SCM Music Player.

Bohaterowie.

niedziela, 27 listopada 2016

Part 360.

Sweeney podczas golenia kolejnego klienta zastanawiał się nad tym o czym rozmawiał jeszcze chwilę temu z Nellie. Może źle jednak robili odmawiając kobiecie pobytu u nich? Nie czuł się z tą myślą dobrze.Starał się postawić na miejscu Sophie z czego uznał, że Nellie byłaby ostatnim kołem ratunkowym jakie by stracił.
Kobieta mogłaby się u nich zatrzymać, owszem! Lecz na krótko, ale z drugiej strony skąd mogliby wiedzieć ile to wszystko potrwa? Zresztą z drugiej strony, były przecież hotele, motele, wiedział, że to rodzina, no ale widać Nellie nie była również skłonna do tego, by gościć tu Sophie z córką. Inaczej oboje chyba czuliby się skrępowani, że ktoś śpi na dole, a wtedy Sweeney nie potrafiłbym nie być tu skrępowany, ale i troszkę zestresowany, bo jakoś nie był przyzwyczajony do tego, żeby nocowała tu kobieta z dzieckiem dodatkowo. Poza tym też nie wyobrażałby sobie tego, by nocowała tu jego córka i wnuk, tym bardziej, że tak naprawdę ten budynek nie należał do niego, dalej przecież wynajmował kawałek zakładu u Pani Lovett.
Sweeney zajmował się pracą, oczywiście podczas swoich przemyśleń nawet nie zaciął swojego klienta. A kiedy ten do niego mówił oczywiście Todd odpowiadał spokojnie i lekko uniósł brew na pytanie mężczyzny w którejś chwili. - Denerwuje się Pan rozprawą, Panie Todd..? - Zerknął na golibrodę, kiedy ostrzył brzytwę o pas, widział jak zacisnął dłoń na brzytwie, na myśl o tym. A nawet cofnął się przed kolejnym ruchem Sweeney'a na jego twarz. A Sweeney złapał mężczyznę za ramię i rzekł. - Spokojnie. Chyba, że chce Pan mieć tylko pół twarzy bez zarostu.. Czy się denerwuje..? Oczywiście, że tak. A Pan by się nie denerwował..? Nie wiem jak to się potoczy, wiele ludzi jest za sędzia Turpinem, a ja nie wiem czego mam się spodziewać na tej rozprawie.. Chciałbym mieć to już za sobą. To co zdecydował się pan czy zostawiamy wąsy, czy nie..? - Spoglądał na mężczyznę i cicho westchnął kiedy golił go, aż klient zdecydował się na zgolenie wąsów, co Sweeney zaraz powoli wykonał.
W tym czasie Nellie w dalszym ciągu siedziała przy biurku i męczyła się nad listem do Sophie, a jej kolejne zdania powstawały niezbyt szybko, w końcu Nellie nie chciała Sophie w jakikolwiek sposób urazić. Spojrzała poprzez okno i cicho westchnęła zastanawiając się jak napisać Sophie, że nie może się u niej zatrzymać. Skłamać coś? Nie, to by było bezsensu, dlatego zaczęła ten wątek od takich słów:
"Sophie, uważam, że ta decyzja co zrobisz, zależy tylko od Ciebie. Przemyśl to jeszcze raz, czy aby na pewno chciałabyś zamieszkać w Londynie. Czy znajdziesz tu dla siebie perspektywę, czy na pewno Helen będzie tu dobrze. Dla dziecka to naprawdę duże wyzwanie zmienić swoje środowisko, przyjaciół, na nowych, by porzucić na zawsze starych. Z Tobą jest tak samo, ja wiem, że tutaj macie mnie. Lecz nie mieszkam sama. Jak wcześniej wspomniałam, mam partnera, Sweeney'a to dobry człowiek, kocham go całym sercem.
A co do waszej gościny u mnie, sama nie mam pojęcia jak mam to ująć, ale nie sądzę, by był to dobry pomysł. U nas się nie wyśpicie, Oboje wcześnie wstajemy, ja zajmuje się sklepem, piekę, gotuję, jest dość głośno. A Sweeney..." Nellie pisała dalej starała się wytłumaczyć Sophie, że nie byłoby to łatwe mieszkanie razem, poza tym napisała też nieco kolorując, że obecnie przechodzi nieco cięższe chwile i nie chciał by coś pomiędzy nimi pękło. Poza tym z jednej strony obawiała się, że jeśli Sophie by tu była, to Sweeney całkiem mógłby się od niej odsunąć, na myśl za każdym razem, wieczorem, że nie są tu sami, a tego nie chciała. Potrzebowała go. Oczywiście zdawała sobie sprawę z tego, że ostatnio nie mieli zbyt wiele czasu i przyjemnych chwil dla siebie, ale liczyła, że się to zmieni. Choć obecnie oboje nie przyznając się przechodzili trochę stresu związanego ze zbliżającą się rozprawą.
Zsunęła na chwilę okulary z nosa i słyszała, też jak z zakładu Sweeney'a, albo ktoś wchodził, bądź wychodził, a był to Anthony. Sweeney właśnie szykował kolejną miksturę piany, aż wyjrzał zza swojego zaplecza i spojrzał na stojącego i rozglądającego się Anthony'ego, a zaraz odparł do niego. - Anthony..? Czyżby na usługę do mnie.. ale chyba nie masz tam zbyt wiele do golenia hm..? - Zaśmiał się pod nosem, a zaraz wyszedł z miseczką piany do młodego mężczyzny i wskazał mu na fotel by na nim usiadł i się rozgościł. - Witam Panie Todd. Nie, nie... ja sobie poradzę z moim zarostem.. Wiele tego jeszcze nie widnieje na mojej twarzy... Jednak przyszedłem tu by Pana o coś zapytać.. Pan sporo już tu mieszka.. a ja może będę miał szczęście i uzyskam odpowiedź na swoje pytanie. - Golibroda uniósł brew ku górze, a kiedy Anthony usiadł wygodnie w fotelu, to mężczyzna się do niego zbliżył i oparł dłonie o zagłówek fotela. - Witam. Zależy o co chcesz zapytać? Coś się wydarzyło, masz dość taką niepokojącą minę... zgubiłeś coś? - Anthony pokręcił głową zaś po chwili odwrócił się do golibrody i odparł, kiedy ten wycierał ręce w ręcznik.- Za kilka dni rozprawa z Turpinem.. prawda? Słyszałem, że w mieście szykują się zamieszki... ludzie chcą go powiesić. Wie Pan ile na tego człowieka jest skarg, ile wpływa na komisariat oskarżeń? Ale nie o tym chciałem mówić.. Nie wypływa Pan z Londynu..? - Sweeney zaraz przysiadł nieco na blacie z tyłu za plecami młodzieńca, gdzie miał różne swoje narzędzia, kosmetyki dla klientów, czy także kalendarz na zapisy do niego. - Tak. Zamieszki? Byle tylko okien nie powybijali to dla mnie mogą robić ludzie co chcą. Powiesić? A jesteś tym zbulwersowany? Ja bym chętnie to zobaczył.. Ale nie liczmy na coś co nie nastąpi. Zaczynam wątpić w to, że w ogóle ten człowiek pójdzie do więzienia, a nie znajdzie się jakiś wielki gość z plecami, który go ocali, od tego co tak naprawdę jest mu przeznaczone i to na co sobie zasłużył. A co dadzą te skargi? Przecież ma odbyć się rozprawa, nie do końca to rozumiem, przed samym wyrokiem chcą go jeszcze obciążyć..? Lecz same skargi w stylu.."On mi zrobił to i tamto.." to kto w to uwierzy, jak nie ma świadków, dowodów, i niczego? Golimy? Za pół ceny... i tak dużo tego nie będzie.. hm..? Nie, nie wypływam... Ale czemu o to pytasz hm? - Uniósł brew lekko i zastanawiał się nad wystrojem swojego zakładu, by bardziej przyciągnąć klientów do siebie, a nawet myślał nad zmianą napisu na jego drzwiach widoczną dla przechodniów, by bardziej zachwycał. Ale i skupiał się na Anthony'm, który chyba sam do końca nie wiedział po co tu przyszedł, ale zaraz odparł po głębokim wdechu. - Panie Todd.. to miasto tak naprawdę jest dla mnie dość obce, ale ostatnio wydarzyło się coś o czym nie mogę zapomnieć, a raczej o kim.. Pan jest jedyną osobą, która przeżyła ze mną całą podróż do Australii i zdążyliśmy się nieco poznać.. Po prostu... Po prostu.. to dziwne, ale oczarowała mnie kobieta. A najgorsze jest to, że.. - Zaraz opadł w fotel jakby czuł się jak na łóżku ze świeżą pościelą, lub w wygodnym leżaku plażowym, czy czymś podobnym. - że nie potrafię o niej zapomnieć.. Miała takie długie lśniące jasne włosy, gładką bladą cerę, usta jak malina, oczy, które skradły mą duszę... - Sweeney za chrząknął, nie chciał by Anthony tu mu się za bardzo rozmarzył i zaczął opowiadać dogłębniej. Młodzieniec ocknął się ze swoich marzeń na kaszel golibrody i mruczał dalej. - Chyba jeszcze żadna kobieta, dziewczyna nie zrobiła na mnie takiego wrażenia jak ta piękność.. Stała w oknie, czy przy oknie... Widziałem ją dwa razy, był z nią jakiś mężczyzna, dziecko.. Ach można tylko pozazdrościć.. - Sweeney słuchał mężczyzny i kiedy ten tak siedział w fotelu podszedł do niego z pianą gotową, którą zaczął nakładać na jego młodą twarz, na co mężczyzna aż podskoczył i zbulwersował się. - Ale ja..! - Sweeney przytaknął palec do swoich ust i odparł. - Wyglądam jak barman, gdzie ludzie z reguły się zwierzają w barach, pubach i innych melinach? Oczywiście, nie obraź się Anthony, słucham Cię.. ale skoro podoba Ci się ta młoda niewiasta, to nie wypada wyglądać jak człowiek? A nie jak jakiś kloszard.. Te buty zabłocone raczej kobiecie się nie spodobają.. - Golibroda golił Anthony'ego, a tak naprawdę nie miał pojęcia, że mówili o Johannie, o córce Pana Todd'a. To właśnie w niej Anthony się zadurzył.
Co prawda nie poznał jej, widział ją raz, czy dwa, a już jego serce tak mocno biło na widok samego okna, gdzie ukrywała się młoda kobieta. Ogolił przez ten czas mężczyznę, tym bardziej, że trwało to dość krótko, tak naprawdę nie wziął od niego zapłaty. - Panie Todd... dziękuję, ale to nie było konieczne. le ja wolałbym już zapłacić, nie chcę być Panu dłużny... Przepraszam za to najście i to co powiedziałem, ale wie Pan jak trudno tu komuś zaufać, Pan jest jedyną osobą, której tu mogę ufać. - Jeszcze chwilę ze sobą rozmawiali, ale już czekała kolejna osoba i kolejna, kolejna, i jeszcze jedna, aż Sweeney na chwilę oderwał się od pracy by zejść na parter i napić się choćby wody.
W kuchni pojawiła się Pani Lovett, kiedy Sweeney schodził z piętra i uśmiechnęła się do mężczyzny, a zaraz zbliżyła się do niego i pocałowała jego policzek co odwzajemnił. - Miąłem zaraz do Ciebie zajrzeć.. Jak sie czujesz Nellie.? - Kobieta pogładziła gładki policzek mężczyzny i choć przez chwilę wtuliła się w jego ciało szepcząc cicho. - Dobrze. Skończyłam pisać list do Sophie... mam nadzieję, że się na mnie nie obrazi. Starałam się jej wytłumaczyć to, dlaczego nie może się u nas zatrzymać.. Napisałam, że moglibyśmy jej zarezerwować miejsce w hotelu, ale z drugiej strony, nie chcę by miała pretensje o lokalizacje, pokoje, o cokolwiek. Ach.. troszkę źle mi z tym, że tak postępujemy, ale nie chcę by nasze życie miało się odmienić, przez dwie osoby.. ani nie chcę być niańką dla Helen.. a domyślam się, jakby to w innym przypadku wyglądało. Kochanie znajdziesz czas by to dziś wysłać.. dużo masz klientów? - Okej. Nie martw się tym, Sophie chyba zrozumie, poza tym nie jesteśmy hotelem, prawda? A kto wie, jakby tu była jak by się to potoczyło? Czasem ludzie ulegają temu co już mają i trudno ich przegonić.. Ja nie mówię, że ona taka jest, ale jak ktoś dobrze się gdzieś poczuje to potem powstają kolejne problemy.. Tak, niebawem wyjdę, to załatwię co potrzeba.. A Ty odpoczywaj, hm? - Ucałował Nellie w policzek i pogładził dłońmi jej biodra, ale długo to nie potrwało, bo musiał wracać na piętro, poza tym chciał niebawem wyjść by zrobić to co sobie założył, w końcu wieczorem miał zabrać Nellie nad Tamizę, nie chciał by to się nie udało.
Napił się jeszcze wody i zabrał filiżankę herbaty ze sobą na piętro, no i niestety musiał wrócić do pracy, nie zadowalało go to, że dziś mimo wszystko póki co spędza czasu z Nellie, ale jakoś na to co tu mieli trzeba było zarobić. Kobieta odpoczywała oczywiście, nie chciała robić przykrości Sweney'owi i kiedy zajrzał podczas pracy do sypialni, to oczywiście tam była i czytała coś, bądź po prostu zasnęła. Najchętniej spędziłby tak beztrosko czas z kobietą, lecz musiał się trochę zrehabilitować w końcu wypłatą, bo przecież to jego część tego budynku była zbyt długo zamknięta, by teraz nagle stwierdzić, że mu się nie chce pracować. Zarabiać musiał, musiał pracować, poza tym lubił swój zawód, jakoś nie narzekał na to. Nellie na razie o Anthony'm nie opowiadał, postanowił zostawić to może na wieczór, w końcu mogli troszkę z niech pochichotać, że młodzieniec się zakochał w kobiecie, którą nie znał, a tylko wdział i to jeszcze z okna domu.
Kiedy tylko Sweeney zdołał urwał się z pracy, zabrał list do wysłania, listę zakupów i udał się pierw nad Tamizę, by zarezerwować stolik na statku. Zerknął na swój zegarek w kieszeni i westchnął, w końcu nie miał na to zbyt wiele czasu, a poza tym powiedział, że idzie tylko na pocztę i na zakupy. Dlatego zaraz zatrzymał nadjeżdżającą dorożkę, która i tak była pusta i zaraz kazał się zawieść nad Tamizę, gdzie cumowały statki rejsowe. Nie miał innego wyjścia, a poczta była jeszcze otwarta to zdąży wysłać list do Sophie jeszcze dziś.
A w tym czasie w sklepie Pani Lovett pojawił się dość dziwnie denerwujący klient, który sam nie wiedział czego chce i Julia nie do końca potrafiła sobie z nim poradzić, kiedy ten ciągle zmieniał decyzje co by chciał kupić, czy zjeść na miejscu ze słodkich wypieków.
- Może rogalika z dżemem, i ta bułką z serem.. albo nie.. nie.. kawałek sernika.. i na wynos takie dwie kostki szarlotki.. Chociaż.. a co to jest za ciasto polane czekoladą? - Julia więc przekładała ciastka z miejsca na miejsce, aż odezwała się, choć jeszcze była spokojna. - Przepraszam, ale nie może Pan pierw przemyśleć tego co by Pan chciał.. Jest Pani niezdecydowany, a ja nie mogę tak przekładać jedzenia w tą i z powrotem.. - Nellie w tym czasie przebywała sobie w salonie i właśnie nieco sobie sprzątała, ścierała kurze z nudów, ale kiedy doszła do jej uszu dyskusje ze sklepu, postanowiła sprawdzić, co się tam dzieje.
- Ale o co Pani chodzi? - mężczyzna spojrzał na Julię jak z wyrzutem widać miał się za kogoś wybitnie ważnego, który został źle obsłużony bo aż prychnął markocąc pod nosem. - Zdecydować.. pff.. jakby ktoś tu poza mną jeszcze czekał.. - Po chwili na sklepie pojawiła się Pani Lovett i spojrzała na otyłego mężczyznę, który właśnie oczami prawe wchodził im w gablotę ze słodyczami i aż dotykał brzuchem szkła. - Dzień dobry... W czym mogę Panu pomóc..? - Mężczyzna zaraz spojrzał na Nellie jakby zobaczył szefa z pracy i odparł. - A Pani to? - Nellie podeszła bliżej Lady i zaraz znalazła się przy gablocie i spojrzała na mężczyznę, a do Juli puściła oczko, by się nim nie przejmowała. - Jestem właścicielką tego sklepu... Słucham co możemy Panu podać..? Drożdżówkę może hm..? Babeczki? Muffinki, bądź ciasto przekładane kremem, biszkopt nasączony alkoholem i przekładany kremem kakaowym. Może pieczywo? Czego Pan sobie życzy?

czwartek, 17 listopada 2016

Part 359.

Sweeney właśnie szykował śniadanie dla siebie i dla Nellie, która wciąż słodko spała. Lubił zaskakiwać ją śniadaniami do łóżka, a dodatkową motywacją do wykonywania tego zawsze były jej reakcje. Swoje śniadanie starał się zjeść jeszcze w kuchni, by na górze spędzić trochę czasu z ukochaną przed otwarciem zakładu. Mężczyzna krzątał się w kuchni, czasami spoglądając na ścienny zegarek, a głównie przygotowując tacę ze śniadaniem dla Pani Lovett. Znalazła się tam granola, czyli nic innego jak jogurt naturalny, mieszanka pieczonych orzechów z miodem i kawałki pokrojonego banana, miseczka z owocami i ulubiona kawa z mlekiem. 
Gdy skończył swoje śniadanie, w domu rozległo się pukanie do drzwi. Golibroda zaraz otworzył je pani Hoffman i kobieta znalazła się w lokalu.- Dzień dobry, Panie Todd.. Pogoda dziś dopisuje, prawda? A jak tam ponowne otwarcie zakładu? Klienci powracają do sprawdzonego zakładu? - Oboje przeszli do kuchennej części, gdzie kobieta założyła swój roboczy fartuszek, by zbytnio nie ubrudzić swoich ubrań mąką.- Witam. Na to wygląda, tak.. Teraz powinno być już tylko cieplej, choć u nas dość różnie z pogodą bywa. W porządku, nie narzekam na brak klientów. Właściwie to cieszę się, że nie muszę już siedzieć tak biernie przez cały dzień.. choć to znów przydałoby się żeby mieć na oku Nellie.. Mam prośbę, gdyby była pani potrzebna jakaś pomoc.. proszę zwrócić się do mnie, wolałbym żeby Pani Lovett dzisiaj odpoczywała, a bardzo ciężko jej to idzie.. - Sweeney uśmiechnął się lekko do kobiety, po czym przeprosił ją i wrócił się do drzwi, bo miał wrażenie że na ulicy mignął właśnie listonosz, który coś wrzucił do skrzynki. I tak rzeczywiście było. Korespondencja była zaadresowana do piekarki, więc jedynie dołączył ją do śniadaniowej tacy.- W takim razie cieszę się.. Dobrze, rozumiem. Cóż, Pani Lovett po prostu taka jest, ciężko jest jej usiedzieć na miejscu i nie pracować.. choć to dość rzadka cecha. W takim razie życzę miłego dnia.. - Julia zabrała się do pieczenia świeżych bułeczek, a Sweeney również życzył jej miłego dnia i pośpieszył na górę. W sypialni uchylił okno, by trochę się przewietrzyło i cicho wrócił do łóżka. Zanim Nellie zaczęła się budzić,  upłynęło jeszcze kilka minut, podczas których Todd miał okazję do namysłu nad zorganizowaniem miłego wieczoru nad Tamizą. Właśnie przyszło mu do głowy, że warto byłoby wcześniej zarezerwować stolik w możliwie najlepszym miejscu statku. Poza tym chciał też zamówić dyliżans, który miałby dowieźć ich bezpośrednio do portu. Co prawda nie był on oddalony o więcej niż pół godziny spaceru, lecz wolał jednak oszczędzać plecy kobiety. 
Mężczyzna chciał uczynić ten wieczór wyjątkowym, a nie tylko spędzić go jak zwykle na siedzeniu w salonie. Taki wariant też nie był zły, ale czasem warto wprowadzić trochę urozmaicenia. Chyba sam tego potrzebował. W każdym razie wolał załatwić wcześniej stolik i upewnić się, że wybrany statek nie będzie tak duży, by pomieścić liczne grono zachwycających się Londynem, coraz tłumniej przybywających turystów. Chciał aby na statku panowała niepowtarzalna atmosfera, na długo zapadająca w pamięć. Jednak aby tego wszystkiego dopilnować i zrobić Nellie niespodziankę, musiał wymknąć się chociaż na godzinę z domu. Golibroda odstawił tacę ze śniadaniem na swój nocny stoliczek, rzecz jasna zaraz po tym jak trochę z niego uprzątnął. 
Zaraz kiedy kobieta zaczęła się powoli rozbudzać, wsunął się do łóżka. Pani Lovett powoli otwierała oczy, lecz najpierw wtuliła się w Sweetie'ego. Wyczuła na jego ciele materiał, który według niej jeszcze powinien znajdować się w szafie.- Koszula..? Hm.. a która to godzina.. - Podejrzała to na zegarku mężczyzny i zmrużyła oczy w spojrzeniu na niego. Znów odparła, nieco zmysłowym głosem. - Jeszcze co najmniej pół godziny ze mną, a potem przygotujesz się do pracy.. Sweetie.. nie będę leżeć tu sama.. Nawet nie próbuj szukać wymówek.. - Nellie zbliżyła swoją twarz do ukochanego, a ich wargi spotkały się w czułym jak zawsze pocałunku. Oprócz tego kobieta powoli rozpinała guziki jego koszuli. Domyśliła się, że pewnie już był na dole i odbył wszelkie przygotowania do pracy, ale chciała mieć go jeszcze przez ten krótki czas tylko dla siebie. Bardziej dostępnego niż w tym codziennym ubraniu. Po uporaniu się ze wszystkimi zapięciami, Pani Lovett miała wreszcie swobodny dostęp do ciepłego, umięśnionego torsu Todd'a. 
Teraz ciało golibrody wyglądało już zdecydowanie lepiej niż miesiąc, czy dwa miesiące temu. Przede wszystkim zniknęło to chorobliwe wychudzenie, co bardzo ją cieszyło.- Trudno Ci się.. sprzeciwić.. - Sweeney naciągnął na siebie kołdrę, jak gdyby nigdy nic, a zaraz powędrował swoją dłonią na biodro Nellie, na co zamruczała. Chwilę zatrzymał się na nim, po czym razem z podwijającą się koszulą nocną, dalej przesuwał ręką po jej skórze. - Lecz to wieczór będzie do naszej dyspozycji.. Mmm.. Ciężko będzie pracować ze świadomością, że leżysz tutaj sama, po tak miło spędzonym poranku.. ale nie mogę tak wariować z otwieraniem zakładu.. - Resztę szepnął kobiecie do ucha. - Choć jestem coraz bardziej skłonny przełożyć otwarcie o małą godzinkę. - Sweeney pozostawiał swoje pocałunki od dekoltu, po szyję i twarz kobiety, lecz Pani Lovett również nie oszczędzała mu swoich czułości. Jej dłonie cały czas pozostawały w kontakcie z ciałem mężczyzny, tak samo zresztą jak jej wargi, które często spotykały się z jego wargami. Czuła rumieńce na swoich policzkach, aż sama była zaskoczona swoimi niecnymi myślami odnośnie golibrody. Jednakże wiedziała, że to nie tylko jej myśli, a Todd naprawdę byłby w stanie przesunąć godzinę otwarcia swojego zakładu, gdyby tylko dała mu wyraźny do tego sygnał. 
Możliwe, że to kolejny przejaw jego uczuć, zwalczanie tej blokady, którą budował w sobie wiele lat. Była szczęśliwa z tego powodu, lecz mimo wszystko wiedziała, że to nieodpowiedni czas ze względu na pracującą Julię, czy przybywających klientów sklepu. 
Sweeney w końcu zerknął na swój zegarek, pośpiesznie musnął usta Nellie i zerwał się z łóżka. Prędko poprawił i zapiął koszulę. Standardowo włożył też na siebie grafitową kamizelkę.- Przygotowałem Ci śniadanie, kawa już pewnie nie jest gorąca, ale może jeszcze będzie nadawać się do picia.. - Podał tacę kobiecie, rzucił ostatnie spojrzenie w lustro i podszedł do drzwi, łączących zakład z domową częścią. Spoglądał na swoją partnerkę, choć już intuicyjnie czuł pierwszego klienta oczekującego na otwarcie. - Gdybyś czegoś potrzebowała to nie obawiaj się wejść.. I pamiętaj o naszej obietnicy.. Będę tu zaglądać co jakiś czas.. Ach.. i dostałaś list, wcisnąłem go za serwetki.. Kocham Cię, Nellie.. do zobaczenia! - Puścił jej jeszcze buziaka w powietrzu, a kobieta zdążyła jedynie odwzajemnić ten gest i drzwi się zamknęły.- Też Cię kocham Sweeney.. nawet nie masz pojęcia jak mocno. List.. hm.. - Śniadanie było kuszące, tak samo jak kawa, lecz ten list zaintrygował Nellie tak mocno, że był pierwszą rzeczą jaką zabrała z tacy. Delikatnie otworzyła kopertę, a zaraz po ujrzeniu pisma trochę się uspokoiła. Był to charakter jej ciotecznej siostry. Szybko zabrała się za lekturę listu.
"Droga Nellie!Nie pamiętam już kiedy wymieniłyśmy się wiadomościami odnośnie naszej codzienności. Mam nadzieję, że u Ciebie wszystko w porządku. Choć nie ukrywam, że martwię się o Ciebie przez brak naszego kontaktu. Lecz liczę, że nic się nie stało, a nawet wolę myśleć, że jesteś szczęśliwa i być może zapomniałaś o siostrze przez jakiegoś mężczyznę. Kto wie! Obiecaj, że odpiszesz mi jak najszybciej. Moje życie.. Ech, chyba znajduje się obecnie na jakimś zakręcie. Wiesz o tym, że David ode mnie odszedł. Ma już inną kobietę. Zaś ja.. na ulicach Birmingham ludzie znają mnie jedynie jako tą zdradzoną, samotną matkę, której niedawno umarła matka. Mam dość. Mam serdecznie dość. Nie chcę żeby Helen dorastała w takich warunkach. Po śmierci mamy i odejściu Davida, musiałam dokonać jakichś zmian.. Sprzedałam dom, w którym mieszkaliśmy w trójkę. Byłby za duży do utrzymania, nawet z pieniędzmi jakie pozostawił mi na życie David. 
Obie przeniosłyśmy się do domu Betty. Od miesiąca biłam się ze swoimi myślami względem kolejnej przeprowadzki, a może kompletnej wyprowadzki z tego przeklętego miasta. 
Helen źle znosi ciągłe zmiany miejsca, dlatego muszę znaleźć w końcu coś stałego. Sprzedałam dom mamy, choć przyszło mi to z dużym trudem. Z drugiej strony nie mogłam tam dalej funkcjonować, widziałam ją wszędzie. Teraz wynajmuję małe mieszkanie w kamienicy. Lecz i tu nie chcę długo zagrzewać miejsca. Mam dość sporo oszczędności aby kupić mieszkanie w Londynie. Jestem w stanie spakować wszystko w kilka godzin i wsiąść do pociągu.. 
Musisz mi jedynie powiedzieć, co myślisz o moim pomyśle.. Byłabyś w stanie mi pomóc z konkretnym wyborem? Może gdzieś w Twojej okolicy? 
Helen bardzo się za Tobą stęskniła i na pewno cieszyłaby się z możliwości odwiedzin cioci. Czy nie byłoby to problemem gdybyśmy po przyjeździe zatrzymały się u Ciebie? Jeśli Ci nie pasuje - w porządku, bądź szczera. Hotele na pewno też istnieją w tak wielkim mieście. W każdym razie - liczę na Twoje wsparcie. Jesteś chyba jedyną osobą, która nie patrzy na mnie przez pryzmat zdrady męża i śmierci matki. Wiem, że bywało między nami różnie, lecz teraz? Jesteśmy chyba ostatnimi ogniwami naszej niegdyś wielkiej rodziny. Musimy na sobie polegać.                                                                                                                   Kocham, Sophie."
Nellie przeczytała ten list kilka razy, nie dowierzając w jego treść. Był dla niej szokiem. Nie miała nic przeciwko Sophie i Helen w Londynie, ale to wszystko zadziało się w nieodpowiednim momencie. Oczywiście mogła znaleźć czas na szukanie domu czy mieszkania, pomóc nawet w jego umeblowaniu, ale wizja zamieszkania w jej domu dziecka i jej ciotecznej siostry w okresie stresujących rozpraw sądowych i Bóg wie jakich zagrożeń płynących od ludzi wynajętych przez Turpina, raczej nie spodobała się jej. Przecież poszukiwania miejsca zamieszkania niekoniecznie musiały trwać przez jeden tydzień. Poza tym zastanawiała się jak przyjąłby to Sweeney. 
Być może pozornie zaakceptowałby to, tylko dlatego by jej nie było przykro, lecz na pewno nie czułby się komfortowo jak do tej pory goszcząc w domu dwie zupełnie nieznajome osoby. Zupełnie tak samo jakby Nellie czuła się nieswojo, gdyby nagle okazało się, że zamieszkają z Johanną i Tommy'm, nawet pomimo dużej sympatii dla córki golibrody i jej synka. 
Tak więc pewna decyzja w jej głowie już zapadła, a mimo to zaczynała mieć małe wyrzuty sumienia, że jej siostra otrzyma odpowiedź, której niezupełnie się spodziewa. Sophie zawsze należała do osób bardziej oderwanych od rzeczywistości i mimo treści listu, gdzie wydawała się kimś trzeźwo myślącym, tak naprawdę sądziła, że wszystko przyjdzie łatwo, nawet za łatwo. 
Pani Lovett po wszystkich swoich doświadczeniach i przeżyciach, była jej zupełnym przeciwieństwem. Dlatego swoją odpowiedź musiała dokładnie przemyśleć, starannie dobierać słowa by nie urazić siostry, a jednocześnie wyjaśnić jej to i owo. Chciała też opowiedzieć jej o jej relacji ze Sweeney'em, o Truro, Turpinie, rozprawach.. Jakby kilka ostatnie miesięcy w pigułce. Wiedziała też, że musiała się z tym pospieszyć, lecz najpierw zabrała się do śniadania, intensywnie podczas niego rozmyślając.
Pan Todd przyjmował w tym czasie swojego pierwszego klienta. Cieszył się, że już od samego otwarcia o stosunkowo wczesnej porze, gościł u niego mężczyzna na gwałt potrzebujący jego usług. A do tego widział, że za drzwiami wejściowymi pojawiło się dwóch kolejnych panów. Wtedy przyszedł mu do głowy pomysł, że być może warto byłoby już w pomieszczeniu postawić kilka krzeseł, na których klienci mogliby oczekiwać na golenie w bardziej komfortowych warunkach. Zwłaszcza w zimę, kiedy w środku było znacznie cieplej, czy też lato. 
Rozmyślał również nad tym jak zorganizować sobie przerwę w pracy, tak by udać się do portu. Przy okazji ciekawiła go zawartość listu, jaki przyszedł do Nellie. Mógł jedynie liczyć, że to nie są kolejne (ładnie zapakowane) groźby, czy jakieś wiadomości od rodziny McCartney'a. Bo przecież od kogo innego mogła pochodzić ta korespondencja? Sweeney'emu całkowicie wyleciało z głowy, że Pani Lovett ma jeszcze rodzinę w postaci ciotecznej siostry i jej córki. Zaraz po uporaniu się z oczekującymi klientami, golibroda zrobił sobie przerwę i zajrzał do Nellie.- Wszystko w porządku..? Zrobiłem przerwę, póki co nikogo nie ma.. Hm.. odpisujesz na list..? - Sweeney uniósł brew i zbliżył się do kobiety siedzącej przy ich małym biurku.- Tak, oczywiście.. Mhm, to od Sophie.. mojej siostry.. Jeśli masz chwilę to proszę, przeczytaj. Ja muszę spieszyć się z odpowiedzią, zresztą mam jej tyle rzeczy do powiedzenia.. Już boli mnie ręka, a nie jestem nawet w połowie.. - Pani Lovett podała mężczyźnie kawałek papeterii, jaki otrzymała i dalej skupiała się na pisaniu. Sweeney usiadł na krawędzi łóżka i zabrał się do czytania. Zajęło mu to chwilkę.- Więc Sophie chce się tutaj zatrzymać na pewien czas..? Jej pomysł jest dobry, w końcu będziesz miała swoją rodzinę bliżej. Tyle, że.. ile lat ma ta mała? I czy wszyscy się tutaj pomieścimy.. - Sweeney odłożył list na biurko. Nellie miała wrażenie, że jego entuzjazm, który pojawił się po wieści, że to nie kolejna przykra wiadomość, powoli się ulatniał właśnie w tym momencie. Poza tym oboje wiedzieli, że mieszka im się wspólnie dobrze, a więcej osób byłoby zupełnie nowym doświadczeniem. 
Może było to lekko egoistyczne podejście, lecz zarówno jedna i druga strona nie była przyzwyczajona do życia w większym gronie.- Moja stara sypialnia na dole jest właściwie nieużywana, do tego mamy salon i dwie osobne łazienki.. Teoretycznie nie byłoby nam tak źle, gdyby zajęły parter. Zresztą nie zostałyby tutaj na zawsze, przywyklibyśmy.. Jednak nie chcę mieszać ich w nasze stresy, bo sami nie wiemy czy skończy się na jednej rozprawie.. czy wysłannicy Turpina dadzą nam spokój.. Piszę wiadomość z odmową, opowiadam im trochę o moim, naszym życiu.. co się zadziało.. choć czuję się nieco źle nie pozwalając im na zatrzymanie się tutaj.. Ale nie robię źle, prawda? We wszystkim innym mogę jej pomóc.. - Kobieta zdjęła na chwilę swoje okulary i odłożyła je na blat. 
Westchnęła cicho, szukała jakiejś odpowiedzi, podpowiedzi w spojrzeniu ukochanego. - Damy radę jeszcze dziś wysłać ten list?- Cokolwiek zdecydujesz, stanę za Tobą.. Zgadzam się z tą decyzją.. Masz rację, że nasz dom chyba nie jest perfekcyjnym miejscem dla dziecka i Sophie.. Nie tylko o Turpina chodzi, ale i o funkcjonowanie sklepu i zakładu.. Twoja siostra powiedzmy szukałaby sobie domu, a na Twojej głowie zostawiłaby Helen.. Kiedyś mówiłaś, że ma różne pomysły i czasem trzeba pomyśleć za nią.. Mogę pomóc jej z remontem, malowaniem, meblami, ale też niech nie oczekuje od nas zbyt wiele.. Poza tym lubię naszą prywatność i spokój.. - Sweetie puścił kobiecie oko, po czym znów odparł. - Pewnie, że damy radę wysłać. Może wcześniej odwiedzę pocztę i jakiś sklep, zrobię trochę zakupów.. - Nagle rozległ się dźwięk dzwonka przy otwieraniu zakładowych drzwi.- Chyba mam klienta.. Nellie, pisz list, a potem pomyślimy co z dalszym ciągiem dnia.. - Nachylił się do kobiety, by musnąć jej czoło, a za chwilę golibroda zniknął w swoim królestwie. Pani Lovett zabrała się do dalszego pisania.

piątek, 11 listopada 2016

Part 358.

Sweeney uśmiechnął się na słowa Nellie, kiedy chwaliła zapachy roznoszące się po kuchni. A już za kilka chwil stół nakryty był do posiłku, jak i oboje mogli powoli zabrać się za jedzenie, gdy tylko Sweeney przełożył jajecznice na ich talerze przy stole, a patelnie odłożył na bok na podkładkę pod naczynie. Oboje zabrali się do jedzenia z początku oboje milczeli, lecz w końcu zaczęli ze sobą rozmawiać, o ostatnim czasie jaki właśnie przeżywali. Te wszystkie trudne chwile. A ten dzień minął już do samego późniejszego wieczoru spokojnie, gdzie para rozmawiała ze sobą leżąc już w łóżku, a zasnęli spokojnie.
(...)
Kolejne dni były nieco męczące dla Nellie, ze względu na jej plecy, które powoli się leczyły, a ją zarazem męczyła ta bezradność, kiedy niezbyt wiele mogła robić, poza tym Sweeney chciał by odpoczęła. A jej pracownica Julia Hoffman zajmowała się po weekendzie sklepem, gdzie nieco i doglądał Sweeney, choć otworzył już swój zakład i na piętrze robiła się kolejka. Golibroda był z tego faktu zadowolony, gdyż jego budżet zostanie podreperowany no i będzie mógł część z tego dać Nellie jak zawsze, by można było opłacić wszelkie rachunki, w końcu od czasu kiedy tu był, tak się umówili i trwało to do dzisiaj.
Golibroda właśnie golił jednego swojego klienta, kiedy ten odezwał się do niego podczas minimalnej przerwy, gdy golibroda ostrzył brzytwę. - Panie Todd... to prawda co w mieście mówią na temat Sędziego Turpina.. wszystkie gazety trąbią o jego osądzie, hm? Podobno zranił Panią Lovett ostatnio, Pan wybaczy, że pytam.. - Pan Todd przystąpił do dalszego golenia i odparł zaraz do mężczyzny.
- Gdyby nie pisali, nie byłoby prawdą. A jest. Zranił, nie ze swoich rąk, ale z czyiś na pewno... - Sweeney nie wiedział, czy przez przypadek ten mężczyzna nie miał jakiś ukrytych sekretów z Turpinem,dlatego wolał się nie wychylać w tej rozmowie, bo widział tego mężczyznę u siebie pierwszy raz. - A kiedyś nie pracował Pan tutaj, tylko u konkurencji hm..? - Mężczyzna westchnął i spojrzał na klienta, nieco przymrużonymi oczami i zaraz na jego ogoloną twarz nałożył ręcznik dość ciepły i wytarł mu twarz nim, ale dla mężczyzny widać był ten ręcznik nieco za gorący bo aż podskoczył w fotelu. - Tak, ale czy ma to jakieś znaczenie..? Teraz jestem tutaj. 12 funtów. - Golibroda nie miał zamiaru dyskutować z tym mężczyzną, poza tym popsuł mu humor, kiedy zdążył już uspokoić nerwy po tym jak Nellie ostatnio ucierpiała, a przyszedł taki jeden, który to zburzył. Zaraz klient zapłacił jeszcze coś bełkotał pod nosem, Sweeney odprowadził go do drzwi i kiedy już chciał wejść następny klient, Sweeney odparł.
- Panowie wybaczą, ale właśnie mam przerwę, zapraszam za dwadzieścia minut.. - Oczywiście niektórzy nie było zbyt zadowoleni, ktoś zrezygnował, a Sweeney zamknął drzwi od zakładu i burknął do siebie. - A Ciebie następnym razem ogolę o głowę.. Co za ludzie... Nie potrafią zająć się własnymi sprawami.. - Sweeney zaraz zabrał z gabinetu, rzeczy do golenia od klienta i zniknął na zapleczu, by tam wszystko umyć i przygotować na kolejnego delikwenta.A zarazem po chwili Sweeney umył ręce nad umywalką i powoli ruszył na dół by coś zjeść, by dalej przystąpić do pracy, a właśnie przy wejściu na schody spotkał się z Nellie i zaraz pocałował ją w policzek. - Kochanie.. przerwa..? Chciałam sprawdzić, czy mogę zanieść Ci jedzenie. Od rana pracujesz, a ja czuję się bierna, kiedy tylko zaglądam, a niewiele robię.. - Sweeney spojrzał na kobietę i zmarszczył lekko czoło, a zaraz ruszył z nią do kuchni, gdzie naszykowała dla niego talerz z drugim daniem, na co składały się ziemniaki tłuczone, mięso uprażone z cebulką i sałatka, a pachniało wybornie. Mężczyzna zaraz przysiadł na krześle i napił się soku pomarańczowego ze szklanki. - Mmm pysznie pachnie.. Nellie, ale musisz teraz odpocząć, by potem mieć siły do pracy, poza tym i tak pracujesz całymi dniami, nie powinnaś narzekać, na to małe lenistwo, poza tym jesteś poraniona, daj ciału odpocząć.Poza tym był u mnie teraz klient, dziwne pytania zadawał... miałem wrażenie, że to jakiś pionek w grze Turpina, nie wiem, ale wolałem się nie wychylać i nie komentować tego co on mówi. Może po prostu jakiś ciekawski, ale wolę jednak być ostrożny.. - Po chwili Sweeney zabrał się do jedzenia, poza tym i Nellie z nim jadła posiłek, a Pani Hoffman, pracowała na sklepie, w końcu Nellie ją wcześniej na trochę wyręczyła w sklepie, by i ona mogła zjeść u nich obiad. - Och Sweeney, nie mogę całkiem nic nie robić. Jedz Kochanie, jedz... Klient, a o co pytał? - Zmarszczyła czoło, a zaraz ugryzła kolejny kawałek ziemniaka i kroiła mięso, obiad był naprawdę dobry, nie chciałaby został nie zjedzony z powodu jakiejś osoby, która popsuła golibrodzie dzień. - Pytał się o Turpina, jakby we mnie szukał odpowiedzi, czy słusznie, że on jest oskarżony o te wszystkie przestępstwa, jak i o to jak się czujesz.. i ciekawiło go to, że nie pracowałem jakiś czas u Ciebie, na piętrze.. Co go to obchodzi.. Nie umieją pilnować własnych nosów.. Ja nikomu do domu z butami nie wchodzę i nie pytam, czemu ten obraz wisi tu, a nie tam.. - Westchnął pod nosem, Nellie przytaknęła na słowa mężczyzny i upijając łyk soku ze szklanki odezwała się ze spokojem - Masz rację. Ale nie myśl o tym teraz, poczekajmy do rozprawy, która już w tym tygodniu.. Już za dwa dni. Och... Denerwuje się, oboje jesteśmy zdenerwowani, ale wątpię, by teraz kolejny sędzia był jego przyjacielem.. mówię o tym, kto będzie prowadził tą rozprawę. Zresztą kto wie! Mimo to bez winy ten człowiek nie zostanie! - Rozmawiali ze sobą podczas obiadu, Sweeney trochę pilnował czasu, by pojawić się na piętrze w czas i zacząć dalej drugą część dnia. Dlatego zaniósł talerze i szklanki do zlewu, a zaraz ucałował Nellie policzek i udał się na piętro, gdzie znów trwało golenie. Co jakiś czas roznosił się z góry zapach męskich perfum, czy kosmetyków, jakie używał Pan Todd na swoich klientach.
Julia zaś piekła popołudniowe wypieki, część sprzedała, reszty pilnowała by się nie spaliła, poza tym Pani Lovett nad tym nieco czuwała, a mimo tego odpoczynku, który miała sobie zapewnić, wynajdywała zajęcia, jak nie na sklepie, to w części mieszkalnej.
Po tym całym dniu w końcu przyszedł czas na odpoczynek i Sweeney jak i Nellie szykowali się do spania, choć Nellie już była po kąpieli i właśnie w łóżku przeglądała jakąś gazetę. A niebawem w stroju do spania pojawił się Sweeney, który już był zmęczony tym dniem, co można było dostrzec w jego oczach, kiedy zbliżył się do łóżka i na nim przysiadł ze swojej strony, zaraz przygasił lampę i po chwili wsunął się pod kołdrę. Ułożył się na boku w stronę kobiety i lekko przymykał oczy, kiedy pod małą poduszkę podsunął dłoń pod głową i szepnął.
- Nellie... chodźmy już spać.. hm.. powinnaś odpocząć, a nie jeszcze męczysz oczy... Chodź, chcę Cię przytulić nim zasnę. Chyba tego mi nie odmówisz, prawda? - Spoglądał na kobietę, która spojrzała na niego znad swoich okularów i zaraz wysunęła głowę do jego głowy, po czym pogłaskała mężczyznę po głowie. - Kochanie, ale moje oczy nie ucierpiały.. Ja wiem, że się martwisz, ale będzie dobrze, hm..? Leżę wygodnie.. wiesz? - Sweeney pokręcił głową i zaraz zabrał Nellie czasopismo i przełożył je na stoliczek po swojej stronie łóżka, kiedy nieco się obrócił, a zaraz do Nellie sam się przysunął, bo nie chciał ją urazić i spojrzał w jej oczy czule i szepnął.
- Ja wiem, że Twoje oczy nie ucierpiały.. Ale czas odpocząć.. Ciało tego potrzebuje.. Miałaś dziś odpoczywać, a więcej byłaś na nogach.. Nie można nad Tobą zapanować, poza tym nie mogłem, bo sam mam pracę. Ale obiecaj mi, że jutro odpoczniesz i poleżysz sobie tutaj.. Możesz coś nawet zrobić na szydełku Nellie.. cokolwiek, bylebyś nie obciążała pleców.. One muszą odpocząć.. zagoić się, a wszelkie ruchy chyba temu aż tak bardzo nie sprzyjają. Poza tym pomyśl, że to taki urlop. Co prawda nigdzie nie wyjdziemy, ale możesz ten czas wykorzystać dla siebie. A nie krążeniu po sklepie.. Ja zajrzę do Pani Hoffman.. Poza tym obiadów nie wydaje i żadnych dań, tylko sprzedaje wypieki... Chyba ich nie spali, hm..? Poza tym i tak działa według Twojej receptury, nakład i tak wypieków jest zmniejszony... ale wszystko jest pod kontrolą. Odpocznij.. Już za kilka dni będziemy na rozprawie, zrelaksuj się przed tym.. hm..? - Nellie słuchała słów Sweeney'a i pogładziła go po policzku i szyi, gdy tak na nią spoglądał, a zaraz obróciła się do niego bokiem i zaraz odłożyła okulary na stoliczek nocny, gasząc zarazem światło i ucałowała mężczyzny czoło i nos odpowiadając.
- Wiesz, że nie potrafię tak siedzieć w bezczynności.. Czuję się dziwnie, kiedy Ty pracujesz, Julia tak samo, a ja krzątam się i nie wiem co ze sobą zrobić, nie będę przecież Ci przeszkadzać.. Ale Skarbie.. nie przesadzaj, przecież nie robiłam dziś zbyt wiele, przecież nie myje okien, nie dźwigam..  wyolbrzymiasz.. Och, wiem.. ale nie umiem tak usiąść i nic nie robić, kiedy wiem, że wy oboje pracujecie.. Sądziłam, że będzie to łatwiejsze, ale dobrze obiecuję, że jutro odpocznę.. Hm..? - Posłała spokojne spojrzenie mężczyźnie i zamruczała, kiedy zaraz ich usta spotkały się w czułym pocałunku i Sweeney przerwał pocałunek umieszczając palec wskazujący przy ustach kobiety i rzekł.
- Jeśli jutro odpoczniesz, posłuchasz moich zaleceń, to może wybierzemy się wieczorem nad Tamizę.. kiedy tam byliśmy? Nawet nie pamiętam, czy w ogóle razem tam byliśmy.. Może popłyniemy sobie w jakiś mały rejs..? Tak dla relaksu.. Posiedzimy sobie na statku.. pooglądamy widoki... To coś innego niż spacer po zatłoczonym Londynie. - Pogładził policzek kobiety, a zaraz przeczesywał delikatnie jej włosy i przytulił zaraz kobietę do swojego ciała całując jej skroń i szyję, kiedy szepnął przy jej uchu. - Obiecaj mi, że odpoczniesz.
Pani Lovett przytuliła się mocniej do Sweeney'a wtulając się w jego klatkę piersiową i cicho zamruczała, kiedy dłonią dotykała jego splotu słonecznego i gładziła go po nim, - Nad Tamizę? Och to urocze.. Masz rację, tam nie byliśmy... Obiecuję, że odpocznę, nie martw się, mam Ciebie, wiem, że przy Tobie nic mi nie grozi... Zatem mój kapitan, zabierze mnie w rejs po rzece? - Uśmiechnęła się niczym sama do siebie, cieszyła się, że mężczyzna doceniał ją, że był z nią, a do tego proponował coś w jej odczuciu tak romantycznego. Wieczorny rejs nad Tamizą?! Rzadko pewnie, który mężczyzna swojej kobiecie proponował coś takiego, a tym bardziej po latach długotrwałego małżeństwa. Miała nadzieje, że to uczucie które pomiędzy nimi zakwitło, nie zniknie szybko, że będzie mogło trwać w nieskończoność, Miała nadzieję, że Sweeney nie znudzi się nią i będzie z nią na dobre i na złe. A kiedyś zostanie jej mężem... Aż skarciła się w myślach, że za dużo sobie wyobrażała, wiedząc że Sweeney nie jest taki szybki w uczuciach i pewnie może to nigdy nie nastąpić. Lecz cieszyła się, że po prostu go miała, dla siebie, że to ona była z nim tutaj, w jednym łóżku i to jej tak czule spoglądał w oczy, choć powoli je co jakiś czas przymykał. Aż chciałaby ten obraz sobie zatrzymać i gdzieś uwiecznić. Widziała, że Sweeney powoli zasypiał, tym bardziej, gdy przygarnął delikatnie jej ciało i poprawił namacalnie ich kołdrę, A Nellie pozostała w ciszy nie chcąc już go budzić, a cieszyć się jego bliskością i ciepłem jego ciała, gdy tak delikatnie obejmował ją w biodrze pod pościelą i musnął jeszcze przed zaśnięciem jej głowę. A kobieta szepnęła cichutko do siebie. - Mój zmęczony, kochany golibroda... - Westchnęła cicho i sama niebawem zasnęła spokojnym snem, czując przyjemne ciepło przy mężczyźnie, że mogła spać jak dziecko. Jeszcze lekko gładziła jego klatkę piersiową czy brzuch i słyszała jak Sweeney czasem cicho westchnął błogo, albo zamruczał i zaraz zerknęła na jego twarz czule.
Dziś Nellie jak na sam wieczór, późny już nawet wzięło na małe przemyślenia, kiedy pamiętała jeszcze, jak spali osobno bądź, wyrzuciła mężczyznę z budynku i pomieszkiwał w kawalerce niedaleko, gdzie go potem odwiedzała. Oczywiście, żałowała tego do dziś, lecz wolała o tym nie wspominać, nie chciała pamiętać McCartney'a, który przysporzył jej sporo przykrości. Sweeney mimo swojego zamknięcia, które nadal w nim jeszcze tkwiło i pewnie już zostanie, był bardziej ciepły, niż jej niedoszły mąż. Poza tym do tej brzydziła się tym człowiekiem, mimo że wiedziała, że jest już martwy i nie zrobi jej krzywdy. Lecz ten niesmak pozostał, zaś patrząc na golibrodę czuła się zupełnie inaczej. Czuła, że ma poco żyć, że przy nim wszystko jest łatwiejsze, mimo problemów jakie ich doświadczają, ma go obok, a on zawsze ją obroni i nie pozwoli na to by ktoś ją skrzywdził.
Powoli sama uciekała w objęcia Morfeusza, ale zasypiała z uśmiechem na ustach przypominając sobie ile ten mężczyzna śpiący przy niej dla niej znaczył. Pogładziła lekko policzek Sweeney'a i pocałowała go w niego, zaraz obejmując ją jedną dłonią w pasie i mruknęła, by zaraz oddać się snu, jakby spadła z nieba na miękkie poduszki.

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.