SCM Music Player.

Bohaterowie.

środa, 13 grudnia 2017

Part 367.

- Jak było naprawdę.. Och Panie Senden.. jak było naprawdę, hm? Naprawdę to moja wolność została bezpodstawnie odebrana przez znajdujących się tutaj.. plugawych osobników.. zazdrosnych o moją pozycję w stolicy, w kraju.. próbujących mnie zniszczyć.. - Turpin rozejrzał się po sali pełnej jego przeciwników, lecz najdłużej zatrzymał swój wzrok na Sweeney'u i Nellie.
- Sprzeciw! Przypominam Panu, Panie Turpin, że odpowiada Pan pod przysięgą.. Proszę również zachować należyty szacunek wobec wszystkich zgromadzonych. - Sędzia posłał ostrzegawcze spojrzenie oskarżonemu. - Jeszcze raz proszę o odpowiedź na moje pytanie.
- Każdy chyba popełnia swoje małe grzeszki.. Każdy z obecnych tutaj ma coś na swoim sumieniu, są nawet tutaj osoby, którym upiekły się setki morderstw.. idealne określenie właściwie.. upiekły.. Tak czy inaczej, dziwi mnie że muszę odpowiedzieć za te drobne przewinienia.. Tak, przyznaję się do części oskarżeń.. Jednak druga połowa nie powinna być skierowana do mnie.. - Turpin widocznie zadecydował już w co pragnie brnąć, nie zamierzał przyznawać się do stawiającej go w najgorszym świetle części oskarżeń. Pragnął jak najbardziej się wybielić, chociaż po obecnych w sali, czy nawet jego żonie, nie było widać ani śladu wyrazu przyzwolenia na łaskawszy wyrok. Kolejnym problemem dla Bernarda był fakt, że jego adwokat wciąż nie pojawił się na sali.
- Widzę, że nie potrafi Pan konkretyzować.. Poza tym nie jesteśmy tutaj, by rozliczać innych, tylko Pana, Panie Turpin.. A skoro w dalszym ciągu nie ma Pańskiego adwokata, chciałbym poprosić pierwszego świadka.. - Sędzia spojrzał do swoich dokumentów i naradził się ze swoim pomocnikiem, co do tego, który świadek powinien przemówić pierwszy. W sali zapadła kompletna cisza. Sweeney i Nellie wstrzymali oddech w oczekiwaniu. Nie chcieli być pierwszymi osobami, woleli posłuchać najpierw innej osoby poszkodowanej przez Turpina. - Zapraszam Pana.. Arnolda Dickensa.. - Przysadzisty mężczyzna o krótkich blond włosach podniósł się ze swojego miejsca i podszedł do wyznaczonego na środku miejsca sali dla świadków w sprawie.
- Panie Dickens.. proszę opowiedzieć o swoim ubiegłorocznym aresztowaniu przez oskarżonego.
- To był letni, lipcowy dzień, kiedy spora część londyńczyków wyjeżdżała na urlop, ale miasto wciąż pękało w szwach. A to z racji turystów z całego świata. Sam miałem wyjechać za trzy tygodnie. Jednak w najgorętszym okresie pracowałem w swoim zakładzie, rzecz jasna naprawiałem dorożki i pewne drobne przedmioty, które dostaję czasem od klientów.. Tego dnia nie narzekałem na brak pracy. Naprawiałem koła, a właściwie konstrukcję pewnego wozu, kiedy to w zakładzie pojawili się obcy dla mnie mężczyźni. Wylegitymowali mnie, po czym siłą zawlekli do więziennej dorożki... Wtedy właśnie rozpoczęło się najgorsze.. Nikt nie udzielił mi odpowiedzi dlaczego właściwie zostałem porwany z domu i siedzę za kratkami.. u w jaki tam mnie traktowali... zwłaszcza ten strażnik pochodzenia niemieckiego... Czemu właściwie nie ma go tutaj..? Powinien zostać ukarany tak samo jak ten parszywy sędzia.. Pierwsza noc w areszcie była jeszcze do zniesienia.. dali mi się wyspać, choć do jedzenia dostałem kompletnie zepsute jedzenie.. Potem.. Dniami byłem regularnie bity przez strażników, nocami nie pozwalano mi spać.. A jeśli, to na bardzo krótko i to tylko po to aby budzić mnie wiadrem lodowatej wody i prowadzić do małej salki przesłuchań, w której to znajdował się ten człowiek.. - Arnold wskazał palcem na Turpina. Po jego postawie widać było, że aż rwie się do tego aby samemu wymierzyć mu sprawiedliwość. - Przesłuchiwał mnie.. a raczej torturował.. zmuszał, żebym przyznał się do rzekomego brutalnego gwałtu i zabicia pielęgniarki, która pewnie nawet nigdy nie istniała... Oślepiał mnie wszelkimi światłami, przypalał ciało papierosami.. nawet tutaj mam ślady..! - Mężczyzna podwinął rękawy swojej koszuli i pokazał wszelkie ślady na swoim ciele, będące zasługą Turpina.- Podduszał.. groził, że zabije moje dzieci i żonę, jeśli się nie przyznam... Znajdowałem się w opłakanym stanie, nie jadłem, nie spałem.. Myślałem, że już nigdy nie wydostanę się z tego piekła.. Po trzech tygodniach obecności w tych lochach, wpłacono sześciocyfrową kaucję, na którą składała się pewnie połowa Londynu.. Wylądowałem w szpitalu.. Pewnie jeszcze tydzień w tym miejscu i byłoby kompletnie po mnie...! Mój organizm był wyniszczony.. Jednak nie ucierpiałem tylko fizycznie... Długo byłem pod opieką psychologa.. bałem się nawet swojego domu.. A do tej pory nie czuję się bezpiecznie.. Poczuję się dopiero wtedy, kiedy ten człowiek zostanie skazany na śmierć..
- Czy to wszystko co chce Pan powiedzieć, panie Dickens..? Czy po odzyskaniu wolności nie zdarzyło się już nic podejrzanego.. Żadne groźby Sędziego nie zrealizowały się..? - Senden sam był poruszony wyznaniem ofiary. Nie był w końcu wcześniej bardzo wtajemniczony w sprawę, ponieważ przybył specjalnie z drugiego końca kraju, aby poprowadzić właśnie tą sprawę. Londyńskie władze poszukiwały bowiem sędziego z jak najdalszej okolicy, aby mieć pewność, że nie zostanie on przekupiony łapówką przez znajomych Turpina.
- Cóż.. moja żona straciła pracę.. tak nagle, podczas kiedy nie miała w niej żadnych problemów, żadnych skarg przez dwadzieścia lat.. Czyż nie jest to dziwne..? Moja córka zaś.. Uwzięli się na nią nauczyciele, dokuczali do tego stopnia, że postanowiliśmy uczyć ją w domu.. Zastanawiam się, czy to również nie sprawka sędziego.. Niezbyt usatysfakcjonowanego tym, że nie udało mu się wykończyć przypadkowego człowieka lub dostał zbyt mało pieniędzy.. Można więc powiedzieć, że jedna ingerencja tego okrutnego człowieka wpłynęła na całe moje dalsze życie..
- Potwór..! - rozległo się gdzieś z publiczności.
- Proszę o ciszę! W takim razie wiemy już wszystko. Dziękuję panie Dickens. Teraz zapraszam Pana Roberta Trown'a.. - Arnold odszedł, a w jego miejscu pojawił się tym razem dość przystojny brunet w średnim wieku.
- Moja historia podobna jest do historii poprzednika.. Z tym, że zdarzyła się właściwie kilka lat temu. Nie zapomniałem o niej jednak ani trochę przez te lata. Sam moment aresztowania zdarzył się tym razem w teatrze, czyli w moim miejscu pracy. Aktorstwem zajmuję się przecież od kiedy tylko pamiętam.. Sędzia Turpin upokorzył mnie, powiedzieć można, przed całą publicznością, sferą aktorską.. całą wyższą sferą tego miasta. Zaraz przed moim wyjściem na scenę pojawiło się dwóch panów, tak samo jak w poprzednim przypadku.. Na scenie nie pojawił się więc nikt, a do tego inni aktorzy widzieli cały proces mojego przymusowego wyjścia z garderoby.. Znając pewne moje zachowania mogli rzeczywiście pomyśleć, że jest coś na rzeczy.. tym razem jednak moje sumienie było całkowicie czyste i spokojne. Hmm.. Przetrzymywany byłem w podobnych warunkach, co Pan Dickens i pewnie kolejni poszkodowani.. Przesłuchania również wyglądały podobnie, panowały tam okrutne warunki.. Powód..? Ciężko mi powiedzieć jaki do dzisiaj.. Być może fakt, że obecna żona Pana Turpina była kiedyś moją żoną..? Fakt, że lepiej zniszczyć konkurenta, pierwszą prawdziwą miłość żony jeśli czuje się zagrożonym..? Jeśli prowadzi się taki tryb życia, zdradza ją przy każdej możliwej okazji, a w reszcie wolnego czasu aresztuje lub zabija niewinnych ludzi.. Berta nigdy nie zasługiwała na taki los Bernardzie.. a Ty nigdy nie zasługiwałeś na nią.. - Robert odwrócił się do Berty, by chociaż przez chwilę spojrzeć na nią, nie widział jej w końcu już tyle lat. Kobieta była zmieszana, wyglądała jakby chciała uciec z sali rozpraw. Wszystkie oczy zwróciły się w jednej chwili ku niej.
Chwilę konsternacji przerwał mężczyzna, który wtargnął nagle do sali rozpraw. W jego kierunku od razu rzuciło się dwóch panów z ochrony. Sytuację uspokoił Sędzia. - Spokojnie, to tylko adwokat pana Turpina.. Panowie.. proszę go puścić.. A właściwie.. Panie Williams.. Zdaje Pan sobie sprawę, że w tym momencie nie powinien Pan zostać wpuszczony? Każdy potrafił przybyć na czas.. Jednak w obecnej sytuacji zapraszam.. nie będziemy teraz już robić zamieszania.. Mimo wszystko proszę o odnotowanie tej sytuacji panie Watson. - Sędzia zerknął jeszcze na protokolanta, aby sprawdzić, czy wszystko notuje. To zajęcie należało w końcu do niego. Publiczność i świadkowie zdziwili się na to dość ugodowe podejście, przymknięcie oka na spóźnienie tej konkretnej osoby. Adwokat Williams nie próbował się już nawet tłumaczyć, wyglądał na bardzo roztargnionego. Szybko zajął swoje miejsce i rozłożył na biurku wszelkie papiery, jakie przyniósł ze sobą w teczce.
- Dziękuję Panie Trown.. Teraz... zarządzam dwudziestominutową przerwę. Dalszy ciąg rozprawy nastąpi po przerwie. - Senden uderzył młotkiem, dając przez to znak zakończenia pierwszej części rozprawy, choć nikt tak naprawdę nie spodziewał się przerw. W rzeczywistości Sędzia chciał przybliżyć nieco adwokatowi Bernarda historie opowiedziane przez świadków. Sam wiedział, że wyrok Turpina nie zmieniłby się nawet dzięki najlepszemu adwokatowi, ale nie chciał aby dalsza część rozprawy wyglądała tak samo groteskowo, jak do tej pory. Nikt w końcu nie zadawał pytań świadkom, mocniej nie drążył tematu. Choćby dla zasady spóźniony adwokat musiał się wreszcie uaktywnić. Williams tak naprawdę nie był obrońcą, jakiego wymarzył sobie Turpin. Tamten wymarzony i wysoko opłacony łapówką przez ludzi Bernarda, nie zaangażował się w sprawę, ze strachu przed odpowiedzialnością w razie odkrycia oszustw, jakich dokonał razem z sędzią na przestrzeni wielu lat. Adwokat, jaki przypadł Turpinowi "z urzędu" był na jego niekorzyść średnio zaangażowany w sprawę, głównie z dwóch powodów: został wybrany w ostatniej chwili i nie trafiła do niego łapówka.
Tymczasem Nellie i Sweeney przechadzali się pod ramię sądowym korytarzem, toczyli rozmowę, choć sama atmosfera miejsca, jakim jest sąd nie przyprawiała ich o dobre nastroje. Tym bardziej źle działała na Sweeney'ego, który będąc tutaj, przy stopniowym skazywaniu człowieka, który wyrządził mu tyle krzywdy w życiu, był wulkanem emocji. Choć rzecz jasna nie było to widoczne dla nikogo innego oprócz Pani Lovett. Tylko ona znała go tak wystarczająco dobrze.
- Sweetie.. czy tylko ja mam takie wrażenie, czy cała ta rozprawa jest jakaś dziwna.. Idzie zbyt gładko.. Przez to mam wrażenie, że na końcu wszystko jednak się odwróci i Turpin wyjdzie dzisiaj wolny.. - Para zatrzymała się przy oknie. Nellie oparła się nieco o parapet i założyła rękę na rękę. Sweeney stał nie okazując większego ruchu.
- To prawda.. dwóch świadków powiedziało swoje, po prostu odeszło.. Mieli przy tym szczęście, że nie trafili na adwokata i nie wypytywał ich o nic.. Ten człowiek wygląda na dość przeciętnego w swoim zawodzie, a jednak może jest dobry.. My pewnie pójdziemy pod lupę..
- Masz rację.. lecz jednak liczę, że będzie nam towarzyszyć chociaż odrobina szczęścia.. w końcu to my tutaj jesteśmy górą.. nie powinniśmy się martwić.. - Nellie zerknęła na zegarek, do końca przerwy pozostało jeszcze jakieś pięć minut. Kiedy obserwowała osoby znajdujące się na korytarzu, dostrzegła Johannę razem z Bertą. Starsza kobieta wyglądała na zdewastowaną całym dzisiejszym dniem, a zwłaszcza tym, że znajduje się w sądzie. Piekarka miała przeczucie, że nie chodziło jednak tylko o Turpina. Reakcja kobiety na jej rzekomo byłego męża również była dość interesująca. Z pewnością widziała go po wielu latach, a dzisiejsze przypadkowe spotkanie było czymś bolesnym. Dało się wyczuć, że było pomiędzy nimi coś wielkiego, jednak zostało to boleśnie przerwane. Być może była to wina Bernarda, któremu spodobała się Berta i postanowił ją od niego odebrać, przywłaszczyć jak rzecz. Przecież tak najczęściej traktował kobiety, przedmiotowo. Tego wyjątkowego płomienia nie było widać pomiędzy sędzią, a jego żoną. Całe te domysły Nellie mogły mieć zatem duży sens. Pani Lovett współczuła Bercie, w końcu niczym nie zasłużyła sobie na taki los, a jednak musiała się z tym mierzyć.
W końcowych minutach przerwy, wszyscy zaczęli wracać do sali i zajęli swoje wcześniejsze miejsca. Drzwi do sali zostały tym razem definitywnie zamknięte, nie brakowało już nikogo.
- Witam Państwa ponownie.. przepraszam za niedogodności, które nastąpiły w pierwszej części rozprawy. Teraz chciałbym abyśmy przeszli do dalszego wysłuchania świadków. Zapraszam zatem pana.. Sweeney'a Todd'a. - Senden rozejrzał się po zebranych, sam nie wiedział jak wygląda osoba, którą wywołuje. Todd wziął głęboki oddech, poczuł lekki uścisk dłoni Nellie, spojrzał na nią jeszcze przez chwilę, po czym podszedł na środek sali, by zacząć mówić.
- Panie Todd.. Pańska historia z Sędzią Turpinem obfituje w dość brutalne elementy.. trwa także wiele lat, jest najbardziej dotkliwa spośród wszystkich.. Zdaję sobie sprawę, że to nie proste, ale proszę o przytoczenie wszystkiego, co Pan tylko sobie przypomina.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.