SCM Music Player.

Bohaterowie.

niedziela, 30 października 2016

Part 357.

Policjant spojrzał na Nellie unosząc brew, czuł że była wściekła, a nawet nie musiał czuć, bo ewidentnie było to widać na kilometr. Chwilę jakby myślał, a za chwilę odparł na słowa kobiety i spojrzał na Sweeney'a, podejrzanym spojrzeniem, jakby wyczuwał od niego jakieś złe wibracje. - Nie, to na tyle.. Cóż, mimo wszystko to dla mnie ciągle mało. Dowody państwo zatarli... a każdego można na dobrą sprawę do czegoś przekonać.. - Sweeney prychnął na słowa mężczyzny i wstał od stołu, a zaraz oparł gwałtownie o blat dłonie i pochylił się w stronę mundurowego i odparł wściekły, aż uderzył pięścią w stół. - Słuchaj pan, bo nie będę powtarzać..! Brak logiki w tym co Pan mi zarzuca. Ma Pan kobietę swojego serca? - Policjant przytaknął głową i spoglądał na Todd'a oskarżycielsko, jakby zaraz chciał go aresztować, za podniesienie na jego głosu. Sweeney wiedział, że nieco ryzykuje tym zachowaniem. Spojrzał na Nellie, która patrzyła na niego uważnie, oczywiście że czuła stres i niepokój w tym momencie, nie dało się tego ukryć, ale tak samo była zła jak Sweeney. - To niech Pan sobie pomyśli, pozoruje Pan wypadek, po to by zyskać poparcie iluś osób i dorzucić kolejne dowody przeciwko osobie, która wcześniej zrobiła coś bardzo złego panu... A do tego niefortunnie krzywdzi pan swoją żonę, poprzez rzucenie kamienia w szybę, bo nie ma pan pojęcia, że właśnie ona tam stoi.. kaleczy pan jej plecy odłamkami szyby i samym kamieniem i na szczęście na tych obrażeniach się kończy..! I co uważa Pan, że może żona .. a w tym wypadku Nellie moja, zgodziła się na ten mój niecny plan.. że akurat będzie tam stała, a ja ją skrzywdzę?! I potem będę biegał jak wariat po szpitalu by lekarze jej pomogli i będę panikował, że zrobiłem jej krzywdę, a w rezultacie zgonie to wszystko na Turpina, przybiegnę na komisariat, by złożyć zeznania z mojej bajki, że to wszystko wina Turpina..by go pogrążyć?! Myślę, że on i bez tego jest w złej sytuacji..! Ale kto by mi wierzył prawda? Nellie chyba sama własnoręcznie chciałaby mnie udusić, gdybym w taki sposób ją zranił.. i uknuł z nią czy nie uknuł tego, to i tak w pana wersji jest to idiotyczne..! Rozumie pan to? Nie skrzywdziłbym nigdy kobiety, którą kocham..! Nie uchroniłem mojej żony przed łapskami Turpina, ale zrobię to teraz chroniąc Nellie..! -Nellie słuchała Sweeney'a co wykrzykiwał do policjanta, który siedział i słuchał go ze skrzyżowanymi rękami na klatce piersiowej i co jakiś czas marszczył czoło, albo poprawiał opuszkami palców swoja niewielką brodę, która i tak jeszcze nie tworzyła niczego konkretnego. - To nie brzmi mądrze. A Turpin nas nienawidzi, zrobi wszystko by się nas pozbyć. A tym bardziej zrobić wszystko by mnie zniszczyć. Czy do pana naprawdę to nie dociera? Turpin dawno temu odebrał mi moją żonę, odebrał mi moją córkę, którą wychował jak własną! A kiedy po latach powróciłem do Londynu, ku zaskoczeniu tego osobnika.. niedopuszczalne jest w jego wiedzy i umyśle, że chce odzyskać swoją córkę, utrudniał mi to na wszelkie sposoby, krzywdził, stawał na przeszkodzie.. A teraz gdy wszystko ma wyjść na jaw co robił i ma zostać ukarany to co się dzieje? Pan burzy nasz świat oskarżając mnie o coś czego nie popełniłem i nigdy bym sie nie dopuścił! Jak pan na litość boską śmie mnie oskarżać o coś tak absurdalnego..?! - Policjant w końcu wstał, przerywając Todd'owi kolejną salwę podniesionego głosu i odparł do niego, kiedy również pochylił się nad blatem. - Panie Todd, jeszcze jedno słowo... jeszcze jeden podniesiony głos z pana strony, a porozmawiamy inaczej. Pozwoliłem panu na tą wypowiedź, ale radzę opanować emocje.. Pani Lovett.. mogłaby pani uspokoić partnera... bo w innym razie, będę zmuszony pana aresztować, za napaść słowną na funkcjonariusza policji.  A wolałbym tego nie robić. Nie życzę sobie takiego krzyku.. Poza tym w tej sprawie coś nie do końca gra. Tak nagle państwo zaczęli otrzymywać te anonimy kiedy Turpin znalazł się tu w areszcie, a wcześniej, tego nie było, bo mścił się inaczej, tak? Poza tym jako władza, widziałem i słyszałem już nie jedno. Ludzie są zdolni do wyrzeczeń i nawet do takich krzywd, by tylko zdobyć odszkodowanie i być ofiara, poszkodowanym i wyjść z podniesionym czołem, ze wszystkiego. Nie wiem co tu zaszło naprawdę.. i proszę nam mnie nie podnosić głosu, lecz dla mnie to nieco dziwne, że Sędzia Turpin szanowany człowiek w tym kraju, znalazł się w takiej sytuacji.. a jeśli faktycznie chciał się pana pozbyć.. to proszę mi wybaczyć.. ale powiem prosto i jasno.. Czemu nie zrobił tego, raz a dobrze? - Nellie jak i Sweeney spojrzeli na siebie, a zaraz Nellie odezwała się niby spokojnie, ale jednocześnie z irytacją w głosie. - Miło nam pan posterunkowy życzy. Skoro pan nam nie wierzy, to niech nas aresztuje, jak ma ku temu dowody, ale w to jednak wątpię. Skorumpowana policja tylko potrafi tak mówić.. - Nellie chyba nie przemyślała ostatniego zdania, że powiedziała je na głos, bo może chciała powiedzieć to cicho, ale z drugiej strony nie żałowała tych słów, kiedy zaraz policjant się uniósł i odparł. - Że co proszę? - Sweeney podszedł do policjanta i powoli chciał go już skierować do wyjścia, dlatego gdy panowie znaleźli się blisko siebie twarzą w twarz, Pan Todd popatrzył przenikliwie i wręcz podle w oczy mundurowego. - O naprawdę oburza się pan o prawdę? Przecież, gdyby pan nie stał przeciwko nam zająłby sie pan w jakiś najmniejszy i choćby najgłupszy sposób, ale pan woli oskarżać nas.. bo my nie mamy co robić w życiu, tylko kamieniami rzucać do siebie.. i sprawiać sobie ból, prawda? Mam rację Kochanie..? Poza tym, skoro to wszystko.. to prosiłbym o opuszczenie naszego domu, tudzież sklepu.. gdyż moja Ukochana musi odpocząć, po tym okrutnym i bezwzględnym wypadku ludzi, którzy ewidentnie chcą się nas pozbyć. Rozumiem, że skończył pan? Ach i to pozwoli pan, że zabiorę.. - Sweeney wyjął z notesu policjanta ich poprzedni anonimowy list jaki dostali, który był włożony w folie, a zaraz położył go na stole i odparł dotykając dłonią folię i poklepał jakby ten list. - W takim razie pozwoli pan, że swoimi będziemy zajmować się sami i nie będziemy zbędnie niepokoić władzy, kiedy nie potrafi nam ona uwierzyć.. - Sweeney mówiąc te słowa, szedł na przód, zatem policjant się cofał, niczym jakby się go bał, mimo, że policjant był od Todd'a bardziej postawniejszy, a jednak wystraszył się człowieka, który posługuje się pół życia brzytwą w pracy. - Bo przecież Pani Lovett, znakomita piekarka słynąca ze swoich wypieków, i golibroda, który okazał się najlepszym w swoim zawodzie pozwolili sobie na dopuszczenie zamachu na samych siebie by zgonić to na kogoś, kto od lat miesza w moim życiu.. Jakie to proste oskarżać prostych ludzi.. hę? A teraz żegnam.. - po chwili otworzył drzwi przed policjantem, który i tak dotykał plecami drzwi i uśmiechnął się do niego przekornie, oczywiście mundurowy uznał, że Sweeney wkłada mu w usta nie jego słowa, na co Sweeney nie raz się zaśmiał, że przecież gliniarz i bez tego ma o nich, a tym bardziej o nim zdanie, jak o przestępcy, aż udało mu się zamknąć za tym człowiekiem drzwi i zasunął roletę, kiedy policjant jeszcze chciał się cofnąć do sklepu i Sweeney burknął. - Spieprzaj nim użyje na Tobie brzytwy... - A zaraz spojrzał na Nellie, która spojrzała na niego łagodnym wzrokiem i odezwała się podchodząc do niego. - Kochanie... uspokój się, my naprawdę nie potrzebujemy problemów.. Ale bardzo podobało mi się, jak z nim postąpiłeś i broniłeś mnie... Ale obiecaj mi, że już nigdy nie będziemy zgłaszać się z pomocą do policji. To naprawdę nie ma sensu, widzisz, że i tak nasze słowa nie dały mu nic do myślenia. Poza tym zaczynałam się zastanawiać, czy to nie był jakiś człowiek z jego rodziny.. Kuzyn, ktokolwiek... to i tak by nam nie pomógł, sam widziałeś, że stał za nim jak mur i widać popierał jego działania. Ale mamy co nasze, te listy.. dobrze, że zabrałeś mu nasz poprzedni list.. więc mamy oba... - Nellie podeszła do Sweeney'a i uśmiechnęła się do niego obejmując lekko go za szyją, kiedy Sweeney objął kobietę w talii i oparł się czołem o jej czoło. - Wiem... Ale to niedorzeczne, by pozwalać na coś takiego. Może niebawem naprawdę trzeba będzie pomyśleć o zmianie miejsca zamieszkania, z dala od Londynu, choć najchętniej zabrałbym z nami jeszcze Johannę i Tommy'ego... - Nellie pogładziła mężczyzny policzek, rozumiała jego złość i chęć przeprowadzki, tylko czy to by coś zmieniło? Ewidentnie wyszłoby na to, że chcą uciec. Lecz Sweeney właśnie zamierzał tak myśleć, że zmiana ich miejsca zamieszkania byłaby najodpowiedniejszym rozwiązaniem.
- Chciałbyś stąd wyjechać? Naprawdę? - Uniosła lekko brew, wcześniej w końcu kończyło się to słowami, że ucieczka nic nie da. Dlatego Nellie była nieco tym zaskoczona, no ale słowa a czyny, miały się daleko od siebie, przecież jeszcze niczego nie zrobili. Sweeney przytaknął kobiecie głową i powoli przeszedł z nią do salonu, gdzie zajęli miejsca na kanapie. - Zawsze mówiłaś, że Twoim marzeniem jest mieszkać nad morzem, kochasz ten widok, klimat, plażę, słońce, pamiętasz jak byliśmy u moich rodziców? No może nie było tam aż tak uroczo, bo jednak ciągle mieliśmy ich za sobą.. Ale gdybyśmy mogli mieć tam dom sami.. a do nich dojeżdżać... Domy wiem, że nie są tanią inwestycją, ale jeśli uzbieralibyśmy, mam trochę oszczędności... moglibyśmy  coś o tym pomyśleć.. A może kupilibyśmy jakąś kamienice, gdzie na dole miałabyś swój sklep, ja jeden pokój niewielki, na zakład.. a na piętrze byśmy mieszkali, tak jak tutaj... Ale nie uważam tego za ucieczkę, może właśnie tego potrzebujemy..? Kiedy to wszystko ucichnie.. Poza tym na dobrą sprawę Nellie.. uważasz, że jeśli Turpin zmarłby... dalej byśmy byli dręczeni? Przecież nikt już nie będzie miał władzy, kiedy Turpin zdechnie, mnie by na przykład to nie interesowało co się stanie z parą ludzi, którą niegdyś dręczyłem, jako osoba do brudnej roboty, bo co.. Turpin opłacałby ich po śmierci, poprzez jakiegoś zastępce? Na pewno nie. Przecież i tak, gdy będzie już martwy nic nie będzie go obchodzić.. Nie patrz tak posępnie na mnie Nellie.. ja po prostu czuję, że to miasto nas dusi.. i przytłacza. - Zbliżył się do Nellie i pogładził lekko jej udo, a zaraz dłoń przeniósł na jej policzek i zbliżył się bliżej jej ust, a Nellie przytknęła palec na usta Sweeney'a. - Kochanie... Sweeney... Tak, tak mówiłam pamiętam.. Wiem, wiem jak było nad morzem u Twoich rodziców.. Ale to jednak jest trochę ucieczka. Poza tym ani Ty, ani ja, nie mamy pewności, czy zamieszkanie nad morzem, byłoby dobre dla nas.. Zresztą praca to też trochę problem, tam mnie ludzie nie znają, trudno wkupić w łaski ludzi, kiedy mają już swoją stałą piekarnie, cukiernie, nowości raczej widzę, że społeczeństwo ciężko znosi.. Oczywiście wypieki, każdy próbuje, ale ja jako nowa piekarka, w obcym mieście, nie miałabym łatwo.. A pewność też jest znikoma, czy mielibyśmy tam spokój. Nawet jak Turpin dajmy na to umrze i nikt nie będzie nas prześladować. To nasz wyjazd nad morze, skąd wiesz, że nie przyniesie czegoś złego? Może tam zyskamy kolejnego nowego wroga? - Mężczyzna nie do końca rozumiał tok myślenia kobiety, czyżby była tak bardzo przywiązana do tego miejsca, że nie potrafiłaby zrezygnować z niego? Oczywiście zdawał sobie sprawę, że nie każdy musi ich polubić, że nie wszystko wyjdzie, ale miał dość tego, że tyle ludzi stało za sędzim, za człowiekiem, który wyrządził tyle złego.
Po chwili namysłu, chciał zmienić jednak temat i może faktycznie podchodził do tego zbyt emocjonalnie w danej chwili. - Hm.. nie wiem Nellie.. nie wiem... Czasem trzeba zaryzykować by się przekonać, a na pewno tego co tu jest nie sprzedawać, by mieć gdzie wrócić.. Choć wiem, że zbyt wiele w portfelu nie mamy, ale Skarbie.. jeszcze nie podjęliśmy żadnej decyzji, a ten cholerny gliniarz mnie wkurzył.. Ech.. może zrobię kolację hm..? Spędzimy chociaż miły wieczór, kiedy popołudnie nam się za bardzo nie udało... - Przesunął dłonią po policzku kobiety uśmiechając się do niej i pocałował lekko jej wargi, a zaraz podniósł się z miejsca i wstał, po czym udał się do kuchni, by przygotować kolacje. Nawet nie był za bardzo głodny, no ale mimo to wypadało coś zjeść.
Nellie spojrzała za Sweeney'em czuła, że był przygnębiony i zaczynał mieć dość Londynu, tego co się w koło nich działo, wiedziała że nie mogła pozwolić na to by kolejny raz wpadł w depresje i zamknął się w sobie inaczej, bała się że go straci bezpowrotnie. Siedząc w salonie zastanawiała się jak mogłaby poprawić tą sytuacje, co zrobić by spokojnie przetrwali te wszystkie dni do procesu i sam proces, bo wątpiła że tak naprawdę na jednej rozprawie się skończy. Turpin pewnie wezwał najlepszych prawników w całej Anglii i mogą grac na zwłokę odraczając sprawę o kolejne tygodnie. Tylko co znów by to dało? Nawet przekupienie sędziego? Naprawdę uratowałoby to Turpina, przed więzieniem? Wątpiła w to, ale według powiedzenia.."Głupi zawsze ma szczęście", kto wie jak potoczy się to tym razem.
Z zamyśleń wybudził ją zapach z kuchni, skąd czuła jak karmelizowała się cebula na patelni, choć zastanawiała sie co Sweeney robił, no i zaraz postanowiła to sprawdzić, a zarazem na pewno mu pomóc przy robieniu posiłku.
W tym czasie Sweeney tak naprawdę szykował jajka jak i kroił jeszcze nieco szynki, którą wrzucił do cebuli na patelnie, dodał nieco przypraw, by jedzenie było smaczne, a nie mdłe. Szykował też kromki chleba, ale nie przez cały chleb, tylko kroił na pół i układał na jeden talerz.
Nellie kiedy przyszła do kuchni spoglądała na mężczyznę jak szykował jedzenie, jak zawsze sprawnie mu to szło. Nie mówiąc już o tym kiedy kroił szczypiorek, Widziała w tym fach jego pracy, choć może golenie męskich zarostów, nie miało nic wspólnego z byciem kucharzem, ale po nim widziała, że miał w sobie do tego dryg i nie bał się kroić, tym bardziej, ze nie pamiętała, by kiedyś się przy tym skaleczył.
Nellie zas postanowiła nakryć do stołu, ale chciała z mężczyzną zjeść w salonie, gdzie było wygodniej, poza tym na jej plecy było lepiej, kiedy nie musiała siedzieć przy stole w jadalni. Przeszła bliżej obok mężczyzny i pogładziła czule jego plecy szepcząc. - Nakryję do stołu dobrze? Zjemy w salonie? Hm.. jak ładnie pachnie...

czwartek, 13 października 2016

Part 356.

- Wszystko tak naprawdę zależy od tego ile proces będzie trwał.. Jeszcze trochę ponad miesiąc do kalendarzowego lata i jeśli nawet nie dane byłoby nam wyjechać w tych ciepłych miesiącach, to wolałabym zdecydowanie bardziej odpoczywać w parku niż spędzać ten czas w sądzie.. Lecz na pewno wybierzemy się do Newcastle, to bardzo urocze miasteczko.. Nie można sobie odmówić chwili urlopu.. - Nellie uśmiechnęła się, a jej myśli poszybowały gdzieś daleko do wspomnień z owego miasteczka, w którym mieszkali rodzice jej ukochanego. Wtedy co prawda jej i Sweeney'a nie można było jeszcze uznać za prawdziwą parę, ale wiele w ich relacji się wówczas zmieniło. Wciąż dokładnie pamiętała ich wspólne momenty na plaży, pierwszy ich prawdziwy pocałunek, zatrzaśnięcie drzwi spiżarni, czy namiętne chwile w latarni morskiej. Pani Lovett spojrzała lekko rozmarzonym wzrokiem na golibrodę, mając nadzieję, że również podczas tego wyjazdu czekać będą ich tak miłe wspólne chwile. Zwłaszcza, że miała wrażenie, że rodzice Todd'a byli jego impulsem do wymyślania romantycznych miejsc ich spotkań poza domem. Sweeney odwzajemnił uśmiech kobiety i dotknął jej dłoni, poniekąd widząc w tym jej spojrzeniu wspomnienie ostatniej wizyty w Newcastle.
- No cóż, to prawda.. Lepiej by proces skończył się szybko.. razem ze stresem z nim związanym. A jak wyprawa nad morze się uda, to liczymy potem na ciekawe opowieści i wrażenia, prawda Robercie? A teraz już będziemy się powoli zbierać. Mamy jeszcze kilka spraw do załatwienia. Może pomogę w zmywaniu naczyń..? - Julia dopiła swoją kawę i spojrzała pytająco na golibrodę. W rzeczywistości nie mieli do załatwiania żadnych spraw, ale kobieta nie mogła już dłużej znieść tego, jak bardzo oddalili się z Robertem od siebie, podczas kiedy miała przed sobą obraz związku idealnego. Było jej chyba smutno i nie chciała dalej się o tym przekonywać, co do gospodarzy nie miała oczywiście żadnego ale. Zwyczajnie docierało do niej to, czego nie chciała sama przed sobą wcześniej przyznać. Robert przytaknął żonie, choć zastanawiał się czemu tak szybko chce uciekać do domu.
- Tak prędko chcecie państwo wracać.. No ale nic nie poradzimy na to niestety, czasami są sprawy, które trzeba koniecznie załatwić. Nie, już sami sobie poradzimy, ale dziękuję za dobre chęci. - Sweeney uśmiechnął się do Julii i tak zaraz wszyscy wstali od stołu. Pan Todd oczywiście nalegał Nellie, by pożegnała się z gośćmi jeszcze przy stole, lecz kobieta upierała się aby ich odprowadzić, bo też nie chciała zastygnąć w siedzeniu.
- W takim razie widzimy się w poniedziałek, hm..? A z panem Robertem pewnie zobaczę się jak odwiedzi zakład na górze. - Piekarka spoglądała na parę, jak zakładali swoje okrycia wierzchnie.
- Pan Robert pewnie zjawi się u mnie niebawem, wtedy zadbamy aby małżonka była zadowolona z jego wyglądu.. - Todd również obdarzył uśmiechem parę. Widział, że coś między nimi jest nie tak, nie dało się tego ukryć. Bardziej byli tu dwoma indywidualnościami niż małżeństwem, sprawiali pozory, by nikt nie pomyślał inaczej.
- Tak, z pewnością niebawem się zobaczymy, panie Todd. Dziękujemy za pyszny obiad i miłe towarzystwo. Do widzenia, do zobaczenia! - Julia również przyłączyła się do tych podziękowań i pożegnań, a zaraz para opuściła Fleet Street 186. Sweeney i Nellie odprowadzili ich jeszcze wzrokiem na ulicy, aż Hoffmanowie zniknęli z ich pola widzenia. Mężczyzna zamknął drzwi wejściowe, by nikt niepożądany nie dostał się do środka i oboje wrócili do stołu, by zebrać z niego naczynia.
- Jakie wrażenia po wizycie, hm..? Dość szybko się zebrali.. Podczas gdy byliście na górze, Julia przyznała się, że Robert niebawem straci pracę przez zamknięcie fabryki i podejrzewam, że przez to zrobiło się między nimi dość chłodno.. Ta kobieta musi teraz pracować, by utrzymać jeszcze trójkę dzieci.. - Nellie ustawiała na tacy wszystkie kubki, szklanki i talerzyki deserowe.
- To mili ludzie, ale no właśnie.. coś jest nie tak. Naprawdę? Tym się nie pochwalił, no oczywiście nie musiał, ale moi klienci zwierzają się czasem z różnych problemów przy goleniu. Teraz sporo rzeczy się wyjaśnia. Szkoda że muszą teraz przechodzić przez taki kryzys, ale my przecież też nie żyjemy w bajce, której można bezgranicznie zazdrościć. Tak, mamy siebie, ale mamy wciąż kłopoty z Turpinem, długą drogę zdobywania zaufania Johanny i wątpię aby ktokolwiek chciał się zamienić z nami miejscami. - Sweeney zebrał wszystkie większe talerze i ustawił je na jednym miejscu, po czym raz jeszcze odparł. - Już dam sobie radę Nellie, usiądź, proszę.. Powinnaś się oszczędzać, jeszcze przynajmniej kilka dni. Zasługujesz na odpoczynek. Szybko się z tym uwinę i przyłączę się do Ciebie.
- Prawda, tak.. Nam wątpię, że ktoś tak współczuje tych niezbyt przyjemnych rzeczy.. Ale mimo wszystko nie miałam serca zamykać sklepu na ten tydzień i pozbawiać jej choćby połowy tygodniówki, zwłaszcza ze względu na dzieci.. - Kobieta jeszcze przetarła stół ścierką, tak aby wszystko było w miarę czyste. Na dokładne porządki miała jeszcze przyjść pora. Wysłuchała słów ukochanego i rzeczywiście postanowiła wcielić je w życie. Nie miało sensu oszukiwać się, że nie czuła się rewelacyjnie. - Trochę głupio mi, że zostawiam Cię z tym samą.. lecz chyba jednak pójdę na górę, trochę poleżę.. Dziś tak nie tryskam energią. Będę tam na Ciebie czekać Sweetie. - No i tak Pani Lovett powoli udała się na górę, do sypialni. Po drodze zajrzała jeszcze do łazienki, skąd napiła się zimnej wody, a w pokoju uchyliła okno, aby do środka dostało się trochę świeżego powietrza. Teraz nie sięgała już po żadną książkę, a zwyczajnie położyła się na łóżku i przykryła kocem. Nie broniła się przed snem, widocznie tym razem potrzebowała tego.
Na dole Sweeney zajmował się zmywaniem, z którym zeszło mu się trochę czasu. Kiedy skończył, zerknął na swój zegarek i zastanowił się, czy policjant jeszcze ich dzisiaj odwiedzi. Lecz tego nie był w stanie przewidzieć. Po ukończeniu sprzątania mężczyzna już powoli szedł po schodach na górę, chcąc zorientować się co z Nellie, lecz przerwał mu w tym niecierpliwy dzwonek do drzwi. Golibroda westchnął lekko poirytowany, że jego myśli przywołały mundurowego i zawrócił, by go wpuścić. Choć równie dobrze mógł się spodziewać z jakiegoś powodu ponownie państwa Hoffman, a na pewno miał nadzieję na pojawienie się jego córki i wnuka. Mimo podwójnego dzwonka, po drugiej stronie drzwi nie zastał nikogo. Już otwierając drzwi czuł, że coś jest nie tak. Todd wyszedł za próg i rozejrzał się po ulicy. Jednak nie dostrzegł nikogo, kto zniecierpliwiony porzucił zamiar odwiedzin ich domu. Życie ulicy toczyło się jak zwykle.
- Ciekawe.. - Wzruszył ramionami i cofnął się do środka. Jednakże zanim zamknął wejściowe drzwi, dostrzegł cienką kopertę na wycieraczce. Schylił się po nią i już ostatecznie wycofał do środka. Nie zapomniał oczywiście o zamknięciu drzwi i zaraz przysiadł przy sklepowym stoliku, nie mogąc powstrzymać się do swojej ciekawości co do zawartości korespondencji. Choć samo to gdzie ją znalazł i że na pewno nie została dostarczona przez listonosza, niepokoiło Sweeney'a. Wreszcie wyjął ze środka kawałek papieru i odczytał jego treść. Charakter pisma był mu już znany.
"Jak się trzymasz, Todd? Ciekawe jak tam Twoja droga Nellie.. Ostatni zbieg okoliczności był dla niej dość przykry. Na Twoim miejscu rzeczywiście zacząłbym się bać i uważać. Co jeśli Panią Lovett dotknie coś bardziej przykrego? Znów pobiegniesz na policję? A może poskarżysz się mamusi.. Strzeż się, tchórzu."
Sweeney przebiegł oczami po tych słowach jeszcze kilka razy. Poczuł w sobie narastającą wściekłość na Turpina, ale i na to że po przeczytaniu takiej wiadomości nie był w stanie nic zrobić. Był bezsilny i jednocześnie obserwowany przez opłaconych zbirów Turpina. Ci byli widocznie świetni w swoim fachu, zwłaszcza że widocznie nie wyróżniali się niczym w tłumie. Sędziemu nie można było zarzucić złego wyboru ludzi, ale i sprytu. Doskonale wiedział, że golibroda nie przejmie się do tego stopnia groźbą względem jego samego, ale możliwość sprawienia krzywdy Nellie działała na niego wiele razy mocniej. Nie mógł znów stracić z jego rąk swojej wybranki. Mężczyzna dał sobie chwilę na odetchnięcie, po czym ruszył na górę, upewnić się że z Panią Lovett wszystko w porządku. W drodze po schodach jego serce biło znacznie szybciej niż zwykle, jakby podświadomie oczekiwał już tam najgorszego. Uspokoił się jednak widokiem śpiącej kobiety, usiadł na skrawku łóżka i poprawił koc, którym się przykryła. Siedział tak chwilę w zadumie, czasem spoglądając na tekst od Turpina, jakby miał tam znaleźć rozwiązanie dla całego tego zastraszania. Nellie wyrwała go z tego zamyślenia, ponieważ nie spała aż tak mocno, by nie poczuć obecności mężczyzny.
- Sweetie.. czemu tutaj tak siedzisz.. połóż się obok.. - Odparła lekko zaspanym głosem i dotknęła boku mężczyzny, by przyłączył się do niej. - To tak w nagrodę z uporaniem się ze sprzątaniem. Chodź.. obiecałeś. - Po chwili już przyłączył się do niej i oboje leżeli pod kocem. Objął kobietę i wtulił się w nią, przez chwilę zastanawiając się czy psuć tą chwilę wiadomością od Turpina, lecz postanowił jeszcze chociaż przez moment nie poruszać tego tematu.
- Przyjemnie mi tutaj z Tobą.. możemy tak zostać, nie mam dziś zbytnio energii na co innego.. - Pani Lovett przytaknęła na słowa ukochanego i wspólnie zdrzemnęli się jeszcze na około godzinę. Skoro ten dzień był wolny, mogli go sobie wykorzystać właśnie w ten sposób. Gdy para na nowo się obudziła, kobieta odwróciła się przodem do golibrody i musnęła czule jego wargi.
- Znam tą minę.. coś jest nie tak? Źle się czujesz, hm? - Dotknęła jego policzka, jednocześni spoglądając w oczy Sweeney'a, których wyraz sygnalizował, że myślami jest zupełnie gdzie indziej.
- Dostaliśmy kolejną wiadomość od Turpina. Jej treść mnie niepokoi. - Sweeney zaraz sięgnął po nią do szafki stojącej przy łóżku i podał Pani Lovett. Kobieta zaraz podniosła się na łóżku i przeczytała zapisane na papierze słowa.
- Ech.. zatem tak sobie z nami pogrywa.. Jakby to koniecznie mnie się chciał pozbyć, a Ciebie zapewnić, że sobie nie poradzisz. Sweeney.. nie wiem co mamy na to poradzić, skoro policja nam nie ufa.. Może pora wzmocnić zamki w domu, szyb nie zabezpieczymy, ale gdyby dorobić chociaż jedną przeszkodę w drzwiach, nikt by przez nie się nie dostał.. Zwłaszcza w Twoim zakładzie.. To wszystko jest niepokojące, bo nawet jeśli Turpina zetną, to mógł opłacić ich na tyle, że nawet po jego śmierci będą chcieli nas zniszczyć.. A co jeśli ktoś z jego rodziny.. ktoś kogo nie znamy również będzie się chciał zemścić.. Chyba musimy znów mieć na wierzchu nasz pistolety.. - Nellie westchnęła i odłożyła liścik na szafkę po swojej części łóżka, po czym z niego wstała i powoli podeszła do okna. Myślała o tym, czym sobie zasłużyli na te trudne chwile. Gdy zerkała przez okno na ludzi przechadzających się po ulicy, jej wzrok padł na pewnego mundurowego i śledził go przez cały czas. - Chyba zaraz będziemy mieć gościa.. - Todd zaraz znalazł się przy kobiecie, lecz nie zdążył już dostrzec policjanta z okna. Zamiast tego w domu rozległo się naprzemiennie z dzwonkiem mocne pukanie.
- Mam nadzieję, że nie będzie tu długo siedział.. zresztą jest już późno, jak na takie wizyty. - Oboje zaraz zeszli na dół, choć zabrali ze sobą jeszcze wiadomość od Turpina, jako kolejny dowód, że chce im zaszkodzić. Wraz z policjantem przeszli do kuchni, ponieważ mężczyzna koniecznie chciał obejrzeć wstawioną szybę.
- Byłem u szklarza, w szpitalu, jak i u państwa przyjaciółki. Oboje potwierdzili tą samą wersję wydarzeń. Jednak aby wszcząć prawdziwe śledztwo potrzeba mi jeszcze jednej rzeczy.. - Brunet w średnim wieku przyglądał się ramie okna, choć tak naprawdę dalej nie wyglądał na zainteresowanego całym zajściem.
- Czego dokładnie..? - Sweeney z rezygnacją w głosie zwrócił się do mundurowego. Już sam nie wiedział czego mu jeszcze potrzeba, kiedy dostał wszystkie przydatne informacje. - Nie wiem jakich potwierdzeń pan oczekuje..
- Kogoś, kto widział zdarzenie z zewnątrz.. znaczy osobę, która rzuciła kamieniem.. Wiem, że to państwo zostaliście poszkodowani, ale przecież nie mogę całkowicie założyć, że jesteście niewinni.. i to nie jest spisek.. a to sędzia Turpin, siedzący za kratkami, zawinił temu zdarzeniu. - Mężczyzna odwrócił się znów do pary, sprawdził coś w swoim notesie i rzucił całkiem prowokujące spojrzenie golibrodzie. Teraz już oczywiste było, że nie jest po ich stronie.
- Sugeruje pan, że sami sobie wymyśliliśmy ten wypadek? Że.. Może to ja rzuciłem ciężkim przedmiotem z zewnątrz i wszystko sobie upozorowaliśmy?! A do tego zmusiliśmy dwie osoby wraz z gronem lekarzy do składania fałszywych zeznań?!
- .. i to, że sami piszemy sobie wiadomości z groźbami, tak? Więc pewnie nie zrobi na panu wrażenia fakt, że dziś znaleźliśmy drugi taki list. To jakiś cholerny absurd. - Ta właściwie pierwsza wypowiedź Pani Lovett jakby uświadomiła policjantowi, że nie znajduje się tu jedynie sam na sam z Todd'em.
- Przykro mi.. Przepisy to przepisy. Ale chętnie zobaczę tą wiadomość.. - Policjant zaraz usiadł przy stoliku kuchennym i przeczytał wiadomość od sędziego.
- Jednak jeśli nie może pan zacząć śledztwa, nawet będąc w posiadaniu tylu dowodów.. proszę nie zabierać tej wiadomości.. Przyda nam się na rozprawie. Tak samo jak i to, co zostawił u pana Sweeney.. Szkoda by było gdyby tak istotne dowody zniknęły przed rozprawą.. - Nellie prawie, że wyrwała z dłoni mundurowego papier i przekornie zapytała. - Coś jeszcze?

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.