- Jak było
naprawdę.. Och Panie Senden.. jak było naprawdę, hm? Naprawdę to moja wolność
została bezpodstawnie odebrana przez znajdujących się tutaj.. plugawych
osobników.. zazdrosnych o moją pozycję w stolicy, w kraju.. próbujących mnie
zniszczyć.. - Turpin rozejrzał się po sali pełnej jego przeciwników, lecz
najdłużej zatrzymał swój wzrok na Sweeney'u i Nellie.
- Sprzeciw!
Przypominam Panu, Panie Turpin, że odpowiada Pan pod przysięgą.. Proszę również
zachować należyty szacunek wobec wszystkich zgromadzonych. - Sędzia posłał
ostrzegawcze spojrzenie oskarżonemu. - Jeszcze raz proszę o odpowiedź na moje
pytanie.
- Każdy chyba
popełnia swoje małe grzeszki.. Każdy z obecnych tutaj ma coś na swoim sumieniu,
są nawet tutaj osoby, którym upiekły się setki morderstw.. idealne określenie
właściwie.. upiekły.. Tak czy inaczej, dziwi mnie że muszę odpowiedzieć za te
drobne przewinienia.. Tak, przyznaję się do części oskarżeń.. Jednak druga
połowa nie powinna być skierowana do mnie.. - Turpin widocznie zadecydował już
w co pragnie brnąć, nie zamierzał przyznawać się do stawiającej go w najgorszym
świetle części oskarżeń. Pragnął jak najbardziej się wybielić, chociaż po
obecnych w sali, czy nawet jego żonie, nie było widać ani śladu wyrazu przyzwolenia
na łaskawszy wyrok. Kolejnym problemem dla Bernarda był fakt, że jego adwokat
wciąż nie pojawił się na sali.
- Widzę, że nie
potrafi Pan konkretyzować.. Poza tym nie jesteśmy tutaj, by rozliczać innych,
tylko Pana, Panie Turpin.. A skoro w dalszym ciągu nie ma Pańskiego adwokata,
chciałbym poprosić pierwszego świadka.. - Sędzia spojrzał do swoich dokumentów
i naradził się ze swoim pomocnikiem, co do tego, który świadek powinien przemówić
pierwszy. W sali zapadła kompletna cisza. Sweeney i Nellie wstrzymali oddech w
oczekiwaniu. Nie chcieli być pierwszymi osobami, woleli posłuchać najpierw
innej osoby poszkodowanej przez Turpina. - Zapraszam Pana.. Arnolda Dickensa..
- Przysadzisty mężczyzna o krótkich blond włosach podniósł się ze swojego
miejsca i podszedł do wyznaczonego na środku miejsca sali dla świadków w
sprawie.
- Panie Dickens..
proszę opowiedzieć o swoim ubiegłorocznym aresztowaniu przez oskarżonego.
- To był letni,
lipcowy dzień, kiedy spora część londyńczyków wyjeżdżała na urlop, ale miasto
wciąż pękało w szwach. A to z racji turystów z całego świata. Sam miałem
wyjechać za trzy tygodnie. Jednak w najgorętszym okresie pracowałem w swoim
zakładzie, rzecz jasna naprawiałem dorożki i pewne drobne przedmioty, które
dostaję czasem od klientów.. Tego dnia nie narzekałem na brak pracy.
Naprawiałem koła, a właściwie konstrukcję pewnego wozu, kiedy to w zakładzie
pojawili się obcy dla mnie mężczyźni. Wylegitymowali mnie, po czym siłą
zawlekli do więziennej dorożki... Wtedy właśnie rozpoczęło się najgorsze.. Nikt
nie udzielił mi odpowiedzi dlaczego właściwie zostałem porwany z domu i siedzę
za kratkami.. u w jaki tam mnie traktowali... zwłaszcza ten strażnik
pochodzenia niemieckiego... Czemu właściwie nie ma go tutaj..? Powinien zostać
ukarany tak samo jak ten parszywy sędzia.. Pierwsza noc w areszcie była jeszcze
do zniesienia.. dali mi się wyspać, choć do jedzenia dostałem kompletnie
zepsute jedzenie.. Potem.. Dniami byłem regularnie bity przez strażników,
nocami nie pozwalano mi spać.. A jeśli, to na bardzo krótko i to tylko po to
aby budzić mnie wiadrem lodowatej wody i prowadzić do małej salki przesłuchań,
w której to znajdował się ten człowiek.. - Arnold wskazał palcem na Turpina. Po
jego postawie widać było, że aż rwie się do tego aby samemu wymierzyć mu
sprawiedliwość. - Przesłuchiwał mnie.. a raczej torturował.. zmuszał, żebym
przyznał się do rzekomego brutalnego gwałtu i zabicia pielęgniarki, która
pewnie nawet nigdy nie istniała... Oślepiał mnie wszelkimi światłami, przypalał
ciało papierosami.. nawet tutaj mam ślady..! - Mężczyzna podwinął rękawy swojej
koszuli i pokazał wszelkie ślady na swoim ciele, będące zasługą Turpina.-
Podduszał.. groził, że zabije moje dzieci i żonę, jeśli się nie przyznam...
Znajdowałem się w opłakanym stanie, nie jadłem, nie spałem.. Myślałem, że już
nigdy nie wydostanę się z tego piekła.. Po trzech tygodniach obecności w tych
lochach, wpłacono sześciocyfrową kaucję, na którą składała się pewnie połowa
Londynu.. Wylądowałem w szpitalu.. Pewnie jeszcze tydzień w tym miejscu i
byłoby kompletnie po mnie...! Mój organizm był wyniszczony.. Jednak nie
ucierpiałem tylko fizycznie... Długo byłem pod opieką psychologa.. bałem się
nawet swojego domu.. A do tej pory nie czuję się bezpiecznie.. Poczuję się
dopiero wtedy, kiedy ten człowiek zostanie skazany na śmierć..
- Czy to wszystko
co chce Pan powiedzieć, panie Dickens..? Czy po odzyskaniu wolności nie
zdarzyło się już nic podejrzanego.. Żadne groźby Sędziego nie zrealizowały
się..? - Senden sam był poruszony wyznaniem ofiary. Nie był w końcu wcześniej
bardzo wtajemniczony w sprawę, ponieważ przybył specjalnie z drugiego końca
kraju, aby poprowadzić właśnie tą sprawę. Londyńskie władze poszukiwały bowiem sędziego
z jak najdalszej okolicy, aby mieć pewność, że nie zostanie on przekupiony
łapówką przez znajomych Turpina.
- Cóż.. moja żona
straciła pracę.. tak nagle, podczas kiedy nie miała w niej żadnych problemów,
żadnych skarg przez dwadzieścia lat.. Czyż nie jest to dziwne..? Moja córka
zaś.. Uwzięli się na nią nauczyciele, dokuczali do tego stopnia, że
postanowiliśmy uczyć ją w domu.. Zastanawiam się, czy to również nie sprawka
sędziego.. Niezbyt usatysfakcjonowanego tym, że nie udało mu się wykończyć przypadkowego
człowieka lub dostał zbyt mało pieniędzy.. Można więc powiedzieć, że jedna
ingerencja tego okrutnego człowieka wpłynęła na całe moje dalsze życie..
- Potwór..! -
rozległo się gdzieś z publiczności.
- Proszę o ciszę!
W takim razie wiemy już wszystko. Dziękuję panie Dickens. Teraz zapraszam Pana
Roberta Trown'a.. - Arnold odszedł, a w jego miejscu pojawił się tym razem dość
przystojny brunet w średnim wieku.
- Moja historia
podobna jest do historii poprzednika.. Z tym, że zdarzyła się właściwie kilka
lat temu. Nie zapomniałem o niej jednak ani trochę przez te lata. Sam moment
aresztowania zdarzył się tym razem w teatrze, czyli w moim miejscu pracy.
Aktorstwem zajmuję się przecież od kiedy tylko pamiętam.. Sędzia Turpin
upokorzył mnie, powiedzieć można, przed całą publicznością, sferą aktorską..
całą wyższą sferą tego miasta. Zaraz przed moim wyjściem na scenę pojawiło się
dwóch panów, tak samo jak w poprzednim przypadku.. Na scenie nie pojawił się
więc nikt, a do tego inni aktorzy widzieli cały proces mojego przymusowego
wyjścia z garderoby.. Znając pewne moje zachowania mogli rzeczywiście pomyśleć,
że jest coś na rzeczy.. tym razem jednak moje sumienie było całkowicie czyste i
spokojne. Hmm.. Przetrzymywany byłem w podobnych warunkach, co Pan Dickens i
pewnie kolejni poszkodowani.. Przesłuchania również wyglądały podobnie,
panowały tam okrutne warunki.. Powód..? Ciężko mi powiedzieć jaki do dzisiaj.. Być
może fakt, że obecna żona Pana Turpina była kiedyś moją żoną..? Fakt, że lepiej
zniszczyć konkurenta, pierwszą prawdziwą miłość żony jeśli czuje się
zagrożonym..? Jeśli prowadzi się taki tryb życia, zdradza ją przy każdej
możliwej okazji, a w reszcie wolnego czasu aresztuje lub zabija niewinnych
ludzi.. Berta nigdy nie zasługiwała na taki los Bernardzie.. a Ty nigdy nie
zasługiwałeś na nią.. - Robert odwrócił się do Berty, by chociaż przez chwilę
spojrzeć na nią, nie widział jej w końcu już tyle lat. Kobieta była zmieszana,
wyglądała jakby chciała uciec z sali rozpraw. Wszystkie oczy zwróciły się w
jednej chwili ku niej.
Chwilę
konsternacji przerwał mężczyzna, który wtargnął nagle do sali rozpraw. W jego
kierunku od razu rzuciło się dwóch panów z ochrony. Sytuację uspokoił Sędzia. -
Spokojnie, to tylko adwokat pana Turpina.. Panowie.. proszę go puścić.. A
właściwie.. Panie Williams.. Zdaje Pan sobie sprawę, że w tym momencie nie
powinien Pan zostać wpuszczony? Każdy potrafił przybyć na czas.. Jednak w
obecnej sytuacji zapraszam.. nie będziemy teraz już robić zamieszania.. Mimo
wszystko proszę o odnotowanie tej sytuacji panie Watson. - Sędzia zerknął
jeszcze na protokolanta, aby sprawdzić, czy wszystko notuje. To zajęcie
należało w końcu do niego. Publiczność i świadkowie zdziwili się na to dość
ugodowe podejście, przymknięcie oka na spóźnienie tej konkretnej osoby. Adwokat
Williams nie próbował się już nawet tłumaczyć, wyglądał na bardzo
roztargnionego. Szybko zajął swoje miejsce i rozłożył na biurku wszelkie
papiery, jakie przyniósł ze sobą w teczce.
- Dziękuję Panie
Trown.. Teraz... zarządzam dwudziestominutową przerwę. Dalszy ciąg rozprawy
nastąpi po przerwie. - Senden uderzył młotkiem, dając przez to znak zakończenia
pierwszej części rozprawy, choć nikt tak naprawdę nie spodziewał się przerw. W
rzeczywistości Sędzia chciał przybliżyć nieco adwokatowi Bernarda historie
opowiedziane przez świadków. Sam wiedział, że wyrok Turpina nie zmieniłby się
nawet dzięki najlepszemu adwokatowi, ale nie chciał aby dalsza część rozprawy
wyglądała tak samo groteskowo, jak do tej pory. Nikt w końcu nie zadawał pytań
świadkom, mocniej nie drążył tematu. Choćby dla zasady spóźniony adwokat musiał
się wreszcie uaktywnić. Williams tak naprawdę nie był obrońcą, jakiego wymarzył
sobie Turpin. Tamten wymarzony i wysoko opłacony łapówką przez ludzi Bernarda,
nie zaangażował się w sprawę, ze strachu przed odpowiedzialnością w razie
odkrycia oszustw, jakich dokonał razem z sędzią na przestrzeni wielu lat.
Adwokat, jaki przypadł Turpinowi "z urzędu" był na jego niekorzyść
średnio zaangażowany w sprawę, głównie z dwóch powodów: został wybrany w
ostatniej chwili i nie trafiła do niego łapówka.
Tymczasem Nellie
i Sweeney przechadzali się pod ramię sądowym korytarzem, toczyli rozmowę, choć
sama atmosfera miejsca, jakim jest sąd nie przyprawiała ich o dobre nastroje.
Tym bardziej źle działała na Sweeney'ego, który będąc tutaj, przy stopniowym
skazywaniu człowieka, który wyrządził mu tyle krzywdy w życiu, był wulkanem
emocji. Choć rzecz jasna nie było to widoczne dla nikogo innego oprócz Pani
Lovett. Tylko ona znała go tak wystarczająco dobrze.
- Sweetie.. czy
tylko ja mam takie wrażenie, czy cała ta rozprawa jest jakaś dziwna.. Idzie
zbyt gładko.. Przez to mam wrażenie, że na końcu wszystko jednak się odwróci i
Turpin wyjdzie dzisiaj wolny.. - Para zatrzymała się przy oknie. Nellie oparła
się nieco o parapet i założyła rękę na rękę. Sweeney stał nie okazując
większego ruchu.
- To prawda..
dwóch świadków powiedziało swoje, po prostu odeszło.. Mieli przy tym szczęście,
że nie trafili na adwokata i nie wypytywał ich o nic.. Ten człowiek wygląda na
dość przeciętnego w swoim zawodzie, a jednak może jest dobry.. My pewnie
pójdziemy pod lupę..
- Masz rację..
lecz jednak liczę, że będzie nam towarzyszyć chociaż odrobina szczęścia.. w
końcu to my tutaj jesteśmy górą.. nie powinniśmy się martwić.. - Nellie
zerknęła na zegarek, do końca przerwy pozostało jeszcze jakieś pięć minut.
Kiedy obserwowała osoby znajdujące się na korytarzu, dostrzegła Johannę razem z
Bertą. Starsza kobieta wyglądała na zdewastowaną całym dzisiejszym dniem, a
zwłaszcza tym, że znajduje się w sądzie. Piekarka miała przeczucie, że nie
chodziło jednak tylko o Turpina. Reakcja kobiety na jej rzekomo byłego męża
również była dość interesująca. Z pewnością widziała go po wielu latach, a
dzisiejsze przypadkowe spotkanie było czymś bolesnym. Dało się wyczuć, że było
pomiędzy nimi coś wielkiego, jednak zostało to boleśnie przerwane. Być może
była to wina Bernarda, któremu spodobała się Berta i postanowił ją od niego
odebrać, przywłaszczyć jak rzecz. Przecież tak najczęściej traktował kobiety,
przedmiotowo. Tego wyjątkowego płomienia nie było widać pomiędzy sędzią, a jego
żoną. Całe te domysły Nellie mogły mieć zatem duży sens. Pani Lovett współczuła
Bercie, w końcu niczym nie zasłużyła sobie na taki los, a jednak musiała się z
tym mierzyć.
W końcowych
minutach przerwy, wszyscy zaczęli wracać do sali i zajęli swoje wcześniejsze
miejsca. Drzwi do sali zostały tym razem definitywnie zamknięte, nie brakowało
już nikogo.
- Witam Państwa
ponownie.. przepraszam za niedogodności, które nastąpiły w pierwszej części
rozprawy. Teraz chciałbym abyśmy przeszli do dalszego wysłuchania świadków.
Zapraszam zatem pana.. Sweeney'a Todd'a. - Senden rozejrzał się po zebranych,
sam nie wiedział jak wygląda osoba, którą wywołuje. Todd wziął głęboki oddech,
poczuł lekki uścisk dłoni Nellie, spojrzał na nią jeszcze przez chwilę, po czym
podszedł na środek sali, by zacząć mówić.
- Panie Todd..
Pańska historia z Sędzią Turpinem obfituje w dość brutalne elementy.. trwa
także wiele lat, jest najbardziej dotkliwa spośród wszystkich.. Zdaję sobie
sprawę, że to nie proste, ale proszę o przytoczenie wszystkiego, co Pan tylko
sobie przypomina.