SCM Music Player.

Bohaterowie.

niedziela, 26 marca 2017

Part 366.

Sweeney na słowa kobiety uśmiechnął się lekko, ale tak naprawdę czuł, że dziś wpisze ten dzień raczej, do tych nie najlepszych. Z samego względu, że pewnie sędzia nie będzie im przychylny, w końcu Londyn w większości był miastem trudnym, skorumpowanym i w każdym ciemnym zaułku nocą, bądź i w dzień kryły się tam takie zagadki i o których nie chcieliby wiedzieć, a nawet mieć pojęcie. Również pogładził dłoń kobiety i odezwał się do niej spoglądając w oczy. – Mam nadzieje, że ława przysięgłych to nie są opłaceni urzędnicy, by tylko Turpina obronić. – Westchnął cicho i powoli oboje jedli śniadanie, ale bardzo mozolnie, że w sumie po jednej kromce chleba i jajecznicy, która już szybciej została zjedzona, niż pieczywo. Nellie spoglądała na Sweeney’a i pogładziła jego policzek, miała nadzieje, że nic złego się dziś nie stanie, bo jednak jakieś awantury i linczowanie w sytuacji oskarżonego mogły się dziać przed sądem. 
- Sweeney.. będzie dobrze, ta rozprawa nie jest dla niczyjej uciechy, mają go w końcu skazać, mam nadzieje, że to się stanie szybko i to będzie pierwsza i ostatnia rozprawa na jakiej będziemy. Kochanie… napij się, powoli trzeba się szykować.. – Oboje byli nieco zdenerwowani, zestresowani i trudno im było dziś cieszyć się na wspomnienie o wczorajszym wieczorze. Sweeney napił się kawy jeszcze, a Nelie niebawem sprzątała po śniadaniu, choć spoglądała na Sweeney’a jak wstawał i poprawiał swój szlafrok na sobie. Podszedł do kobiety i ucałował jej policzek szepcząc na uszko. – Dziękuję Kochanie za śniadanie… i za wczoraj, było cudownie, szkoda że dziś trzeba wrócić do rzeczywistości.. zajrzę jeszcze na piętro do zakładu.. – Ucałował Nellie policzek i przez chwilę pogładził ją po biodrze, a zaraz udał się na piętro po schodach, by zajrzeć do zakładu czy wszystko w porządku. 
Nellie oczywiście uśmiechnęła się nawet już po odejściu mężczyzny, cieszyła się z tego, że miło wspominał wczorajszy wieczór, zresztą ona również. W końcu nie mieli zbyt wiele okazji do spędzenia miłego wieczoru. Gdy Nellie powoli pozmywała po śniadaniu, zaraz udała się do łazienki, by się przygotować do dzisiejszego dnia, a tym bardziej do wyjścia w celu udania się na rozprawę sądową. Kobieta właśnie brała natrysk, jeszcze wspominała myślami wczorajsze czułości, jakimi uraczył ją Pan Todd, ale nie chciała też całkiem się rozmarzyć na ten czas i chciała skupić się na tym co ich czeka, na co cicho westchnęła zaraz po prysznicu okrywając czule swoje ciało ręcznikiem. 
W tym czasie Pan Todd zajrzał do swojego zakładu, czy wszystko w porządku, nawet otworzył na chwilę drzwi, by sprawdzić, czy listonosz niczego nie zostawił, bo czasem coś znajdywał w ramie drzwi, lecz dziś jedynie była jego prenumerata „Brzytwy”, którą zaraz wziął i zamknął drzwi, z powrotem, w końcu na dworze nie było specjalnie ciepło, a zakład jak i sklep Pani Lovett by zamknięty, zresztą mieli już od wczoraj wywieszone tabliczki, że ich przedsiębiorstwa są nieczynne. Powoli Sweeney udał się do sypialni i tam powoli się ubierał, założył na siebie koszule, potem i zawiązał krawat, następnie włożył na siebie kamizelkę i przysiadł na łóżku, by rozpakować prenumeratę swojego czasopisma, chciał poznać jakieś nowe tajniki, techniki golenia, o ile coś nowego zamieszczała ta gazeta.
Nellie zaś powoli ubierała się w łazience, zakładając powoli bieliznę, oczywiście gorset, pończochy, a potem jak zawsze swoją niecodzienną suknie, dziś wybrała dość spokojną, delikatną, nie chciała emanować w sądzie swoją kobiecością. Suknia Nellie była w kolorze ciemnej zieleni, z czarnymi elementami, a gdy doprowadziła swoje włosy do ładu i użyła dziennych kosmetyków na twarz, jak i użyła perfum, choć jeszcze czuła w łazience zapach unoszących się perfum mężczyzny. Gdy Nellie wyszła gotowa z łazienki, zastanawiała się, gdzie jest Sweeney, ale zaraz go znalazła, spoglądając jak siedział na zaścielonym łóżku i przeglądał czasopismo, ale że siedział tyłem do niej to jej nie dostrzegł. A zaraz kobieta powoli przeszła się koło łóżka i spojrzała na twarz golibrody uśmiechając się, kiedy widziała, że Sweeney przysypiał nad czasopismem. – Sweetie… Skarbie… spać Ci się chce..? Położyłbyś się, gdybyśmy nie musieli iść na rozprawę.. – Mężczyzna zaraz uniósł spojrzenie na Pania Lovett i odparł jak nieco rozbudzony. – Tak, troszeczkę.. Wiem, wiem.. gotowa, hm..? Już nie śpię.. chyba będziemy się zbierać prawda? Może lepiej być tam wcześniej, pewnie dziś sąd będzie wrzał przed wejściem… A wolałbym, by nas to ominęło. – Nellie zaraz pochyliła się nad Sweeney’em i objęła jego twarz w dłonie całując lekko jego usta, przy czym pogłaskała jego policzki, tak że pomiziała i jego baki. – Gotowa. Dobrze Kochanie. Ach nie chce o tym myśleć.. Dobrze, możemy już jechać i tak musimy, dużo czasu nam nie zostało.. Chodź, zbierajmy się, potem obiecuje, że odpoczniesz… Kochanie, no chyba ja Cię aż tak nie zmęczyłam wczoraj, hm..? – Uśmiechnęła się delikatnie do Sweeney’a, który zaraz wstał z łóżka i położył czasopismo na stoliczku nocnym, po czym zmarszczył czoło spoglądając na Nellie. Ucałował jej usta przelotnie i zaraz podszedł do fotela na którym leżała jego marynarka i zakładał ją na siebie. 
Nellie zaraz udała się za Sweeney’em i oboje zeszli na parter. Powoli szykując się do wyjścia, Nellie spakowała też swoją torbę, a zaraz Sweeney pomagał kobiecie włożyć płaszcz, po czym, sam zakładał swój na siebie i zaraz Nellie poprawiała mu kołnierz, a Sweeney oparł lekko swoje czoło o czoło kobiety i odparł. – Poradzimy sobie, zobaczysz… nie mogą nam wejść na głowę, to my przeżywaliśmy te różne sytuacje, te wszelkie sytuacje zła, ze strony Turpina i to my wiemy najlepiej co się działo.. Prawda? Ne pozwólmy by jakaś ława przysięgłych, czy zmanipulowany i opłacony adwokat tego kretyna stworzyli sytuacje, że to my staniemy w kropce. Poza tym zabrałem ze sobą te anonimy, które rzucali nam w okno.. Nie dajmy się sprowokować.. Zresztą co ja mówię, na pewno puszczą nam nerwy… chyba potem będziemy leczyć się Relanium.. Ech.. Chodźmy Kochanie, lepiej się nie spóźnić.. – Uśmiechnął się delikatnie do kobiety i pocałował jej nosek, a zaraz i usta, po czym Nellie gładziła jego policzki. – Sweeney… Spokojnie, ja wiem że się denerwujesz, ja też jestem zdenerwowana, ale proszę Cię… Pomyśl o czymś miłym.. ja wzięłam tabletki i wodę, gdyby ktoś z nas miał dość tej sytuacji, ale wolałabym byśmy dotrwali tej rozprawy do końca, chce usłyszeć wyrok na tego zwyrodnialca, bo inaczej rozszarpię tych padalców z ławy przysięgłej, jak wyrok będzie inny.. Sędzia na pewno był przekupiony, więc już nawet o nim nie mówię.. Jeszcze nie słyszałam o tym by sędzia miał inne zdanie na wyrok, niż ława przysięgłych… - Powoli  już wychodzili z domu, w końcu jednak czas ich troszkę naglił, więc już po kilku minutach byli w powozie, który zwołał Sweeney z woźnicą, gwiżdżąc na niego. Do sądu nie minęło wiele czasu kiedy tam podjechali przed same schody, prowadzące do tego majestatycznego gmachu z olbrzymimi filarami. Kiedy Sweeney wysiadł i zaraz pomagał wysiąść kobiecie już widział ten tłum ludzi, nawet niektórzy mieli jakieś materiały z napisami „Wyrok śmierci dla Turpina!” czy „Sędzia Turpin to diabeł!”. 
Przed sądem więc było głośno, oczywiście była tu policja, która próbowała trzymać porządek, no ale chyba średnio mundurowym to wychodziło. Znaleźli się i reporterzy, którzy rozmawiając z ludźmi spisywali ich słowa niczym zeznania, lecz też kilkoro ludzi wchodziło po schodach do sądu, tak samo jak zaraz i oni. Z niektórymi ludźmi się witali, zresztą byli to też ich sąsiedzi, z ulicy Fleet Street, czy innych miejsc, gdzie uczęszczali na zakupy, czy gdziekolwiek indziej. Potem już otuliło ich to nieprzyjemne wnętrze sądu, wysokie sufity, kolumny, schody, a także i prawnicy przechadzający się w swoich togach. Sweeney spojrzał na wezwanie, które trzymał w dłoni i zaraz z Nellie udali się na pierwsze piętro, gdzie mieli udać się do Sali rozpraw. 
Tak naprawdę nie obejrzeli się kiedy dotarli na piętro, a zaraz na Sweeney’a wpadła plecami jego córka, która widocznie chciała się odwrócić, no ale zderzyła się z nim. - Przepraszam, nie zauważyłam Pana… - Jednak gdy odwróciła się i ujrzała, że to jej ojciec, zaraz uśmiechnęła się lekko choć nieco smutno. – Och przepraszam… nie widziałam, że idziesz.. idziecie.. Dzień dobry Pani Lovett… - Dzień dobry Johanno, miło Cię widzieć, szkoda, że w takich okolicznościach.. Jesteś tu z Bertą? - Nellie uśmiechnęła się do kobiety, oczywiście Panie się przywitały, jak i Sweeney z córką, choćby pocałunkiem w policzek. Nie było już wiele czasu na rozmowy, wiec jedynie Sweeney zapytał, czy wszystko w porządku i czy jego wnuczek zdrowy, w końcu wypadało, by też spotkali się niebawem, bo nieco czasu minęło od ich ostatniej rozmowy, widzenia się. Berta oczywiście była tutaj, oczywiście też była świadkiem na rozprawie, w końcu to wszystko działo się pod jej niestety uśpionym mocno okiem. Z Bertą także się przywitali, większość jej współczuła związku z takim człowiekiem, jakim był Turpin.W końcu powoli sala została otwarta i ludzie zaczęli do niej wchodzić, oni oczywiście też. 
Kiedy świadkowie i inni ludzie, jak publiczność, zajęli swoje miejsca, wtedy do sali wchodził po kilku minutach skazany Sędzia Bernard Turpin zaszczycił wszystkich swoją obecnością w obstawie policji, która go tu doprowadziła do ławy przed sądem i został tam niemal usadzony na krześle, ale policjanci od niego nie odchodzili. 
Turpin nie wyglądał ujmująco, miał kilkudniowy zarost na twarzy, trochę w nieładzie miał włosy, ubranie brudne, choć już miał na sobie ubranie z aresztu, ale widać nie cackali się z nim. Lecz jego wyraz twarzy nie zmienił się jednak, ciągle był tym wrednym obślizgłym sędzim, który nie znał słowa – Dosyć. Jeszcze niektórzy wchodzili, było już słychać komentarze na sędziego, poza tym spojrzał zaraz na Nellie i Sweeney’a, który cicho warknął wręcz na niego. A kobieta zaraz pogładziła lekko jego ramię i szepnęła mu nad uchem. – Spokojnie Skarbie.. pamiętaj co mi mówiłeś.. nie dajmy się sprowokować, poza tym jeszcze nic się nie wydarzyło. – Sweeney przytaknął do kobiety i zaraz ucałował lekko jej policzek. A za nimi ktoś mówił cicho, oczywiście w stronę Turpina. – Wreszcie go skażą, zakałę tego miasta. Najpierw panoszył się ściągając podatki, potem aresztował mojego męża za to, że napił się kieliszek wina, a innym razem jeszcze go pobił rękami koleżków… Wreszcie dobiorą się do jego dupska..! W więzieniu nie będzie tak dobrze.. Oj nie będzie.. na miejscu Berty już dawno bym go zostawiła.. Po kolejnych pięciu minutach pojawiła się kurtuazja, od razu było widać po tych ludziach, że nie byli zwykłymi mieszczanami. Potem wszedł jeden policjant w mundurze i odparł na głos. – Proszę wstać, wysoki sąd idzie! Rozprawę przeciwko sędziemu poprowadzi sędzia Tim Senden. – Wtedy wszyscy wstawali, szepty były coraz mniej wyraźne i głośne, aż pojawił się sędzia. 
Mężczyzna w peruce, w średnim wieku około 40 lat, z lekkim zarostem, w todze, który zaraz z dokumentami doszedł do swojej ławy i przysiadł, biorąc w dłoń młotek i uderzył nim w miejsce do tego przeznaczone. – Proszę o ciszę! – Spojrzał zaraz posępnie na oskarżonego, a po chwili omiótł wzrokiem ludzi zebranych i odparł odkasłując. – Sprawa przeciwko Sędziemu Bernardowi Turpinowi. Oskarżony proszę wstać… Bernard Turpin, sędzia Londyński, człowiek wymiaru sprawiedliwości oskarżony o matactwa w prawie, o szantażowanie, grożenie, a także użycie siły fizycznej, znęcanie się, aresztowanie obywateli Londynu: Pana Arnolda Dickensa, Pana Roberta Trown'a, Pana Stephena Georg'a, Pana Sweeneya Todd'a i Pana Franka Bones'a. Doprowadzenie prawie do rychłej śmierci Pana Sweeney’a Todd’a. Oskarżony o zniszczenie mienia należącego do Pani Bern, a także Pana Puckett’a i Pani Lovett i grożenia Pani Lovett, a także naruszenie jej ciała poprzez osoby trzecie za pomocą tępego narzędzia… A także nieodpowiednie i lubieżne zachowania względem kobiet z klubu Pretty Lady, które zostały brutalnie zgwałcone.. Pani Catherine Blood i Pani Sarah Preit... - Nellie jak i Sweeney mogli poczuć się niczym zobowiązani, że działała poprzez ten akt policja z Londynu jednak po ich stronie, być może była to czyjaś zasługa, ale to było dla nich plusem. A zaskoczeniem było dla wielu to, że jednak plotki o sędzim, że korzystał z usług pań lekkich obyczajów okazały się prawdą. 
Sweeney złapał Nellie za dłoń i spojrzał na nią przez chwilę uśmiechając się lekko, ale jego oczy już przybrały wyraz bólu i złości, a także frustracji, w końcu w jego mniemaniu powinien być dodatkowo oskarżony o gwałt na jego żonie, a także jej zabójstwo i porwanie jego dziecka, które przywłaszczył sobie jak przedmiot. - Oskarżonemu grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności, bez wcześniejszego zwolnienia. - Sędzia oczywiście wcześniej wiedział z czym ma do czynienia, ale kiedy to czytał, to aż kręcił głową ile było treści aktu oskarżenia. - Zwyrodnialec i gwałciciel! - Ktoś ze świadków krzyknął z sali, na co zaraz reagował sędzia uderzając młotkiem o ławę. - Spokój! Po chwili Turpin oczywiście jako oskarżony został poproszony o podejście do ambony obok sędziego i tam zasiadł, po czym sędzia spoglądając na niego odparł oczywiście przywołując akt oskarżenia ponownie. – Panie Turpin.. został Pan oskarżony o wiele różnorakich przestępstw… Proszę powiedzieć jak było naprawdę. Przyznaje się Pan do aktu oskarżenia? 

piątek, 13 stycznia 2017

Part 365.

Pani Lovett nie chciała aby Sweetie choćby na chwilę zaprzestał tych czułości wobec niej, dlatego cały czas utrzymywała swoje dłonie na głowie mężczyzny, nie pozwalając mu na oderwanie się od jej ciała. - Nie przestawaj.. och.. - Todd oczywiście spełniał wszystkie słowa, jakie tylko usłyszał od Nellie, w końcu jemu także sprawiało to przyjemność. Sweeney z czasem jeszcze bardziej zwiększył intensywność swoich ruchów. Gdy spojrzenia pary się spotykały, były niczym jak kolejny wyraz wulkanu uczuć, jaki pomiędzy nimi panował. Była to zarówno, miłość, pożądanie, jak i wielka, powoli zaspokajana tęsknota ciał. Z racji tego ostatniego, długo nie potrwało zanim nadeszła chwila największego uniesienia, której doznali niemalże jednocześnie. W końcu wylądowali obok siebie na łóżku, Nellie wtuliła się w ciało Sweeney'ego, kiedy powoli wyrównywała swój oddech. Golibroda objął ręką kobietę, a zaraz szepnął do niej. - Kocham Cię.. Jesteś niesamowita.. A teraz.. pewnie masz już ochotę położyć się spać, hm..?
- I wzajemnie Skarbie.. Spać..? Nie.. Właściwie to mam coś jeszcze w planach.. Co prawda miało to wyjść w innej kolejności, ale sprawy potoczyły się inaczej.. Obiecuję, że będziesz zadowolony.. - Kobieta ucałowała czule wargi ukochanego, a za chwilę wyszła z łóżka i założyła swój szlafrok. - Zaczekaj tu na mnie, dobrze..?
- Tak..? Brzmisz całkiem intrygująco.. - Sweeney odwzajemnił pocałunek, lecz zdziwił się nieco, że Nellie go opuszcza. - Nigdzie się stąd nie ruszam.. - Puścił do niej oczko, aż w końcu kobieta opuściła ich sypialnię i powędrowała gdzieś w celu przygotowania swojej niespodzianki. Pani Lovett szybko znalazła się w swojej dawnej sypialni na dole, gdzie zajrzała do jednej szafy w celu znalezienia jednego ukrytego na specjalną okazję pudełka. Gdy wreszcie je znalazła, udała się do łazienki. Tam otworzyła pudełko i wyjęła z niego całą zawartość, czyli czerwoną, koronkową bieliznę, a do tego pas do pończoch i same pończochy. Nie brakowało tam również wysokich szpilek, które jeszcze bardziej miały dodać efektu całemu kompletowi. Kobieta włożyła wszystko na siebie z wielką starannością, chciała aby wszystko leżało na niej idealnie. Obejrzała się w lustrze, aby sprawdzić czy wszystko rzeczywiście jest w porządku, po czym znów włożyła na siebie szlafrok, w którym wyszła z sypialni. Przed wejściem na górę zabrała jeszcze z salonu płytę winylową z dość nastrojową muzyką, a zaraz była już z powrotem na górze. Sweeney w dalszym ciągu leżał na łóżku, częściowo przykryty kołdrą. Czytał swoje ulubione czasopismo, ponieważ zeszło się trochę zanim Nellie wróciła i sam już nie wiedział co ma ze sobą robić. Jednak kiedy weszła, gazeta przestała mieć już jakiekolwiek znaczenie. Od razu rzuciły mu się w oczy pończochy, wysokie obuwie i staranniejsza fryzura. Golibroda powoli zaczynał się domyślać, co jego ukochana przygotowała, choć dalej nie wierzył w to co widzi. Pani Lovett uśmiechnęła się do niego uwodzicielsko i podeszła do gramofonu, w którym wymieniła płytę, a kiedy tylko ustawiła na nią igłę, w pokoju rozległe się pierwsze dźwięki. Zaraz znalazła się na środku sypialni i zrzuciła z siebie szlafrok, przy czym odsłoniła resztę swojego zmysłowego stroju. Stanęła prosto, trzymając nogi razem, po czym rozpuściła luźnego koka na głowie, pozwalając włosom ułożyć się już samemu. Kiedy wyczuła odpowiedni moment w piosence, ułożyła ręce na biodrach i powoli zaczęła nimi kołysać. Spoglądała przy tym na Sweetie'ego, uśmiechała się do niego kusząco. Cieszyła się tym, że jest tak samo podekscytowany jak ona. Było to w końcu coś w rodzaju prywatnego przedstawienia, którego tak naprawdę nikt z nich nie miał okazji wcześniej doświadczyć. Właśnie z tego względu było to jeszcze bardziej intymnym przeżyciem. Nellie zbliżyła się do strony łóżka na której znajdował się Sweeney, oparła najpierw jedną nogę na krawędzi łóżka i powoli zsuwała z niej pończochę, po czym zrobiła to samo z drugą nogą. Tym razem wtrącił się również Sweeney, który nie mógł się już powstrzymać. - Może Ci pomóc, hm..? - I szybko, przewidując że raczej mu na to nie pozwoli, znalazł się przy tej części stroju i ściągnął ją przy pomocy zębów. Kobieta zaraz dotknęła jego twarzy, a palcem wskazującym drugiej ręki pomachała palcem na znak sprzeciwu, jednocześnie z wydętymi ustami. Jednak kiedy odwróciła się, uśmiechnęła się pod nosem z zadowolenia, że wszystko idzie według jej planów. Chciała być jak najbardziej kusząca, dlatego zanim wróciła na wcześniejsze miejsce, zakołysała pupą przed mężczyzną, choć tym razem była szybsza od niego i nie zdołał jej dotknąć. W końcu najlepsze miało przyjść na końcu, a tym czasem pragnęła doprowadzić go do szaleństwa przez choćby brak pozwolenia na jakikolwiek dotyk. Nellie znów wróciła do swojego tańca, gdzie kołysała biodrami w różnych kierunkach, rysowała nimi ósemki, momentami zamykając przy tym oczy i dotykając swego ciała w różnych miejscach. Zwyczajnie dała się ponieść tej nastrojowej muzyce, co dało się odczuć w jej seksownym tańcu, który wyglądał całkowicie naturalnie. W pewnym momencie odwróciła się znów tyłem do mężczyzny, powoli rozpięła biustonosz i pozbyła się go całkowicie przez rzucenie go w kierunku Todd'a. Wtedy też objęła spojrzeniem Sweeney'ego. Reakcja jego ciała na ten pokaz była widoczna przez kołdrę, co schlebiało Nellie, bo wiedziała że w tym wypadku wykonała go bardzo dobrze. Piekarka znalazła się zaraz nad nim i szepnęła mu na ucho. - Podobało Ci się Kochanie..? - A zaraz oboje byli już pochłonięci namiętnymi pocałunkami, a ich wciąż nienasycone dłonie wędrowały wzajemnie po swoich ciałach.
- Czy mi się podobało? Och.. Chyba sama zauważyłaś Kotku.. Gdyby nie Ty, byłoby nudno.. Pamiętasz, kiedy mówiłaś że jestem dla Ciebie zagadką..? Lecz tak naprawdę to Ty nią jesteś.. i cały czas rozwiązuję ją na nowo.. Kiedyś nie pomyślałbym, że ta niewinna właścicielka sklepu będzie w stanie doprowadzić mnie do takiego szaleństwa.. Że ta drobniutka osoba będzie całym moim światem.. Że pod tą suknią, tak niepozorną i często ubrudzoną mąką ukrywa się najwspanialsze ciało na świecie.. - Sweeney wplótł dłonie we włosy kobiety i gdy po tych słowach złapał trochę oddechu, znów wrócił do pełnych pasji pocałunków, aż za kilka chwil znów je przerwał, by powiedzieć, co przyszło mu właśnie do głowy. - A teraz jesteś moją i tylko moją, piękną kusicielką, gwiazdą i boginią.. - Nellie z wielką radością w sercu słuchała tych wszystkich słów, a po niektórych z nich nawet wyczuwała rumieńce na swoich policzkach, zwłaszcza kiedy szeptał jej dość sprośne rzeczy. Dolna część bielizny Nellie prędko zniknęła, tak samo zresztą jak kołdra, która została odsunięta na bok z ciała golibrody. Kobieta zerknęła jeszcze na jak zwykle jej imponującą męskość Sweeney'ego i dotknęła jej kilka razy, zapewniając sobie znów nad nim władzę, po prostu chciała się z nim jeszcze chwilę tym sposobem podroczyć. Poza tym obtarła się jeszcze kilka razy o jego krocze. Todd nie powstrzymał się od jęknięcia, a jego spojrzenie stało się niemal błagalne.
- Mmm.. widzę, że Ty i Twój przyjaciel jesteście jak najbardziej gotowi na rundę drugą.. - Za chwilę ich ciała znów stały się jednością, a jedyną różnicą to, że teraz ona przejęła stery, znajdując się na górze. Lovett od razu narzuciła dość szybkie tempo w celu zwiększenia ich doznań do maksimum. Jej dłonie opierały się na jego dłoniach. Lecz niebawem Sweeney podniósł się, by nie być bierny i tym razem wymieniali się swoimi miejscami na polu szerokości łóżka. Naprzemiennie byli a to na górze, a to na dole. Golibroda jak zwykle nie mógł oprzeć się piersiom Nellie, ale też nie pozostawiał jej ust samotnych. Ona zaś wędrowała dłońmi po jego plecach, aż w końcu umiejscowiła je na jego pośladkach, jakby chciała czuć go jeszcze mocnej w sobie. A gdy oboje wyczuli zbliżający się finał, wrócili do siedzącej pozycji, by wypróbować przy tym czegoś nowego. Ich szybkie oddechy na pewien sposób współgrały ze sobą. Sweeney pod koniec dał z siebie wszystko, tak że chwila ich wspólnego orgazmu była najbardziej błogą i satysfakcjonującą chwilą tego wieczoru. Pokój wypełnił się charakterystycznymi odgłosami, a Nellie wtuliła się w mężczyznę, choć niedługo potem położyli się obok siebie.
- Masz jeszcze jakieś niespodzianki dla mnie? Hehe.. Co prawda czuję już lekkie zmęczenie, ale być może opuściłoby mnie to na widok kolejnej atrakcji.. Czy może przełożymy to już na kiedy indziej, hm..? Właściwie to już późno.. A jutro musimy być wyspani.. - Golibroda musnął czoło kobiety, a zaraz jeszcze wstał by usunąć z łóżka wszelkie zbędne ubrania, by nie przeszkadzały podczas snu.
- Zawsze jestem w stanie coś wymyślić.. No chyba, że teraz Ty masz ochotę zaprezentować przede mną jakiś taniec.. jakiś striptiz.. jestem jak najbardziej za tym.. Hehe.. Ale tak na poważnie to masz rację, mimo wszystko już pora na sen.. - Nellie zgasiła lampkę z jednej szafki nocnej, a zaraz pociągnęła Sweeney'ego za rękę do siebie, żeby już nie zajmował się tym sprzątaniem. - Chodź tutaj mój niegrzeczny golibrodo.. Widzę, że podobało Ci się.. Pora naprawdę szukać kolejnych pomysłów.. - Sweetie zaraz wszedł pod kołdrę, zgasił swoją lampkę i nakrył ich kołdrą.
- Ja striptiz..? Kochanie.. Cóż za bujna wyobraźnia.. Ale gdybyś mnie przekonała to może jeszcze pomyślałbym o tym.. - Golibroda przysunął się do kobiety i objął ją ramieniem. Nellie wtuliła się w niego, a jeszcze noskiem miziała jego tors.
- Przekonała, ale w jaki sposób, hm..? - Sweeney uśmiechnął się kosmato, chociaż nie było tego tak widać w ciemności. Ułożył swoją rękę na biodrze kobiety, wykonując na nim delikatne ruchy. Pani Lovett czuła na swoich udach przyrodzenie Ukochanego, dlatego sama jeszcze ruszyła nimi delikatnie, po czym czule pocałowała usta golibrody. - Jesteś taki pociągający.. i jednocześnie słodziutki jak cukierek.. Moje Kochanie..!
- I znowu mnie kusisz.. oj nieładnie hehe.. Ten dzień możemy uznać chyba za bardzo udany, prawda..? A niedługo Twoje urodziny, więc kolejna okazja do świętowania.. A teraz idziemy spać.. jutro ciężki dzień.. - Sweeney jeszcze starannie nakrył ich kołdrą i przymknął powieki. Poczuł zmęczenie, ale jednocześnie też wielkie zadowolenie z tego dnia, który z pewnością spędziliby w dość ponury sposób, na myśleniu o kolejnym dniu i zobaczeniu swojego największego wroga.
- Oj już nie mów, że tego nie lubisz.. hehe.. Ten dzień był wyjątkowy, dziękuję Ci za statek, kolację, fajerwerki.. Urodziny? Może nie liczmy ile to już lat.. - Pani Lovett westchnęła na samą myśl o liczbie świeczek na swoim torcie, ale z drugiej strony patrzyła na to też pozytywnie, w końcu miała przy sobie miłość swojego życia, a nie gromadkę kotów. Taki scenariusz też czasem przychodził jej do głowy, zwłaszcza w tych najgorszych momentach. W tej chwili czuła się jednak spełniona, może nie całkowicie, lecz wiele jej marzeń mimo licznych przeszkód uległo spełnieniu w przeciągu ostatnich lat.
- Naprawdę nie przejmuj się urodzinami Skarbie.. Akurat Ty jesteś jak wino, im starsza tym lepsza.. Zresztą to i tak ja jestem tutaj starszy.. to ja jestem już dziadkiem, zauważyłaś..? - Sweeney uśmiechnął się na ten fakt. Wciąż było to pewnym szokiem, nie był w końcu takim typowym starszym panem.
- Och Sweetie.. Prawda.. ale jak na dziadka to bardzo dobrze się sprawujesz w tym i owym.. hehe.. A teraz dobranoc, musimy sobie odpocząć.. - Nellie czule pocałowała mężczyznę, zaś on zamknął ją w swoim objęciu i niebawem spali już słodko.
(...)
My Love...
Choć wieczór należał do tych bardzo miłych i pełnych wręcz szampańskiego humoru, to kolejne kilkanaście godzin nie zapowiadało się już tak wyśmienicie. Pierwsze chwile poranka wraz z dzwoniącym budzikiem przypomniały Sweeney'emu i Nellie o rozprawie sądowej, która miała rozpocząć się już niebawem. Razem niechętnie zerwali się z łóżka. Pani Lovett zeszła na dół, by przygotować dla nich śniadanie, a Pan Todd w tym czasie udał się do łazienki, po czym zabrał się do prasowania koszuli na wyjście.
- Kochanie..! Śniadanie już gotowe.. - Golibroda wyrwał się ze swoich przemyśleń, wyłączył żelazko i powiesił koszulę na wieszak. Prawie udało mu się ją przypalić, jednak w porę zorientował się, że za bardzo zagalopował się w swoich myślach. Zszedł na dół i usiadł przy stole pełnym pyszności, jednak najbardziej miał ochotę na kawę. Dlatego też nalał sobie jej do kubka i upił kilka łyków.
- Jak Twój nastrój, Nellie..? - Spojrzał na Ukochaną, po czym nałożył sobie na talerz dwie i kanapki i nieco jajecznicy. Nie miał za bardzo ochoty na jedzenie, jakoś mdliło go na samą myśl o Turpinie, ale jadł z rozsądku.
- Trudno określić jak się czuję.. Chyba chcę mieć to już za sobą.. Nigdy właściwie nie byłam zaangażowana w tak poważną sprawę, w sąd.. Jestem po prostu zestresowana.. Mam nadzieję, że uśmiechnie się do nas szczęście i że wiele osób będzie miało coś do zarzucenia Turpinowi.. A wtedy - kto wie.. może decyzja sądu zapadnie szybciej.. - Nellie westchnęła i sama napiła się kawy. Po niej tak samo widać było, że wmuszała w siebie śniadanie. - Nie zostało nam tak naprawdę zbyt wiele czasu do wyjścia.. godzinka, może trochę więcej.. Ale damy radę, przetrwaliśmy już z nim gorsze rzeczy.. - Dotknęła na stole dłoni mężczyzny i lekko uśmiechnęła się do niego.

piątek, 30 grudnia 2016

Part 364.

Pani Lovett była szalenie zaskoczona tego wieczoru, a Pan Todd był zadowolony, że mógł w jakiś sposób uszczęśliwić kobietę, przed którą wcześniej by pewnie uciekł. Te chwile dały przynajmniej im zapomnieć o nadchodzącym dniu, który dla obojga, jak i pewnie dla innych osób, będzie trudny. Tego wieczora dało im się zapomnieć o jutrzejszym procesie sędziego Turpina. 
Spędzili jeszcze na tym stateczku kilka chwil, Sweeney spojrzał w oczy kobiety i objął ją delikatnie w talii, po czym odparł szeptem do kobiety. – Teraz nie chciałbym niczego zmieniać w moim życiu i mam nadzieje, że Ty w swoim też nie. Jeszcze pamiętam czas, jak przeniosłem się do kawalerki niedaleko Fleet Street… Dziwnie było mi zaakceptować zmiany, ale wtedy nigdy bym nie pomyślał, że do Ciebie wrócę, do sklepu, że tam do mnie przyjdziesz, a teraz… Teraz mogę o tym tylko wspominać, bo wracać do tego bym nie chciał, ale tamten czas nauczył mnie wiele. Może czasem takie zmiany są pomocne, by człowiek potrafił docenić to co miał, mimo że czasami bywa już na coś za późno… Lecz nie mogę powiedzieć tego w moim przypadku… Jeszcze nie mamy po 70 lat, że teraz coś między nami się stało, jakby kupidyn trafił i we mnie i w Ciebie.. Jeszcze mam nadzieje, że wiele lat przed nami. Jak i też wyjazdów do Newcastle, czy gdziekolwiek indziej.. nie to że nie chcę jechać do rodziców, oczywiście, że chcę dawno ich nie widzieliśmy, ale wiesz jacy oni są… Zbyt wścibscy troszeczkę, a ja lubię prywatność, a nie ich oboje za drzwiami.. z wymówką jakąś, dziwnym wytłumaczeniem co robią.. Ale mniejsza o to.. Bardzo się cieszę, że jesteś tu ze mną, że mogłem Cię tu zabrać i pokazać Ci, że nie jestem takim.. hm jak to niektórzy mówią, suchym wiórem..? – Zmarszczył czoło na te słowa, a Nellie słuchała go w skupieniu i co jakiś czas jej kącik ust unosił się, nie raz pogładziła go po policzku, czy dotknęła nieco jego włosów za uchem, a nawet jego baków. Patrzyła na niego takim rozczulonym wzrokiem, a na koniec jego słów zaraz zbliżyła się do jego warg i oboje pocałowali się czule. Po czym Nellie szepnęła mu przy uchu. – Nie jesteś suchym wiórem, nigdy bym tak nie pomyślała, jesteś po prostu wyjątkowy Sweeney… Nie każdego mężczyznę było stać na to co stać Ciebie.. Nie, nie chodzi mi o finanse, ale o to co dziś zrobiłeś dla mnie.. Jestem zaskoczona, ale bardzo mile.. i wiedz, że moje uczucia do Ciebie, nawet w jakieś chwili złości, nigdy by się nie zmieniły. Jesteś moim szczęściem, jesteś jedyny, nie jesteś jak większość mężczyzn, niektórzy nawet nie są w stanie kobiecie pomóc, gdy się potknie, gdy jej coś upadnie, a Ty jesteś… I nie myśl, że przysparzałeś mi problemów kiedyś, tym bardziej, gdy byłeś chory i to w większości nie ze swojej winy, a przez kogoś… Cieszę się, że zawsze mogę Ci pomóc, zaopiekować się Tobą.. i Skarbie… Nigdy tego nie mówiłam, ale… - Gładziła Sweeney’a po policzkach i spoglądała mu w oczy czule, tak samo jak i mężczyzna patrzył na nią, wodząc dłonią po jej biodrze, ale zaraz przysunął bliżej do siebie. - … Podziwiam Cię, że po tym jak wyrzuciłam Cię z piętra, gdzie dzierżawiłeś u mnie swój zakład, jesteś ze mną… chcesz tego… Nawet jeśli niedawno zdałeś sobie sprawę, że życie jest jedno i mamy jedną szanse by je wykorzystać, spełnić się, zakochać, jedno na pewno Ci się spełniło.. w końcu zostałeś ojcem, a nawet i dziadkiem.. Ale pamiętaj, że nie można myśleć tylko o innych, po drodze przez życie nigdy nie zapominaj o sobie i o swoim szczęściu. A nawet nie wiesz jak się cieszę, że tę część życia chcesz spędzić ze mną. – Sweeney uśmiechnął się do kobiety, w końcu nigdy nie był nastawiony na Nellie jak obrażony wielki Pan, który ma się za arystokratę, którym nie jest. Nie obrósł w piórka by zachowywać się jak zarozumiały dupek. 
Byli jeszcze na tym statku kilka chwil, ale kiedy robiło się chłodniej, schowali się jeszcze do środka, gdzie napili się po lampce wina, a kiedy zbliżała się na zegarach północ, postanowili wracać na Fleet Street. 
Byli w szampańskich można powiedzieć humorach, oczywiście pożegnali się z Charlie’m a już niedługo po tym znaleźli się w dorożce, gdzie pozwolili sobie na chwile czułości. Sweeney powiódł nieco po łydce kobiety i zamruczał przy jej uchu, a zaraz ich usta spotkały się w czułym pocałunku. Nellie wodziła dłonią nieco pod płaszczem Sweeney’a po jego kamizelce, jakby chciał dostać się do jego ciała, lecz w takich warunkach, gdzie lada moment wysiądą, no nie mogli sobie za bardzo pozwolić na coś więcej. Tym bardziej jak dorożka wjechała na kamień i omal nie spadli z siedzenia, ale zaraz Sweeney zdążył złapać w objęcia kobietą i odparł do niej cicho żartując. – Nie wolno tak uciekać… Jeszcze.. – Wyjrzał z za zasłony poprzez okno by spojrzeć gdzie są, aż odezwał się. – Jeszcze kilka minut i będziemy w domu… - Tak Kochanie, za chwilę będziemy w domu… ale wiesz, że trzeba się wyspać na jutro hm..? – Sweeney przytaknął kobiecie jak od niechcenia na nowy dzień, a po chwili powrócił do wcześniejszych przyjemności z piekarką, lecz długo to nie trwało, kiedy dorożka się lekko gwałtownie zatrzymała przed sklepem Pani Lovett i dorożkarz odparł głośniej. – Jesteśmy na miejscu..!- Zapukał zaraz w kopułę dorożki, a Nellie akurat gładziła czule policzek Sweeney’a i pochłonięci byli czułymi pocałunkami, czego nie dało się od tak przerwać. Jedynie Sweeney mruczał niewyraźnie, że powinni już wysiąść, aż dorożkarz pukał w drzwi i zaraz je uchylił spoglądając na nich pobłażliwym spojrzeniem, w końcu nie raz już widział taki widok. – Ekhem, ja przepraszam bardzo, że przerywam te romantyczne chwile... ale dotarliśmy na miejsce… - Uśmiechnął się lekko i zaraz odwrócił się nieco, nie chciał w końcu być wścibski. Powoli Sweeney oderwał się od Nellie jak i kobieta odniego i oboje cicho zachichotali i zaraz udali się do wyjścia, pierw wysiadł Sweeney i zaraz pomógł wysiąść Nellie z dorożki, zapłacił mężczyźnie za transport i pożegnali się z nim. Dorożkarz kręcił głową i zaśmiał się pod nosem, że znów trafiła mu się zakochana para. 
W tym czasie golibroda i piekarka podeszli zaraz do sklepu Pani Lovett, Sweeney stał nieco za kobieta i ucałował czule jej szyję, gdy szukała kluczy w swojej torbie i jak na złość nie mogła znaleźć, tym bardziej kiedy Sweeney ją rozpraszał. – Sweeney, bo naprawdę nie wejdziemy do środka.. – Zaśmiała się przecież podobało jej się to co robił mężczyzna, ale chciała już wejść do środka, poza tym planowała na dzisiejszy wieczór, jeszcze nieco atrakcji dla mężczyzny, skoro byli w tak dobrych nastrojach nie mogli tego zaprzepaścić. – To ja poszukam tego klucza.. – Nellie spojrzała na mężczyznę, kiedy tak zaczął szukać jej klucza, że w rezultacie ich usta spotkały się w kolejnych chwilach czułości, jego krawat już został rozsupłany, a gdy Sweeney składał pocałunki na szyi i dekolcie, kobieta chichotała mu przy uchu, nie raz zamruczała, czy znów szeptała. – Sweetie.. Skarbie.. bo będziemy spać tutaj… Kochanie.. – Nie będziemy… - Będziemy, będziemy… och jaki Ty jesteś dziś uroczy mój kochany golibródka..! – Zaśmiała się i ucałowała jego policzek, czując jak mężczyzna obejmował jej ciało, ona oczywiście też starała się, ale starała się też znaleźć klucze od sklepu, a zarazem domu i po chwili w końcu je miała w dłoni. Ale z zamkiem miała problem, bo przez te pieszczoty, nie mogła skupić się na czynności, nawet klucze jej upadły, które to Sweeney podniósł i zaraz przejął otwierając drzwi. – Nellie.. zapraszam do domu.. – Zaraz oboje przemknęli do środka, jakby przed kimś uciekali. A zaraz zamknęli drzwi, od wewnątrz i mężczyzna przytulił do siebie kobietę czule, powoli też rozpinał jej płaszcz, by się go pozbyć, jak i Nellie robiła to samo z ubraniem wierzchnim mężczyzny. A kiedy pozbyli się tych ubrań i jakoś niezgrabie jeden płaszcz wylądował na wieszaku, drugi jednak na fotelu, to oboje przenieśli się do salonu, gdzie panował półmrok. Zaraz Sweeney wylądował na kanapie, a Nellie zaraz przyciągnął do siebie, że kobieta usiadła na nim okrakiem, aż oboje spojrzeli sobie w oczy. – Kocham Cię Sweetie… Naprawdę jestem Ci  szalenie wdzięczna za ten wieczór… - I ja Cię kocham… a może jednak pójdziemy do sypialni..? – Spojrzał na kobietę i zamruczał cicho, a po chwili złapał Nellie w biodrach i wstał z nią z kanapy, by zaraz przedostać się do ich sypialni na piętrze. Nellie obejmowała biodra mężczyzny i delikatnie całowała jego szyję, gdy zaraz wchodził po schodach z nią na górę, a po kilku chwilach byli na miejscu i zaraz Sweeney z Nellie wylądował na łóżku. Znalazł się nad kobietą i zamruczał do niej, kiedy jedną dłonią powiódł pod jej suknie, ale trafił oczywiście na którąś warstwę jej ubrania i pochylił się nad jej dekoltem i mruknął jakby niezadowolony.
- Ta suknia nie może mieć mnie warstw..? To utrapienie.. kto to wymyślił.. - Zaraz jego usta znalazły się przy ustach kobiety i idealnie współgrały ze sobą, gdzie przez te czułe chwile oboje starali się pozbywać którejś części garderoby partnera. Sweeney z Nellie zdjął sukinei, ale oczywiście tą pierwszą warstwę przy czym mu pomogła zresztą.Sama zdjęła mu marynarkę jak i rozsupłała jego krawat. Nellie gładziła plecy mężczyzny, aż objęła go wokół szyi i przyciągnęła do siebie, a zaraz wsunęła jedną dłoń w jego włosy i spoglądała czule w oczy mężczyzny. – Skarbie.. nie martw się sukienką… wiesz, że nigdzie Ci nie ucieknę… - Przytaknął kobiecie głową, a zaraz próbował pozbyć się kolejnej warstwy ubrań kobiety, Nellie pomogła mu przy tym oczywiście, a sama zaraz zdejmowała jego kamizelę, jak i dostała się do jego koszuli i rozpinała powoli guziki jego koszuli i cieszyła się z każdą chwilą, kiedy każde rozpięcie odsłaniało nieco torsu jej ukochanego. Poza tym widziała, że i jego spodnie przy rozporku nieco zgrubiały, co ją bardzo cieszyło i nawet przez dłuższą chwilę spoglądała w tamtym kierunku i dwoma palcami przesunęła po jego intymnej części ciała. – Moje Kochanie… - Sweeney zaś wodził dłońmi po ciele kobiety, oczywiście chciał pozbyć się kolejnej warstwy jej sukni, ale nieco zmienił swój obrany kierunek i podciągnął materiał sukni kobiety dostając się do jej bielizny, po której delikatnie przesunął dłońmi, przy biodrach kobiety. – Dziś jesteś tylko moja… i w tej chwili przeszkadzają mi te ubrania…. Zawsze tego tyle jest..? - Kobieta uśmiechnęła się błogo do mężczyzny, aż nie potrafiła wyrazić tego jak ją cieszy to, że teraz tu w sypialni z mężczyzną, którego kocha od lat i za chwile przeżyje z nim cudowne chwile rozkoszy. Właśnie po chwili poczuła, jak Sweeney delikatnie palcami zsuwał z bioder kobiety bieliznę, na co przymknęła oczy i przygryzła nieco wargę, czując dłonie mężczyzny na swoim ciele. – Sweetie.. słodki jesteś… zawsze Kochanie, zawsze jest tyle części sukni mój Cukierasku… Ale świetnie sobie radzisz… 
A zaraz też i spoglądała na jego ciało, które było teraz bardziej widoczne poprzez rozpiętą koszulę, przed czym trudno było się jej opanować. Tym bardziej, że po chwili, kiedy Sweeney zsunął bieliznę kobiecie, zaraz powoli pozbyła się jego koszuli, a z czasem kobieta straciła i gorset, ale też i straciła te warstwy sukni, na co Sweeney zrobił nieco kosmaty wyraz twarzy, gdy całował Nellie dekolt, a płeć piękna dostała się do jego spodni, które zaraz rozpięła, jak i złapała za jego bokserki, które razem ze spodniami zsunęła mu z jego bioder i obsuwała je w dół, aż jej oczy spoczęły na jego intymnej części ciała. – Kochanie… No naprawdę jesteś taka niecierpliwa… hehe. – Zaśmiał się bo sam nie był lepszy, jak go denerwowały warstwy jej sukienki. 
A nie obejrzeli się kiedy z ich ciał praktycznie zniknęły wszystkie odzienia i Sweeney zaraz schował się z Nellie pod kołdrą. Sweeney ułożył dłonie na biodrach kobiety spoglądając czule i z pragnieniem na jej ciało. Sięgnął jednak zaraz do szafki z boku łóżka po zabezpieczenie, a kiedy oboje zbliżyli się po chwili do siebie, zaraz ich ciała połączyły się ze sobą. Pierwsze ruchy pary wydawały się być dość spokojne, lecz kolejne pchnięcia były bardziej intensywne. Zaraz ich oddechy stały się płytsze, a ich dłonie wodziły po ciałach jakby dawno się nie widziały, zresztą nie dało się tego ukryć, że tak było. – Och Sweeney… - Nellie zaraz objęła głowę Sweeney’a dłońmi jak całował jej dekolt i piersi, od czego to on nie mógł oderwać wzroku. Oboje byli szczęśliwi, a zarazem mogli pozwolić sobie na wieczór pełen miłości i rozkoszy.

piątek, 23 grudnia 2016

Part 363.

- Życzę miłego rejsu i wieczoru, mam nadzieję, że będziecie zadowoleni.. - Charlie w końcu z uśmiechem na ustach pozostawił parę, a przy ich stoliku pojawił się kelner i zostawił dwie karty dań oraz rozmaitych napojów. Następnie Matthew odszedł, by dać klientom czas do namysłu, choć wciąż znajdował się w pobliżu gotowy do przyjęcia zamówienia. Sweeney i Nellie przeglądali kartę w poszukiwaniu idealnego na ten wieczór wina.
- Czerwone.. białe.. różowe..? Na pewno półsłodkie, prawda..? Dość spory wybór.. To na jakie masz ochotę, Nellie..? - Golibroda odłożył kartę na stolik i spojrzał pytająco na ukochaną.
- Może klasyczne czerwone.. akurat widzę tutaj nasze ulubione, więc nie ma sensu eksperymentować.. - Kiedy już wybór padł na coś konkretnego, u stolika znów pojawił się kelner.
- Coś jeszcze..? Może doradzić w wyborze dań..? - Matthew jednak został na razie odprawiony z jednym zamówieniem, a w czasie jego nieobecności para znów namyślała się nad wyborem dań. Mimo to Nellie szybko zrezygnowała z tego zajęcia, a jej dłoń spotkała się na stoliku z dłonią Todd'a.
- Sweetie.. jestem pod wielkim wrażeniem tego miejsca, w ogóle pomysłu żeby wybrać się w dość oryginalne miejsce.. niezwykłe.. Nie pamiętam kiedy ostatnio widziałam Londyn od tej strony.. Ten statek ma swój klimat, nie jest przeładowany ludźmi.. a ten wystrój, świece, muzyka.. Kochanie.. na pewno będę Ci się chciała za to zrewanżować. - Kobieta przesuwała kciukiem po wierzchu dłoni Sweeney'a, cały czas spoglądała mu w oczy, a w jej spojrzeniu doskonale widoczny był ten zachwyt.
- Właściwie nigdy nie byliśmy w jakimś specjalnym miejscu, więc uznałem, że najwyższa pora to zmienić.. Och bez przesady Nellie.. Niezwykła kobieta to niezwykłe miejsce.. - Pochylił się nieco do przodu, by podsunąć dłoń pani Lovett do ust i musnął ją. Za chwilę znów pojawił się kelner z butelką wina oraz kieliszkami i wypełnił szkło alkoholem, po czym znów zadał swoje pytanie.
- Czy zdecydowali się już państwo..?
- Tym razem będziemy polegać na panu.. ale skoro już jesteśmy na statku to ryba byłaby dobrym pomysłem, prawda Sweeney..? Ryba z dodatkami.. Chyba możemy zdać się tutaj na pana.. - Nellie uśmiechnęła się lekko do młodego bruneta, który właśnie zastanawiał się co takiego może zaproponować.
- Dzisiaj mogę polecić łososia ze szpinakiem i makaronem, smakuje wyśmienicie.. na pewno byliby państwo zadowoleni.. w takim razie..? - Nellie i Sweeney porozumieli się i zamówili polecone danie, a kiedy Matthew odszedł, mogli kontynuować swoją rozmowę.
- Zrewanżować..? Brzmi intrygująco.. Zdradzisz mi chociaż rąbek tajemnicy..? - ...
- Gdybym zdradziła nie byłoby już tak tajemniczo.. mogę jedynie powiedzieć, że postaram się aby nasza druga część wieczoru była równie.. atrakcyjna.. - Pani Lovett puściła do mężczyzny oczko, a jej głos sam z siebie przybrał uwodzicielski ton.
- Mmmhm.. w takim razie może niech ten nasz pierwszy toast będzie po prostu za nas i za ten mile spędzony czas..? - No i tak zaraz oboje upili pierwszy łyk wina, a statek wreszcie powoli zaczął opuszczać port. - Wygląda na to, że nikt już tutaj się nie pojawi, mamy więc tutaj całe pięterko dla siebie. Dlatego może.. zatańczymy..? - Sweeney wstał i wyciągnął rękę do Nellie, która wciąż była można powiedzieć w nieustającym szoku z faktu znalezienia się w tym miejscu, ale i nastawienia golibrody, który zdawał się nie tylko kompletnie nie myśleć o jutrzejszej rozprawie, lecz był w prawdziwie romantycznym nastroju, co wcale nie zdarzało się tak często. Złapała więc jego dłoń i zaczęła wstawać, lecz z racji, że statek wciąż jeszcze ustawiał się do swojej odpowiedniej pozycji, straciła równowagę i tym samym wpadła na Todd'a. Oboje zareagowali na to z uśmiechem, po czym przeszli w przestrzeń nieco wolniejszą od stolików i zajęli taneczną pozycję. Choć ich taniec tak naprawdę był przytulańcem, z racji na wolną muzykę i nie tylko. Powoli bujali się, nie zwracając zbytnio uwagi na nic innego. Nellie opierała swoją głowę na klatce piersiowej mężczyzny, choć czasami po prostu z nim rozmawiała.
- A kiedy to wszystko się już skończy, wyjedziemy na długie wakacje, prawda..? Nad morze, to pewne.. Możemy odwiedzić Twoich rodziców, latarnię morską.. pamiętasz..? A potem może pojechać gdzieś dalej, na południe.. - Pani Lovett jak to często bywa rozmarzyła się o ich wspólnej przyszłości, podróżach i wszystkim tym co ich razem czekało. Sweeney odpowiedział jej na to czułym pocałunkiem, który można było uznać za jedno wielkie potwierdzenie. Za chwilę obrócił Nellie, lecz nie był to pełny obrót, a taki pozwalający golibrodzie zatrzymać kobietę w jego ramionach, była bowiem odwrócona do niego plecami. Sweetie wykorzystując chwilę, kiedy wciąż byli sami, kilka razy pocałował jej szyję, czując jak Nellie niemal słabnie w jego objęciach z tych czułości.
- Panie T. .. a co jeśli właśnie wszedłby tutaj ten kelner, hm..? - Szepnęła z udawaną trwogą, choć ciężko było jej ukryć zadowolenie z gestów mężczyzny. Sweeney tym razem szepnął kobiecie na ucho, a przy tym jego wzrok utkwił na dekolcie Pani Lovett. To był po prostu jeden z tych dni, w czasie których nie był w stanie oprzeć się jej kobiecym wdziękom. - Jestem pewien, że widział już bardziej skandaliczne rzeczy..
- Oj nie wiem.. wygląda na całkiem młodego.. jeszcze wiele rzeczy przed nim.. - Nellie cicho zachichotała, po czym złapała dłonie mężczyzny i umiejscowiła je najpierw na swojej talii, a za chwilę przeniosła je na biodra. -Widzę, że mój Sweetie ma dzisiaj kosmate myśli, hm..? Te kosmate łapki dzisiaj mnie nie opuszczają..
- Kosmate..? No nie wiem.. Może troszeczkę hehe.. Ale to też Twoja zasługa Skarbie, nie zrzucaj całej winy na mnie, dobrze..? Zresztą nie narzekasz, prawda? - Pan Todd znów obrócił kobietę do siebie i musnął jej usta.
- Mmmhm.. A teraz może już usiądźmy, bo jestem prawie pewna, że słyszę kelnera nadchodzącego z naszą kolacją.. Przed nami jeszcze długi wieczór i zdążymy dokończyć ten taniec.. - Sweeney też usłyszał kroki, dlatego odprowadził Nellie do stolika wciąż wolnym tanecznym krokiem. Ich wrażenia okazały się prawdziwe, ponieważ gdy tylko zdążyli na nowo usiąść przy stoliku, pojawił się Matthew wraz z całym zamówieniem. Danie wyglądało niezwykle apetycznie, wszystkie jego składniki były świeże i mogło usatysfakcjonować nawet najbardziej wybredne podniebienia. Była to nie tylko uczta dla ciała, ale i duszy, choć może kolacja aż na taką nie wyglądała.
- Dawno nie jadłam czegoś tak pysznego.. A sam wiesz, że nie tak łatwo mi zaimponować bo mam własne smaki.. Lecz tutaj naprawdę należy się uznanie dla kucharza.. Coś niesamowitego. - Pani Lovett zachwycała się tą kuchnią, gdzieś w głowie planowała odtworzyć to samo w domu, zapamiętywała smak, ale przede wszystkim chyba cieszyła się jeszcze bardziej, że Sweeney zabrał ją w to miejsce.
- Racja, jest bardzo smacznie, chociaż nie tak smacznie jak w domu.. Nellie, wybaczysz mi na chwilkę? Muszę się udać do toalety.. - Golibroda w ten sposób wymknął się na kilka chwil. Niezbyt było mu na rękę zostawiać kobietę samą przy stoliku, zwłaszcza jeśli trochę kłamał co do miejsca swojego wyjścia, ale przygotowywał dla niej pewną niespodziankę i przecież nie mógł jej spalić. Było to więc drugie małe kłamstewko w dobrym celu. Todd przyspieszył kroku, kiedy tylko zniknął z pola widzenia Ukochanej i niebawem znalazł się pod pokładem, gdzie odnalazł swojego przyjaciela.
- Charlie.. już jestem. Więc tak jak się umawialiśmy, wyjdę z Nellie na pokład, trochę pochodzimy i wtedy macie już wolną rękę.. Zastanawiam się jeszcze, czy ten torcik zjemy w środku, czy na zewnątrz.. Doradzisz mi..? - Sweeney z nadzieją spoglądał na mężczyznę. Mimo, że to co zaplanował nie było czymś na wielką skalę to chciał aby wszystko udało się perfekcyjnie.
- Hm.. czy ja wiem.. Może lepiej w środku, na zewnątrz nie jest zbyt ciepło, wszystkie świece mógłby zdmuchnąć wiatr, a nie wy.. Hej, nie martw się tak.. wszystko wyjdzie idealnie.. Ach.. jeszcze jedna sprawa.. Sweeney.. cieszę się, że jesteś szczęśliwy.. widać, że bardzo zależy Ci na tej kobiecie.. inaczej nie organizowałbyś tego wszystkiego.. - Charles poklepał golibrodę po ramieniu, jakby chciał przekazać mu swoje błogosławieństwo. - A teraz leć, bo wszystko się wyda..!
- Dziękuję.. bez Ciebie też nie wiele by się udało dzisiejszego wieczoru.. W takim razie torcik będzie w środku.. Tak, zależy mi na niej.. i to bardzo. Zresztą staram się wynagrodzić teraz ten czas, kiedy takie pomysły nie przychodziły mi do głowy, kiedy zachowywałem się nie tak jak powinienem.. Długo by opowiadać. Racja, uciekam żeby nie było żadnych podejrzeń. Jeszcze raz dzięki! - Sweeney za chwilę znów znalazł się na samej górze, gdzie znalazł już lekko zaniepokojoną Nellie.
- Wszystko w porządku..? Już zaczynałam się martwić.. - Pani Lovett uniosła brwi, oczekując choćby małego wyjaśnienia, ale w zamian za to otrzymała propozycję.
- Tak, nic się nie stało. Wyjdziemy na zewnątrz..? Stamtąd mimo wszystko mamy lepsze widoki niż przez okna.. - Mężczyzna zaraz pomógł kobiecie włożyć jej wierzchnie odzienie, potem założył swój płaszcz i razem wyszli na pokład. Choć statek był niezbyt wielkich rozmiarów, przechadzali się po pokładzie, aż ostatecznie znaleźli się na dziobie, by usiąść na znajdującej się tam ławeczce.
- Wszystko wygląda inaczej z tej perspektywy.. bardziej magicznie.. Ten zapracowany, brudny, czasami znienawidzony.. czasami utęskniony Londyn zmienia swoje oblicze w tych późniejszych porach.. Popatrz tylko na te światła.. na życie tętniące w uliczkach, restauracjach, domach.. To bardzo interesujące ile w tym mieście toczy się w tej chwili dramatów, a ile radosnych chwil.. Pewnego dnia, sporo lat temu poznały się tutaj dwie osoby, wydaje się - dwa przeciwne do siebie charaktery. Para sąsiadów, znajomych-nieznajomych w końcu poznała ważne osoby na swojej drodze, pobrali się.. Sąsiedzi stali się dla siebie dalsi niż kiedykolwiek. W końcu w mieście rozeszła się pewna plotka, mężczyzna zniknął.. wrócił dopiero po 15 latach.. zdesperowany.. stęskniony.. Nie spotkał jednak swojej żony, ani córki.. Załamał się, pragnął zemsty.. Spotkał kobietę, swoją dawną sąsiadkę.. Ich biznes rozwijał się, jak i uczucia kobiety względem mężczyzny. Mężczyzna jednak nie potrafił nawet grzecznie odmówić, odpowiedzieć że nie jest zainteresowany.. Wszystko zmieniło się jednak kiedy wyjechała, a wróciła po roku.. pewnie nawet więcej. Wróciła z mężczyzną, do którego szybko zapałał nienawiścią. Nie minęło jednak wiele czasu zanim największy problem na jego drodze do niej zniknął.. Od tego czasu miewali wzloty i upadki, na zmianę co jakiś czas.. W końcu jednak nawet w nim dokonała się pewna znacząca zmiana.. Teraz wie, że nie wyobraża sobie bez niej życia, przyszłości.. codziennego funkcjonowania.. że nigdy nie spotka już kogoś równie pięknego, mądrego, utalentowanego, kochającego i oddającego mu swoje serce od tak długiego czasu.. Nie pamięta dokładnie, kiedy wszystko zaczęło się pomiędzy nimi układać, lecz dzisiejszy dzień pragnie potraktować jako pierwszą rocznicę ich związku.. - Sweeney nawet nie planował tej całej przemowy, chciał powiedzieć kilka zdań i przejść do sedna, jednak wyszło mu z tego coś, co raczej mu się nie zdarzało. Przecież zwykle nie mówił aż tyle. Lecz wszystkie słowa płynęły z głębi serca, były szczere i stanowiły pewne tło do tego, co za chwilę miało się wydarzyć.
- Sweeney...- Nellie także chyba nie spodziewała się aż takiego wyznania, wzruszyła się tymi wszelkimi wspomnieniami. Sweeney doskonale przytoczył w dobrym skrócie historię ich znajomości, co przywróciło pewne obrazy z przeszłości, nawet te niemiłe chwile, które jednak przyćmiły ostatnie miesiące i zbliżenie jakie nastąpiło w tym czasie między nimi. Pani Lovett przytuliła się mocno do mężczyzny, lecz nagle w powietrzu rozległ się jakby huk, przez co kobieta drgnęła i jeszcze bardziej przylgnęła do Todd'a. Golibroda jednak szepnął na ucho, że chciałby by coś zobaczyła i zaraz wskazał jej na niebo nad statkiem, gdzie z fajerwerków ułożył się kolorowy napis "Kocham Cię, Nellie!". W pierwszej chwili nie miała pojęcia, czy to się dzieje naprawdę, czy może to tylko jej umysł płata figle na skutek, tego co przed chwilą usłyszała. Jednak to wszystko było rzeczywistością, koleją niespodzianką jaką przygotował Sweeney, by uczynić to wyjście jeszcze bardziej wyjątkowym. Nellie poczuła jak z jej oczu mimowolnie wydostają się łzy szczęścia. Gdy napis opadł już z powietrza, znów przytuliła się Sweetie'ego, musnęła jego wargi i szepnęła. - Ja Ciebie też.

wtorek, 13 grudnia 2016

Part 362.

W związku z tym, że czas do wyjścia pary nieco gonił już. To i Sweeney zamknął swój zakład jak zwykle o tej samej porze, po czym także musiał się odświeżyć przed wyjściem z Nellie na ich randkę! Tak, tak można było nazwać to wyjście, wieczór, który mieli spędzić na statku, w rejsie, na Tamizie.
Lecz kiedy Todd zszedł na dół ze swojego zakładu, to zaraz spotkał się z Nellie, która właśnie już była ubrana w suknię i zaraz podszedł do niej, obejmując ją w tali od tyłu, a prze okazji zapiął Nellie suknie na plecach. Zamruczał tuż przy jej uchu całując jej kark i odparł szeptem, kiedy jedną dłonią powiódł po biodrze kobiety nieco na jej udo.
- Widzę, że moja Pani już prawie gotowa.. to teraz ja wskoczę pod prysznic.. Zamknąłem zakład, posprzątałem.. Poza tym mówiłaś wcześniej coś o ciasteczkach? Hm.. czuje zapach pieczenia, czyżby moje ulubione? To chyba najpierw spróbuje kokosanek.. - Oczywiście, że Sweeney uwielbiał te ciastka. były w sobie specyficzne, zarazem syte, a on przepadał za kokosem, Może nie wyglądał na zwolennika czegoś egzotycznego, ale kokos tak, kokos był jego jednym z ulubionych słodkich przysmaków, choć wiedział że wiórki kokosowe niektórzy i dodawali do zwyczajnych potraw, na przykład smażyli mięso otoczone wiórkami kokosowymi, Lecz nie czuł przekonania by tak eksperymentować w kuchni. Zaraz ucałował kobietę w policzek i powoli pokierował się do kuchni, a Nellie jeszcze udała się do łazienki. Sweeney nalał w kuchni do szklanki wody i zaraz się jej napił, a po chwili sięgnął po jeszcze lekko ciepłe kokosanki, jedną właśnie ugryzł i zasmakował jej, aż zjadł całą.
Nellie po kilku chwilach weszła cicho do kuchni spoglądając na Sweeney'a, gdy próbował kolejnego ciasteczka i uśmiechnęła się czule do niego choć wiedziała, ze Pan Todd jej nie widzi. Zaraz powoli jednak podeszła do niego i przytuliła się jego ramienia szepcząc nad uchem. - Smakuje? - Sweeney uśmiechnął się na te słowa kącikiem ust i przytaknął kobiecie, a zaraz podzielił się z nią jedną kokosanką. A gdy oboje zjedli starł z kącika ust Nellie okruszek. Spoglądał w jej oczy i zaraz czule ucałował jej usta, co kobieta odwzajemniła z czułością. Czuła jak mężczyzna wodził po jej biodrach, a zaraz złapał ją w talii i posadził na blacie w kuchni. Ich usta co jakiś czas rozdzielały się na złapanie tchu, a ręce Sweeney'a znalazły się: jedna na jej talii, a drugą wsunął pod jej suknie na jej udo. Nie miał w tej chwili niecnych planów względem kobiety, no może troszkę, lecz nie chciał by stracili dzisiejszy wieczór w oczywisty i miły zarazem sposób, bo było to owocne, lecz za rejs zapłacił i nie zamierzał zmieniać można powiedzieć tego harmonogramu dzisiejszego zachodu słońca. Zawsze mogli po powrocie wykorzystać swoje siły i chęci na właśnie takie zakończenie tego dnia.
Mężczyzna spoglądał w oczy kobiety, kiedy na chwilę ich usta się rozłączyły, a Nellie w tym czasie gładziła jego szyję i kciukami dotykała jego policzków. Lecz zaraz przesunęła dłonie na jego klatkę piersiową i pogładziła go po jego torsie, z zamierzeniem po chwili by dotrzeć do guzików jego kamizelki,które po kolei i powoli zaczęła rozpinać.- Smakowały Ci kokosanki Kochanie? A gdzie dziś mnie zabierzesz..? - Sweeney spoglądał na kobietę, jak i jego wzrok zsunął się na kobiety dekolt, a zaraz znów spojrzał w jej oczy i odparł. - Oczywiście, są bardzo dobre... Wiesz co lubię. A tam, gdzie Cię zabieram to niespodzianka... Potrzebujemy małej rozrywki, a nie monotonni.. Poza tym ślicznie wyglądasz.. Ale takie czułości muszą troszkę zaczekać.. Wiesz..? - Płeć piękna uśmiechnęła się do Sweeney'a, kiedy zaraz ucałował czule jej policzek, jak i szyję, aż przesunął się wargami na jej dekolt, na co cicho zamruczała, i jej dłonie powiodły po plecach mężczyzny.
Lecz zaraz znów wróciła do jego guzików kamizelki, którą powoli rozpięła. A zaraz zabrała się za rozpięcie jego koszuli, która powoli odsłaniała jego ciało aż zakradła się do jego paska od spodni, który chciała także rozpiąć. Na co Sweeney zaśmiał się szeptem, gdy Nellie dłoń otoczyła jego ciało na biodrze i zaraz zsunęła ją na jego pośladek i zaraz zamruczała mu do ucha szepcząc. - Mój kochany golibroda, ale wiesz, że nie obraziłabym się, gdybyśmy tu zostali, tak miło teraz spędzamy czas. Sweeney zaraz spojrzał w oczy kobiety i również szepnął, ale wprost do jej ust. - Wiem, ale koniec tego dobrego, bo za chwilę nigdzie się nie wybierzemy... za bardzo się rozkokosiliśmy, jak te kokosanki... - Pocałował kobiety usta, kiedy dłonią powiodła po jego brzuchu i westchnęła, gdy mężczyzna leciutko się cofnął, zaś Nellie wzrok zrekompensował Sweeney swoim ciałem, gdy mogła choć przez tych kilka chwil popatrzeć na jego tors, czy w okolice jego spodni, gdzie ujrzała lekkie zgrubienie w okolicach jego suwaka. Co zaraz Sweeney zakrył kamizelką, którą zdjął z siebie, odchrząknął i odparł do kobiety, choć w jego głosie Nellie wyczuła i zakłopotanie i cichy śmiech. - Tak, więc ja... pójdę skorzystać z prysznica i niebawem wyjdziemy.. dobrze? - Kobieta zachichotała siedząc na blacie i pogładziła mężczyzny policzek odpowiadając. - Dobrze Sweetie. Ale dalej nie wiem, gdzie mnie zabierasz... może zdradzisz choć ociupinkę..? - Nellie poprawiła swoją sukienkę, uwydatniając dekolt, no cóż w taki sposób na mężczyzn działały kobiety, a wtedy śpiewali jak ptaszki w lesie wszystko bo tylko by zapragnęła. Lecz jakoś Sweeney ocknął się z kuszącego widoku i mruknął. - Nie ma mowy, inaczej cały wieczór nie miałby sensu, gdybyś wiedziała, gdzie się wybieramy.. jeszcze jedna kokosanka.. i uciekam, a Ty Kochanie tu czekaj.. - Ucałował policzek kobiety, a zaraz udał się do łazienki, ale zaraz poszedł do ich sypialni, by zabrać ubranie, które chciał założyć na dzisiejszy wieczór.
Kąpiel Sweeney'owi nie zeszła zbyt długo, a niebawem już ubierał się w czyste ubrania, zaś brudne włożył do kosza na pranie. Kiedy zakładał już kamizelkę i wiązał swój krawat, wyszedł z łazienki, był już prawie gotowy. Nellie krzątała się jeszcze po sklepie jak była już gotowa do wyjścia, poza tym rozczesywała włosy i czesała się jak i malowała, kiedy Sweeney brał kąpiel, a teraz przeglądała książkę kucharską, Sweeney kończył sie szykować, zakładał zaraz marynarkę na siebie, a zaraz zajrzał do sklepu Pani Lovett, gdzie właśnie kobieta przebywała i odezwał się do niej, gdy właśnie na niego spojrzała. - Za kilka chwil wychodzimy Kochanie.. no ale chyba nie zamierzasz teraz czegoś gotować..? Bo dziś nikt niczego już tu nie gotuje.. gotowa jesteś hm..? Mmm.. nowe perfumy? Tak ładnie pachnie w całym mieszkaniu.. że trudno tego zapachu nie poczuć.. - Kobieta zachichotała i dla żartu wyjęła miskę do urabiania ciasta, a gdy widziała minę Sweeney'a gdy podszedł bliżej zaśmiała się i pogładziła go po jego klatce piersiowej, po czym zaraz poprawiała mu krawat. - Sweetie... no przecież żartuje, niczego nie będę teraz robić.. A ja tak, jestem gotowa do wyjścia.. Zamknąłeś zakład na górze, hm? Perfumy..? No Skarbie, przecież od Ciebie.. Mój Ty głuptasku.. - Sweeney pokręcił głową i zaśmiał się na słowa kobiety, spoglądając na nią i dotknął nosem jej nosa. - Mam nadzieję, że żartujesz.. bo zamknę ten sklep  odłączę od reszty domu.. zobaczysz. Dobrze już? Oj ja już nie pamiętam tych zapachów, jakie wybierałem.. To co.. zbieramy się Skarbie..? - No i oboje tak postanowili zbierać się powoli, zatem Nellie zaraz poprawiała jeszcze włosy przed wyjściem, czy przypudrowała nosek, a Sweeney jeszcze czyścił swoje buty, ale zaraz zakładał na siebie swój płaszcz, w końcu nie było na dworze wieczorem zbyt ciepło, zaraz i pomagał tez kobiecie założyć jej płaszcz, aż sama zaciągnęła się czując jego perfumy, tym bardziej, że Sweeney używał perfum wyjątkowych, nie takich jak większość mężczyzn. Co prawda wydawał na nie więcej pieniędzy, ale za taki zapach było warto. Nellie jeszcze zabrała małą kopertówkę, Sweeney wsunął portfel do spodni, a zaraz zabrał klucze ze stolika i powoli mogli opuszczać dom,co zwieńczyli to całusem w policzki i zaraz wyszli. Sweeney zamykał drzwi od sklepu kobiety, jego zakład był zamknięty, wiec raczej nie musieli się martwić o coś, czego nie dopilnowali przed wyjściem.
Po chwili złapał Nellie za dłoń i ruszyli naprzeciwko sklepu, poprzez ruchliwą ulicę, gdzie czekała na nich zamówiona wcześniej przez mężczyznę dorożka, oczywiście przypomniał dorożkarzowi, gdzie jechać,kiedy do niego podszedł, puścił do niego oczko, i zapłacił mu połowę należnej kwoty.. Zaraz oboje wsiedli do środka i usiedli obok siebie, a Nellie wtuliła się w ramię mężczyzny i odezwała się czule. - To gdzie Skarbie mnie zabierasz..? Dowiem się..? - Sweeney przytaknął kobiecie i szepnął jej nad uchem kiedy dotknął wargami jej policzka.  - Tam, gdzie nigdy razem nie byliśmy.. Zobaczysz, niebawem się dowiesz.. Jak teraz powiem, to nie będzie to już żadną niespodzianką. - Puścił oczko do kobiety, kiedy otulała dłońmi jego ciało, czy gładziła go po jego kamizelce, w końcu Sweeney miał rozpięty płaszcz, więc co nieco sięgała do jego ubrania pod nim.
Mężczyzna, jak i kobieta cieszyli się na ten wieczór, tak naprawdę ich chyba pierwszą taką randkę, która miała być inna niż spędzenie czasu w domu we dwoje. W końcu jutro czekał ich ciężki dzień, rozprawa sądowa, dlatego między innymi dziś chcieli ten wieczór spędzić inaczej i nie myśleć o jutrzejszych problemach, z jakimi zapewne się spotkają na sprawie sądowej. W końcu Sweeney już sobie w głowie wyobrażał jak to będzie wyglądało i że pewnie zostanie wzięty pod lupę, jakby pół tych krzywd sam sobie zrobił, a przypisał ich zasługę Turpinowi z nienawiści do niego. Lecz teraz chciał wybić sobie z głowy te myśli, by znów powrócił do jego głowy ten romantyczny nastrój, na jaki dziś się nastawił.
Nellie ucałowała szyję mężczyzny, kiedy ten przymknął powieki i oparł głowę o zagłówek kanapy, a jego dłoń spoczywała na biodrze kobiety. Poza tym czuć było pomiędzy nimi dziś wyjątkowe uczucie, a zarazem pragnienie ciał, które skrzętnie musieli odłożyć na dalszą część wieczoru. Mimo to nie przeszkadzało im to, im bardziej siebie pragnęli tym czulej mogli sobie przed snem to okazać. W końcu zarówno kobieta jak i mężczyzna czuli, że dziś dojdzie pomiędzy nimi do zbliżenia, czułości i przede wszystkim miłości, jaką oboje do siebie czuli.
Po niedługim czasie dorożkarz się zatrzymał powoli, dotarli do portu nad Tamizą, gdzie właśnie stacjonował statkiem Charles, w końcu to tym statkiem chciał zabrać  Nellie na ich randkę. Powoli więc Sweeney wysiadł z pomieszczenia, a zaraz pomagał przy wysiadaniu kobiecie podając jej rękę, a zaraz reszta pieniędzy wylądowała w dłoni dorożkarza, któremu Sweeney podziękował.
A zaraz ruszył z Nellie w stronę przystani i uśmiechnęła się do niej kiedy spoglądała na niego pytająco, ale na jej ustach jawił się czuły uśmiech. - Tamiza? A dokąd idziemy, na statek..? - Todd spojrzał na Nellie i uśmiechnął się do niej lekko przytakując głową, - Tak, dziś sobie popływamy, spędzimy miły wieczór.. zjemy kolację, powinniśmy więcej wieczorów tak spędzać.. a nie tylko dziś. Chodźmy.. - Oczywiście na statku już było kilka par, a kiedy oni weszli na statek, zaraz przywitał ich Charles, Sweeney przedstawił Nellie. - Witaj Charlie... - Witam, zapraszam, zapraszam.. a cóż za piękność widzą moje oczy.. - Puścił oczko do Nellie, a zaraz ucałował jej dłoń, jak na dżentelmena przystało. - Witam, jestem Charles Benson. Właściciel, tego statku, a jednocześnie i kapitan.. Z Benem.. znaczy Sweeney'em  znamy się sporo lat.. Prawda? Zapraszam do stolika... Sweeney mi niewiele o Pani mówił.. ale czuję, ze wygrał los na loterii.. Przepraszam, że tak mówię.. - Miło mi Pana poznać, nie wiedziałam, że się znacie.. Ale teraz rozumiem, skąd dziś takie "długie kolejki" były.. w sklepach.. Sweeney.. Słonko... Wybaczam... Ale proszę nie przesadzać..  - No i tak powoli ruszyli poprzez pokład statku, na jedną z kondygnacji, w ustronnym miejscu, tak jak chciał Sweeney, na stoliku były świeże kwiaty w wazoniku, jak i też dwie świece w romantycznej ozdobie. Panowie nieco zaśmiali się na słowa kobiety, a Sweeney zaraz pocałował Nellie w policzek, jakby chciał się tym sposobem wytłumaczyć, że przecież szykował dla niej niespodziankę. Nellie pokręciła głową, ale oczywiście udawała to oburzenie, bo była mile zaskoczona tą chwilą, tym co ich jeszcze dziś czekało.
W tle, na statku płynęła niczym z wodą spokojna muzyka. - Kiedy Sweeney pomógł kobiecie zdjąć płaszcz, sam zdjął swój, no i zostały zabrane, jedynie Sweeney dostał na nie numerek. A kiedy Nellie usiadła zaraz podsunął jej krzesło do stolika i usiadł naprzeciwko niej, po czym Sweeney odparł do Charles'a. - Uroczo tu Charlie.. wiesz..? Ale skoro już tu jesteś możemy jak na początek zamówić u Ciebie wino..? - Charles przytaknął na słowa Sweeney'a i zaraz kiwnął głową na jednego kelnera na jego statku i rzekł do obojga. - Oczywiście.. ale z tego względu, że zaraz będziemy odpływać.. Przekazuje was w dobre ręce.. To Matthew.. Zajmie się wami i o wszystko zadba.. Mam nadzieję, że póki co wszystko jest w porządku..? Matti.. proszę o dwa menu.. - Sweeney cieszył się na tą oprawę, jaka tutaj panowała, w końcu byli w ciepłym przyjemnym pomieszczeniu, bo wieczorem na pokładzie byłoby trochę chłodno, a tu było przyjemnie, poza tym można było wyjść na pokład.

wtorek, 6 grudnia 2016

Part 361.

- Poproszę.. chleb.. rogalika z dżemem.. albo nie.. - Mężczyzna znów okazywał swoje wielkie niezdecydowanie, choć i tak już w obecności właścicielki nie czuł się tak swobodnie, a wręcz jakby skurczył się lekko w sobie bo nie spodziewał się spotkania z nią. Tym razem Pani Lovett obdarzyła go wymownym spojrzeniem, a kolejny komentarz już cisnął się jej na usta. - Chleb.. pół kilo szarlotki.. pięć babeczek i trzy drożdżówki.. - Nellie z pomocą pani Hoffman zapakowała całe zamówienie mężczyzny i zaraz podliczyła całość na rachunku.
- To będzie razem 17 funtów.. A na następny raz, proszę żeby był pan bardziej zdecydowany.. Nie chcemy tracić potencjalnych klientów, którzy pomyślą, że nie ma sensu czekać w tak licznej kolejce, jaką spowodowała jedna osoba.. Jeszcze pomyślą, że to wina obsługi, a to kompletnie mija się z prawdą.. - Kobieta podała mu pieczywo i słodkości w papierowych torebkach, a w zamian oczywiście dostała zapłatę, którą umieściła w kasie. Na twarzy klienta pojawił się kolor czerwony i po krótkich i zresztą niewyraźnych przeprosinach wycofał się do drzwi, wreszcie popychając kolejkę do przodu.
Sweeney w tym czasie właśnie wysiadał z dorożki, która dowiozła go do portu. Golibroda w poszukiwaniu właściwego statku przechadzał się wzdłuż wodnych pojazdów oferujących rozmaite oferty. Jednakże zanim zdecydował się na coś konkretnego, minęło trochę czasu. Zależało mu w końcu, by nie natrafić na wielki okręt, oferujący jedynie coś ciekawego dla turystów, pozbawiony jakiegokolwiek klimatu i prywatności. Nie o to przecież chodziło. W końcu zatrzymał się przy jednym ze statków, który jakoś od razu wpadł mu w oko. Od razu wszedł na pokład i rozejrzał się za kimś, kto mógłby udzielić mu informacji, których potrzebował. W końcu znalazł kogoś takiego na dziobie.
- Przepraszam.. czy dzisiaj wieczorem odbędzie się rejs..? Są może jeszcze jakieś wolne miejsca? - Todd podszedł do owego człowieka, który dopiero teraz bez pośpiechu się do niego odwracał.
- Hm.. owszem. Tak. Dziś miejsc jest dość sporo. Gorzej na pewno byłoby w piątek. - Gdy blondyn w średnim wieku odwrócił się do Sweeney'ego, przez jego twarz przemknęło najpierw zdziwienie, a zaraz potem pojawił się wielki uśmiech. - Benjamin.. to Ty..?
- Charles.. nie wierzę..! Tak, to ja.. choć aktualnie to raczej Sweeney Todd, nie Benjamin Barker.. Tyle lat.. Zmieniłeś profesję..? - Mężczyźni przywitali się ze sobą. Charles był jednym ze znajomych golibrody z okresu wygnania z Londynu, przemierzyli wspólnie spory kawałek świata. Przez czas podróży i morderczej pracy zaprzyjaźnili się ze sobą, choć od momentu gdy Sweeney został w Londynie, nie spotkali się ani razu.
- Też ciężko w to uwierzyć, a jednak.. Niesamowite, prawda.? Co u ciebie słychać..? Tak, skończyłem pływać po całym świecie, chwytałem się różnych prac na lądzie, ale jednak statki, woda to moje całe życie. Jestem właścicielem tej łajby, dobrze więc trafiłeś. Mogę wiedzieć co cię tu sprowadza..? Może usiądziemy..? - Charles wskazał dawnemu przyjacielowi jeden z najbliższych stolików i obaj tam zasiedli.
- Prawda, prawda.. nigdy bym się tego nie spodziewał.. Co słychać u mnie.. mógłbym opowiadać godzinami i chyba wciąż nie powiedziałbym wszystkiego.. może kiedyś wpadniesz do mnie i do Nellie na obiad.. czy na kolację, spędzimy miło czas, porozmawiamy..? Teraz niestety nie mam tak wiele czasu, zrobiłem przerwę w pracy.. Tutaj chciałbym jedynie spędzić wyjątkowy wieczór z moją wybranką, czasami warto wyjść gdzieś poza dom, poza znane kręgi i trochę się wysilić.. Ona całkowicie na to zasługuje. - Sweeney uśmiechnął się na myśl o Pani Lovett. Sam był zdziwiony, że mówi w ten sposób i naprawdę planuje spędzić tutaj romantyczny wieczór ze swoją ukochaną. Kiedyś w ogóle nie byłoby go na to stać, przypominał osobę wypaloną z uczuć lub kompletnie ich pozbawioną. Teraz za to był kimś prawie całkowicie innym, a za każdym razem kiedy myślał o Nellie, czuł ciepło na sercu.
- Z chęcią wpadnę lub też zaproszę was do siebie.. Poza tym z przyjemnością poznam tą twoją Nellie, bo to o niej mowa, prawda..? To narzeczona, a może.. żona..? Chyba, że czekasz jeszcze na odpowiednią chwilę by do tego wszystkiego doszło.. No cóż, w każdym razie musisz powiedzieć mi czego dokładnie sobie życzysz, a ja wraz z załogą postaramy się aby było tutaj tak jak sobie wymarzysz.. - Charles co prawda miał bardzo dobrą pamięć i wiedział, że jego przyjaciel miał kiedyś żonę i na pewno nie miała na imię tak, jak kobieta, którą wymienił, ale nie miał zamiaru poruszać tematu podczas tego krótkiego spotkania. Zresztą nietrudno było domyślić się, że skoro nie był z Lucy, to coś musiało się wydarzyć. Mężczyzna i tak cieszył się z faktu, że golibroda trzyma się dobrze i nie idzie sam przez życie. Todd wyjaśnił mu, że chciałby by ich stolik był w miarę możliwości w odosobnionym miejscu, by na ich stole znajdowały się kwiaty i świece, a gdzieś w tle grała spokojna muzyka, do której można zatańczyć. Nie martwił się już o menu, ponieważ widział, że Charles bardzo dobrze orientował się w tym temacie i czuł, że mógł mu zaufać. Wkrótce pożegnał się z przyjacielem i ruszył w dalszą drogę, a mianowicie na pocztę. Tam wysłał list do Sophie, po czym udał się na zakupy. Robił to wszystko już w szybszym tempie - Nellie przecież nie wiedziała, że udał się jeszcze do portu, a wręcz miał nadzieję, że tak dobrze nie pamiętała o wczorajszej propozycji i że cały ten wieczór ją zaskoczy. Mimo to wiedział, że będzie dopytywała się z czym zeszło się tak długo, bo jednak rezerwacja stolika zabrała mu przez spotkanie z Charles'em więcej czasu niż na to przewidywał. Tym razem musiał skłamać w dobrych intencjach. Najbardziej z tego wszystkiego obawiał się jednak chyba zniecierpliwionej kolejki klientów przed jego zakładem.
Sweeney wrócił do domu wejściem sklepowym, a gdy spojrzenia jego i Nellie spotkały się, kobieta obsłużyła ostatniego klienta i wróciła do domowej części, gdzie po chwili spotkała się z ukochanym.
- Z czym tak długo Ci się zeszło, Kochanie? To pewnie kolejki w sklepie i na poczcie, prawda..? Że też ci ludzie zamiast pracować, ciągle zalegają w takich miejscach.. - Pani Lovett pocałowała mężczyznę i usiadła w salonowym fotelu. Była już trochę wycieńczona pracą w sklepie, lekko dokuczały jej plecy.
- Tak jak mówisz.. kolejki niewyobrażalne.. A poza tym, Nellie.. miałaś sobie odpuścić sklep i się zrelaksować, a tu proszę.. kota nie ma, mysz harcuje.. - Golibroda odstawił do kuchni torby z zakupami i wrócił do salonu. - Nie wiesz czasem, czy dużo osób czeka tam do mnie na górze..? Zresztą sam zaraz pójdę sprawdzić, ale chciałbym też coś zjeść, bo zgłodniałem..
- To wszystko przez jednego klienta. Przyszedł taki za przeproszeniem grubas i nie mógł zdecydować się, czym dzisiaj napchać sobie brzuch.. Więc wkroczyłam do akcji, a później zostałam tak z przyzwyczajenia.. Nie mam pojęcia, ale jak już to przeproś klientów i przyjdź jeszcze zjeść obiad.. robienie przerw co pół godziny też mija się z celem..
- Dobrze więc, za chwilę wrócę i zjemy obiad.. - Sweeney udał się na górę, by sprawdzić ile klientów na niego czeka i przedłużyć przerwę jeszcze o jakieś dwadzieścia minut. Zaś Pani Lovett w kuchni podgrzewała pierwsze danie. W międzyczasie ustalała jeszcze szczegóły kolejnego dnia z Julią, ponieważ dla niej i Sweetie'ego łączył się on z pierwszą rozprawą - dlatego też nikt nie mógł pomóc pani Hoffman w sklepie. Piekarka przekazała kobiecie klucze do sklepu, by potem został przez nią zamknięty i pracownica wkrótce opuściła lokal. Nellie nalewała właśnie zupę na głębsze talerze, kiedy usłyszała powrotne kroki mężczyzny na schodach.
- I jak tam sytuacja na górze, hm..? Sweetie, pamiętasz, że przed jutrzejszą rozprawą musimy jeszcze zajrzeć do szpitala, by zdjęli mi wreszcie te szwy..? Chciałabym mieć już ten jutrzejszy dzień za sobą.. Johanna i Berta też tam będą, prawda..? - Pan Todd pomógł kobiecie w przeniesieniu obiadu na stół i zaraz oboje zasiedli przy nim do posiłku.
- Mam tam pięciu klientów, ale udobruchałem ich małą zniżką.. Tak, tak.. musimy wyjść wcześniej z domu. Wiem Kochanie, ale nikt niestety nie przeżyje tego za nas. Nie rozmawiałem z Johanną o tym, ale zakładam, że tak.. przecież obie uważane są za jego najbliższą rodzinę.. Myślałem co nieco o tym, że wieczorem pewnie będziemy siedzieć i stresować się jutrzejszym dniem.. jeśli zostaniemy w domu.. Dlatego dzisiaj zabieram Cię gdzieś.. - Golibroda puścił oczko do kobiety, po czym już szybciej zabrał się za jedzenie, nie chciał zawieść klientów.
- Ale nie mam co łudzić się, że powiesz mi gdzie, hm..? Pamiętam o czym wczoraj wspominałeś, ale nie wiem czy mogę być pewna, że to akurat to miejsce.. - Nellie odstawiła swój talerz do zlewu i zabrała się za nakładanie drugiego dania.
- Wszystkiego dowiesz się w swoim czasie.. I wiesz, drugie danie zjem jak skończę swoją wartę w zakładzie.. Obiad jest pyszny, ale też nie chcę stać taki najedzony. - Również wstawił swój talerz do zlewu, ale zanim wyszedł z kuchni, objął Panią Lovett i oparł swoje czoło o jej czoło. - Czeka mnie jeszcze trochę pracy, ale chciałbym żebyś w tym czasie się zrelaksowała i nie pracowała tylko z racji na to, że ja pracuję na górze.. Jak tylko będę mieć wolną chwilę to zajrzę do Ciebie, dobrze..? - A zaraz czule pocałował Nellie i opuścił kuchnię.
Kobieta zjadła drugie danie i zabrała się za zmywanie wszelkich brudnych naczyń, by nie trzeba było robić tego później. Potem zdecydowała się na zrobienie kokosanek, które Sweeney zawsze uwielbiał. Rozmyślała trochę nad tym, gdzie zamierzał ją zabrać i czy rzeczywiście będzie to rejs po Tamizie. Była tego bardzo ciekawa, ponieważ jej ostatni rejs po rzece przypadał na bardzo odległe lata, a było to magiczne przeżycie nie tylko dla turystów z całego świata, ale i dla starych mieszkańców stolicy.
Spędziła więc jeszcze trochę czasu w kuchni, aż ciasteczka upiekły się i pozostawiła je do wystygnięcia. Postanowiła również przygotować sobie wieczorny strój, bo gdziekolwiek Pan Todd chciał ją zabrać, zamierzała wyglądać olśniewająco. Poza tym mocno wzięła sobie do serca słowa Sweetie'ego i niebawem przygotowywała dla siebie gorącą kąpiel w łazience na górze. Zabrała ze sobą ulubioną książkę i już wkrótce znalazła się w wodzie. Nie mogła sobie pozwolić na szalenie długą kąpiel ze względu na szwy, lecz też nie musiała całkowicie omijać wody, ponieważ nie była to już tak świeża rana, a nici były mocne. Czuła się bardzo dobrze, ciepło wody działało relaksująco, jak nic innego. Nellie odpuściła sobie jednak czytanie książki i po prostu leżała w wannie nie myśląc o czymś konkretnym. Za jakiś czas usłyszała kroki golibrody, jak i jego nawoływanie jej.
- Jestem w łazience..! - Odparła Nellie i nieco poprawiła swoje włosy, przewidując że Sweeney zaraz ją tam odwiedzi.
- Uporałem się ze wszystkimi, na razie nie ma nikogo. Zresztą niedługo kończę. Zaczekać tutaj na Ciebie..? - Sweeney przechadzał się po pokoju, choć cały czas nasłuchiwał, czy nikt nie wszedł do zakładu.
- Jeśli chcesz, możesz mnie tutaj odwiedzić.. Nie widzę żadnych przeciwwskazań.. - Zatrzymał się na słowa kobiety, chwilę zastanowił, a zaraz drzwi od łazienki zaczęły powoli się uchylać. Mężczyzna oparł się o futrynę, a na jego twarz wpełzł charakterystyczny uśmiech. Nellie przesunęła stopą po krawędzi wanny, po czym przywołała go do siebie gestem ręki. Sweeney powoli podszedł do wanny i usiadł na jej krawędzi. Nie mógł oderwać wzroku od ciała kobiety, które teraz w nielicznych miejscach było zasłonięte pianą. Ciężko było mu się jej oprzeć, ale tym razem znów miał na głowie otwarty zakład i przez to znów nie mógł dopuścić do tego, czego podświadomie pragnął.
- Pewnie nie przyłączysz się do mnie, hm..? Ale podasz mi ten biały ręcznik kąpielowy..? - Sweetie zaraz sięgnął po ręcznik, ale oprócz niego położył na podłodze mniejszy ręczniczek pod stopy. Stanął przy wannie z dużym ręcznikiem, którym otulił Nellie, kiedy tylko stanęła w wannie. Potem lekko podniósł kobietę i tym sposobem stała już obok niego. - Obiecasz mi, że wrócimy do tego, Sweetie..?
- I to nie jeden raz, obiecuję. - Przytulił do siebie kobietę, po czym musnął jej czoło. - Chciałbym żebyśmy wyszli z domu w okolicach dziewiętnastej, dobrze..? A teraz, poradzisz już sobie sama..? Zorientuję się czy ktoś tam jeszcze na mnie nie czeka, posprzątam i wracam do Ciebie.
- Dobrze, akurat zdążę się przygotować. W porządku. A w kuchni czekają na Ciebie ulubione ciasteczka.. - Pani Lovett rozstała się po raz kolejny z ukochanym, choć jeszcze na jakiś czas pozostała w łazience. Póki rzeczywiście miała trochę czasu dla siebie, postanowiła go wykorzystać na pielęgnację twarzy i ciała, co oznaczało różne kremy i maseczki. Sweeney w tym czasie porządkował w zakładzie, a kiedy para skończyła swoje zajęcia, jak i małe sprzątanie w domu, już niewiele czasu pozostało do planowanej godziny wyjścia.

niedziela, 27 listopada 2016

Part 360.

Sweeney podczas golenia kolejnego klienta zastanawiał się nad tym o czym rozmawiał jeszcze chwilę temu z Nellie. Może źle jednak robili odmawiając kobiecie pobytu u nich? Nie czuł się z tą myślą dobrze.Starał się postawić na miejscu Sophie z czego uznał, że Nellie byłaby ostatnim kołem ratunkowym jakie by stracił.
Kobieta mogłaby się u nich zatrzymać, owszem! Lecz na krótko, ale z drugiej strony skąd mogliby wiedzieć ile to wszystko potrwa? Zresztą z drugiej strony, były przecież hotele, motele, wiedział, że to rodzina, no ale widać Nellie nie była również skłonna do tego, by gościć tu Sophie z córką. Inaczej oboje chyba czuliby się skrępowani, że ktoś śpi na dole, a wtedy Sweeney nie potrafiłbym nie być tu skrępowany, ale i troszkę zestresowany, bo jakoś nie był przyzwyczajony do tego, żeby nocowała tu kobieta z dzieckiem dodatkowo. Poza tym też nie wyobrażałby sobie tego, by nocowała tu jego córka i wnuk, tym bardziej, że tak naprawdę ten budynek nie należał do niego, dalej przecież wynajmował kawałek zakładu u Pani Lovett.
Sweeney zajmował się pracą, oczywiście podczas swoich przemyśleń nawet nie zaciął swojego klienta. A kiedy ten do niego mówił oczywiście Todd odpowiadał spokojnie i lekko uniósł brew na pytanie mężczyzny w którejś chwili. - Denerwuje się Pan rozprawą, Panie Todd..? - Zerknął na golibrodę, kiedy ostrzył brzytwę o pas, widział jak zacisnął dłoń na brzytwie, na myśl o tym. A nawet cofnął się przed kolejnym ruchem Sweeney'a na jego twarz. A Sweeney złapał mężczyznę za ramię i rzekł. - Spokojnie. Chyba, że chce Pan mieć tylko pół twarzy bez zarostu.. Czy się denerwuje..? Oczywiście, że tak. A Pan by się nie denerwował..? Nie wiem jak to się potoczy, wiele ludzi jest za sędzia Turpinem, a ja nie wiem czego mam się spodziewać na tej rozprawie.. Chciałbym mieć to już za sobą. To co zdecydował się pan czy zostawiamy wąsy, czy nie..? - Spoglądał na mężczyznę i cicho westchnął kiedy golił go, aż klient zdecydował się na zgolenie wąsów, co Sweeney zaraz powoli wykonał.
W tym czasie Nellie w dalszym ciągu siedziała przy biurku i męczyła się nad listem do Sophie, a jej kolejne zdania powstawały niezbyt szybko, w końcu Nellie nie chciała Sophie w jakikolwiek sposób urazić. Spojrzała poprzez okno i cicho westchnęła zastanawiając się jak napisać Sophie, że nie może się u niej zatrzymać. Skłamać coś? Nie, to by było bezsensu, dlatego zaczęła ten wątek od takich słów:
"Sophie, uważam, że ta decyzja co zrobisz, zależy tylko od Ciebie. Przemyśl to jeszcze raz, czy aby na pewno chciałabyś zamieszkać w Londynie. Czy znajdziesz tu dla siebie perspektywę, czy na pewno Helen będzie tu dobrze. Dla dziecka to naprawdę duże wyzwanie zmienić swoje środowisko, przyjaciół, na nowych, by porzucić na zawsze starych. Z Tobą jest tak samo, ja wiem, że tutaj macie mnie. Lecz nie mieszkam sama. Jak wcześniej wspomniałam, mam partnera, Sweeney'a to dobry człowiek, kocham go całym sercem.
A co do waszej gościny u mnie, sama nie mam pojęcia jak mam to ująć, ale nie sądzę, by był to dobry pomysł. U nas się nie wyśpicie, Oboje wcześnie wstajemy, ja zajmuje się sklepem, piekę, gotuję, jest dość głośno. A Sweeney..." Nellie pisała dalej starała się wytłumaczyć Sophie, że nie byłoby to łatwe mieszkanie razem, poza tym napisała też nieco kolorując, że obecnie przechodzi nieco cięższe chwile i nie chciał by coś pomiędzy nimi pękło. Poza tym z jednej strony obawiała się, że jeśli Sophie by tu była, to Sweeney całkiem mógłby się od niej odsunąć, na myśl za każdym razem, wieczorem, że nie są tu sami, a tego nie chciała. Potrzebowała go. Oczywiście zdawała sobie sprawę z tego, że ostatnio nie mieli zbyt wiele czasu i przyjemnych chwil dla siebie, ale liczyła, że się to zmieni. Choć obecnie oboje nie przyznając się przechodzili trochę stresu związanego ze zbliżającą się rozprawą.
Zsunęła na chwilę okulary z nosa i słyszała, też jak z zakładu Sweeney'a, albo ktoś wchodził, bądź wychodził, a był to Anthony. Sweeney właśnie szykował kolejną miksturę piany, aż wyjrzał zza swojego zaplecza i spojrzał na stojącego i rozglądającego się Anthony'ego, a zaraz odparł do niego. - Anthony..? Czyżby na usługę do mnie.. ale chyba nie masz tam zbyt wiele do golenia hm..? - Zaśmiał się pod nosem, a zaraz wyszedł z miseczką piany do młodego mężczyzny i wskazał mu na fotel by na nim usiadł i się rozgościł. - Witam Panie Todd. Nie, nie... ja sobie poradzę z moim zarostem.. Wiele tego jeszcze nie widnieje na mojej twarzy... Jednak przyszedłem tu by Pana o coś zapytać.. Pan sporo już tu mieszka.. a ja może będę miał szczęście i uzyskam odpowiedź na swoje pytanie. - Golibroda uniósł brew ku górze, a kiedy Anthony usiadł wygodnie w fotelu, to mężczyzna się do niego zbliżył i oparł dłonie o zagłówek fotela. - Witam. Zależy o co chcesz zapytać? Coś się wydarzyło, masz dość taką niepokojącą minę... zgubiłeś coś? - Anthony pokręcił głową zaś po chwili odwrócił się do golibrody i odparł, kiedy ten wycierał ręce w ręcznik.- Za kilka dni rozprawa z Turpinem.. prawda? Słyszałem, że w mieście szykują się zamieszki... ludzie chcą go powiesić. Wie Pan ile na tego człowieka jest skarg, ile wpływa na komisariat oskarżeń? Ale nie o tym chciałem mówić.. Nie wypływa Pan z Londynu..? - Sweeney zaraz przysiadł nieco na blacie z tyłu za plecami młodzieńca, gdzie miał różne swoje narzędzia, kosmetyki dla klientów, czy także kalendarz na zapisy do niego. - Tak. Zamieszki? Byle tylko okien nie powybijali to dla mnie mogą robić ludzie co chcą. Powiesić? A jesteś tym zbulwersowany? Ja bym chętnie to zobaczył.. Ale nie liczmy na coś co nie nastąpi. Zaczynam wątpić w to, że w ogóle ten człowiek pójdzie do więzienia, a nie znajdzie się jakiś wielki gość z plecami, który go ocali, od tego co tak naprawdę jest mu przeznaczone i to na co sobie zasłużył. A co dadzą te skargi? Przecież ma odbyć się rozprawa, nie do końca to rozumiem, przed samym wyrokiem chcą go jeszcze obciążyć..? Lecz same skargi w stylu.."On mi zrobił to i tamto.." to kto w to uwierzy, jak nie ma świadków, dowodów, i niczego? Golimy? Za pół ceny... i tak dużo tego nie będzie.. hm..? Nie, nie wypływam... Ale czemu o to pytasz hm? - Uniósł brew lekko i zastanawiał się nad wystrojem swojego zakładu, by bardziej przyciągnąć klientów do siebie, a nawet myślał nad zmianą napisu na jego drzwiach widoczną dla przechodniów, by bardziej zachwycał. Ale i skupiał się na Anthony'm, który chyba sam do końca nie wiedział po co tu przyszedł, ale zaraz odparł po głębokim wdechu. - Panie Todd.. to miasto tak naprawdę jest dla mnie dość obce, ale ostatnio wydarzyło się coś o czym nie mogę zapomnieć, a raczej o kim.. Pan jest jedyną osobą, która przeżyła ze mną całą podróż do Australii i zdążyliśmy się nieco poznać.. Po prostu... Po prostu.. to dziwne, ale oczarowała mnie kobieta. A najgorsze jest to, że.. - Zaraz opadł w fotel jakby czuł się jak na łóżku ze świeżą pościelą, lub w wygodnym leżaku plażowym, czy czymś podobnym. - że nie potrafię o niej zapomnieć.. Miała takie długie lśniące jasne włosy, gładką bladą cerę, usta jak malina, oczy, które skradły mą duszę... - Sweeney za chrząknął, nie chciał by Anthony tu mu się za bardzo rozmarzył i zaczął opowiadać dogłębniej. Młodzieniec ocknął się ze swoich marzeń na kaszel golibrody i mruczał dalej. - Chyba jeszcze żadna kobieta, dziewczyna nie zrobiła na mnie takiego wrażenia jak ta piękność.. Stała w oknie, czy przy oknie... Widziałem ją dwa razy, był z nią jakiś mężczyzna, dziecko.. Ach można tylko pozazdrościć.. - Sweeney słuchał mężczyzny i kiedy ten tak siedział w fotelu podszedł do niego z pianą gotową, którą zaczął nakładać na jego młodą twarz, na co mężczyzna aż podskoczył i zbulwersował się. - Ale ja..! - Sweeney przytaknął palec do swoich ust i odparł. - Wyglądam jak barman, gdzie ludzie z reguły się zwierzają w barach, pubach i innych melinach? Oczywiście, nie obraź się Anthony, słucham Cię.. ale skoro podoba Ci się ta młoda niewiasta, to nie wypada wyglądać jak człowiek? A nie jak jakiś kloszard.. Te buty zabłocone raczej kobiecie się nie spodobają.. - Golibroda golił Anthony'ego, a tak naprawdę nie miał pojęcia, że mówili o Johannie, o córce Pana Todd'a. To właśnie w niej Anthony się zadurzył.
Co prawda nie poznał jej, widział ją raz, czy dwa, a już jego serce tak mocno biło na widok samego okna, gdzie ukrywała się młoda kobieta. Ogolił przez ten czas mężczyznę, tym bardziej, że trwało to dość krótko, tak naprawdę nie wziął od niego zapłaty. - Panie Todd... dziękuję, ale to nie było konieczne. le ja wolałbym już zapłacić, nie chcę być Panu dłużny... Przepraszam za to najście i to co powiedziałem, ale wie Pan jak trudno tu komuś zaufać, Pan jest jedyną osobą, której tu mogę ufać. - Jeszcze chwilę ze sobą rozmawiali, ale już czekała kolejna osoba i kolejna, kolejna, i jeszcze jedna, aż Sweeney na chwilę oderwał się od pracy by zejść na parter i napić się choćby wody.
W kuchni pojawiła się Pani Lovett, kiedy Sweeney schodził z piętra i uśmiechnęła się do mężczyzny, a zaraz zbliżyła się do niego i pocałowała jego policzek co odwzajemnił. - Miąłem zaraz do Ciebie zajrzeć.. Jak sie czujesz Nellie.? - Kobieta pogładziła gładki policzek mężczyzny i choć przez chwilę wtuliła się w jego ciało szepcząc cicho. - Dobrze. Skończyłam pisać list do Sophie... mam nadzieję, że się na mnie nie obrazi. Starałam się jej wytłumaczyć to, dlaczego nie może się u nas zatrzymać.. Napisałam, że moglibyśmy jej zarezerwować miejsce w hotelu, ale z drugiej strony, nie chcę by miała pretensje o lokalizacje, pokoje, o cokolwiek. Ach.. troszkę źle mi z tym, że tak postępujemy, ale nie chcę by nasze życie miało się odmienić, przez dwie osoby.. ani nie chcę być niańką dla Helen.. a domyślam się, jakby to w innym przypadku wyglądało. Kochanie znajdziesz czas by to dziś wysłać.. dużo masz klientów? - Okej. Nie martw się tym, Sophie chyba zrozumie, poza tym nie jesteśmy hotelem, prawda? A kto wie, jakby tu była jak by się to potoczyło? Czasem ludzie ulegają temu co już mają i trudno ich przegonić.. Ja nie mówię, że ona taka jest, ale jak ktoś dobrze się gdzieś poczuje to potem powstają kolejne problemy.. Tak, niebawem wyjdę, to załatwię co potrzeba.. A Ty odpoczywaj, hm? - Ucałował Nellie w policzek i pogładził dłońmi jej biodra, ale długo to nie potrwało, bo musiał wracać na piętro, poza tym chciał niebawem wyjść by zrobić to co sobie założył, w końcu wieczorem miał zabrać Nellie nad Tamizę, nie chciał by to się nie udało.
Napił się jeszcze wody i zabrał filiżankę herbaty ze sobą na piętro, no i niestety musiał wrócić do pracy, nie zadowalało go to, że dziś mimo wszystko póki co spędza czasu z Nellie, ale jakoś na to co tu mieli trzeba było zarobić. Kobieta odpoczywała oczywiście, nie chciała robić przykrości Sweney'owi i kiedy zajrzał podczas pracy do sypialni, to oczywiście tam była i czytała coś, bądź po prostu zasnęła. Najchętniej spędziłby tak beztrosko czas z kobietą, lecz musiał się trochę zrehabilitować w końcu wypłatą, bo przecież to jego część tego budynku była zbyt długo zamknięta, by teraz nagle stwierdzić, że mu się nie chce pracować. Zarabiać musiał, musiał pracować, poza tym lubił swój zawód, jakoś nie narzekał na to. Nellie na razie o Anthony'm nie opowiadał, postanowił zostawić to może na wieczór, w końcu mogli troszkę z niech pochichotać, że młodzieniec się zakochał w kobiecie, którą nie znał, a tylko wdział i to jeszcze z okna domu.
Kiedy tylko Sweeney zdołał urwał się z pracy, zabrał list do wysłania, listę zakupów i udał się pierw nad Tamizę, by zarezerwować stolik na statku. Zerknął na swój zegarek w kieszeni i westchnął, w końcu nie miał na to zbyt wiele czasu, a poza tym powiedział, że idzie tylko na pocztę i na zakupy. Dlatego zaraz zatrzymał nadjeżdżającą dorożkę, która i tak była pusta i zaraz kazał się zawieść nad Tamizę, gdzie cumowały statki rejsowe. Nie miał innego wyjścia, a poczta była jeszcze otwarta to zdąży wysłać list do Sophie jeszcze dziś.
A w tym czasie w sklepie Pani Lovett pojawił się dość dziwnie denerwujący klient, który sam nie wiedział czego chce i Julia nie do końca potrafiła sobie z nim poradzić, kiedy ten ciągle zmieniał decyzje co by chciał kupić, czy zjeść na miejscu ze słodkich wypieków.
- Może rogalika z dżemem, i ta bułką z serem.. albo nie.. nie.. kawałek sernika.. i na wynos takie dwie kostki szarlotki.. Chociaż.. a co to jest za ciasto polane czekoladą? - Julia więc przekładała ciastka z miejsca na miejsce, aż odezwała się, choć jeszcze była spokojna. - Przepraszam, ale nie może Pan pierw przemyśleć tego co by Pan chciał.. Jest Pani niezdecydowany, a ja nie mogę tak przekładać jedzenia w tą i z powrotem.. - Nellie w tym czasie przebywała sobie w salonie i właśnie nieco sobie sprzątała, ścierała kurze z nudów, ale kiedy doszła do jej uszu dyskusje ze sklepu, postanowiła sprawdzić, co się tam dzieje.
- Ale o co Pani chodzi? - mężczyzna spojrzał na Julię jak z wyrzutem widać miał się za kogoś wybitnie ważnego, który został źle obsłużony bo aż prychnął markocąc pod nosem. - Zdecydować.. pff.. jakby ktoś tu poza mną jeszcze czekał.. - Po chwili na sklepie pojawiła się Pani Lovett i spojrzała na otyłego mężczyznę, który właśnie oczami prawe wchodził im w gablotę ze słodyczami i aż dotykał brzuchem szkła. - Dzień dobry... W czym mogę Panu pomóc..? - Mężczyzna zaraz spojrzał na Nellie jakby zobaczył szefa z pracy i odparł. - A Pani to? - Nellie podeszła bliżej Lady i zaraz znalazła się przy gablocie i spojrzała na mężczyznę, a do Juli puściła oczko, by się nim nie przejmowała. - Jestem właścicielką tego sklepu... Słucham co możemy Panu podać..? Drożdżówkę może hm..? Babeczki? Muffinki, bądź ciasto przekładane kremem, biszkopt nasączony alkoholem i przekładany kremem kakaowym. Może pieczywo? Czego Pan sobie życzy?

czwartek, 17 listopada 2016

Part 359.

Sweeney właśnie szykował śniadanie dla siebie i dla Nellie, która wciąż słodko spała. Lubił zaskakiwać ją śniadaniami do łóżka, a dodatkową motywacją do wykonywania tego zawsze były jej reakcje. Swoje śniadanie starał się zjeść jeszcze w kuchni, by na górze spędzić trochę czasu z ukochaną przed otwarciem zakładu. Mężczyzna krzątał się w kuchni, czasami spoglądając na ścienny zegarek, a głównie przygotowując tacę ze śniadaniem dla Pani Lovett. Znalazła się tam granola, czyli nic innego jak jogurt naturalny, mieszanka pieczonych orzechów z miodem i kawałki pokrojonego banana, miseczka z owocami i ulubiona kawa z mlekiem. 
Gdy skończył swoje śniadanie, w domu rozległo się pukanie do drzwi. Golibroda zaraz otworzył je pani Hoffman i kobieta znalazła się w lokalu.- Dzień dobry, Panie Todd.. Pogoda dziś dopisuje, prawda? A jak tam ponowne otwarcie zakładu? Klienci powracają do sprawdzonego zakładu? - Oboje przeszli do kuchennej części, gdzie kobieta założyła swój roboczy fartuszek, by zbytnio nie ubrudzić swoich ubrań mąką.- Witam. Na to wygląda, tak.. Teraz powinno być już tylko cieplej, choć u nas dość różnie z pogodą bywa. W porządku, nie narzekam na brak klientów. Właściwie to cieszę się, że nie muszę już siedzieć tak biernie przez cały dzień.. choć to znów przydałoby się żeby mieć na oku Nellie.. Mam prośbę, gdyby była pani potrzebna jakaś pomoc.. proszę zwrócić się do mnie, wolałbym żeby Pani Lovett dzisiaj odpoczywała, a bardzo ciężko jej to idzie.. - Sweeney uśmiechnął się lekko do kobiety, po czym przeprosił ją i wrócił się do drzwi, bo miał wrażenie że na ulicy mignął właśnie listonosz, który coś wrzucił do skrzynki. I tak rzeczywiście było. Korespondencja była zaadresowana do piekarki, więc jedynie dołączył ją do śniadaniowej tacy.- W takim razie cieszę się.. Dobrze, rozumiem. Cóż, Pani Lovett po prostu taka jest, ciężko jest jej usiedzieć na miejscu i nie pracować.. choć to dość rzadka cecha. W takim razie życzę miłego dnia.. - Julia zabrała się do pieczenia świeżych bułeczek, a Sweeney również życzył jej miłego dnia i pośpieszył na górę. W sypialni uchylił okno, by trochę się przewietrzyło i cicho wrócił do łóżka. Zanim Nellie zaczęła się budzić,  upłynęło jeszcze kilka minut, podczas których Todd miał okazję do namysłu nad zorganizowaniem miłego wieczoru nad Tamizą. Właśnie przyszło mu do głowy, że warto byłoby wcześniej zarezerwować stolik w możliwie najlepszym miejscu statku. Poza tym chciał też zamówić dyliżans, który miałby dowieźć ich bezpośrednio do portu. Co prawda nie był on oddalony o więcej niż pół godziny spaceru, lecz wolał jednak oszczędzać plecy kobiety. 
Mężczyzna chciał uczynić ten wieczór wyjątkowym, a nie tylko spędzić go jak zwykle na siedzeniu w salonie. Taki wariant też nie był zły, ale czasem warto wprowadzić trochę urozmaicenia. Chyba sam tego potrzebował. W każdym razie wolał załatwić wcześniej stolik i upewnić się, że wybrany statek nie będzie tak duży, by pomieścić liczne grono zachwycających się Londynem, coraz tłumniej przybywających turystów. Chciał aby na statku panowała niepowtarzalna atmosfera, na długo zapadająca w pamięć. Jednak aby tego wszystkiego dopilnować i zrobić Nellie niespodziankę, musiał wymknąć się chociaż na godzinę z domu. Golibroda odstawił tacę ze śniadaniem na swój nocny stoliczek, rzecz jasna zaraz po tym jak trochę z niego uprzątnął. 
Zaraz kiedy kobieta zaczęła się powoli rozbudzać, wsunął się do łóżka. Pani Lovett powoli otwierała oczy, lecz najpierw wtuliła się w Sweetie'ego. Wyczuła na jego ciele materiał, który według niej jeszcze powinien znajdować się w szafie.- Koszula..? Hm.. a która to godzina.. - Podejrzała to na zegarku mężczyzny i zmrużyła oczy w spojrzeniu na niego. Znów odparła, nieco zmysłowym głosem. - Jeszcze co najmniej pół godziny ze mną, a potem przygotujesz się do pracy.. Sweetie.. nie będę leżeć tu sama.. Nawet nie próbuj szukać wymówek.. - Nellie zbliżyła swoją twarz do ukochanego, a ich wargi spotkały się w czułym jak zawsze pocałunku. Oprócz tego kobieta powoli rozpinała guziki jego koszuli. Domyśliła się, że pewnie już był na dole i odbył wszelkie przygotowania do pracy, ale chciała mieć go jeszcze przez ten krótki czas tylko dla siebie. Bardziej dostępnego niż w tym codziennym ubraniu. Po uporaniu się ze wszystkimi zapięciami, Pani Lovett miała wreszcie swobodny dostęp do ciepłego, umięśnionego torsu Todd'a. 
Teraz ciało golibrody wyglądało już zdecydowanie lepiej niż miesiąc, czy dwa miesiące temu. Przede wszystkim zniknęło to chorobliwe wychudzenie, co bardzo ją cieszyło.- Trudno Ci się.. sprzeciwić.. - Sweeney naciągnął na siebie kołdrę, jak gdyby nigdy nic, a zaraz powędrował swoją dłonią na biodro Nellie, na co zamruczała. Chwilę zatrzymał się na nim, po czym razem z podwijającą się koszulą nocną, dalej przesuwał ręką po jej skórze. - Lecz to wieczór będzie do naszej dyspozycji.. Mmm.. Ciężko będzie pracować ze świadomością, że leżysz tutaj sama, po tak miło spędzonym poranku.. ale nie mogę tak wariować z otwieraniem zakładu.. - Resztę szepnął kobiecie do ucha. - Choć jestem coraz bardziej skłonny przełożyć otwarcie o małą godzinkę. - Sweeney pozostawiał swoje pocałunki od dekoltu, po szyję i twarz kobiety, lecz Pani Lovett również nie oszczędzała mu swoich czułości. Jej dłonie cały czas pozostawały w kontakcie z ciałem mężczyzny, tak samo zresztą jak jej wargi, które często spotykały się z jego wargami. Czuła rumieńce na swoich policzkach, aż sama była zaskoczona swoimi niecnymi myślami odnośnie golibrody. Jednakże wiedziała, że to nie tylko jej myśli, a Todd naprawdę byłby w stanie przesunąć godzinę otwarcia swojego zakładu, gdyby tylko dała mu wyraźny do tego sygnał. 
Możliwe, że to kolejny przejaw jego uczuć, zwalczanie tej blokady, którą budował w sobie wiele lat. Była szczęśliwa z tego powodu, lecz mimo wszystko wiedziała, że to nieodpowiedni czas ze względu na pracującą Julię, czy przybywających klientów sklepu. 
Sweeney w końcu zerknął na swój zegarek, pośpiesznie musnął usta Nellie i zerwał się z łóżka. Prędko poprawił i zapiął koszulę. Standardowo włożył też na siebie grafitową kamizelkę.- Przygotowałem Ci śniadanie, kawa już pewnie nie jest gorąca, ale może jeszcze będzie nadawać się do picia.. - Podał tacę kobiecie, rzucił ostatnie spojrzenie w lustro i podszedł do drzwi, łączących zakład z domową częścią. Spoglądał na swoją partnerkę, choć już intuicyjnie czuł pierwszego klienta oczekującego na otwarcie. - Gdybyś czegoś potrzebowała to nie obawiaj się wejść.. I pamiętaj o naszej obietnicy.. Będę tu zaglądać co jakiś czas.. Ach.. i dostałaś list, wcisnąłem go za serwetki.. Kocham Cię, Nellie.. do zobaczenia! - Puścił jej jeszcze buziaka w powietrzu, a kobieta zdążyła jedynie odwzajemnić ten gest i drzwi się zamknęły.- Też Cię kocham Sweeney.. nawet nie masz pojęcia jak mocno. List.. hm.. - Śniadanie było kuszące, tak samo jak kawa, lecz ten list zaintrygował Nellie tak mocno, że był pierwszą rzeczą jaką zabrała z tacy. Delikatnie otworzyła kopertę, a zaraz po ujrzeniu pisma trochę się uspokoiła. Był to charakter jej ciotecznej siostry. Szybko zabrała się za lekturę listu.
"Droga Nellie!Nie pamiętam już kiedy wymieniłyśmy się wiadomościami odnośnie naszej codzienności. Mam nadzieję, że u Ciebie wszystko w porządku. Choć nie ukrywam, że martwię się o Ciebie przez brak naszego kontaktu. Lecz liczę, że nic się nie stało, a nawet wolę myśleć, że jesteś szczęśliwa i być może zapomniałaś o siostrze przez jakiegoś mężczyznę. Kto wie! Obiecaj, że odpiszesz mi jak najszybciej. Moje życie.. Ech, chyba znajduje się obecnie na jakimś zakręcie. Wiesz o tym, że David ode mnie odszedł. Ma już inną kobietę. Zaś ja.. na ulicach Birmingham ludzie znają mnie jedynie jako tą zdradzoną, samotną matkę, której niedawno umarła matka. Mam dość. Mam serdecznie dość. Nie chcę żeby Helen dorastała w takich warunkach. Po śmierci mamy i odejściu Davida, musiałam dokonać jakichś zmian.. Sprzedałam dom, w którym mieszkaliśmy w trójkę. Byłby za duży do utrzymania, nawet z pieniędzmi jakie pozostawił mi na życie David. 
Obie przeniosłyśmy się do domu Betty. Od miesiąca biłam się ze swoimi myślami względem kolejnej przeprowadzki, a może kompletnej wyprowadzki z tego przeklętego miasta. 
Helen źle znosi ciągłe zmiany miejsca, dlatego muszę znaleźć w końcu coś stałego. Sprzedałam dom mamy, choć przyszło mi to z dużym trudem. Z drugiej strony nie mogłam tam dalej funkcjonować, widziałam ją wszędzie. Teraz wynajmuję małe mieszkanie w kamienicy. Lecz i tu nie chcę długo zagrzewać miejsca. Mam dość sporo oszczędności aby kupić mieszkanie w Londynie. Jestem w stanie spakować wszystko w kilka godzin i wsiąść do pociągu.. 
Musisz mi jedynie powiedzieć, co myślisz o moim pomyśle.. Byłabyś w stanie mi pomóc z konkretnym wyborem? Może gdzieś w Twojej okolicy? 
Helen bardzo się za Tobą stęskniła i na pewno cieszyłaby się z możliwości odwiedzin cioci. Czy nie byłoby to problemem gdybyśmy po przyjeździe zatrzymały się u Ciebie? Jeśli Ci nie pasuje - w porządku, bądź szczera. Hotele na pewno też istnieją w tak wielkim mieście. W każdym razie - liczę na Twoje wsparcie. Jesteś chyba jedyną osobą, która nie patrzy na mnie przez pryzmat zdrady męża i śmierci matki. Wiem, że bywało między nami różnie, lecz teraz? Jesteśmy chyba ostatnimi ogniwami naszej niegdyś wielkiej rodziny. Musimy na sobie polegać.                                                                                                                   Kocham, Sophie."
Nellie przeczytała ten list kilka razy, nie dowierzając w jego treść. Był dla niej szokiem. Nie miała nic przeciwko Sophie i Helen w Londynie, ale to wszystko zadziało się w nieodpowiednim momencie. Oczywiście mogła znaleźć czas na szukanie domu czy mieszkania, pomóc nawet w jego umeblowaniu, ale wizja zamieszkania w jej domu dziecka i jej ciotecznej siostry w okresie stresujących rozpraw sądowych i Bóg wie jakich zagrożeń płynących od ludzi wynajętych przez Turpina, raczej nie spodobała się jej. Przecież poszukiwania miejsca zamieszkania niekoniecznie musiały trwać przez jeden tydzień. Poza tym zastanawiała się jak przyjąłby to Sweeney. 
Być może pozornie zaakceptowałby to, tylko dlatego by jej nie było przykro, lecz na pewno nie czułby się komfortowo jak do tej pory goszcząc w domu dwie zupełnie nieznajome osoby. Zupełnie tak samo jakby Nellie czuła się nieswojo, gdyby nagle okazało się, że zamieszkają z Johanną i Tommy'm, nawet pomimo dużej sympatii dla córki golibrody i jej synka. 
Tak więc pewna decyzja w jej głowie już zapadła, a mimo to zaczynała mieć małe wyrzuty sumienia, że jej siostra otrzyma odpowiedź, której niezupełnie się spodziewa. Sophie zawsze należała do osób bardziej oderwanych od rzeczywistości i mimo treści listu, gdzie wydawała się kimś trzeźwo myślącym, tak naprawdę sądziła, że wszystko przyjdzie łatwo, nawet za łatwo. 
Pani Lovett po wszystkich swoich doświadczeniach i przeżyciach, była jej zupełnym przeciwieństwem. Dlatego swoją odpowiedź musiała dokładnie przemyśleć, starannie dobierać słowa by nie urazić siostry, a jednocześnie wyjaśnić jej to i owo. Chciała też opowiedzieć jej o jej relacji ze Sweeney'em, o Truro, Turpinie, rozprawach.. Jakby kilka ostatnie miesięcy w pigułce. Wiedziała też, że musiała się z tym pospieszyć, lecz najpierw zabrała się do śniadania, intensywnie podczas niego rozmyślając.
Pan Todd przyjmował w tym czasie swojego pierwszego klienta. Cieszył się, że już od samego otwarcia o stosunkowo wczesnej porze, gościł u niego mężczyzna na gwałt potrzebujący jego usług. A do tego widział, że za drzwiami wejściowymi pojawiło się dwóch kolejnych panów. Wtedy przyszedł mu do głowy pomysł, że być może warto byłoby już w pomieszczeniu postawić kilka krzeseł, na których klienci mogliby oczekiwać na golenie w bardziej komfortowych warunkach. Zwłaszcza w zimę, kiedy w środku było znacznie cieplej, czy też lato. 
Rozmyślał również nad tym jak zorganizować sobie przerwę w pracy, tak by udać się do portu. Przy okazji ciekawiła go zawartość listu, jaki przyszedł do Nellie. Mógł jedynie liczyć, że to nie są kolejne (ładnie zapakowane) groźby, czy jakieś wiadomości od rodziny McCartney'a. Bo przecież od kogo innego mogła pochodzić ta korespondencja? Sweeney'emu całkowicie wyleciało z głowy, że Pani Lovett ma jeszcze rodzinę w postaci ciotecznej siostry i jej córki. Zaraz po uporaniu się z oczekującymi klientami, golibroda zrobił sobie przerwę i zajrzał do Nellie.- Wszystko w porządku..? Zrobiłem przerwę, póki co nikogo nie ma.. Hm.. odpisujesz na list..? - Sweeney uniósł brew i zbliżył się do kobiety siedzącej przy ich małym biurku.- Tak, oczywiście.. Mhm, to od Sophie.. mojej siostry.. Jeśli masz chwilę to proszę, przeczytaj. Ja muszę spieszyć się z odpowiedzią, zresztą mam jej tyle rzeczy do powiedzenia.. Już boli mnie ręka, a nie jestem nawet w połowie.. - Pani Lovett podała mężczyźnie kawałek papeterii, jaki otrzymała i dalej skupiała się na pisaniu. Sweeney usiadł na krawędzi łóżka i zabrał się do czytania. Zajęło mu to chwilkę.- Więc Sophie chce się tutaj zatrzymać na pewien czas..? Jej pomysł jest dobry, w końcu będziesz miała swoją rodzinę bliżej. Tyle, że.. ile lat ma ta mała? I czy wszyscy się tutaj pomieścimy.. - Sweeney odłożył list na biurko. Nellie miała wrażenie, że jego entuzjazm, który pojawił się po wieści, że to nie kolejna przykra wiadomość, powoli się ulatniał właśnie w tym momencie. Poza tym oboje wiedzieli, że mieszka im się wspólnie dobrze, a więcej osób byłoby zupełnie nowym doświadczeniem. 
Może było to lekko egoistyczne podejście, lecz zarówno jedna i druga strona nie była przyzwyczajona do życia w większym gronie.- Moja stara sypialnia na dole jest właściwie nieużywana, do tego mamy salon i dwie osobne łazienki.. Teoretycznie nie byłoby nam tak źle, gdyby zajęły parter. Zresztą nie zostałyby tutaj na zawsze, przywyklibyśmy.. Jednak nie chcę mieszać ich w nasze stresy, bo sami nie wiemy czy skończy się na jednej rozprawie.. czy wysłannicy Turpina dadzą nam spokój.. Piszę wiadomość z odmową, opowiadam im trochę o moim, naszym życiu.. co się zadziało.. choć czuję się nieco źle nie pozwalając im na zatrzymanie się tutaj.. Ale nie robię źle, prawda? We wszystkim innym mogę jej pomóc.. - Kobieta zdjęła na chwilę swoje okulary i odłożyła je na blat. 
Westchnęła cicho, szukała jakiejś odpowiedzi, podpowiedzi w spojrzeniu ukochanego. - Damy radę jeszcze dziś wysłać ten list?- Cokolwiek zdecydujesz, stanę za Tobą.. Zgadzam się z tą decyzją.. Masz rację, że nasz dom chyba nie jest perfekcyjnym miejscem dla dziecka i Sophie.. Nie tylko o Turpina chodzi, ale i o funkcjonowanie sklepu i zakładu.. Twoja siostra powiedzmy szukałaby sobie domu, a na Twojej głowie zostawiłaby Helen.. Kiedyś mówiłaś, że ma różne pomysły i czasem trzeba pomyśleć za nią.. Mogę pomóc jej z remontem, malowaniem, meblami, ale też niech nie oczekuje od nas zbyt wiele.. Poza tym lubię naszą prywatność i spokój.. - Sweetie puścił kobiecie oko, po czym znów odparł. - Pewnie, że damy radę wysłać. Może wcześniej odwiedzę pocztę i jakiś sklep, zrobię trochę zakupów.. - Nagle rozległ się dźwięk dzwonka przy otwieraniu zakładowych drzwi.- Chyba mam klienta.. Nellie, pisz list, a potem pomyślimy co z dalszym ciągiem dnia.. - Nachylił się do kobiety, by musnąć jej czoło, a za chwilę golibroda zniknął w swoim królestwie. Pani Lovett zabrała się do dalszego pisania.

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.