SCM Music Player.

Bohaterowie.

niedziela, 11 stycznia 2015

Part 158.

Nie wiedział co powiedzieć. Co zrobić, jak się zachować. Ścisnął mocniej kij od miotły w dłoni i warknął cicho, zły sam na siebie, że nie dopilnował sklepu, poza tym miał wrażenie, że to stało się znacznie wcześniej niż dziś, a przynajmniej wczoraj. Nie rozumiał jednak dlaczego nikt nawet się tym nie zainteresował. Czuł, że zaraz wybuchnie, tym bardziej kiedy do sklepu przybiegły wścibskie dzieciaki, tym bardziej, że szmaciana piłka wpadła im do środka, po którą przyszli i cicho weszli by ją zabrać, w końcu gdy zobaczyli ten istny huragan w sklepie Pani Lovett trochę ich to przeraziło. Jeden odparł do drugiego.
– Zabierz ta piłkę i chodźmy stąd..!
Drugi chłopiec zaś, Henry był zbyt ciekawy i zamiast iść po piłkę ruszył do salonu, gdzie stał Todd z miotłą i zajrzał do środka, przez uchylone lekko drzwi. Spojrzał na bałagan i niestety, dziecko zostało w przekonaniu, że to Sweeney dopuścił się tej demolki. Po jego wyrazie twarzy, tym, że trzymał kij, niczym jakby coś trącał, a że Henry nie widział, że zakończenie kija ma miotłę, tak uwierzył w to co zobaczył. Cofnąć się chciał, ale wtedy popchnął kawałek talerza potłuczonego o kafle na podłodze i to wyczuliło Todd’a, że ktoś tu jest i zaraz po tym jak zmarszczyło czoło ruszył do drzwi. Na co chłopiec się cofnął, drugi stał przy drzwiach i czekał na kolegę.
– Henry szybciej…! Henry powoli się cofnął, a Todd wyszedł z salonu Pani Lovett i spojrzał na dzieciaki, które na niego spojrzały i warknął.
– Wyjdźcie stąd! Tu nie ma nic do oglądania, to nie jest plac zabaw!
Obaj chłopcy wystraszyli się mężczyzny i powoli obaj wycofali się do drzwi.
– My tylko… bo my..
Zapomnieli nawet i o piłce, po którą jeden z nich wrócił i Todd mruknął.
– Nie bawcie się na ulicy, bo wybijecie komuś szybę sklepową..!
Henry przytaknął szybko głową i uciekł ze sklepu. Wtedy Todd został sam, przymknął drzwi, by nikt tu nie wchodził, wiedział, że nie było Pani Lovett jeszcze w Londynie, w końcu nie było jej tu. A może już była i dojeżdżała? Bał się tego, że jak tu wejdzie, będzie w większym szoku niż on, że będzie to jego wina. Tym bardziej, że wolał nie mówić jej o tym jak przeżył ten tydzień, zabił McCartney’a, a jeszcze jakby dodał do tego, że został oskarżony o morderstwo szewca z okolicy? Może by mu nie uwierzyła, że to nie jest jego sprawka. Tym bardziej, że sprawca się znalazł, wolał nie mówić jej tego, sam nie wiedział do końca czemu chciał to zatuszować, ale coś go powstrzymywało przed tym, by powiedzieć jej prawdę. Wrócił do salonu, gdzie z podłogi podniósł jakąś chustkę, na której była czerwona szminka, zmarszczyło czoło i mruknął do siebie.
– Dodatek po McCartney.. Todd skup się… i co Powiesz Pani Lovett.. Nie było mnie, wyjechałem, gdzieś.. zniknąłem.. a gdy tu przyszedłem, zastałem istny huragan… ktoś się włamał.. komu zależało na sklepie z wypiekami.. ale nie ukradłby ciastek.. ale..
Rozglądał się po pomieszczeniu i dodał.
– Ale złoto.. biżuterie, czy pieniądze na pewno.. Miałem dopilnować sklepu.. zawiodłem.. Boże.. w coś Ty się wpakował.. Pani Lovett pewnie nie miała lekko u ciotki.. a Ty jeszcze jej dołożysz zlekceważeniem jej prośby.. Tak genialny pomysł powiedzieć, że wyjechałem.. niczym jakby strzelić sobie w twarz samemu… albo przypadkiem postrzelić.. Jestem beznadziejny… Głupota nie zna granic.. Ale co wymyślę na lepsza bajeczkę..? Bujdę, kłamstwo..?Kręcił się po pomieszczeniu jakby rozmyślał nad wytłumaczeniem dla Nellie dlaczego nie dopilnował jej dobytku, przecież wiedział, że będzie na niego wściekła, że z chęcią pewnie by mu przyłożyła i rozszarpała na strzępy.
– Co ja mam powiedzieć… Wiesz aresztowali mnie.. za bezpodstawne podejrzenia zabójstwa jakiegoś mężczyzny, ale po paru dniach wypuścili mnie… a kiedy tu przyszedłem… zastałem zdemolowany cały budynek.. Tak uroczo, na pewno z tego by się też ucieszyła.. i co.. i znów oberwałeś tradycyjnie.. Nie chcę żadnej litości. Nellie przyjedzie wymęczona, poza tym kto wie, w jakim stanie jest jej ciotka. A Ty Todd głupku, jeszcze jej dołożysz, jakby było mało. Sam bym na siebie tez nie liczył.. A ona zaufała mnie. Lecz nie mogę przecież uciec.. umyć rąk, muszę to jakoś wyjaśnić. Przecież to Nellie.. a nie jakaś Pani ze zwykłej piekarni.. to Nellie Lovett… ta która Ci się podoba Todd.. A Ty ją zawiedziesz, w tak perfidny sposób… W tak perfidny sposób..
Powtórzył ostatnie słowa dwa razy, jakby w zamyśleniu nad tym, jak wyjaśni swoją nieobecność i niedopilnowanie sklepu. Nie chciał tego zgłaszać, bo pewnie znów padłyby podejrzenia na niego, dlatego też był w salonie niż na sklepie inaczej, pewnie kolejne podejrzenia padłyby na niego, że w efekcie frustracji, za areszt zdemolował w złości dobytek Nellie, z przyczyn, w istocie niewiadomych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.