SCM Music Player.

Bohaterowie.

czwartek, 25 grudnia 2014

Part 96.

- Naprawdę, Nellie..? Musisz mieć świadomość, że w sprawie z McCartney'em liczy się każdy, nawet najdrobniejszy szczegół.. - Czuła się okropnie z ukrywaniem wszystkiego, ale usilnie trzymała się perspektywy jedynej rzeczy w najbliższym czasie, która zapowiadała się być spokojna.. i nie chciała jej rujnować. Była troszkę za bardzo ucieszona świętami z Panem Toddem, nawet zaślepiona tym. Nie wyobrażała sobie w tym momencie konsekwencji jakie idą z tymi kłamstwami. Odpowiedziała mu bez najmniejszego poruszenia.
- Tak. - Sweeney ufał temu co mówiła, lecz coś w środku podpowiadało mu, że to nie cała prawda.. Niestety nie mógł jej w żaden sposób zmuszać do zwierzeń.
- Powinniśmy przynajmniej poćwiczyć strzelanie.. ale kiedy, jak.. nie mam pojęcia.. - Przyjrzał się dokładniej przedmiotowi, wziął go do ręki. Schował do swoich rzeczy. Również nie miał do czynienia ze strzelaniem, ale mimo wszystko czuł się w tym pewniej i zręczniej niż którakolwiek kobieta. Cóż, miał nadzieję, że Nellie sobie poradzi gdy zajdzie taka potrzeba.
- Nawet nie spytałam.. jak się dziś czujesz..? - Zwróciła się do Sweeney'ego podczas dokańczania wkładania farszu do pierogów.
- Brzuch jeszcze trochę mnie pobolewa, ale nie jest to ból taki jak na początku, prawie się zagoiło. - Podniósł rąbek swej koszuli i pokazał jej właściwie końcową fazę gojenia rany. Dzięki maści od doktora cały proces się przyspieszył i nie był taki bolesny jak mógł być.. Pan Todd zerknął przez okno.
- Hm.. może otworzymy dziś sklep, co o tym sądzisz Nellie..? Wieczorne godziny się zbliżają, wtedy utarg jest spory... A zakupowe szaleństwo trwa w najlepsze, kręci się tutaj wielu ludzi.. pewnie nawet nie mają czasu przygotować obiadu w domu.. Więc jak, hm..? Choćby jeszcze dziś i jutro, potem możemy dać sobie spokój, bo będą święta. - Pani Lovett kleiła właśnie ostatniego pieroga, wrzuciła go do garnka do reszty i wsadziła w chłodne miejsce by za dwa dni ugotować. Umyła ręce i stanęła w oknie obok Sweeney'a.
- Myślę, że.. tak, tak.. Napełnijmy im brzuchy zarabiając jak najwięcej.. hehe.. Sklep w końcu jest gotowy od kilku dni. - Sweeney założył na siebie fartuch, który wisiał w kuchni. Następnie przekręcił na drzwiach kartkę z napisem "zamknięte" na "otwarte" i przyniósł Pani Lovett jej ponczo, żeby nie zmarzła jak drzwi będą otwierać się i zamykać. W końcu na dworze był mróz i wciąż padał śnieg.
Szybko pojawili się pierwsi goście. Nie minęło nawet dużo czasu kiedy sklep wypełnił się po brzegi. Pyszności przyciągały aż do tego stopnia, że ludzie gromadzili się na zewnątrz by czekać aż zwolnią się jakieś miejsca. Przy pomocy kilku mężczyzn został dostawiony dodatkowy stół. Było ciasno, ale przyjemnie. Ludzie delektowali się tym co mieli na talerzach. Tak przez większość wieczoru. Dopóty,dopóki w drzwiach pojawił się Sędzia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.