SCM Music Player.

Bohaterowie.

wtorek, 6 grudnia 2016

Part 361.

- Poproszę.. chleb.. rogalika z dżemem.. albo nie.. - Mężczyzna znów okazywał swoje wielkie niezdecydowanie, choć i tak już w obecności właścicielki nie czuł się tak swobodnie, a wręcz jakby skurczył się lekko w sobie bo nie spodziewał się spotkania z nią. Tym razem Pani Lovett obdarzyła go wymownym spojrzeniem, a kolejny komentarz już cisnął się jej na usta. - Chleb.. pół kilo szarlotki.. pięć babeczek i trzy drożdżówki.. - Nellie z pomocą pani Hoffman zapakowała całe zamówienie mężczyzny i zaraz podliczyła całość na rachunku.
- To będzie razem 17 funtów.. A na następny raz, proszę żeby był pan bardziej zdecydowany.. Nie chcemy tracić potencjalnych klientów, którzy pomyślą, że nie ma sensu czekać w tak licznej kolejce, jaką spowodowała jedna osoba.. Jeszcze pomyślą, że to wina obsługi, a to kompletnie mija się z prawdą.. - Kobieta podała mu pieczywo i słodkości w papierowych torebkach, a w zamian oczywiście dostała zapłatę, którą umieściła w kasie. Na twarzy klienta pojawił się kolor czerwony i po krótkich i zresztą niewyraźnych przeprosinach wycofał się do drzwi, wreszcie popychając kolejkę do przodu.
Sweeney w tym czasie właśnie wysiadał z dorożki, która dowiozła go do portu. Golibroda w poszukiwaniu właściwego statku przechadzał się wzdłuż wodnych pojazdów oferujących rozmaite oferty. Jednakże zanim zdecydował się na coś konkretnego, minęło trochę czasu. Zależało mu w końcu, by nie natrafić na wielki okręt, oferujący jedynie coś ciekawego dla turystów, pozbawiony jakiegokolwiek klimatu i prywatności. Nie o to przecież chodziło. W końcu zatrzymał się przy jednym ze statków, który jakoś od razu wpadł mu w oko. Od razu wszedł na pokład i rozejrzał się za kimś, kto mógłby udzielić mu informacji, których potrzebował. W końcu znalazł kogoś takiego na dziobie.
- Przepraszam.. czy dzisiaj wieczorem odbędzie się rejs..? Są może jeszcze jakieś wolne miejsca? - Todd podszedł do owego człowieka, który dopiero teraz bez pośpiechu się do niego odwracał.
- Hm.. owszem. Tak. Dziś miejsc jest dość sporo. Gorzej na pewno byłoby w piątek. - Gdy blondyn w średnim wieku odwrócił się do Sweeney'ego, przez jego twarz przemknęło najpierw zdziwienie, a zaraz potem pojawił się wielki uśmiech. - Benjamin.. to Ty..?
- Charles.. nie wierzę..! Tak, to ja.. choć aktualnie to raczej Sweeney Todd, nie Benjamin Barker.. Tyle lat.. Zmieniłeś profesję..? - Mężczyźni przywitali się ze sobą. Charles był jednym ze znajomych golibrody z okresu wygnania z Londynu, przemierzyli wspólnie spory kawałek świata. Przez czas podróży i morderczej pracy zaprzyjaźnili się ze sobą, choć od momentu gdy Sweeney został w Londynie, nie spotkali się ani razu.
- Też ciężko w to uwierzyć, a jednak.. Niesamowite, prawda.? Co u ciebie słychać..? Tak, skończyłem pływać po całym świecie, chwytałem się różnych prac na lądzie, ale jednak statki, woda to moje całe życie. Jestem właścicielem tej łajby, dobrze więc trafiłeś. Mogę wiedzieć co cię tu sprowadza..? Może usiądziemy..? - Charles wskazał dawnemu przyjacielowi jeden z najbliższych stolików i obaj tam zasiedli.
- Prawda, prawda.. nigdy bym się tego nie spodziewał.. Co słychać u mnie.. mógłbym opowiadać godzinami i chyba wciąż nie powiedziałbym wszystkiego.. może kiedyś wpadniesz do mnie i do Nellie na obiad.. czy na kolację, spędzimy miło czas, porozmawiamy..? Teraz niestety nie mam tak wiele czasu, zrobiłem przerwę w pracy.. Tutaj chciałbym jedynie spędzić wyjątkowy wieczór z moją wybranką, czasami warto wyjść gdzieś poza dom, poza znane kręgi i trochę się wysilić.. Ona całkowicie na to zasługuje. - Sweeney uśmiechnął się na myśl o Pani Lovett. Sam był zdziwiony, że mówi w ten sposób i naprawdę planuje spędzić tutaj romantyczny wieczór ze swoją ukochaną. Kiedyś w ogóle nie byłoby go na to stać, przypominał osobę wypaloną z uczuć lub kompletnie ich pozbawioną. Teraz za to był kimś prawie całkowicie innym, a za każdym razem kiedy myślał o Nellie, czuł ciepło na sercu.
- Z chęcią wpadnę lub też zaproszę was do siebie.. Poza tym z przyjemnością poznam tą twoją Nellie, bo to o niej mowa, prawda..? To narzeczona, a może.. żona..? Chyba, że czekasz jeszcze na odpowiednią chwilę by do tego wszystkiego doszło.. No cóż, w każdym razie musisz powiedzieć mi czego dokładnie sobie życzysz, a ja wraz z załogą postaramy się aby było tutaj tak jak sobie wymarzysz.. - Charles co prawda miał bardzo dobrą pamięć i wiedział, że jego przyjaciel miał kiedyś żonę i na pewno nie miała na imię tak, jak kobieta, którą wymienił, ale nie miał zamiaru poruszać tematu podczas tego krótkiego spotkania. Zresztą nietrudno było domyślić się, że skoro nie był z Lucy, to coś musiało się wydarzyć. Mężczyzna i tak cieszył się z faktu, że golibroda trzyma się dobrze i nie idzie sam przez życie. Todd wyjaśnił mu, że chciałby by ich stolik był w miarę możliwości w odosobnionym miejscu, by na ich stole znajdowały się kwiaty i świece, a gdzieś w tle grała spokojna muzyka, do której można zatańczyć. Nie martwił się już o menu, ponieważ widział, że Charles bardzo dobrze orientował się w tym temacie i czuł, że mógł mu zaufać. Wkrótce pożegnał się z przyjacielem i ruszył w dalszą drogę, a mianowicie na pocztę. Tam wysłał list do Sophie, po czym udał się na zakupy. Robił to wszystko już w szybszym tempie - Nellie przecież nie wiedziała, że udał się jeszcze do portu, a wręcz miał nadzieję, że tak dobrze nie pamiętała o wczorajszej propozycji i że cały ten wieczór ją zaskoczy. Mimo to wiedział, że będzie dopytywała się z czym zeszło się tak długo, bo jednak rezerwacja stolika zabrała mu przez spotkanie z Charles'em więcej czasu niż na to przewidywał. Tym razem musiał skłamać w dobrych intencjach. Najbardziej z tego wszystkiego obawiał się jednak chyba zniecierpliwionej kolejki klientów przed jego zakładem.
Sweeney wrócił do domu wejściem sklepowym, a gdy spojrzenia jego i Nellie spotkały się, kobieta obsłużyła ostatniego klienta i wróciła do domowej części, gdzie po chwili spotkała się z ukochanym.
- Z czym tak długo Ci się zeszło, Kochanie? To pewnie kolejki w sklepie i na poczcie, prawda..? Że też ci ludzie zamiast pracować, ciągle zalegają w takich miejscach.. - Pani Lovett pocałowała mężczyznę i usiadła w salonowym fotelu. Była już trochę wycieńczona pracą w sklepie, lekko dokuczały jej plecy.
- Tak jak mówisz.. kolejki niewyobrażalne.. A poza tym, Nellie.. miałaś sobie odpuścić sklep i się zrelaksować, a tu proszę.. kota nie ma, mysz harcuje.. - Golibroda odstawił do kuchni torby z zakupami i wrócił do salonu. - Nie wiesz czasem, czy dużo osób czeka tam do mnie na górze..? Zresztą sam zaraz pójdę sprawdzić, ale chciałbym też coś zjeść, bo zgłodniałem..
- To wszystko przez jednego klienta. Przyszedł taki za przeproszeniem grubas i nie mógł zdecydować się, czym dzisiaj napchać sobie brzuch.. Więc wkroczyłam do akcji, a później zostałam tak z przyzwyczajenia.. Nie mam pojęcia, ale jak już to przeproś klientów i przyjdź jeszcze zjeść obiad.. robienie przerw co pół godziny też mija się z celem..
- Dobrze więc, za chwilę wrócę i zjemy obiad.. - Sweeney udał się na górę, by sprawdzić ile klientów na niego czeka i przedłużyć przerwę jeszcze o jakieś dwadzieścia minut. Zaś Pani Lovett w kuchni podgrzewała pierwsze danie. W międzyczasie ustalała jeszcze szczegóły kolejnego dnia z Julią, ponieważ dla niej i Sweetie'ego łączył się on z pierwszą rozprawą - dlatego też nikt nie mógł pomóc pani Hoffman w sklepie. Piekarka przekazała kobiecie klucze do sklepu, by potem został przez nią zamknięty i pracownica wkrótce opuściła lokal. Nellie nalewała właśnie zupę na głębsze talerze, kiedy usłyszała powrotne kroki mężczyzny na schodach.
- I jak tam sytuacja na górze, hm..? Sweetie, pamiętasz, że przed jutrzejszą rozprawą musimy jeszcze zajrzeć do szpitala, by zdjęli mi wreszcie te szwy..? Chciałabym mieć już ten jutrzejszy dzień za sobą.. Johanna i Berta też tam będą, prawda..? - Pan Todd pomógł kobiecie w przeniesieniu obiadu na stół i zaraz oboje zasiedli przy nim do posiłku.
- Mam tam pięciu klientów, ale udobruchałem ich małą zniżką.. Tak, tak.. musimy wyjść wcześniej z domu. Wiem Kochanie, ale nikt niestety nie przeżyje tego za nas. Nie rozmawiałem z Johanną o tym, ale zakładam, że tak.. przecież obie uważane są za jego najbliższą rodzinę.. Myślałem co nieco o tym, że wieczorem pewnie będziemy siedzieć i stresować się jutrzejszym dniem.. jeśli zostaniemy w domu.. Dlatego dzisiaj zabieram Cię gdzieś.. - Golibroda puścił oczko do kobiety, po czym już szybciej zabrał się za jedzenie, nie chciał zawieść klientów.
- Ale nie mam co łudzić się, że powiesz mi gdzie, hm..? Pamiętam o czym wczoraj wspominałeś, ale nie wiem czy mogę być pewna, że to akurat to miejsce.. - Nellie odstawiła swój talerz do zlewu i zabrała się za nakładanie drugiego dania.
- Wszystkiego dowiesz się w swoim czasie.. I wiesz, drugie danie zjem jak skończę swoją wartę w zakładzie.. Obiad jest pyszny, ale też nie chcę stać taki najedzony. - Również wstawił swój talerz do zlewu, ale zanim wyszedł z kuchni, objął Panią Lovett i oparł swoje czoło o jej czoło. - Czeka mnie jeszcze trochę pracy, ale chciałbym żebyś w tym czasie się zrelaksowała i nie pracowała tylko z racji na to, że ja pracuję na górze.. Jak tylko będę mieć wolną chwilę to zajrzę do Ciebie, dobrze..? - A zaraz czule pocałował Nellie i opuścił kuchnię.
Kobieta zjadła drugie danie i zabrała się za zmywanie wszelkich brudnych naczyń, by nie trzeba było robić tego później. Potem zdecydowała się na zrobienie kokosanek, które Sweeney zawsze uwielbiał. Rozmyślała trochę nad tym, gdzie zamierzał ją zabrać i czy rzeczywiście będzie to rejs po Tamizie. Była tego bardzo ciekawa, ponieważ jej ostatni rejs po rzece przypadał na bardzo odległe lata, a było to magiczne przeżycie nie tylko dla turystów z całego świata, ale i dla starych mieszkańców stolicy.
Spędziła więc jeszcze trochę czasu w kuchni, aż ciasteczka upiekły się i pozostawiła je do wystygnięcia. Postanowiła również przygotować sobie wieczorny strój, bo gdziekolwiek Pan Todd chciał ją zabrać, zamierzała wyglądać olśniewająco. Poza tym mocno wzięła sobie do serca słowa Sweetie'ego i niebawem przygotowywała dla siebie gorącą kąpiel w łazience na górze. Zabrała ze sobą ulubioną książkę i już wkrótce znalazła się w wodzie. Nie mogła sobie pozwolić na szalenie długą kąpiel ze względu na szwy, lecz też nie musiała całkowicie omijać wody, ponieważ nie była to już tak świeża rana, a nici były mocne. Czuła się bardzo dobrze, ciepło wody działało relaksująco, jak nic innego. Nellie odpuściła sobie jednak czytanie książki i po prostu leżała w wannie nie myśląc o czymś konkretnym. Za jakiś czas usłyszała kroki golibrody, jak i jego nawoływanie jej.
- Jestem w łazience..! - Odparła Nellie i nieco poprawiła swoje włosy, przewidując że Sweeney zaraz ją tam odwiedzi.
- Uporałem się ze wszystkimi, na razie nie ma nikogo. Zresztą niedługo kończę. Zaczekać tutaj na Ciebie..? - Sweeney przechadzał się po pokoju, choć cały czas nasłuchiwał, czy nikt nie wszedł do zakładu.
- Jeśli chcesz, możesz mnie tutaj odwiedzić.. Nie widzę żadnych przeciwwskazań.. - Zatrzymał się na słowa kobiety, chwilę zastanowił, a zaraz drzwi od łazienki zaczęły powoli się uchylać. Mężczyzna oparł się o futrynę, a na jego twarz wpełzł charakterystyczny uśmiech. Nellie przesunęła stopą po krawędzi wanny, po czym przywołała go do siebie gestem ręki. Sweeney powoli podszedł do wanny i usiadł na jej krawędzi. Nie mógł oderwać wzroku od ciała kobiety, które teraz w nielicznych miejscach było zasłonięte pianą. Ciężko było mu się jej oprzeć, ale tym razem znów miał na głowie otwarty zakład i przez to znów nie mógł dopuścić do tego, czego podświadomie pragnął.
- Pewnie nie przyłączysz się do mnie, hm..? Ale podasz mi ten biały ręcznik kąpielowy..? - Sweetie zaraz sięgnął po ręcznik, ale oprócz niego położył na podłodze mniejszy ręczniczek pod stopy. Stanął przy wannie z dużym ręcznikiem, którym otulił Nellie, kiedy tylko stanęła w wannie. Potem lekko podniósł kobietę i tym sposobem stała już obok niego. - Obiecasz mi, że wrócimy do tego, Sweetie..?
- I to nie jeden raz, obiecuję. - Przytulił do siebie kobietę, po czym musnął jej czoło. - Chciałbym żebyśmy wyszli z domu w okolicach dziewiętnastej, dobrze..? A teraz, poradzisz już sobie sama..? Zorientuję się czy ktoś tam jeszcze na mnie nie czeka, posprzątam i wracam do Ciebie.
- Dobrze, akurat zdążę się przygotować. W porządku. A w kuchni czekają na Ciebie ulubione ciasteczka.. - Pani Lovett rozstała się po raz kolejny z ukochanym, choć jeszcze na jakiś czas pozostała w łazience. Póki rzeczywiście miała trochę czasu dla siebie, postanowiła go wykorzystać na pielęgnację twarzy i ciała, co oznaczało różne kremy i maseczki. Sweeney w tym czasie porządkował w zakładzie, a kiedy para skończyła swoje zajęcia, jak i małe sprzątanie w domu, już niewiele czasu pozostało do planowanej godziny wyjścia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.