SCM Music Player.

Bohaterowie.

czwartek, 15 stycznia 2015

Part 165.



– Nauczcie się chodzić do cholery…! Jęknął cicho i przymknął oczy, kiedy nieco mu przeszło zbierał swoje rzeczy, na szczęście nic się o dziwo nie potłukło. W tym momencie schodził z samej góry sąsiad Sweeney’a i spojrzał na mężczyznę odzywając się.
– O Pan Todd, pomogę Panu.. znów Ci synowie Williams’ów, nieznośni…
Todd spojrzał na mężczyznę i uśmiechnął się do niego lekko.
– Dzień dobry Panie Forest. Tak, niestety…. Ale już sobie z tym poradzę.. dziękuję za pomoc.
Forest mimo wszystko pomógł Todd’owi i pomógł mu wstać ze schodów i doprowadził go pod jego drzwi, widział że Todd nie czuł się zbyt dobrze i chodził nieco zgięty, a nie wiedział nawet, że został zatrzymany przez Turpina i zaprowadzony do aresztu.
– Wszystko dobrze Panie Todd..? Był Pan w szpitalu zdaje się.. jak ostatnio Pana widziałem..
Sweeney przytaknął i zaraz powoli otworzył drzwi, weszli razem do mieszkania Todd’a, gdzie Sweeney pokazał gdzie może sąsiad postawić jego rzeczy.
– Tak, bo hm.. zostałem trochę poturbowany ostatnimi dniami.. I mam problemy z żebrami… Dlatego jak jeszcze dziś trójka tych nastolatków na schodach… hm.. wolałbym by mieszkali niżej, przynajmniej nie musiałbym obawiać się, że na mnie skoczą. Lecz mniejsza o to.. spieszy się Pan… może herbaty..?
Forest pokręcił głową przecząco i odparł zaraz kiedy pomógł Todd’owi zdjęć z siebie płaszcz.
– Rozumiem, rozumiem. Więc ktoś Pana napadł… Zgłaszał Pan to..? Nie, nie ja muszę lecieć na pocztę i w kilka innych miejsc… Lecz może wieczorem do Pana zajrzeć, czy wszystko dobrze…? Nie powinien Pan pozostać w szpitalu..?
Todd spojrzał na sąsiada i odparł wieszając swoje ubranie na wieszaku.
– Może i powinienem, ale powiedzmy, ze okoliczności sprawiły co innego.. Poradzę sobie, proszę się mną nie przejmować, nie jestem obłożnie chory, to tylko żebra.. poza tym kupiłem parę rzeczy, by sobie pomóc..
Forest spojrzał na sąsiada i odparł zaraz, kładąc dłoń na jego ramieniu.
– Rozumiem, że chce Pan poradzić sobie sam, lecz ja i tak zajrzę, może dziś zjadłby Pan ze mną, z moja rodziną kolacje..
Sweeney uniósł brew spoglądając na Pana Foresta i odparł zaraz.
- Dobrze, lecz może pierw lepiej uzgodnić to z rodziną hm? A ja sobie poradzę. Bez przesady, skoro jestem poza szpitalem, jeszcze umiem się sobą zająć. Po prostu ten dzień nie jest dla mnie zbyt pomyślny, kłopoty na mieście, do tego chyba jeszcze przeziębienie mnie łapie, więc nie chciałbym też pozarażać dzieci państwa… Proszę to przemyśleć, ja dziś już raczej nigdzie się nie wybieram, gdyby Pan chciał do mnie wejść, to oczywiście zapraszam.
Forest przytaknął, panowie jeszcze chwilę porozmawiali i sąsiad Sweeney’a opuścił jego mieszkanie. Wtedy też Sweeney zdjął z siebie kamizelkę, udał się do kuchni z zakupami i postanowił przygotować sobie choćby naleśniki na obiad, z dżemem jaki kupił. Powoli wiec zabierał się za robienie obiadu, czytał też gazetę jaką kupił i czas mijał mu i mijał, dość monotonnie, ale mimo to nadal w uszach dzwonił mu głos Pani Lovett gdy mówiła, by się wynosił i nie pokazywał się więcej w jej sklepie.
Tak w Pani Lovett sklepie trwały oględziny po włamaniu, z godziny na godzinę nieco się zmieniało i ekipa spisywała to co zniknęło, a Pani Lovett pamiętała. Pojawił się tez ubezpieczyciel, z którym kobieta posprzeczała się o kwotę strat, jaka jej się należała. Wszystko trwało to praktycznie do wieczora. Lecz wieczorem kobieta nie została sama, bo pojawiła się jej przyjaciółka Isabel i przyszła ze swoimi koleżankami, które dziś nie pracowały wieczorem by pomóc kobiecie w oprzątnięciu sklepu na tyle ile mogły. Kiedy Isabel z koleżankami pojawiła się u progu sklepu kobiety odparła.
– Nellie.. jesteś tu…?
Weszły głębiej, w końcu już ulica wiedziała o tym co się wydarzyło, zresztą dziś nikt już nie będzie mógł spać spokojnie z myślą, co mogłoby się wydarzyć. Isabel weszła sama głębiej, a koleżanki już powoli zaczęły uprzątać potłuczone naczynia. Przyjaciółka kobiety zapukała do salonu Pani Lovett i ujrzała ją siedzącą w fotelu z przymkniętymi powiekami i cicho szepnęła.
– Kochanie…
Podeszła bliżej i przykucnęła przy fotelu w którym siedziała kobieta i pogładziła jej ramię i dłoń.
– Nellie… przepraszam, że Cię budzę, ale nie zostawię Cię tu na noc w takim bałaganie.. – Nellie westchnęła i obudziła się spoglądając na Isabel, była nią troszeczkę zaskoczona, tym pojawieniem się.
Todd spojrzał na mężczyznę i uśmiechnął się do niego lekko.
– Dzień dobry Panie Forest. Tak, niestety…. Ale już sobie z tym poradzę.. dziękuję za pomoc. Forest mimo wszystko pomógł Todd’owi i pomógł mu wstać ze schodów i doprowadził go pod jego drzwi, widział że Todd nie czuł się zbyt dobrze i chodził nieco zgięty, a nie wiedział nawet, że został zatrzymany przez Turpina i zaprowadzony do aresztu.
– Wszystko dobrze Panie Todd..? Był Pan w szpitalu zdaje się.. jak ostatnio Pana widziałem..
Sweeney przytaknął i zaraz powoli otworzył drzwi, weszli razem do mieszkania Todd’a, gdzie Sweeney pokazał gdzie może sąsiad postawić jego rzeczy.
– Tak, bo hm.. zostałem trochę poturbowany ostatnimi dniami.. I mam problemy z żebrami… Dlatego jak jeszcze dziś trójka tych nastolatków na schodach… hm.. wolałbym by mieszkali niżej, przynajmniej nie musiałbym obawiać się, że na mnie skoczą. Lecz mniejsza o to.. spieszy się Pan… może herbaty..?
Forest pokręcił głową przecząco i odparł zaraz kiedy pomógł Todd’owi zdjęć z siebie płaszcz.
– Rozumiem, rozumiem. Więc ktoś Pana napadł… Zgłaszał Pan to..? Nie, nie ja muszę lecieć na pocztę i w kilka innych miejsc… Lecz może wieczorem do Pana zajrzeć, czy wszystko dobrze…? Nie powinien Pan pozostać w szpitalu..?
Todd spojrzał na sąsiada i odparł wieszając swoje ubranie na wieszaku.
– Może i powinienem, ale powiedzmy, ze okoliczności sprawiły co innego.. Poradzę sobie, proszę się mną nie przejmować, nie jestem obłożnie chory, to tylko żebra.. poza tym kupiłem parę rzeczy, by sobie pomóc..
Forest spojrzał na sąsiada i odparł zaraz, kładąc dłoń na jego ramieniu.
– Rozumiem, że chce Pan poradzić sobie sam, lecz ja i tak zajrzę, może dziś zjadłby Pan ze mną, z moja rodziną kolacje.. Sweeney uniósł brew spoglądając na Pana Foresta i odparł zaraz.- Dobrze, lecz może pierw lepiej uzgodnić to z rodziną hm? A ja sobie poradzę. Bez przesady, skoro jestem poza szpitalem, jeszcze umiem się sobą zająć. Po prostu ten dzień nie jest dla mnie zbyt pomyślny, kłopoty na mieście, do tego chyba jeszcze przeziębienie mnie łapie, więc nie chciałbym też pozarażać dzieci państwa… Proszę to przemyśleć, ja dziś już raczej nigdzie się nie wybieram, gdyby Pan chciał do mnie wejść, to oczywiście zapraszam.
Forest przytaknął, panowie jeszcze chwilę porozmawiali i sąsiad Sweeney’a opuścił jego mieszkanie. Wtedy też Sweeney zdjął z siebie kamizelkę, udał się do kuchni z zakupami i postanowił przygotować sobie choćby naleśniki na obiad, z dżemem jaki kupił. Powoli wiec zabierał się za robienie obiadu, czytał też gazetę jaką kupił i czas mijał mu i mijał, dość monotonnie, ale mimo to nadal w uszach dzwonił mu głos Pani Lovett gdy mówiła, by się wynosił i nie pokazywał się więcej w jej sklepie.Tak w Pani Lovett sklepie trwały oględziny po włamaniu, z godziny na godzinę nieco się zmieniało i ekipa spisywała to co zniknęło, a Pani Lovett pamiętała. Pojawił się tez ubezpieczyciel, z którym kobieta posprzeczała się o kwotę strat, jaka jej się należała. Wszystko trwało to praktycznie do wieczora. Lecz wieczorem kobieta nie została sama, bo pojawiła się jej przyjaciółka Isabel i przyszła ze swoimi koleżankami, które dziś nie pracowały wieczorem by pomóc kobiecie w oprzątnięciu sklepu na tyle ile mogły. Kiedy Isabel z koleżankami pojawiła się u progu sklepu kobiety odparła.
– Nellie.. jesteś tu…? Weszły głębiej, w końcu już ulica wiedziała o tym co się wydarzyło, zresztą dziś nikt już nie będzie mógł spać spokojnie z myślą, co mogłoby się wydarzyć. Isabel weszła sama głębiej, a koleżanki już powoli zaczęły uprzątać potłuczone naczynia. Przyjaciółka kobiety zapukała do salonu Pani Lovett i ujrzała ją siedzącą w fotelu z przymkniętymi powiekami i cicho szepnęła.
– Kochanie…
Podeszła bliżej i przykucnęła przy fotelu w którym siedziała kobieta i pogładziła jej ramię i dłoń.
– Nellie… przepraszam, że Cię budzę, ale nie zostawię Cię tu na noc w takim bałaganie.. – Nellie westchnęła i obudziła się spoglądając na Isabel, była nią troszeczkę zaskoczona, tym pojawieniem się.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.