SCM Music Player.

Bohaterowie.

piątek, 30 grudnia 2016

Part 364.

Pani Lovett była szalenie zaskoczona tego wieczoru, a Pan Todd był zadowolony, że mógł w jakiś sposób uszczęśliwić kobietę, przed którą wcześniej by pewnie uciekł. Te chwile dały przynajmniej im zapomnieć o nadchodzącym dniu, który dla obojga, jak i pewnie dla innych osób, będzie trudny. Tego wieczora dało im się zapomnieć o jutrzejszym procesie sędziego Turpina. 
Spędzili jeszcze na tym stateczku kilka chwil, Sweeney spojrzał w oczy kobiety i objął ją delikatnie w talii, po czym odparł szeptem do kobiety. – Teraz nie chciałbym niczego zmieniać w moim życiu i mam nadzieje, że Ty w swoim też nie. Jeszcze pamiętam czas, jak przeniosłem się do kawalerki niedaleko Fleet Street… Dziwnie było mi zaakceptować zmiany, ale wtedy nigdy bym nie pomyślał, że do Ciebie wrócę, do sklepu, że tam do mnie przyjdziesz, a teraz… Teraz mogę o tym tylko wspominać, bo wracać do tego bym nie chciał, ale tamten czas nauczył mnie wiele. Może czasem takie zmiany są pomocne, by człowiek potrafił docenić to co miał, mimo że czasami bywa już na coś za późno… Lecz nie mogę powiedzieć tego w moim przypadku… Jeszcze nie mamy po 70 lat, że teraz coś między nami się stało, jakby kupidyn trafił i we mnie i w Ciebie.. Jeszcze mam nadzieje, że wiele lat przed nami. Jak i też wyjazdów do Newcastle, czy gdziekolwiek indziej.. nie to że nie chcę jechać do rodziców, oczywiście, że chcę dawno ich nie widzieliśmy, ale wiesz jacy oni są… Zbyt wścibscy troszeczkę, a ja lubię prywatność, a nie ich oboje za drzwiami.. z wymówką jakąś, dziwnym wytłumaczeniem co robią.. Ale mniejsza o to.. Bardzo się cieszę, że jesteś tu ze mną, że mogłem Cię tu zabrać i pokazać Ci, że nie jestem takim.. hm jak to niektórzy mówią, suchym wiórem..? – Zmarszczył czoło na te słowa, a Nellie słuchała go w skupieniu i co jakiś czas jej kącik ust unosił się, nie raz pogładziła go po policzku, czy dotknęła nieco jego włosów za uchem, a nawet jego baków. Patrzyła na niego takim rozczulonym wzrokiem, a na koniec jego słów zaraz zbliżyła się do jego warg i oboje pocałowali się czule. Po czym Nellie szepnęła mu przy uchu. – Nie jesteś suchym wiórem, nigdy bym tak nie pomyślała, jesteś po prostu wyjątkowy Sweeney… Nie każdego mężczyznę było stać na to co stać Ciebie.. Nie, nie chodzi mi o finanse, ale o to co dziś zrobiłeś dla mnie.. Jestem zaskoczona, ale bardzo mile.. i wiedz, że moje uczucia do Ciebie, nawet w jakieś chwili złości, nigdy by się nie zmieniły. Jesteś moim szczęściem, jesteś jedyny, nie jesteś jak większość mężczyzn, niektórzy nawet nie są w stanie kobiecie pomóc, gdy się potknie, gdy jej coś upadnie, a Ty jesteś… I nie myśl, że przysparzałeś mi problemów kiedyś, tym bardziej, gdy byłeś chory i to w większości nie ze swojej winy, a przez kogoś… Cieszę się, że zawsze mogę Ci pomóc, zaopiekować się Tobą.. i Skarbie… Nigdy tego nie mówiłam, ale… - Gładziła Sweeney’a po policzkach i spoglądała mu w oczy czule, tak samo jak i mężczyzna patrzył na nią, wodząc dłonią po jej biodrze, ale zaraz przysunął bliżej do siebie. - … Podziwiam Cię, że po tym jak wyrzuciłam Cię z piętra, gdzie dzierżawiłeś u mnie swój zakład, jesteś ze mną… chcesz tego… Nawet jeśli niedawno zdałeś sobie sprawę, że życie jest jedno i mamy jedną szanse by je wykorzystać, spełnić się, zakochać, jedno na pewno Ci się spełniło.. w końcu zostałeś ojcem, a nawet i dziadkiem.. Ale pamiętaj, że nie można myśleć tylko o innych, po drodze przez życie nigdy nie zapominaj o sobie i o swoim szczęściu. A nawet nie wiesz jak się cieszę, że tę część życia chcesz spędzić ze mną. – Sweeney uśmiechnął się do kobiety, w końcu nigdy nie był nastawiony na Nellie jak obrażony wielki Pan, który ma się za arystokratę, którym nie jest. Nie obrósł w piórka by zachowywać się jak zarozumiały dupek. 
Byli jeszcze na tym statku kilka chwil, ale kiedy robiło się chłodniej, schowali się jeszcze do środka, gdzie napili się po lampce wina, a kiedy zbliżała się na zegarach północ, postanowili wracać na Fleet Street. 
Byli w szampańskich można powiedzieć humorach, oczywiście pożegnali się z Charlie’m a już niedługo po tym znaleźli się w dorożce, gdzie pozwolili sobie na chwile czułości. Sweeney powiódł nieco po łydce kobiety i zamruczał przy jej uchu, a zaraz ich usta spotkały się w czułym pocałunku. Nellie wodziła dłonią nieco pod płaszczem Sweeney’a po jego kamizelce, jakby chciał dostać się do jego ciała, lecz w takich warunkach, gdzie lada moment wysiądą, no nie mogli sobie za bardzo pozwolić na coś więcej. Tym bardziej jak dorożka wjechała na kamień i omal nie spadli z siedzenia, ale zaraz Sweeney zdążył złapać w objęcia kobietą i odparł do niej cicho żartując. – Nie wolno tak uciekać… Jeszcze.. – Wyjrzał z za zasłony poprzez okno by spojrzeć gdzie są, aż odezwał się. – Jeszcze kilka minut i będziemy w domu… - Tak Kochanie, za chwilę będziemy w domu… ale wiesz, że trzeba się wyspać na jutro hm..? – Sweeney przytaknął kobiecie jak od niechcenia na nowy dzień, a po chwili powrócił do wcześniejszych przyjemności z piekarką, lecz długo to nie trwało, kiedy dorożka się lekko gwałtownie zatrzymała przed sklepem Pani Lovett i dorożkarz odparł głośniej. – Jesteśmy na miejscu..!- Zapukał zaraz w kopułę dorożki, a Nellie akurat gładziła czule policzek Sweeney’a i pochłonięci byli czułymi pocałunkami, czego nie dało się od tak przerwać. Jedynie Sweeney mruczał niewyraźnie, że powinni już wysiąść, aż dorożkarz pukał w drzwi i zaraz je uchylił spoglądając na nich pobłażliwym spojrzeniem, w końcu nie raz już widział taki widok. – Ekhem, ja przepraszam bardzo, że przerywam te romantyczne chwile... ale dotarliśmy na miejsce… - Uśmiechnął się lekko i zaraz odwrócił się nieco, nie chciał w końcu być wścibski. Powoli Sweeney oderwał się od Nellie jak i kobieta odniego i oboje cicho zachichotali i zaraz udali się do wyjścia, pierw wysiadł Sweeney i zaraz pomógł wysiąść Nellie z dorożki, zapłacił mężczyźnie za transport i pożegnali się z nim. Dorożkarz kręcił głową i zaśmiał się pod nosem, że znów trafiła mu się zakochana para. 
W tym czasie golibroda i piekarka podeszli zaraz do sklepu Pani Lovett, Sweeney stał nieco za kobieta i ucałował czule jej szyję, gdy szukała kluczy w swojej torbie i jak na złość nie mogła znaleźć, tym bardziej kiedy Sweeney ją rozpraszał. – Sweeney, bo naprawdę nie wejdziemy do środka.. – Zaśmiała się przecież podobało jej się to co robił mężczyzna, ale chciała już wejść do środka, poza tym planowała na dzisiejszy wieczór, jeszcze nieco atrakcji dla mężczyzny, skoro byli w tak dobrych nastrojach nie mogli tego zaprzepaścić. – To ja poszukam tego klucza.. – Nellie spojrzała na mężczyznę, kiedy tak zaczął szukać jej klucza, że w rezultacie ich usta spotkały się w kolejnych chwilach czułości, jego krawat już został rozsupłany, a gdy Sweeney składał pocałunki na szyi i dekolcie, kobieta chichotała mu przy uchu, nie raz zamruczała, czy znów szeptała. – Sweetie.. Skarbie.. bo będziemy spać tutaj… Kochanie.. – Nie będziemy… - Będziemy, będziemy… och jaki Ty jesteś dziś uroczy mój kochany golibródka..! – Zaśmiała się i ucałowała jego policzek, czując jak mężczyzna obejmował jej ciało, ona oczywiście też starała się, ale starała się też znaleźć klucze od sklepu, a zarazem domu i po chwili w końcu je miała w dłoni. Ale z zamkiem miała problem, bo przez te pieszczoty, nie mogła skupić się na czynności, nawet klucze jej upadły, które to Sweeney podniósł i zaraz przejął otwierając drzwi. – Nellie.. zapraszam do domu.. – Zaraz oboje przemknęli do środka, jakby przed kimś uciekali. A zaraz zamknęli drzwi, od wewnątrz i mężczyzna przytulił do siebie kobietę czule, powoli też rozpinał jej płaszcz, by się go pozbyć, jak i Nellie robiła to samo z ubraniem wierzchnim mężczyzny. A kiedy pozbyli się tych ubrań i jakoś niezgrabie jeden płaszcz wylądował na wieszaku, drugi jednak na fotelu, to oboje przenieśli się do salonu, gdzie panował półmrok. Zaraz Sweeney wylądował na kanapie, a Nellie zaraz przyciągnął do siebie, że kobieta usiadła na nim okrakiem, aż oboje spojrzeli sobie w oczy. – Kocham Cię Sweetie… Naprawdę jestem Ci  szalenie wdzięczna za ten wieczór… - I ja Cię kocham… a może jednak pójdziemy do sypialni..? – Spojrzał na kobietę i zamruczał cicho, a po chwili złapał Nellie w biodrach i wstał z nią z kanapy, by zaraz przedostać się do ich sypialni na piętrze. Nellie obejmowała biodra mężczyzny i delikatnie całowała jego szyję, gdy zaraz wchodził po schodach z nią na górę, a po kilku chwilach byli na miejscu i zaraz Sweeney z Nellie wylądował na łóżku. Znalazł się nad kobietą i zamruczał do niej, kiedy jedną dłonią powiódł pod jej suknie, ale trafił oczywiście na którąś warstwę jej ubrania i pochylił się nad jej dekoltem i mruknął jakby niezadowolony.
- Ta suknia nie może mieć mnie warstw..? To utrapienie.. kto to wymyślił.. - Zaraz jego usta znalazły się przy ustach kobiety i idealnie współgrały ze sobą, gdzie przez te czułe chwile oboje starali się pozbywać którejś części garderoby partnera. Sweeney z Nellie zdjął sukinei, ale oczywiście tą pierwszą warstwę przy czym mu pomogła zresztą.Sama zdjęła mu marynarkę jak i rozsupłała jego krawat. Nellie gładziła plecy mężczyzny, aż objęła go wokół szyi i przyciągnęła do siebie, a zaraz wsunęła jedną dłoń w jego włosy i spoglądała czule w oczy mężczyzny. – Skarbie.. nie martw się sukienką… wiesz, że nigdzie Ci nie ucieknę… - Przytaknął kobiecie głową, a zaraz próbował pozbyć się kolejnej warstwy ubrań kobiety, Nellie pomogła mu przy tym oczywiście, a sama zaraz zdejmowała jego kamizelę, jak i dostała się do jego koszuli i rozpinała powoli guziki jego koszuli i cieszyła się z każdą chwilą, kiedy każde rozpięcie odsłaniało nieco torsu jej ukochanego. Poza tym widziała, że i jego spodnie przy rozporku nieco zgrubiały, co ją bardzo cieszyło i nawet przez dłuższą chwilę spoglądała w tamtym kierunku i dwoma palcami przesunęła po jego intymnej części ciała. – Moje Kochanie… - Sweeney zaś wodził dłońmi po ciele kobiety, oczywiście chciał pozbyć się kolejnej warstwy jej sukni, ale nieco zmienił swój obrany kierunek i podciągnął materiał sukni kobiety dostając się do jej bielizny, po której delikatnie przesunął dłońmi, przy biodrach kobiety. – Dziś jesteś tylko moja… i w tej chwili przeszkadzają mi te ubrania…. Zawsze tego tyle jest..? - Kobieta uśmiechnęła się błogo do mężczyzny, aż nie potrafiła wyrazić tego jak ją cieszy to, że teraz tu w sypialni z mężczyzną, którego kocha od lat i za chwile przeżyje z nim cudowne chwile rozkoszy. Właśnie po chwili poczuła, jak Sweeney delikatnie palcami zsuwał z bioder kobiety bieliznę, na co przymknęła oczy i przygryzła nieco wargę, czując dłonie mężczyzny na swoim ciele. – Sweetie.. słodki jesteś… zawsze Kochanie, zawsze jest tyle części sukni mój Cukierasku… Ale świetnie sobie radzisz… 
A zaraz też i spoglądała na jego ciało, które było teraz bardziej widoczne poprzez rozpiętą koszulę, przed czym trudno było się jej opanować. Tym bardziej, że po chwili, kiedy Sweeney zsunął bieliznę kobiecie, zaraz powoli pozbyła się jego koszuli, a z czasem kobieta straciła i gorset, ale też i straciła te warstwy sukni, na co Sweeney zrobił nieco kosmaty wyraz twarzy, gdy całował Nellie dekolt, a płeć piękna dostała się do jego spodni, które zaraz rozpięła, jak i złapała za jego bokserki, które razem ze spodniami zsunęła mu z jego bioder i obsuwała je w dół, aż jej oczy spoczęły na jego intymnej części ciała. – Kochanie… No naprawdę jesteś taka niecierpliwa… hehe. – Zaśmiał się bo sam nie był lepszy, jak go denerwowały warstwy jej sukienki. 
A nie obejrzeli się kiedy z ich ciał praktycznie zniknęły wszystkie odzienia i Sweeney zaraz schował się z Nellie pod kołdrą. Sweeney ułożył dłonie na biodrach kobiety spoglądając czule i z pragnieniem na jej ciało. Sięgnął jednak zaraz do szafki z boku łóżka po zabezpieczenie, a kiedy oboje zbliżyli się po chwili do siebie, zaraz ich ciała połączyły się ze sobą. Pierwsze ruchy pary wydawały się być dość spokojne, lecz kolejne pchnięcia były bardziej intensywne. Zaraz ich oddechy stały się płytsze, a ich dłonie wodziły po ciałach jakby dawno się nie widziały, zresztą nie dało się tego ukryć, że tak było. – Och Sweeney… - Nellie zaraz objęła głowę Sweeney’a dłońmi jak całował jej dekolt i piersi, od czego to on nie mógł oderwać wzroku. Oboje byli szczęśliwi, a zarazem mogli pozwolić sobie na wieczór pełen miłości i rozkoszy.

piątek, 23 grudnia 2016

Part 363.

- Życzę miłego rejsu i wieczoru, mam nadzieję, że będziecie zadowoleni.. - Charlie w końcu z uśmiechem na ustach pozostawił parę, a przy ich stoliku pojawił się kelner i zostawił dwie karty dań oraz rozmaitych napojów. Następnie Matthew odszedł, by dać klientom czas do namysłu, choć wciąż znajdował się w pobliżu gotowy do przyjęcia zamówienia. Sweeney i Nellie przeglądali kartę w poszukiwaniu idealnego na ten wieczór wina.
- Czerwone.. białe.. różowe..? Na pewno półsłodkie, prawda..? Dość spory wybór.. To na jakie masz ochotę, Nellie..? - Golibroda odłożył kartę na stolik i spojrzał pytająco na ukochaną.
- Może klasyczne czerwone.. akurat widzę tutaj nasze ulubione, więc nie ma sensu eksperymentować.. - Kiedy już wybór padł na coś konkretnego, u stolika znów pojawił się kelner.
- Coś jeszcze..? Może doradzić w wyborze dań..? - Matthew jednak został na razie odprawiony z jednym zamówieniem, a w czasie jego nieobecności para znów namyślała się nad wyborem dań. Mimo to Nellie szybko zrezygnowała z tego zajęcia, a jej dłoń spotkała się na stoliku z dłonią Todd'a.
- Sweetie.. jestem pod wielkim wrażeniem tego miejsca, w ogóle pomysłu żeby wybrać się w dość oryginalne miejsce.. niezwykłe.. Nie pamiętam kiedy ostatnio widziałam Londyn od tej strony.. Ten statek ma swój klimat, nie jest przeładowany ludźmi.. a ten wystrój, świece, muzyka.. Kochanie.. na pewno będę Ci się chciała za to zrewanżować. - Kobieta przesuwała kciukiem po wierzchu dłoni Sweeney'a, cały czas spoglądała mu w oczy, a w jej spojrzeniu doskonale widoczny był ten zachwyt.
- Właściwie nigdy nie byliśmy w jakimś specjalnym miejscu, więc uznałem, że najwyższa pora to zmienić.. Och bez przesady Nellie.. Niezwykła kobieta to niezwykłe miejsce.. - Pochylił się nieco do przodu, by podsunąć dłoń pani Lovett do ust i musnął ją. Za chwilę znów pojawił się kelner z butelką wina oraz kieliszkami i wypełnił szkło alkoholem, po czym znów zadał swoje pytanie.
- Czy zdecydowali się już państwo..?
- Tym razem będziemy polegać na panu.. ale skoro już jesteśmy na statku to ryba byłaby dobrym pomysłem, prawda Sweeney..? Ryba z dodatkami.. Chyba możemy zdać się tutaj na pana.. - Nellie uśmiechnęła się lekko do młodego bruneta, który właśnie zastanawiał się co takiego może zaproponować.
- Dzisiaj mogę polecić łososia ze szpinakiem i makaronem, smakuje wyśmienicie.. na pewno byliby państwo zadowoleni.. w takim razie..? - Nellie i Sweeney porozumieli się i zamówili polecone danie, a kiedy Matthew odszedł, mogli kontynuować swoją rozmowę.
- Zrewanżować..? Brzmi intrygująco.. Zdradzisz mi chociaż rąbek tajemnicy..? - ...
- Gdybym zdradziła nie byłoby już tak tajemniczo.. mogę jedynie powiedzieć, że postaram się aby nasza druga część wieczoru była równie.. atrakcyjna.. - Pani Lovett puściła do mężczyzny oczko, a jej głos sam z siebie przybrał uwodzicielski ton.
- Mmmhm.. w takim razie może niech ten nasz pierwszy toast będzie po prostu za nas i za ten mile spędzony czas..? - No i tak zaraz oboje upili pierwszy łyk wina, a statek wreszcie powoli zaczął opuszczać port. - Wygląda na to, że nikt już tutaj się nie pojawi, mamy więc tutaj całe pięterko dla siebie. Dlatego może.. zatańczymy..? - Sweeney wstał i wyciągnął rękę do Nellie, która wciąż była można powiedzieć w nieustającym szoku z faktu znalezienia się w tym miejscu, ale i nastawienia golibrody, który zdawał się nie tylko kompletnie nie myśleć o jutrzejszej rozprawie, lecz był w prawdziwie romantycznym nastroju, co wcale nie zdarzało się tak często. Złapała więc jego dłoń i zaczęła wstawać, lecz z racji, że statek wciąż jeszcze ustawiał się do swojej odpowiedniej pozycji, straciła równowagę i tym samym wpadła na Todd'a. Oboje zareagowali na to z uśmiechem, po czym przeszli w przestrzeń nieco wolniejszą od stolików i zajęli taneczną pozycję. Choć ich taniec tak naprawdę był przytulańcem, z racji na wolną muzykę i nie tylko. Powoli bujali się, nie zwracając zbytnio uwagi na nic innego. Nellie opierała swoją głowę na klatce piersiowej mężczyzny, choć czasami po prostu z nim rozmawiała.
- A kiedy to wszystko się już skończy, wyjedziemy na długie wakacje, prawda..? Nad morze, to pewne.. Możemy odwiedzić Twoich rodziców, latarnię morską.. pamiętasz..? A potem może pojechać gdzieś dalej, na południe.. - Pani Lovett jak to często bywa rozmarzyła się o ich wspólnej przyszłości, podróżach i wszystkim tym co ich razem czekało. Sweeney odpowiedział jej na to czułym pocałunkiem, który można było uznać za jedno wielkie potwierdzenie. Za chwilę obrócił Nellie, lecz nie był to pełny obrót, a taki pozwalający golibrodzie zatrzymać kobietę w jego ramionach, była bowiem odwrócona do niego plecami. Sweetie wykorzystując chwilę, kiedy wciąż byli sami, kilka razy pocałował jej szyję, czując jak Nellie niemal słabnie w jego objęciach z tych czułości.
- Panie T. .. a co jeśli właśnie wszedłby tutaj ten kelner, hm..? - Szepnęła z udawaną trwogą, choć ciężko było jej ukryć zadowolenie z gestów mężczyzny. Sweeney tym razem szepnął kobiecie na ucho, a przy tym jego wzrok utkwił na dekolcie Pani Lovett. To był po prostu jeden z tych dni, w czasie których nie był w stanie oprzeć się jej kobiecym wdziękom. - Jestem pewien, że widział już bardziej skandaliczne rzeczy..
- Oj nie wiem.. wygląda na całkiem młodego.. jeszcze wiele rzeczy przed nim.. - Nellie cicho zachichotała, po czym złapała dłonie mężczyzny i umiejscowiła je najpierw na swojej talii, a za chwilę przeniosła je na biodra. -Widzę, że mój Sweetie ma dzisiaj kosmate myśli, hm..? Te kosmate łapki dzisiaj mnie nie opuszczają..
- Kosmate..? No nie wiem.. Może troszeczkę hehe.. Ale to też Twoja zasługa Skarbie, nie zrzucaj całej winy na mnie, dobrze..? Zresztą nie narzekasz, prawda? - Pan Todd znów obrócił kobietę do siebie i musnął jej usta.
- Mmmhm.. A teraz może już usiądźmy, bo jestem prawie pewna, że słyszę kelnera nadchodzącego z naszą kolacją.. Przed nami jeszcze długi wieczór i zdążymy dokończyć ten taniec.. - Sweeney też usłyszał kroki, dlatego odprowadził Nellie do stolika wciąż wolnym tanecznym krokiem. Ich wrażenia okazały się prawdziwe, ponieważ gdy tylko zdążyli na nowo usiąść przy stoliku, pojawił się Matthew wraz z całym zamówieniem. Danie wyglądało niezwykle apetycznie, wszystkie jego składniki były świeże i mogło usatysfakcjonować nawet najbardziej wybredne podniebienia. Była to nie tylko uczta dla ciała, ale i duszy, choć może kolacja aż na taką nie wyglądała.
- Dawno nie jadłam czegoś tak pysznego.. A sam wiesz, że nie tak łatwo mi zaimponować bo mam własne smaki.. Lecz tutaj naprawdę należy się uznanie dla kucharza.. Coś niesamowitego. - Pani Lovett zachwycała się tą kuchnią, gdzieś w głowie planowała odtworzyć to samo w domu, zapamiętywała smak, ale przede wszystkim chyba cieszyła się jeszcze bardziej, że Sweeney zabrał ją w to miejsce.
- Racja, jest bardzo smacznie, chociaż nie tak smacznie jak w domu.. Nellie, wybaczysz mi na chwilkę? Muszę się udać do toalety.. - Golibroda w ten sposób wymknął się na kilka chwil. Niezbyt było mu na rękę zostawiać kobietę samą przy stoliku, zwłaszcza jeśli trochę kłamał co do miejsca swojego wyjścia, ale przygotowywał dla niej pewną niespodziankę i przecież nie mógł jej spalić. Było to więc drugie małe kłamstewko w dobrym celu. Todd przyspieszył kroku, kiedy tylko zniknął z pola widzenia Ukochanej i niebawem znalazł się pod pokładem, gdzie odnalazł swojego przyjaciela.
- Charlie.. już jestem. Więc tak jak się umawialiśmy, wyjdę z Nellie na pokład, trochę pochodzimy i wtedy macie już wolną rękę.. Zastanawiam się jeszcze, czy ten torcik zjemy w środku, czy na zewnątrz.. Doradzisz mi..? - Sweeney z nadzieją spoglądał na mężczyznę. Mimo, że to co zaplanował nie było czymś na wielką skalę to chciał aby wszystko udało się perfekcyjnie.
- Hm.. czy ja wiem.. Może lepiej w środku, na zewnątrz nie jest zbyt ciepło, wszystkie świece mógłby zdmuchnąć wiatr, a nie wy.. Hej, nie martw się tak.. wszystko wyjdzie idealnie.. Ach.. jeszcze jedna sprawa.. Sweeney.. cieszę się, że jesteś szczęśliwy.. widać, że bardzo zależy Ci na tej kobiecie.. inaczej nie organizowałbyś tego wszystkiego.. - Charles poklepał golibrodę po ramieniu, jakby chciał przekazać mu swoje błogosławieństwo. - A teraz leć, bo wszystko się wyda..!
- Dziękuję.. bez Ciebie też nie wiele by się udało dzisiejszego wieczoru.. W takim razie torcik będzie w środku.. Tak, zależy mi na niej.. i to bardzo. Zresztą staram się wynagrodzić teraz ten czas, kiedy takie pomysły nie przychodziły mi do głowy, kiedy zachowywałem się nie tak jak powinienem.. Długo by opowiadać. Racja, uciekam żeby nie było żadnych podejrzeń. Jeszcze raz dzięki! - Sweeney za chwilę znów znalazł się na samej górze, gdzie znalazł już lekko zaniepokojoną Nellie.
- Wszystko w porządku..? Już zaczynałam się martwić.. - Pani Lovett uniosła brwi, oczekując choćby małego wyjaśnienia, ale w zamian za to otrzymała propozycję.
- Tak, nic się nie stało. Wyjdziemy na zewnątrz..? Stamtąd mimo wszystko mamy lepsze widoki niż przez okna.. - Mężczyzna zaraz pomógł kobiecie włożyć jej wierzchnie odzienie, potem założył swój płaszcz i razem wyszli na pokład. Choć statek był niezbyt wielkich rozmiarów, przechadzali się po pokładzie, aż ostatecznie znaleźli się na dziobie, by usiąść na znajdującej się tam ławeczce.
- Wszystko wygląda inaczej z tej perspektywy.. bardziej magicznie.. Ten zapracowany, brudny, czasami znienawidzony.. czasami utęskniony Londyn zmienia swoje oblicze w tych późniejszych porach.. Popatrz tylko na te światła.. na życie tętniące w uliczkach, restauracjach, domach.. To bardzo interesujące ile w tym mieście toczy się w tej chwili dramatów, a ile radosnych chwil.. Pewnego dnia, sporo lat temu poznały się tutaj dwie osoby, wydaje się - dwa przeciwne do siebie charaktery. Para sąsiadów, znajomych-nieznajomych w końcu poznała ważne osoby na swojej drodze, pobrali się.. Sąsiedzi stali się dla siebie dalsi niż kiedykolwiek. W końcu w mieście rozeszła się pewna plotka, mężczyzna zniknął.. wrócił dopiero po 15 latach.. zdesperowany.. stęskniony.. Nie spotkał jednak swojej żony, ani córki.. Załamał się, pragnął zemsty.. Spotkał kobietę, swoją dawną sąsiadkę.. Ich biznes rozwijał się, jak i uczucia kobiety względem mężczyzny. Mężczyzna jednak nie potrafił nawet grzecznie odmówić, odpowiedzieć że nie jest zainteresowany.. Wszystko zmieniło się jednak kiedy wyjechała, a wróciła po roku.. pewnie nawet więcej. Wróciła z mężczyzną, do którego szybko zapałał nienawiścią. Nie minęło jednak wiele czasu zanim największy problem na jego drodze do niej zniknął.. Od tego czasu miewali wzloty i upadki, na zmianę co jakiś czas.. W końcu jednak nawet w nim dokonała się pewna znacząca zmiana.. Teraz wie, że nie wyobraża sobie bez niej życia, przyszłości.. codziennego funkcjonowania.. że nigdy nie spotka już kogoś równie pięknego, mądrego, utalentowanego, kochającego i oddającego mu swoje serce od tak długiego czasu.. Nie pamięta dokładnie, kiedy wszystko zaczęło się pomiędzy nimi układać, lecz dzisiejszy dzień pragnie potraktować jako pierwszą rocznicę ich związku.. - Sweeney nawet nie planował tej całej przemowy, chciał powiedzieć kilka zdań i przejść do sedna, jednak wyszło mu z tego coś, co raczej mu się nie zdarzało. Przecież zwykle nie mówił aż tyle. Lecz wszystkie słowa płynęły z głębi serca, były szczere i stanowiły pewne tło do tego, co za chwilę miało się wydarzyć.
- Sweeney...- Nellie także chyba nie spodziewała się aż takiego wyznania, wzruszyła się tymi wszelkimi wspomnieniami. Sweeney doskonale przytoczył w dobrym skrócie historię ich znajomości, co przywróciło pewne obrazy z przeszłości, nawet te niemiłe chwile, które jednak przyćmiły ostatnie miesiące i zbliżenie jakie nastąpiło w tym czasie między nimi. Pani Lovett przytuliła się mocno do mężczyzny, lecz nagle w powietrzu rozległ się jakby huk, przez co kobieta drgnęła i jeszcze bardziej przylgnęła do Todd'a. Golibroda jednak szepnął na ucho, że chciałby by coś zobaczyła i zaraz wskazał jej na niebo nad statkiem, gdzie z fajerwerków ułożył się kolorowy napis "Kocham Cię, Nellie!". W pierwszej chwili nie miała pojęcia, czy to się dzieje naprawdę, czy może to tylko jej umysł płata figle na skutek, tego co przed chwilą usłyszała. Jednak to wszystko było rzeczywistością, koleją niespodzianką jaką przygotował Sweeney, by uczynić to wyjście jeszcze bardziej wyjątkowym. Nellie poczuła jak z jej oczu mimowolnie wydostają się łzy szczęścia. Gdy napis opadł już z powietrza, znów przytuliła się Sweetie'ego, musnęła jego wargi i szepnęła. - Ja Ciebie też.

wtorek, 13 grudnia 2016

Part 362.

W związku z tym, że czas do wyjścia pary nieco gonił już. To i Sweeney zamknął swój zakład jak zwykle o tej samej porze, po czym także musiał się odświeżyć przed wyjściem z Nellie na ich randkę! Tak, tak można było nazwać to wyjście, wieczór, który mieli spędzić na statku, w rejsie, na Tamizie.
Lecz kiedy Todd zszedł na dół ze swojego zakładu, to zaraz spotkał się z Nellie, która właśnie już była ubrana w suknię i zaraz podszedł do niej, obejmując ją w tali od tyłu, a prze okazji zapiął Nellie suknie na plecach. Zamruczał tuż przy jej uchu całując jej kark i odparł szeptem, kiedy jedną dłonią powiódł po biodrze kobiety nieco na jej udo.
- Widzę, że moja Pani już prawie gotowa.. to teraz ja wskoczę pod prysznic.. Zamknąłem zakład, posprzątałem.. Poza tym mówiłaś wcześniej coś o ciasteczkach? Hm.. czuje zapach pieczenia, czyżby moje ulubione? To chyba najpierw spróbuje kokosanek.. - Oczywiście, że Sweeney uwielbiał te ciastka. były w sobie specyficzne, zarazem syte, a on przepadał za kokosem, Może nie wyglądał na zwolennika czegoś egzotycznego, ale kokos tak, kokos był jego jednym z ulubionych słodkich przysmaków, choć wiedział że wiórki kokosowe niektórzy i dodawali do zwyczajnych potraw, na przykład smażyli mięso otoczone wiórkami kokosowymi, Lecz nie czuł przekonania by tak eksperymentować w kuchni. Zaraz ucałował kobietę w policzek i powoli pokierował się do kuchni, a Nellie jeszcze udała się do łazienki. Sweeney nalał w kuchni do szklanki wody i zaraz się jej napił, a po chwili sięgnął po jeszcze lekko ciepłe kokosanki, jedną właśnie ugryzł i zasmakował jej, aż zjadł całą.
Nellie po kilku chwilach weszła cicho do kuchni spoglądając na Sweeney'a, gdy próbował kolejnego ciasteczka i uśmiechnęła się czule do niego choć wiedziała, ze Pan Todd jej nie widzi. Zaraz powoli jednak podeszła do niego i przytuliła się jego ramienia szepcząc nad uchem. - Smakuje? - Sweeney uśmiechnął się na te słowa kącikiem ust i przytaknął kobiecie, a zaraz podzielił się z nią jedną kokosanką. A gdy oboje zjedli starł z kącika ust Nellie okruszek. Spoglądał w jej oczy i zaraz czule ucałował jej usta, co kobieta odwzajemniła z czułością. Czuła jak mężczyzna wodził po jej biodrach, a zaraz złapał ją w talii i posadził na blacie w kuchni. Ich usta co jakiś czas rozdzielały się na złapanie tchu, a ręce Sweeney'a znalazły się: jedna na jej talii, a drugą wsunął pod jej suknie na jej udo. Nie miał w tej chwili niecnych planów względem kobiety, no może troszkę, lecz nie chciał by stracili dzisiejszy wieczór w oczywisty i miły zarazem sposób, bo było to owocne, lecz za rejs zapłacił i nie zamierzał zmieniać można powiedzieć tego harmonogramu dzisiejszego zachodu słońca. Zawsze mogli po powrocie wykorzystać swoje siły i chęci na właśnie takie zakończenie tego dnia.
Mężczyzna spoglądał w oczy kobiety, kiedy na chwilę ich usta się rozłączyły, a Nellie w tym czasie gładziła jego szyję i kciukami dotykała jego policzków. Lecz zaraz przesunęła dłonie na jego klatkę piersiową i pogładziła go po jego torsie, z zamierzeniem po chwili by dotrzeć do guzików jego kamizelki,które po kolei i powoli zaczęła rozpinać.- Smakowały Ci kokosanki Kochanie? A gdzie dziś mnie zabierzesz..? - Sweeney spoglądał na kobietę, jak i jego wzrok zsunął się na kobiety dekolt, a zaraz znów spojrzał w jej oczy i odparł. - Oczywiście, są bardzo dobre... Wiesz co lubię. A tam, gdzie Cię zabieram to niespodzianka... Potrzebujemy małej rozrywki, a nie monotonni.. Poza tym ślicznie wyglądasz.. Ale takie czułości muszą troszkę zaczekać.. Wiesz..? - Płeć piękna uśmiechnęła się do Sweeney'a, kiedy zaraz ucałował czule jej policzek, jak i szyję, aż przesunął się wargami na jej dekolt, na co cicho zamruczała, i jej dłonie powiodły po plecach mężczyzny.
Lecz zaraz znów wróciła do jego guzików kamizelki, którą powoli rozpięła. A zaraz zabrała się za rozpięcie jego koszuli, która powoli odsłaniała jego ciało aż zakradła się do jego paska od spodni, który chciała także rozpiąć. Na co Sweeney zaśmiał się szeptem, gdy Nellie dłoń otoczyła jego ciało na biodrze i zaraz zsunęła ją na jego pośladek i zaraz zamruczała mu do ucha szepcząc. - Mój kochany golibroda, ale wiesz, że nie obraziłabym się, gdybyśmy tu zostali, tak miło teraz spędzamy czas. Sweeney zaraz spojrzał w oczy kobiety i również szepnął, ale wprost do jej ust. - Wiem, ale koniec tego dobrego, bo za chwilę nigdzie się nie wybierzemy... za bardzo się rozkokosiliśmy, jak te kokosanki... - Pocałował kobiety usta, kiedy dłonią powiodła po jego brzuchu i westchnęła, gdy mężczyzna leciutko się cofnął, zaś Nellie wzrok zrekompensował Sweeney swoim ciałem, gdy mogła choć przez tych kilka chwil popatrzeć na jego tors, czy w okolice jego spodni, gdzie ujrzała lekkie zgrubienie w okolicach jego suwaka. Co zaraz Sweeney zakrył kamizelką, którą zdjął z siebie, odchrząknął i odparł do kobiety, choć w jego głosie Nellie wyczuła i zakłopotanie i cichy śmiech. - Tak, więc ja... pójdę skorzystać z prysznica i niebawem wyjdziemy.. dobrze? - Kobieta zachichotała siedząc na blacie i pogładziła mężczyzny policzek odpowiadając. - Dobrze Sweetie. Ale dalej nie wiem, gdzie mnie zabierasz... może zdradzisz choć ociupinkę..? - Nellie poprawiła swoją sukienkę, uwydatniając dekolt, no cóż w taki sposób na mężczyzn działały kobiety, a wtedy śpiewali jak ptaszki w lesie wszystko bo tylko by zapragnęła. Lecz jakoś Sweeney ocknął się z kuszącego widoku i mruknął. - Nie ma mowy, inaczej cały wieczór nie miałby sensu, gdybyś wiedziała, gdzie się wybieramy.. jeszcze jedna kokosanka.. i uciekam, a Ty Kochanie tu czekaj.. - Ucałował policzek kobiety, a zaraz udał się do łazienki, ale zaraz poszedł do ich sypialni, by zabrać ubranie, które chciał założyć na dzisiejszy wieczór.
Kąpiel Sweeney'owi nie zeszła zbyt długo, a niebawem już ubierał się w czyste ubrania, zaś brudne włożył do kosza na pranie. Kiedy zakładał już kamizelkę i wiązał swój krawat, wyszedł z łazienki, był już prawie gotowy. Nellie krzątała się jeszcze po sklepie jak była już gotowa do wyjścia, poza tym rozczesywała włosy i czesała się jak i malowała, kiedy Sweeney brał kąpiel, a teraz przeglądała książkę kucharską, Sweeney kończył sie szykować, zakładał zaraz marynarkę na siebie, a zaraz zajrzał do sklepu Pani Lovett, gdzie właśnie kobieta przebywała i odezwał się do niej, gdy właśnie na niego spojrzała. - Za kilka chwil wychodzimy Kochanie.. no ale chyba nie zamierzasz teraz czegoś gotować..? Bo dziś nikt niczego już tu nie gotuje.. gotowa jesteś hm..? Mmm.. nowe perfumy? Tak ładnie pachnie w całym mieszkaniu.. że trudno tego zapachu nie poczuć.. - Kobieta zachichotała i dla żartu wyjęła miskę do urabiania ciasta, a gdy widziała minę Sweeney'a gdy podszedł bliżej zaśmiała się i pogładziła go po jego klatce piersiowej, po czym zaraz poprawiała mu krawat. - Sweetie... no przecież żartuje, niczego nie będę teraz robić.. A ja tak, jestem gotowa do wyjścia.. Zamknąłeś zakład na górze, hm? Perfumy..? No Skarbie, przecież od Ciebie.. Mój Ty głuptasku.. - Sweeney pokręcił głową i zaśmiał się na słowa kobiety, spoglądając na nią i dotknął nosem jej nosa. - Mam nadzieję, że żartujesz.. bo zamknę ten sklep  odłączę od reszty domu.. zobaczysz. Dobrze już? Oj ja już nie pamiętam tych zapachów, jakie wybierałem.. To co.. zbieramy się Skarbie..? - No i oboje tak postanowili zbierać się powoli, zatem Nellie zaraz poprawiała jeszcze włosy przed wyjściem, czy przypudrowała nosek, a Sweeney jeszcze czyścił swoje buty, ale zaraz zakładał na siebie swój płaszcz, w końcu nie było na dworze wieczorem zbyt ciepło, zaraz i pomagał tez kobiecie założyć jej płaszcz, aż sama zaciągnęła się czując jego perfumy, tym bardziej, że Sweeney używał perfum wyjątkowych, nie takich jak większość mężczyzn. Co prawda wydawał na nie więcej pieniędzy, ale za taki zapach było warto. Nellie jeszcze zabrała małą kopertówkę, Sweeney wsunął portfel do spodni, a zaraz zabrał klucze ze stolika i powoli mogli opuszczać dom,co zwieńczyli to całusem w policzki i zaraz wyszli. Sweeney zamykał drzwi od sklepu kobiety, jego zakład był zamknięty, wiec raczej nie musieli się martwić o coś, czego nie dopilnowali przed wyjściem.
Po chwili złapał Nellie za dłoń i ruszyli naprzeciwko sklepu, poprzez ruchliwą ulicę, gdzie czekała na nich zamówiona wcześniej przez mężczyznę dorożka, oczywiście przypomniał dorożkarzowi, gdzie jechać,kiedy do niego podszedł, puścił do niego oczko, i zapłacił mu połowę należnej kwoty.. Zaraz oboje wsiedli do środka i usiedli obok siebie, a Nellie wtuliła się w ramię mężczyzny i odezwała się czule. - To gdzie Skarbie mnie zabierasz..? Dowiem się..? - Sweeney przytaknął kobiecie i szepnął jej nad uchem kiedy dotknął wargami jej policzka.  - Tam, gdzie nigdy razem nie byliśmy.. Zobaczysz, niebawem się dowiesz.. Jak teraz powiem, to nie będzie to już żadną niespodzianką. - Puścił oczko do kobiety, kiedy otulała dłońmi jego ciało, czy gładziła go po jego kamizelce, w końcu Sweeney miał rozpięty płaszcz, więc co nieco sięgała do jego ubrania pod nim.
Mężczyzna, jak i kobieta cieszyli się na ten wieczór, tak naprawdę ich chyba pierwszą taką randkę, która miała być inna niż spędzenie czasu w domu we dwoje. W końcu jutro czekał ich ciężki dzień, rozprawa sądowa, dlatego między innymi dziś chcieli ten wieczór spędzić inaczej i nie myśleć o jutrzejszych problemach, z jakimi zapewne się spotkają na sprawie sądowej. W końcu Sweeney już sobie w głowie wyobrażał jak to będzie wyglądało i że pewnie zostanie wzięty pod lupę, jakby pół tych krzywd sam sobie zrobił, a przypisał ich zasługę Turpinowi z nienawiści do niego. Lecz teraz chciał wybić sobie z głowy te myśli, by znów powrócił do jego głowy ten romantyczny nastrój, na jaki dziś się nastawił.
Nellie ucałowała szyję mężczyzny, kiedy ten przymknął powieki i oparł głowę o zagłówek kanapy, a jego dłoń spoczywała na biodrze kobiety. Poza tym czuć było pomiędzy nimi dziś wyjątkowe uczucie, a zarazem pragnienie ciał, które skrzętnie musieli odłożyć na dalszą część wieczoru. Mimo to nie przeszkadzało im to, im bardziej siebie pragnęli tym czulej mogli sobie przed snem to okazać. W końcu zarówno kobieta jak i mężczyzna czuli, że dziś dojdzie pomiędzy nimi do zbliżenia, czułości i przede wszystkim miłości, jaką oboje do siebie czuli.
Po niedługim czasie dorożkarz się zatrzymał powoli, dotarli do portu nad Tamizą, gdzie właśnie stacjonował statkiem Charles, w końcu to tym statkiem chciał zabrać  Nellie na ich randkę. Powoli więc Sweeney wysiadł z pomieszczenia, a zaraz pomagał przy wysiadaniu kobiecie podając jej rękę, a zaraz reszta pieniędzy wylądowała w dłoni dorożkarza, któremu Sweeney podziękował.
A zaraz ruszył z Nellie w stronę przystani i uśmiechnęła się do niej kiedy spoglądała na niego pytająco, ale na jej ustach jawił się czuły uśmiech. - Tamiza? A dokąd idziemy, na statek..? - Todd spojrzał na Nellie i uśmiechnął się do niej lekko przytakując głową, - Tak, dziś sobie popływamy, spędzimy miły wieczór.. zjemy kolację, powinniśmy więcej wieczorów tak spędzać.. a nie tylko dziś. Chodźmy.. - Oczywiście na statku już było kilka par, a kiedy oni weszli na statek, zaraz przywitał ich Charles, Sweeney przedstawił Nellie. - Witaj Charlie... - Witam, zapraszam, zapraszam.. a cóż za piękność widzą moje oczy.. - Puścił oczko do Nellie, a zaraz ucałował jej dłoń, jak na dżentelmena przystało. - Witam, jestem Charles Benson. Właściciel, tego statku, a jednocześnie i kapitan.. Z Benem.. znaczy Sweeney'em  znamy się sporo lat.. Prawda? Zapraszam do stolika... Sweeney mi niewiele o Pani mówił.. ale czuję, ze wygrał los na loterii.. Przepraszam, że tak mówię.. - Miło mi Pana poznać, nie wiedziałam, że się znacie.. Ale teraz rozumiem, skąd dziś takie "długie kolejki" były.. w sklepach.. Sweeney.. Słonko... Wybaczam... Ale proszę nie przesadzać..  - No i tak powoli ruszyli poprzez pokład statku, na jedną z kondygnacji, w ustronnym miejscu, tak jak chciał Sweeney, na stoliku były świeże kwiaty w wazoniku, jak i też dwie świece w romantycznej ozdobie. Panowie nieco zaśmiali się na słowa kobiety, a Sweeney zaraz pocałował Nellie w policzek, jakby chciał się tym sposobem wytłumaczyć, że przecież szykował dla niej niespodziankę. Nellie pokręciła głową, ale oczywiście udawała to oburzenie, bo była mile zaskoczona tą chwilą, tym co ich jeszcze dziś czekało.
W tle, na statku płynęła niczym z wodą spokojna muzyka. - Kiedy Sweeney pomógł kobiecie zdjąć płaszcz, sam zdjął swój, no i zostały zabrane, jedynie Sweeney dostał na nie numerek. A kiedy Nellie usiadła zaraz podsunął jej krzesło do stolika i usiadł naprzeciwko niej, po czym Sweeney odparł do Charles'a. - Uroczo tu Charlie.. wiesz..? Ale skoro już tu jesteś możemy jak na początek zamówić u Ciebie wino..? - Charles przytaknął na słowa Sweeney'a i zaraz kiwnął głową na jednego kelnera na jego statku i rzekł do obojga. - Oczywiście.. ale z tego względu, że zaraz będziemy odpływać.. Przekazuje was w dobre ręce.. To Matthew.. Zajmie się wami i o wszystko zadba.. Mam nadzieję, że póki co wszystko jest w porządku..? Matti.. proszę o dwa menu.. - Sweeney cieszył się na tą oprawę, jaka tutaj panowała, w końcu byli w ciepłym przyjemnym pomieszczeniu, bo wieczorem na pokładzie byłoby trochę chłodno, a tu było przyjemnie, poza tym można było wyjść na pokład.

wtorek, 6 grudnia 2016

Part 361.

- Poproszę.. chleb.. rogalika z dżemem.. albo nie.. - Mężczyzna znów okazywał swoje wielkie niezdecydowanie, choć i tak już w obecności właścicielki nie czuł się tak swobodnie, a wręcz jakby skurczył się lekko w sobie bo nie spodziewał się spotkania z nią. Tym razem Pani Lovett obdarzyła go wymownym spojrzeniem, a kolejny komentarz już cisnął się jej na usta. - Chleb.. pół kilo szarlotki.. pięć babeczek i trzy drożdżówki.. - Nellie z pomocą pani Hoffman zapakowała całe zamówienie mężczyzny i zaraz podliczyła całość na rachunku.
- To będzie razem 17 funtów.. A na następny raz, proszę żeby był pan bardziej zdecydowany.. Nie chcemy tracić potencjalnych klientów, którzy pomyślą, że nie ma sensu czekać w tak licznej kolejce, jaką spowodowała jedna osoba.. Jeszcze pomyślą, że to wina obsługi, a to kompletnie mija się z prawdą.. - Kobieta podała mu pieczywo i słodkości w papierowych torebkach, a w zamian oczywiście dostała zapłatę, którą umieściła w kasie. Na twarzy klienta pojawił się kolor czerwony i po krótkich i zresztą niewyraźnych przeprosinach wycofał się do drzwi, wreszcie popychając kolejkę do przodu.
Sweeney w tym czasie właśnie wysiadał z dorożki, która dowiozła go do portu. Golibroda w poszukiwaniu właściwego statku przechadzał się wzdłuż wodnych pojazdów oferujących rozmaite oferty. Jednakże zanim zdecydował się na coś konkretnego, minęło trochę czasu. Zależało mu w końcu, by nie natrafić na wielki okręt, oferujący jedynie coś ciekawego dla turystów, pozbawiony jakiegokolwiek klimatu i prywatności. Nie o to przecież chodziło. W końcu zatrzymał się przy jednym ze statków, który jakoś od razu wpadł mu w oko. Od razu wszedł na pokład i rozejrzał się za kimś, kto mógłby udzielić mu informacji, których potrzebował. W końcu znalazł kogoś takiego na dziobie.
- Przepraszam.. czy dzisiaj wieczorem odbędzie się rejs..? Są może jeszcze jakieś wolne miejsca? - Todd podszedł do owego człowieka, który dopiero teraz bez pośpiechu się do niego odwracał.
- Hm.. owszem. Tak. Dziś miejsc jest dość sporo. Gorzej na pewno byłoby w piątek. - Gdy blondyn w średnim wieku odwrócił się do Sweeney'ego, przez jego twarz przemknęło najpierw zdziwienie, a zaraz potem pojawił się wielki uśmiech. - Benjamin.. to Ty..?
- Charles.. nie wierzę..! Tak, to ja.. choć aktualnie to raczej Sweeney Todd, nie Benjamin Barker.. Tyle lat.. Zmieniłeś profesję..? - Mężczyźni przywitali się ze sobą. Charles był jednym ze znajomych golibrody z okresu wygnania z Londynu, przemierzyli wspólnie spory kawałek świata. Przez czas podróży i morderczej pracy zaprzyjaźnili się ze sobą, choć od momentu gdy Sweeney został w Londynie, nie spotkali się ani razu.
- Też ciężko w to uwierzyć, a jednak.. Niesamowite, prawda.? Co u ciebie słychać..? Tak, skończyłem pływać po całym świecie, chwytałem się różnych prac na lądzie, ale jednak statki, woda to moje całe życie. Jestem właścicielem tej łajby, dobrze więc trafiłeś. Mogę wiedzieć co cię tu sprowadza..? Może usiądziemy..? - Charles wskazał dawnemu przyjacielowi jeden z najbliższych stolików i obaj tam zasiedli.
- Prawda, prawda.. nigdy bym się tego nie spodziewał.. Co słychać u mnie.. mógłbym opowiadać godzinami i chyba wciąż nie powiedziałbym wszystkiego.. może kiedyś wpadniesz do mnie i do Nellie na obiad.. czy na kolację, spędzimy miło czas, porozmawiamy..? Teraz niestety nie mam tak wiele czasu, zrobiłem przerwę w pracy.. Tutaj chciałbym jedynie spędzić wyjątkowy wieczór z moją wybranką, czasami warto wyjść gdzieś poza dom, poza znane kręgi i trochę się wysilić.. Ona całkowicie na to zasługuje. - Sweeney uśmiechnął się na myśl o Pani Lovett. Sam był zdziwiony, że mówi w ten sposób i naprawdę planuje spędzić tutaj romantyczny wieczór ze swoją ukochaną. Kiedyś w ogóle nie byłoby go na to stać, przypominał osobę wypaloną z uczuć lub kompletnie ich pozbawioną. Teraz za to był kimś prawie całkowicie innym, a za każdym razem kiedy myślał o Nellie, czuł ciepło na sercu.
- Z chęcią wpadnę lub też zaproszę was do siebie.. Poza tym z przyjemnością poznam tą twoją Nellie, bo to o niej mowa, prawda..? To narzeczona, a może.. żona..? Chyba, że czekasz jeszcze na odpowiednią chwilę by do tego wszystkiego doszło.. No cóż, w każdym razie musisz powiedzieć mi czego dokładnie sobie życzysz, a ja wraz z załogą postaramy się aby było tutaj tak jak sobie wymarzysz.. - Charles co prawda miał bardzo dobrą pamięć i wiedział, że jego przyjaciel miał kiedyś żonę i na pewno nie miała na imię tak, jak kobieta, którą wymienił, ale nie miał zamiaru poruszać tematu podczas tego krótkiego spotkania. Zresztą nietrudno było domyślić się, że skoro nie był z Lucy, to coś musiało się wydarzyć. Mężczyzna i tak cieszył się z faktu, że golibroda trzyma się dobrze i nie idzie sam przez życie. Todd wyjaśnił mu, że chciałby by ich stolik był w miarę możliwości w odosobnionym miejscu, by na ich stole znajdowały się kwiaty i świece, a gdzieś w tle grała spokojna muzyka, do której można zatańczyć. Nie martwił się już o menu, ponieważ widział, że Charles bardzo dobrze orientował się w tym temacie i czuł, że mógł mu zaufać. Wkrótce pożegnał się z przyjacielem i ruszył w dalszą drogę, a mianowicie na pocztę. Tam wysłał list do Sophie, po czym udał się na zakupy. Robił to wszystko już w szybszym tempie - Nellie przecież nie wiedziała, że udał się jeszcze do portu, a wręcz miał nadzieję, że tak dobrze nie pamiętała o wczorajszej propozycji i że cały ten wieczór ją zaskoczy. Mimo to wiedział, że będzie dopytywała się z czym zeszło się tak długo, bo jednak rezerwacja stolika zabrała mu przez spotkanie z Charles'em więcej czasu niż na to przewidywał. Tym razem musiał skłamać w dobrych intencjach. Najbardziej z tego wszystkiego obawiał się jednak chyba zniecierpliwionej kolejki klientów przed jego zakładem.
Sweeney wrócił do domu wejściem sklepowym, a gdy spojrzenia jego i Nellie spotkały się, kobieta obsłużyła ostatniego klienta i wróciła do domowej części, gdzie po chwili spotkała się z ukochanym.
- Z czym tak długo Ci się zeszło, Kochanie? To pewnie kolejki w sklepie i na poczcie, prawda..? Że też ci ludzie zamiast pracować, ciągle zalegają w takich miejscach.. - Pani Lovett pocałowała mężczyznę i usiadła w salonowym fotelu. Była już trochę wycieńczona pracą w sklepie, lekko dokuczały jej plecy.
- Tak jak mówisz.. kolejki niewyobrażalne.. A poza tym, Nellie.. miałaś sobie odpuścić sklep i się zrelaksować, a tu proszę.. kota nie ma, mysz harcuje.. - Golibroda odstawił do kuchni torby z zakupami i wrócił do salonu. - Nie wiesz czasem, czy dużo osób czeka tam do mnie na górze..? Zresztą sam zaraz pójdę sprawdzić, ale chciałbym też coś zjeść, bo zgłodniałem..
- To wszystko przez jednego klienta. Przyszedł taki za przeproszeniem grubas i nie mógł zdecydować się, czym dzisiaj napchać sobie brzuch.. Więc wkroczyłam do akcji, a później zostałam tak z przyzwyczajenia.. Nie mam pojęcia, ale jak już to przeproś klientów i przyjdź jeszcze zjeść obiad.. robienie przerw co pół godziny też mija się z celem..
- Dobrze więc, za chwilę wrócę i zjemy obiad.. - Sweeney udał się na górę, by sprawdzić ile klientów na niego czeka i przedłużyć przerwę jeszcze o jakieś dwadzieścia minut. Zaś Pani Lovett w kuchni podgrzewała pierwsze danie. W międzyczasie ustalała jeszcze szczegóły kolejnego dnia z Julią, ponieważ dla niej i Sweetie'ego łączył się on z pierwszą rozprawą - dlatego też nikt nie mógł pomóc pani Hoffman w sklepie. Piekarka przekazała kobiecie klucze do sklepu, by potem został przez nią zamknięty i pracownica wkrótce opuściła lokal. Nellie nalewała właśnie zupę na głębsze talerze, kiedy usłyszała powrotne kroki mężczyzny na schodach.
- I jak tam sytuacja na górze, hm..? Sweetie, pamiętasz, że przed jutrzejszą rozprawą musimy jeszcze zajrzeć do szpitala, by zdjęli mi wreszcie te szwy..? Chciałabym mieć już ten jutrzejszy dzień za sobą.. Johanna i Berta też tam będą, prawda..? - Pan Todd pomógł kobiecie w przeniesieniu obiadu na stół i zaraz oboje zasiedli przy nim do posiłku.
- Mam tam pięciu klientów, ale udobruchałem ich małą zniżką.. Tak, tak.. musimy wyjść wcześniej z domu. Wiem Kochanie, ale nikt niestety nie przeżyje tego za nas. Nie rozmawiałem z Johanną o tym, ale zakładam, że tak.. przecież obie uważane są za jego najbliższą rodzinę.. Myślałem co nieco o tym, że wieczorem pewnie będziemy siedzieć i stresować się jutrzejszym dniem.. jeśli zostaniemy w domu.. Dlatego dzisiaj zabieram Cię gdzieś.. - Golibroda puścił oczko do kobiety, po czym już szybciej zabrał się za jedzenie, nie chciał zawieść klientów.
- Ale nie mam co łudzić się, że powiesz mi gdzie, hm..? Pamiętam o czym wczoraj wspominałeś, ale nie wiem czy mogę być pewna, że to akurat to miejsce.. - Nellie odstawiła swój talerz do zlewu i zabrała się za nakładanie drugiego dania.
- Wszystkiego dowiesz się w swoim czasie.. I wiesz, drugie danie zjem jak skończę swoją wartę w zakładzie.. Obiad jest pyszny, ale też nie chcę stać taki najedzony. - Również wstawił swój talerz do zlewu, ale zanim wyszedł z kuchni, objął Panią Lovett i oparł swoje czoło o jej czoło. - Czeka mnie jeszcze trochę pracy, ale chciałbym żebyś w tym czasie się zrelaksowała i nie pracowała tylko z racji na to, że ja pracuję na górze.. Jak tylko będę mieć wolną chwilę to zajrzę do Ciebie, dobrze..? - A zaraz czule pocałował Nellie i opuścił kuchnię.
Kobieta zjadła drugie danie i zabrała się za zmywanie wszelkich brudnych naczyń, by nie trzeba było robić tego później. Potem zdecydowała się na zrobienie kokosanek, które Sweeney zawsze uwielbiał. Rozmyślała trochę nad tym, gdzie zamierzał ją zabrać i czy rzeczywiście będzie to rejs po Tamizie. Była tego bardzo ciekawa, ponieważ jej ostatni rejs po rzece przypadał na bardzo odległe lata, a było to magiczne przeżycie nie tylko dla turystów z całego świata, ale i dla starych mieszkańców stolicy.
Spędziła więc jeszcze trochę czasu w kuchni, aż ciasteczka upiekły się i pozostawiła je do wystygnięcia. Postanowiła również przygotować sobie wieczorny strój, bo gdziekolwiek Pan Todd chciał ją zabrać, zamierzała wyglądać olśniewająco. Poza tym mocno wzięła sobie do serca słowa Sweetie'ego i niebawem przygotowywała dla siebie gorącą kąpiel w łazience na górze. Zabrała ze sobą ulubioną książkę i już wkrótce znalazła się w wodzie. Nie mogła sobie pozwolić na szalenie długą kąpiel ze względu na szwy, lecz też nie musiała całkowicie omijać wody, ponieważ nie była to już tak świeża rana, a nici były mocne. Czuła się bardzo dobrze, ciepło wody działało relaksująco, jak nic innego. Nellie odpuściła sobie jednak czytanie książki i po prostu leżała w wannie nie myśląc o czymś konkretnym. Za jakiś czas usłyszała kroki golibrody, jak i jego nawoływanie jej.
- Jestem w łazience..! - Odparła Nellie i nieco poprawiła swoje włosy, przewidując że Sweeney zaraz ją tam odwiedzi.
- Uporałem się ze wszystkimi, na razie nie ma nikogo. Zresztą niedługo kończę. Zaczekać tutaj na Ciebie..? - Sweeney przechadzał się po pokoju, choć cały czas nasłuchiwał, czy nikt nie wszedł do zakładu.
- Jeśli chcesz, możesz mnie tutaj odwiedzić.. Nie widzę żadnych przeciwwskazań.. - Zatrzymał się na słowa kobiety, chwilę zastanowił, a zaraz drzwi od łazienki zaczęły powoli się uchylać. Mężczyzna oparł się o futrynę, a na jego twarz wpełzł charakterystyczny uśmiech. Nellie przesunęła stopą po krawędzi wanny, po czym przywołała go do siebie gestem ręki. Sweeney powoli podszedł do wanny i usiadł na jej krawędzi. Nie mógł oderwać wzroku od ciała kobiety, które teraz w nielicznych miejscach było zasłonięte pianą. Ciężko było mu się jej oprzeć, ale tym razem znów miał na głowie otwarty zakład i przez to znów nie mógł dopuścić do tego, czego podświadomie pragnął.
- Pewnie nie przyłączysz się do mnie, hm..? Ale podasz mi ten biały ręcznik kąpielowy..? - Sweetie zaraz sięgnął po ręcznik, ale oprócz niego położył na podłodze mniejszy ręczniczek pod stopy. Stanął przy wannie z dużym ręcznikiem, którym otulił Nellie, kiedy tylko stanęła w wannie. Potem lekko podniósł kobietę i tym sposobem stała już obok niego. - Obiecasz mi, że wrócimy do tego, Sweetie..?
- I to nie jeden raz, obiecuję. - Przytulił do siebie kobietę, po czym musnął jej czoło. - Chciałbym żebyśmy wyszli z domu w okolicach dziewiętnastej, dobrze..? A teraz, poradzisz już sobie sama..? Zorientuję się czy ktoś tam jeszcze na mnie nie czeka, posprzątam i wracam do Ciebie.
- Dobrze, akurat zdążę się przygotować. W porządku. A w kuchni czekają na Ciebie ulubione ciasteczka.. - Pani Lovett rozstała się po raz kolejny z ukochanym, choć jeszcze na jakiś czas pozostała w łazience. Póki rzeczywiście miała trochę czasu dla siebie, postanowiła go wykorzystać na pielęgnację twarzy i ciała, co oznaczało różne kremy i maseczki. Sweeney w tym czasie porządkował w zakładzie, a kiedy para skończyła swoje zajęcia, jak i małe sprzątanie w domu, już niewiele czasu pozostało do planowanej godziny wyjścia.

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.