SCM Music Player.

Bohaterowie.

sobota, 27 czerwca 2015

Part 271.

Pani Lovett pracowała, nie za bardzo zwracała uwagę na Satan’a, była po prostu zła, trochę sfrustrowana, że mężczyzna tu przyszedł, no ale przecież wyrzucić go nie mogła. Satan pił swoją kawę powolutku, mimo to widać było po nim, że żałował zwolnienia Sweeney’a, lecz nie mógł na to nic poradzić, kiedy pracownik szedł na zwolnienie niestety nie był wydajny dla zakładu i spowalniał ruch, pracę w salonie, co zmusiło Satana do podjęcia takich środków, a nie innych. Po wypiciu kawy, powoli wstał ze swojego miejsca i z filiżanką udał się do bufetu, gdzie postawił filiżankę, by kobieta nie musiała się fatygować do zabrania naczynia z tego stolika. Satan spojrzał na Panią Lovett, gdy właśnie wyjmowała z pieca kolejne wypieki, no i nie bronił się przed spojrzeniem na jej tylnie walory ciała. Kiedy jego wzrok spoczął na jej talii, a po chwili i na pośladkach, a gdy odwróciła się i przekładała z blachy bułeczki szczypcami, przez moment spojrzał na jej dekolt, lecz zaraz wybudzony z tego został, jak do sklepu Pani Lovett „zaszczycił swoją obecnością” Sędzia Turpin i jego podwładny Beadle Bamford, którzy zrobili tłok niemały, gdyż zaraz Bamford kogoś popchnął, zamiast przepuścić mężczyznę, który opuszczał sklep. Turpin spoglądał na Panią Lovett dość uważnie, co najmniej jakby wyczuwał, że nie był tu mile widziany. A do tego słyszał jakby takie zgrzytanie z piętra, bo Todd dalej zajmował się ukończeniem parkietu i ciął deski. Po chwili Turpin spoglądał na gablotę z ciastami i odezwał się do Nellie.
- Witam Pani Lovett… Cóż to za hałasy na piętrze, nie przeszkadza to gościom..? – Zmarszczył czoło, nie obchodził go to czy było tu głośno, lecz ciekawość go zjadała co tam na górze się wyprawiało. Poza tym jego sługus, niczym obżarty szczur z żółtymi zębami bym gotów sprawdzić co tez dzieje się nad nimi. Lecz Pani Lovett zaraz odparła przygotowując kawę dla kolejnych swoich gości.
- Witam Panów. Jak widać nie przeszkadza. Coś podać? – Uśmiechnęła się dość nieszczerze, do tego Satan stał obok niczym jakby chciał podsłuchać co działo się na piętrze. Lecz niebawem Todd zszedł na parter i czmychnął do łazienki za potrzebą, a poza tym chciał umyć twarz i nieco odpocząć od kurzu jaki był na piętrze i pyłu. A niedługo po tym Sweeney zajrzał do sklepu kobiety i spojrzał na Turpina, do którego skinął głową, witając się jak i tez do jego sługusa, choć tak naprawdę najchętniej pokazał im, gdzie są drzwi. Sweeney tez był nieco głodny wiec poczęstował się bułeczką z blachy, którą zresztą zostawiła mu kobieta by mógł coś przekąsić. No i właśnie Sweeney ugryzł kawałek ciepłej jeszcze bułeczki i jadł ją, a Nellie zaraz przygotowała dla niego herbatę, jak i sama co nieco sobie skubnęła, tym bardziej, że dziś klienci postawili chyba na słodycze niż inne potrawy, dlatego miała trochę więcej czasu by odpocząć za ladą. Turpin w dalszym ciągu wybierał co mógłby zjeść, tak samo jak i jego podwładny, który pewnie zjadłby wszystko, kiedy już się obleśnie oblizywał i zacierał ręce jakby szykował się na babeczkę jedną w sklepie i wykwintną z wisienką na samym czubeczku, którą to Nellie zabrała z gabloty, dla klientki przed Turpinem i pazernym grubasem.
- Pani Lovett… a co by mi Pani poleciła… W sumie, chodzi mi o ciasto, może jakieś z owocami? – Kobieta spojrzała na ciasta po czym pochyliła się do gabloty i zerknęła na wypieki jakie się tam znajdowały, po czym wskazała na ciasto z brzoskwiniami, czy porzeczką, jak już Turpin chciał owoce w cieście. Wtedy on zastanawiał się i pokazywał jeszcze inne.
- To jest sernik z bezą. Nie ma tu owoców, sernik z owocami niestety już się skończył. Dziś już nie będzie, piekłam ostatnie wypieki na dzisiaj. – Mężczyzna więc wskazał na ciasto z brzoskwiniami, ale zaraz zmienił zdanie, kiedy kobieta widziała, go przez szybę gabloty i chwilę chciał na zastanowienie, przy czym Sweeney udawał, że poprawia coś w szafce za lada, a tak schylił się do Nellie i szepnął jej na ucho.
- Powiedz, że z arszenikiem jest cudowne ciasto.. Szkoda, że takiego nie mamy.. nafaszerowałbym każde trucizną byle tylko miał to zjeść sam, i z tym szczurem obok… Obrzydzenie mnie bierze jak patrzę na tego Bamforda. Turpin chyba dalej nie ma pojęcia, że Johanna nas zaprosiła na to przyjęcie… - Sweeney spojrzał kątem oka na kobietę i uśmiechnął się do niej, a Nellie odwzajemniła jego uśmiech i szepnęła.
- Byłoby cudownie, ale niestety tak się go nie pozbędziemy.. Wiem, też mnie denerwuje, trzęsie się do słodyczy jak małe dziecko. Hm, też tak myślę, lecz chyba w końcu mu powie, poza tym naprawdę idziemy, prawda..? – Sweeney przytaknął na słowa kobiety, ale tak trochę jakby był na tak i nie, że przewróciła oczami i dała mu buziaka w policzek.
- Hm.. no tak, idziemy. Gdyby nie Johanna i Tommy, to nawet nie chciałbym o tym słyszeć. – W końcu Turpin zdecydował się na ciasto z porzeczką, co Nellie zaraz wy
jmowała z gabloty i pytała się ile chciał ciasta, ale chciał całość, zatem zaraz spokojnie pakowała na papier, a ze Sweeney’em mogła porozmawiać już potem, przecież nie o wilku, który stał przed nimi. Sweeney napił się herbaty i spoglądał na pakowane ciasto przez Nellie, która zaraz pakunek przewiązała sznurkiem i zapakowała w torbę papierową. Przejęła pieniądze od Turpina i wydała mu resztę, zaś kolejny był jego sługus, który zażyczył sobie ptysia, lecz nie było ich na stanie sklepu, a na zapleczu i wtedy odparł Sweeney.
- To ja przyniosę, jednego..? Są jeszcze na zapleczu. – Bamford przytaknął głowa, no cóż niezbyt bogato sobie dogadzał, a ptyś przechodził sam w sobie słodycz w słodycz, poprzez ten specyficzny cudowny krem. A wracając do Todd’a, który udał się na zaplecze zobaczył na ptysie na jednej tacy spośród innych wypieków dzisiejszego dnia i sięgnął po jednego delikatnie kiedy założył na dłoń rękawiczkę i podniósł czapeczkę ptysia, po czym postanowił oddać nieco swojego DNA na ptysia, skoro z Turpin’em mu się nie udało, tak uda mu się zasmakować jeszcze bardziej w podniebieniu Szczura. Tak po oddaniu sliny na krem ptysia, Todd ładnie to przyklepał czapeczką z ciasta i uradowany wrócić z zaplecza z ptysiem, którego zaraz postawił w pudełeczku naszykowanym przez Panią Lovett. A tu zaraz Bamford odparł unosząc brew spokojnie.
- Nie, nie, nie do pudełeczka, zjadłbym na miejscu, dobrze..? I jeszcze może poproszę herbatę malinowa, jak jest..? – Nellie przytaknęła i zaraz ptysia przełożyła na talerz, dodała do tego łyżeczkę, herbatę także miała malinową, więc zaraz ją przygotowała i ze swoim posiłkiem mężczyzna sam pokierował się do jednego stolika. A Sweeney cicho się zaśmiał popijając swoją herbatę, zaś Nellie patrzyła na niego nieco podejrzliwie, ale w końcu sama się zaśmiała, choć nie do końca wiedziała o co chodzi Todd'owi.

wtorek, 23 czerwca 2015

Part 270.

Kobiety patrzyły na mężczyznę jeszcze kilka chwil, dopiero ocknęły się, jak Sweeney klasnął w dłonie i pokręcił głową, z niedowierzaniem, że to pewnie chodziło o drabinę. A zaraz Nellie zachrząkała by zacząć mówić i dotknęła przedramienia Sweeney’a i uśmiechnęła się nieco, jakby speszona. 
- Sweeney… ale my myślałyśmy, że naprawdę coś Ci się stało… Nie gniewaj się, ale to był okropny huk, na dole bardziej to słychać, tym bardziej, ze tu wymieniasz parkiet… Kochanie, może powinieneś wziąć kogoś do pomocy..? – Pani Lovett pogładziła Sweeney’a po jego dłoni, zaś Johanna nieśmiało zerkała na gabinet, w końcu wcześniej tu nie była. Mężczyzna uniósł lekko jedną brew i powoli wycierał swoje dłonie w szmatkę. 
- Naprawdę wyglądam już na totalnego nieudacznika? Nic się tu nie stało, jest wszystko w porządku. Nie, sam skończę to pomieszczenie, poza tym rozmawialiśmy Nellie, o tym… Tak jest lepiej. Skończę za jakieś dwa trzy dni. Jak się Pani ma, Johanno..? Wszystko dobrze..? Tommy zdrowy..? O właśnie mamy dla niego prezent, zaraz go przyniosę. Może zejdziemy na parter, tu trochę zbyt intensywnie pachnie farbą, ale potem to się wywieje. – Po chwili zaraz w trójkę byli na dole, a Pan Todd udał się do sypialni i zaraz stamtąd przyniósł zapakowany prezent dla wnuczka, którym była grzechotka i miś pluszowy. Po chwili wręczył pakunek kobiecie. 
- Proszę to dla Tommy’ego, proszę tylko nie odmawiać… To dla dziecka, Tommy na pewno ucieszy się z prezentu. – Johanna nie zdążyła już nawet i chwilę wcześniej zareagować na słowa Sweeney’a, oczywiście, nie chciała przyjąć prezentu, bo uznawała, że nie trzeba, a poza tym, że się wykosztowali, ale oboje byli nie ugięci i udało im się udobruchać Johanne, by nie odmawiała tego podarku. 
- Och, ale naprawdę.. nie trzeba było… To na pewno drogo kosztowało Państwa… Ja naprawdę… dziękuję bardzo, Tommy na pewno będzie zadowolony. A ja także myślałam, że na piętrze coś się złego wydarzyło. I nikt nie ma Pana za nieudacznika, przy remontach różne rzeczy się dzieją.. trzeba uważać.. Zadrapał sobie Pan trochę lewą rękę, na pewno do zmiany parkietu.. Trzeba będzie to odkazić, by nie wdała się infekcja. A Tommy tak… jest zdrowy, wszystko jest w porządku, nie narzekam i dziękuję, że Pan pyta. A jak przygotowania do konkursu..? To już w piątek, zostały jeszcze cztery dni. – Johanna posłała delikatny uśmiech Sweeney’owi, który napił się łyczek z filiżanki Nellie jej kawy i puścił do niej oczko. 
- Nie ma za co i zwrotów nie przyjmujemy, prawda Skarbie..? A na piętrze tragedii nie było, po prostu potknąłem się o drabinę i ona się przewaliła, a ja po prostu przystałem obok. Tak, tak wiem… Oj nie przesadzajmy, przemyję wodą i będzie w porządku… Cieszę się. To bardzo dobrze. Do konkursu..? Właściwie to póki co remontuje gabinet, znaczy miejsce do pracy… Jak skończę to wykorzystam talent swój na klientach… O ile ktoś tu przyjdzie, bo jednak do tej pory to miejsce było zamknięte. – Sweeney wzruszył ramionami na swoje słowa. Cieszył się oczywiście, że u jego córki było wszystko dobrze, miał chęć wypytać ja o przyszłego męża, no ale nie mógł przecież być taki wścibski, jako po prostu osoba znajoma z przypadku jakby nie było. A co do zakładu i pracowania tutaj, zastanawiał się czy to wypali w tak krótkim czasie do konkursu, no i czy miał jakieś szanse, bo gdzieś o uszy obiło mu się, że w konkursie wystąpi choćby jego wróg Włoch Adolfo Pirelli, wierzył jednak w to, że to tylko plotki bez pokrycia. Panowie nienawidzili się gdyż już wcześniej rywalizowali ze sobą, dlatego Sweeney wiedział, że gdy ten człowiek się tam pojawi to już nie będzie tak wesoło, bo będą toczyć ze sobą wojnę. Poza tym nie miał pojęcia za bardzo co zrobić by zareklamować zakład, który będzie otwarty tu za kilka dni, nie miał przecież z Nellie na to funduszy. Jeszcze chwilę porozmawiali z Johanną, aż opuściła progi sklepu Pani Lovett i para została sama, choć zaraz pojawili się klienci których obsługiwała kobieta. Sweeney miał wrócić na piętro, kiedy jeszcze parzył kawę dla siebie, w kuchni, jak zaraz do sklepu zawitał niespodziewanie były pracodawca Sweeney’a. Nellie widziała go może raz w życiu niezbyt pamiętała kim on był, tym bardziej, że teraz w sklepie miała małe zamieszaniem przy ladzie i pakowaniu pieczywa, czy innych bułeczek na wynos. Jak i pilnowała innych potraw, by się jej nie spaliły. Wtedy też z gotową kawą, za ladę zajrzał Sweeney, chciał po prostu Nellie oznajmić, że idzie na piętro dalej pracować. A ku jego oczom, widok jaki zastał sprawił, że zaniemówił, gdy Satan zbliżył się z drugiej strony lady i odparł zaskoczonym spojrzeniem na Todd’a. 
- Panie Todd… Pan tutaj… Witam. – Satan nie za bardzo wiedział, czy się uśmiechnąć czy mieć poważną minę, a Sweeney z obojętnością odezwał się zaraz. 
- Dzień dobry Panie Satan. – Sweeney nie zamierzał dodawać więcej, poza tym co Satana teraz obchodził los golibrody, który u niego wcześniej pracował, przecież go zwolnił. Todd jednak nie miał zamiaru kontynuować rozmowy z byłym szefem i zaraz pochylił się nad uchem Nellie i szepnął. 
- To mój były szef, Satan.. pamiętasz..? Bądź miła, nie potrzeba mi wrogów przed konkursem, dobrze Kochanie..? Zrób to dla mnie… Idę na górę pracować dalej. Jakby coś się działo to wołaj. Nie rozmawiaj z nim tylko o tym, czemu mnie zwolnił.. to w tej chwili nie jest istotne, podaj mu co chce i już. Hm? – Nellie słuchała słów swojego lubego, aż w końcu przytaknęła mu, kiedy lekko pocałował jej płatek ucho. Przeprosił i Satana, w końcu to, że został zwolniony z pracy nie zwalniało go z tego, że miałby się jakoś nietaktownie zachować. A po chwili poszedł z kubkiem kawy na piętro, zaś Satan spoglądał za Todd’em, widać było, że nieco żałował zwolnienia mężczyzny z pracy, ze swojego zakładu, lecz zaważyły na tym zwolnienia Sweeney’a, na co Satan nie mógł sobie pozwolić, bo jednak golibroda był mu potrzebny od poniedziałku do piątku w salonie, a nie z jakimiś tygodniowymi przerwami. Nellie obsłużyła Satana który zażyczył sobie bułkę słodką z serem i bajaderkę, a do tego na miejscu chciał napić się kawy, więc zajął miejsce i czekał na swój napój. Nellie pracowała dalej normalnie, bez jakiś ekscesów, a niebawem też przyniosła i kawę Satanowi i odparła.
- Bardzo proszę Pańska kawa, jeszcze Pan sobie czegoś życzy..? – Przystanęła przy stoliku, gdzie siedział golibroda. 
- Właściwie to mam prywatne pytanie… Nie wiem czy mogę..? Ale skoro zacząłem, to mogłaby mi Pani udzielić informacji, jak radzi sobie Pan Todd..? Co teraz robi..? Ja wiem, że nie powinienem… nie obrażę się, jeśli Pani mi nie powie.. Po prostu chciałbym wiedzieć.. – Obawiał się reakcji Nellie i chyba miał w tym słuszność, bo kobieta nie chciała udzielać mu jakiś wykwintnych informacji. 
- Och… Pan Todd świetnie sobie radzi. Jeszcze coś proszę Pana..? – Uśmiechnęła się nieco z przekąsem, Satan wyczuł, że nic więcej się od płci pięknej nie dowie, więc podziękował jej za odpowiedź skinięciem głosy i pokręcił głową przecząco, zatem kobieta odeszła od jego stolika do innych klientów. 

niedziela, 21 czerwca 2015

Rozdział XXI. Remont nad sklepem Pani Lovett. Part 269.

Pani Lovett przytaknęła na słowa mężczyzny, uważała, że to będzie nowa alternatywa, a poza tym był dziadkiem, zatem wypadało wnuczkowi coś kupić, nawet jak jego córka nie wiedziała, że przez ten cały czas rozmawia ze swoim ojcem. Sweeney coraz bardziej czuł się zdeterminowany, chciał by córka wiedziała o tym, że on żyje i wcale nie umarł. Bolało go, to że wiedziała takie bzdury, a do tego Turpin był do wszystkiego zdolny by zniszczyć ich relacje. Dlatego tez obawiał się, że jak poszliby na to przyjęcie, to ten człowiek z zemsty, z wściekłości, powiedziałby coś niestosownego co nie byłoby prawdą. Nawet pomyślał o czymś, czym Turpin mógłby go przybić, niczym jakby przybił kolejny gwóźdź do jego trumny. Lecz nie powiedział o tym na głos, miał nadzieje, że jego wizje, jego niby przeczucia nie spełnią się i nawet jeśli siłą rzeczy pójdą na to przyjęcie, to nie będzie ono takie przygnębiające i przede wszystkim nie obróci się przeciwko nim. Ten dzień Sweeney spędził w sklepie z Panią Lovett pomagał jej w pracy, choć jeszcze koło 16 zostawił ją samą, gdyż chciał co nieco kupić do wystroju piętra, na co kobieta mu pozwoliła i dała wolną rękę. Lecz pierw udał się do doktora, do pobliskiego szpitala, na wizytę by obejrzał jego obrażenia, z ostatniej przygody z bratem William’a McCartney’a. Nie było jednak powodów do paniki, nie było to groźne, ani nie zagrażało zdrowiu Sweeney’a, jedynie otrzymał leki na okłady chorych miejsc, syrop z lekiem przeciwbólowym i tabletki zapobiegające infekcji. Po wizycie u lekarza, Sweeney udał się do apteki wykupić lekarstwa, a potem stojąc na chodniku i przeliczając ile zostało mu oszczędności, golibroda postanowił zamówić kilkanaście może więcej desek drewnianych, by zmienić parkiet. Kupił też farbę do ścian, by zmienić kolor, by nieco rozjaśnić to miejsce i kupił jasno żółta delikatną farbę w sporej puszce, a nawet i dwie. Kupił tez kilka dodatków, jak folia, pędzle i inne akcesoria, by zając się tym małym remontem na piętrze. A do tego kupił też farbę na szybę, by mógł na niej napisać, swój zakład, by ludzie wiedzieli, że można tu wejść i na chwilę się odprężyć, bądź i nie pod brzytwą Sweeney’a. Szyld Pani Lovett miała nad drzwiami pietra, od zewnątrz, wiec Sweeney miał zamiar tylko go odświeżyć i napisać i tutaj, o swoim zakładzie.
(…)
Kolejne dni sprowadzały się do tego, że Pani Lovett, co rano piekła słodkości, i nie tylko, otwierała sklep i gościła gości do wieczora. Zastanawiała się tak naprawdę, czy pójście na przyjęcie to dobra decyzja, tym bardziej kiedy otrzymali już zaproszenie od Johanny, która wpadła do nich raptem na kilka chwil. Nellie rozmawiała z nią i czuła jak kobieta rozglądała się, czy jest gdzieś Sweeney, no ale mężczyzna był zajęty na piętrze remontem, który robił sam, choćby ze względu na koszta, nie miał tyle pieniędzy by opłacać tu kogoś za pomoc. Poza tym Nellie prosiła go, już nie z czystej chęci zatrzymania go przy sobie, ale z faktu finansowego, by zrezygnował z wynajmowania pokoju dwie przecznice dalej i zamieszkał u niej, w końcu czynsz jaki płacił tam, tu był nieco niższy i nie musiałby co parę dni tam się udać po coś co było mu potrzebne, a nawet i ubrania.
- Proszę przemyśleć przyjście na przyjęcie, dobrze…? – Johanna uśmiechnęła się delikatnie zależało jej na tym by przyszli, a do tego ciągle nie powiadomiła swojego ojczyma kogo chce i kogo zaprosiła na przyjęcie.
- Dobrze, proszę się tego nie obawiać, damy znać kiedy podejmiemy decyzję. A może jakieś bułeczki, mam takie dobre rogaliki z wiśnią, hm..? – Pani Lovett spoglądała na Johanne delikatnym spojrzeniem i uśmiechem, słyszała, tez jak na piętrzę Sweeney pracował, bo aż było tutaj słychać, jak piłował drewno. Johanna aż uniosła lekko spojrzenie w górę na te hałasy, po czym Nellie odezwała się, właśnie przekładając świeże drożdżówki na tacę w gablocie.
- Och Sweeney remont robi na piętrze. Zmienia parkiet, maluje ściany i tak dalej… - Kobieta posłała Johannie delikatnie uśmiech, na co Johanna przytaknęła głową i odwzajemniła uśmiech piekarki.
- Ach rozumiem, rozumiem. To znaczy, że Pan Todd teraz tutaj na piętrze będzie przyjmował swoich klientów, słyszałam, że kiedyś tu pracował. A cóż ja wezmę… A może są rogaliki z czekoladą..? Mój ojczym za nimi przepada chciałabym zrobić mu niespodziankę małą. A ja wezmę dwa z wiśnią. Tak dwa z czekoladą, dwa z wiśnią. A coś dla Tommy’ego, by się znalazło..? – Johanna spoglądała na Nellie kiedy pakowała do papierowej torby to co sobie życzyła, a zaraz Pani Lovett do torby włożyła słoiczek musu jabłkowego i odezwała się do młodej kobiety.
- Dla Tommy’ego mam mus jabłkowy, świeżutki. Dobrze..? A kolejnym razem przygotuje dla niego biszkopty, hm..? Bo dziś nic takiego nie mam, ale rogalik i można troszkę dziecku podać… Na pewno nie zaszkodzi, no tylko oczywiście może bardziej te z wiśnią niż czekoladą. A może na przyjęcie Pana Turpina, mogłabym coś upiec..? – Nellie powoli zapakowała ciastka Johannie i położyła je przed nią na ladzie, zaraz podała ceną ciasteczek ile razem wszystko kosztowało. A zaraz Johanna sięgała po pieniądze do swojej torby.
- Och, dziękuję bardzo, będzie mu smakować, jego ulubiony. Byłoby miło. Dobrze, tak, tak wiem.. małym dzieciom za bardzo czekolady się nie podaje, jeszcze nie w tym wczesnym wieku. Naprawdę… Upiec..? Och.. byłoby.. – Johanna chciała dokończyć zdanie, lecz wtedy z piętra panie usłyszały huk, jakby coś spadło, potłukło się, bądź coś przygniotło człowieka. Zaraz obie pomyślały o Sweeney’u i nie kończąc już rozmowy, obie pobiegły na piętro. Gdzie Sweeney właśnie podnosił drabinę i stawiał ją przy ścianie. Kiedy Nellie wpadła z Joanną do jego gabinetu, akurat zerknął w ich stronę ze zdziwieniem jak obie miały lekko otwarte usta i odparł.
- Cos się stało..? O witam Panią, Panno Johanno.. – Mężczyzna, uśmiechnął się do obu kobiet, poprawił swoją koszulę, robocza, która miał trochę w farbie umazaną. A gabinet? Wyglądał całkiem nie źle, Sweeney w połowie zrobił już podłogę no i właśnie z tej samej strony malował ścianę, by choć dziś zrobić część tego co sobie zamierzył. Kobiety przez dłuższa chwilę spoglądały na niego, jakby widziały go pierwszy raz w życiu, aż w końcu podszedł do nich i zabrał głos ponowie.
- Halo… Co się stało, ktoś jest na dole..? Mam to sprawdzić..? No chyba nie jesteście tu ze względu na to, że drabina mi się przewaliła…prawda..?

sobota, 13 czerwca 2015

Part 268.

– Nellie zaraz pokiwała głową ochoczo i uśmiechnęła się udając, wielką fankę sztuki malarskiej i jakiej tylko. – A konkurs… tak.. tak.. jest w kolejną środę… Tak, startuję w nim. Zobaczymy, na pewno wielu takich jak ja zgłosiło się do tego przedsięwzięcia. Zatem nie wydajmy werdyktu, póki co jestem troszkę sceptycznie do tego nastawiony, wszystko zależy kto będzie z jury. Można być genialnym i nie wygrać, poza tym teraz tyle jest korupcji wkoło.. prawda.? – Uśmiechnął się lekko tu jakby mógł to wepchnąłbym Turionowi brzytwę w biodro, gdyż dobrze wiedział, że ten człowiek był skorumpowany chyba najbardziej niż sam Londyn w sobie.
Johanna westchnęła, no ale rozumiała parę może wyczuła nutę tego, że nie byli zbyt zachwyceni na zaproszenie, lecz wierzyła, że jej nie zawiodą, poza tym zaraz Sweeney przekazał synka matce, który chciał do niej. Dziś nie potrafił skupić się nawet na dziecku i pobawić z nim przez chwilę. Być po prostu jak dziadek w duchu karcił się za to, ale dziś od momentu wypowiedzi Johanny, czuł niemal gorycz na języku. Kobieta jednak nie dała za wygraną, oczywiście nie chciała nalegać, by nie uznali jej za jakąś oszalała, która koniecznie musi widzieć ich na przyjęciu, gdyż zdawała sobie sprawę z tego, że może nie czuliby się tam dobrze, lecz nie chodziło o Turpina, a raczej nie tylko o niego, ale tez o innych tam ludzi, którzy nie byli z ich sfery „kieszeni”.
- Och rozumiem. W porządku. Lecz jeśli tylko będą Państwo chcieli przyjść, poza tym jeszcze przyjdę i przyniosę zaproszenie. Och Panie Todd, niech Pan nie będzie taki skromny.. już pewnie pół miasta liczy na Pana zwycięstwo i wcale bym się nie zdziwiła. Musi Pan w siebie wierzyć. Przyjdę kibicować…! Och, dobrze, będziemy się już zbierać, zapomniałam, że jeszcze
muszę podejść na pocztę. – No i tak po kilku chwilach Johanna pożegnała się ze Sweeney’em i Nellie, dziękując za posiłek, po czym z uśmiechem na ustach, udała się w stronę poczty z dzieckiem. Sweeney wstał z krzesła, Nellie powoli zaczęła sprzątać ze stołu, a mężczyzna odezwał się spokojnym tonem głosu.
- Wierzysz w to, że Turpin nas zaprosił..? Przecież to banał, to Johanna tego chce, ale on..? On przed nią gra eleganta… a ja staram się nie wyjść z równowagi.. Naprawdę tego nie dostrzega.. i jeszcze chce byśmy tam poszli..? Poco..? Przecież tam będą sami arystokraci, wiesz o czym oni rozpowiadać będą cały wieczór..? O akcjach i obligacjach… Kto sprzedał, kto kupił. Kto więcej zarobił. Naprawdę interesujące byłby to przyjęcie. I uważam, że choć nie idziemy do galerii sztuki, to może jednak pójdziemy..? – Nellie słysząc słowa Sweeney’a cicho westchnęła, bo czuła i widziała, że jej Ukochany jest dziś, a przynajmniej od wizyty swojej córki zły, jak nigdy. Podeszła do mężczyzny i od tyłu złapała go za ramię podsuwając rękę pod jego pachę i oparła się nieco o jego łopatkę głową i zaraz wychyliła się by spojrzeć na jego twarz, gdy mężczyzna pogładził ją po dłoni.
- Nie wierzę w to. Myślę, że Johanna, Cię lubi, a ja.. no może mnie też lubi, choćby za wypieki. Sweeney… Nie wiem, czy to dobry pomysł iść tam, a jeszcze gorszy nie iść tam w ogóle… Oczywiście, że tego nie chcę. I masz rację, Turpin obraca się w towarzystwie arystokratów, a nie przeciętnych mieszczan jak my. Lecz, pomyśl o swojej córce.. Też nie podobał mi się ten pomysł do czasu jak Johanna tu była, ale teraz zastanawiam się nad tym.. Poza tym, Skarbie nie zapominaj, że nie chcemy by Twoja córka sądziła, że jest inaczej niż jest.. Prawda..? Wiem, że chcesz się jej przyznać, że jesteś jej ojcem, a Tommy to Twój wnuczek.. Dziś są w Tobie złe emocje, lecz jutro spojrzysz na to inaczej.. Nie powinniśmy tak reagować.. Poza tym Twojej córce Sweeney byłoby miło, gdybyś był na tym przyjęciu, poza tym nie musimy być w towarzystwie Turpina, ani z nim rozmawiać, wystarcza krótkie.. ech.. gratulacje.. Będę się czuła jakbym połknęła roczny pasztecik, kiedy będę mu winszować tego stanowiska.. – Wtedy Sweeney zmarszczył czoło i zsunął brwi bliżej oczu, po czym odwrócił się na pięcie do Nellie i odparł patrząc w jej oczy, kiedy kobieta umieściła spokojnie dłonie na jego klatce piersiowej.
- A może to dobry moment, by powiedzieć Johannie, kim naprawdę jestem..? Może przyjęcie to za duże wyzwanie i niezbyt dobra okoliczność.. Ale na sama myśl, jak będzie zachowywał się sędzia, przy Johannie.. nie zniosę tego. Będzie się nią chwalił, obnosił, jakby co najmniej chociaż przyczynił się do jej spłodzenia. Nienawidzę go. Jakbym mógł to bym wypruł z niego wnętrzności i jelita owinął mu w koło jego szyi, zacisnął tam dłoń, poderżnął mu gardło stopniowo by długo konał, potem.. Potem spytał się czy mam golić wszystko czy nie.. i pozbył się i jego genitaliów.. – Nellie spoglądała na Todd’a, a gdy coraz bardziej brnął nie obrzydzało jej to niczego, choć miała wrażenie, że po tych słowach, jakby to wszystko naprawdę wykonał to przy pierwszym razie już by jednak Turpin nie przeżył dalszej części umierania, bo byłby już dość mocno sztywny.
- Kochanie.. Uważam, że to jest jednak do przemyślenia, a przyjęcie, nie jest zbyt dobrym pomysłem.. Powinieneś to zrobić wtedy, gdy nikogo poza wami nie będzie i nikt wam nie przeszkodzi, dodałabym też, że miejsce takie by Johanna nie uciekła, ale tak się nie da… Ale przyjęcie.. Och Skarbie, wiem.. wiem.. Oboje to wiemy, że tak będzie, lecz nie możesz się dać wyprowadzić z równowagi. Sweeney, już przy wypruciu z sędziego wnętrzności pozbawiłbyś go życia… Nie martw się, kiedyś nadejdzie ten dzień, że to on będzie się przed Tobą uginał i obawiał… Będzie tak, obiecuje. No już nie złość się. Poza tym może kolejnym razem, dziadku… kupilibyśmy coś dla Tommy’ego.. jakąś zabawkę..? – Sweeney przytulił do siebie Nellie i na jego twarzy namalował się pół uśmiech, choć do końca był przeszyty złością na sędziego. Westchnął cicho i lekko przytaknął głową na jej słowa, po czym dodał.
- Może i masz rację, ale nie mogę powiedzieć, że zostawię to obojętnie, gdy będę widział Turpina przy Johannie, oboje wiemy, że ona jemu się podoba, a to, że został jej „ojczymem” to moim zdaniem tylko przykrywka i chęć tego, bym czuł szpikulec w sercu, a jakby mógł to by.. ech… nie dokończę dalej, bo szlag mnie trafi… Wiesz co mam na myśli. O tym marzę, by to on obawiał się mnie, a nie ja jego, zresztą, co on może w tym momencie mi zarzucić..? Nic i nie pozwolę by ktoś jeszcze popsuł nasze relacje i cokolwiek innego. Dziadku..? Mimo, że to mnie uskrzydla, to czuję się stary heh.. Dobrze, kupimy Tommy’emu jakąś zabawkę, ale nie mam pojęcia co on lubi… jest jeszcze mały.. może jakąś nową grzechotkę..?

wtorek, 9 czerwca 2015

Part 267.

- Cieszę się, że wybierze się Pan do lekarza, powinien to ktoś obejrzeć, a poza tym jak mówiłam wcześniej.. mój wuj jest lekarzem, mógłby Pana zbadać.. – Sweeney westchnął cicho i przysiadł przy stoliku, by pomóc nakarmić Tommy’ego i wziął go na swoje kolana, by jego córka mogła spokojnie zjeść, po czym po chwili odezwał się.
- Poradzę sobie, chodzić umiem, nie potrzeba mi wizyty lekarza aż tak bardzo pilnie… Owszem trochę mi to dokucza, ale nie muszę leżeć w łóżku. – Johanna skinęła głową nie chciała przecież być zbyt nachalną kobietą, po czym uśmiechnęła się delikatnie. Widziała tu pewnie zmiany, w sensie słów Todd’a, więc rozmawiał, że już nie pracował w zakładzie Satan’a, ale wolała nie pytać, by go nie denerwować, bo widziała, że już zaczynał być poirytowany ta kobieca opieką. Rozluźniając Atmosferę, zaraz Nellie podała kawę i przysiadła przy stoliczku, by mieć swojego Lubek po jednej stronie i córkę Todd’a po swojej lewej, aż zabrała głos, kiedy trwała ta cisza i Sweeney skupił się na nakarmieniu swojego wnusia, do kutego pieszczotliwie się zwracał.
- A cóż ma dziś Pani w planach..? Jakiś spacer z synkiem hm…? Zakupy…? Wycieczka..? Dziś chyba nawet ciepło jest, prawda…? – Uśmiechnęła się uroczo i spojrzała na Sweeney’a, lecz nie skarciła go wzrokiem, w końcu wiedziała, że miał dość tej nadopiekuńczości, ale i tak zamierzała trochę zmusić go do wizyty u lekarza, ale nie chciała robić teraz o to wywodu, żeby nie popsuć pomiędzy nimi tej spokojnej atmosfery.
- Hm… właściwie to chciałam wybrać się z Tommy’m nieco do portu, może z moim ojczymem potem wybierzemy się na jakiś spacer, wieczorem.. Poza tym w kolejny weekend, będzie przyjęcie… w domu. Z okazji, tak naprawdę może nie wielkiej, ale mój ojczym dostał można by powiedzieć, że awans i września będzie w komisji okręgowej sędziów. Do tej pory prowadził tylko sprawy Londynu, a teraz przesunie się to na Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii. To dużo dla niego znaczy, pensja na pewno wskoczy w górę, no i będzie kimś więcej niż sędzią jednym z licznych w Londynie. – Nellie w tym czasie piła kawę, że aż niemal nie wpadł jej ten łyk nie tam, gdzie trzeba kiedy słyszała te słowa. Znaczyło to, że sędzia Turpin, ojczym Johanny, będzie teraz sprawował niesamowita władzę i sprawdzał wszystko jak ktoś z fobią, by tylko wynaleźć najmniejsze w mieście przestępstwo i będzie jeszcze bardziej chodził dumny jak paw. Sweeney na słowa Johanny aż przestał przez moment karmić dziecko, był zaskoczony tym obrotem sytuacji. Nie podobało mu się to w ogóle, aż od razu pomyślał o swojej ostrej brzytwie przy pasku. Zaraz też spojrzał na Nellie, która utkwiła na nim wzrok, aż nie wiedzieli co powiedzieć. Lecz nie mogli tego aż tak okazać Johannie, że to nie jest coś co ich ucieszyło i musieli nieco poudawać.
- To dobra wiadomość. Człowiek w końcu w swoim życiu miło, jak wspina się wyżej zawodowo i nauka nie idzie w las, prawda Sweeney…? – Nellie uśmiechnęła się znacząco do Sweeney’a, choć w duchu, aż miała chęć coś roztrzaskać, albo rozwałkować ciasto by nic z niego nie zostało.
- Tak, tak, gratulujemy sędziemu. – Sweeney przytaknął, niemal aż jego uśmiech był przeszyty złością zarazem, lecz to on sam wiedział co czuje. Johanna uśmiechnęła się do nich spokojnie i miło było słyszeć jej te słowa, względem jej oczyma, a do tego miała zamiar jeszcze do tego co powiedziała coś „dorzucić”.
- Bardzo dziękuje, przekażę. Lecz może będą Państwo mogli zrobić to osobiście… - Johanna miała już dokończyć kiedy to Nellie ją wyprzedziła i uśmiechnęła się delikatnie, jak dłonie układała w koło filiżanki kawy, by ogrzać swoje dłonie.
- Zrobimy to kiedy tylko Pan Sędzia Turpin zaszczyci nas po raz kolejny swoją obecnością bez obaw. Poza tym pewnie już w mieście wszyscy wiedzą. Prawda Sweeney..? – Mężczyzna właśnie wycierał Tommy’emu buzie po jedzeniu i przytaknął skromnie głową Nellie, lecz naprawdę nie fascynowała go ta rozmowa, a nawet zaczynała drażnić. Czuł się nieswojo, tym bardziej kiedy jego córka, tak zachwalała Turpina, który nie był dla niej nawet obcy, tylko w rezultacie wrogiem. Johanna pokręciła głową, po czym zaraz dodała, popijając kawę ze swojej filiżanki, kiedy zjadła właśnie jedno ciastko.
- Och nie tak… Chciałabym Państwa zaprosić, w kolejny weekend do nas do domu, na przyjęcie z okazji tego awansu ojczyma.. byłoby nam naprawdę miło. Oczywiście mój ojczym wie o tym, więc myślę, że byłoby miło, gdyby mogli państwo przyjść. Może wtedy Pan Panie Sweeney, będzie miał się też czym pochwalić, bo co z tego pamiętam, jeszcze przez kolejny weekendem, jest konkurs na najlepszego golibrodę.. prawda..? Startuje Pan oczywiście, hm..? – Słowa Johanny były na tyle zaskakujące, że Sweeney i Nellie patrzyli na kobietę z niedowierzaniem, oboje myśleli, że żartuje, bo woleli to wziąć za żart, za dowcip, niż prawdę. Przyjęcie, w domu, w kamienicy Turpina, Sweeney czuł jakby to był na niego wyrok, a Nellie czuła, że nic z tego dobrego nie wyniknie i jakoś nie mogła uwierzyć w to, że Turpin by zadowolony i zgodził się by pojawili się na przyjęciu, a co gorsza sam chciał by przyszli. Todd poczuł jeszcze większą chęć powiedzenia prawdy Johannie, która tak naprawdę wcale nie powiedziała ojczymowi, że ich dwójkę zaprasza i czy on w ogóle ma na ten temat jakieś zdanie. To był tylko i wyłącznie jej pomysł i jej inicjatywa, sądziła że jej ojczym lubił tę parę, no ale niestety była w błędzie, ponieważ, tylko ktoś z bok mógł dostrzec, że palą do siebie nienawiścią, a tylko przy niej udają, że jest wszystko na dobrej drodze sąsiedzkiej. Sweeney ocknął się z zamyślenia i przeniósł wzrok na swoją córkę, w której widział swoją żonę, że przez chwilę wyobrażał sobie, że to ona siedzi naprzeciwko Nellie i jego.
- Zaprosić..? Miło? Naprawdę..? Hm, no nie wiem, będziemy musieli to przemyśleć, wybieraliśmy się też do… - Sweeney szybko próbował wymyślić coś co mógłby robić z Nellie kolejnego zbliżającego się weekendu, aż odparł kiedy widział, mężczyznę z pakunkiem przez okno. – Wybieraliśmy się do galerii sztuki, bo dostaliśmy i stamtąd zaproszenie, prawda Kochanie..?

piątek, 5 czerwca 2015

Part 266.

Zajrzała powoli do sypialni, a tam już łóżku było zaścielone do spania i było nawet trochę posprzątane. Szlafroka Sweeney’a nie było, ani jego samego. Lecz zaraz te zguby znalazła w kuchni, gdy mężczyzna próbował jajecznice i doprawiał ją przyprawami. Wyczuł, że jest Nellie bo poczuł między innymi zapachy jej perfum, kosmetyków, kremów, zerknął wtedy na nią i posłał jej delikatny uśmiech, a Nellie zaraz przytuliła się do pleców mężczyzny i zaglądała przez jego ramie na to co robił.
- Mmmm.. pysznie wygląda.. a do tego pieczesz paszteciki.. Sweeney, bardzo to miłe, ze mi pomagasz… Ale wiesz, że musisz tez odpocząć, prawda..? – Powoli też zasiedli przy śniadaniu, Todd doglądał pasztecików, a po śniadaniu Pani Lovett zabrała się za przygotowanie innych potraw, Sweeney korzystał z łazienki. A gdy sklep był już powoli otwarty, tak na razie niewiele było klientów, no ale Nellie nie rezygnowała z dalszego pieczenia żywności, bo z czasem na pewno klientów będzie tu więcej. Gdy Sweeney był za ladą z kobieta, a w sklepie tymczasowo nie było nikogo, Nellie zaraz wsunęła w dłoń mężczyzny klucze na piętro i odezwała się z lekki uśmiechem na ustach.
- Sweeney, jeśli masz ochotę zajrzyj na górę, zrób tam co chcesz.. Wiem, ze dziś nie jesteś w formie, ale chociaż rozejrzeć się po gabinecie możesz.. Pomyśl co chciałbyś tam zmienić, a zrobimy to.. unowocześnimy zakład Twój prywatny i niebawem otworzysz swoją własność. A ja jutro zajmę się formalnościami, z tym, że tu pracujesz. - Sweeney uśmiechnął się do kobiety i pocałował lekko jej wargi, przejmując od niej klucze od pięterka.
- Dziękuję. Hm, może i przydałoby się tam coś zmienić, by przyciągnąć trochę klientów.. Ciekawe czy tym udałoby mi się zdobyć część klientów z zakładu Satan’a.. Rozejrzę się tam, dobrze..? – Puścił oczko do kobiety, po czym zaraz powoli udał się na piętro idąc po nieco skrzypiących schodach, a zaraz dostał się do środka. Znów poczuł ten zapach pianki, brzytwy, że Az przymknął powoli oczy przypominając się jak dobrze kiedyś to miejsce prosperowało i co robił razem z Panią Lovett. Podszedł bliżej krzesła dla klientów i położył dłoń na oparciu obchodząc je nieco.
- Stare dobre krzesło.. obijemy Cię nową skórą i będzie jak nowe… Może odświeżymy ściany, przyda się tu i ówdzie nowa tapeta.. Wymieniłbym kilka desek w podłodze.. Okno się umyje, drzwi tak samo, zrobi jakąś reklamę, może dokupi nowe lustro.. Wyczyści komodę, skrzynie.. sprzęt.. i będzie tu jak dawniej.. – W czasie gdy Sweeney przechadzał się po piętrze i zastanawiał się co tu zrobić, przy czym i patrzył w okno, tym czasem na dole w Pani Lovett sklepie zaraz zabrzęczał dzwonek drzwi, które się otworzyły i stanęła w nich Johanna, lecz niestety nie była sama bo ze swoim ojczymem i Tommy’m, którego miała w wózku. Turpin zaraz zerknął na jedzenie za gablotami i odparł do Johanny.
- Kochanie, ja zabiorę coś do pracy, dobrze..? A Ty kup co uważasz, bo i tak zaraz muszę iść. A Pani Lovett na pewno uraczy Cię czymś dobrym. Dzień dobry. – O dziwo Sędzia był miły, bo i tak dziś nie miał czasu na złośliwości, poza tym dziś widać, że sam był zestresowany, bo w pracy miał mieć jakąś komisję, która będzie sprawdzać jego miejsce pracy dokumenty i nie tylko.
- Dzień dobry. – Nellie spojrzała na Turpina niechętnie, a to szczerze uśmiechnęła się do Johanny. Turpin kupił dwie bułki zwykłe i jedną słodka, plus jeszcze rogalik mięsny czyli specjalność Pani Lovett. Pożegnał się z Panami wyszedł, oczywiście pokazując przy Nellie jaki z niego dobry „dziadek” dla Tommy’ego. Tymczasem Johanna odezwała się do Nellie, gdy wyciągnęła powoli dziecko z wózka i przytuliła je do siebie, by zaraz też synka nakarmić.
- Mój ojczym może jeść bez końca, a nie widać po nim tego tak, prawda..? Kiedyś pytałam go, co to za okazja, że kupił tyle bułeczek w piekarni, to się obraził i powiedział, że dla niego i że dziwne pytania zadaje. A do tego jeszcze biega na obiady w pracy, och.. worek bez dna. A przepraszam, że spytam, Pan Todd w pracy..? Wybrał się w końcu do tego lekarza..? –Spoglądała na Nellie, gdy kobieta podeszła do niej i wzięła od niej buteleczkę z jedzeniem dziecka by podgrzać jedzenie dla malca, którego zaraz czule pogłaskała po policzku.
- Jakiś Ty śliczny Skarbie jesteś. Och mężczyźni tak już czasami mają, a potem na starość odbija się to piwnym brzuchem.. Nie, nie, Pan Todd, jest na piętrze, pewnie niedługo tu zejdzie. Nie był, namawiam go już od wczoraj, wczoraj mi obiecał, dziś się znów migał, ale mam nadzieje, że w końcu pójdzie.. A może Pani by coś zjadła hm..? – Uśmiechnęła się spokojnie i zaraz udała się do kuchni, rozmawiała z Johanną kiedy powoli z piętra schodził Sweeney z kluczami w dłoni i schodząc powoli na sklep odparł, jakby dalej byli sami.
- To może mały remoncik mógłbym zrobić na piętrze..? Za ta ostatnią pensję od Satan’a i opłacę mieszkanie.. Coś da się na pewno zmienić.. wymienię kilka desek w podłodze, bo są spróchniałe dobrze…? Nellie..? – Lecz kobieta go za bardzo nie słyszała, bo była w kuchni i gotowała wodę, rozrabiała tez krem na babeczki. Za to Johanna doskonale słyszała Todd’a i widząc jego zaskoczenie jej pojawieniem się, a zaraz Tommy spojrzał na dziadka i wyciągnął do niego rączki.
- Witam Panie Todd… Pani Lovett w kuchni chyba jest.. Remont Pan będzie robił piętra tutaj..? Pan wybaczy moje pytanie.. ach i słyszałam, że do lekarza Pan jednak się nie wybrał.. – Pogroziła mu palcem, przy czym mężczyzna podszedł bliżej i uśmiechnął się do kobiety.
- Witam Panią. Tak, tak zamierzam. Hm, no tak jakoś się potoczyło… Wczoraj już nie było kiedy, nie był to mój najlepszy dzień.. A dziś zamierzam po południu może pójść do lekarza.. – Nieco był zmieszany, bo nie wiedział co zdążyła Nellie powiedzieć kobiecie więc raczej wolał pozostawać na neutralnym gruncie. A gdy Nellie pojawiła się z jedzeniem dla dziecka i ciasteczkami, zaraz przechodząc obok Todd’a pocałowała go w policzek i pogłaskała go po nim.

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.