SCM Music Player.

Bohaterowie.

czwartek, 5 kwietnia 2018

Part 368.

Sweeney stojąc przy ambonie wziął głęboki wdech, zacisnął dłonie w pieści i spojrzał w kierunku Turpina wzrokiem takim, że jeśliby było możliwe, ten człowiek już leżałby martwy, ale nie dało się tak. Przeniósł więc spojrzenie na sędziego Sendena i zaraz zaczął mówić, choć nie przechodziły mu słowa łatwo przez gardło. – Zacząłbym od tego, że historia Pana Trown’a jest lekko podobna do mojej… Wiele lat temu, byłem szczęśliwym człowiekiem innym, pogodnym i radosnym, cieszyłem się życiem i a także byłem szczęśliwym mężem, ale i zostałem ojcem… Lecz obie moje miłości zostały mi odebrane.. – Wycedził przez żeby patrząc z pogardą na Turpina, kiedy ten prychnął, niczym jakby chciał powiedzieć, że Sweeney, był za głupi i nie pasował do Lucy. – Moja żona została porwana i odebrana mi przez tego człowieka… zgwałcona, co zapewne doprowadziło do jej śmierci….  Córkę także mi odebrał, choć większość ludzi na Sali, nie ma pojęcia o tym, że miałem dziecko, że mam je.. Odebrał mi moje jedyne dziecko, a mnie skazał na wygnanie bym mu nie przeszkadzał i nie drążył śmierci mojej zony, a także nie mógł odzyskać córki.. Rozumiem to w ten sposób, że jeśli moja żona, umarła, to w mojej córce widział jej zastępstwo.. – Adwokat Turpina, zbliżył się do Todd’a, no w końcu to była jego działka by zadawać pytania i stawać w obronie swojego klienta, choć widać, że nie był zbyt jakoś poruszony tą sprawą, bo był urzędnikiem zatrudnionym przez sąd, a nie Turpina. – A nie sądzi Pan, że to Pana żona mogła sprowokować czymś mojego klienta, że posunął się do tego by ją uwieść..? Może dała jakiś znak, że jest nim zainteresowana? – Sweeney prychnął na te słowa i warknął.- Moja żona była mi wierna, i tak samo jak ja nigdy nie była za tym człowiekiem, jego zasadami, innymi postulatami jakie wypowiadał i temu co wprowadzał w życie…  A  już na pewno sędzia nie był w jej typie… A ja zostałem niesłusznie skazany na 15 lat pobytu w koloni karnej w Australii, gdzie ciężko pracowałem… i codziennie myślałem, o powrocie do Londynu, by odzyskać swoje dziecko…
Westchnął cicho i przymknął na chwilę oczy, gdy te obrazu z dawnych lat przewijały mu się przed oczami z dźwiękiem jak echo. Williams, dalej zadawał pytania, no ale też nie naciskał za bardzo, bo mu na tej wygranej nie zależało. – Pragnął Pan zemsty na sędzim? Chciał Pan go dopaść i uszkodzić? – Miałem taki plan, a właściwie tylko wyobrażenie, że to zrobię… Ale nie przeszło mi to nigdy w czynach na poważnie, inaczej sędzia Turpin by tutaj teraz nie siedział, bo byłby martwy, a jednak jest, prawda? Kiedy tu powróciłem, zmieniłem nawet swoje dane personalne, by ten człowiek nie zechciał mnie dopaść.. Ale z czasem wiedział kim jestem, przyznałem się do tego i przysięgałem odzyskać moją córkę... – Przełknął ślinę dodając. – A mimo to do dziś wiem, że to jest trudno, kiedy własne dziecko ma mnie za kogoś obcego, a mówienie do mnie „Tato” przychodzi z trudem, do tego sam bałem się tego pierwszego spotkania, powiedzenia, że to ja.. ja jestem Twoim tatą Johanno, a sędzia mi Ciebie odebrał… Wiedziałem, że jesteś szczęśliwa, przynajmniej byłaś, nie chciałem tego psuć, niszczyć tego co miałaś… Ale nie mógłbym do końca życia przechodzić obok i stać się dla Ciebie tylko dobrym znajomym, albo partnerem Pani Lovett, do której często przychodzisz z moim wnuczkiem, na obiad, czy po coś słodkiego. Nie chce takiego układu, chcę Cię odzyskać, Twojej mamy już nie odzyskam, ani Ty, ani ja.. ale nadal mogę Ciebie… i chcę spełnić się bardziej w roli dziadka..
Na Sali słychać było jakieś szepty, a nawet jakieś i aluzje, ale też słowa współczucia i groźby w stronę Turpina, co zaraz sędzia przerywał uderzeniami młotkiem w blat, a Sweeney mówił dalej. - Inne sytuacje, złe wydarzenia z rąk tego człowieka? Również zostałem aresztowany jak poprzednicy przede mną, nie pamiętam już dokładnie za co, ale tak samo byłem źle traktowany… Pamiętam to doskonale, wtedy wyjechała moja wspólniczka, gdzie wynajmuje u Pani Lovett piętro, na swój zakład do dziś.. Pani Lovett wyjechała w tym czasie do rodziny, ja miałem pilnować całego budynku, a zostałem aresztowany i bity, źle traktowany, też kazano mi przyznać się do czegoś czego nie popełniłem, morderstwo to jakieś było… Wtedy też był jeden z tych ludzi Turpina Niemcem.. – Williams, tu się zatrzymał i popukał palcami w blat ambony, przy której stał Sweeney, a zaraz dodał, a kątem oka spoglądał na Panią Lovett przez chwilę, czy innych ludzi. – A może to Pan czymś sprowokował tych mężczyzn do takiego zachowania, może naraził się Pan sędziemu? Coś musiało go skłonić do aresztowania Pana i tego co się potem działo.. nic nie dzieje się bez przyczyny..? – Sweeney już tutaj jako pierwszy raz nie wytrzymał i złapał adwokata za jego togę i odparł przez zaciśnięte żeby, a sędzia zaraz reagował na to uderzeniem w blat młotkiem. – Panie Todd… Spokojnie.. to tylko pytanie, nie Pan jest tu oskarżony… Proszę puścić Pana Williams’a… - Todd jednak przez chwilę go jeszcze trzymał za ubranie nim puścił i odparł dobitnie. – Bez przeczyny nic się nie dzieje..? A dla mnie jakoś bez tej cholernej przyczyny moja żona nie żyje, moje dziecko nigdy nie będzie we mnie widzieć prawdziwego ojca, jak inne dzieci… a ja do końca życia będę winił się za to, że pozwoliłem na to wszystko, bo nie miałem tego cholernego wyboru, bo nie jestem cholernym urzędnikiem, który da w łapę byle komu, by wyjść na swoje… I do Pana wiadomości.. – Panie Todd… Proszę zwracać się do sądu… - Przepraszam.. Wysoki sądzie, nikomu się nie naraziłem, tylko to jest to zachowanie sędziego Turpina, kiedy ktoś mu wadzi, przeszkadza, to reaguje, jak tylko może, by dopiąć swego..
Nie pamiętam już wszystkiego z jakąś dokładnością idealną, ale ten człowiek zniszczył moje zdrowie i nerwy, nie raz mam wrażenie, że ktoś mnie i panią Lovett obserwuje… A wtedy, gdy zostałem wypuszczony, sklep Pani Lovett został okradziony, wyglądałem fatalnie w oczach kobiety… A wszystko przez tego parszywego drania.. Nie raz na ulicy zaciągnął mnie w jakiś ciasny i ciemny  kąt, by grozić mi zrobieniem krzywdy Pani Lovett, czy mojej… - Zacisnął mocniej pięści, bo przecież pamiętał to na tyle dobrze, jak byłoby to wczoraj, kiedy Nellie była na niego wściekła, wygnała go ze sklepu, a on nie powiedział jej tego, że był aresztowany, sama się od niego tego dowiedziała i to jeszcze w kościele, kiedy szeptał w ławce do siebie, a kobieta siedziała za jego plecami. Nellie spoglądała na Todd’a domyślała się, że teraz opowie o najbardziej druzgocących przeżyciach jakie go spotkały w Truro. – Panie Todd.. Proszę mówić dalej, proszę opowiedzieć o Truro, co się tam działo, jak to się stało, że tam Pan się znalazł? – Sweeney spojrzał na sędziego i po chwili namysłu odparł, kiedy adwokat patrzył na niego mrużąc lekko oczy, choć Todd miał wrażenie, że mężczyzna obecnie był myślami gdzieś indziej, a może to tylko złudzenie?
- Zacznę od tego, że nim dotarłem do Truro, to do mojego zakładu kilka razy wstąpił mężczyzna w ciemnym płaszczu, był dość specyficzny, tajemniczy, ale i zarazem chciał zdobyć moje zaufanie. Przychodził do mnie, po to by go ogolić, a zarazem opowiadał o jakiś wujku, o Hrabim Vermoncie.. który miał mieć setne urodziny i ten człowiek stwierdził, że jego wujek, byłby zaszczycony, gdybym go ogolił… Skoro jestem najlepszym golibrodą w Londynie.. Mówiłem, że się zastanowię, on na początku był spokojny, miły, ale potem już tak nie było.. Groził mnie, że jeśli tam nie pojadę to zrobi krzywdę Pani Lovett, albo mnie, czy utraci na tym budynek… Za jednak wykonanie tego „zlecenia” obiecywał mi dużą sumę pieniędzy. Straszył mnie słowami.. : „Mój wuj, nie lubi sprzeciwu, wybrałem Pana i to Pan pojedzie ogolić mojego wuja, czy się to Panu podoba czy nie… To dobry układ, dobra przysługa. Wujowi już wiele czasu nie pozostało, a ja chcę go uszczęśliwić i robię wszystko by te cholerne ostatnie, miesiące, tygodnie żył jak należy..” Wystraszyłem się go trochę i zgodziłem na tą podróż, do tego dorożkarz nawet był podstawiony, jakby ten człowiek chciał mieć pewność, że tam dotrę.. Było to dla mnie dziwne… Pieniądze dostałem, połowę przed zleceniem, a połowa miała być po.. Jechałem tam dość długo dorożką.. poza tym z tego okresu, prowadziłem też notes, w którym zapisałem kilka rzeczy.. mogę je odczytać..? – Sędzia przytaknął, a kiedy adwokat, chciał wtrącić swoje trzy grosze, sędzia zakaszlał dając mu znak, że teraz chce wysłuchać zapisku Todd’a, który właśnie sięgnął do swojego płaszcza, do wewnętrznej kieszeni, z której wyciągnął notatnik i zaraz go otworzył, kładąc na blacie i zaczął powoli czytać. – „.…Odbywam dziś podróż [12.02. 1786 rok], która prowadzi mnie w nieznane. Zostałem wezwany do klienta, w Truro. Do tej pory nie rozumiem tego nalegania, straszenia mnie, poco to wszystko? Nieważne jak golę, lepiej czy gorzej, ale groźby w moim kierunku, bym tylko tam się udał i uczynił swoją fachową usługę to chyba leciutko za dużo. Nie mówię nic, ale przeraża mnie sama ta podróż, nawet pisząc to dygoczę? Nie to od nierównej ziemi, po której jedziemy. A co mnie czeka na miejscu nie mam pojęcia, mam nadzieję, że pójdzie gładko i szybko, po czym powrócę do Londynu. Teraz jest wcześnie rano, jak nigdy kiedy wstaję rano do pracy nie jestem tak senny jak dzisiaj. Chyba ta dorożka sprawia, że tracę chęci do wszystkiego. Ponury woźnica, który nie napawa raczej optymizmem i nie wygląda na kogoś z kim mógłbym się nawet kolegować, a do tego ta długa przeplatana pewnie jakimiś ulicznymi niespodziankami droga sprawia, że chciałbym stąd wyskoczyć i uciec z powrotem do domu. Ale czy to możliwe? Pewnie gdybym to zrobił to woźnica szybciej by mnie dorwał i zatłukł, ewentualnie siłą znów wepchnął do dorożki, związał i wiózł dalej, by tylko dowieźć mnie do tego Hrabiego. Szkoda, że Nellie nie ma ze mną, ale musiała zostać, poza tym kto by chciał jeszcze dodatkowego pasażera, kiedy mam jechać wykonać usługę, o ile to prawda? Zaczynam chyba tracić zmysły. Mimo to zastanawiają mnie te groźby, czy to nie była z początku prośba, a groźba i co bym nie powiedział i tak dziś byłbym w tej mrocznej jak smoła dorożce”… - Adwokat po przeczytaniu tych słów odezwał się zaraz jakby knuł małą intrygę, o ile w ogóle miały jego słowa jakiś zamierzony cel, albo grał tylko na zwłokę i wymyślał dziwne pytania. – A co w tym dziwnego, że to akurat Pana wybrał ten człowiek? Skoro jest Pan dobry w swoim fachu, to chyba dobrze, że ludzie są Panem zainteresowani? O golibrodę trudno, takiego co nie zatnie. A Pan pochodzi z rodziny męskiego pokolenia, gdzie wszyscy mężczyźni prawie żyli dzięki używaniu brzytew, prawda? – A co to ma do rzeczy? Ja nigdy bym nikogo nie zmusił do tego, by wykonał dla mnie obraz, czy coś innego, jeśli uznałbym, że nie ma na to ochoty, bo coś tam, bo ma dużo zleceń, albo po prosu mojego pomysłu twórczego, on nie widzi na płótnie.. prawda? Poza tym kiedy dotarłem do Truro, niby wszystko wyglądało na swój sposób normalnie.. Choć jeszcze nie spotkałem się z klientem, który mieszkałby w zamku.. Tam był jakiś sługa Ernest, o ile dobrze pamiętam, nakarmił mnie, napoił, a potem zabrał do rzekomej sypialni, gdzie miałem spać, a kolejnego dnia ogolić tego stuletniego wuja i wrócić do domu, a wylądowałem w lochu… Gdzie pojawił się potem sędzia Turpin i jego sługus Beadle Bamford… obaj przez ten cały czas znęcali się nade mnie..! A ten wujek, nie żył od kilku lat…! Zostałem zwabiony w pułapkę..! A dlaczego.. bo szanowny sędzia Turpin, chciał mnie się pozbyć, zabić, byle bym dalej nie pchał się do odzyskania mojego dziecka.. Kiedy był konkurs na najlepszego golibrodę tutaj w Londynie, groził mi, że nigdy mi się nie uda odzyskać córki.. bo każda okazja Panie Turpin, jest znakomita, hm..? To Pana znak charakterystyczny, by każdego grozić.. wystarczy krzywo spojrzeć, a już ląduje ktoś na jego czarnej liście.. a do tego te cholerne anonimy rzucane w nasze okna, przez tego człowieka, Pani Lovett ucierpiała na tym i była w szpitalu, musiała mieć założony na plecach szwy.. Zresztą mam tutaj te anonimy.. – Sweeney zaraz wyciągnął listy w papierowej kopercie, a zaraz strażnik podszedł do Todd’a i wziął kopertę podając ją zaraz sędziemu Sendenowi, by obejrzał te kolejne dowody, na podłe zagrania i zachowania oskarżonego.

środa, 13 grudnia 2017

Part 367.

- Jak było naprawdę.. Och Panie Senden.. jak było naprawdę, hm? Naprawdę to moja wolność została bezpodstawnie odebrana przez znajdujących się tutaj.. plugawych osobników.. zazdrosnych o moją pozycję w stolicy, w kraju.. próbujących mnie zniszczyć.. - Turpin rozejrzał się po sali pełnej jego przeciwników, lecz najdłużej zatrzymał swój wzrok na Sweeney'u i Nellie.
- Sprzeciw! Przypominam Panu, Panie Turpin, że odpowiada Pan pod przysięgą.. Proszę również zachować należyty szacunek wobec wszystkich zgromadzonych. - Sędzia posłał ostrzegawcze spojrzenie oskarżonemu. - Jeszcze raz proszę o odpowiedź na moje pytanie.
- Każdy chyba popełnia swoje małe grzeszki.. Każdy z obecnych tutaj ma coś na swoim sumieniu, są nawet tutaj osoby, którym upiekły się setki morderstw.. idealne określenie właściwie.. upiekły.. Tak czy inaczej, dziwi mnie że muszę odpowiedzieć za te drobne przewinienia.. Tak, przyznaję się do części oskarżeń.. Jednak druga połowa nie powinna być skierowana do mnie.. - Turpin widocznie zadecydował już w co pragnie brnąć, nie zamierzał przyznawać się do stawiającej go w najgorszym świetle części oskarżeń. Pragnął jak najbardziej się wybielić, chociaż po obecnych w sali, czy nawet jego żonie, nie było widać ani śladu wyrazu przyzwolenia na łaskawszy wyrok. Kolejnym problemem dla Bernarda był fakt, że jego adwokat wciąż nie pojawił się na sali.
- Widzę, że nie potrafi Pan konkretyzować.. Poza tym nie jesteśmy tutaj, by rozliczać innych, tylko Pana, Panie Turpin.. A skoro w dalszym ciągu nie ma Pańskiego adwokata, chciałbym poprosić pierwszego świadka.. - Sędzia spojrzał do swoich dokumentów i naradził się ze swoim pomocnikiem, co do tego, który świadek powinien przemówić pierwszy. W sali zapadła kompletna cisza. Sweeney i Nellie wstrzymali oddech w oczekiwaniu. Nie chcieli być pierwszymi osobami, woleli posłuchać najpierw innej osoby poszkodowanej przez Turpina. - Zapraszam Pana.. Arnolda Dickensa.. - Przysadzisty mężczyzna o krótkich blond włosach podniósł się ze swojego miejsca i podszedł do wyznaczonego na środku miejsca sali dla świadków w sprawie.
- Panie Dickens.. proszę opowiedzieć o swoim ubiegłorocznym aresztowaniu przez oskarżonego.
- To był letni, lipcowy dzień, kiedy spora część londyńczyków wyjeżdżała na urlop, ale miasto wciąż pękało w szwach. A to z racji turystów z całego świata. Sam miałem wyjechać za trzy tygodnie. Jednak w najgorętszym okresie pracowałem w swoim zakładzie, rzecz jasna naprawiałem dorożki i pewne drobne przedmioty, które dostaję czasem od klientów.. Tego dnia nie narzekałem na brak pracy. Naprawiałem koła, a właściwie konstrukcję pewnego wozu, kiedy to w zakładzie pojawili się obcy dla mnie mężczyźni. Wylegitymowali mnie, po czym siłą zawlekli do więziennej dorożki... Wtedy właśnie rozpoczęło się najgorsze.. Nikt nie udzielił mi odpowiedzi dlaczego właściwie zostałem porwany z domu i siedzę za kratkami.. u w jaki tam mnie traktowali... zwłaszcza ten strażnik pochodzenia niemieckiego... Czemu właściwie nie ma go tutaj..? Powinien zostać ukarany tak samo jak ten parszywy sędzia.. Pierwsza noc w areszcie była jeszcze do zniesienia.. dali mi się wyspać, choć do jedzenia dostałem kompletnie zepsute jedzenie.. Potem.. Dniami byłem regularnie bity przez strażników, nocami nie pozwalano mi spać.. A jeśli, to na bardzo krótko i to tylko po to aby budzić mnie wiadrem lodowatej wody i prowadzić do małej salki przesłuchań, w której to znajdował się ten człowiek.. - Arnold wskazał palcem na Turpina. Po jego postawie widać było, że aż rwie się do tego aby samemu wymierzyć mu sprawiedliwość. - Przesłuchiwał mnie.. a raczej torturował.. zmuszał, żebym przyznał się do rzekomego brutalnego gwałtu i zabicia pielęgniarki, która pewnie nawet nigdy nie istniała... Oślepiał mnie wszelkimi światłami, przypalał ciało papierosami.. nawet tutaj mam ślady..! - Mężczyzna podwinął rękawy swojej koszuli i pokazał wszelkie ślady na swoim ciele, będące zasługą Turpina.- Podduszał.. groził, że zabije moje dzieci i żonę, jeśli się nie przyznam... Znajdowałem się w opłakanym stanie, nie jadłem, nie spałem.. Myślałem, że już nigdy nie wydostanę się z tego piekła.. Po trzech tygodniach obecności w tych lochach, wpłacono sześciocyfrową kaucję, na którą składała się pewnie połowa Londynu.. Wylądowałem w szpitalu.. Pewnie jeszcze tydzień w tym miejscu i byłoby kompletnie po mnie...! Mój organizm był wyniszczony.. Jednak nie ucierpiałem tylko fizycznie... Długo byłem pod opieką psychologa.. bałem się nawet swojego domu.. A do tej pory nie czuję się bezpiecznie.. Poczuję się dopiero wtedy, kiedy ten człowiek zostanie skazany na śmierć..
- Czy to wszystko co chce Pan powiedzieć, panie Dickens..? Czy po odzyskaniu wolności nie zdarzyło się już nic podejrzanego.. Żadne groźby Sędziego nie zrealizowały się..? - Senden sam był poruszony wyznaniem ofiary. Nie był w końcu wcześniej bardzo wtajemniczony w sprawę, ponieważ przybył specjalnie z drugiego końca kraju, aby poprowadzić właśnie tą sprawę. Londyńskie władze poszukiwały bowiem sędziego z jak najdalszej okolicy, aby mieć pewność, że nie zostanie on przekupiony łapówką przez znajomych Turpina.
- Cóż.. moja żona straciła pracę.. tak nagle, podczas kiedy nie miała w niej żadnych problemów, żadnych skarg przez dwadzieścia lat.. Czyż nie jest to dziwne..? Moja córka zaś.. Uwzięli się na nią nauczyciele, dokuczali do tego stopnia, że postanowiliśmy uczyć ją w domu.. Zastanawiam się, czy to również nie sprawka sędziego.. Niezbyt usatysfakcjonowanego tym, że nie udało mu się wykończyć przypadkowego człowieka lub dostał zbyt mało pieniędzy.. Można więc powiedzieć, że jedna ingerencja tego okrutnego człowieka wpłynęła na całe moje dalsze życie..
- Potwór..! - rozległo się gdzieś z publiczności.
- Proszę o ciszę! W takim razie wiemy już wszystko. Dziękuję panie Dickens. Teraz zapraszam Pana Roberta Trown'a.. - Arnold odszedł, a w jego miejscu pojawił się tym razem dość przystojny brunet w średnim wieku.
- Moja historia podobna jest do historii poprzednika.. Z tym, że zdarzyła się właściwie kilka lat temu. Nie zapomniałem o niej jednak ani trochę przez te lata. Sam moment aresztowania zdarzył się tym razem w teatrze, czyli w moim miejscu pracy. Aktorstwem zajmuję się przecież od kiedy tylko pamiętam.. Sędzia Turpin upokorzył mnie, powiedzieć można, przed całą publicznością, sferą aktorską.. całą wyższą sferą tego miasta. Zaraz przed moim wyjściem na scenę pojawiło się dwóch panów, tak samo jak w poprzednim przypadku.. Na scenie nie pojawił się więc nikt, a do tego inni aktorzy widzieli cały proces mojego przymusowego wyjścia z garderoby.. Znając pewne moje zachowania mogli rzeczywiście pomyśleć, że jest coś na rzeczy.. tym razem jednak moje sumienie było całkowicie czyste i spokojne. Hmm.. Przetrzymywany byłem w podobnych warunkach, co Pan Dickens i pewnie kolejni poszkodowani.. Przesłuchania również wyglądały podobnie, panowały tam okrutne warunki.. Powód..? Ciężko mi powiedzieć jaki do dzisiaj.. Być może fakt, że obecna żona Pana Turpina była kiedyś moją żoną..? Fakt, że lepiej zniszczyć konkurenta, pierwszą prawdziwą miłość żony jeśli czuje się zagrożonym..? Jeśli prowadzi się taki tryb życia, zdradza ją przy każdej możliwej okazji, a w reszcie wolnego czasu aresztuje lub zabija niewinnych ludzi.. Berta nigdy nie zasługiwała na taki los Bernardzie.. a Ty nigdy nie zasługiwałeś na nią.. - Robert odwrócił się do Berty, by chociaż przez chwilę spojrzeć na nią, nie widział jej w końcu już tyle lat. Kobieta była zmieszana, wyglądała jakby chciała uciec z sali rozpraw. Wszystkie oczy zwróciły się w jednej chwili ku niej.
Chwilę konsternacji przerwał mężczyzna, który wtargnął nagle do sali rozpraw. W jego kierunku od razu rzuciło się dwóch panów z ochrony. Sytuację uspokoił Sędzia. - Spokojnie, to tylko adwokat pana Turpina.. Panowie.. proszę go puścić.. A właściwie.. Panie Williams.. Zdaje Pan sobie sprawę, że w tym momencie nie powinien Pan zostać wpuszczony? Każdy potrafił przybyć na czas.. Jednak w obecnej sytuacji zapraszam.. nie będziemy teraz już robić zamieszania.. Mimo wszystko proszę o odnotowanie tej sytuacji panie Watson. - Sędzia zerknął jeszcze na protokolanta, aby sprawdzić, czy wszystko notuje. To zajęcie należało w końcu do niego. Publiczność i świadkowie zdziwili się na to dość ugodowe podejście, przymknięcie oka na spóźnienie tej konkretnej osoby. Adwokat Williams nie próbował się już nawet tłumaczyć, wyglądał na bardzo roztargnionego. Szybko zajął swoje miejsce i rozłożył na biurku wszelkie papiery, jakie przyniósł ze sobą w teczce.
- Dziękuję Panie Trown.. Teraz... zarządzam dwudziestominutową przerwę. Dalszy ciąg rozprawy nastąpi po przerwie. - Senden uderzył młotkiem, dając przez to znak zakończenia pierwszej części rozprawy, choć nikt tak naprawdę nie spodziewał się przerw. W rzeczywistości Sędzia chciał przybliżyć nieco adwokatowi Bernarda historie opowiedziane przez świadków. Sam wiedział, że wyrok Turpina nie zmieniłby się nawet dzięki najlepszemu adwokatowi, ale nie chciał aby dalsza część rozprawy wyglądała tak samo groteskowo, jak do tej pory. Nikt w końcu nie zadawał pytań świadkom, mocniej nie drążył tematu. Choćby dla zasady spóźniony adwokat musiał się wreszcie uaktywnić. Williams tak naprawdę nie był obrońcą, jakiego wymarzył sobie Turpin. Tamten wymarzony i wysoko opłacony łapówką przez ludzi Bernarda, nie zaangażował się w sprawę, ze strachu przed odpowiedzialnością w razie odkrycia oszustw, jakich dokonał razem z sędzią na przestrzeni wielu lat. Adwokat, jaki przypadł Turpinowi "z urzędu" był na jego niekorzyść średnio zaangażowany w sprawę, głównie z dwóch powodów: został wybrany w ostatniej chwili i nie trafiła do niego łapówka.
Tymczasem Nellie i Sweeney przechadzali się pod ramię sądowym korytarzem, toczyli rozmowę, choć sama atmosfera miejsca, jakim jest sąd nie przyprawiała ich o dobre nastroje. Tym bardziej źle działała na Sweeney'ego, który będąc tutaj, przy stopniowym skazywaniu człowieka, który wyrządził mu tyle krzywdy w życiu, był wulkanem emocji. Choć rzecz jasna nie było to widoczne dla nikogo innego oprócz Pani Lovett. Tylko ona znała go tak wystarczająco dobrze.
- Sweetie.. czy tylko ja mam takie wrażenie, czy cała ta rozprawa jest jakaś dziwna.. Idzie zbyt gładko.. Przez to mam wrażenie, że na końcu wszystko jednak się odwróci i Turpin wyjdzie dzisiaj wolny.. - Para zatrzymała się przy oknie. Nellie oparła się nieco o parapet i założyła rękę na rękę. Sweeney stał nie okazując większego ruchu.
- To prawda.. dwóch świadków powiedziało swoje, po prostu odeszło.. Mieli przy tym szczęście, że nie trafili na adwokata i nie wypytywał ich o nic.. Ten człowiek wygląda na dość przeciętnego w swoim zawodzie, a jednak może jest dobry.. My pewnie pójdziemy pod lupę..
- Masz rację.. lecz jednak liczę, że będzie nam towarzyszyć chociaż odrobina szczęścia.. w końcu to my tutaj jesteśmy górą.. nie powinniśmy się martwić.. - Nellie zerknęła na zegarek, do końca przerwy pozostało jeszcze jakieś pięć minut. Kiedy obserwowała osoby znajdujące się na korytarzu, dostrzegła Johannę razem z Bertą. Starsza kobieta wyglądała na zdewastowaną całym dzisiejszym dniem, a zwłaszcza tym, że znajduje się w sądzie. Piekarka miała przeczucie, że nie chodziło jednak tylko o Turpina. Reakcja kobiety na jej rzekomo byłego męża również była dość interesująca. Z pewnością widziała go po wielu latach, a dzisiejsze przypadkowe spotkanie było czymś bolesnym. Dało się wyczuć, że było pomiędzy nimi coś wielkiego, jednak zostało to boleśnie przerwane. Być może była to wina Bernarda, któremu spodobała się Berta i postanowił ją od niego odebrać, przywłaszczyć jak rzecz. Przecież tak najczęściej traktował kobiety, przedmiotowo. Tego wyjątkowego płomienia nie było widać pomiędzy sędzią, a jego żoną. Całe te domysły Nellie mogły mieć zatem duży sens. Pani Lovett współczuła Bercie, w końcu niczym nie zasłużyła sobie na taki los, a jednak musiała się z tym mierzyć.
W końcowych minutach przerwy, wszyscy zaczęli wracać do sali i zajęli swoje wcześniejsze miejsca. Drzwi do sali zostały tym razem definitywnie zamknięte, nie brakowało już nikogo.
- Witam Państwa ponownie.. przepraszam za niedogodności, które nastąpiły w pierwszej części rozprawy. Teraz chciałbym abyśmy przeszli do dalszego wysłuchania świadków. Zapraszam zatem pana.. Sweeney'a Todd'a. - Senden rozejrzał się po zebranych, sam nie wiedział jak wygląda osoba, którą wywołuje. Todd wziął głęboki oddech, poczuł lekki uścisk dłoni Nellie, spojrzał na nią jeszcze przez chwilę, po czym podszedł na środek sali, by zacząć mówić.
- Panie Todd.. Pańska historia z Sędzią Turpinem obfituje w dość brutalne elementy.. trwa także wiele lat, jest najbardziej dotkliwa spośród wszystkich.. Zdaję sobie sprawę, że to nie proste, ale proszę o przytoczenie wszystkiego, co Pan tylko sobie przypomina.

niedziela, 26 marca 2017

Part 366.

Sweeney na słowa kobiety uśmiechnął się lekko, ale tak naprawdę czuł, że dziś wpisze ten dzień raczej, do tych nie najlepszych. Z samego względu, że pewnie sędzia nie będzie im przychylny, w końcu Londyn w większości był miastem trudnym, skorumpowanym i w każdym ciemnym zaułku nocą, bądź i w dzień kryły się tam takie zagadki i o których nie chcieliby wiedzieć, a nawet mieć pojęcie. Również pogładził dłoń kobiety i odezwał się do niej spoglądając w oczy. – Mam nadzieje, że ława przysięgłych to nie są opłaceni urzędnicy, by tylko Turpina obronić. – Westchnął cicho i powoli oboje jedli śniadanie, ale bardzo mozolnie, że w sumie po jednej kromce chleba i jajecznicy, która już szybciej została zjedzona, niż pieczywo. Nellie spoglądała na Sweeney’a i pogładziła jego policzek, miała nadzieje, że nic złego się dziś nie stanie, bo jednak jakieś awantury i linczowanie w sytuacji oskarżonego mogły się dziać przed sądem. 
- Sweeney.. będzie dobrze, ta rozprawa nie jest dla niczyjej uciechy, mają go w końcu skazać, mam nadzieje, że to się stanie szybko i to będzie pierwsza i ostatnia rozprawa na jakiej będziemy. Kochanie… napij się, powoli trzeba się szykować.. – Oboje byli nieco zdenerwowani, zestresowani i trudno im było dziś cieszyć się na wspomnienie o wczorajszym wieczorze. Sweeney napił się kawy jeszcze, a Nelie niebawem sprzątała po śniadaniu, choć spoglądała na Sweeney’a jak wstawał i poprawiał swój szlafrok na sobie. Podszedł do kobiety i ucałował jej policzek szepcząc na uszko. – Dziękuję Kochanie za śniadanie… i za wczoraj, było cudownie, szkoda że dziś trzeba wrócić do rzeczywistości.. zajrzę jeszcze na piętro do zakładu.. – Ucałował Nellie policzek i przez chwilę pogładził ją po biodrze, a zaraz udał się na piętro po schodach, by zajrzeć do zakładu czy wszystko w porządku. 
Nellie oczywiście uśmiechnęła się nawet już po odejściu mężczyzny, cieszyła się z tego, że miło wspominał wczorajszy wieczór, zresztą ona również. W końcu nie mieli zbyt wiele okazji do spędzenia miłego wieczoru. Gdy Nellie powoli pozmywała po śniadaniu, zaraz udała się do łazienki, by się przygotować do dzisiejszego dnia, a tym bardziej do wyjścia w celu udania się na rozprawę sądową. Kobieta właśnie brała natrysk, jeszcze wspominała myślami wczorajsze czułości, jakimi uraczył ją Pan Todd, ale nie chciała też całkiem się rozmarzyć na ten czas i chciała skupić się na tym co ich czeka, na co cicho westchnęła zaraz po prysznicu okrywając czule swoje ciało ręcznikiem. 
W tym czasie Pan Todd zajrzał do swojego zakładu, czy wszystko w porządku, nawet otworzył na chwilę drzwi, by sprawdzić, czy listonosz niczego nie zostawił, bo czasem coś znajdywał w ramie drzwi, lecz dziś jedynie była jego prenumerata „Brzytwy”, którą zaraz wziął i zamknął drzwi, z powrotem, w końcu na dworze nie było specjalnie ciepło, a zakład jak i sklep Pani Lovett by zamknięty, zresztą mieli już od wczoraj wywieszone tabliczki, że ich przedsiębiorstwa są nieczynne. Powoli Sweeney udał się do sypialni i tam powoli się ubierał, założył na siebie koszule, potem i zawiązał krawat, następnie włożył na siebie kamizelkę i przysiadł na łóżku, by rozpakować prenumeratę swojego czasopisma, chciał poznać jakieś nowe tajniki, techniki golenia, o ile coś nowego zamieszczała ta gazeta.
Nellie zaś powoli ubierała się w łazience, zakładając powoli bieliznę, oczywiście gorset, pończochy, a potem jak zawsze swoją niecodzienną suknie, dziś wybrała dość spokojną, delikatną, nie chciała emanować w sądzie swoją kobiecością. Suknia Nellie była w kolorze ciemnej zieleni, z czarnymi elementami, a gdy doprowadziła swoje włosy do ładu i użyła dziennych kosmetyków na twarz, jak i użyła perfum, choć jeszcze czuła w łazience zapach unoszących się perfum mężczyzny. Gdy Nellie wyszła gotowa z łazienki, zastanawiała się, gdzie jest Sweeney, ale zaraz go znalazła, spoglądając jak siedział na zaścielonym łóżku i przeglądał czasopismo, ale że siedział tyłem do niej to jej nie dostrzegł. A zaraz kobieta powoli przeszła się koło łóżka i spojrzała na twarz golibrody uśmiechając się, kiedy widziała, że Sweeney przysypiał nad czasopismem. – Sweetie… Skarbie… spać Ci się chce..? Położyłbyś się, gdybyśmy nie musieli iść na rozprawę.. – Mężczyzna zaraz uniósł spojrzenie na Pania Lovett i odparł jak nieco rozbudzony. – Tak, troszeczkę.. Wiem, wiem.. gotowa, hm..? Już nie śpię.. chyba będziemy się zbierać prawda? Może lepiej być tam wcześniej, pewnie dziś sąd będzie wrzał przed wejściem… A wolałbym, by nas to ominęło. – Nellie zaraz pochyliła się nad Sweeney’em i objęła jego twarz w dłonie całując lekko jego usta, przy czym pogłaskała jego policzki, tak że pomiziała i jego baki. – Gotowa. Dobrze Kochanie. Ach nie chce o tym myśleć.. Dobrze, możemy już jechać i tak musimy, dużo czasu nam nie zostało.. Chodź, zbierajmy się, potem obiecuje, że odpoczniesz… Kochanie, no chyba ja Cię aż tak nie zmęczyłam wczoraj, hm..? – Uśmiechnęła się delikatnie do Sweeney’a, który zaraz wstał z łóżka i położył czasopismo na stoliczku nocnym, po czym zmarszczył czoło spoglądając na Nellie. Ucałował jej usta przelotnie i zaraz podszedł do fotela na którym leżała jego marynarka i zakładał ją na siebie. 
Nellie zaraz udała się za Sweeney’em i oboje zeszli na parter. Powoli szykując się do wyjścia, Nellie spakowała też swoją torbę, a zaraz Sweeney pomagał kobiecie włożyć płaszcz, po czym, sam zakładał swój na siebie i zaraz Nellie poprawiała mu kołnierz, a Sweeney oparł lekko swoje czoło o czoło kobiety i odparł. – Poradzimy sobie, zobaczysz… nie mogą nam wejść na głowę, to my przeżywaliśmy te różne sytuacje, te wszelkie sytuacje zła, ze strony Turpina i to my wiemy najlepiej co się działo.. Prawda? Ne pozwólmy by jakaś ława przysięgłych, czy zmanipulowany i opłacony adwokat tego kretyna stworzyli sytuacje, że to my staniemy w kropce. Poza tym zabrałem ze sobą te anonimy, które rzucali nam w okno.. Nie dajmy się sprowokować.. Zresztą co ja mówię, na pewno puszczą nam nerwy… chyba potem będziemy leczyć się Relanium.. Ech.. Chodźmy Kochanie, lepiej się nie spóźnić.. – Uśmiechnął się delikatnie do kobiety i pocałował jej nosek, a zaraz i usta, po czym Nellie gładziła jego policzki. – Sweeney… Spokojnie, ja wiem że się denerwujesz, ja też jestem zdenerwowana, ale proszę Cię… Pomyśl o czymś miłym.. ja wzięłam tabletki i wodę, gdyby ktoś z nas miał dość tej sytuacji, ale wolałabym byśmy dotrwali tej rozprawy do końca, chce usłyszeć wyrok na tego zwyrodnialca, bo inaczej rozszarpię tych padalców z ławy przysięgłej, jak wyrok będzie inny.. Sędzia na pewno był przekupiony, więc już nawet o nim nie mówię.. Jeszcze nie słyszałam o tym by sędzia miał inne zdanie na wyrok, niż ława przysięgłych… - Powoli  już wychodzili z domu, w końcu jednak czas ich troszkę naglił, więc już po kilku minutach byli w powozie, który zwołał Sweeney z woźnicą, gwiżdżąc na niego. Do sądu nie minęło wiele czasu kiedy tam podjechali przed same schody, prowadzące do tego majestatycznego gmachu z olbrzymimi filarami. Kiedy Sweeney wysiadł i zaraz pomagał wysiąść kobiecie już widział ten tłum ludzi, nawet niektórzy mieli jakieś materiały z napisami „Wyrok śmierci dla Turpina!” czy „Sędzia Turpin to diabeł!”. 
Przed sądem więc było głośno, oczywiście była tu policja, która próbowała trzymać porządek, no ale chyba średnio mundurowym to wychodziło. Znaleźli się i reporterzy, którzy rozmawiając z ludźmi spisywali ich słowa niczym zeznania, lecz też kilkoro ludzi wchodziło po schodach do sądu, tak samo jak zaraz i oni. Z niektórymi ludźmi się witali, zresztą byli to też ich sąsiedzi, z ulicy Fleet Street, czy innych miejsc, gdzie uczęszczali na zakupy, czy gdziekolwiek indziej. Potem już otuliło ich to nieprzyjemne wnętrze sądu, wysokie sufity, kolumny, schody, a także i prawnicy przechadzający się w swoich togach. Sweeney spojrzał na wezwanie, które trzymał w dłoni i zaraz z Nellie udali się na pierwsze piętro, gdzie mieli udać się do Sali rozpraw. 
Tak naprawdę nie obejrzeli się kiedy dotarli na piętro, a zaraz na Sweeney’a wpadła plecami jego córka, która widocznie chciała się odwrócić, no ale zderzyła się z nim. - Przepraszam, nie zauważyłam Pana… - Jednak gdy odwróciła się i ujrzała, że to jej ojciec, zaraz uśmiechnęła się lekko choć nieco smutno. – Och przepraszam… nie widziałam, że idziesz.. idziecie.. Dzień dobry Pani Lovett… - Dzień dobry Johanno, miło Cię widzieć, szkoda, że w takich okolicznościach.. Jesteś tu z Bertą? - Nellie uśmiechnęła się do kobiety, oczywiście Panie się przywitały, jak i Sweeney z córką, choćby pocałunkiem w policzek. Nie było już wiele czasu na rozmowy, wiec jedynie Sweeney zapytał, czy wszystko w porządku i czy jego wnuczek zdrowy, w końcu wypadało, by też spotkali się niebawem, bo nieco czasu minęło od ich ostatniej rozmowy, widzenia się. Berta oczywiście była tutaj, oczywiście też była świadkiem na rozprawie, w końcu to wszystko działo się pod jej niestety uśpionym mocno okiem. Z Bertą także się przywitali, większość jej współczuła związku z takim człowiekiem, jakim był Turpin.W końcu powoli sala została otwarta i ludzie zaczęli do niej wchodzić, oni oczywiście też. 
Kiedy świadkowie i inni ludzie, jak publiczność, zajęli swoje miejsca, wtedy do sali wchodził po kilku minutach skazany Sędzia Bernard Turpin zaszczycił wszystkich swoją obecnością w obstawie policji, która go tu doprowadziła do ławy przed sądem i został tam niemal usadzony na krześle, ale policjanci od niego nie odchodzili. 
Turpin nie wyglądał ujmująco, miał kilkudniowy zarost na twarzy, trochę w nieładzie miał włosy, ubranie brudne, choć już miał na sobie ubranie z aresztu, ale widać nie cackali się z nim. Lecz jego wyraz twarzy nie zmienił się jednak, ciągle był tym wrednym obślizgłym sędzim, który nie znał słowa – Dosyć. Jeszcze niektórzy wchodzili, było już słychać komentarze na sędziego, poza tym spojrzał zaraz na Nellie i Sweeney’a, który cicho warknął wręcz na niego. A kobieta zaraz pogładziła lekko jego ramię i szepnęła mu nad uchem. – Spokojnie Skarbie.. pamiętaj co mi mówiłeś.. nie dajmy się sprowokować, poza tym jeszcze nic się nie wydarzyło. – Sweeney przytaknął do kobiety i zaraz ucałował lekko jej policzek. A za nimi ktoś mówił cicho, oczywiście w stronę Turpina. – Wreszcie go skażą, zakałę tego miasta. Najpierw panoszył się ściągając podatki, potem aresztował mojego męża za to, że napił się kieliszek wina, a innym razem jeszcze go pobił rękami koleżków… Wreszcie dobiorą się do jego dupska..! W więzieniu nie będzie tak dobrze.. Oj nie będzie.. na miejscu Berty już dawno bym go zostawiła.. Po kolejnych pięciu minutach pojawiła się kurtuazja, od razu było widać po tych ludziach, że nie byli zwykłymi mieszczanami. Potem wszedł jeden policjant w mundurze i odparł na głos. – Proszę wstać, wysoki sąd idzie! Rozprawę przeciwko sędziemu poprowadzi sędzia Tim Senden. – Wtedy wszyscy wstawali, szepty były coraz mniej wyraźne i głośne, aż pojawił się sędzia. 
Mężczyzna w peruce, w średnim wieku około 40 lat, z lekkim zarostem, w todze, który zaraz z dokumentami doszedł do swojej ławy i przysiadł, biorąc w dłoń młotek i uderzył nim w miejsce do tego przeznaczone. – Proszę o ciszę! – Spojrzał zaraz posępnie na oskarżonego, a po chwili omiótł wzrokiem ludzi zebranych i odparł odkasłując. – Sprawa przeciwko Sędziemu Bernardowi Turpinowi. Oskarżony proszę wstać… Bernard Turpin, sędzia Londyński, człowiek wymiaru sprawiedliwości oskarżony o matactwa w prawie, o szantażowanie, grożenie, a także użycie siły fizycznej, znęcanie się, aresztowanie obywateli Londynu: Pana Arnolda Dickensa, Pana Roberta Trown'a, Pana Stephena Georg'a, Pana Sweeneya Todd'a i Pana Franka Bones'a. Doprowadzenie prawie do rychłej śmierci Pana Sweeney’a Todd’a. Oskarżony o zniszczenie mienia należącego do Pani Bern, a także Pana Puckett’a i Pani Lovett i grożenia Pani Lovett, a także naruszenie jej ciała poprzez osoby trzecie za pomocą tępego narzędzia… A także nieodpowiednie i lubieżne zachowania względem kobiet z klubu Pretty Lady, które zostały brutalnie zgwałcone.. Pani Catherine Blood i Pani Sarah Preit... - Nellie jak i Sweeney mogli poczuć się niczym zobowiązani, że działała poprzez ten akt policja z Londynu jednak po ich stronie, być może była to czyjaś zasługa, ale to było dla nich plusem. A zaskoczeniem było dla wielu to, że jednak plotki o sędzim, że korzystał z usług pań lekkich obyczajów okazały się prawdą. 
Sweeney złapał Nellie za dłoń i spojrzał na nią przez chwilę uśmiechając się lekko, ale jego oczy już przybrały wyraz bólu i złości, a także frustracji, w końcu w jego mniemaniu powinien być dodatkowo oskarżony o gwałt na jego żonie, a także jej zabójstwo i porwanie jego dziecka, które przywłaszczył sobie jak przedmiot. - Oskarżonemu grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności, bez wcześniejszego zwolnienia. - Sędzia oczywiście wcześniej wiedział z czym ma do czynienia, ale kiedy to czytał, to aż kręcił głową ile było treści aktu oskarżenia. - Zwyrodnialec i gwałciciel! - Ktoś ze świadków krzyknął z sali, na co zaraz reagował sędzia uderzając młotkiem o ławę. - Spokój! Po chwili Turpin oczywiście jako oskarżony został poproszony o podejście do ambony obok sędziego i tam zasiadł, po czym sędzia spoglądając na niego odparł oczywiście przywołując akt oskarżenia ponownie. – Panie Turpin.. został Pan oskarżony o wiele różnorakich przestępstw… Proszę powiedzieć jak było naprawdę. Przyznaje się Pan do aktu oskarżenia? 

piątek, 13 stycznia 2017

Part 365.

Pani Lovett nie chciała aby Sweetie choćby na chwilę zaprzestał tych czułości wobec niej, dlatego cały czas utrzymywała swoje dłonie na głowie mężczyzny, nie pozwalając mu na oderwanie się od jej ciała. - Nie przestawaj.. och.. - Todd oczywiście spełniał wszystkie słowa, jakie tylko usłyszał od Nellie, w końcu jemu także sprawiało to przyjemność. Sweeney z czasem jeszcze bardziej zwiększył intensywność swoich ruchów. Gdy spojrzenia pary się spotykały, były niczym jak kolejny wyraz wulkanu uczuć, jaki pomiędzy nimi panował. Była to zarówno, miłość, pożądanie, jak i wielka, powoli zaspokajana tęsknota ciał. Z racji tego ostatniego, długo nie potrwało zanim nadeszła chwila największego uniesienia, której doznali niemalże jednocześnie. W końcu wylądowali obok siebie na łóżku, Nellie wtuliła się w ciało Sweeney'ego, kiedy powoli wyrównywała swój oddech. Golibroda objął ręką kobietę, a zaraz szepnął do niej. - Kocham Cię.. Jesteś niesamowita.. A teraz.. pewnie masz już ochotę położyć się spać, hm..?
- I wzajemnie Skarbie.. Spać..? Nie.. Właściwie to mam coś jeszcze w planach.. Co prawda miało to wyjść w innej kolejności, ale sprawy potoczyły się inaczej.. Obiecuję, że będziesz zadowolony.. - Kobieta ucałowała czule wargi ukochanego, a za chwilę wyszła z łóżka i założyła swój szlafrok. - Zaczekaj tu na mnie, dobrze..?
- Tak..? Brzmisz całkiem intrygująco.. - Sweeney odwzajemnił pocałunek, lecz zdziwił się nieco, że Nellie go opuszcza. - Nigdzie się stąd nie ruszam.. - Puścił do niej oczko, aż w końcu kobieta opuściła ich sypialnię i powędrowała gdzieś w celu przygotowania swojej niespodzianki. Pani Lovett szybko znalazła się w swojej dawnej sypialni na dole, gdzie zajrzała do jednej szafy w celu znalezienia jednego ukrytego na specjalną okazję pudełka. Gdy wreszcie je znalazła, udała się do łazienki. Tam otworzyła pudełko i wyjęła z niego całą zawartość, czyli czerwoną, koronkową bieliznę, a do tego pas do pończoch i same pończochy. Nie brakowało tam również wysokich szpilek, które jeszcze bardziej miały dodać efektu całemu kompletowi. Kobieta włożyła wszystko na siebie z wielką starannością, chciała aby wszystko leżało na niej idealnie. Obejrzała się w lustrze, aby sprawdzić czy wszystko rzeczywiście jest w porządku, po czym znów włożyła na siebie szlafrok, w którym wyszła z sypialni. Przed wejściem na górę zabrała jeszcze z salonu płytę winylową z dość nastrojową muzyką, a zaraz była już z powrotem na górze. Sweeney w dalszym ciągu leżał na łóżku, częściowo przykryty kołdrą. Czytał swoje ulubione czasopismo, ponieważ zeszło się trochę zanim Nellie wróciła i sam już nie wiedział co ma ze sobą robić. Jednak kiedy weszła, gazeta przestała mieć już jakiekolwiek znaczenie. Od razu rzuciły mu się w oczy pończochy, wysokie obuwie i staranniejsza fryzura. Golibroda powoli zaczynał się domyślać, co jego ukochana przygotowała, choć dalej nie wierzył w to co widzi. Pani Lovett uśmiechnęła się do niego uwodzicielsko i podeszła do gramofonu, w którym wymieniła płytę, a kiedy tylko ustawiła na nią igłę, w pokoju rozległe się pierwsze dźwięki. Zaraz znalazła się na środku sypialni i zrzuciła z siebie szlafrok, przy czym odsłoniła resztę swojego zmysłowego stroju. Stanęła prosto, trzymając nogi razem, po czym rozpuściła luźnego koka na głowie, pozwalając włosom ułożyć się już samemu. Kiedy wyczuła odpowiedni moment w piosence, ułożyła ręce na biodrach i powoli zaczęła nimi kołysać. Spoglądała przy tym na Sweetie'ego, uśmiechała się do niego kusząco. Cieszyła się tym, że jest tak samo podekscytowany jak ona. Było to w końcu coś w rodzaju prywatnego przedstawienia, którego tak naprawdę nikt z nich nie miał okazji wcześniej doświadczyć. Właśnie z tego względu było to jeszcze bardziej intymnym przeżyciem. Nellie zbliżyła się do strony łóżka na której znajdował się Sweeney, oparła najpierw jedną nogę na krawędzi łóżka i powoli zsuwała z niej pończochę, po czym zrobiła to samo z drugą nogą. Tym razem wtrącił się również Sweeney, który nie mógł się już powstrzymać. - Może Ci pomóc, hm..? - I szybko, przewidując że raczej mu na to nie pozwoli, znalazł się przy tej części stroju i ściągnął ją przy pomocy zębów. Kobieta zaraz dotknęła jego twarzy, a palcem wskazującym drugiej ręki pomachała palcem na znak sprzeciwu, jednocześnie z wydętymi ustami. Jednak kiedy odwróciła się, uśmiechnęła się pod nosem z zadowolenia, że wszystko idzie według jej planów. Chciała być jak najbardziej kusząca, dlatego zanim wróciła na wcześniejsze miejsce, zakołysała pupą przed mężczyzną, choć tym razem była szybsza od niego i nie zdołał jej dotknąć. W końcu najlepsze miało przyjść na końcu, a tym czasem pragnęła doprowadzić go do szaleństwa przez choćby brak pozwolenia na jakikolwiek dotyk. Nellie znów wróciła do swojego tańca, gdzie kołysała biodrami w różnych kierunkach, rysowała nimi ósemki, momentami zamykając przy tym oczy i dotykając swego ciała w różnych miejscach. Zwyczajnie dała się ponieść tej nastrojowej muzyce, co dało się odczuć w jej seksownym tańcu, który wyglądał całkowicie naturalnie. W pewnym momencie odwróciła się znów tyłem do mężczyzny, powoli rozpięła biustonosz i pozbyła się go całkowicie przez rzucenie go w kierunku Todd'a. Wtedy też objęła spojrzeniem Sweeney'ego. Reakcja jego ciała na ten pokaz była widoczna przez kołdrę, co schlebiało Nellie, bo wiedziała że w tym wypadku wykonała go bardzo dobrze. Piekarka znalazła się zaraz nad nim i szepnęła mu na ucho. - Podobało Ci się Kochanie..? - A zaraz oboje byli już pochłonięci namiętnymi pocałunkami, a ich wciąż nienasycone dłonie wędrowały wzajemnie po swoich ciałach.
- Czy mi się podobało? Och.. Chyba sama zauważyłaś Kotku.. Gdyby nie Ty, byłoby nudno.. Pamiętasz, kiedy mówiłaś że jestem dla Ciebie zagadką..? Lecz tak naprawdę to Ty nią jesteś.. i cały czas rozwiązuję ją na nowo.. Kiedyś nie pomyślałbym, że ta niewinna właścicielka sklepu będzie w stanie doprowadzić mnie do takiego szaleństwa.. Że ta drobniutka osoba będzie całym moim światem.. Że pod tą suknią, tak niepozorną i często ubrudzoną mąką ukrywa się najwspanialsze ciało na świecie.. - Sweeney wplótł dłonie we włosy kobiety i gdy po tych słowach złapał trochę oddechu, znów wrócił do pełnych pasji pocałunków, aż za kilka chwil znów je przerwał, by powiedzieć, co przyszło mu właśnie do głowy. - A teraz jesteś moją i tylko moją, piękną kusicielką, gwiazdą i boginią.. - Nellie z wielką radością w sercu słuchała tych wszystkich słów, a po niektórych z nich nawet wyczuwała rumieńce na swoich policzkach, zwłaszcza kiedy szeptał jej dość sprośne rzeczy. Dolna część bielizny Nellie prędko zniknęła, tak samo zresztą jak kołdra, która została odsunięta na bok z ciała golibrody. Kobieta zerknęła jeszcze na jak zwykle jej imponującą męskość Sweeney'ego i dotknęła jej kilka razy, zapewniając sobie znów nad nim władzę, po prostu chciała się z nim jeszcze chwilę tym sposobem podroczyć. Poza tym obtarła się jeszcze kilka razy o jego krocze. Todd nie powstrzymał się od jęknięcia, a jego spojrzenie stało się niemal błagalne.
- Mmm.. widzę, że Ty i Twój przyjaciel jesteście jak najbardziej gotowi na rundę drugą.. - Za chwilę ich ciała znów stały się jednością, a jedyną różnicą to, że teraz ona przejęła stery, znajdując się na górze. Lovett od razu narzuciła dość szybkie tempo w celu zwiększenia ich doznań do maksimum. Jej dłonie opierały się na jego dłoniach. Lecz niebawem Sweeney podniósł się, by nie być bierny i tym razem wymieniali się swoimi miejscami na polu szerokości łóżka. Naprzemiennie byli a to na górze, a to na dole. Golibroda jak zwykle nie mógł oprzeć się piersiom Nellie, ale też nie pozostawiał jej ust samotnych. Ona zaś wędrowała dłońmi po jego plecach, aż w końcu umiejscowiła je na jego pośladkach, jakby chciała czuć go jeszcze mocnej w sobie. A gdy oboje wyczuli zbliżający się finał, wrócili do siedzącej pozycji, by wypróbować przy tym czegoś nowego. Ich szybkie oddechy na pewien sposób współgrały ze sobą. Sweeney pod koniec dał z siebie wszystko, tak że chwila ich wspólnego orgazmu była najbardziej błogą i satysfakcjonującą chwilą tego wieczoru. Pokój wypełnił się charakterystycznymi odgłosami, a Nellie wtuliła się w mężczyznę, choć niedługo potem położyli się obok siebie.
- Masz jeszcze jakieś niespodzianki dla mnie? Hehe.. Co prawda czuję już lekkie zmęczenie, ale być może opuściłoby mnie to na widok kolejnej atrakcji.. Czy może przełożymy to już na kiedy indziej, hm..? Właściwie to już późno.. A jutro musimy być wyspani.. - Golibroda musnął czoło kobiety, a zaraz jeszcze wstał by usunąć z łóżka wszelkie zbędne ubrania, by nie przeszkadzały podczas snu.
- Zawsze jestem w stanie coś wymyślić.. No chyba, że teraz Ty masz ochotę zaprezentować przede mną jakiś taniec.. jakiś striptiz.. jestem jak najbardziej za tym.. Hehe.. Ale tak na poważnie to masz rację, mimo wszystko już pora na sen.. - Nellie zgasiła lampkę z jednej szafki nocnej, a zaraz pociągnęła Sweeney'ego za rękę do siebie, żeby już nie zajmował się tym sprzątaniem. - Chodź tutaj mój niegrzeczny golibrodo.. Widzę, że podobało Ci się.. Pora naprawdę szukać kolejnych pomysłów.. - Sweetie zaraz wszedł pod kołdrę, zgasił swoją lampkę i nakrył ich kołdrą.
- Ja striptiz..? Kochanie.. Cóż za bujna wyobraźnia.. Ale gdybyś mnie przekonała to może jeszcze pomyślałbym o tym.. - Golibroda przysunął się do kobiety i objął ją ramieniem. Nellie wtuliła się w niego, a jeszcze noskiem miziała jego tors.
- Przekonała, ale w jaki sposób, hm..? - Sweeney uśmiechnął się kosmato, chociaż nie było tego tak widać w ciemności. Ułożył swoją rękę na biodrze kobiety, wykonując na nim delikatne ruchy. Pani Lovett czuła na swoich udach przyrodzenie Ukochanego, dlatego sama jeszcze ruszyła nimi delikatnie, po czym czule pocałowała usta golibrody. - Jesteś taki pociągający.. i jednocześnie słodziutki jak cukierek.. Moje Kochanie..!
- I znowu mnie kusisz.. oj nieładnie hehe.. Ten dzień możemy uznać chyba za bardzo udany, prawda..? A niedługo Twoje urodziny, więc kolejna okazja do świętowania.. A teraz idziemy spać.. jutro ciężki dzień.. - Sweeney jeszcze starannie nakrył ich kołdrą i przymknął powieki. Poczuł zmęczenie, ale jednocześnie też wielkie zadowolenie z tego dnia, który z pewnością spędziliby w dość ponury sposób, na myśleniu o kolejnym dniu i zobaczeniu swojego największego wroga.
- Oj już nie mów, że tego nie lubisz.. hehe.. Ten dzień był wyjątkowy, dziękuję Ci za statek, kolację, fajerwerki.. Urodziny? Może nie liczmy ile to już lat.. - Pani Lovett westchnęła na samą myśl o liczbie świeczek na swoim torcie, ale z drugiej strony patrzyła na to też pozytywnie, w końcu miała przy sobie miłość swojego życia, a nie gromadkę kotów. Taki scenariusz też czasem przychodził jej do głowy, zwłaszcza w tych najgorszych momentach. W tej chwili czuła się jednak spełniona, może nie całkowicie, lecz wiele jej marzeń mimo licznych przeszkód uległo spełnieniu w przeciągu ostatnich lat.
- Naprawdę nie przejmuj się urodzinami Skarbie.. Akurat Ty jesteś jak wino, im starsza tym lepsza.. Zresztą to i tak ja jestem tutaj starszy.. to ja jestem już dziadkiem, zauważyłaś..? - Sweeney uśmiechnął się na ten fakt. Wciąż było to pewnym szokiem, nie był w końcu takim typowym starszym panem.
- Och Sweetie.. Prawda.. ale jak na dziadka to bardzo dobrze się sprawujesz w tym i owym.. hehe.. A teraz dobranoc, musimy sobie odpocząć.. - Nellie czule pocałowała mężczyznę, zaś on zamknął ją w swoim objęciu i niebawem spali już słodko.
(...)
My Love...
Choć wieczór należał do tych bardzo miłych i pełnych wręcz szampańskiego humoru, to kolejne kilkanaście godzin nie zapowiadało się już tak wyśmienicie. Pierwsze chwile poranka wraz z dzwoniącym budzikiem przypomniały Sweeney'emu i Nellie o rozprawie sądowej, która miała rozpocząć się już niebawem. Razem niechętnie zerwali się z łóżka. Pani Lovett zeszła na dół, by przygotować dla nich śniadanie, a Pan Todd w tym czasie udał się do łazienki, po czym zabrał się do prasowania koszuli na wyjście.
- Kochanie..! Śniadanie już gotowe.. - Golibroda wyrwał się ze swoich przemyśleń, wyłączył żelazko i powiesił koszulę na wieszak. Prawie udało mu się ją przypalić, jednak w porę zorientował się, że za bardzo zagalopował się w swoich myślach. Zszedł na dół i usiadł przy stole pełnym pyszności, jednak najbardziej miał ochotę na kawę. Dlatego też nalał sobie jej do kubka i upił kilka łyków.
- Jak Twój nastrój, Nellie..? - Spojrzał na Ukochaną, po czym nałożył sobie na talerz dwie i kanapki i nieco jajecznicy. Nie miał za bardzo ochoty na jedzenie, jakoś mdliło go na samą myśl o Turpinie, ale jadł z rozsądku.
- Trudno określić jak się czuję.. Chyba chcę mieć to już za sobą.. Nigdy właściwie nie byłam zaangażowana w tak poważną sprawę, w sąd.. Jestem po prostu zestresowana.. Mam nadzieję, że uśmiechnie się do nas szczęście i że wiele osób będzie miało coś do zarzucenia Turpinowi.. A wtedy - kto wie.. może decyzja sądu zapadnie szybciej.. - Nellie westchnęła i sama napiła się kawy. Po niej tak samo widać było, że wmuszała w siebie śniadanie. - Nie zostało nam tak naprawdę zbyt wiele czasu do wyjścia.. godzinka, może trochę więcej.. Ale damy radę, przetrwaliśmy już z nim gorsze rzeczy.. - Dotknęła na stole dłoni mężczyzny i lekko uśmiechnęła się do niego.

piątek, 30 grudnia 2016

Part 364.

Pani Lovett była szalenie zaskoczona tego wieczoru, a Pan Todd był zadowolony, że mógł w jakiś sposób uszczęśliwić kobietę, przed którą wcześniej by pewnie uciekł. Te chwile dały przynajmniej im zapomnieć o nadchodzącym dniu, który dla obojga, jak i pewnie dla innych osób, będzie trudny. Tego wieczora dało im się zapomnieć o jutrzejszym procesie sędziego Turpina. 
Spędzili jeszcze na tym stateczku kilka chwil, Sweeney spojrzał w oczy kobiety i objął ją delikatnie w talii, po czym odparł szeptem do kobiety. – Teraz nie chciałbym niczego zmieniać w moim życiu i mam nadzieje, że Ty w swoim też nie. Jeszcze pamiętam czas, jak przeniosłem się do kawalerki niedaleko Fleet Street… Dziwnie było mi zaakceptować zmiany, ale wtedy nigdy bym nie pomyślał, że do Ciebie wrócę, do sklepu, że tam do mnie przyjdziesz, a teraz… Teraz mogę o tym tylko wspominać, bo wracać do tego bym nie chciał, ale tamten czas nauczył mnie wiele. Może czasem takie zmiany są pomocne, by człowiek potrafił docenić to co miał, mimo że czasami bywa już na coś za późno… Lecz nie mogę powiedzieć tego w moim przypadku… Jeszcze nie mamy po 70 lat, że teraz coś między nami się stało, jakby kupidyn trafił i we mnie i w Ciebie.. Jeszcze mam nadzieje, że wiele lat przed nami. Jak i też wyjazdów do Newcastle, czy gdziekolwiek indziej.. nie to że nie chcę jechać do rodziców, oczywiście, że chcę dawno ich nie widzieliśmy, ale wiesz jacy oni są… Zbyt wścibscy troszeczkę, a ja lubię prywatność, a nie ich oboje za drzwiami.. z wymówką jakąś, dziwnym wytłumaczeniem co robią.. Ale mniejsza o to.. Bardzo się cieszę, że jesteś tu ze mną, że mogłem Cię tu zabrać i pokazać Ci, że nie jestem takim.. hm jak to niektórzy mówią, suchym wiórem..? – Zmarszczył czoło na te słowa, a Nellie słuchała go w skupieniu i co jakiś czas jej kącik ust unosił się, nie raz pogładziła go po policzku, czy dotknęła nieco jego włosów za uchem, a nawet jego baków. Patrzyła na niego takim rozczulonym wzrokiem, a na koniec jego słów zaraz zbliżyła się do jego warg i oboje pocałowali się czule. Po czym Nellie szepnęła mu przy uchu. – Nie jesteś suchym wiórem, nigdy bym tak nie pomyślała, jesteś po prostu wyjątkowy Sweeney… Nie każdego mężczyznę było stać na to co stać Ciebie.. Nie, nie chodzi mi o finanse, ale o to co dziś zrobiłeś dla mnie.. Jestem zaskoczona, ale bardzo mile.. i wiedz, że moje uczucia do Ciebie, nawet w jakieś chwili złości, nigdy by się nie zmieniły. Jesteś moim szczęściem, jesteś jedyny, nie jesteś jak większość mężczyzn, niektórzy nawet nie są w stanie kobiecie pomóc, gdy się potknie, gdy jej coś upadnie, a Ty jesteś… I nie myśl, że przysparzałeś mi problemów kiedyś, tym bardziej, gdy byłeś chory i to w większości nie ze swojej winy, a przez kogoś… Cieszę się, że zawsze mogę Ci pomóc, zaopiekować się Tobą.. i Skarbie… Nigdy tego nie mówiłam, ale… - Gładziła Sweeney’a po policzkach i spoglądała mu w oczy czule, tak samo jak i mężczyzna patrzył na nią, wodząc dłonią po jej biodrze, ale zaraz przysunął bliżej do siebie. - … Podziwiam Cię, że po tym jak wyrzuciłam Cię z piętra, gdzie dzierżawiłeś u mnie swój zakład, jesteś ze mną… chcesz tego… Nawet jeśli niedawno zdałeś sobie sprawę, że życie jest jedno i mamy jedną szanse by je wykorzystać, spełnić się, zakochać, jedno na pewno Ci się spełniło.. w końcu zostałeś ojcem, a nawet i dziadkiem.. Ale pamiętaj, że nie można myśleć tylko o innych, po drodze przez życie nigdy nie zapominaj o sobie i o swoim szczęściu. A nawet nie wiesz jak się cieszę, że tę część życia chcesz spędzić ze mną. – Sweeney uśmiechnął się do kobiety, w końcu nigdy nie był nastawiony na Nellie jak obrażony wielki Pan, który ma się za arystokratę, którym nie jest. Nie obrósł w piórka by zachowywać się jak zarozumiały dupek. 
Byli jeszcze na tym statku kilka chwil, ale kiedy robiło się chłodniej, schowali się jeszcze do środka, gdzie napili się po lampce wina, a kiedy zbliżała się na zegarach północ, postanowili wracać na Fleet Street. 
Byli w szampańskich można powiedzieć humorach, oczywiście pożegnali się z Charlie’m a już niedługo po tym znaleźli się w dorożce, gdzie pozwolili sobie na chwile czułości. Sweeney powiódł nieco po łydce kobiety i zamruczał przy jej uchu, a zaraz ich usta spotkały się w czułym pocałunku. Nellie wodziła dłonią nieco pod płaszczem Sweeney’a po jego kamizelce, jakby chciał dostać się do jego ciała, lecz w takich warunkach, gdzie lada moment wysiądą, no nie mogli sobie za bardzo pozwolić na coś więcej. Tym bardziej jak dorożka wjechała na kamień i omal nie spadli z siedzenia, ale zaraz Sweeney zdążył złapać w objęcia kobietą i odparł do niej cicho żartując. – Nie wolno tak uciekać… Jeszcze.. – Wyjrzał z za zasłony poprzez okno by spojrzeć gdzie są, aż odezwał się. – Jeszcze kilka minut i będziemy w domu… - Tak Kochanie, za chwilę będziemy w domu… ale wiesz, że trzeba się wyspać na jutro hm..? – Sweeney przytaknął kobiecie jak od niechcenia na nowy dzień, a po chwili powrócił do wcześniejszych przyjemności z piekarką, lecz długo to nie trwało, kiedy dorożka się lekko gwałtownie zatrzymała przed sklepem Pani Lovett i dorożkarz odparł głośniej. – Jesteśmy na miejscu..!- Zapukał zaraz w kopułę dorożki, a Nellie akurat gładziła czule policzek Sweeney’a i pochłonięci byli czułymi pocałunkami, czego nie dało się od tak przerwać. Jedynie Sweeney mruczał niewyraźnie, że powinni już wysiąść, aż dorożkarz pukał w drzwi i zaraz je uchylił spoglądając na nich pobłażliwym spojrzeniem, w końcu nie raz już widział taki widok. – Ekhem, ja przepraszam bardzo, że przerywam te romantyczne chwile... ale dotarliśmy na miejsce… - Uśmiechnął się lekko i zaraz odwrócił się nieco, nie chciał w końcu być wścibski. Powoli Sweeney oderwał się od Nellie jak i kobieta odniego i oboje cicho zachichotali i zaraz udali się do wyjścia, pierw wysiadł Sweeney i zaraz pomógł wysiąść Nellie z dorożki, zapłacił mężczyźnie za transport i pożegnali się z nim. Dorożkarz kręcił głową i zaśmiał się pod nosem, że znów trafiła mu się zakochana para. 
W tym czasie golibroda i piekarka podeszli zaraz do sklepu Pani Lovett, Sweeney stał nieco za kobieta i ucałował czule jej szyję, gdy szukała kluczy w swojej torbie i jak na złość nie mogła znaleźć, tym bardziej kiedy Sweeney ją rozpraszał. – Sweeney, bo naprawdę nie wejdziemy do środka.. – Zaśmiała się przecież podobało jej się to co robił mężczyzna, ale chciała już wejść do środka, poza tym planowała na dzisiejszy wieczór, jeszcze nieco atrakcji dla mężczyzny, skoro byli w tak dobrych nastrojach nie mogli tego zaprzepaścić. – To ja poszukam tego klucza.. – Nellie spojrzała na mężczyznę, kiedy tak zaczął szukać jej klucza, że w rezultacie ich usta spotkały się w kolejnych chwilach czułości, jego krawat już został rozsupłany, a gdy Sweeney składał pocałunki na szyi i dekolcie, kobieta chichotała mu przy uchu, nie raz zamruczała, czy znów szeptała. – Sweetie.. Skarbie.. bo będziemy spać tutaj… Kochanie.. – Nie będziemy… - Będziemy, będziemy… och jaki Ty jesteś dziś uroczy mój kochany golibródka..! – Zaśmiała się i ucałowała jego policzek, czując jak mężczyzna obejmował jej ciało, ona oczywiście też starała się, ale starała się też znaleźć klucze od sklepu, a zarazem domu i po chwili w końcu je miała w dłoni. Ale z zamkiem miała problem, bo przez te pieszczoty, nie mogła skupić się na czynności, nawet klucze jej upadły, które to Sweeney podniósł i zaraz przejął otwierając drzwi. – Nellie.. zapraszam do domu.. – Zaraz oboje przemknęli do środka, jakby przed kimś uciekali. A zaraz zamknęli drzwi, od wewnątrz i mężczyzna przytulił do siebie kobietę czule, powoli też rozpinał jej płaszcz, by się go pozbyć, jak i Nellie robiła to samo z ubraniem wierzchnim mężczyzny. A kiedy pozbyli się tych ubrań i jakoś niezgrabie jeden płaszcz wylądował na wieszaku, drugi jednak na fotelu, to oboje przenieśli się do salonu, gdzie panował półmrok. Zaraz Sweeney wylądował na kanapie, a Nellie zaraz przyciągnął do siebie, że kobieta usiadła na nim okrakiem, aż oboje spojrzeli sobie w oczy. – Kocham Cię Sweetie… Naprawdę jestem Ci  szalenie wdzięczna za ten wieczór… - I ja Cię kocham… a może jednak pójdziemy do sypialni..? – Spojrzał na kobietę i zamruczał cicho, a po chwili złapał Nellie w biodrach i wstał z nią z kanapy, by zaraz przedostać się do ich sypialni na piętrze. Nellie obejmowała biodra mężczyzny i delikatnie całowała jego szyję, gdy zaraz wchodził po schodach z nią na górę, a po kilku chwilach byli na miejscu i zaraz Sweeney z Nellie wylądował na łóżku. Znalazł się nad kobietą i zamruczał do niej, kiedy jedną dłonią powiódł pod jej suknie, ale trafił oczywiście na którąś warstwę jej ubrania i pochylił się nad jej dekoltem i mruknął jakby niezadowolony.
- Ta suknia nie może mieć mnie warstw..? To utrapienie.. kto to wymyślił.. - Zaraz jego usta znalazły się przy ustach kobiety i idealnie współgrały ze sobą, gdzie przez te czułe chwile oboje starali się pozbywać którejś części garderoby partnera. Sweeney z Nellie zdjął sukinei, ale oczywiście tą pierwszą warstwę przy czym mu pomogła zresztą.Sama zdjęła mu marynarkę jak i rozsupłała jego krawat. Nellie gładziła plecy mężczyzny, aż objęła go wokół szyi i przyciągnęła do siebie, a zaraz wsunęła jedną dłoń w jego włosy i spoglądała czule w oczy mężczyzny. – Skarbie.. nie martw się sukienką… wiesz, że nigdzie Ci nie ucieknę… - Przytaknął kobiecie głową, a zaraz próbował pozbyć się kolejnej warstwy ubrań kobiety, Nellie pomogła mu przy tym oczywiście, a sama zaraz zdejmowała jego kamizelę, jak i dostała się do jego koszuli i rozpinała powoli guziki jego koszuli i cieszyła się z każdą chwilą, kiedy każde rozpięcie odsłaniało nieco torsu jej ukochanego. Poza tym widziała, że i jego spodnie przy rozporku nieco zgrubiały, co ją bardzo cieszyło i nawet przez dłuższą chwilę spoglądała w tamtym kierunku i dwoma palcami przesunęła po jego intymnej części ciała. – Moje Kochanie… - Sweeney zaś wodził dłońmi po ciele kobiety, oczywiście chciał pozbyć się kolejnej warstwy jej sukni, ale nieco zmienił swój obrany kierunek i podciągnął materiał sukni kobiety dostając się do jej bielizny, po której delikatnie przesunął dłońmi, przy biodrach kobiety. – Dziś jesteś tylko moja… i w tej chwili przeszkadzają mi te ubrania…. Zawsze tego tyle jest..? - Kobieta uśmiechnęła się błogo do mężczyzny, aż nie potrafiła wyrazić tego jak ją cieszy to, że teraz tu w sypialni z mężczyzną, którego kocha od lat i za chwile przeżyje z nim cudowne chwile rozkoszy. Właśnie po chwili poczuła, jak Sweeney delikatnie palcami zsuwał z bioder kobiety bieliznę, na co przymknęła oczy i przygryzła nieco wargę, czując dłonie mężczyzny na swoim ciele. – Sweetie.. słodki jesteś… zawsze Kochanie, zawsze jest tyle części sukni mój Cukierasku… Ale świetnie sobie radzisz… 
A zaraz też i spoglądała na jego ciało, które było teraz bardziej widoczne poprzez rozpiętą koszulę, przed czym trudno było się jej opanować. Tym bardziej, że po chwili, kiedy Sweeney zsunął bieliznę kobiecie, zaraz powoli pozbyła się jego koszuli, a z czasem kobieta straciła i gorset, ale też i straciła te warstwy sukni, na co Sweeney zrobił nieco kosmaty wyraz twarzy, gdy całował Nellie dekolt, a płeć piękna dostała się do jego spodni, które zaraz rozpięła, jak i złapała za jego bokserki, które razem ze spodniami zsunęła mu z jego bioder i obsuwała je w dół, aż jej oczy spoczęły na jego intymnej części ciała. – Kochanie… No naprawdę jesteś taka niecierpliwa… hehe. – Zaśmiał się bo sam nie był lepszy, jak go denerwowały warstwy jej sukienki. 
A nie obejrzeli się kiedy z ich ciał praktycznie zniknęły wszystkie odzienia i Sweeney zaraz schował się z Nellie pod kołdrą. Sweeney ułożył dłonie na biodrach kobiety spoglądając czule i z pragnieniem na jej ciało. Sięgnął jednak zaraz do szafki z boku łóżka po zabezpieczenie, a kiedy oboje zbliżyli się po chwili do siebie, zaraz ich ciała połączyły się ze sobą. Pierwsze ruchy pary wydawały się być dość spokojne, lecz kolejne pchnięcia były bardziej intensywne. Zaraz ich oddechy stały się płytsze, a ich dłonie wodziły po ciałach jakby dawno się nie widziały, zresztą nie dało się tego ukryć, że tak było. – Och Sweeney… - Nellie zaraz objęła głowę Sweeney’a dłońmi jak całował jej dekolt i piersi, od czego to on nie mógł oderwać wzroku. Oboje byli szczęśliwi, a zarazem mogli pozwolić sobie na wieczór pełen miłości i rozkoszy.

piątek, 23 grudnia 2016

Part 363.

- Życzę miłego rejsu i wieczoru, mam nadzieję, że będziecie zadowoleni.. - Charlie w końcu z uśmiechem na ustach pozostawił parę, a przy ich stoliku pojawił się kelner i zostawił dwie karty dań oraz rozmaitych napojów. Następnie Matthew odszedł, by dać klientom czas do namysłu, choć wciąż znajdował się w pobliżu gotowy do przyjęcia zamówienia. Sweeney i Nellie przeglądali kartę w poszukiwaniu idealnego na ten wieczór wina.
- Czerwone.. białe.. różowe..? Na pewno półsłodkie, prawda..? Dość spory wybór.. To na jakie masz ochotę, Nellie..? - Golibroda odłożył kartę na stolik i spojrzał pytająco na ukochaną.
- Może klasyczne czerwone.. akurat widzę tutaj nasze ulubione, więc nie ma sensu eksperymentować.. - Kiedy już wybór padł na coś konkretnego, u stolika znów pojawił się kelner.
- Coś jeszcze..? Może doradzić w wyborze dań..? - Matthew jednak został na razie odprawiony z jednym zamówieniem, a w czasie jego nieobecności para znów namyślała się nad wyborem dań. Mimo to Nellie szybko zrezygnowała z tego zajęcia, a jej dłoń spotkała się na stoliku z dłonią Todd'a.
- Sweetie.. jestem pod wielkim wrażeniem tego miejsca, w ogóle pomysłu żeby wybrać się w dość oryginalne miejsce.. niezwykłe.. Nie pamiętam kiedy ostatnio widziałam Londyn od tej strony.. Ten statek ma swój klimat, nie jest przeładowany ludźmi.. a ten wystrój, świece, muzyka.. Kochanie.. na pewno będę Ci się chciała za to zrewanżować. - Kobieta przesuwała kciukiem po wierzchu dłoni Sweeney'a, cały czas spoglądała mu w oczy, a w jej spojrzeniu doskonale widoczny był ten zachwyt.
- Właściwie nigdy nie byliśmy w jakimś specjalnym miejscu, więc uznałem, że najwyższa pora to zmienić.. Och bez przesady Nellie.. Niezwykła kobieta to niezwykłe miejsce.. - Pochylił się nieco do przodu, by podsunąć dłoń pani Lovett do ust i musnął ją. Za chwilę znów pojawił się kelner z butelką wina oraz kieliszkami i wypełnił szkło alkoholem, po czym znów zadał swoje pytanie.
- Czy zdecydowali się już państwo..?
- Tym razem będziemy polegać na panu.. ale skoro już jesteśmy na statku to ryba byłaby dobrym pomysłem, prawda Sweeney..? Ryba z dodatkami.. Chyba możemy zdać się tutaj na pana.. - Nellie uśmiechnęła się lekko do młodego bruneta, który właśnie zastanawiał się co takiego może zaproponować.
- Dzisiaj mogę polecić łososia ze szpinakiem i makaronem, smakuje wyśmienicie.. na pewno byliby państwo zadowoleni.. w takim razie..? - Nellie i Sweeney porozumieli się i zamówili polecone danie, a kiedy Matthew odszedł, mogli kontynuować swoją rozmowę.
- Zrewanżować..? Brzmi intrygująco.. Zdradzisz mi chociaż rąbek tajemnicy..? - ...
- Gdybym zdradziła nie byłoby już tak tajemniczo.. mogę jedynie powiedzieć, że postaram się aby nasza druga część wieczoru była równie.. atrakcyjna.. - Pani Lovett puściła do mężczyzny oczko, a jej głos sam z siebie przybrał uwodzicielski ton.
- Mmmhm.. w takim razie może niech ten nasz pierwszy toast będzie po prostu za nas i za ten mile spędzony czas..? - No i tak zaraz oboje upili pierwszy łyk wina, a statek wreszcie powoli zaczął opuszczać port. - Wygląda na to, że nikt już tutaj się nie pojawi, mamy więc tutaj całe pięterko dla siebie. Dlatego może.. zatańczymy..? - Sweeney wstał i wyciągnął rękę do Nellie, która wciąż była można powiedzieć w nieustającym szoku z faktu znalezienia się w tym miejscu, ale i nastawienia golibrody, który zdawał się nie tylko kompletnie nie myśleć o jutrzejszej rozprawie, lecz był w prawdziwie romantycznym nastroju, co wcale nie zdarzało się tak często. Złapała więc jego dłoń i zaczęła wstawać, lecz z racji, że statek wciąż jeszcze ustawiał się do swojej odpowiedniej pozycji, straciła równowagę i tym samym wpadła na Todd'a. Oboje zareagowali na to z uśmiechem, po czym przeszli w przestrzeń nieco wolniejszą od stolików i zajęli taneczną pozycję. Choć ich taniec tak naprawdę był przytulańcem, z racji na wolną muzykę i nie tylko. Powoli bujali się, nie zwracając zbytnio uwagi na nic innego. Nellie opierała swoją głowę na klatce piersiowej mężczyzny, choć czasami po prostu z nim rozmawiała.
- A kiedy to wszystko się już skończy, wyjedziemy na długie wakacje, prawda..? Nad morze, to pewne.. Możemy odwiedzić Twoich rodziców, latarnię morską.. pamiętasz..? A potem może pojechać gdzieś dalej, na południe.. - Pani Lovett jak to często bywa rozmarzyła się o ich wspólnej przyszłości, podróżach i wszystkim tym co ich razem czekało. Sweeney odpowiedział jej na to czułym pocałunkiem, który można było uznać za jedno wielkie potwierdzenie. Za chwilę obrócił Nellie, lecz nie był to pełny obrót, a taki pozwalający golibrodzie zatrzymać kobietę w jego ramionach, była bowiem odwrócona do niego plecami. Sweetie wykorzystując chwilę, kiedy wciąż byli sami, kilka razy pocałował jej szyję, czując jak Nellie niemal słabnie w jego objęciach z tych czułości.
- Panie T. .. a co jeśli właśnie wszedłby tutaj ten kelner, hm..? - Szepnęła z udawaną trwogą, choć ciężko było jej ukryć zadowolenie z gestów mężczyzny. Sweeney tym razem szepnął kobiecie na ucho, a przy tym jego wzrok utkwił na dekolcie Pani Lovett. To był po prostu jeden z tych dni, w czasie których nie był w stanie oprzeć się jej kobiecym wdziękom. - Jestem pewien, że widział już bardziej skandaliczne rzeczy..
- Oj nie wiem.. wygląda na całkiem młodego.. jeszcze wiele rzeczy przed nim.. - Nellie cicho zachichotała, po czym złapała dłonie mężczyzny i umiejscowiła je najpierw na swojej talii, a za chwilę przeniosła je na biodra. -Widzę, że mój Sweetie ma dzisiaj kosmate myśli, hm..? Te kosmate łapki dzisiaj mnie nie opuszczają..
- Kosmate..? No nie wiem.. Może troszeczkę hehe.. Ale to też Twoja zasługa Skarbie, nie zrzucaj całej winy na mnie, dobrze..? Zresztą nie narzekasz, prawda? - Pan Todd znów obrócił kobietę do siebie i musnął jej usta.
- Mmmhm.. A teraz może już usiądźmy, bo jestem prawie pewna, że słyszę kelnera nadchodzącego z naszą kolacją.. Przed nami jeszcze długi wieczór i zdążymy dokończyć ten taniec.. - Sweeney też usłyszał kroki, dlatego odprowadził Nellie do stolika wciąż wolnym tanecznym krokiem. Ich wrażenia okazały się prawdziwe, ponieważ gdy tylko zdążyli na nowo usiąść przy stoliku, pojawił się Matthew wraz z całym zamówieniem. Danie wyglądało niezwykle apetycznie, wszystkie jego składniki były świeże i mogło usatysfakcjonować nawet najbardziej wybredne podniebienia. Była to nie tylko uczta dla ciała, ale i duszy, choć może kolacja aż na taką nie wyglądała.
- Dawno nie jadłam czegoś tak pysznego.. A sam wiesz, że nie tak łatwo mi zaimponować bo mam własne smaki.. Lecz tutaj naprawdę należy się uznanie dla kucharza.. Coś niesamowitego. - Pani Lovett zachwycała się tą kuchnią, gdzieś w głowie planowała odtworzyć to samo w domu, zapamiętywała smak, ale przede wszystkim chyba cieszyła się jeszcze bardziej, że Sweeney zabrał ją w to miejsce.
- Racja, jest bardzo smacznie, chociaż nie tak smacznie jak w domu.. Nellie, wybaczysz mi na chwilkę? Muszę się udać do toalety.. - Golibroda w ten sposób wymknął się na kilka chwil. Niezbyt było mu na rękę zostawiać kobietę samą przy stoliku, zwłaszcza jeśli trochę kłamał co do miejsca swojego wyjścia, ale przygotowywał dla niej pewną niespodziankę i przecież nie mógł jej spalić. Było to więc drugie małe kłamstewko w dobrym celu. Todd przyspieszył kroku, kiedy tylko zniknął z pola widzenia Ukochanej i niebawem znalazł się pod pokładem, gdzie odnalazł swojego przyjaciela.
- Charlie.. już jestem. Więc tak jak się umawialiśmy, wyjdę z Nellie na pokład, trochę pochodzimy i wtedy macie już wolną rękę.. Zastanawiam się jeszcze, czy ten torcik zjemy w środku, czy na zewnątrz.. Doradzisz mi..? - Sweeney z nadzieją spoglądał na mężczyznę. Mimo, że to co zaplanował nie było czymś na wielką skalę to chciał aby wszystko udało się perfekcyjnie.
- Hm.. czy ja wiem.. Może lepiej w środku, na zewnątrz nie jest zbyt ciepło, wszystkie świece mógłby zdmuchnąć wiatr, a nie wy.. Hej, nie martw się tak.. wszystko wyjdzie idealnie.. Ach.. jeszcze jedna sprawa.. Sweeney.. cieszę się, że jesteś szczęśliwy.. widać, że bardzo zależy Ci na tej kobiecie.. inaczej nie organizowałbyś tego wszystkiego.. - Charles poklepał golibrodę po ramieniu, jakby chciał przekazać mu swoje błogosławieństwo. - A teraz leć, bo wszystko się wyda..!
- Dziękuję.. bez Ciebie też nie wiele by się udało dzisiejszego wieczoru.. W takim razie torcik będzie w środku.. Tak, zależy mi na niej.. i to bardzo. Zresztą staram się wynagrodzić teraz ten czas, kiedy takie pomysły nie przychodziły mi do głowy, kiedy zachowywałem się nie tak jak powinienem.. Długo by opowiadać. Racja, uciekam żeby nie było żadnych podejrzeń. Jeszcze raz dzięki! - Sweeney za chwilę znów znalazł się na samej górze, gdzie znalazł już lekko zaniepokojoną Nellie.
- Wszystko w porządku..? Już zaczynałam się martwić.. - Pani Lovett uniosła brwi, oczekując choćby małego wyjaśnienia, ale w zamian za to otrzymała propozycję.
- Tak, nic się nie stało. Wyjdziemy na zewnątrz..? Stamtąd mimo wszystko mamy lepsze widoki niż przez okna.. - Mężczyzna zaraz pomógł kobiecie włożyć jej wierzchnie odzienie, potem założył swój płaszcz i razem wyszli na pokład. Choć statek był niezbyt wielkich rozmiarów, przechadzali się po pokładzie, aż ostatecznie znaleźli się na dziobie, by usiąść na znajdującej się tam ławeczce.
- Wszystko wygląda inaczej z tej perspektywy.. bardziej magicznie.. Ten zapracowany, brudny, czasami znienawidzony.. czasami utęskniony Londyn zmienia swoje oblicze w tych późniejszych porach.. Popatrz tylko na te światła.. na życie tętniące w uliczkach, restauracjach, domach.. To bardzo interesujące ile w tym mieście toczy się w tej chwili dramatów, a ile radosnych chwil.. Pewnego dnia, sporo lat temu poznały się tutaj dwie osoby, wydaje się - dwa przeciwne do siebie charaktery. Para sąsiadów, znajomych-nieznajomych w końcu poznała ważne osoby na swojej drodze, pobrali się.. Sąsiedzi stali się dla siebie dalsi niż kiedykolwiek. W końcu w mieście rozeszła się pewna plotka, mężczyzna zniknął.. wrócił dopiero po 15 latach.. zdesperowany.. stęskniony.. Nie spotkał jednak swojej żony, ani córki.. Załamał się, pragnął zemsty.. Spotkał kobietę, swoją dawną sąsiadkę.. Ich biznes rozwijał się, jak i uczucia kobiety względem mężczyzny. Mężczyzna jednak nie potrafił nawet grzecznie odmówić, odpowiedzieć że nie jest zainteresowany.. Wszystko zmieniło się jednak kiedy wyjechała, a wróciła po roku.. pewnie nawet więcej. Wróciła z mężczyzną, do którego szybko zapałał nienawiścią. Nie minęło jednak wiele czasu zanim największy problem na jego drodze do niej zniknął.. Od tego czasu miewali wzloty i upadki, na zmianę co jakiś czas.. W końcu jednak nawet w nim dokonała się pewna znacząca zmiana.. Teraz wie, że nie wyobraża sobie bez niej życia, przyszłości.. codziennego funkcjonowania.. że nigdy nie spotka już kogoś równie pięknego, mądrego, utalentowanego, kochającego i oddającego mu swoje serce od tak długiego czasu.. Nie pamięta dokładnie, kiedy wszystko zaczęło się pomiędzy nimi układać, lecz dzisiejszy dzień pragnie potraktować jako pierwszą rocznicę ich związku.. - Sweeney nawet nie planował tej całej przemowy, chciał powiedzieć kilka zdań i przejść do sedna, jednak wyszło mu z tego coś, co raczej mu się nie zdarzało. Przecież zwykle nie mówił aż tyle. Lecz wszystkie słowa płynęły z głębi serca, były szczere i stanowiły pewne tło do tego, co za chwilę miało się wydarzyć.
- Sweeney...- Nellie także chyba nie spodziewała się aż takiego wyznania, wzruszyła się tymi wszelkimi wspomnieniami. Sweeney doskonale przytoczył w dobrym skrócie historię ich znajomości, co przywróciło pewne obrazy z przeszłości, nawet te niemiłe chwile, które jednak przyćmiły ostatnie miesiące i zbliżenie jakie nastąpiło w tym czasie między nimi. Pani Lovett przytuliła się mocno do mężczyzny, lecz nagle w powietrzu rozległ się jakby huk, przez co kobieta drgnęła i jeszcze bardziej przylgnęła do Todd'a. Golibroda jednak szepnął na ucho, że chciałby by coś zobaczyła i zaraz wskazał jej na niebo nad statkiem, gdzie z fajerwerków ułożył się kolorowy napis "Kocham Cię, Nellie!". W pierwszej chwili nie miała pojęcia, czy to się dzieje naprawdę, czy może to tylko jej umysł płata figle na skutek, tego co przed chwilą usłyszała. Jednak to wszystko było rzeczywistością, koleją niespodzianką jaką przygotował Sweeney, by uczynić to wyjście jeszcze bardziej wyjątkowym. Nellie poczuła jak z jej oczu mimowolnie wydostają się łzy szczęścia. Gdy napis opadł już z powietrza, znów przytuliła się Sweetie'ego, musnęła jego wargi i szepnęła. - Ja Ciebie też.

wtorek, 13 grudnia 2016

Part 362.

W związku z tym, że czas do wyjścia pary nieco gonił już. To i Sweeney zamknął swój zakład jak zwykle o tej samej porze, po czym także musiał się odświeżyć przed wyjściem z Nellie na ich randkę! Tak, tak można było nazwać to wyjście, wieczór, który mieli spędzić na statku, w rejsie, na Tamizie.
Lecz kiedy Todd zszedł na dół ze swojego zakładu, to zaraz spotkał się z Nellie, która właśnie już była ubrana w suknię i zaraz podszedł do niej, obejmując ją w tali od tyłu, a prze okazji zapiął Nellie suknie na plecach. Zamruczał tuż przy jej uchu całując jej kark i odparł szeptem, kiedy jedną dłonią powiódł po biodrze kobiety nieco na jej udo.
- Widzę, że moja Pani już prawie gotowa.. to teraz ja wskoczę pod prysznic.. Zamknąłem zakład, posprzątałem.. Poza tym mówiłaś wcześniej coś o ciasteczkach? Hm.. czuje zapach pieczenia, czyżby moje ulubione? To chyba najpierw spróbuje kokosanek.. - Oczywiście, że Sweeney uwielbiał te ciastka. były w sobie specyficzne, zarazem syte, a on przepadał za kokosem, Może nie wyglądał na zwolennika czegoś egzotycznego, ale kokos tak, kokos był jego jednym z ulubionych słodkich przysmaków, choć wiedział że wiórki kokosowe niektórzy i dodawali do zwyczajnych potraw, na przykład smażyli mięso otoczone wiórkami kokosowymi, Lecz nie czuł przekonania by tak eksperymentować w kuchni. Zaraz ucałował kobietę w policzek i powoli pokierował się do kuchni, a Nellie jeszcze udała się do łazienki. Sweeney nalał w kuchni do szklanki wody i zaraz się jej napił, a po chwili sięgnął po jeszcze lekko ciepłe kokosanki, jedną właśnie ugryzł i zasmakował jej, aż zjadł całą.
Nellie po kilku chwilach weszła cicho do kuchni spoglądając na Sweeney'a, gdy próbował kolejnego ciasteczka i uśmiechnęła się czule do niego choć wiedziała, ze Pan Todd jej nie widzi. Zaraz powoli jednak podeszła do niego i przytuliła się jego ramienia szepcząc nad uchem. - Smakuje? - Sweeney uśmiechnął się na te słowa kącikiem ust i przytaknął kobiecie, a zaraz podzielił się z nią jedną kokosanką. A gdy oboje zjedli starł z kącika ust Nellie okruszek. Spoglądał w jej oczy i zaraz czule ucałował jej usta, co kobieta odwzajemniła z czułością. Czuła jak mężczyzna wodził po jej biodrach, a zaraz złapał ją w talii i posadził na blacie w kuchni. Ich usta co jakiś czas rozdzielały się na złapanie tchu, a ręce Sweeney'a znalazły się: jedna na jej talii, a drugą wsunął pod jej suknie na jej udo. Nie miał w tej chwili niecnych planów względem kobiety, no może troszkę, lecz nie chciał by stracili dzisiejszy wieczór w oczywisty i miły zarazem sposób, bo było to owocne, lecz za rejs zapłacił i nie zamierzał zmieniać można powiedzieć tego harmonogramu dzisiejszego zachodu słońca. Zawsze mogli po powrocie wykorzystać swoje siły i chęci na właśnie takie zakończenie tego dnia.
Mężczyzna spoglądał w oczy kobiety, kiedy na chwilę ich usta się rozłączyły, a Nellie w tym czasie gładziła jego szyję i kciukami dotykała jego policzków. Lecz zaraz przesunęła dłonie na jego klatkę piersiową i pogładziła go po jego torsie, z zamierzeniem po chwili by dotrzeć do guzików jego kamizelki,które po kolei i powoli zaczęła rozpinać.- Smakowały Ci kokosanki Kochanie? A gdzie dziś mnie zabierzesz..? - Sweeney spoglądał na kobietę, jak i jego wzrok zsunął się na kobiety dekolt, a zaraz znów spojrzał w jej oczy i odparł. - Oczywiście, są bardzo dobre... Wiesz co lubię. A tam, gdzie Cię zabieram to niespodzianka... Potrzebujemy małej rozrywki, a nie monotonni.. Poza tym ślicznie wyglądasz.. Ale takie czułości muszą troszkę zaczekać.. Wiesz..? - Płeć piękna uśmiechnęła się do Sweeney'a, kiedy zaraz ucałował czule jej policzek, jak i szyję, aż przesunął się wargami na jej dekolt, na co cicho zamruczała, i jej dłonie powiodły po plecach mężczyzny.
Lecz zaraz znów wróciła do jego guzików kamizelki, którą powoli rozpięła. A zaraz zabrała się za rozpięcie jego koszuli, która powoli odsłaniała jego ciało aż zakradła się do jego paska od spodni, który chciała także rozpiąć. Na co Sweeney zaśmiał się szeptem, gdy Nellie dłoń otoczyła jego ciało na biodrze i zaraz zsunęła ją na jego pośladek i zaraz zamruczała mu do ucha szepcząc. - Mój kochany golibroda, ale wiesz, że nie obraziłabym się, gdybyśmy tu zostali, tak miło teraz spędzamy czas. Sweeney zaraz spojrzał w oczy kobiety i również szepnął, ale wprost do jej ust. - Wiem, ale koniec tego dobrego, bo za chwilę nigdzie się nie wybierzemy... za bardzo się rozkokosiliśmy, jak te kokosanki... - Pocałował kobiety usta, kiedy dłonią powiodła po jego brzuchu i westchnęła, gdy mężczyzna leciutko się cofnął, zaś Nellie wzrok zrekompensował Sweeney swoim ciałem, gdy mogła choć przez tych kilka chwil popatrzeć na jego tors, czy w okolice jego spodni, gdzie ujrzała lekkie zgrubienie w okolicach jego suwaka. Co zaraz Sweeney zakrył kamizelką, którą zdjął z siebie, odchrząknął i odparł do kobiety, choć w jego głosie Nellie wyczuła i zakłopotanie i cichy śmiech. - Tak, więc ja... pójdę skorzystać z prysznica i niebawem wyjdziemy.. dobrze? - Kobieta zachichotała siedząc na blacie i pogładziła mężczyzny policzek odpowiadając. - Dobrze Sweetie. Ale dalej nie wiem, gdzie mnie zabierasz... może zdradzisz choć ociupinkę..? - Nellie poprawiła swoją sukienkę, uwydatniając dekolt, no cóż w taki sposób na mężczyzn działały kobiety, a wtedy śpiewali jak ptaszki w lesie wszystko bo tylko by zapragnęła. Lecz jakoś Sweeney ocknął się z kuszącego widoku i mruknął. - Nie ma mowy, inaczej cały wieczór nie miałby sensu, gdybyś wiedziała, gdzie się wybieramy.. jeszcze jedna kokosanka.. i uciekam, a Ty Kochanie tu czekaj.. - Ucałował policzek kobiety, a zaraz udał się do łazienki, ale zaraz poszedł do ich sypialni, by zabrać ubranie, które chciał założyć na dzisiejszy wieczór.
Kąpiel Sweeney'owi nie zeszła zbyt długo, a niebawem już ubierał się w czyste ubrania, zaś brudne włożył do kosza na pranie. Kiedy zakładał już kamizelkę i wiązał swój krawat, wyszedł z łazienki, był już prawie gotowy. Nellie krzątała się jeszcze po sklepie jak była już gotowa do wyjścia, poza tym rozczesywała włosy i czesała się jak i malowała, kiedy Sweeney brał kąpiel, a teraz przeglądała książkę kucharską, Sweeney kończył sie szykować, zakładał zaraz marynarkę na siebie, a zaraz zajrzał do sklepu Pani Lovett, gdzie właśnie kobieta przebywała i odezwał się do niej, gdy właśnie na niego spojrzała. - Za kilka chwil wychodzimy Kochanie.. no ale chyba nie zamierzasz teraz czegoś gotować..? Bo dziś nikt niczego już tu nie gotuje.. gotowa jesteś hm..? Mmm.. nowe perfumy? Tak ładnie pachnie w całym mieszkaniu.. że trudno tego zapachu nie poczuć.. - Kobieta zachichotała i dla żartu wyjęła miskę do urabiania ciasta, a gdy widziała minę Sweeney'a gdy podszedł bliżej zaśmiała się i pogładziła go po jego klatce piersiowej, po czym zaraz poprawiała mu krawat. - Sweetie... no przecież żartuje, niczego nie będę teraz robić.. A ja tak, jestem gotowa do wyjścia.. Zamknąłeś zakład na górze, hm? Perfumy..? No Skarbie, przecież od Ciebie.. Mój Ty głuptasku.. - Sweeney pokręcił głową i zaśmiał się na słowa kobiety, spoglądając na nią i dotknął nosem jej nosa. - Mam nadzieję, że żartujesz.. bo zamknę ten sklep  odłączę od reszty domu.. zobaczysz. Dobrze już? Oj ja już nie pamiętam tych zapachów, jakie wybierałem.. To co.. zbieramy się Skarbie..? - No i oboje tak postanowili zbierać się powoli, zatem Nellie zaraz poprawiała jeszcze włosy przed wyjściem, czy przypudrowała nosek, a Sweeney jeszcze czyścił swoje buty, ale zaraz zakładał na siebie swój płaszcz, w końcu nie było na dworze wieczorem zbyt ciepło, zaraz i pomagał tez kobiecie założyć jej płaszcz, aż sama zaciągnęła się czując jego perfumy, tym bardziej, że Sweeney używał perfum wyjątkowych, nie takich jak większość mężczyzn. Co prawda wydawał na nie więcej pieniędzy, ale za taki zapach było warto. Nellie jeszcze zabrała małą kopertówkę, Sweeney wsunął portfel do spodni, a zaraz zabrał klucze ze stolika i powoli mogli opuszczać dom,co zwieńczyli to całusem w policzki i zaraz wyszli. Sweeney zamykał drzwi od sklepu kobiety, jego zakład był zamknięty, wiec raczej nie musieli się martwić o coś, czego nie dopilnowali przed wyjściem.
Po chwili złapał Nellie za dłoń i ruszyli naprzeciwko sklepu, poprzez ruchliwą ulicę, gdzie czekała na nich zamówiona wcześniej przez mężczyznę dorożka, oczywiście przypomniał dorożkarzowi, gdzie jechać,kiedy do niego podszedł, puścił do niego oczko, i zapłacił mu połowę należnej kwoty.. Zaraz oboje wsiedli do środka i usiedli obok siebie, a Nellie wtuliła się w ramię mężczyzny i odezwała się czule. - To gdzie Skarbie mnie zabierasz..? Dowiem się..? - Sweeney przytaknął kobiecie i szepnął jej nad uchem kiedy dotknął wargami jej policzka.  - Tam, gdzie nigdy razem nie byliśmy.. Zobaczysz, niebawem się dowiesz.. Jak teraz powiem, to nie będzie to już żadną niespodzianką. - Puścił oczko do kobiety, kiedy otulała dłońmi jego ciało, czy gładziła go po jego kamizelce, w końcu Sweeney miał rozpięty płaszcz, więc co nieco sięgała do jego ubrania pod nim.
Mężczyzna, jak i kobieta cieszyli się na ten wieczór, tak naprawdę ich chyba pierwszą taką randkę, która miała być inna niż spędzenie czasu w domu we dwoje. W końcu jutro czekał ich ciężki dzień, rozprawa sądowa, dlatego między innymi dziś chcieli ten wieczór spędzić inaczej i nie myśleć o jutrzejszych problemach, z jakimi zapewne się spotkają na sprawie sądowej. W końcu Sweeney już sobie w głowie wyobrażał jak to będzie wyglądało i że pewnie zostanie wzięty pod lupę, jakby pół tych krzywd sam sobie zrobił, a przypisał ich zasługę Turpinowi z nienawiści do niego. Lecz teraz chciał wybić sobie z głowy te myśli, by znów powrócił do jego głowy ten romantyczny nastrój, na jaki dziś się nastawił.
Nellie ucałowała szyję mężczyzny, kiedy ten przymknął powieki i oparł głowę o zagłówek kanapy, a jego dłoń spoczywała na biodrze kobiety. Poza tym czuć było pomiędzy nimi dziś wyjątkowe uczucie, a zarazem pragnienie ciał, które skrzętnie musieli odłożyć na dalszą część wieczoru. Mimo to nie przeszkadzało im to, im bardziej siebie pragnęli tym czulej mogli sobie przed snem to okazać. W końcu zarówno kobieta jak i mężczyzna czuli, że dziś dojdzie pomiędzy nimi do zbliżenia, czułości i przede wszystkim miłości, jaką oboje do siebie czuli.
Po niedługim czasie dorożkarz się zatrzymał powoli, dotarli do portu nad Tamizą, gdzie właśnie stacjonował statkiem Charles, w końcu to tym statkiem chciał zabrać  Nellie na ich randkę. Powoli więc Sweeney wysiadł z pomieszczenia, a zaraz pomagał przy wysiadaniu kobiecie podając jej rękę, a zaraz reszta pieniędzy wylądowała w dłoni dorożkarza, któremu Sweeney podziękował.
A zaraz ruszył z Nellie w stronę przystani i uśmiechnęła się do niej kiedy spoglądała na niego pytająco, ale na jej ustach jawił się czuły uśmiech. - Tamiza? A dokąd idziemy, na statek..? - Todd spojrzał na Nellie i uśmiechnął się do niej lekko przytakując głową, - Tak, dziś sobie popływamy, spędzimy miły wieczór.. zjemy kolację, powinniśmy więcej wieczorów tak spędzać.. a nie tylko dziś. Chodźmy.. - Oczywiście na statku już było kilka par, a kiedy oni weszli na statek, zaraz przywitał ich Charles, Sweeney przedstawił Nellie. - Witaj Charlie... - Witam, zapraszam, zapraszam.. a cóż za piękność widzą moje oczy.. - Puścił oczko do Nellie, a zaraz ucałował jej dłoń, jak na dżentelmena przystało. - Witam, jestem Charles Benson. Właściciel, tego statku, a jednocześnie i kapitan.. Z Benem.. znaczy Sweeney'em  znamy się sporo lat.. Prawda? Zapraszam do stolika... Sweeney mi niewiele o Pani mówił.. ale czuję, ze wygrał los na loterii.. Przepraszam, że tak mówię.. - Miło mi Pana poznać, nie wiedziałam, że się znacie.. Ale teraz rozumiem, skąd dziś takie "długie kolejki" były.. w sklepach.. Sweeney.. Słonko... Wybaczam... Ale proszę nie przesadzać..  - No i tak powoli ruszyli poprzez pokład statku, na jedną z kondygnacji, w ustronnym miejscu, tak jak chciał Sweeney, na stoliku były świeże kwiaty w wazoniku, jak i też dwie świece w romantycznej ozdobie. Panowie nieco zaśmiali się na słowa kobiety, a Sweeney zaraz pocałował Nellie w policzek, jakby chciał się tym sposobem wytłumaczyć, że przecież szykował dla niej niespodziankę. Nellie pokręciła głową, ale oczywiście udawała to oburzenie, bo była mile zaskoczona tą chwilą, tym co ich jeszcze dziś czekało.
W tle, na statku płynęła niczym z wodą spokojna muzyka. - Kiedy Sweeney pomógł kobiecie zdjąć płaszcz, sam zdjął swój, no i zostały zabrane, jedynie Sweeney dostał na nie numerek. A kiedy Nellie usiadła zaraz podsunął jej krzesło do stolika i usiadł naprzeciwko niej, po czym Sweeney odparł do Charles'a. - Uroczo tu Charlie.. wiesz..? Ale skoro już tu jesteś możemy jak na początek zamówić u Ciebie wino..? - Charles przytaknął na słowa Sweeney'a i zaraz kiwnął głową na jednego kelnera na jego statku i rzekł do obojga. - Oczywiście.. ale z tego względu, że zaraz będziemy odpływać.. Przekazuje was w dobre ręce.. To Matthew.. Zajmie się wami i o wszystko zadba.. Mam nadzieję, że póki co wszystko jest w porządku..? Matti.. proszę o dwa menu.. - Sweeney cieszył się na tą oprawę, jaka tutaj panowała, w końcu byli w ciepłym przyjemnym pomieszczeniu, bo wieczorem na pokładzie byłoby trochę chłodno, a tu było przyjemnie, poza tym można było wyjść na pokład.

wtorek, 6 grudnia 2016

Part 361.

- Poproszę.. chleb.. rogalika z dżemem.. albo nie.. - Mężczyzna znów okazywał swoje wielkie niezdecydowanie, choć i tak już w obecności właścicielki nie czuł się tak swobodnie, a wręcz jakby skurczył się lekko w sobie bo nie spodziewał się spotkania z nią. Tym razem Pani Lovett obdarzyła go wymownym spojrzeniem, a kolejny komentarz już cisnął się jej na usta. - Chleb.. pół kilo szarlotki.. pięć babeczek i trzy drożdżówki.. - Nellie z pomocą pani Hoffman zapakowała całe zamówienie mężczyzny i zaraz podliczyła całość na rachunku.
- To będzie razem 17 funtów.. A na następny raz, proszę żeby był pan bardziej zdecydowany.. Nie chcemy tracić potencjalnych klientów, którzy pomyślą, że nie ma sensu czekać w tak licznej kolejce, jaką spowodowała jedna osoba.. Jeszcze pomyślą, że to wina obsługi, a to kompletnie mija się z prawdą.. - Kobieta podała mu pieczywo i słodkości w papierowych torebkach, a w zamian oczywiście dostała zapłatę, którą umieściła w kasie. Na twarzy klienta pojawił się kolor czerwony i po krótkich i zresztą niewyraźnych przeprosinach wycofał się do drzwi, wreszcie popychając kolejkę do przodu.
Sweeney w tym czasie właśnie wysiadał z dorożki, która dowiozła go do portu. Golibroda w poszukiwaniu właściwego statku przechadzał się wzdłuż wodnych pojazdów oferujących rozmaite oferty. Jednakże zanim zdecydował się na coś konkretnego, minęło trochę czasu. Zależało mu w końcu, by nie natrafić na wielki okręt, oferujący jedynie coś ciekawego dla turystów, pozbawiony jakiegokolwiek klimatu i prywatności. Nie o to przecież chodziło. W końcu zatrzymał się przy jednym ze statków, który jakoś od razu wpadł mu w oko. Od razu wszedł na pokład i rozejrzał się za kimś, kto mógłby udzielić mu informacji, których potrzebował. W końcu znalazł kogoś takiego na dziobie.
- Przepraszam.. czy dzisiaj wieczorem odbędzie się rejs..? Są może jeszcze jakieś wolne miejsca? - Todd podszedł do owego człowieka, który dopiero teraz bez pośpiechu się do niego odwracał.
- Hm.. owszem. Tak. Dziś miejsc jest dość sporo. Gorzej na pewno byłoby w piątek. - Gdy blondyn w średnim wieku odwrócił się do Sweeney'ego, przez jego twarz przemknęło najpierw zdziwienie, a zaraz potem pojawił się wielki uśmiech. - Benjamin.. to Ty..?
- Charles.. nie wierzę..! Tak, to ja.. choć aktualnie to raczej Sweeney Todd, nie Benjamin Barker.. Tyle lat.. Zmieniłeś profesję..? - Mężczyźni przywitali się ze sobą. Charles był jednym ze znajomych golibrody z okresu wygnania z Londynu, przemierzyli wspólnie spory kawałek świata. Przez czas podróży i morderczej pracy zaprzyjaźnili się ze sobą, choć od momentu gdy Sweeney został w Londynie, nie spotkali się ani razu.
- Też ciężko w to uwierzyć, a jednak.. Niesamowite, prawda.? Co u ciebie słychać..? Tak, skończyłem pływać po całym świecie, chwytałem się różnych prac na lądzie, ale jednak statki, woda to moje całe życie. Jestem właścicielem tej łajby, dobrze więc trafiłeś. Mogę wiedzieć co cię tu sprowadza..? Może usiądziemy..? - Charles wskazał dawnemu przyjacielowi jeden z najbliższych stolików i obaj tam zasiedli.
- Prawda, prawda.. nigdy bym się tego nie spodziewał.. Co słychać u mnie.. mógłbym opowiadać godzinami i chyba wciąż nie powiedziałbym wszystkiego.. może kiedyś wpadniesz do mnie i do Nellie na obiad.. czy na kolację, spędzimy miło czas, porozmawiamy..? Teraz niestety nie mam tak wiele czasu, zrobiłem przerwę w pracy.. Tutaj chciałbym jedynie spędzić wyjątkowy wieczór z moją wybranką, czasami warto wyjść gdzieś poza dom, poza znane kręgi i trochę się wysilić.. Ona całkowicie na to zasługuje. - Sweeney uśmiechnął się na myśl o Pani Lovett. Sam był zdziwiony, że mówi w ten sposób i naprawdę planuje spędzić tutaj romantyczny wieczór ze swoją ukochaną. Kiedyś w ogóle nie byłoby go na to stać, przypominał osobę wypaloną z uczuć lub kompletnie ich pozbawioną. Teraz za to był kimś prawie całkowicie innym, a za każdym razem kiedy myślał o Nellie, czuł ciepło na sercu.
- Z chęcią wpadnę lub też zaproszę was do siebie.. Poza tym z przyjemnością poznam tą twoją Nellie, bo to o niej mowa, prawda..? To narzeczona, a może.. żona..? Chyba, że czekasz jeszcze na odpowiednią chwilę by do tego wszystkiego doszło.. No cóż, w każdym razie musisz powiedzieć mi czego dokładnie sobie życzysz, a ja wraz z załogą postaramy się aby było tutaj tak jak sobie wymarzysz.. - Charles co prawda miał bardzo dobrą pamięć i wiedział, że jego przyjaciel miał kiedyś żonę i na pewno nie miała na imię tak, jak kobieta, którą wymienił, ale nie miał zamiaru poruszać tematu podczas tego krótkiego spotkania. Zresztą nietrudno było domyślić się, że skoro nie był z Lucy, to coś musiało się wydarzyć. Mężczyzna i tak cieszył się z faktu, że golibroda trzyma się dobrze i nie idzie sam przez życie. Todd wyjaśnił mu, że chciałby by ich stolik był w miarę możliwości w odosobnionym miejscu, by na ich stole znajdowały się kwiaty i świece, a gdzieś w tle grała spokojna muzyka, do której można zatańczyć. Nie martwił się już o menu, ponieważ widział, że Charles bardzo dobrze orientował się w tym temacie i czuł, że mógł mu zaufać. Wkrótce pożegnał się z przyjacielem i ruszył w dalszą drogę, a mianowicie na pocztę. Tam wysłał list do Sophie, po czym udał się na zakupy. Robił to wszystko już w szybszym tempie - Nellie przecież nie wiedziała, że udał się jeszcze do portu, a wręcz miał nadzieję, że tak dobrze nie pamiętała o wczorajszej propozycji i że cały ten wieczór ją zaskoczy. Mimo to wiedział, że będzie dopytywała się z czym zeszło się tak długo, bo jednak rezerwacja stolika zabrała mu przez spotkanie z Charles'em więcej czasu niż na to przewidywał. Tym razem musiał skłamać w dobrych intencjach. Najbardziej z tego wszystkiego obawiał się jednak chyba zniecierpliwionej kolejki klientów przed jego zakładem.
Sweeney wrócił do domu wejściem sklepowym, a gdy spojrzenia jego i Nellie spotkały się, kobieta obsłużyła ostatniego klienta i wróciła do domowej części, gdzie po chwili spotkała się z ukochanym.
- Z czym tak długo Ci się zeszło, Kochanie? To pewnie kolejki w sklepie i na poczcie, prawda..? Że też ci ludzie zamiast pracować, ciągle zalegają w takich miejscach.. - Pani Lovett pocałowała mężczyznę i usiadła w salonowym fotelu. Była już trochę wycieńczona pracą w sklepie, lekko dokuczały jej plecy.
- Tak jak mówisz.. kolejki niewyobrażalne.. A poza tym, Nellie.. miałaś sobie odpuścić sklep i się zrelaksować, a tu proszę.. kota nie ma, mysz harcuje.. - Golibroda odstawił do kuchni torby z zakupami i wrócił do salonu. - Nie wiesz czasem, czy dużo osób czeka tam do mnie na górze..? Zresztą sam zaraz pójdę sprawdzić, ale chciałbym też coś zjeść, bo zgłodniałem..
- To wszystko przez jednego klienta. Przyszedł taki za przeproszeniem grubas i nie mógł zdecydować się, czym dzisiaj napchać sobie brzuch.. Więc wkroczyłam do akcji, a później zostałam tak z przyzwyczajenia.. Nie mam pojęcia, ale jak już to przeproś klientów i przyjdź jeszcze zjeść obiad.. robienie przerw co pół godziny też mija się z celem..
- Dobrze więc, za chwilę wrócę i zjemy obiad.. - Sweeney udał się na górę, by sprawdzić ile klientów na niego czeka i przedłużyć przerwę jeszcze o jakieś dwadzieścia minut. Zaś Pani Lovett w kuchni podgrzewała pierwsze danie. W międzyczasie ustalała jeszcze szczegóły kolejnego dnia z Julią, ponieważ dla niej i Sweetie'ego łączył się on z pierwszą rozprawą - dlatego też nikt nie mógł pomóc pani Hoffman w sklepie. Piekarka przekazała kobiecie klucze do sklepu, by potem został przez nią zamknięty i pracownica wkrótce opuściła lokal. Nellie nalewała właśnie zupę na głębsze talerze, kiedy usłyszała powrotne kroki mężczyzny na schodach.
- I jak tam sytuacja na górze, hm..? Sweetie, pamiętasz, że przed jutrzejszą rozprawą musimy jeszcze zajrzeć do szpitala, by zdjęli mi wreszcie te szwy..? Chciałabym mieć już ten jutrzejszy dzień za sobą.. Johanna i Berta też tam będą, prawda..? - Pan Todd pomógł kobiecie w przeniesieniu obiadu na stół i zaraz oboje zasiedli przy nim do posiłku.
- Mam tam pięciu klientów, ale udobruchałem ich małą zniżką.. Tak, tak.. musimy wyjść wcześniej z domu. Wiem Kochanie, ale nikt niestety nie przeżyje tego za nas. Nie rozmawiałem z Johanną o tym, ale zakładam, że tak.. przecież obie uważane są za jego najbliższą rodzinę.. Myślałem co nieco o tym, że wieczorem pewnie będziemy siedzieć i stresować się jutrzejszym dniem.. jeśli zostaniemy w domu.. Dlatego dzisiaj zabieram Cię gdzieś.. - Golibroda puścił oczko do kobiety, po czym już szybciej zabrał się za jedzenie, nie chciał zawieść klientów.
- Ale nie mam co łudzić się, że powiesz mi gdzie, hm..? Pamiętam o czym wczoraj wspominałeś, ale nie wiem czy mogę być pewna, że to akurat to miejsce.. - Nellie odstawiła swój talerz do zlewu i zabrała się za nakładanie drugiego dania.
- Wszystkiego dowiesz się w swoim czasie.. I wiesz, drugie danie zjem jak skończę swoją wartę w zakładzie.. Obiad jest pyszny, ale też nie chcę stać taki najedzony. - Również wstawił swój talerz do zlewu, ale zanim wyszedł z kuchni, objął Panią Lovett i oparł swoje czoło o jej czoło. - Czeka mnie jeszcze trochę pracy, ale chciałbym żebyś w tym czasie się zrelaksowała i nie pracowała tylko z racji na to, że ja pracuję na górze.. Jak tylko będę mieć wolną chwilę to zajrzę do Ciebie, dobrze..? - A zaraz czule pocałował Nellie i opuścił kuchnię.
Kobieta zjadła drugie danie i zabrała się za zmywanie wszelkich brudnych naczyń, by nie trzeba było robić tego później. Potem zdecydowała się na zrobienie kokosanek, które Sweeney zawsze uwielbiał. Rozmyślała trochę nad tym, gdzie zamierzał ją zabrać i czy rzeczywiście będzie to rejs po Tamizie. Była tego bardzo ciekawa, ponieważ jej ostatni rejs po rzece przypadał na bardzo odległe lata, a było to magiczne przeżycie nie tylko dla turystów z całego świata, ale i dla starych mieszkańców stolicy.
Spędziła więc jeszcze trochę czasu w kuchni, aż ciasteczka upiekły się i pozostawiła je do wystygnięcia. Postanowiła również przygotować sobie wieczorny strój, bo gdziekolwiek Pan Todd chciał ją zabrać, zamierzała wyglądać olśniewająco. Poza tym mocno wzięła sobie do serca słowa Sweetie'ego i niebawem przygotowywała dla siebie gorącą kąpiel w łazience na górze. Zabrała ze sobą ulubioną książkę i już wkrótce znalazła się w wodzie. Nie mogła sobie pozwolić na szalenie długą kąpiel ze względu na szwy, lecz też nie musiała całkowicie omijać wody, ponieważ nie była to już tak świeża rana, a nici były mocne. Czuła się bardzo dobrze, ciepło wody działało relaksująco, jak nic innego. Nellie odpuściła sobie jednak czytanie książki i po prostu leżała w wannie nie myśląc o czymś konkretnym. Za jakiś czas usłyszała kroki golibrody, jak i jego nawoływanie jej.
- Jestem w łazience..! - Odparła Nellie i nieco poprawiła swoje włosy, przewidując że Sweeney zaraz ją tam odwiedzi.
- Uporałem się ze wszystkimi, na razie nie ma nikogo. Zresztą niedługo kończę. Zaczekać tutaj na Ciebie..? - Sweeney przechadzał się po pokoju, choć cały czas nasłuchiwał, czy nikt nie wszedł do zakładu.
- Jeśli chcesz, możesz mnie tutaj odwiedzić.. Nie widzę żadnych przeciwwskazań.. - Zatrzymał się na słowa kobiety, chwilę zastanowił, a zaraz drzwi od łazienki zaczęły powoli się uchylać. Mężczyzna oparł się o futrynę, a na jego twarz wpełzł charakterystyczny uśmiech. Nellie przesunęła stopą po krawędzi wanny, po czym przywołała go do siebie gestem ręki. Sweeney powoli podszedł do wanny i usiadł na jej krawędzi. Nie mógł oderwać wzroku od ciała kobiety, które teraz w nielicznych miejscach było zasłonięte pianą. Ciężko było mu się jej oprzeć, ale tym razem znów miał na głowie otwarty zakład i przez to znów nie mógł dopuścić do tego, czego podświadomie pragnął.
- Pewnie nie przyłączysz się do mnie, hm..? Ale podasz mi ten biały ręcznik kąpielowy..? - Sweetie zaraz sięgnął po ręcznik, ale oprócz niego położył na podłodze mniejszy ręczniczek pod stopy. Stanął przy wannie z dużym ręcznikiem, którym otulił Nellie, kiedy tylko stanęła w wannie. Potem lekko podniósł kobietę i tym sposobem stała już obok niego. - Obiecasz mi, że wrócimy do tego, Sweetie..?
- I to nie jeden raz, obiecuję. - Przytulił do siebie kobietę, po czym musnął jej czoło. - Chciałbym żebyśmy wyszli z domu w okolicach dziewiętnastej, dobrze..? A teraz, poradzisz już sobie sama..? Zorientuję się czy ktoś tam jeszcze na mnie nie czeka, posprzątam i wracam do Ciebie.
- Dobrze, akurat zdążę się przygotować. W porządku. A w kuchni czekają na Ciebie ulubione ciasteczka.. - Pani Lovett rozstała się po raz kolejny z ukochanym, choć jeszcze na jakiś czas pozostała w łazience. Póki rzeczywiście miała trochę czasu dla siebie, postanowiła go wykorzystać na pielęgnację twarzy i ciała, co oznaczało różne kremy i maseczki. Sweeney w tym czasie porządkował w zakładzie, a kiedy para skończyła swoje zajęcia, jak i małe sprzątanie w domu, już niewiele czasu pozostało do planowanej godziny wyjścia.

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.