SCM Music Player.

Bohaterowie.

niedziela, 28 grudnia 2014

Part 114.

Schował broń z powrotem na miejsce, jak gdyby nigdy nic i zabrał się do zrzucania ziemi w wykopany grób. Nellie chwilę stała zszokowana tym co się stało, ale lepiej było zrobić tak niż potem znów żyć w stresie, że ktoś został przekupiony i wyjawił ten sekret. Przysługa ta nie mogła skończyć się inaczej dla Tima. Kobieta chwyciła drugą łopatę i pomogła w zakopywaniu. Całość przykryli jeszcze śniegiem. Gdy ktoś nie wiedział, nie można było powiedzieć, że w tym miejscu zadziało się coś niepokojącego. Ziemia została odpowiednio przyklepana, nie było śladów.
- Żegnaj Williamie McCartney'u..
Szepnęła ostatni raz w kierunku grobu po czym zabrali łopaty i ruszyli w kierunku pojazdu. Niedługo miało zacząć świtać, dlatego musieli pospieszyć się z powrotem. Sweeney zasiadł jako woźnica w dyliżansie, Nellie zaś znajdowała się zwyczajne w środku. Musieli przejechać przynajmniej kawałek i porzucić pojazd, który stracił swego pana. Cmentarz znajdował się ponad cztery mile od Fleet Street. 

Po przejechaniu ponad połowy trasy, wysiedli i udali się w kierunku domu. Dość podejrzanie wyglądało to, że mieli ze sobą łopaty, ale ich niestety porzucić nie mogli ze względu na to, że ktoś jednak mógłby po nich dojść do właściciela. Do domu dotarli dopiero około siódmej rano. Byli już tak zmęczeni, że pierwszą rzeczą, którą zrobili było położenie się do łóżek. Zasnęli na dobrą połowę dnia. 
Obudziło ich pukanie i dzwonienie do drzwi. Nellie niechętnie włożyła na swą piżamę szlafrok. Była rozczochrana i wciąż zmęczona po nocnych przygodach. Kierowała się do drzwi, a zaraz u jej boku pojawił się Sweeney w podobnym stanie. Chyba spodziewali się, że ktoś jednak przyłapał ich w nocy, jednak była to po prostu Isabel.
- Witajcie moi drodzy! Jutro wigilia, a ja dzi... Na pewno nie przeszkadzam..?
Spojrzała po Panu Toddzie i Pani Lovett, chyba dopiero wstali z łóżka i trochę poczuła się niezręcznie w tej sytuacji. Nellie przepuściła ją do środka.
- Nie, nie.. po prostu ciężka noc, dużo klientów, odsypialiśmy.. Och, Ty przecież nigdy nie przeszkadzasz. Usiądźmy. Kawy, herbaty..? A Ty Sweeney..?
Wstawiła wodę w czajniku. Sweeney ziewnął zakrywając przy tym usta.
- Ja poproszę kawę, mocną..
Isabel postawiła torbę, którą miała ze sobą na stoliku. Nie przechodzili do salonu ze względu na to, że kanapa była zaścielona.
- Mi też możesz zrobić kawy..
Pani Lovett wsypała po tyle łyżek małej czarnej do kubków ile każdy sobie życzył, niebawem zalała je wrzątkiem i postawiła każdemu na stoliku. Usiadła obok Pana Todd'a. Objęła dłońmi kubek żeby ogrzać dłonie.
- Isabel.. mam dla Ciebie radosną wieść w sam raz na święta.. nie musisz obawiać się już napaści McCartney'a. Było, minęło..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.