SCM Music Player.

Bohaterowie.

niedziela, 27 listopada 2016

Part 360.

Sweeney podczas golenia kolejnego klienta zastanawiał się nad tym o czym rozmawiał jeszcze chwilę temu z Nellie. Może źle jednak robili odmawiając kobiecie pobytu u nich? Nie czuł się z tą myślą dobrze.Starał się postawić na miejscu Sophie z czego uznał, że Nellie byłaby ostatnim kołem ratunkowym jakie by stracił.
Kobieta mogłaby się u nich zatrzymać, owszem! Lecz na krótko, ale z drugiej strony skąd mogliby wiedzieć ile to wszystko potrwa? Zresztą z drugiej strony, były przecież hotele, motele, wiedział, że to rodzina, no ale widać Nellie nie była również skłonna do tego, by gościć tu Sophie z córką. Inaczej oboje chyba czuliby się skrępowani, że ktoś śpi na dole, a wtedy Sweeney nie potrafiłbym nie być tu skrępowany, ale i troszkę zestresowany, bo jakoś nie był przyzwyczajony do tego, żeby nocowała tu kobieta z dzieckiem dodatkowo. Poza tym też nie wyobrażałby sobie tego, by nocowała tu jego córka i wnuk, tym bardziej, że tak naprawdę ten budynek nie należał do niego, dalej przecież wynajmował kawałek zakładu u Pani Lovett.
Sweeney zajmował się pracą, oczywiście podczas swoich przemyśleń nawet nie zaciął swojego klienta. A kiedy ten do niego mówił oczywiście Todd odpowiadał spokojnie i lekko uniósł brew na pytanie mężczyzny w którejś chwili. - Denerwuje się Pan rozprawą, Panie Todd..? - Zerknął na golibrodę, kiedy ostrzył brzytwę o pas, widział jak zacisnął dłoń na brzytwie, na myśl o tym. A nawet cofnął się przed kolejnym ruchem Sweeney'a na jego twarz. A Sweeney złapał mężczyznę za ramię i rzekł. - Spokojnie. Chyba, że chce Pan mieć tylko pół twarzy bez zarostu.. Czy się denerwuje..? Oczywiście, że tak. A Pan by się nie denerwował..? Nie wiem jak to się potoczy, wiele ludzi jest za sędzia Turpinem, a ja nie wiem czego mam się spodziewać na tej rozprawie.. Chciałbym mieć to już za sobą. To co zdecydował się pan czy zostawiamy wąsy, czy nie..? - Spoglądał na mężczyznę i cicho westchnął kiedy golił go, aż klient zdecydował się na zgolenie wąsów, co Sweeney zaraz powoli wykonał.
W tym czasie Nellie w dalszym ciągu siedziała przy biurku i męczyła się nad listem do Sophie, a jej kolejne zdania powstawały niezbyt szybko, w końcu Nellie nie chciała Sophie w jakikolwiek sposób urazić. Spojrzała poprzez okno i cicho westchnęła zastanawiając się jak napisać Sophie, że nie może się u niej zatrzymać. Skłamać coś? Nie, to by było bezsensu, dlatego zaczęła ten wątek od takich słów:
"Sophie, uważam, że ta decyzja co zrobisz, zależy tylko od Ciebie. Przemyśl to jeszcze raz, czy aby na pewno chciałabyś zamieszkać w Londynie. Czy znajdziesz tu dla siebie perspektywę, czy na pewno Helen będzie tu dobrze. Dla dziecka to naprawdę duże wyzwanie zmienić swoje środowisko, przyjaciół, na nowych, by porzucić na zawsze starych. Z Tobą jest tak samo, ja wiem, że tutaj macie mnie. Lecz nie mieszkam sama. Jak wcześniej wspomniałam, mam partnera, Sweeney'a to dobry człowiek, kocham go całym sercem.
A co do waszej gościny u mnie, sama nie mam pojęcia jak mam to ująć, ale nie sądzę, by był to dobry pomysł. U nas się nie wyśpicie, Oboje wcześnie wstajemy, ja zajmuje się sklepem, piekę, gotuję, jest dość głośno. A Sweeney..." Nellie pisała dalej starała się wytłumaczyć Sophie, że nie byłoby to łatwe mieszkanie razem, poza tym napisała też nieco kolorując, że obecnie przechodzi nieco cięższe chwile i nie chciał by coś pomiędzy nimi pękło. Poza tym z jednej strony obawiała się, że jeśli Sophie by tu była, to Sweeney całkiem mógłby się od niej odsunąć, na myśl za każdym razem, wieczorem, że nie są tu sami, a tego nie chciała. Potrzebowała go. Oczywiście zdawała sobie sprawę z tego, że ostatnio nie mieli zbyt wiele czasu i przyjemnych chwil dla siebie, ale liczyła, że się to zmieni. Choć obecnie oboje nie przyznając się przechodzili trochę stresu związanego ze zbliżającą się rozprawą.
Zsunęła na chwilę okulary z nosa i słyszała, też jak z zakładu Sweeney'a, albo ktoś wchodził, bądź wychodził, a był to Anthony. Sweeney właśnie szykował kolejną miksturę piany, aż wyjrzał zza swojego zaplecza i spojrzał na stojącego i rozglądającego się Anthony'ego, a zaraz odparł do niego. - Anthony..? Czyżby na usługę do mnie.. ale chyba nie masz tam zbyt wiele do golenia hm..? - Zaśmiał się pod nosem, a zaraz wyszedł z miseczką piany do młodego mężczyzny i wskazał mu na fotel by na nim usiadł i się rozgościł. - Witam Panie Todd. Nie, nie... ja sobie poradzę z moim zarostem.. Wiele tego jeszcze nie widnieje na mojej twarzy... Jednak przyszedłem tu by Pana o coś zapytać.. Pan sporo już tu mieszka.. a ja może będę miał szczęście i uzyskam odpowiedź na swoje pytanie. - Golibroda uniósł brew ku górze, a kiedy Anthony usiadł wygodnie w fotelu, to mężczyzna się do niego zbliżył i oparł dłonie o zagłówek fotela. - Witam. Zależy o co chcesz zapytać? Coś się wydarzyło, masz dość taką niepokojącą minę... zgubiłeś coś? - Anthony pokręcił głową zaś po chwili odwrócił się do golibrody i odparł, kiedy ten wycierał ręce w ręcznik.- Za kilka dni rozprawa z Turpinem.. prawda? Słyszałem, że w mieście szykują się zamieszki... ludzie chcą go powiesić. Wie Pan ile na tego człowieka jest skarg, ile wpływa na komisariat oskarżeń? Ale nie o tym chciałem mówić.. Nie wypływa Pan z Londynu..? - Sweeney zaraz przysiadł nieco na blacie z tyłu za plecami młodzieńca, gdzie miał różne swoje narzędzia, kosmetyki dla klientów, czy także kalendarz na zapisy do niego. - Tak. Zamieszki? Byle tylko okien nie powybijali to dla mnie mogą robić ludzie co chcą. Powiesić? A jesteś tym zbulwersowany? Ja bym chętnie to zobaczył.. Ale nie liczmy na coś co nie nastąpi. Zaczynam wątpić w to, że w ogóle ten człowiek pójdzie do więzienia, a nie znajdzie się jakiś wielki gość z plecami, który go ocali, od tego co tak naprawdę jest mu przeznaczone i to na co sobie zasłużył. A co dadzą te skargi? Przecież ma odbyć się rozprawa, nie do końca to rozumiem, przed samym wyrokiem chcą go jeszcze obciążyć..? Lecz same skargi w stylu.."On mi zrobił to i tamto.." to kto w to uwierzy, jak nie ma świadków, dowodów, i niczego? Golimy? Za pół ceny... i tak dużo tego nie będzie.. hm..? Nie, nie wypływam... Ale czemu o to pytasz hm? - Uniósł brew lekko i zastanawiał się nad wystrojem swojego zakładu, by bardziej przyciągnąć klientów do siebie, a nawet myślał nad zmianą napisu na jego drzwiach widoczną dla przechodniów, by bardziej zachwycał. Ale i skupiał się na Anthony'm, który chyba sam do końca nie wiedział po co tu przyszedł, ale zaraz odparł po głębokim wdechu. - Panie Todd.. to miasto tak naprawdę jest dla mnie dość obce, ale ostatnio wydarzyło się coś o czym nie mogę zapomnieć, a raczej o kim.. Pan jest jedyną osobą, która przeżyła ze mną całą podróż do Australii i zdążyliśmy się nieco poznać.. Po prostu... Po prostu.. to dziwne, ale oczarowała mnie kobieta. A najgorsze jest to, że.. - Zaraz opadł w fotel jakby czuł się jak na łóżku ze świeżą pościelą, lub w wygodnym leżaku plażowym, czy czymś podobnym. - że nie potrafię o niej zapomnieć.. Miała takie długie lśniące jasne włosy, gładką bladą cerę, usta jak malina, oczy, które skradły mą duszę... - Sweeney za chrząknął, nie chciał by Anthony tu mu się za bardzo rozmarzył i zaczął opowiadać dogłębniej. Młodzieniec ocknął się ze swoich marzeń na kaszel golibrody i mruczał dalej. - Chyba jeszcze żadna kobieta, dziewczyna nie zrobiła na mnie takiego wrażenia jak ta piękność.. Stała w oknie, czy przy oknie... Widziałem ją dwa razy, był z nią jakiś mężczyzna, dziecko.. Ach można tylko pozazdrościć.. - Sweeney słuchał mężczyzny i kiedy ten tak siedział w fotelu podszedł do niego z pianą gotową, którą zaczął nakładać na jego młodą twarz, na co mężczyzna aż podskoczył i zbulwersował się. - Ale ja..! - Sweeney przytaknął palec do swoich ust i odparł. - Wyglądam jak barman, gdzie ludzie z reguły się zwierzają w barach, pubach i innych melinach? Oczywiście, nie obraź się Anthony, słucham Cię.. ale skoro podoba Ci się ta młoda niewiasta, to nie wypada wyglądać jak człowiek? A nie jak jakiś kloszard.. Te buty zabłocone raczej kobiecie się nie spodobają.. - Golibroda golił Anthony'ego, a tak naprawdę nie miał pojęcia, że mówili o Johannie, o córce Pana Todd'a. To właśnie w niej Anthony się zadurzył.
Co prawda nie poznał jej, widział ją raz, czy dwa, a już jego serce tak mocno biło na widok samego okna, gdzie ukrywała się młoda kobieta. Ogolił przez ten czas mężczyznę, tym bardziej, że trwało to dość krótko, tak naprawdę nie wziął od niego zapłaty. - Panie Todd... dziękuję, ale to nie było konieczne. le ja wolałbym już zapłacić, nie chcę być Panu dłużny... Przepraszam za to najście i to co powiedziałem, ale wie Pan jak trudno tu komuś zaufać, Pan jest jedyną osobą, której tu mogę ufać. - Jeszcze chwilę ze sobą rozmawiali, ale już czekała kolejna osoba i kolejna, kolejna, i jeszcze jedna, aż Sweeney na chwilę oderwał się od pracy by zejść na parter i napić się choćby wody.
W kuchni pojawiła się Pani Lovett, kiedy Sweeney schodził z piętra i uśmiechnęła się do mężczyzny, a zaraz zbliżyła się do niego i pocałowała jego policzek co odwzajemnił. - Miąłem zaraz do Ciebie zajrzeć.. Jak sie czujesz Nellie.? - Kobieta pogładziła gładki policzek mężczyzny i choć przez chwilę wtuliła się w jego ciało szepcząc cicho. - Dobrze. Skończyłam pisać list do Sophie... mam nadzieję, że się na mnie nie obrazi. Starałam się jej wytłumaczyć to, dlaczego nie może się u nas zatrzymać.. Napisałam, że moglibyśmy jej zarezerwować miejsce w hotelu, ale z drugiej strony, nie chcę by miała pretensje o lokalizacje, pokoje, o cokolwiek. Ach.. troszkę źle mi z tym, że tak postępujemy, ale nie chcę by nasze życie miało się odmienić, przez dwie osoby.. ani nie chcę być niańką dla Helen.. a domyślam się, jakby to w innym przypadku wyglądało. Kochanie znajdziesz czas by to dziś wysłać.. dużo masz klientów? - Okej. Nie martw się tym, Sophie chyba zrozumie, poza tym nie jesteśmy hotelem, prawda? A kto wie, jakby tu była jak by się to potoczyło? Czasem ludzie ulegają temu co już mają i trudno ich przegonić.. Ja nie mówię, że ona taka jest, ale jak ktoś dobrze się gdzieś poczuje to potem powstają kolejne problemy.. Tak, niebawem wyjdę, to załatwię co potrzeba.. A Ty odpoczywaj, hm? - Ucałował Nellie w policzek i pogładził dłońmi jej biodra, ale długo to nie potrwało, bo musiał wracać na piętro, poza tym chciał niebawem wyjść by zrobić to co sobie założył, w końcu wieczorem miał zabrać Nellie nad Tamizę, nie chciał by to się nie udało.
Napił się jeszcze wody i zabrał filiżankę herbaty ze sobą na piętro, no i niestety musiał wrócić do pracy, nie zadowalało go to, że dziś mimo wszystko póki co spędza czasu z Nellie, ale jakoś na to co tu mieli trzeba było zarobić. Kobieta odpoczywała oczywiście, nie chciała robić przykrości Sweney'owi i kiedy zajrzał podczas pracy do sypialni, to oczywiście tam była i czytała coś, bądź po prostu zasnęła. Najchętniej spędziłby tak beztrosko czas z kobietą, lecz musiał się trochę zrehabilitować w końcu wypłatą, bo przecież to jego część tego budynku była zbyt długo zamknięta, by teraz nagle stwierdzić, że mu się nie chce pracować. Zarabiać musiał, musiał pracować, poza tym lubił swój zawód, jakoś nie narzekał na to. Nellie na razie o Anthony'm nie opowiadał, postanowił zostawić to może na wieczór, w końcu mogli troszkę z niech pochichotać, że młodzieniec się zakochał w kobiecie, którą nie znał, a tylko wdział i to jeszcze z okna domu.
Kiedy tylko Sweeney zdołał urwał się z pracy, zabrał list do wysłania, listę zakupów i udał się pierw nad Tamizę, by zarezerwować stolik na statku. Zerknął na swój zegarek w kieszeni i westchnął, w końcu nie miał na to zbyt wiele czasu, a poza tym powiedział, że idzie tylko na pocztę i na zakupy. Dlatego zaraz zatrzymał nadjeżdżającą dorożkę, która i tak była pusta i zaraz kazał się zawieść nad Tamizę, gdzie cumowały statki rejsowe. Nie miał innego wyjścia, a poczta była jeszcze otwarta to zdąży wysłać list do Sophie jeszcze dziś.
A w tym czasie w sklepie Pani Lovett pojawił się dość dziwnie denerwujący klient, który sam nie wiedział czego chce i Julia nie do końca potrafiła sobie z nim poradzić, kiedy ten ciągle zmieniał decyzje co by chciał kupić, czy zjeść na miejscu ze słodkich wypieków.
- Może rogalika z dżemem, i ta bułką z serem.. albo nie.. nie.. kawałek sernika.. i na wynos takie dwie kostki szarlotki.. Chociaż.. a co to jest za ciasto polane czekoladą? - Julia więc przekładała ciastka z miejsca na miejsce, aż odezwała się, choć jeszcze była spokojna. - Przepraszam, ale nie może Pan pierw przemyśleć tego co by Pan chciał.. Jest Pani niezdecydowany, a ja nie mogę tak przekładać jedzenia w tą i z powrotem.. - Nellie w tym czasie przebywała sobie w salonie i właśnie nieco sobie sprzątała, ścierała kurze z nudów, ale kiedy doszła do jej uszu dyskusje ze sklepu, postanowiła sprawdzić, co się tam dzieje.
- Ale o co Pani chodzi? - mężczyzna spojrzał na Julię jak z wyrzutem widać miał się za kogoś wybitnie ważnego, który został źle obsłużony bo aż prychnął markocąc pod nosem. - Zdecydować.. pff.. jakby ktoś tu poza mną jeszcze czekał.. - Po chwili na sklepie pojawiła się Pani Lovett i spojrzała na otyłego mężczyznę, który właśnie oczami prawe wchodził im w gablotę ze słodyczami i aż dotykał brzuchem szkła. - Dzień dobry... W czym mogę Panu pomóc..? - Mężczyzna zaraz spojrzał na Nellie jakby zobaczył szefa z pracy i odparł. - A Pani to? - Nellie podeszła bliżej Lady i zaraz znalazła się przy gablocie i spojrzała na mężczyznę, a do Juli puściła oczko, by się nim nie przejmowała. - Jestem właścicielką tego sklepu... Słucham co możemy Panu podać..? Drożdżówkę może hm..? Babeczki? Muffinki, bądź ciasto przekładane kremem, biszkopt nasączony alkoholem i przekładany kremem kakaowym. Może pieczywo? Czego Pan sobie życzy?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.