SCM Music Player.

Bohaterowie.

niedziela, 25 października 2015

Part 278.

Pirelli ku niezadowoleniu obu panów, Satana, jak i Todd’a, był mimo wszystko w wyborowym humorze, a do tego jak zwykle musiał przedstawić coś okolicznym mieszkańcom. Pirelli zaraz z jakiejś torby, którą przyniósł mu jego mały służący, dziecko, które dla niego pracowało, a zaraz podszedł dumny bliżej rantu podestu i odparł pokazując ludziom flakonik z brunatną ale i jednocześnie złocistą zawartością.
- Proszę Państwa, z okazji konkursu jeśli można.. Chciałem przedstawić wam moją ofertę, nowego, jakże wspaniałego eliksiru na nasze męskie zarosty, by broda, wąsy, baki były miękkie i przyjemniej Panie nasz całowały hehe..! Tak! To coś dla nas Panowie, eliksir na bazie lawendy i moich tajnych specyfików.. Może Panowie zechcą zobaczyć..? –Młodzieniec zaraz przyniósł flakoniki Todd’owi i Satan’owi by zobaczyli zawartość tego co było w środku. Pirelli jeszcze rozdawał publice, a najbardziej było w tym denerwujące, że nikt nie sprzeciwiał się, że to konkurs, a nie sprzedaż iście cyrkowa, na którą wyglądało.
Todd w którymś momencie otworzył flakonik, oczywiście zerknął na karteczkę ze sznurkiem, która była uczepiona rączki flakonu z ceną: 30 Funtów. Zatem tanie to, to nie było. Lecz Sweeney w rozróżnianiu zapachów i kosmetyków nie był najgorszy, jeśli chodziło o zioła. Wyczuł w tym olejki eteryczne, kolendrę, ale też i cytrusy, brzozę, jak i mięte, mentol i bazylie, a do tego i skrzyp. Nie wszystko mu tu pasowało, do tego lawenda, trochę zbyt intensywnie pachniała i wychodził z tego dość zróżnicowany zapach, niby słodki, ale zaraz i drażniący nos. Satan jednak nie wytrzymał i odparł głośniej, w kierunku też i prowadzących konkurs.
- Myślałem, że to konkurs, a nie zakupy… Widzę trochę inaczej wychodzi. Może przejdziemy do powinności, przecież po to tu jesteśmy, prawda? – Willess zaraz podszedł bliżej do sceny i spojrzał poważnym spojrzeniem na Adolfa Pirelli’ego i rzekł.
- Pan Satan ma racje, dlatego proszę skończyć tą maskaradę, to nie jest prezentacja kosmetyczna, tylko konkurs, i to poważny. Poza tym Pan specyfik nie jest już taki nowy.. wąchałem. Radzę popracować nad recepturą, coś podobnego powstało już we Francji.. – Adolfo na słowa Willess’a, poczuł się oburzony, zaraz momentalnie kazał chłopczykowi zabrać wszystkie flakoniki, Todd’owi i Satan’owi prawie wyrwał z dłoni. Na co Sweeney uniósł lekko brew, ale nie wzruszyło go to zachowanie Pirelli’ego wcale. Ludzie z tłumu też się odezwali po sprawdzeniu nosem, co tez zawartość flakoniku miła w środku, Nellie, także. Nikt nie był specjalnie poruszony, a Nellie cicho obok kilka pań odrzekła. – Trochę ziół i przypraw powiedziałabym, żaden rarytas… skrzyp we flakoniku raczej nie pomoże na miękki zarost, tylko jeszcze bardziej sprawi by rósł… - Po tym przerywniku można by rzec, dopiero Willess wypowiedział się wchodząc na podium.
- Proszę golibrodów o przygotowanie.. i błagam już bez żadnych promocji, prezentacji i innych zabieraczy czasu… Panie Pirelli, mówię to do Pana.. proszę się nie popisywać, to nie jest konkurs na najlepiej ubranego golibrodę..  – Pokręcił głową, gdy patrzył jak Pirelli poprawiał swoje ubranie, a zaraz machał niczym torreador płachtą, którą okrywał klienta ubranie by się nie poplamiło pianką do golenia.
– Skończył Pan mnie instruować? Pracuje jak chcę, to moje rzeczy, moja własność. Skoro nie oceniamy tu elegancji, a ta prostotę.. to zacznijmy już…  - Adolfo obraził się niemal jak dziecko, Sweeney zaś przygotowywał produkty do golenia, jakie każdy miał z nich dostępne, jak i kątem oka zerkał, gdzie był jego potencjalny klient, na którego mierzył właśnie wzrokiem.
- Panowie czas wybrać klientów. Może zaczniemy od Pana.. Pana Todd’a.. Panie Todd, proszę bardzo wybrać z publiczności któregoś z mieszkańców. Panowie bardzo proszę się pokazać tutaj… dziś golimy za darmo… to naprawdę dobra okazja by nie płacić choć raz za golenie..! – Willess zerknął na Todd’a, który przypatrywał się mężczyznom z zarostem i po niedługiej chwili znalazł swojego klienta w tłumie i zaraz odparł. – Pan w granatowym płaszczu. – Mężczyzna w granatowym ubraniu zaraz obejrzał się dookoła, przy czym Sweeney dodał. – Tak, tak o panu mówię, zapraszam. – W końcu i każdy z golibrodów miał swojego klienta na fotelu, zaraz płachty poszły w górę i narzeczone zostały na ubrania klientów, wszystko wyglądało z Nellie perspektywy dość magicznie, tym bardziej, że panowie zrobili to równo.
Oczywiście ją interesował tylko Sweeney, który miał w sobie wdzięk szyk, podziwiała go, choć mogłaby przysięgnąć, że teraz, gdy patrzyła na Satan’a, to wyglądał jak krewny jej miłości. Powoli Panowie zabrali się do przygotowania pianki do golenia, naostrzyli swoje brzytwy, każdy robił to w swój sposób. Pirelli jakby mógł to ukróciłby palce chłopcu, który dla niego pracował, że aż Sweeney zareagował na to w którejś chwili.
- Widać, że nie Pana dziecko, skoro tak Pan je traktuje… - Pirelli na te słowa mężczyzny, zaraz obrócił się do niego i zbliżył o dwa kroki machając przy tym brzytwom, na co Sweeney uniósł lekko brew i westchnął. –  Coś Panu Panie Todd nie pasuje w moich metodach, może niech Pan zajmie się klientem, nim całkiem ostygnie… - Golibroda na słowa elegantka, zaśmiał się pod nosem i odparł kiedy zaraz przechodził do golenia swojego klienta, aż był gotowy i poprawił mu płachtę, oczywiście była związana przy szyi, by nie zsunęła się podczas pracy.
– Jak ostygają to nieżywi, żywi ciągle oddychają, jest od nich ciepło.. A im dłużej tu Pan będzie gawędził ze mną, to pański klient, tak ostygnie, że pójdzie na kawę i zrezygnuje z tej usługi.. – Wtedy też Pirelli podszedł do Todd’a i pochylił się przy jego uchu, chciał coś powiedzieć, ale jego klient odparł zaraz lekko oburzony.
– Ten Pan ma rację..! Zimno jest, niech Pan się pospieszy.. warunki jak na konkurs trochę niefortunne, a przy Pana gadaniu wydłuży się bardziej.. żwawo…! Gdyby Pan miał tu swój gabinet to chyba bym  nim nie zagościł..! – Mruknął pod nosem, kiedy Pirelli zaraz zabrał się za golenie swojego marudy, a na Sweeney’a patrzył jak na wroga numer jeden, Satan zaś pozostawiał na razie poza kręgiem złości Adolfa. Panie golili swoich ochotników, a może bardziej wybrańców, w końcu nikt sam się nie zgłaszał. Sweeney skupiał się na swoim zdania, robił to dobrze, ale i niezbyt wolno, tym bardziej, że nie lubił jak Pirelli parodiować przed klientem, czy przed publiką, tym bardziej, że przypomniał sobie słowa Nellie jak mówiła mu o tym by – czuł się jak na piętrze nad jej sklepem. Tak też właśnie robił, Nellie spoglądała na niego uważnie i trzymała kciuki uśmiechając się w stronę mężczyzny, mimo że Todd jej nie widział, bo przecież musiał wiedzieć co robi.
Oczywiście Sweeney’owi i Satan’owi zajęło to dość niewiele czasu, a Pirelli był w połowie. Sweeney jeszcze nałożył na twarz swojego klienta ręcznik wycierając mu trochę twarz od pianki i użył jeszcze krem przeciw podrażnieniom. No i było po wszystkim, oczywiście Panowie- klienci otrzymali od swoich golibrodów, tzw. Żeton, który był z imieniem i nazwiskiem tego kto ich golił, by potem nie było nieporozumień, bo różnie mogło dziać się wśród tłumu. Pirelli był ostatni w tym trio, lecz specjalnie się tym nie przejmował, mimo, że na golenie też mieli określony czas.
Kiedy Sweeney odłożył rzeczy na miejsce, zaraz wyczyścił swoja brzytwę i schował, jak i wkładał na siebie płaszcz, usłyszał od Satan’a następujące słowa. – Panie Todd. To był zaszczyt z Panem pracować, tutaj i nie tylko tutaj.. – Uśmiechnął się niepewnie i wyciągnął dłoń do golibrody z Fleet Street. Sweeney spojrzał na mężczyznę i tak naprawdę zastanawiał się co miał odpowiedzieć, a zaraz przeszkodził im Pirelli wchodząc pomiędzy nich i obu poklepał po ramionach tym swoim kobiecym zachowaniem. – No Panowie czas dać wejść tu ostatnim kandydatom! I tak wiadomo kto wygra, prawda? Zatem dziękuję wam za towarzystwo… i wszystko… - Obaj popatrzyli na ancymona Pirelli’ego jakby pojawił się tu niemal znikąd i spojrzeli na siebie unosząc równocześnie po jednej brwi i cicho westchnęli by już się nie komentować tego samouwielbienia Pirelli’ego, aż ich w końcu opuścił, wołając chłopca, który niósł walizkę z pewnie zestawem upiększającym fryzurę tego przebierańca.

wtorek, 13 października 2015

Part 277.

Podczas konkurencji, trzech golibrodów, pojawili się na podium ich potencjalni klienci, których sami sobie wybrali z publiczności, w końcu dla klientów to była darmowa okazja na pozbycie się zarostu na twarzy, tyle że musieli godzić się na zgolenie całego zarostu. Gdyż, gdyby trafił się klient, który chciałby zostawić wąsy, czy bródkę, to nie byłoby to do końca sprawiedliwe dla innych uczestników. Kiedy klienci zasiedli w fotelach, oczywiście każdy uśmiechał się do publiczności, choć dla Todd’a wydawało się to lekko dziwne, przecież to tylko golenie, a nie pozowanie do zdjęcia. No ale zaraz trójka golibrodów, przygotowywała się do pracy, zakładała swoim klientom fartuchy, by nie pobrudzić pianką do golenia ich ubrań. No i powoli zaczął się cały proces golenia. Każdy z golibrodów zajął się swoi
m „pacjentem”, Pan Millow choćby trafił na dość marudnego klienta, który ciągle chciał coś mówić, a przecież w konkursie nie chodziło o najlepszy kontakt werbalny, a o dokładne golenie. Zatem Pan Millow pozostawał w tyle, choć może nie liczył się tu za bardzo czas w konkursie, a dokładność, lecz mimo to chodziło o skupienie się na pracy, Anie na czymś innym. Sweeney przyglądał się temu co działo się na podium, w myślach obierał swoją strategię, jak i też upatrywał sobie kogoś z publiczności, kto nie zachowywał się dość hałaśliwie, poza tym nie wiedział, czy jego poprzednicy wybiorą ta osobę co on, wiec wybierał sobie potencjalnie trzech kandydatów na krzesło do swojego mini salonu na podium. Nellie była niedaleko Sweeney’a, który nieco zaczynał się od niej oddalać i chodzić pomiędzy publiką, spoglądając na nich, jak i na konkursantów, którzy byli zestresowani im bardziej byli bliżej końca. No wtedy właśnie Pan Barows, zaciął swojego klienta całkiem niespodziewanie przy brodzie, na co publiczność zaczęła wydawać dziwne dźwięki i skowyt, jakby stało się coś strasznego, no oczywiście dla Pana Barows’a oznaczało to, że niestety ale jego wygrana skazana była już na nagrodę pocieszenia, wtedy ludzie zaczęli ze sobą szeptać.
- A taki dobry się wydawał.. Och myślałam, że wygra.. – Kobiety jedna z drugą dyskutowały o mężczyźnie, a do tego dołączyła i trzecia, kto rej widocznie golibroda spodobał się.
- Nagroda pocieszenia, przecież nie jest taka zła, prawda..? – Jedna dama oglądając przez swoje koronkowe rękawiczki słonie paznokcie odezwała się do kobiety z cichym westchnięciem, ale jednocześnie takim dość surowym spojrzeniem w oczach.
- Może tak. Ale teraz mężczyzna bez pieniędzy, to troszeczkę przykre, prawda..? Pan Barows nie wygląda na mężczyznę z wyższych sfer.. Poza tym, żaden golibroda na takiego nie wygląda hehe… Każdy z nich jest mieszczaninem co najwyżej… - W tym momencie Pan Todd spotkał się ze spojrzeniem danej kobiety, która wyczuwając, że za głośno to powiedziała, uśmiechnęła się niewinnie, ale i zadziornie, bo Todd jednak jej się podobał, choć miała męża z tych swoich wyższych sfer, w końcu jej mąż był bankierem, zatem niczego nigdy jej nie brakowało, w końcu sama była z bogatej rodziny. No a jednak mieszczański konkurs kusił wszystkich.
Na podium powoli zakończyła się pierwsza tura, wygrał ją Pan Banks, za najlepsze ogolenie swojego klienta, najdokładniejsze, najgładsze i klient jednym słowem był bardzo zadowolony. Pozostali panowie niestety pozostawali z nagrodami pocieszenia, które niebawem mieli otrzymać, lecz wszystko po zakończeniu tej imprezy.
Kolejna tura w której wystąpili Pan Gillman, prowadzący i swój salon fryzjersko-kosmetyczny ze swoim fachem, jak i też sklep wielobranżowy, kolejnym golibrodą był Pan Franstein – który był tak naprawdę z zawodu szewcem przekwalifikowanym na golibrodę, a trzecim kandydatem do głównej nagrody w konkursie w tej turze był Pan Cevill, znany ze swojego fachu w Anglii, poprzez swoje różne znajomości. Panowie dzielnie ze sobą walczyli, mimo, że zerwał się wiatr nie przeszkadzało im to zbytnio, choć jeden poprzez upuszczenie brzytwy stracił te naście sekund, do powrócenia do dalszych czynności nad twarzą swojego klienta.
Sweeney przystał nieco, a za nim stanęła Pani Lovett, która oparła dłoń o jego ramię i pochyliła się nad jego uchem.
- Sweeney… denerwujesz się..? Pamiętaj zrób to jak najlepiej potrafisz, wyobraź sobie, że jesteś na piętrze z klientem.. i po prostu robisz swoje… - Pogładziła go po ramieniu i uśmiechnęła się delikatnie, gdy pocałowała jego policzek. Sweeney spojrzał kątem oka na kobietę i lekko przytaknął. Oczywiście, że był trochę spięty, co na pewno kobieta wyczuwała, gdyż czuła jak spięte Todd miał ramiona. Zaraz z koszyka jaki miała chciała dać Todd’owi coś do zjedzenia, lecz kiedy zauważył jak sięga, po babeczkę z serwetką odezwał się do kobiety.
- Nellie, nie teraz, proszę Cię.. Nie jestem głodny, jeśli Ty chcesz proszę bardzo… ale to na chwilę obecną nie poprawi mi humoru. – Kobieta już nie wiedziała co zrobić by mężczyznę pocieszyć, wiedziała że lubił słodycze, ale teraz naprawdę ich nie chciał, może wielkim łasuchem nie był. Lecz widać, był zestresowany tym konkursem. Nellie pogładziła plecy Sweeney’a i zaraz stanęła przed nim odzywając się do niego, gdy spojrzał jej w oczy.
- Niezależnie od wyniku Sweeney, będę cieszyć się razem z Tobą z Twojej wygranej, wiesz..? I nieważne, że to wygrasz, czy dostaniesz nagrodę pocieszenia, ja Cię nie zostawię i dziś będziemy świętować z Twojej nagrody, zobaczysz. – Sweeney uniósł brew na kobietę i uśmiechnął się do niej kącikiem ust, pochylając do kobiety i ucałował jej policzek, zaraz pochylając się nad jej uchem.
- Nellie… bo pomyślę, że to Ty się bardziej denerwujesz niż ja. Proszę Cię, ja po prostu przyglądam się póki co, dopóki mnie nie wytypują na to podium, i proszę Cię.. ale słodycze, teraz…? Nie, nie jestem głodny, a poza tym potrzebuję się skupić, a nie jeść… Nie chcę z cukrem pudrem na twarzy stać na podium, tylko z brzytwą… Wiesz..? Poza tym spójrz.. masz tu konkurencję… Poza tym nabrałaś tu cały koszyk jedzenia… Nie za ciężko trochę, to na nasz piknik, po wszystkim.. Neeeellie… - Mężczyzna zaśmiał się do kobiety, kiedy Nellie spojrzała za wzrokiem mężczyzny, jak jedna z mieszczanek chodziła wśród ludzi z koszem jedzenia i sprzedała słodkości z cukierni, czy bułeczki z makiem z piekarni. Nellie założyła ręce na klatkę piersiową, mimo tego, że na zgięciu łokcia trzymała ramię kosza.
- A to trzpiotka..! Jak tak może! To konkurencja dla mojego sklepu, że tez wcześniej o promocji mojego sklepu nie pomyślałam, ale mam dobre rzeczy na nasz piknik… Nie sprzedam tego nikomu, mam tu dobre wino, potrawki i nie tylko, babeczki… Och, co za kobieta! Dobrze Sweeney skup się na konkursie Mój Drogi! – Kobieta pomiziała Sweeney’a po brodzie i kolejna tura konkursu była za nimi, którą to wygrał Pan Cevill.
Kolejna tura, właśnie się zaczęła i na scenę zaraz przez mikrofon był zaproszony Pan Satan – były pracodawca Todd’a, następnym był sam Pan Todd, który dostał buziaka na szczęście od Nellie i zaraz powoli poszedł w kierunku podium, a ostatnim uczestnikiem tej tury był Adolfo Pirelli, na co Sweeney, aż warknął na samą myśl, że zaraz ten furiat się tu zjawi. Powoli Satan wszedł na podium, za nim Sweeney, obaj mężczyźni spojrzeli na siebie. Todd spoglądał wrogo, Satan znów jak na konkurencje, ale może niezbyt silną, a przynajmniej takie zrobił wrażenie swoim zachowaniem. A gdy pojawił się Pirelli, jak zawsze zachowywał się jak Pan i władca okolicy i jeszcze nie wiadomo, czego, te jego ubrania, żaboty, Sweeney patrzył na to dość obco, a jednocześnie z takim zdziwieniem w oczach. Pirelli zaraz wręcz śpiewająco wszedł na podium w swoim zielonym surducie, do tego ta koszula żabotami, wyglądał nieco komicznie, a raczej bardzo z tą swoją dziwną fryzurą przeczesanymi włosami po bokach z przedziałkiem i na końcu niczym zawinięte loki, co bardziej przypominało kobiecą fryzurę, niż męską.
- Do dzieła, nareszcie, nareszcie moja kolej.. och cóż za wyrachowana konkurencja, chyba nikt nie twierdzi, ze wygra ktoś inny…prawda… hehe.. cóż za otumanienie w oczach obu…
- Satan słysząc słowa Pirellie’go odezwał się po chwili, a Sweeney powoli odsłonił swój płaszcz, który powoli zaczął zdejmować, by przygotować się do działania, poza tym z tej perspektywy widział, że mieszczanie urządzili sobie zakłady na wygraną pomiędzy golibrodami. W końcu jakiś młody chłopak zbierał od wszystkich pieniądze na zakłady i spisywał na kartce kto na kogo dał i ile, bo z pieniędzmi bywało różnie. A Satan mówił do Pirellie’go.
- Czyżby „włoski” arystokrata miał nas za kogoś gorszego..? – Zmarszczył czoło i podszedł bliżej do mężczyzny, choć Todd  był na środku podium i spojrzał na panów szepcząc w stronę dawnego pracodawcy.
- Nie warto… Nie lepiej skupić się na konkursie, niż docinkach tego.. ekhem.. kogoś..? – Szepnął te słowa, na co Satan warknął w stronę mężczyzny w zielonym ubraniu i powoli zaczął się wycofywać, poklepując Todd’a po ramieniu. W końcu wiedział, że Todd w konkursie będzie chyba jednym mężczyzną z nielicznych, który będzie po prostu sobą i będzie uczciwy.

piątek, 2 października 2015

Part 276.

- Och Sweeney, Sweeney, poradzisz sobie nawet jak dołączy do was Pirelli, nie denerwuj się. A może Satan ma jakieś przecieki, albo są jakieś listy wywieszone, kto z kim jest na podium, poza tym Sweeney.. i tak jest więcej golibrodów, a że was tak dopasowali to myślę, że to ma jakiś swój cel. Poza tym być może ktoś maczał w tym swoje palce. Nie zamartwiaj się tym, mówiłam Ci, zrób swoje… Pokaż w czym jesteś dobry i nagroda też Skarbie by nie zaszkodziła.. wiesz..? Och nie chcę być materialistką, lecz po tym remoncie nie uważasz, że troszeczkę jednak ubyło nam w kasetce..? Poza tym to dobra okazja Słonko na to by podbudować swoją reputacje i zyskać klientów. – Kobieta uśmiechnęła się do Sweeney’a, który spojrzał na nią nieco niepewnie, no ale przytaknął głową, choć zaraz pociągnął kobietę pod ramię, do punktu, gdzie Sweeney miał oświadczyć pisemnie, że przybył na konkurs. Pani Lovett była nieco zaskoczona, tym nagłym ruszeniem do biurka, gdzie siedział starszy mężczyzna i wszystkich konkurentów zaznaczał, dawał im jakieś plakietki i nie tylko. Gdy tam dochodzili odezwała się do milczącego Todd’a.
- Panie Todd…? Wszystko dobrze..? Sweeney…? – Mężczyzna nieznacznie pokręcił głową, a zaraz przytaknął i podał na biurku mężczyźnie swój dowód tożsamości, przy czym mężczyzna zaraz postemplował mu jakąś kartkę i wręczył. Do tego podał Sweeney’owi dokumenty jak wszystkim uczestnikom i kazał się na nich podpisać, co Sweeney zaraz robił piórem, gdy pochylił się nad biurkiem i czytał papiery.
- Sweeney..? Nie odpowiedziałeś mi… Przepraszam bardzo Pana.. a długo będzie trwał ten konkurs..? – Sweeney mruknął, no ale nie chciał przecież mówić tego przy tym mężczyźnie, czemu tak tu szybko doszedł. Poza tym zawiał silniejszy wiatr i Sweeney podniósł bardziej swój kołnierz od płaszcza, lecz niestety, nie udało mu się całkiem zniknąć w tym tłumie, przez specyficzną fryzurę i siwy kosmyk włosów z przodu. A mężczyzna siedzący za biurkiem, jeden z organizatorów konkursu odezwał się spokojnym tonem do Nellie, gdy właśnie układał papiery uczestników po kolei według nazwiska – alfabetycznie.
- Hm.. zobaczymy droga Pani… na razie trwają przygotowania i zgłaszają się uczestniczy, jeszcze pół godziny dajemy uczestnikom na stawienie się, potem konkurs się zacznie, a może potrwać z dwie godzinki, na pewno. – Uśmiechnął się do Pani Lovett wyrazem pełnym szacunku, Todd podpisał się na dokumentach i został poinstruowany przez mężczyznę o konkursie, kiedy miał stawić się przy podium, poza tym dobrze wszyscy wiedzieli, że uczestnicy będą wywoływani z tłumów, w końcu nie sposób byłoby zrobić tu zaplecze dla wszystkich tym bardziej, że konkurs odbywał się na powietrzu. Po chwili Todd odszedł z Nelmie nieco dalej, bo podchodził kolejny uczestnik do biurka organizatora i Todd jak i golibroda z jednego salonu spojrzeli na siebie dość wrogo. Po czym Sweeney odezwał się do Nellie tuż przy jej uchu i starał się wyglądać tak, jakby mówił jej coś miłego.
- Pojawił się Turpin. Dlatego wybacz, że nie mówiłem tego, że tym organizatorze, ale na pewno jest z nim w przyjacielskich stosunkach, a ja nie chcę by potem były szepty pod nosami.. ”Todd mówił o Panu to…, gdy tu stał..” Rozumiesz? Niech to się już zacznie chce mieć to za sobą. – Sweeney przechadzał się powoli po placu z Nellie oglądając co się tutaj działo, poza tym Pani Lovett zauważyła też niedaleko córkę Todd’a, lecz nie mówiła mu o tym chciała dać mu chwilę wytchnienia, poza tym minęło już dobrze pół godziny, kiedy napili się i gorącej kawy z jednego miejsca na placu, gdzie stał wóz na kółkach i sprzedawał mężczyzna kawę do wypicia na miejscu. Sweeney spoglądał na mężczyzn na terenie placu konkursu, bo dobrze wiedział, że Ci z najbardziej gęstym i dużym zarostem zostaną wybrani do wzięcia udziału w tym konkursie, no ale jako modele dla golibrodów. Dlatego zastanawiał się czy oni faktycznie nie golili się by tu mieć to zrobione za darmo, czy lubili być tacy zarośnięci na twarzy. Spojrzał na jedną kobietę, gdy pogładziła swojego męża po zarośniętym aż za bardzo policzku i prawie dała mu całusa, ale zaraz było widać, że niezbyt była zachwycona jego twarzą, dlatego chyba liczyła na to, że wyląduje na podium pod jedną z brzytew. Kobieta powoli odeszła od męża i akurat przechodziła obok Sweeney’a do, którego uśmiechnęła się i odezwała miłym tonem głosu.
- Dzień dobry Panie Todd. – Na co Sweeney skłonił się lekko i burknął do niej – Dzień dobry Pani. – Pani Lovett spoglądała na Todd’a co najmniej jakby miał jakiś związek z tą kobietą, która dość emanowała swoim dekoltem, nawet w tak chłodny dzień w powietrzu jak dzisiaj. Lecz golibroda nie miał dziś idealnego nastroju, a tym bardziej nie oglądał się za kobietami, raczej nie był typem Casanovy, czy podrywacza. Nim Pani Lovett zabrała głos, to przez mikrofon usłyszeli męskie kaszlnięcie i dopiero struny głosowe, właśnie zaczął przemawiać organizator konkursu i w końcu miał się zacząć wybór na najlepszego golibrodę w Londynie, który dziś stąd wyjdzie z dumą na twarzy i pełnym portfelem.
- Raz, da.. trzy.. słychać mnie..? Och to dobrze..! Dzień dobry! Dzień dobry! Witam wszystkim serdecznie na konkursie na najlepszego golibrodę w Londynie, tudzież w mieście..! Nazywam się Benjamin Willess, poprowadzę dzisiejszy konkurs na placu Piccadilly Cirrus! Zapraszam wszystkich serdecznie! Oczywiście chcę bardzo podziękować naszym dwunastu uczestnikom, którzy zgodzili się wziąć udział w konkursie. Nie powiem, że spodziewałem się większej frekwencji, no ale może nie każdy lubi być w centrum uwagi, jak dziś na podium trzeba będzie zmierzyć się z tymi nieogolonymi brodami i brzytwą! – Sam pogładził się po swojej brodzie, choć jego broda była idealnie przyjęcia z wąsem i nie potrzebował do tego dziś kolejnej wizyty u "brzytwiarza". – Tak czy owak, Panowie żałujcie, że nie bierzecie udziału w konkursie, przecież oferujemy atrakcyjne nagrody, czyż nie? – Oczywiście publika przyznała racje i zaczęła klaskać. Todd spoglądał z powaga i niewzruszenie na to co się działo, Nellie uśmiechnęła się do Todd’a i słuchała uważnie organizatora, widząc, że niedaleko już burmistrz miasta się kręcił, do tego i Turpin. Lecz teraz w ogóle nie widziała córki Turpina, a do tego zbliżał się weekend, no i mieli podjąć ostateczną decyzje, czy idą na przyjęcie związane z awansem sędziego, czy nie. Sweeney się ciągle wahał, Nellie nieco tez, ale chciała iść i zobaczyć jak to jest być na takim przyjęciu, choć z drugiej strony obawiała się o jakiś skandal. – Tak nagrody! 10 tysięcy funtów dla najlepszego golibrody w Londynie! 7 tysięcy funtów za drugie miejsce! 5 za trzecie miejsce! I kosmetyki dla każdego salonu na pół roku! A dla pozostałych uczestników, mamy atrakcyjne nagrody, mające na celu wyposażenie ich salonów golibrodów, w postaci kosmetyków, pianek, wosków, jak i też rabaty na święta, przy kolejnych zakupach do salonów! Prawda, że warto?! – Społeczność oczywiście znów biła brawa na słowa mężczyzny, Willess jeszcze mówił co nieco o konkursie, lecz nie wszyscy go słuchali. Pan Todd wydawał się też być lekko nieobecny, kiedy spoglądał na podium i widział na nim trzy fotele dla klientów, można powiedzieć, że nieco bardziej zaczynał być zestresowany niż jakąś godzinę temu. Pani Lovett złapała lekko dłoń Todd’a i pogładziła ją kciukiem, w końcu nie chciała by Todd przejmował się tym konkursem bardziej niż czymkolwiek innym, tym bardziej, że wiedziała jak bardzo ważna jest dla niego córka i wnuk, powinien więc dla nich to zrobić i stanąć na podium, a jeszcze lepiej, gdyby stało się to z którąś z pierwszych nagród.
Powoli konkurs rozpoczynał się i stanowiska zostały przygotowywane do ostatniej sekundy, kiedy mieli wejść na podium pierwsi uczestnicy konkursu. Oczywiście na widowni, już ludzie szeptali, a przede wszystkim kobiety do swoich mężów by golili te brody, gdyż nawet klientów żony liczyły, że jeśli ich druga połówka weźmie udział w konkursie, poprzez służenie można by rzec brodą, to otrzyma jeszcze jakiś bonus. Mimo to o tym, nie było mowy, a przynajmniej głośno.
Po kilku minutach na podium zostali wywołani uczestnicy pierwszej tury, w pierwszej trójce nie znalazł się Pan Todd, lecz Pan Barows, Pan Millow i Pan Banks, byli dobrymi golibrodami, mieli własne zakłady, Pan Millow szczycił się pracą w Argentynie jakieś dziesięć lat wstecz, a mimo to zdarzały mu się zacięcia na twarzach klientów. Dwóch pozostałych panów cieszyło się dobrą opinią i z nich trzech Pan Banks, najbardziej skromny i szczery cieszył się tym, że to on w swojej okolicy golił najwięcej bród, zatem można było powiedzieć, że stanowił konkurencje dla Sweeney’a.

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.