SCM Music Player.

Bohaterowie.

czwartek, 13 października 2016

Part 356.

- Wszystko tak naprawdę zależy od tego ile proces będzie trwał.. Jeszcze trochę ponad miesiąc do kalendarzowego lata i jeśli nawet nie dane byłoby nam wyjechać w tych ciepłych miesiącach, to wolałabym zdecydowanie bardziej odpoczywać w parku niż spędzać ten czas w sądzie.. Lecz na pewno wybierzemy się do Newcastle, to bardzo urocze miasteczko.. Nie można sobie odmówić chwili urlopu.. - Nellie uśmiechnęła się, a jej myśli poszybowały gdzieś daleko do wspomnień z owego miasteczka, w którym mieszkali rodzice jej ukochanego. Wtedy co prawda jej i Sweeney'a nie można było jeszcze uznać za prawdziwą parę, ale wiele w ich relacji się wówczas zmieniło. Wciąż dokładnie pamiętała ich wspólne momenty na plaży, pierwszy ich prawdziwy pocałunek, zatrzaśnięcie drzwi spiżarni, czy namiętne chwile w latarni morskiej. Pani Lovett spojrzała lekko rozmarzonym wzrokiem na golibrodę, mając nadzieję, że również podczas tego wyjazdu czekać będą ich tak miłe wspólne chwile. Zwłaszcza, że miała wrażenie, że rodzice Todd'a byli jego impulsem do wymyślania romantycznych miejsc ich spotkań poza domem. Sweeney odwzajemnił uśmiech kobiety i dotknął jej dłoni, poniekąd widząc w tym jej spojrzeniu wspomnienie ostatniej wizyty w Newcastle.
- No cóż, to prawda.. Lepiej by proces skończył się szybko.. razem ze stresem z nim związanym. A jak wyprawa nad morze się uda, to liczymy potem na ciekawe opowieści i wrażenia, prawda Robercie? A teraz już będziemy się powoli zbierać. Mamy jeszcze kilka spraw do załatwienia. Może pomogę w zmywaniu naczyń..? - Julia dopiła swoją kawę i spojrzała pytająco na golibrodę. W rzeczywistości nie mieli do załatwiania żadnych spraw, ale kobieta nie mogła już dłużej znieść tego, jak bardzo oddalili się z Robertem od siebie, podczas kiedy miała przed sobą obraz związku idealnego. Było jej chyba smutno i nie chciała dalej się o tym przekonywać, co do gospodarzy nie miała oczywiście żadnego ale. Zwyczajnie docierało do niej to, czego nie chciała sama przed sobą wcześniej przyznać. Robert przytaknął żonie, choć zastanawiał się czemu tak szybko chce uciekać do domu.
- Tak prędko chcecie państwo wracać.. No ale nic nie poradzimy na to niestety, czasami są sprawy, które trzeba koniecznie załatwić. Nie, już sami sobie poradzimy, ale dziękuję za dobre chęci. - Sweeney uśmiechnął się do Julii i tak zaraz wszyscy wstali od stołu. Pan Todd oczywiście nalegał Nellie, by pożegnała się z gośćmi jeszcze przy stole, lecz kobieta upierała się aby ich odprowadzić, bo też nie chciała zastygnąć w siedzeniu.
- W takim razie widzimy się w poniedziałek, hm..? A z panem Robertem pewnie zobaczę się jak odwiedzi zakład na górze. - Piekarka spoglądała na parę, jak zakładali swoje okrycia wierzchnie.
- Pan Robert pewnie zjawi się u mnie niebawem, wtedy zadbamy aby małżonka była zadowolona z jego wyglądu.. - Todd również obdarzył uśmiechem parę. Widział, że coś między nimi jest nie tak, nie dało się tego ukryć. Bardziej byli tu dwoma indywidualnościami niż małżeństwem, sprawiali pozory, by nikt nie pomyślał inaczej.
- Tak, z pewnością niebawem się zobaczymy, panie Todd. Dziękujemy za pyszny obiad i miłe towarzystwo. Do widzenia, do zobaczenia! - Julia również przyłączyła się do tych podziękowań i pożegnań, a zaraz para opuściła Fleet Street 186. Sweeney i Nellie odprowadzili ich jeszcze wzrokiem na ulicy, aż Hoffmanowie zniknęli z ich pola widzenia. Mężczyzna zamknął drzwi wejściowe, by nikt niepożądany nie dostał się do środka i oboje wrócili do stołu, by zebrać z niego naczynia.
- Jakie wrażenia po wizycie, hm..? Dość szybko się zebrali.. Podczas gdy byliście na górze, Julia przyznała się, że Robert niebawem straci pracę przez zamknięcie fabryki i podejrzewam, że przez to zrobiło się między nimi dość chłodno.. Ta kobieta musi teraz pracować, by utrzymać jeszcze trójkę dzieci.. - Nellie ustawiała na tacy wszystkie kubki, szklanki i talerzyki deserowe.
- To mili ludzie, ale no właśnie.. coś jest nie tak. Naprawdę? Tym się nie pochwalił, no oczywiście nie musiał, ale moi klienci zwierzają się czasem z różnych problemów przy goleniu. Teraz sporo rzeczy się wyjaśnia. Szkoda że muszą teraz przechodzić przez taki kryzys, ale my przecież też nie żyjemy w bajce, której można bezgranicznie zazdrościć. Tak, mamy siebie, ale mamy wciąż kłopoty z Turpinem, długą drogę zdobywania zaufania Johanny i wątpię aby ktokolwiek chciał się zamienić z nami miejscami. - Sweeney zebrał wszystkie większe talerze i ustawił je na jednym miejscu, po czym raz jeszcze odparł. - Już dam sobie radę Nellie, usiądź, proszę.. Powinnaś się oszczędzać, jeszcze przynajmniej kilka dni. Zasługujesz na odpoczynek. Szybko się z tym uwinę i przyłączę się do Ciebie.
- Prawda, tak.. Nam wątpię, że ktoś tak współczuje tych niezbyt przyjemnych rzeczy.. Ale mimo wszystko nie miałam serca zamykać sklepu na ten tydzień i pozbawiać jej choćby połowy tygodniówki, zwłaszcza ze względu na dzieci.. - Kobieta jeszcze przetarła stół ścierką, tak aby wszystko było w miarę czyste. Na dokładne porządki miała jeszcze przyjść pora. Wysłuchała słów ukochanego i rzeczywiście postanowiła wcielić je w życie. Nie miało sensu oszukiwać się, że nie czuła się rewelacyjnie. - Trochę głupio mi, że zostawiam Cię z tym samą.. lecz chyba jednak pójdę na górę, trochę poleżę.. Dziś tak nie tryskam energią. Będę tam na Ciebie czekać Sweetie. - No i tak Pani Lovett powoli udała się na górę, do sypialni. Po drodze zajrzała jeszcze do łazienki, skąd napiła się zimnej wody, a w pokoju uchyliła okno, aby do środka dostało się trochę świeżego powietrza. Teraz nie sięgała już po żadną książkę, a zwyczajnie położyła się na łóżku i przykryła kocem. Nie broniła się przed snem, widocznie tym razem potrzebowała tego.
Na dole Sweeney zajmował się zmywaniem, z którym zeszło mu się trochę czasu. Kiedy skończył, zerknął na swój zegarek i zastanowił się, czy policjant jeszcze ich dzisiaj odwiedzi. Lecz tego nie był w stanie przewidzieć. Po ukończeniu sprzątania mężczyzna już powoli szedł po schodach na górę, chcąc zorientować się co z Nellie, lecz przerwał mu w tym niecierpliwy dzwonek do drzwi. Golibroda westchnął lekko poirytowany, że jego myśli przywołały mundurowego i zawrócił, by go wpuścić. Choć równie dobrze mógł się spodziewać z jakiegoś powodu ponownie państwa Hoffman, a na pewno miał nadzieję na pojawienie się jego córki i wnuka. Mimo podwójnego dzwonka, po drugiej stronie drzwi nie zastał nikogo. Już otwierając drzwi czuł, że coś jest nie tak. Todd wyszedł za próg i rozejrzał się po ulicy. Jednak nie dostrzegł nikogo, kto zniecierpliwiony porzucił zamiar odwiedzin ich domu. Życie ulicy toczyło się jak zwykle.
- Ciekawe.. - Wzruszył ramionami i cofnął się do środka. Jednakże zanim zamknął wejściowe drzwi, dostrzegł cienką kopertę na wycieraczce. Schylił się po nią i już ostatecznie wycofał do środka. Nie zapomniał oczywiście o zamknięciu drzwi i zaraz przysiadł przy sklepowym stoliku, nie mogąc powstrzymać się do swojej ciekawości co do zawartości korespondencji. Choć samo to gdzie ją znalazł i że na pewno nie została dostarczona przez listonosza, niepokoiło Sweeney'a. Wreszcie wyjął ze środka kawałek papieru i odczytał jego treść. Charakter pisma był mu już znany.
"Jak się trzymasz, Todd? Ciekawe jak tam Twoja droga Nellie.. Ostatni zbieg okoliczności był dla niej dość przykry. Na Twoim miejscu rzeczywiście zacząłbym się bać i uważać. Co jeśli Panią Lovett dotknie coś bardziej przykrego? Znów pobiegniesz na policję? A może poskarżysz się mamusi.. Strzeż się, tchórzu."
Sweeney przebiegł oczami po tych słowach jeszcze kilka razy. Poczuł w sobie narastającą wściekłość na Turpina, ale i na to że po przeczytaniu takiej wiadomości nie był w stanie nic zrobić. Był bezsilny i jednocześnie obserwowany przez opłaconych zbirów Turpina. Ci byli widocznie świetni w swoim fachu, zwłaszcza że widocznie nie wyróżniali się niczym w tłumie. Sędziemu nie można było zarzucić złego wyboru ludzi, ale i sprytu. Doskonale wiedział, że golibroda nie przejmie się do tego stopnia groźbą względem jego samego, ale możliwość sprawienia krzywdy Nellie działała na niego wiele razy mocniej. Nie mógł znów stracić z jego rąk swojej wybranki. Mężczyzna dał sobie chwilę na odetchnięcie, po czym ruszył na górę, upewnić się że z Panią Lovett wszystko w porządku. W drodze po schodach jego serce biło znacznie szybciej niż zwykle, jakby podświadomie oczekiwał już tam najgorszego. Uspokoił się jednak widokiem śpiącej kobiety, usiadł na skrawku łóżka i poprawił koc, którym się przykryła. Siedział tak chwilę w zadumie, czasem spoglądając na tekst od Turpina, jakby miał tam znaleźć rozwiązanie dla całego tego zastraszania. Nellie wyrwała go z tego zamyślenia, ponieważ nie spała aż tak mocno, by nie poczuć obecności mężczyzny.
- Sweetie.. czemu tutaj tak siedzisz.. połóż się obok.. - Odparła lekko zaspanym głosem i dotknęła boku mężczyzny, by przyłączył się do niej. - To tak w nagrodę z uporaniem się ze sprzątaniem. Chodź.. obiecałeś. - Po chwili już przyłączył się do niej i oboje leżeli pod kocem. Objął kobietę i wtulił się w nią, przez chwilę zastanawiając się czy psuć tą chwilę wiadomością od Turpina, lecz postanowił jeszcze chociaż przez moment nie poruszać tego tematu.
- Przyjemnie mi tutaj z Tobą.. możemy tak zostać, nie mam dziś zbytnio energii na co innego.. - Pani Lovett przytaknęła na słowa ukochanego i wspólnie zdrzemnęli się jeszcze na około godzinę. Skoro ten dzień był wolny, mogli go sobie wykorzystać właśnie w ten sposób. Gdy para na nowo się obudziła, kobieta odwróciła się przodem do golibrody i musnęła czule jego wargi.
- Znam tą minę.. coś jest nie tak? Źle się czujesz, hm? - Dotknęła jego policzka, jednocześni spoglądając w oczy Sweeney'a, których wyraz sygnalizował, że myślami jest zupełnie gdzie indziej.
- Dostaliśmy kolejną wiadomość od Turpina. Jej treść mnie niepokoi. - Sweeney zaraz sięgnął po nią do szafki stojącej przy łóżku i podał Pani Lovett. Kobieta zaraz podniosła się na łóżku i przeczytała zapisane na papierze słowa.
- Ech.. zatem tak sobie z nami pogrywa.. Jakby to koniecznie mnie się chciał pozbyć, a Ciebie zapewnić, że sobie nie poradzisz. Sweeney.. nie wiem co mamy na to poradzić, skoro policja nam nie ufa.. Może pora wzmocnić zamki w domu, szyb nie zabezpieczymy, ale gdyby dorobić chociaż jedną przeszkodę w drzwiach, nikt by przez nie się nie dostał.. Zwłaszcza w Twoim zakładzie.. To wszystko jest niepokojące, bo nawet jeśli Turpina zetną, to mógł opłacić ich na tyle, że nawet po jego śmierci będą chcieli nas zniszczyć.. A co jeśli ktoś z jego rodziny.. ktoś kogo nie znamy również będzie się chciał zemścić.. Chyba musimy znów mieć na wierzchu nasz pistolety.. - Nellie westchnęła i odłożyła liścik na szafkę po swojej części łóżka, po czym z niego wstała i powoli podeszła do okna. Myślała o tym, czym sobie zasłużyli na te trudne chwile. Gdy zerkała przez okno na ludzi przechadzających się po ulicy, jej wzrok padł na pewnego mundurowego i śledził go przez cały czas. - Chyba zaraz będziemy mieć gościa.. - Todd zaraz znalazł się przy kobiecie, lecz nie zdążył już dostrzec policjanta z okna. Zamiast tego w domu rozległo się naprzemiennie z dzwonkiem mocne pukanie.
- Mam nadzieję, że nie będzie tu długo siedział.. zresztą jest już późno, jak na takie wizyty. - Oboje zaraz zeszli na dół, choć zabrali ze sobą jeszcze wiadomość od Turpina, jako kolejny dowód, że chce im zaszkodzić. Wraz z policjantem przeszli do kuchni, ponieważ mężczyzna koniecznie chciał obejrzeć wstawioną szybę.
- Byłem u szklarza, w szpitalu, jak i u państwa przyjaciółki. Oboje potwierdzili tą samą wersję wydarzeń. Jednak aby wszcząć prawdziwe śledztwo potrzeba mi jeszcze jednej rzeczy.. - Brunet w średnim wieku przyglądał się ramie okna, choć tak naprawdę dalej nie wyglądał na zainteresowanego całym zajściem.
- Czego dokładnie..? - Sweeney z rezygnacją w głosie zwrócił się do mundurowego. Już sam nie wiedział czego mu jeszcze potrzeba, kiedy dostał wszystkie przydatne informacje. - Nie wiem jakich potwierdzeń pan oczekuje..
- Kogoś, kto widział zdarzenie z zewnątrz.. znaczy osobę, która rzuciła kamieniem.. Wiem, że to państwo zostaliście poszkodowani, ale przecież nie mogę całkowicie założyć, że jesteście niewinni.. i to nie jest spisek.. a to sędzia Turpin, siedzący za kratkami, zawinił temu zdarzeniu. - Mężczyzna odwrócił się znów do pary, sprawdził coś w swoim notesie i rzucił całkiem prowokujące spojrzenie golibrodzie. Teraz już oczywiste było, że nie jest po ich stronie.
- Sugeruje pan, że sami sobie wymyśliliśmy ten wypadek? Że.. Może to ja rzuciłem ciężkim przedmiotem z zewnątrz i wszystko sobie upozorowaliśmy?! A do tego zmusiliśmy dwie osoby wraz z gronem lekarzy do składania fałszywych zeznań?!
- .. i to, że sami piszemy sobie wiadomości z groźbami, tak? Więc pewnie nie zrobi na panu wrażenia fakt, że dziś znaleźliśmy drugi taki list. To jakiś cholerny absurd. - Ta właściwie pierwsza wypowiedź Pani Lovett jakby uświadomiła policjantowi, że nie znajduje się tu jedynie sam na sam z Todd'em.
- Przykro mi.. Przepisy to przepisy. Ale chętnie zobaczę tą wiadomość.. - Policjant zaraz usiadł przy stoliku kuchennym i przeczytał wiadomość od sędziego.
- Jednak jeśli nie może pan zacząć śledztwa, nawet będąc w posiadaniu tylu dowodów.. proszę nie zabierać tej wiadomości.. Przyda nam się na rozprawie. Tak samo jak i to, co zostawił u pana Sweeney.. Szkoda by było gdyby tak istotne dowody zniknęły przed rozprawą.. - Nellie prawie, że wyrwała z dłoni mundurowego papier i przekornie zapytała. - Coś jeszcze?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.