Kobieta patrzyła na niego, z dozą złości, nienawiści, ale nie sądziła, że z drugiej strony był jak dziś taki bardzo rozmowny, może to złość to sprawiała, chyba dziś miała z nim najdłuższą rozmowę od czasów kiedy w ogóle się znali.
Todd zaraz podszedł do drzwi i spoglądając na komodę, na książkę kucharską Pani Lovett odezwał się, gdy wodziła za nim wzrokiem.
– Ach i jeszcze coś.. Gratuluję, Pani Lovett. – Nie dopowiedział w czym jej gratuluje, sądził że sama się domyśli po jego dobitnym spojrzeniu na książkę na meblu, po czym zaraz opuścił ten pokój, przymykając za sobą drzwi, niczym jakby stworzył przedmiotowa barierę pomiędzy nimi.
Serce waliło mu jak dzwon kiedy wychodził, kiedy zostawił Panią Lovett samą z myślami, do tego minął się z Will’em mówiąc mu tylko ciche.
Serce waliło mu jak dzwon kiedy wychodził, kiedy zostawił Panią Lovett samą z myślami, do tego minął się z Will’em mówiąc mu tylko ciche.
– Do widzenia, Panie McCartney… - Poza tym wątpił by ten człowiek chciał z nim wejść w jakieś relacje, ale co do zachowania Pani Lovett miał mieszane uczucia, czy za nim pójdzie czy nie, choć tak naprawdę wątpił w to. Znów pewnie by wpadli sobie do gardeł. A i tak oboje po połowie w swoich słowach mieli rację. Kobieta nie mogła rządzić życiem Todd’a, a on nie mógł wtrącać się w jej życie, choć najchętniej przerwałby jej ślub z tym arystokratycznym dupkiem, jak nazywał w myślach William’a McCartney’a.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.