SCM Music Player.

Bohaterowie.

wtorek, 23 grudnia 2014

Rozdział siódmy VII. Powolny powrót do zdrowia Pana Todd'a i wspólne święta z Panią Lovett. Part 88.

Sweeney dochodził do siebie, może jeszcze nie był w pełni sił, ale za to już nie siedział w łóżku, owszem odpoczywał kiedy mógł. Był tez w pracy, zanieść zwolnienie, które oczywiście załatwił od lekarza ze szpitala i w pracy miał pojawić się dopiero po świętach. Właśnie wracał z zakładu ulica i wstąpił do sklepu z płytami winylowymi i zakupił kolędy, by mogli sobie ich posłuchać w sklepie Pani Lovett, w końcu wiedział, że ma gramofon, chciał by było bardziej świątecznie. Miał zamiar zrobić nieco zakupów, lecz zaraz przed jego nosem wyrósł Turpin, który zaraz się odezwał jakby i podchodził do Sweeney’a, jakby chciał go uściskać, a jedynie poklepał go po ramionach.
– No proszę, Pan Todd.. lepiej się Pan czuje..? – A zaraz pociągnął za łokieć Sweeney’a w jedną przecznice, w jedną wąską drogę, pomiędzy budynkami i odparł kiedy Sweeney’a nieco przywarł do ściany.
– Tak. – Turpin zaraz odezwał się do mężczyzny. – Wie Pan o tym, że będziemy musieli porozmawiać.. o tym co się stało.. w domu Pani Lovett…? Teraz zbliżają się święta, wiec nie będę psuł tego klimatu.. lecz po świętach.. kto wie.. co się wydarzy.. – Sweeney westchnął a jednocześnie warknął i odstąpił od ściany zamieniając się z Turpinem miejscami i rzekł.
– Już Pan go zepsuł.. Panie Turpin.. A Pani Lovett proszę w to nie mieszkać.. poza tym jak rozumiem, już Pan stanął po odpowiedniej dla Pana stronie.. McCartney… trochę sypnął dolarami.. i już skradł pańskie serce, jakie to smutne.. Wniósł na mnie oskarżenie..? Straszne, chyba tez powinienem się przejść na posterunek, lecz z tymi wszystkim skorumpowanymi człowiekami.. trudno się dogadać.. Prawda..? Proszę mi wierzyć.. że nie zapraszałem nikogo do domu Pani Lovett pilnując raptem jej dobytku… a Pan McCartney.. powinien przestać nachodzić Panią Lovett.. inaczej sam to zgłoszę… - Turpin spojrzał na golibrodę i uśmiechnął się do niego nieznacznie, do tego pojawił się sługus, który podszedł bliżej i mruknął.
– A Pani Lovett taka dziś zapracowana… widziałem przez okno… Taki cukiereczek z niej.. Prawda..? – Sweeney spojrzał na mężczyznę i odsunął się od Turbina, a sługę sędziego złapał za ubranie, jedna ręką i przysunął do ściany, na co Turpin chciał reagować, a Todd zabrał głos.
– Nie radzę.. a Ty Bamford.. możesz sobie co najwyżej kupić cukierki.. a od Pani Lovett te swojej grube łapska trzymaj z daleka.. i nie mieszajcie się do Pani Lovett życia.. lepiej pilnujcie w tym mieście porządku, bo ostatnio statystyki kiepsko wyglądają, przez kolejne porwanie młodej kobiety.. pobicia wieczorami.. i ciemne postacie w zaułkach, które okradają przechodniów.. na tym się skupcie.. A teraz.. – Zabił właśnie dzwon, wybijając kolejna godzinę, na co golibroda dodał.
– A teraz Panowie wybaczą.. Wesołych świąt.. i proszę nas nie nachodzić. Chcę spokojnych świąt, które są raz w roku.. Do widzenia.

3 komentarze:

  1. Z czytaniem powoli sunę dalej :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy mnie to bardzo. A mam taką małą prośbę, byście mi się tutaj nie mylili, bo nie wiem ile osób tu pisze, byś mogła/mógł, podpisywać się jakoś, bo tak nie za bardzo orientuje się kto tutaj jest jeśli nie ma konta, czy bloga. Z góry dziękuję i mam nadzieje, że blog nie zanudza. Pozdrawiam. Sweeney Todd.

      Usuń
  2. Nie mogę przestać czytać po prostu świetny blog. Fajnie się czyta. Z jednej strony powoli zbliżam sie do konca, z drugiej nie chce żeby się ta opowieść kończyła. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.