SCM Music Player.

Bohaterowie.

niedziela, 28 grudnia 2014

Rozdział IX. "Pogrzeb" McCartney'a. Part 111.

Zresztą trzeba pozbyć się go jak najszybciej, w każdej chwili może czekać nas kontrola.. Paszteciki już sobie odpuszczę..
Przy ostatnim zdaniu wypowiedzianym przez kobietę, na twarzy Sweeney'a można było dostrzec cień uśmiechu. Cóż za.. świetny czas na wspominki, pomyślał. Zerknął na nią otwierając oczy.
- Masz rację. Im szybciej tym lepiej. Ale pamiętaj, że jeśli się za to weźmiemy, prawdopodobnie nie zmrużymy już oczu dzisiejszej nocy. Najbliższy cmentarz jest kawałek stąd. Las by się przydał.. Ale mam pewien pomysł.
Nachylił się troszkę do niej i powiedział o swoim planie. Mimo, że nikogo oprócz nich nie było w budynku, mówił cicho, na wypadek gdyby ściany miały uszy..
- Więc słuchaj uważnie.. teraz zejdę do piwnicy, rozpalę w piecu. Przez ten czas posprzątaj tu nieco, pozasłaniaj okna na wszelki wypadek. Niebawem wrócę po Ciebie.
Nellie narzuciła na Sweeney'a ciepłą bluzę. W piwnicy było zimno. Mimo tej dzisiejszej sytuacji wciąż troskała się o niego. Sama zrobiła to, co powiedział choć oczywiście nie było to żadnym rozkazem czy czymś w tym rodzaju. Zasłoniła wszystkie sklepowe okna, na tyle ile było to możliwe po czym zabrała się za sprzątanie ze stolików, przecieranie stołów i zmywanie wszelkich naczyń. 

Bywały takie momenty, że już prawie usypiała. Perspektywa pozbycia się ciała dzisiejszej nocy miała wrażenie ciągnąć się w nieskończoność. Sweeney w tym czasie rozpalał piec do którego za dawnych czasów trafiały wszyscy klienci golibrody. Sama piwnica nawet na nim robiła nieprzyjemne wrażenie. Miał tylko ochotę wrócić na górę i nigdy więcej się tam nie pojawiać. Była dobrym miejscem na przetrzymywanie mięsa czy innych zapasów, ale świadomość tego ile istnień ludzkich się tam przewinęło, ile odeszło na zawsze w tym piecu była przytłaczająca. Kiedyś nie robiło to na nim wrażenia, być może dlatego, że nie zaglądał tam często i kierowała nim jedynie chęć zemsty, nic poza tym. Gdy ogień w piecu osiągnął odpowiednią temperaturę, według golibrody, ten postanowił zabrać się za Williama. Musiał przebyć z nim spory kawałek, od miejsca gdzie spadł z wymyślnej konstrukcji, aż do pieca.
- No, McCartney, przedostatnia droga przed Tobą..
Zwłoki leżały twarzą do podłogi. Sweeney chwycił trupa za ręce i przeciągnął go w odpowiednie miejsce. Nie było to wcale takim łatwym zadaniem z racji tego, że arystokrata trochę ważył, a Pan Todd miał w końcu zranioną rękę, a poprzednia rana na brzuchu też dawała o sobie znać przy większym wysiłku. 
Dociągnął go do pieca. Próbował podnieść ciało, lecz nie miał wystarczająco siły i niestety musiał zwrócić się z tym do Pani Lovett. Było mu trochę głupio z tego powodu, w końcu była z nim związana i mogła jednak przeżywać to trochę bardziej niż sądził po tym co mówiła. Znalazł się w kuchni. Nellie troszkę wystraszyła się kiedy położył jej dłoń na plecach, była w trakcie zmywania.
- Spokojnie.. Potrzebuję Twojej pomocy.  - Odwróciła się wycierając ręce w ścierkę.
- Och.. Sweeney.. wszystko w porządku?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.