SCM Music Player.

Bohaterowie.

niedziela, 11 września 2016

Part 354.

- W takim razie.. możemy się dzisiaj spodziewać Pana w domu..? Tak po prostu chciałbym wiedzieć.. bo jednak nie tylko policja w związku z tą sprawą nas odwiedza, ale i goście.. - Golibroda zapisał adres szklarza na kartce, jak i jego imię i nazwisko. Cisnęły mu się na język słowa, którymi odciąłby się mundurowemu, lecz i nie mógł też przesadzić, by sobie nie narobić oddzielnych kłopotów. Chwilowo musiał się powstrzymać, choć podejście tego człowieka do sprawy było niezbyt pocieszające, a i trochę mijające się z logiką. W końcu gdyby zostawili okno bez szyby na noc, do środka mógłby wejść ktoś, kto z polecenia Turpina chce im zaszkodzić. Gdyby zaś od razu pobiegł na policję.. Kto wie, może tajemniczy napastnik przystąpiłby do dalszego ataku na Nellie? Jedno było pewne - pomocniczy policjanci z  Truro nie byli obecni w tej chwili na komisariacie, a ich londyńscy koledzy nie byli tak samo przychylni.
  - Chciałbym jeszcze porozmawiać z Panią Lovett.. poznać jej wersję wydarzeń.. Niektóre sprawy mają wyższą rangę od innych, może to niezbyt dobry czas na przyjmowanie gości.. Lecz będę mieć na to czas dopiero późniejszym popołudniem.. Czy ktoś jeszcze pomagał państwu podczas wczorajszego dnia? - Sweeney chwilowo popatrzył na policjanta z niedowierzaniem, przecież wersja Nellie była taka sama, jak jego. Ale nie chciało mu się już więcej tego komentować.
- Tak, pomogła przyjaciółka Pani Lovett.. - Todd zapisał również dane Isabel. - Poza tym wystarczy udać się do szpitala, tam raczej odpowiedzą na pytania, w jakim stanie przyjęli Nellie.. wszystko jest w dokumentach. - Czuł znów bolesność ciała przez ostatnie zdarzenia, zatem nie miał wyjścia jak kolejny raz wziąć dorożkę, dlatego też dość często nią podróżował, a to głównie z powodu wciąż dokuczającej nogi. - Odłożył pióro do kałamarza i spojrzał raz jeszcze na policjanta.
- Aha, dobrze.. W takim razie to na tyle. Do widzenia, Panie Todd. - Sweeney włożył swój płaszcz, mruknął słowa pożegnania i wyszedł na zewnątrz. Ta wizyta jakoś nie napełniła go optymizmem, bo skoro można było liczyć na taką "pomoc", to równie dobrze można było uciekać daleko za Londyn i zacząć wieść spokojniejsze życie. Może to byłoby dobrym rozwiązaniem? Tak czy inaczej, po opuszczeniu komisariatu miał mętlik w głowie, nieco stracił humor. Udał się jeszcze do sklepu i apteki, a potem udał się do dorożki by odciążyć bolesność swojej dokuczającej nogi. Wkrótce miał się wybrać na kontrolę do doktora, jednak póki co miał na głowie inne sprawy.
Zastał Nellie w salonie, kiedy czytała książkę w fotelu. Widać było po niej, że jest już nieco zmęczona brakiem towarzystwa i rozpromieniła się na jego widok.
- Wreszcie jesteś Kochanie.. Hm, starałam się tu troszeczkę posprzątać przed przybyciem naszych gości i myślę, że nie jest już tak tragicznie, prawda..? Ale tak naprawdę nudziłam się siedząc tutaj bez Ciebie.. Udało Ci się załatwić, to co chciałeś..? - Nellie włożyła w książkę zakładkę i odłożyła ją na stoliczek, by spojrzeć na mężczyznę.
- Nie musiałaś sprzątać, przecież nie ma bałaganu.. Wiem, że nie lubisz się nudzić Nellie, ale musisz teraz odpoczywać. Tak, załatwiłem. Zrobiłem małe zakupy i.. odwiedziłem też komisariat policji. Jednak. - Usiadł na kanapie, a jednocześnie utkwił swój wzrok na wzorze widniejącym na obiciu kanapy. - Naszego policjanta niestety nie zastałem, za to rozmawiałem z takim cholernie chętnym do pomocy, że szkoda gadać.. Wszystko było dla niego problemem.. Wiem, że jeśli szyba jest wstawiona to teraz wychodzi na to, że nic się nie wydarzyło, ale.. czy tak ciężko zrozumieć, że jest tu zbyt wiele cennych rzeczy żeby zostawić na noc dziurę, będącą świetnym wejściem dla złodzieja czy kogokolwiek? Poza tym w środku jesteśmy my.. i nie chciałbym kolejnej krzywdy.. A nie da się ukryć, że Turpin zaczął ostro.. i zaczynam obawiać się, co może jeszcze mu przyjść do głowy.. zwłaszcza jeśli ma teraz dużo czasu na myślenie.. - Nellie zdziwiła się na słowa mężczyzny, że jednak zdecydował się pójść na policję. Przy okazji wyjaśniło się dlaczego nie wracał przez dłuższy czas. Kobieta wstała z fotela i powoli przeszła na kanapę, by usiąść obok ukochanego.
- Sweeney.. ech.. Z jednej strony podoba mi się, że tam poszedłeś i nie chcesz zostawić tej sprawy bo zostałam pokrzywdzona, ale.. myślałam że damy już sobie z tym spokój.. Za kilka dni rozprawa i będzie można powiedzieć o tym wszystkim komuś wyższemu niż ten policjant, z którym rozmawiałeś.. Mam nadzieję, że kartka od Turpina nie zginie i jednak pozostanie dowodem.. Zostawiłeś ją tam, prawda..? - Pani Lovett dotknęła dłoni Todd'a i pogładziła go po niej kciukiem. - Nie myśl, że jestem zła, ale po prostu mamy już za dużo zmartwień na głowie i nie chcę żebyś teraz denerwował się na tego policjanta.. to już nic nie zmieni.. A jak z Twoją nogą..? Chwilowo zeszła na drugi plan, a pewnie warto dziś posmarować ją tą maścią.. - Zerknęła z troską w kierunku zranionego miejsca na ciele golibrody, po czym jej spojrzenie spotkało się ze spojrzeniem mężczyzny.
- Nie można tak tego zostawić bez większego komentarza.. Nellie, ja zwyczajnie boję się o to, co może się jeszcze wydarzyć do rozprawy.. Liczyłem na jakąś pomoc, a widocznie tylko nie potrzebnie się łudziłem.. Tak, zostawiłem kartkę jako dowód. Cóż.. chyba nie dam rady wyzbyć się tego z głowy choćbym chciał.. przez to, że nawet w domu nie jesteśmy już bezpieczni.. Coraz częściej nachodzą mnie myśli, że może lepiej byłoby po prostu wyprowadzić się z Londynu..? Ale to byłoby niczym innym, jak ucieczką od ludzi Turpina.. od niego.. poza tym tutaj ułożyliśmy sobie życie, musielibyśmy startować od nowa.. - Ścisnął delikatnie rękę kobiety i westchnął. - Tak, dziś można zająć się trochę nogą.. wciąż jest jeszcze trochę do idealnego stanu.. Ale zanim to, mamy jeszcze wizytę pani Hoffman i jej męża, no i pewnie odwiedzi nas ten gliniarz, u którego byłem.. Mam nadzieję, że chociaż wieczór będziemy mieć dla siebie. - Sweeney musnął policzek kobiety i spojrzał na zegarek wskazujący godzinę dwunastą. - Myślę, że możemy zająć się przygotowaniem obiadu, potem poczekamy na naszych gości.. - Po kilku chwilach spędzonych jeszcze w salonie, udali się do kuchni, by przyrządzić coś ciepłego na przybycie państwa Hoffman, choć nie spieszyli się z tym jakoś wyjątkowo.
Za około półtorej godziny w domu rozległo się pukanie do drzwi. Oboje zaraz znaleźli się u ich progu i wpuścili do środka gości.
- Dzień dobry, Pani Lovett! Jak się pani dziś czuje..? Byliśmy tutaj rano, ale tylko Pan Todd był na nogach.. - Robert pomógł żonie zdjąć jej okrycie wierzchnie, zdjął również swój płaszcz i podał na przywitanie rękę golibrodzie. - To mój mąż, Robert.
- Bardzo miło mi Panią poznać. - Mężczyzna zaraz schylił się i musnął dłoń właścicielki sklepu, na co ona sama aż się zdziwiła. - Przykro mi z powodu wczorajszego wypadku. Gdyby było to w jakiś sposób pomocne, jesteśmy gotowi z Julią zeznawać przeciwko sędziemu.
- Dzień dobry. Mi również miło. Cóż.. nie czuję się rewelacyjnie, zwłaszcza że odczuwam ból przy każdym ruchu.. lecz do wesela się zagoi, prawda? Przynajmniej mam taką nadzieję. Może przejdziemy do salonu..? Och nie wiem, czy warto byście się państwo angażowali w proces.. - Cała czwórka przeszła do salonu, gdzie zasiedli na kanapie i fotelach. - Właściwie nie jest to już tajemnicą, że wczorajsze wybicie okna na pewno stało się z polecenia Turpina, mimo wszystko ma swoich ludzi, którym pewnie naobiecywał worki pieniędzy po wygranym procesie, byle tylko załatwić wszystkich jego przeciwników.. Dlatego nie wiem, czy chcą się państwo narażać na poniekąd takie niebezpieczeństwo.. Chociaż oczywiście doceniam chęć pomocy, ale to trudna decyzja, wiążąca się być może z przykrymi skutkami.. - Piekarka spojrzała dość poważnie na małżeństwo. Zastanawiała się, czy jest to zupełnie bezinteresowna pomoc, czy być może Julia liczy przez to na większą pensję, mającą być nagrodą za takie poświęcenie? Sama nie wiedziała, co o tym sądzić i zerknęła nieco bezradnie na Sweeney'a, który jak dotąd za bardzo nie zabierał głosu. Todd odczytał to spojrzenie i odezwał się.
- Hm, panie Robercie.. może udamy się na górę, odświeżyć nieco pana wygląd..? Po co dalej z tym zwlekać.. Panie sobie w tym czasie porozmawiają odnośnie sklepu, a potem zjemy obiad. - Hoffman oczywiście przystanął na tą propozycję i zaraz obaj panowie udali się na pięterko, choć golibroda zdążył jeszcze puścić oczko do Nellie.
- Napijesz się czegoś, Julio..? Sweeney przekazał mi, że rano zastanawiałaś się, co teraz ze sklepem.. Sama jeszcze nie zdecydowałam, dlatego jestem otwarta na twoje propozycje.. Dziś mamy sobotę, więc jeszcze kawałek wolnego jest do poniedziałku, ale i tak chyba wolałabym zostać te trzy, czy cztery dni na zwolnieniu.. Chyba lepiej wyleczyć się raz, a dobrze, a nie za jakiś czas znów rzucać pracę przez zły stan zdrowia.
- Nie, na razie dziękuję. Tak. Oczywiście, że lepiej w ten sposób, niż potem zawieszać działalność lokalu. Tyle, że.. z tego, co wiem w piątek rozprawa.. więc sklep też nie będzie mógł funkcjonować.. Powiedzmy, że plus cztery dni zwolnienia to zostaje cały tydzień zamknięcia sklepu. Nie licząc soboty. Myślałam, że.. być może rano mogłabym otwierać piekarnię, a obiady wróciłyby dopiero z pani powrotem.. - Zaproponowała Julia, choć widziała w spojrzeniu swojej szefowej niezbyt wielką pewność, co do tego pomysłu.
- Doceniam tą chęć do pracy, to naprawdę wielki plus.. Lecz prowadzenie nawet jednej zmiany lokalu to spore wyzwanie.. Właśnie dlatego zdecydowałam się na zatrudnienie pomocy. Po ostatnich dniach zastanawiałam się, czy nie potrzeba nam jeszcze jednej osoby.. Nie da się ukryć, że te poranne tłumy są trudne do szybkiego obsłużenia.. Jeśli dałabyś radę sama przygotować całe pieczywo, a potem radziła sobie z klientami przez kilka dni - nie mam nic przeciwko. Jednak nie jestem pewna, czy to już ta pora, by puszczać cię na tak głęboką wodę.. To wszystko wymaga na pewno dużo wcześniejszego przybycia tutaj i sporych pokładów cierpliwości, wraz z umiejętnością opanowania stresu, kiedy któryś z klientów zacznie się denerwować, a kolejka będzie sięgać aż do drzwi.. - Pani Lovett spoglądała uważnie na swoją pracownicę. Widziała, że bardzo jej zależy na tej pracy, przez co sama zaczęła się zastanawiać, czy ma jakieś kłopoty i wyjątkowo potrzebuje pieniędzy? Przecież nie wypadało zapytać tak wprost.. Jednakże nawet jeśli była w stanie pozwolić pani Hoffman na samodzielne prowadzenie piekarni, wciąż martwiłaby się na skargi klientów przez wolną obsługę. Nellie nie chciała, by opinia o jej sklepie się pogorszyła.
- Ja.. Mam świadomość, że prowadzenie sklepu samemu nie jest wcale takie proste, jak niektórym może się wydawać, ale.. myślę, że jestem w stanie tego dokonać.. Powiem wprost.. Fabryka, w której pracuje Robert.. ech.. wkrótce zostanie zamknięta.. Dlatego nie mogę sobie pozwolić na zmniejszenie lub kompletny brak dochodów.. Moja praca uratuje nas w czasie, kiedy Robert będzie szukał innego miejsca.. Gdybyśmy jeszcze byli sami.. ale mamy trójkę dzieci.. Rozumie pani.. Jestem gotowa pracować przez ten tydzień za obniżoną stawkę, ale błagam.. niech nie zamyka pani sklepu na cały tydzień.. Dam z siebie wszystko, by nie rozczarować pani i klientów.. - Julia przesiadła się z fotela na miejsce obok Pani Lovett i patrzyła jej w oczy z nadzieją, że jednak nie pozbawi jej pracy na ten tydzień.
- Ach.. rozumiem.. W takiej sytuacji oczywiście, że zostawię otwartą piekarnię. Trzeba było mówić tak od razu, nie miałabym serca postąpić inaczej. Lecz czy teraz nie warto przesunąć otwarcia o jedną godzinę do przodu..? Trzeba jeszcze przygotować wszelkie wypieki.. To już zależy od ciebie, Julio.. - Nellie uśmiechnęła się do kobiety, nie sądziła że razem z mężem znalazła się aż w tak trudnej sytuacji. Nie podejrzewała nawet, że mają trójkę dzieci, przecież wyglądali na dość młode małżeństwo. Jednak nie mogła zostawić pani Hoffman tak na lodzie, choć oczywiście nie mogła też zapewnić jej pełnej tygodniówki przez następne dni, ponieważ wiązałoby się to z pewnymi stratami, skoro restauracja nie miała na razie funkcjonować.
- Dziękuję, naprawdę dziękuję.. jest pani aniołem..! - Julia dotknęła dłoni Pani Lovett i ścisnęła ją w podziękowaniu, mając jednocześnie ogromną wdzięczność w oczach. - Tak, można trochę przesunąć otwarcie.. Bo nie chcę tutaj przychodzić o siódmej i państwa budzić, przecież ktoś musi mi otworzyć.. Za to dziewiąta.. to już nie taka wczesna godzina, prawda?
- Proszę nie przesadzać, naprawdę.. Mam nadzieję, że mąż znajdzie szybko nową pracę i państwa sytuacja wróci do normy.. Dobrze, w takim razie widzimy się w poniedziałek o 9.. Muszę jedynie napisać to na tabliczce sklepu, żeby klienci nie przybyli za wcześnie. A teraz.. póki panowie są jeszcze na górze, może napijemy się kawy, herbaty..? - No i tak kobiety przeszły wspólnie do kuchni, Julia nie pozwoliła Nellie na to, by sama tam wszystko przyrządzała, bo przecież wiedziała, że kobieta na pewno rewelacyjnie się nie czuje i zamiast odpoczywać w łóżku, ma gości.
W tym czasie Pan Todd i Pan Hoffman tak samo rozmawiali i ze względu na to, trochę przeciągnął się ten tradycyjny czas golenia.
- Mógłbym pana o coś zapytać..? Tak naprawdę większości moich klientów nie kojarzę z wcześniejszych czasów, a nagle chcą odwiedzać właśnie mnie.. Szczerze mówiąc pana również nie kojarzę.. Czy w innych zakładach mają gorsze warunki.. nie przykładają się..? - Sweeney nałożył kolejną warstwę pianki na twarz mężczyzny, po czym naostrzył brzytwę na specjalnym pasie. Właściwie zrobił to też dlatego, aby dać Hoffmanowi więcej czasu na odpowiedź, kiedy jeszcze nie przyłożył ostrego narzędzia do jego twarzy.
- Jeszcze niedawno odbył się ten konkurs na najlepszego golibrodę.. Wtedy cały Londyn usłyszał o panu. Dużo razy chciałem odwiedzić właśnie to miejsce, przekonać się jak to jest być ogolonym przez kogoś wybitnego w swojej dziedzinie, ale zakład stale był niestety zamknięty.. Ostatecznie musiałem kilka razy odwiedzić inne zakłady, prowadzone przez moim zdaniem niezbyt doświadczonych ludzi.. Nie zdarzyło się abym wyszedł z nich bez zacięcia.. To nie profesjonalizm, a wręcz przeciwnie.. Dlatego kiedy usłyszałem, że zaraz nad miejscem pracy mojej żony, znajduje się pański zakład, postanowiłem nawet dłużej poczekać, ale już nie odwiedzać tamtych miejsc.. - Robert spoglądał na to, jak Todd staranie ostrzy swoją brzytwę. Był dla niego pełen podziwu, choć to była jego pierwsza wizyta u golibrody. Widać jednak, że reklama po konkursie zadziałała na tego człowieka.
- Miło mi to słyszeć. Taka prawda, że większość golibrodów nie ma do tego wyjątkowych zdolności i kierują się jedynie zarobkiem, a nie zadowoleniem klienta.. Słyszałem już dość sporo takich skarg, ale mam nadzieję, że kiedy otworzę znów zakład, skończą się te wszystkie niezadowolenia i każdy pan będzie wychodził na ulicę zadowolony.. - Todd przystąpił do dalszego golenia. Przy tym przynajmniej uciekał od swoich problemów, skupiał się na tym aby nie zaciąć klienta, a nie na problemach z Turpinem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.