SCM Music Player.

Bohaterowie.

czwartek, 8 stycznia 2015

Part 151.

Golibroda czuł się zmęczony tym co mu się przytrafiło, miał nadzieje że Pani Lovett ma się lepiej od niego. Chciał dopiąć swego i dostać możliwość wysłania telegramu, lecz widział, że marne tego efekty. Denerwowało go to, bo nie miał pewności, czy jak Pani Lovett wróci z Londynu on stąd wyjdzie, bądź stanie się coś złego ze sklepem. A w głowie krążyły mu różne myśli, może ktoś wybije szybę, może wybuchnie pożar, przecież różne sytuacje mogłyby się wydarzyć. Sweeney położył się na łóżku i westchnął bo źle się czuł, było ciągle obolały, może w brzuchu przestało mu tak usilnie burczeć, to mimo to, był pobity i było mu czasem niedobrze. 
Kolejne godziny sprawdzały jedynie do tego, że na dworze robiło się ciemno i ponuro, a śnieg sypał jeszcze więcej. Sweeney leżąc na boku, ustawiony do ściany właśnie widział jedynie tylko przez małe okratowane okienko to co działo się na zewnątrz. Spoglądał tak, sam nie wiedział ile aż zasnął. Jego sen przedłużył się do późnego wieczora, był po prostu zmęczony, a obudził się wtedy gdy poczuł jak ktoś uderza go w ramie. Była późna pora, Sweeney nawet nie tknął kolacji jaką dostał, no ale ona ciągle była na talerzyku, czyli dwie kromki chleba z masłem i mleko, niestety nic wygórowanego. Syknął kiedy został uderzony prętem, znów przez tego samego strażnika o nazwisku Kreutz, był Niemcem, dlatego też pewnie zachowania miał iście faszystowskie. Sweeney, kolejnym razem złapał za pręt i ścisnął go w dłoni po czym wycedził przez zaciśnięte zęby do mężczyzny.
– Kota nie ma, a myszy harcują..! Niewyżyty jesteś człowieku.. to znajdź sobie inną ofiarę ja chcę jeszcze trochę pożyć..!
Warknął, był tak wściekły, że jakby mógł to by rozniósł to całe więzienie. Kreutz spojrzał na Sweeney’a i w złości chciał mu przyłożyć jeszcze raz, lecz Todd sobie nie dał. Domyślił się, że Turpin poszedł do domu i teraz strażnicy robili co tu tylko im się podobało, niczym jakby odbijali sobie dzień, a że Kreutz dziś był tu dwanaście godzin, by mieć kolejne dwa dni wolne, na załatwienie rodzinnych spraw, tak teraz zachowywał się jak człowiek bez sumienia.
– Oooo! Obudził się nasz bazyliszek…! Nie ma spania, będziesz spał kiedy ja pozwolę..! Todd odepchnął Kreutza od siebie i warknął.
– Bo co?! Bo Ty musisz tu siedzieć, to ja nie mogę spać..? Idź człowieku stąd..! Chcesz się poznęcać to poszukaj szczura, choć i żal tych zwierząt na Ciebie..!
Kiedy Kreutz znów zamierzał coś zrobić, wtedy do pomieszczenia wszedł jego kolega z pracy i zerknął na niego ze zmarszczonymi brwiami i podszedł bliżej, kiedy Kreutz, żeby tylko się wybronić z tego, że wszedł tu sam z siebie, zaczął ględzić.
– Obrażał mnie.. nie mogłem tego dłużej słuchać..!
Gordon popatrzył na kolegę, niezbyt mu wierzył, bo trzymał stronę Turpina, poza tym był charakterem do niego podobny i odparł podchodząc do celi.
– Zostaw go. Nim naprawdę zrobisz coś, co wszyscy będziemy żałować.. Jasne..? Wyłaź stąd…
Gordon zaraz pociągnął swojego kolegę i zamknął celę, gdzie był już sam Todd, domyślał się, że mężczyzna niczego nie zrobił, a Kreutz najwidoczniej upatrzył sobie w nim ofiarę. Gordon wziął kolegę na słówko i odparł przy jego uchu.
– Przestań zachowywać się jak dupek. To nie sa Niemcy i dostosuj się do Anglii.. inaczej Todd skończy przez Ciebie tak samo jak ostatni aresztowany… którego ledwo uratowali od śmierci.. rozumiesz..? Inaczej powiem Turpinowi co wyprawiasz..!
Sweeney patrzył na mężczyzn jak stali i się kłócili, a sam pozbierał się nieco z łóżka i zaraz sięgnął po posiłek. Napił się z kubka mleka bo zaschło mu już w gardle i zjadł jedną kromkę chleba, lecz na więcej nie miał już chęci, na pewno nie w tych warunkach. Lecz nie chciał całkiem opaść z sił, nim nie zdąży obronić się przed tym sztabującym tu Niemcem. Ta noc minęła Sweeney’owi ciężko, bo miał wrażenie, że zaraz albo ktoś go znów czymś uderzy, albo zacznie się znęcać. A on nie mógł wiele zrobić, bo zaraz zostałby jeszcze wepchnięty do jakiejś innej celi, niczym jak jakiś karcer. A tego nie chciał. Dlatego bywał pasywny, mimo, że jego mięśnie aż spinały się ze złości.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.