SCM Music Player.

Bohaterowie.

piątek, 26 grudnia 2014

Part 105.

McCartney mimo zranienia, nie był to śmiertelny cios i William odepchnął Sweeney’a od siebie, że ten aż przewrócił się na posadzkę i upadł na plecy. Will wstał i chciał kopnąć golibrodę, ale ten zdążył się przeturlać, wyjął zza siebie pistolet i wymierzył w McCartney’a odbezpieczając, go wcześniej naładował, więc aż taką gapa nie był. Arystokrata na niego spojrzał i odparł śmiejąc się pod nosem.
– Strzeli Pan do mnie Panie Todd… przecież Pan nawet nie wie, jak się tym posługiwać.. Zaśmiał się wtedy, Todd wystrzelił z pistoletu w ramię mężczyzny, celował gdzie indziej, ale wyszło jak wyszło, przynajmniej trafił.
– Ja się będą śmiał ostatni dzisiaj, Panie McCartney!
Po raz kolejny doszło pomiędzy nimi do szarpaniny, że McCartney sięgnął z posadzki po kawałek ostrza szyby i walczył z Todd’em, Obaj się poranili, Todd zranił McCartney’a po klatce piersiowej, a McCartney zranił golibrodę po jego przedramieniu, powyżej ego nadgarstka. Aż Todd usadził w fotelu McCartney’a, wycedził przez zęby.
– Za ten czas który uprzykrzasz życie kobiecie, której nie dam zrobić krzywdy.. a tym bardziej nie będzie chodziła z duszą na ramieniu po mieście, przez takiego nie poukładanego człowieka jak Ty.. następny będzie Turpin.. i jego sługus…! –
Todd bez zahamowania uderzył brzytwą McCartney’a w tętnice, że aż krew polała się na niego, jak nieco trysnęło, że skrzywił się. Lecz nie zaprzestawał, kolejny cios w okolice obojczyka, padł i w tle obił się o uszy.
– To za Panią Lovett!
Cios w klatkę piersiową i trysk krwi.
– To też za Panią Lovett!
Cios w krocze i trysk krwi.
– A to za ostatnie nasze spotkanie, kiedy ugodziłeś mnie brzytwą!
Cios w klatkę piersiową i kolejna fontanna krwi.
– Za każdego kogo oszukałeś i stanąłeś na jego drodze! Dalej uważasz, że to ja jestem nienormalnym dziwakiem? Skoro Turpin nie umie być obiektywny, to ja będę. Jego też to czeka, na tym fotelu. Poza tym powiem Ci ciekawostkę przed śmiercią, może i jestem .. dziwakiem, czasem i autystyczny nawet, lecz to co zrobiłeś Ty, nie mieści mi się w głowie..! Cios i jęk William’a, który chyba całkiem nie spodziewał się szybkiego końca swojego życia, jeszcze ostatnimi siłami, chciał go powstrzymać przed ciosem, lecz nie udało mu się.
– Too-o-odd…. Ni-eee-ee-e…
Ostatnie słowa jakie padły z ust McCartney’a były niczym szept i jęk w jednym przeciągłych i jednocześnie stopowanych sylab. Todd wymierzył brzytwą w jego serce i przekuł się przez jego ciało, by mieć pewność, że nie powstanie i nie rzuci się na niego. W końcu William przestał się ruszać i opadł z sił. Todd sprawdził jego puls na nadgarstku przez dłuższą chwilę i tak w końcu przestał poczuwać cokolwiek pod naciskiem opuszków palców. Odsunął się od ciała arystokraty i odetchnął z ulgą, wtem właśnie do sklepu wchodziła Pani Lovett, czego Sweeney nie słyszał do miał przymknięte drzwi na piętrze. Spojrzał z wrogością na William’a i odparł.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.