SCM Music Player.

Bohaterowie.

wtorek, 6 stycznia 2015

Part 146.

– Tak najlepiej powiedzieć… Prawda..? Bo co tam przeszłość może znaczyć, było minęło.. niczym bańka mydlana.. Och odkrycie, mój włos..? No i co z tego, widocznie otarliśmy się o siebie, a włosy wypadają… Nie ma w tym nic zadziwiającego, może ten mój rzekomy włos, utrzymał się w marynarce Pana Warnera, czy jak on się nazywa, jak Pan mówi.. nawet nie mam pojęcia.. A do zakładu może wejść każdy, poza tym ja mam zwolnienie lekarskie.. i jeszcze sporo przed świętami nie byłem w zakładzie, nie pracowałem tam..
Sędzia zaraz wstał ze swojego miejsca, gwałtownie, bo zburzył się na słowa golibrody po czym rzekł zaraz, podchodząc do niego, od tyłu i kładąc dłonie na jego ramionach, na co Sweeney spojrzał z odrazą.
– Ha! Ale u Pani Lovett czuł się Pan dobrze na tyle by pomóc jej w sklepie, w obsłudze klientów przed świętami, co..?
Todd pokręcił głową i zaraz dodał.
– Poruszające są Pana pomówienia względem mnie, naprawdę… No i co z tego, że pomagałem, to przestępstwo, kolejne z wielu..? Chce usłyszeć zarzuty wobec mnie, dlaczego miałbym zabić szewca.. skoro nawet nie naprawiał mi butów, bo chodzę do innego.. Ale nie powiem gdzie, bo znów jeszcze tam dojdzie do morderstwa z przyczyn X niewyjaśnionych. Pana zarzuty wobec mnie, nie ruszają mnie. To jakieś głupie plotki, a ludzie nie mają co robić, tylko patrzeć przez okna co robię. Jestem aż takim dziwakiem? To przez moją fryzurę, siwe pasmo włosów, nad genetyką się nie panuje.
Turpin czuł się sprowadzony do parteru przez to co mówił Todd. Sweeney na chwilę tez przymknął powieki, w końcu potrzebował kogoś kto by go zbadał, opatrzył, a tak siedział tutaj i tylko cierpiał, a do tego ta rozmowa nie należała do przyjacielskich pogawędek.
– Póki co jest Pan głównym podejrzanym i zostanie Pan tutaj… Aż do wyjaśnienia sprawy. A i jeszcze sprawa Pana McCartney’a. Zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach, ostatni ślad prowadzi do sklepu Pani Lovett, a konkretnie, ktoś widział jak był Pan .. Panie Todd na piętrze i prawdopodobnie doszło pomiędzy wami do jakieś awantury..
Sweeney wzruszył ramiona i odparł spoglądając na Turpina, gdy ten powrócił na krzesło i zaczął pukać opuszkami palców o blat stołu.
– Uroczo po świętach wylądować w areszcie, za niewinność.. Tak, pojawił się u mnie McCartney, znaczy u Pani Lovett w sklepie… Przyszedł by mi powiedzieć, jak bardzo kocha Panią Lovett i żebym odczepił się od niej, a najlepiej zniknął z jej sklepu, na daleką odległość.. Sumując to, ogoliłem mu zarost jak chciał, wyszedł i tyle go widziałem.. Skąd ja mam to wiedzieć, co się stało, że zniknął, zaginął czy coś.. To Pan jest od tego by to rozwikłać.. a ja nie wyglądam przez okno, za klientami… Może wyjechał.. Przecież nie był z Londynu co z tego mi wiadomo.. Zresztą to z Panem się przyjaźnił, lubił to chyba Pan powinien wiedzieć, co go sprowadziło do tego, że nagle przestał się pokazywać na oczy..
Sędzia, miał już coś powiedzieć, kiedy zaraz do pokoju przesłuchań, zajrzał sierżant i wywołał Turpina, zatem ten na trochę zniknął, a raczej na jakieś pół godziny. Sweeney miotał się z myślami przez ten czas, był przygnębiony, przez ten czas jak był sam dopił resztę herbaty z kubka i westchnął, w brzuchu trochę mu burczało, lecz najgorsze były jego boleści. Odsłonił swój płaszcz i zajrzał pod swoje ubranie, gdy wysunął koszulę czy sweter jaki miał na sobie. Widok jaki ujrzał na swoim ciele był nieco przerażający. Zasinienia o dość mocnym fioletowym kolorze, a do tego naczynia popękane, jak po niektórych uderzeniach doszło do rozcięcia jego skóry i powstały rany na jego skórze. Nieprzyjemnie go to piekło i bolało, zaraz z powrotem poprawił swoje ubranie i otulił się w swój płaszcz. Najchętniej by stąd uciekł, jakby wiedział jak. Lecz póki co nawet nie wiedział czy stąd wyjdzie jeśli znów go o coś oskarżą. Po tym okresie wrócił jeden strażnik który wczoraj spuścił mu łomot, na co zabrał go stąd z powrotem do celi widać, Turpin był już zajęty na dłużej, skoro przesłuchanie zostało przerwane.
Na obiad Sweeney dostał jakąś zupę, przypominała krupnik, lecz nie smakowała jakoś genialnie, ale chociaż to zjadł, mimo, że już nie było takie ciepłe. Kiedy tak siedział i dwóch strażników tkwiło wymieniając się, przybliżył się do krat i odparł kiedy jeden strażnik wyszedł.
– Chcę wysłać telegram…
Strażnik na jego popatrzył, wstał i doszedł powoli do krat, przy czym dodał spoglądając w oczy Sweeney’a.
– Hm.. a ja bym chciał teraz poświntuszyć z moją żoneczką, a muszę tkwić tutaj.
Sweeney popatrzył na tego mężczyznę z obrzydzeniem i na jego słowa, po czym prychnął i odparł.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.