- Witam Pani Lovett… Cóż to za hałasy na piętrze, nie przeszkadza to gościom..? – Zmarszczył czoło, nie obchodził go to czy było tu głośno, lecz ciekawość go zjadała co tam na górze się wyprawiało. Poza tym jego sługus, niczym obżarty szczur z żółtymi zębami bym gotów sprawdzić co tez dzieje się nad nimi. Lecz Pani Lovett zaraz odparła przygotowując kawę dla kolejnych swoich gości.
- Witam Panów. Jak widać nie przeszkadza. Coś podać? – Uśmiechnęła się dość nieszczerze, do tego Satan stał obok niczym jakby chciał podsłuchać co działo się na piętrze. Lecz niebawem Todd zszedł na parter i czmychnął do łazienki za potrzebą, a poza tym chciał umyć twarz i nieco odpocząć od kurzu jaki był na piętrze i pyłu. A niedługo po tym Sweeney zajrzał do sklepu kobiety i spojrzał na Turpina, do którego skinął głową, witając się jak i tez do jego sługusa, choć tak naprawdę najchętniej pokazał im, gdzie są drzwi. Sweeney tez był nieco głodny wiec poczęstował się bułeczką z blachy, którą zresztą zostawiła mu kobieta by mógł coś przekąsić. No i właśnie Sweeney ugryzł kawałek ciepłej jeszcze bułeczki i jadł ją, a Nellie zaraz przygotowała dla niego herbatę, jak i sama co nieco sobie skubnęła, tym bardziej, że dziś klienci postawili chyba na słodycze niż inne potrawy, dlatego miała trochę więcej czasu by odpocząć za ladą. Turpin w dalszym ciągu wybierał co mógłby zjeść, tak samo jak i jego podwładny, który pewnie zjadłby wszystko, kiedy już się obleśnie oblizywał i zacierał ręce jakby szykował się na babeczkę jedną w sklepie i wykwintną z wisienką na samym czubeczku, którą to Nellie zabrała z gabloty, dla klientki przed Turpinem i pazernym grubasem.
- Pani Lovett… a co by mi Pani poleciła… W sumie, chodzi mi o ciasto, może jakieś z owocami? – Kobieta spojrzała na ciasta po czym pochyliła się do gabloty i zerknęła na wypieki jakie się tam znajdowały, po czym wskazała na ciasto z brzoskwiniami, czy porzeczką, jak już Turpin chciał owoce w cieście. Wtedy on zastanawiał się i pokazywał jeszcze inne.
- To jest sernik z bezą. Nie ma tu owoców, sernik z owocami niestety już się skończył. Dziś już nie będzie, piekłam ostatnie wypieki na dzisiaj. – Mężczyzna więc wskazał na ciasto z brzoskwiniami, ale zaraz zmienił zdanie, kiedy kobieta widziała, go przez szybę gabloty i chwilę chciał na zastanowienie, przy czym Sweeney udawał, że poprawia coś w szafce za lada, a tak schylił się do Nellie i szepnął jej na ucho.- Powiedz, że z arszenikiem jest cudowne ciasto.. Szkoda, że takiego nie mamy.. nafaszerowałbym każde trucizną byle tylko miał to zjeść sam, i z tym szczurem obok… Obrzydzenie mnie bierze jak patrzę na tego Bamforda. Turpin chyba dalej nie ma pojęcia, że Johanna nas zaprosiła na to przyjęcie… - Sweeney spojrzał kątem oka na kobietę i uśmiechnął się do niej, a Nellie odwzajemniła jego uśmiech i szepnęła.
- Byłoby cudownie, ale niestety tak się go nie pozbędziemy.. Wiem, też mnie denerwuje, trzęsie się do słodyczy jak małe dziecko. Hm, też tak myślę, lecz chyba w końcu mu powie, poza tym naprawdę idziemy, prawda..? – Sweeney przytaknął na słowa kobiety, ale tak trochę jakby był na tak i nie, że przewróciła oczami i dała mu buziaka w policzek.
- Hm.. no tak, idziemy. Gdyby nie Johanna i Tommy, to nawet nie chciałbym o tym słyszeć. – W końcu Turpin zdecydował się na ciasto z porzeczką, co Nellie zaraz wy
jmowała z gabloty i pytała się ile chciał ciasta, ale chciał całość, zatem zaraz spokojnie pakowała na papier, a ze Sweeney’em mogła porozmawiać już potem, przecież nie o wilku, który stał przed nimi. Sweeney napił się herbaty i spoglądał na pakowane ciasto przez Nellie, która zaraz pakunek przewiązała sznurkiem i zapakowała w torbę papierową. Przejęła pieniądze od Turpina i wydała mu resztę, zaś kolejny był jego sługus, który zażyczył sobie ptysia, lecz nie było ich na stanie sklepu, a na zapleczu i wtedy odparł Sweeney.
- To ja przyniosę, jednego..? Są jeszcze na zapleczu. – Bamford przytaknął głowa, no cóż niezbyt bogato sobie dogadzał, a ptyś przechodził sam w sobie słodycz w słodycz, poprzez ten specyficzny cudowny krem. A wracając do Todd’a, który udał się na zaplecze zobaczył na ptysie na jednej tacy spośród innych wypieków dzisiejszego dnia i sięgnął po jednego delikatnie kiedy założył na dłoń rękawiczkę i podniósł czapeczkę ptysia, po czym postanowił oddać nieco swojego DNA na ptysia, skoro z Turpin’em mu się nie udało, tak uda mu się zasmakować jeszcze bardziej w podniebieniu Szczura. Tak po oddaniu sliny na krem ptysia, Todd ładnie to przyklepał czapeczką z ciasta i uradowany wrócić z zaplecza z ptysiem, którego zaraz postawił w pudełeczku naszykowanym przez Panią Lovett. A tu zaraz Bamford odparł unosząc brew spokojnie.
- Nie, nie, nie do pudełeczka, zjadłbym na miejscu, dobrze..? I jeszcze może poproszę herbatę malinowa, jak jest..? – Nellie przytaknęła i zaraz ptysia przełożyła na talerz, dodała do tego łyżeczkę, herbatę także miała malinową, więc zaraz ją przygotowała i ze swoim posiłkiem mężczyzna sam pokierował się do jednego stolika. A Sweeney cicho się zaśmiał popijając swoją herbatę, zaś Nellie patrzyła na niego nieco podejrzliwie, ale w końcu sama się zaśmiała, choć nie do końca wiedziała o co chodzi Todd'owi.
