SCM Music Player.

Bohaterowie.

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Part 34.

Zamiast piąć się w górę z dnia na dzień zjeżdżał w dół. Nellie czuła, że jest jedyną osobą w Londynie, która może się nad nim zlitować. Tylko czy była w stanie tego dokonać..? Zbyt częsta obecność w jego towarzystwie tylko ją do niego przywiązywała. Nie do tego dążyła w swoim 'nowym' życiu, lecz równie nie potrafiła uniknąć.
Stale wahała się pomiędzy tymi dwoma. W tej sytuacji intuicja podpowiadała jej, że dziś jeszcze się spotkają i nie podejmowała próby 'usunięcia' Todda z ulicy. Miała też własne sprawy do załatwienia. Gdy dotarła do zakładu krawieckiego Madame Mary, przekazała kobiecie resztę potrzebnych materiałów oraz czekała ją pierwsza przymiarka. Były to jedynie elementy takie jak welon, rękawiczki i gorset z czego gorset był najważniejszy - był podstawą do dalszego tworzenia sukni i wzorów na niej. Był wymierzony idealnie na kobietę, co dało jej większe poczucie, że Mary jest prawdziwą profesjonalistką. Kobiety uzgadniały jeszcze kilka rzeczy dotyczących stroju jak choćby jej długość czyli jak długo miała się za nią ciągnąć czy dodanie specjalnych zdobień, na które krawcowa mogła już sobie pozwolić posiadając materiały. Projekt więc nieco się wzbogacił. Tak jak poprzednim razem Nellie opuściła lokal pamiętając, że musi tam często zaglądać.
Wreszcie mogła wrócić na Fleet Street, do pracy. Zmieniła suknię na bardziej roboczą i do czasu nadejścia pierwszych klientów czyściła do perfekcji stoły przy których zasiadali oraz swoje stanowisko pracy gdzie też przygotowała potrzebne składniki. Paszteciki czy ciasteczka były w końcu podawane prosto z pieca, nie wcześniej, dlatego dbała o porządek i przede wszystkim o świeżość używanych produktów. Zbliżał się wieczór, praca nabierała coraz większego tempa.
Will zjawił się i pomagał Nellie dzięki czemu nadążała z zamówieniami, przygotowaniem i podaniem. Wszystko przebiegało harmonijnie do pewnego momentu. Ktoś osobiście poprosił Panią Lovett o odwiedzenie stolika, rzecz jasna po tym jak posiłki zostały podane. Takie rzeczy się zdarzały, więc nie uważała i tego za coś wyjątkowego. Ludzie czasem chcieli ją skomplementować czy uzyskać od niej choć rąbka tajemnicy na sposób przyrządzania. Tym razem jednak było to coś zupełnie innego. Goście chcieli się poskarżyć.. Nie na wyroby Pani Lovett, lecz na...
Pana Todda, który pojawił się tam nie wiadomo skąd i raczył ich swoimi życiowymi opowieściami. Część gości uważała to za coś zaplanowanego w stylu komika, który zjawia się czasem na takich wieczorach gdzie są skupiska ludzi, niektórzy zaś byli świadomi, że Todd nie udaje, lecz zamiast narzekania śmiali się. Trzecią grupę stanowiły osoby, które musiały wysłuchiwać tych historii lub irytowały się do tego stopnia, że zostawiały na stołach należność i wychodziły. Zanim przeszła do jakiegokolwiek działania związanego z golibrodą zajęła się właśnie tymi ludźmi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.