SCM Music Player.

Bohaterowie.

niedziela, 25 września 2016

Part 355.

Przetarł zaraz brzytwę w ręcznik, który miał przy pasie uczepiony, spoglądał na twarz swojego klienta i kolejny ruch usunął zarost z jednego policzka Pana Hoffmana. A zaraz Todd zastanowił się chwilę i odparł przygotowując się do kolejnego ruchu. – Zastanawia mnie jednak to, że zakład Pana Satan’a… nie ma takiego wzięcia, przecież jego zakład jest dobry, nie robię mu reklamy oczywiście.. Ale swego czasu pracowałem u niego i wiem, że ludzie wychodzili zadowoleni.. Ale teraz proszę się nie ruszać, skończę golenie.. – Sweeney powoli kończył golić swojego klienta, co jakiś czas wycierał brzytwę w ręcznik by miał czyste ostrze przy kolejnym dotknięciu skóry mężczyzny, poprawił jeszcze zarost przy jego bakach, a zaraz wytarł mu twarz nawilżonym ręcznikiem, użył jeszcze nawilżającego kremu po chwili wmasowując w skórę Pana Hoffman’a i był gotowy. – Hm.. i jak lepiej troszkę? Trochę faktycznie Pan czekał z tym goleniem… - Robert się uśmiechnął i zaraz delikatnie pogładził opuszkami palców po swoim policzku, raz jednym, raz drugim. Poza tym zaraz Sweeney przyniósł lusterko by pokazać klientowi jak wygląda, zatem mężczyzna przeglądał się w lusterku, spoglądając na swój zarost. – Oooo o niebo lepiej, teraz moja żona powie, że wyglądam jak człowiek. Naprawdę i nie czuję podrażnienia.. ostatnio jak wyszedłem z zakładu nie pamiętam już u kogo, ale na pewno nie u Satana.. tam teraz wszystko zdrożało.. Pan tam pracował? No tak był tam okres, że kolejka była.. może to wtedy, nie wiem.. A kiedy Pan tam pracował? – Robert zmarszczył czoło, a Sweeney wycierał dłonie w ręcznik i powoli sprzątał, więc przewiesił ręcznik na ramieniu i wziął lusterko od klienta, poza tym mężczyzna mógł przejrzeć się w lustrze wiszącym na ścianie. – W takim razie cieszę się. Podrażnienie jest tylko wtedy, kiedy źle golibroda zacznie tak zwany rytuał golenia… Zdrożało? Golenie nigdy nie należało do tanich usług. Z latami może się to zmieni, ale teraz nie widzę na to szansy, jest kryzys gospodarczy. A pracowałem tam.. hm.. jakiś rok temu. Chyba. Sam już nie wiem, tyle rzeczy się działo, że poniekąd starałem się o tym zapomnieć. Satan mnie zwolnił, bo miałem taki okres dość nieszczęśliwy, że miałem kilka zwolnień… A nieważne, teraz mam tu swój kąt i mam nadzieję, że konkurencji wielkiej mieć nie będę.
Panowie rozmawiali ze sobą, Todd powoli sprzątał, no a Pan Hoffman chciał zapłacić za usługę Todd’a i zaraz wyciągał z portfela pieniądze, a gdy Sweeney ujrzał widok, jak wyciąga w jego stronę pieniądze odparł do niego. – Panie Hoffman.. dziś ta wizyta u mnie niech będzie gratisowa.. Hm? Dam Panu może jeszcze balsam do twarzy.. To zawsze trochę zmiękcza zarost… Do kolejnego spotkania będzie łatwiej wtedy, hm..? Dobrze wszystko jest? – Robert przytaknął głową, jeszcze pomiział się po swojej brodzie, od razu wyglądał młodziej i świeżo. Zaraz Sweeney podał mężczyźnie balsam z półki i uśmiechnął się lekko. - A balsam proszę nakładać rano i wieczorem po umyciu twarzy, ale kiedy jest już sucha. Balsam się wchłonie. A z goleniem lepiej nie czekać dłużej niż tak naprawdę tydzień, jeśli chce Pan całkiem zgolić zarost. Poza tym, zarost teraz jest średnio w modzie, bardziej baki, to tak. Ale wąsy, broda, to już bardziej dla panów po siedemdziesiątce.
Pan Hoffman był zaskoczony tym, że Sweeney nie chciał pieniędzy za usługę, a do tego jeszcze dał mu balsam do twarzy, co oczywiście chętnie wziął, ale nieco niepewnie, bo czuł się z tym troszkę głupio, że golibroda najlepszy w całym Londynie, nie wziął od niego pieniędzy. - Dziękuję Panu, Panie Todd.. ale naprawdę nie powinno tak to wyglądać, może chociaż zapłacę za ten balsam. Dobrze, dziękuję za balsam, będę go tak używać. Ładnie pachnie.. - Stwierdził, kiedy otworzył buteleczkę i powąchał ten kosmetyk. - Tak, jest idealnie. Hm.. czyli teraz raczej zarost nie jest za bardzo modny? Ja raczej ze względu na ten brak fachowej ręki nie goliłem się. W domu raczej tego nie robię. Nie jestem w tym zbyt dobry, kilka razy się też zaciąłem, nie chcę wyglądać jak pokąsany od brzytwy. To takie wie Pan.. dość nieudolne, by mężczyzna nie umiał o sobie zadbać i golił się dość niefortunnie, ale nie mam do tego wprawy.. Zresztą wolę jak właśnie golibroda to robi, a ja nie muszę bać się o każde zacięcie.. Choć właśnie w tym zakładach też się zdarzało, ale mam nadzieję, że Pan znajdzie dla mnie zawsze te 15 minut na to by pozbyć się, jak to moja żona mówi.. "Tego zbędnego futra na twarzy.." hm? - Sweeney zaśmiał się pod nosem i na chwilę zniknął do łazienki, przepraszając uprzednio swojego klienta, a zarazem i gościa. Lecz drzwi od łazienki miał otwarte i mówił nieco głośniej do Roberta, by go słyszał. - Niech Pan uzna to za zachętę by do mnie częściej zaglądać, kolejne wizyty będą płatne, ale ta zostaje za darmo. Balsam też w dzisiejszej darmowej cenie. Kosmetyki muszą ładnie pachnieć, inaczej kto by to chciał używać... Tak, teraz zarost nie jest modny. a takie kilkudniowe to już jest tak zwane lenistwo, albo niedbałość.. najgorzej jak mężczyźni mają już siwy zarost, wygląda to niezbyt estetycznie. - Todd sprzątał w łazience, mył miseczkę po mieszaninie dla klienta na jego twarz, czyścił i brzytwę. Czy prał choćby ręczniki. Potem przeszedł znów na zakład i tam nieco sprzątał, kiedy Robert czytał sobie jeszcze prenumeratę o brodach, wąsach i tym podobnym. W końcu Sweeney udostępniał je, po kolejnych numerach, jakie już przeczytał.
A niebawem oboje postanowili już udać się do kobiet i nie kazać im na siebie długo czekać.
Kobiety już piły swoje ciepłe napoje i rozmawiały, a kiedy Julia zobaczyła swojego męża, zaraz na jej ustach pojawił się szeroki uśmiech. Choć mimo to była w niej nuta smutku, poprzez to, że jej mąż niebawem straci pracę, ale i zaraz przez to, że ich związek był nieco rozchwiany emocjonalnie ostatnio i na tle finansowym i uczuciowym. - No proszę wreszcie wyglądasz jak człowiek.. W końcu widzę twarz mojego męża. - Sweeney spojrzał na Julię i uśmiechnął się lekko, a Robert przeszedł się po salonie dumny jak paw, bo od razu wyglądał młodziej bez zarostu na twarzy, który co jak co, ale jemu dodawał nieco lat. - Och, ja lubiłem swoją bródkę, ale już jej nie mam... Pan Todd mówi, że to nie jest modne by teraz mieć taki zarost.. - Zwrócił się do swojej zony, a zaraz Sweeney odezwał się spokojnym tonem głosu, w końcu był już trochę głodny i wypadało zjeść obiad. - Tak czy inaczej, teraz jest w sam raz... a kto jest głodny, poza mną hehe... hm? Pójdę podgrzać obiadek, wypadałoby coś zjeść.. A zarost to teraz najmniejszy problem.. bo go nie ma, do następnego razu oczywiście... - Przytaknęli mu na słowa, a Sweeney puścił oczko do Nellie i zaraz udał się do kuchni, w końcu chciał ja wyręczyć w tych czynnościach i sam chciał podać obiad do stołu.
Tym czasem w salonie dalej prowadzone były rozmowy, oczywiście Nellie chciała pójść do kuchni, ale Julia zaraz chciała ją zastąpić w kuchni pomóc Sweeney'owi. - Pani Lovett.. ja pomogę Panu Todd'owi w kuchni.. proszę odpoczywać i się nie nadwyrężać... Poza tym naprawdę nie trzeba było trudzić się dla nas obiadem, prawda Kochanie? - Robert oczywiście przytaknął zonie, przecież wiedział, że Pani Lovett jest poszkodowana i nie byli tu po to by zajmować im pół dnia, czy też szykować się dla nich z obiadem. - Oczywiście, naprawdę nie trzeba było. - Pani Lovett cicho westchnęła i uśmiechnęła się delikatnie, a gdy chciała wstać, to zaraz Julia powoli pognała do kuchni i było ją słychać aż w salonie jak zachwycały ją zapachy w kuchni. Pani Hoffman pomagała Sweeney'owi przy obiedzie, z nakładaniem choćby mięsa, a Sweeney odcedzał ziemniaki i spojrzał na kobietę, kiedy wdychała aromat sosu z mięsa. - Bo dla innych nie starczy hehe... Po prostu piersi z kurczaka z przyprawami... Pani Hoffman.. przepraszam bardzo, ale teraz czas na ziemniaki.. hehe.. i jeszcze mizeria...
Powoli oboje radzili sobie w kuchni, nakładając na talerze jedzenie, które powoli lądowało na nakrytym stole w jadali, gdzie powoli wszyscy się przenieśli. Poza tym Sweeney też zadbał o choćby napoje, jak sik wiśniowy, czy butelkę wina. A po kilku chwilach wszyscy już byli przy stole, by zjeść smaczny obiad. Na deser oczywiście było ciasto, czy ciasteczka, ale pierw liczył się główny posiłek, a nie tylko słodycze. Robert oczywiście z żoną byli nieco głodni, ale nie byli przy tym łapczywi by po chwili pałaszować obiad. Todd oczywiście proponował wino, czy sok, dla każdego według uznania. - Życzę smacznego... no jak mogliby państwo tylko przyjść do nas na pogaduszki, pora obiadu i o pustym żołądku to niezbyt miłe. Poza tym głodny człowiek, to zły człowiek. Prawda Kochanie..? - Nellie uśmiechnęła się do Sweeney'a i zabrała głos przed ich posiłkiem. - Och Sweeney.. dziś we wszystkim chcesz mnie wyręczyć.. Poza tym dziś chyba czeka nas jeszcze wizyta policji.. Och, denerwują mnie takie sytuacje, kiedy coś się takiego dzieje.. To wybicie szyby było w tak niefortunnym momencie, że naprawdę nie potrafią od tego uciec myślami.. A poza tym skoro mowa już o otwarciu sklepu w poniedziałek.. może Kochanie pomożesz Pani Hoffman, kiedy ja nie będę mogła.. Słyszała, jak dobrze radziliście sobie razem hehe.. och żartuję... Poza tym Sweeney w tym tygodniu teraz, otwiera już swój zakład.. Mam nadzieję, że nie przeforsujesz swojej nogi... A teraz życzę wszystkim smacznego i proszę mi wybaczyć, że dziś słaba ze mnie gospodyni.. poza tym Sweeney we wszystkim jakby mógł to by mnie wyręczył.. - Mężczyzna spojrzał na Nellie i uniósł kieliszek z winem po czym odparł. - Kochanie.. teraz nie myślmy o tym co złe.. ale obiecuje, że więcej się tak nie stanie.. A teraz ważne, jest byś była zdrowa.. Tak wyręczyłbym, bo wiele razy to Ty wyręczałaś mnie... - Julia spoglądała na nich spokojnie po czym westchnęła, właśnie tego dopieszczania brakowało jej między innymi w związku z Robertem, który raczej nie zauważał tego, że w ich małżeństwie wypalił się ten czar namiętności, chęci bliskości, popadł w rutynę, która była pomiędzy domem, a pracą, mimo że teraz jedno z tych ważnych ogniw tracił. - Mmmm jakie to miłe, mieć w drugiej osobie oparcie.. a sklepem proszę się nie martwić, ja naprawdę sobie poradzę.. Pan Todd niech odpocznie. Poza tym niebawem skoro sam otwiera swój zakład... Na pewno będzie mieć Pan pełne ręce pracy, hm..? Lecz nie ukrywam, że tak naprawdę denerwuje mnie sklep Pana William'sa ciągle wymyśla nowe smaki ciastek, bułek i nie tylko, by tylko prześcignąć Panią.. nie ukrywał, że niegdyś kupowałam tam pieczywo, czy inne rzeczy, jak Pani sklep był zamknięty... czy gdzieś indziej, jak miałam bliżej.. Lecz nie wszystkie te wypieki są aż tak bardzo smaczne. Bułki nadziewane grzybami i pietruszką, nie smakowały mi tak jak powinny...
Powoli oczywiście zajęli się jedzeniem obiadu, ale i rozmowami, Panie przede wszystkim miały swoje tematy, ale i panowie znaleźli coś dla siebie, ale te rozmowy nie raz przenikały się, że każdy rozmawiał z każdym. - Planujecie państwo wyjechać nad morze...? Kocham morze, mój dziadek był rybakiem, zawsze gdy byłem małym chłopcem zabierał mnie ze sobą na połów... Pamiętam, że wstawał o 4 rano i już się szykował, by o świcie wypłynąć łódką i zacząć swój połów.. Czasem je sprzedawał.. kiedy było dużo ryb, ale kiedy było ich dość mało, były po prostu przygotowywane na obiad... - Słuchali Roberta, jak mówił o swoim dziadku, obiad każdemu smakował więc słuchali tego, jeszcze z większym apetytem. Potem na stole, ale już w salonie, gdzie się przenieśli, pojawił się i deser w postaci ciasta i ciasteczek, ale jeszcze do jabłecznika, który był nieco pogrzany, Sweeney nałożył po dwie gałki lodów, które ostatnio kupił, a że były śmietankowe to pasowały do ich ciasta. - Nad morze..? Tak.. ale jeszcze nie teraz, najpierw niestety przed nami gorsze chwile jak proces sędziego Turpina, na którym musimy być.. A z czasem, na pewno w tym roku pojedziemy nad morze, poza tym Sweeney'a rodzice mieszkają nad morzem.. więc Pewnie ich odwiedzimy.. prawda? - Sweeney zaraz przytaknął na słowa kobiety, kiedy właśnie przyniósł napoje na tacy i stawiał przed każdym odpowiedni napój, czy to kawa czy herbata. - Tak, tak, na pewno.. jak nas nie zamęczą hehe.. Nad morzem na pewno jest lepsze powietrze niż tutaj.. szkoda, że Londyn nie mieści się nad morzem, byłoby idealnie.. a tak mamy tylko Tamizę... - Wzruszył ramionami, a Julia rozmarzyła się, bo kochała jeździć nad morze, choć dawno tam nie była niestety. - Pobyt nad morzem, jest taki uroczy, mnie zawsze marzył się dom przy plaży, a właściwie na wydmach... Lecz dawno tam nie byłam. Byliśmy nad morzem ostatnio jak byłam w ciąży z pierwszym dzieckiem, to już trochę czasu temu....Ale wspominam to bardzo mile.. Te kosze w których można sobie posiedzieć na plaży.. prawda..? Dalej są? Nie każda plaża to chyba oferuje.. ale przeważnie są takie schrony.. - Julia rozmarzyła się i spojrzała na swojego męża, który przytaknął lekko głową, ale nie miał aż tak artystycznej duszy, jak kobieta, czy nie odczuwał tak głęboko wspomnień jak jego małżonka i dla niego wyjazd nad morze, był po prostu wyjazdem nad morze, niczym więcej. Jedynie odpoczynkiem od obowiązków. Specjalnie przyglądała się Sweeney'owi co myślał on o takim wyjeździe i właśnie odparł. - W tym roku na pewno pojedziemy nad morze.. potrzeba trochę powdychać jodu, poczuć tą bryzę na twarzy, kiedy tak wieje wiatr, czasem da się to odczuć.. i zakraść się nocą do latarni morskiej.. podobno to takie schadzki zakochanych w takich miejscach się odbywają, cokolwiek to znaczy... Poza tym popłynąłbym gdzieś, nawet połowić ryby.. takie miejsca, jak pełne morze, czy pole, czy plaża, to doskonałe miejsca na własne refleksje i przemyślenia... Może ognisko uda nam się zrobić z rodzicami na plaży... Ale póki co nie wiadomo, kiedy się tam wybierzemy, może na jesień, to już nie będzie tam tak ciepło... - Wzruszył ramionami, mimo to przecież planować sobie mógł, nawet jeśli jeszcze do wyjazdu nad morze było dosyć daleko. Najchętniej zabrałby ze sobą córkę i wnuka, ale nie śmiałby nawet pytać o wspólny wyjazd. Nie w takim krótkim czasie, ale może za rok, czy dwa, uda im się pojechać tam razem. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.