleniem lepiej nie czekać dłużej niż tak naprawdę tydzień, jeśli chce Pan całkiem zgolić zarost. Poza tym, zarost teraz jest średnio w modzie, bardziej baki, to tak. Ale wąsy, broda, to już bardziej dla panów po siedemdziesiątce.
Pan Hoffman był zaskoczony tym, że Sweeney nie chciał pieniędzy za usługę, a do tego jeszcze dał mu balsam do twarzy, co oczywiście chętnie wziął, ale nieco niepewnie, bo czuł się z tym troszkę głupio, że golibroda najlepszy w całym Londynie, nie wziął od niego pieniędzy. - Dziękuję Panu, Panie Todd.. ale naprawdę nie powinno tak to wyglądać, może chociaż zapłacę za ten balsam. Dobrze, dziękuję za balsam, będę go tak używać. Ładnie pachnie.. - Stwierdził, kiedy otworzył buteleczkę i powąchał ten kosmetyk. - Tak, jest idealnie. Hm.. czyli teraz raczej zarost nie jest za bardzo modny? Ja raczej ze względu na ten brak fachowej ręki nie goliłem się. W domu raczej tego nie robię. Nie jestem w tym zbyt dobry, kilka razy się też zaciąłem, nie chcę wyglądać jak pokąsany od brzytwy. To takie wie Pan.. dość nieudolne, by mężczyzna nie umiał o sobie zadbać i golił się dość niefortunnie, ale nie mam do tego wprawy.. Zresztą wolę jak właśnie golibroda to robi, a ja nie muszę bać się o każde zacięcie.. Choć właśnie w tym zakładach też się zdarzało, ale mam nadzieję, że Pan znajdzie dla mnie zawsze te 15 minut na to by pozbyć się, jak to moja żona mówi.. "Tego zbędnego futra na twarzy.." hm? - Sweeney zaśmiał się pod nosem i na chwilę zniknął do łazienki, przepraszając uprzednio swojego klienta, a zarazem i gościa. Lecz drzwi od łazienki miał otwarte i mówił nieco głośniej do Roberta, by go słyszał. - Niech Pan uzna to za zachętę by do mnie częściej zaglądać, kolejne wizyty będą płatne, ale ta zostaje za darmo. Balsam też w dzisiejszej darmowej cenie. Kosmetyki muszą ładnie pachnieć, inaczej kto by to chciał używać... Tak, teraz zarost nie jest modny. a takie kilkudniowe to już jest tak zwane lenistwo, albo niedbałość.. najgorzej jak mężczyźni mają już siwy zarost, wygląda to niezbyt estetycznie. - Todd sprzątał w łazience, mył miseczkę po mieszaninie dla klienta na jego twarz, czyścił i brzytwę. Czy prał choćby ręczniki. Potem przeszedł znów na zakład i tam nieco sprzątał, kiedy Robert czytał sobie jeszcze prenumeratę o brodach, wąsach i tym podobnym. W końcu Sweeney udostępniał je, po kolejnych numerach, jakie już przeczytał.
A niebawem oboje postanowili już udać się do kobiet i nie kazać im na siebie długo czekać.
Kobiety już piły swoje ciepłe napoje i rozmawiały, a kiedy Julia zobaczyła swojego męża, zaraz na jej ustach pojawił się szeroki uśmiech. Choć mimo to była w niej nuta smutku, poprzez to, że jej mąż niebawem straci pracę, ale i zaraz przez to, że ich związek był nieco rozchwiany emocjonalnie ostatnio i na tle finansowym i uczuciowym. - No proszę wreszcie wyglądasz jak człowiek.. W końcu widzę twarz mojego męża. - Sweeney spojrzał na Julię i uśmiechnął się lekko, a Robert przeszedł się po salonie dumny jak paw, bo od razu wyglądał młodziej bez zarostu na twarzy, który co jak co, ale jemu dodawał nieco lat. - Och, ja lubiłem swoją bródkę, ale już jej nie mam... Pan Todd mówi, że to nie jest modne by teraz mieć taki zarost.. - Zwrócił się do swojej zony, a zaraz Sweeney odezwał się spokojnym tonem głosu, w końcu był już trochę głodny i wypadało zjeść obiad. - Tak czy inaczej, teraz jest w sam raz... a kto jest głodny, poza mną hehe... hm? Pójdę podgrzać obiadek, wypadałoby coś zjeść.. A zarost to teraz najmniejszy problem.. bo go nie ma, do następnego razu oczywiście... - Przytaknęli mu na słowa, a Sweeney puścił oczko do Nellie i zaraz udał się do kuchni, w końcu chciał ja wyręczyć w tych czynnościach i sam chciał podać obiad do stołu.
Tym czasem w salonie dalej prowadzone były rozmowy, oczywiście Nellie chciała pójść do kuchni, ale Julia zaraz chciała ją zastąpić w kuchni pomóc Sweeney'owi. - Pani Lovett.. ja pomogę Panu Todd'owi w kuchni.. proszę odpoczywać i się nie nadwyrężać... Poza tym naprawdę nie trzeba było trudzić się dla nas obiadem, prawda Kochanie? - Robert oczywiście przytaknął zonie, przecież wiedział, że Pani Lovett jest poszkodowana i nie byli tu po to by zajmować im pół dnia, czy też szykować się dla nich z obiadem. - Oczywiście, naprawdę nie trzeba było. - Pani Lovett cicho westchnęła i uśmiechnęła się delikatnie, a gdy chciała wstać, to zaraz Julia powoli pognała do kuchni i było ją słychać aż w salonie jak zachwycały ją zapachy w kuchni. Pani Hoffman pomagała Sweeney'owi przy obiedzie, z nakładaniem choćby mięsa, a Sweeney odcedzał ziemniaki i spojrzał na kobietę, kiedy wdychała aromat sosu z mięsa. - Bo dla innych nie starczy hehe... Po prostu piersi z kurczaka z przyprawami... Pani Hoffman.. przepraszam bardzo, ale teraz czas na ziemniaki.. hehe.. i jeszcze mizeria...
Powoli oboje radzili sobie w kuchni, nakładając na talerze jedzenie, które powoli lądowało na nakrytym stole w jadali, gdzie powoli wszyscy się przenieśli. Poza tym Sweeney też zadbał o choćby napoje, jak sik wiśniowy, czy butelkę wina. A po kilku chwilach wszyscy już byli przy stole, by zjeść smaczny obiad. Na deser oczywiście było ciasto, czy ciasteczka, ale pierw liczył się główny posiłek, a nie tylko słodycze. Robert oczywiście z żoną byli nieco głodni, ale nie byli przy tym łapczywi by po chwili pałaszować obiad. Todd oczywiście proponował wino, czy sok, dla każdego według uznania. - Życzę smacznego... no jak mogliby państwo tylko przyjść do nas na pogaduszki, pora obiadu i o pustym żołądku to niezbyt miłe. Poza tym głodny człowiek, to zły człowiek. Prawda Kochanie..? - Nellie uśmiechnęła się do Sweeney'a i zabrała głos przed ich posiłkiem. - Och Sweeney.. dziś we wszystkim chcesz mnie wyręczyć.. Poza tym dziś chyba czeka nas jeszcze wizyta policji.. Och, denerwują mnie takie sytuacje, kiedy coś się takiego dzieje.. To wybicie szyby było w tak niefortunnym momencie, że naprawdę nie potrafią od tego uciec myślami.. A poza tym skoro mowa już o otwarciu sklepu w poniedziałek.. może Kochanie pomożesz Pani Hoffman, kiedy ja nie będę mogła.. Słyszała, jak dobrze radziliście sobie razem hehe.. och żartuję... Poza tym Sweeney w tym tygodniu teraz, otwiera już swój zakład.. Mam nadzieję, że nie przeforsujesz swojej nogi... A teraz życzę wszystkim smacznego i proszę mi wybaczyć, że dziś słaba ze mnie gospodyni.. poza tym Sweeney we wszystkim jakby mógł to by mnie wyręczył.. - Mężczyzna spojrzał na Nellie i uniósł kieliszek z winem po czym odparł. - Kochanie.. teraz nie myślmy o tym co złe.. ale obiecuje, że więcej się tak nie stanie.. A teraz ważne, jest byś była zdrowa.. Tak wyręczyłbym, bo wiele razy to Ty wyręczałaś mnie... - Julia spoglądała na nich spokojnie po czym westchnęła, właśnie tego dopieszczania brakowało jej między innymi w związku z Robertem, który raczej nie zauważał tego, że w ich małżeństwie wypalił się ten czar namiętności, chęci bliskości, popadł w rutynę, która była pomiędzy domem, a pracą, mimo że teraz jedno z tych ważnych ogniw tracił. - Mmmm jakie to miłe, mieć w drugiej osobie oparcie.. a sklepem proszę się nie martwić, ja naprawdę sobie poradzę.. Pan Todd niech odpocznie. Poza tym niebawem skoro sam otwiera swój zakład... Na pewno będzie mieć Pan pełne ręce pracy, hm..? Lecz nie ukrywam, że tak naprawdę denerwuje mnie sklep Pana William'sa ciągle wymyśla nowe smaki ciastek, bułek i nie tylko, by tylko prześcignąć Panią.. nie ukrywał, że niegdyś kupowałam tam pieczywo, czy inne rzeczy, jak Pani sklep był zamknięty... czy gdzieś indziej, jak miałam bliżej.. Lecz nie wszystkie te wypieki są aż tak bardzo smaczne. Bułki nadziewane grzybami i pietruszką, nie smakowały mi tak jak powinny...
Powoli oczywiście zajęli się jedzeniem obiadu, ale i rozmowami, Panie przede wszystkim miały swoje tematy, ale i panowie znaleźli coś dla siebie, ale te rozmowy nie raz przenikały się, że każdy rozmawiał z każdym. - Planujecie państwo wyjechać nad morze...? Kocham morze, mój dziadek był rybakiem, zawsze gdy byłem małym chłopcem zabierał mnie ze sobą na połów... Pamiętam, że wstawał o 4 rano i już się szykował, by o świcie wypłynąć łódką i zacząć swój połów.. Czasem je sprzedawał.. kiedy było dużo ryb, ale kiedy było ich dość mało, były po prostu przygotowywane na obiad... - Słuchali Roberta, jak mówił o swoim dziadku, obiad każdemu smakował więc słuchali tego, jeszcze z większym apetytem. Potem na stole, ale już w salonie, gdzie się przenieśli, pojawił się i deser w postaci ciasta i ciasteczek, ale jeszcze do jabłecznika, który był nieco pogrzany, Sweeney nałożył po dwie gałki lodów, które ostatnio kupił, a że były śmietankowe to pasowały do ich ciasta. - Nad morze..? Tak.. ale jeszcze nie teraz, najpierw niestety przed nami gorsze chwile jak proces sędziego Turpina, na którym musimy być.. A z czasem, na pewno w tym roku pojedziemy nad morze, poza tym Sweeney'a rodzice mieszkają nad morzem.. więc Pewnie ich odwiedzimy.. prawda? - Sweeney zaraz przytaknął na słowa kobiety, kiedy właśnie przyniósł napoje na tacy i stawiał przed każdym odpowiedni napój, czy to kawa czy herbata. - Tak, tak, na pewno.. jak nas nie zamęczą hehe.. Nad morzem na pewno jest lepsze powietrze niż tutaj.. szkoda, że Londyn nie mieści się nad morzem, byłoby idealnie.. a tak mamy tylko Tamizę... - Wzruszył ramionami, a Julia rozmarzyła się, bo kochała jeździć nad morze, choć dawno tam nie była niestety. - Pobyt nad morzem, jest taki uroczy, mnie zawsze marzył się dom przy plaży, a właściwie na wydmach... Lecz dawno tam nie byłam. Byliśmy nad morzem ostatnio jak byłam w ciąży z pierwszym dzieckiem, to już trochę czasu temu....Ale wspominam to bardzo mile.. Te kosze w których można sobie posiedzieć na plaży.. prawda..? Dalej są? Nie każda plaża to chyba oferuje.. ale przeważnie są takie schrony.. - Julia rozmarzyła się i spojrzała na swojego męża, który przytaknął lekko głową, ale nie miał aż tak artystycznej duszy, jak kobieta, czy nie odczuwał tak głęboko wspomnień jak jego małżonka i dla niego wyjazd nad morze, był po prostu wyjazdem nad morze, niczym więcej. Jedynie odpoczynkiem od obowiązków. Specjalnie przyglądała się Sweeney'owi co myślał on o takim wyjeździe i właśnie odparł. - W tym roku na pewno pojedziemy nad morze.. potrzeba trochę powdychać jodu, poczuć tą bryzę na twarzy, kiedy tak wieje wiatr, czasem da się to odczuć.. i zakraść się nocą do latarni morskiej.. podobno to takie schadzki zakochanych w takich miejscach się odbywają, cokolwiek to znaczy... Poza tym popłynąłbym gdzieś, nawet połowić ryby.. takie miejsca, jak pełne morze, czy pole, czy plaża, to doskonałe miejsca na własne refleksje i przemyślenia... Może ognisko uda nam się zrobić z rodzicami na plaży... Ale póki co nie wiadomo, kiedy się tam wybierzemy, może na jesień, to już nie będzie tam tak ciepło... - Wzruszył ramionami, mimo to przecież planować sobie mógł, nawet jeśli jeszcze do wyjazdu nad morze było dosyć daleko. Najchętniej zabrałby ze sobą córkę i wnuka, ale nie śmiałby nawet pytać o wspólny wyjazd. Nie w takim krótkim czasie, ale może za rok, czy dwa, uda im się pojechać tam razem. 

niedziela, 11 września 2016

Part 354.

- W takim razie.. możemy się dzisiaj spodziewać Pana w domu..? Tak po prostu chciałbym wiedzieć.. bo jednak nie tylko policja w związku z tą sprawą nas odwiedza, ale i goście.. - Golibroda zapisał adres szklarza na kartce, jak i jego imię i nazwisko. Cisnęły mu się na język słowa, którymi odciąłby się mundurowemu, lecz i nie mógł też przesadzić, by sobie nie narobić oddzielnych kłopotów. Chwilowo musiał się powstrzymać, choć podejście tego człowieka do sprawy było niezbyt pocieszające, a i trochę mijające się z logiką. W końcu gdyby zostawili okno bez szyby na noc, do środka mógłby wejść ktoś, kto z polecenia Turpina chce im zaszkodzić. Gdyby zaś od razu pobiegł na policję.. Kto wie, może tajemniczy napastnik przystąpiłby do dalszego ataku na Nellie? Jedno było pewne - pomocniczy policjanci z  Truro nie byli obecni w tej chwili na komisariacie, a ich londyńscy koledzy nie byli tak samo przychylni.
  - Chciałbym jeszcze porozmawiać z Panią Lovett.. poznać jej wersję wydarzeń.. Niektóre sprawy mają wyższą rangę od innych, może to niezbyt dobry czas na przyjmowanie gości.. Lecz będę mieć na to czas dopiero późniejszym popołudniem.. Czy ktoś jeszcze pomagał państwu podczas wczorajszego dnia? - Sweeney chwilowo popatrzył na policjanta z niedowierzaniem, przecież wersja Nellie była taka sama, jak jego. Ale nie chciało mu się już więcej tego komentować.
- Tak, pomogła przyjaciółka Pani Lovett.. - Todd zapisał również dane Isabel. - Poza tym wystarczy udać się do szpitala, tam raczej odpowiedzą na pytania, w jakim stanie przyjęli Nellie.. wszystko jest w dokumentach. - Czuł znów bolesność ciała przez ostatnie zdarzenia, zatem nie miał wyjścia jak kolejny raz wziąć dorożkę, dlatego też dość często nią podróżował, a to głównie z powodu wciąż dokuczającej nogi. - Odłożył pióro do kałamarza i spojrzał raz jeszcze na policjanta.
- Aha, dobrze.. W takim razie to na tyle. Do widzenia, Panie Todd. - Sweeney włożył swój płaszcz, mruknął słowa pożegnania i wyszedł na zewnątrz. Ta wizyta jakoś nie napełniła go optymizmem, bo skoro można było liczyć na taką "pomoc", to równie dobrze można było uciekać daleko za Londyn i zacząć wieść spokojniejsze życie. Może to byłoby dobrym rozwiązaniem? Tak czy inaczej, po opuszczeniu komisariatu miał mętlik w głowie, nieco stracił humor. Udał się jeszcze do sklepu i apteki, a potem udał się do dorożki by odciążyć bolesność swojej dokuczającej nogi. Wkrótce miał się wybrać na kontrolę do doktora, jednak póki co miał na głowie inne sprawy.
Zastał Nellie w salonie, kiedy czytała książkę w fotelu. Widać było po niej, że jest już nieco zmęczona brakiem towarzystwa i rozpromieniła się na jego widok.
- Wreszcie jesteś Kochanie.. Hm, starałam się tu troszeczkę posprzątać przed przybyciem naszych gości i myślę, że nie jest już tak tragicznie, prawda..? Ale tak naprawdę nudziłam się siedząc tutaj bez Ciebie.. Udało Ci się załatwić, to co chciałeś..? - Nellie włożyła w książkę zakładkę i odłożyła ją na stoliczek, by spojrzeć na mężczyznę.
- Nie musiałaś sprzątać, przecież nie ma bałaganu.. Wiem, że nie lubisz się nudzić Nellie, ale musisz teraz odpoczywać. Tak, załatwiłem. Zrobiłem małe zakupy i.. odwiedziłem też komisariat policji. Jednak. - Usiadł na kanapie, a jednocześnie utkwił swój wzrok na wzorze widniejącym na obiciu kanapy. - Naszego policjanta niestety nie zastałem, za to rozmawiałem z takim cholernie chętnym do pomocy, że szkoda gadać.. Wszystko było dla niego problemem.. Wiem, że jeśli szyba jest wstawiona to teraz wychodzi na to, że nic się nie wydarzyło, ale.. czy tak ciężko zrozumieć, że jest tu zbyt wiele cennych rzeczy żeby zostawić na noc dziurę, będącą świetnym wejściem dla złodzieja czy kogokolwiek? Poza tym w środku jesteśmy my.. i nie chciałbym kolejnej krzywdy.. A nie da się ukryć, że Turpin zaczął ostro.. i zaczynam obawiać się, co może jeszcze mu przyjść do głowy.. zwłaszcza jeśli ma teraz dużo czasu na myślenie.. - Nellie zdziwiła się na słowa mężczyzny, że jednak zdecydował się pójść na policję. Przy okazji wyjaśniło się dlaczego nie wracał przez dłuższy czas. Kobieta wstała z fotela i powoli przeszła na kanapę, by usiąść obok ukochanego.
- Sweeney.. ech.. Z jednej strony podoba mi się, że tam poszedłeś i nie chcesz zostawić tej sprawy bo zostałam pokrzywdzona, ale.. myślałam że damy już sobie z tym spokój.. Za kilka dni rozprawa i będzie można powiedzieć o tym wszystkim komuś wyższemu niż ten policjant, z którym rozmawiałeś.. Mam nadzieję, że kartka od Turpina nie zginie i jednak pozostanie dowodem.. Zostawiłeś ją tam, prawda..? - Pani Lovett dotknęła dłoni Todd'a i pogładziła go po niej kciukiem. - Nie myśl, że jestem zła, ale po prostu mamy już za dużo zmartwień na głowie i nie chcę żebyś teraz denerwował się na tego policjanta.. to już nic nie zmieni.. A jak z Twoją nogą..? Chwilowo zeszła na drugi plan, a pewnie warto dziś posmarować ją tą maścią.. - Zerknęła z troską w kierunku zranionego miejsca na ciele golibrody, po czym jej spojrzenie spotkało się ze spojrzeniem mężczyzny.
- Nie można tak tego zostawić bez większego komentarza.. Nellie, ja zwyczajnie boję się o to, co może się jeszcze wydarzyć do rozprawy.. Liczyłem na jakąś pomoc, a widocznie tylko nie potrzebnie się łudziłem.. Tak, zostawiłem kartkę jako dowód. Cóż.. chyba nie dam rady wyzbyć się tego z głowy choćbym chciał.. przez to, że nawet w domu nie jesteśmy już bezpieczni.. Coraz częściej nachodzą mnie myśli, że może lepiej byłoby po prostu wyprowadzić się z Londynu..? Ale to byłoby niczym innym, jak ucieczką od ludzi Turpina.. od niego.. poza tym tutaj ułożyliśmy sobie życie, musielibyśmy startować od nowa.. - Ścisnął delikatnie rękę kobiety i westchnął. - Tak, dziś można zająć się trochę nogą.. wciąż jest jeszcze trochę do idealnego stanu.. Ale zanim to, mamy jeszcze wizytę pani Hoffman i jej męża, no i pewnie odwiedzi nas ten gliniarz, u którego byłem.. Mam nadzieję, że chociaż wieczór będziemy mieć dla siebie. - Sweeney musnął policzek kobiety i spojrzał na zegarek wskazujący godzinę dwunastą. - Myślę, że możemy zająć się przygotowaniem obiadu, potem poczekamy na naszych gości.. - Po kilku chwilach spędzonych jeszcze w salonie, udali się do kuchni, by przyrządzić coś ciepłego na przybycie państwa Hoffman, choć nie spieszyli się z tym jakoś wyjątkowo.
Za około półtorej godziny w domu rozległo się pukanie do drzwi. Oboje zaraz znaleźli się u ich progu i wpuścili do środka gości.
- Dzień dobry, Pani Lovett! Jak się pani dziś czuje..? Byliśmy tutaj rano, ale tylko Pan Todd był na nogach.. - Robert pomógł żonie zdjąć jej okrycie wierzchnie, zdjął również swój płaszcz i podał na przywitanie rękę golibrodzie. - To mój mąż, Robert.
- Bardzo miło mi Panią poznać. - Mężczyzna zaraz schylił się i musnął dłoń właścicielki sklepu, na co ona sama aż się zdziwiła. - Przykro mi z powodu wczorajszego wypadku. Gdyby było to w jakiś sposób pomocne, jesteśmy gotowi z Julią zeznawać przeciwko sędziemu.
- Dzień dobry. Mi również miło. Cóż.. nie czuję się rewelacyjnie, zwłaszcza że odczuwam ból przy każdym ruchu.. lecz do wesela się zagoi, prawda? Przynajmniej mam taką nadzieję. Może przejdziemy do salonu..? Och nie wiem, czy warto byście się państwo angażowali w proces.. - Cała czwórka przeszła do salonu, gdzie zasiedli na kanapie i fotelach. - Właściwie nie jest to już tajemnicą, że wczorajsze wybicie okna na pewno stało się z polecenia Turpina, mimo wszystko ma swoich ludzi, którym pewnie naobiecywał worki pieniędzy po wygranym procesie, byle tylko załatwić wszystkich jego przeciwników.. Dlatego nie wiem, czy chcą się państwo narażać na poniekąd takie niebezpieczeństwo.. Chociaż oczywiście doceniam chęć pomocy, ale to trudna decyzja, wiążąca się być może z przykrymi skutkami.. - Piekarka spojrzała dość poważnie na małżeństwo. Zastanawiała się, czy jest to zupełnie bezinteresowna pomoc, czy być może Julia liczy przez to na większą pensję, mającą być nagrodą za takie poświęcenie? Sama nie wiedziała, co o tym sądzić i zerknęła nieco bezradnie na Sweeney'a, który jak dotąd za bardzo nie zabierał głosu. Todd odczytał to spojrzenie i odezwał się.
- Hm, panie Robercie.. może udamy się na górę, odświeżyć nieco pana wygląd..? Po co dalej z tym zwlekać.. Panie sobie w tym czasie porozmawiają odnośnie sklepu, a potem zjemy obiad. - Hoffman oczywiście przystanął na tą propozycję i zaraz obaj panowie udali się na pięterko, choć golibroda zdążył jeszcze puścić oczko do Nellie.
- Napijesz się czegoś, Julio..? Sweeney przekazał mi, że rano zastanawiałaś się, co teraz ze sklepem.. Sama jeszcze nie zdecydowałam, dlatego jestem otwarta na twoje propozycje.. Dziś mamy sobotę, więc jeszcze kawałek wolnego jest do poniedziałku, ale i tak chyba wolałabym zostać te trzy, czy cztery dni na zwolnieniu.. Chyba lepiej wyleczyć się raz, a dobrze, a nie za jakiś czas znów rzucać pracę przez zły stan zdrowia.
- Nie, na razie dziękuję. Tak. Oczywiście, że lepiej w ten sposób, niż potem zawieszać działalność lokalu. Tyle, że.. z tego, co wiem w piątek rozprawa.. więc sklep też nie będzie mógł funkcjonować.. Powiedzmy, że plus cztery dni zwolnienia to zostaje cały tydzień zamknięcia sklepu. Nie licząc soboty. Myślałam, że.. być może rano mogłabym otwierać piekarnię, a obiady wróciłyby dopiero z pani powrotem.. - Zaproponowała Julia, choć widziała w spojrzeniu swojej szefowej niezbyt wielką pewność, co do tego pomysłu.
- Doceniam tą chęć do pracy, to naprawdę wielki plus.. Lecz prowadzenie nawet jednej zmiany lokalu to spore wyzwanie.. Właśnie dlatego zdecydowałam się na zatrudnienie pomocy. Po ostatnich dniach zastanawiałam się, czy nie potrzeba nam jeszcze jednej osoby.. Nie da się ukryć, że te poranne tłumy są trudne do szybkiego obsłużenia.. Jeśli dałabyś radę sama przygotować całe pieczywo, a potem radziła sobie z klientami przez kilka dni - nie mam nic przeciwko. Jednak nie jestem pewna, czy to już ta pora, by puszczać cię na tak głęboką wodę.. To wszystko wymaga na pewno dużo wcześniejszego przybycia tutaj i sporych pokładów cierpliwości, wraz z umiejętnością opanowania stresu, kiedy któryś z klientów zacznie się denerwować, a kolejka będzie sięgać aż do drzwi.. - Pani Lovett spoglądała uważnie na swoją pracownicę. Widziała, że bardzo jej zależy na tej pracy, przez co sama zaczęła się zastanawiać, czy ma jakieś kłopoty i wyjątkowo potrzebuje pieniędzy? Przecież nie wypadało zapytać tak wprost.. Jednakże nawet jeśli była w stanie pozwolić pani Hoffman na samodzielne prowadzenie piekarni, wciąż martwiłaby się na skargi klientów przez wolną obsługę. Nellie nie chciała, by opinia o jej sklepie się pogorszyła.
- Ja.. Mam świadomość, że prowadzenie sklepu samemu nie jest wcale takie proste, jak niektórym może się wydawać, ale.. myślę, że jestem w stanie tego dokonać.. Powiem wprost.. Fabryka, w której pracuje Robert.. ech.. wkrótce zostanie zamknięta.. Dlatego nie mogę sobie pozwolić na zmniejszenie lub kompletny brak dochodów.. Moja praca uratuje nas w czasie, kiedy Robert będzie szukał innego miejsca.. Gdybyśmy jeszcze byli sami.. ale mamy trójkę dzieci.. Rozumie pani.. Jestem gotowa pracować przez ten tydzień za obniżoną stawkę, ale błagam.. niech nie zamyka pani sklepu na cały tydzień.. Dam z siebie wszystko, by nie rozczarować pani i klientów.. - Julia przesiadła się z fotela na miejsce obok Pani Lovett i patrzyła jej w oczy z nadzieją, że jednak nie pozbawi jej pracy na ten tydzień.
- Ach.. rozumiem.. W takiej sytuacji oczywiście, że zostawię otwartą piekarnię. Trzeba było mówić tak od razu, nie miałabym serca postąpić inaczej. Lecz czy teraz nie warto przesunąć otwarcia o jedną godzinę do przodu..? Trzeba jeszcze przygotować wszelkie wypieki.. To już zależy od ciebie, Julio.. - Nellie uśmiechnęła się do kobiety, nie sądziła że razem z mężem znalazła się aż w tak trudnej sytuacji. Nie podejrzewała nawet, że mają trójkę dzieci, przecież wyglądali na dość młode małżeństwo. Jednak nie mogła zostawić pani Hoffman tak na lodzie, choć oczywiście nie mogła też zapewnić jej pełnej tygodniówki przez następne dni, ponieważ wiązałoby się to z pewnymi stratami, skoro restauracja nie miała na razie funkcjonować.
- Dziękuję, naprawdę dziękuję.. jest pani aniołem..! - Julia dotknęła dłoni Pani Lovett i ścisnęła ją w podziękowaniu, mając jednocześnie ogromną wdzięczność w oczach. - Tak, można trochę przesunąć otwarcie.. Bo nie chcę tutaj przychodzić o siódmej i państwa budzić, przecież ktoś musi mi otworzyć.. Za to dziewiąta.. to już nie taka wczesna godzina, prawda?
- Proszę nie przesadzać, naprawdę.. Mam nadzieję, że mąż znajdzie szybko nową pracę i państwa sytuacja wróci do normy.. Dobrze, w takim razie widzimy się w poniedziałek o 9.. Muszę jedynie napisać to na tabliczce sklepu, żeby klienci nie przybyli za wcześnie. A teraz.. póki panowie są jeszcze na górze, może napijemy się kawy, herbaty..? - No i tak kobiety przeszły wspólnie do kuchni, Julia nie pozwoliła Nellie na to, by sama tam wszystko przyrządzała, bo przecież wiedziała, że kobieta na pewno rewelacyjnie się nie czuje i zamiast odpoczywać w łóżku, ma gości.
W tym czasie Pan Todd i Pan Hoffman tak samo rozmawiali i ze względu na to, trochę przeciągnął się ten tradycyjny czas golenia.
- Mógłbym pana o coś zapytać..? Tak naprawdę większości moich klientów nie kojarzę z wcześniejszych czasów, a nagle chcą odwiedzać właśnie mnie.. Szczerze mówiąc pana również nie kojarzę.. Czy w innych zakładach mają gorsze warunki.. nie przykładają się..? - Sweeney nałożył kolejną warstwę pianki na twarz mężczyzny, po czym naostrzył brzytwę na specjalnym pasie. Właściwie zrobił to też dlatego, aby dać Hoffmanowi więcej czasu na odpowiedź, kiedy jeszcze nie przyłożył ostrego narzędzia do jego twarzy.
- Jeszcze niedawno odbył się ten konkurs na najlepszego golibrodę.. Wtedy cały Londyn usłyszał o panu. Dużo razy chciałem odwiedzić właśnie to miejsce, przekonać się jak to jest być ogolonym przez kogoś wybitnego w swojej dziedzinie, ale zakład stale był niestety zamknięty.. Ostatecznie musiałem kilka razy odwiedzić inne zakłady, prowadzone przez moim zdaniem niezbyt doświadczonych ludzi.. Nie zdarzyło się abym wyszedł z nich bez zacięcia.. To nie profesjonalizm, a wręcz przeciwnie.. Dlatego kiedy usłyszałem, że zaraz nad miejscem pracy mojej żony, znajduje się pański zakład, postanowiłem nawet dłużej poczekać, ale już nie odwiedzać tamtych miejsc.. - Robert spoglądał na to, jak Todd staranie ostrzy swoją brzytwę. Był dla niego pełen podziwu, choć to była jego pierwsza wizyta u golibrody. Widać jednak, że reklama po konkursie zadziałała na tego człowieka.
- Miło mi to słyszeć. Taka prawda, że większość golibrodów nie ma do tego wyjątkowych zdolności i kierują się jedynie zarobkiem, a nie zadowoleniem klienta.. Słyszałem już dość sporo takich skarg, ale mam nadzieję, że kiedy otworzę znów zakład, skończą się te wszystkie niezadowolenia i każdy pan będzie wychodził na ulicę zadowolony.. - Todd przystąpił do dalszego golenia. Przy tym przynajmniej uciekał od swoich problemów, skupiał się na tym aby nie zaciąć klienta, a nie na problemach z Turpinem.

czwartek, 8 września 2016

Part 353.

- Martwi mnie to co się wydarzyło Nellie. Jesteś poszkodowana, poraniona, to nic dobrego, a my powinniśmy zgłosić to na policję co się stało, byłby to kolejny dowód w sprawie. Ja wiem, że te inicjały mogą oznaczać więcej ludzi, ale to co tam jest napisane, świadczy tylko o Turpinie, a nie kimś innym, przecież z nikim nie drzemy kotów. A Charles to inna sprawa, poza tym nie podpisałby się inicjałami Turpina, bo i tak wie tyle co nic o tej sprawie. - Sweeney troszkę zachowywał się tak, jakby chciał przeprowadzić własne śledztwo w tej sprawie.
Nellie się to podobało, byle tylko Sweeney naprawdę nie chciał zagłębić się w tą sprawę, uważała, że powinni zostawić to odpowiednim władzom, a zgłoszenie tego wydarzenia na policję, obawiała się że jest już za późno.
Lecz nim chciała coś powiedzieć to znów mężczyzna ją wyprzedził. - Szyba wstawiona, ech.. szkoda, że nie udało się tego załatwić po przybyciu policji bo teraz będzie troszkę kłopotu z tym, a policja jest taka ufna obywatelom, że mnie to denerwuje... A może ja jutro podejdę na komisariat i znajdę tego policjanta co przyniósł wezwanie na rozprawę? On prowadzi przecież w jakimś stopniu tą sprawę, prawda? Może zatem nam pomoże? - Kobieta spojrzała na mężczyznę, mimo że już panowała ciemność i pogłaskała jego policzek delikatnie, kiedy zbliżył się do niej i lekko musnął jej policzek i usta.
- Skarbie.. Teraz już nic na to nie poradzimy, a ja nie mogłam zostawić sklep z wybitą szybą, wiesz..? Dla złodzieja byłaby to nie mała zachęta tak naprawdę. Poza tym liczę, że wszystko co ma związek z Bernardem Turpinem szybko się skończy wraz z jego wylądowaniem na wieczność za kratkami. Choć po tym co było w liście coś czuję, że nie osiądzie i nie przestanie opłacać ludzi dopóki się nas nie pozbędzie. A my nie możemy na to pozwolić.. Ale o tym porozmawiamy jutro dobrze? Jestem już trochę zmęczona i moje plecy niestety też.. Chodź spać. Potrzebuje trochę Twoich czułości, inaczej nie usnę spokojnie.. - Mówiła te słowa całkiem spontanicznie potrzebowała na noc oderwać się od złych myśli i problemów. Sweeney zaraz przytulił delikatnie kobietę do siebie i szepnął jej na ucho. -
A jak się czujesz Kochanie? Może potrzebujesz czegoś? - Pogładził policzek kobiety i kiedy powoli położyła głowę na jego ramieniu, to po chwili jej dłoń znalazła się na jego brzuchu, po którym go delikatnie głaskała i odparła. - Z Tobą dobrze się czuje. Potrzebuję tylko Ciebie... Tylko Ty jesteś mi teraz potrzebny, chodźmy spać.. późno już, a jutro znów nowy dzień. - Jeszcze kilka chwil oboje rozmawiali ze sobą, ale niebawem oboje zasnęli i spali do rana, a przynajmniej żadne specjalnie nie budziło się w nocy.
(...)
Rano, kiedy Sweeney już powoli wstał i przygotowywał się do dnia, a nawet mu się nie chciało, bo od rana za oknem było deszczowo i grzmiało, była burza i nie zapowiadało się na to by to miało się zmienić. Właśnie kończył swoje golenie, kiedy słyszał jak ktoś dobijał się do drzwi i warknął pod nosem. - Nie widać do cholery kartki, że sklep zamknięty przecież była wczoraj przewieszona tablica.. Ych.. -Sweeney zaraz założył na siebie koszulę i zapiął ją jak i założył na siebie kamizelkę i wycierał jeszcze twarz, zatem przewiesił ręcznik na ramieniu i z brzytwą w ręku poszedł otworzyć drzwi i sprawdzić co to za niecierpliwy nieznajomy.
Po chwili ruszył z łazienki poprzez hol, potem i powoli poprzez salon i przeszedł zaraz na część sklepu i podszedł do drzwi, patrząc przez szybę na kilkoro ludzi, jak stali przemoczeni. Choć szyby były pokryte materiałem przez którym nie było wszystkiego dokładnie widać, ale ilość sylwetek owszem nie dało się optycznie pomnożyć. Po chwili otworzył drzwi i spojrzał na ludzi odzywając się. - Witam. Słucham.. z góry mówię, że dziś sklep jest zamknięty. - Oczywiście kilkoro ludzi, było klientami i chcieli dziś kupić pieczywo czy inne smakowitości u Pani Lovett, ale kiedy usłyszeli, że dziś sklep zamknięty, nie byli zadowoleni, a zaraz jedna kobieta dodała. - Zamknięty? A dlaczego? - Sweeney po chwili westchnął i odparł znów. - Z tego względu, że właścicielka źle się czuje. Dlatego zapraszam w połowie tygodnia dopiero. Pani Lovett miała wypadek i potrzebuje odpoczynku i bardzo proszę nie dobijać się do sklepu.. jest jeszcze wcześniej, a Pani Lovett śpi. Jeszcze coś? - Osoby zainteresowane tylko zakupami powoli rozeszli się na ulicy do innych sklepów, cóż nie mieli wyjścia jak dziś zjeść pieczywo, czy inne ciasta. Zaś za nimi stała Pani Hoffman, która teraz była na widoku, z jakimś mężczyzną, przy czym Sweeney spojrzał na nich pytająco.
- Dzień dobry Panie Todd... przyszłam spytać, czy mogę jakoś pomóc Pani Lovett, jak ona się czuje..?Wiem, że dziś sklep zamknięty, ale ja mogłabym przyjść od poniedziałku i na przykład zając się samą piekarnią, a obiady mogłyby powrócić kiedy Pani Lovett poczuje się lepiej.. - Sweeney zastanowił się chwilę, ale nie zamierzał niczego planować bez Pani Lovett przecież to był jej sklep i po chwili odezwał się spokojnie. - Witam. Pani Hoffman, ja powiem po prostu tak.. nie chcę decydować za Panią Lovett czegokolwiek co ma związek z jej sklepem. Aktualnie Nellie jeszcze śpi. Dlatego jeśli mogłaby Pani podejść tu w południe to myślę, że będziecie mogłyby sobie o tym porozmawiać. - Spoglądał na kobietę, a zaraz spojrzał na mężczyznę stojącego obok niej który widać było, że potrzebował wizyty u golibrody, czyli u niego. - Ach to mój mąż Panie Todd... Robert Hoffman. - Dzień dobry.. Widzę, że Pan jest zajęty teraz, to może ja wpadnę razem z żoną..? Mogę oczywiście..? - Mężczyzna wskazał na swój zarost, a Sweeney zastanowił się chwilę i uznał, że w południe mogliby faktycznie przyjść razem, może spędziliby z nimi chwilę czasu, a Nellie nie miałaby chyba nic przeciwko, on by się wszystkim zajął, łącznie z ugoszczeniem ich gości. - Hm.. mnie to obojętne, mogę Pana przyjąć i zaraz.. Tak może Pan, tylko proszę nie wychylać się na ulicy, że czasem kogoś przyjmuje mimo zamkniętego zakładu. W przyszłym tygodniu i tak otwieram.. Lecz jeśli Państwo chcecie przyjść razem to zapraszam w południe na kawę i ciasto, hm? Może jakiś obiadek.. Z
arostem Pana też się zajmę, a Panie sobie porozmawiacie co do sklepu, ja w sklep Pani Lovett się nie wpycham. - Dobrze, to przyjdziemy w południe. Dziękujemy.. - Sweeney jeszcze zamienił kilka słów z para i zamknął sklep. A zaraz w salonie z szuflady wyjął tabliczkę sklepową i zaraz na niej napisał wyraźnie "Zamknięte z powodu choroby do odwołania", no i powiesił tą tabliczkę powyżej tej, która już tam wisiała. A zaraz dokończył swoje czynności w łazience i zaczął robić śniadanie. Lecz nim skończył nakładać jajecznice i grzanki na talerzyki, to Pani Lovett powolnymi krokami w szlafroku pojawiła się w kuchni i podeszła do Sweeney'a od tyłu i spoglądała mu przez ramię co robił i odparła cicho mrucząc.
- Och Kochanie.. dzień dobry.. Robisz śniadanie. Długo spałam? Och czuję się nieco lepiej. Ale nadal obolała, uprzedzam gdybyś chciał zapytać Misiu.. Jajecznica.. a właśnie na to miałam ochotę.. I grzanki i dżem widzę.. Ale już nie musisz nieść do sypialni, zjem z Tobą w salonie może hm..? Będę mogła się tam oprzeć. - Sweeney czując dotyk Nellie uśmiechnął się kącikiem ust i mruknął na jej słowa.
Cieszył się, że Nellie wstała i najgorzej się nie miała, choć zastanawiam się dlaczego tak szybko wypisali ją ze szpitala. Lecz skoro lekarze uznali to za dobre, to co mógł więcej zrobić? Teraz pomóc jej, zająć się jej zdrowiem, by mogła powoli wrócić do pełnej formy. - Witaj Nellie. Hm.. aż tak długo to nie. Ciesze się w takim razie, że lepiej się czujesz. To trafiłem ze śniadaniem. Dobrze, zaraz tam wszystko zaniosę. - Odwrócił się do Nellie spoglądając jej w oczy i pocałował czule jej policzek. - Była tu Pani Hoffman, ze swoim mężem.. Pytała o Ciebie.. Powiedziała, że kiedy nie będziesz mogła wrócić do pracy, to ona może zając się piekarnią, a obiady przywrócić jak już będziesz. Ale stwierdziłem, że zostawię to Tobie i ma się tu pojawić w południe, z mężem.. Jego ogolę. Zatem zaprosiłem ich na kawę i ciastko.. albo obiad, zależy ile tu posiedzą. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko? - Kobieta uniosła lekko brew i zaraz sama szykowała dla nich napoje, gdy Sweeney jeszcze przygotowywał ziemniaki na obiad, ale przerwał bo inaczej wystygłaby jajecznica i już nie smakowała jak wtedy, gdy jest ciepła.
- Hm.. no proszę kobieta pracująca... Wiesz myślę, że albo jest bardzo pracowita, albo czuje, że nie zapłacę jej za te kilka dni wolnego i dlatego tez chce tu przyjść pracować. Oczywiście, że sama by tu wszystkiego nie pociągnęła za sznurki, bo nie ma jeszcze takiej wprawy, poza tym to nazbyt dużo pracy, wiem to po sobie.. Cóż jak przyjdzie to z nią porozmawiam.
Czyli dziś mamy małych gości, dobrze.. nie, nie ja się nie gniewam, to miłe.. może troszkę poznamy ich z innej strony. Lecz teraz chodźmy już zjeść, tak się naszykowałeś, że szkoda by to wystygło.. - Oboje po chwili przenieśli się do salonu, gdzie na stole znalazły się talerze z jedzeniem, Nellie powoli przyniosła napoje i przysiedli, jeszcze Sweeney miał poranną gazetę, bo rano już leżała pod drzwiami.Usiedli obok siebie i oboje powoli zabrali się za śniadanie, Sweeney przeglądał poranną gazetę, a Nellie czasopismo, w którym oglądała najnowsze szyki mody kobiecej, dodatki, buty i nie tylko. Była tam tez bielizna, ale to chciała obejrzeć sobie potem, poza tym żałowała, że wczoraj jej bliskość z Panem Todd'em popsuł wypadek, ale nie miała na to wpływu, oboje nie mieli.
Lecz Pan Todd chciał porozmawiać z kobietą niż tylko czytać gazetę przy śniadaniu. - To co przejść mam się na komisariat dzisiaj, Nellie..? Może dokupiłbym w aptece trochę opatrunków, bo chyba w apteczce nie ma tego tak dużo.. Poza tym kupiłbym coś do jedzenia... Jajek już prawie nie ma, wszystko poszło na sklep i dziś na śniadanie... - Spojrzał na kobietę jakby zszokowany, kiedy maczała grzankę w gorącej kawie i spojrzała na niego unosząc brew. - Och Sweetie.. nigdy nie jadłeś grzanki namoczonej kawą..? Spróbuj.. - Zbliżyła pieczywo do ust mężczyzny i kontynuowała, gdy ugryzł kawałek. - Sama nie wiem co to da.. poza tym jeśli to zgłosimy to dziś chyba gości nie przyjmiemy, gdy zwali nam się tu posterunkowy.. wiesz..? Sama nie wiem.. Och zakupy zdąży się zrobić, poza tym odpocznij i Ty.. bo widzę, że noga Cię boli.. Zakupy nie uciekną... Jedynie tylko te jajka można by kupić, ciasto jest, ziemniaki widzę obrałeś.. usmażymy filety z kurczaka, hm.. albo opieczemy.. sałatkę się zrobi i bez problemu przyjmiemy gości... Jak będę bardziej sprawniejsza, ze względu na ruchy, to zajmiemy się sprzątaniem dobrze..? A teraz delektuj się śniadaniem.. Sweetie.. potem brzuszek Cię będzie bolał, gdy będziesz szybko jadł i już chcesz mi uciekać.. wczoraj nie skończyliśmy, a nawet trudno powiedzieć, że zaczęliśmy coś miłego.. Och... teraz oboje jesteśmy troszkę uszkodzeni, ale daj mi się nacieszyć tym, że jesteś przy mnie. - Zbliżyła się do mężczyzny i zaraz powoli ucałowała jego usta i przyciągnęła lekko bardziej na kanapę i wtuliła się w bok jego ciała, gdy mężczyzna pił kakao, a ona miała kawę i chleb z dżemem po chwili w drugiej dłoni, bo zabrała kromkę z dłoni Sweetie'go i zachichotała cicho. Sweeney jednak odebrał co jego zbliżając się do kawałka chlebka i ugryzł. Spędzili tak ten poranek.
Sweeney pomógł Nellie z poranną higieną czy ubraniem się choć Nellie dziś nie zakładała sukni z gorsetem bo jej poranione plecy by tego nie wytrzymały. Nellie potem spokojnie zajmowała się dokończeniem obiadu, a golibroda wyszedł załatwić kilka spraw. Doszedł też do komisariatu, wahał się tam wejść, lecz w końcu zrobił to i opowiedział dyżurnemu co się wczoraj stało, a nawet w papierowej torbie pokazał co przyniósł czyli dowód na to, że sędzia Turpin im groził. Co zaraz wywołało dyskusje na posterunku i jeden z policjantów podszedł do Todd'a pytając. - Stało się to wczoraj i dzisiaj Pan do nas przychodzi.. szyba już wstawiona.. Truro... wie Pan, to brzmi troszkę dziwnie. - Sweeney westchnął siedząc z boku biurka i odparł po chwili. - Dziwnie? Bo ważniejsze było dla mnie pomóc Pani Lovett niż zgłosić to wam? Szyba została wstawiona, ze względu bezpieczeństwa sklepu, poza tym chyba nikt nie lubi mieć uszkodzonej szyby, prawda? Złodziei by to kusiło.
Zresztą mogę podać adres szklarza, który tą szybkę wczoraj wstawił. Poza tym chyba wszyscy wiedzą o wydarzeniach z Truro... ja nie mam nic do ukrycia i chcę czuć się tu bezpiecznie. Turpin ma tu wielu swoich "Łebskich Harry'ch", a ja nie chcę, by kolejny ruch Turpina zrobił nieodwracalne szkody, przez myśl przeszło mi podpalenie sklepu, czy potrącenie dorożką, a to ostatnio przeżyłem już, nie chcę powtórki. - Policjant zastanawiał się co zrobić z tą sprawą, lecz oczywiście spisywał zeznania Todd'a, ale chciał udać się na miejsce, gdzie doszło do tego wypadku, a zarazem zamachu na Panią Lovett. - Mundurowy siadając z kawą przy biurku, którą sobie właśnie zrobił spojrzał jakby podejrzliwie na Sweeney'a, którego chyba z góry nie lubił, nie widzieć czemu. - Panie.. Panie.. - Todd. - Właśnie, Panie Todd... Nie no, ja rozumiem chciał Pan pomóc kobiecie, w porządku. Ale ze szkodami się państwo bardzo pospieszyli, teraz prowadzenie śledztwa na tym etapie, jest nieco zatarte, przez wasze ślady, czy ślady szklarza. Oczywiście sprawdzę to.. Tu ma Pan kartkę, pióro.. proszę zapisać adres szklarza.. Pani Lovett sklep wiem, gdzie się znajduje, tu adresu nie potrzebuję. Truro, wiem.. Tak to chyba już cała Anglia o tym wie, no może przesadziłem.. Turpin, to musimy sprawdzić, oczywiście wiem, że to człowiek dość mocno skorumpowany. - Mimo słów policjanta, które wydawały się mu jakoś pomóc, Sweeney zastanawiał się, czy na pewno dobrze zrobił, że tu przyszedł, może to ten gliniarz był skorumpowany? Tak dziwnie się zachowywał, podchodzić do tej sprawy z taką niechęcią, że Pan Todd miał ochotę opuścić budynek w trybie natychmiastowym, lecz wolał pozostać do złożenia zeznań, wyjść stąd i najchętniej zapomnieć, że tu przywiódł go rozum.

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.