SCM Music Player.

Bohaterowie.

niedziela, 11 stycznia 2015

Rozdział XIII. Sweeney wychodzi z aresztu i odkrywa włamanie w sklepie Pani Lovett. Part 156.



(...)
Pięć dni Sweeney przebywał już w areszcie. Był tym znudzony i sfrustrowany, nie podobało mu się to, że siedział tu bezsensu i za nic. Westchnął kiedy leżał na łóżku polowym i patrzył w sufit, słyszał tez jak w kościele wybijał dzwonek godzinę dwunastą w południe. Wtedy do pomieszczenia wszedł Turpin na którego Todd spojrzał i odezwał się do niego.
– No proszę, a już myślałem, że nie zobaczę Pana… Mam nadzieje, że nie jest to bezprecedensowa wizyta? – Turpin podszedł bliżej do biurka przy którym stanął pisał coś na papierze piórem, w końcu przyniósł ze sobą jakieś dokumenty i odparł spoglądając na Todd’a.
– W związku z tym przychodzę. Dzień dobry Panie Todd. Proszę się zbierać, zostaje Pan zwolniony z aresztu, znaleźliśmy sprawce, zabójcę szewca. Pan wybaczy, te oskarżenia, lecz nie zawsze wszystko jest z góry oczywiste.. Prawda? Wypisuje dokumenty i zaraz będzie Pan wolny, nie było mnie bo musiałem sprawdzić dowody, przeprowadzić dochodzenie, ale powinien się Pan cieszyć, że poszło tak szybciutko.
Todd spojrzał na mężczyznę i powoli wstał z łóżka podchodząc do kart, po czym odparł ze stoickim spokojem, mimo, że aż się w nim gotowało.
– Co za niespodzianka. Nie wybaczę, nie jestem łatwowierny Panie sędzio. Świetnie, jednak będę spokojniejszy jak opuszczę to miejsce i nie będę za kratami, za którymi jeszcze ciągle jestem. Zatem nie będę pytał, kto okazał się zabójcą, mało mnie to ciekawi, jednak wie Pan, że nie miałem z tym szewcem nic wspólnego.
Turpin jeszcze na koniec postawił pieczęć do papierów, po czym podszedł do krat i spojrzał na Todd’a który powoli wyszukał wśród pętli kluczy tego odpowiedniego i otwierał powoli celę w której był Sweeney.
– Rozumiem, lecz mimo wszystko będę miał Pana na oku. I naprawdę jest mi przykro, za to nieporozumienie..
Sweeney zaraz wyszedł z celi, by nie trafić tam z powrotem, na koniec dodał jeszcze do Turpina.
- Hm, po tym co Pan mi już zrobił, straciłem zaufanie i wiarę w Pana słowa Panie Turpin. Poza tym to jak zostałem tu potraktowany, raczej nie będzie dla mnie miłym wspomnieniem. Już to wszystko, mogę iść..?
Turpin chciał jeszcze coś powiedzieć, lecz w rezultacie dodał i pokiwał przytakując głową.
– Tak Panie Todd… A i pańska torba…
Zaraz podszedł do szafki z której wyjął torbę Todd’a i mu ją oddał, na co Todd mruknął tylko.
– Tak, okej.. do nie zobaczenia.
Zabrał torbę i wyszedł zaraz, chciał jak najszybciej opuścić to miejsce i kiedy wyszedł z budynku odetchnął tym gęstym powietrzem Londynu, choć wolał już to niż tkwić w celi. Pierwsze jego kroki jakie wykonał to do swojej kawalerki, w której przysiadł na chwilę w fotelu i przymknął oczy mrucząc do siebie.
– Wreszcie w domu… Następnym razem, to Ty Turpin będziesz pod moją władzą.. w moim fotelu i tak Ci się spodoba, że nie opuścisz już mnie..
Oparł głowę o zagłówek fotela, lecz w końcu powoli się zebrał by w końcu wziąć kąpiel. Szykował więc sobie troszkę relaksujące chwile, choć wiedział, że przez jego skaleczenia i rany nie będzie mimo to trwało zbyt długo. Lecz nie mógł dłużej już chodzić brudny. Ubrania jakie z siebie zdjął, łącznie z płaszczem wylądowały w praniu. A kiedy tylko znalazł się w swojej łazience, rozbierał się aż został w samej bieliźnie, spojrzał po swoim ciele przed lustrem i skrzywił się mimowolnie. 
Jego ciało nie było w najlepszej formie, nawet ramię od pręta miał w kolorze fioletu. Oparł się dłońmi o umywalkę i w końcu zebrał się w sobie, by zaraz zanurzyć się w wannie, lecz nie dokładał tam zbyt wiele płynu, by go tak bardzo ciało nie piekło od tych urazów. Syknął kiedy znalazł się wannie, zaraz też i zamoczył swoje włosy. Przeglądał też swój notes, który ze sobą przyniósł i szukał nazwiska swojego lekarza, do którego zamierzał się wybrać do szpitala. Nie czuł się najlepiej, poza tym cały czas bolały go żebra, przez co niezbyt szybko się poruszał i nie mógł wykonywać szybkich ruchów, więc był pewny, że w jego ciele doszło do jakiegoś poważniejszego urazu. bardziej się w niej zanurzając i mył swoje ciało. Myślał też o Pani Lovett i zamierzał tez podejść do jej sklepu by sprawdzić czy wszystko jest tam w porządku. Po kąpieli i przebraniu się w czyste ubrania, upraniu kilku rzeczy, udał się na powietrze, chciał podejść pod sklep Pani Lovett, ale teraz nie miał jak bo był wypadek i niestety ale trzy dyliżanse zablokowały mu przejście, a zaś z drugiej strony sklepu, przekopywali coś pod ziemią w kanalizacjach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.