SCM Music Player.

Bohaterowie.

piątek, 16 stycznia 2015

Rozdział XV. Kościół. Part 168.

Nie mogła przecież zostać w takim stanie na zawsze. W efekcie posprzątała dom i sklep tak jak najlepiej potrafiła. Mimo, że po tym huraganie wszystko wróciło na swoje miejsce, w powietrzu było czuć, że coś nie jest tak, że coś nie pasuje. Drugiego dnia od kłótni ze Sweeney'em, przytłoczona siedzeniem w domu i brakiem zajęcia wybrała się na spacer. Nie przykładała zbyt wagi do swojego wyglądu tego dnia, a nawet chciała być bardziej anonimowa i nie rozpoznawalna jako ta "piekarka czy ciastkarka". Przemierzała ulice Londynu w swojej dzielnicy, obserwując przez szyby ludzi, rodziny spędzające razem czas. Niektórzy właśnie jedli późniejszy obiad. Niektórzy wypoczywali przy czytaniu książek, czy graniu w karty. Wciąż wyczuwało się tą świąteczną atmosferę, przez ozdoby wiszące na oknach, wieńce na drzwiach czy choinki, które były zauważalne z zewnątrz. Nellie czuła się troszkę jak taki szpieg obserwujący życia innych osób, ale widocznie potrzebowała choćby chwilowej ucieczki od swojego. Podczas spaceru zaglądała również na sklepowe wystawy, na wyprzedaże i podejrzała nawet co nowego w wypiekach Pani Mooney czyli jej konkurencji. Sklep jednak nie wydawał się dobrze funkcjonować. Widocznie mięsne ciasteczka i inne rozmaite wyroby Pani Lovett były bardziej cenione przez Londyńczyków i zmiatały swoją jakością wszelkie inne piekarnie i cukiernie. Nieco później do głowy wpadł jej pewien pomysł - by wysłać telegram do Sophie co dzieje się w Birmingham, zawarła tam również najświeższe informacje od siebie. Być może list byłby tutaj odpowiedniejszą formą, ale zależało jej aby kuzynka w miarę szybko dostała wiadomość i odesłała informację zwrotną. Opuszczając pocztę przyszło jej do głowy jeszcze coś, co może nie było czymś oszałamiającym, lecz przynajmniej przez jakiś czas nie musiała przebywać we własnym domu. Poza tym czuła zwyczajną potrzebę pójścia do kościoła, nie na mszę, lecz tak po prostu pobyć tam i pomyśleć. Może nie była uosobieniem osoby religijnej, ale czasem przychodziła jej taka chęć. Zanim doszła do Katedry Świętego Pawła (najbliżej położonego od Fleet Street kościoła), trwająca msza zdążyła się skończyć. Gdy przekraczała próg świątyni mijała się z tłumem osób z niej wychodzących. Mimo, że było po mszy zostawała jeszcze otwarta, zresztą w okresie świątecznym był taki zwyczaj otwarcia jej nie tylko w określonych godzinach jak podczas normalnych okresów w roku. Monumentalny budynek robił niemałe wrażenie. Wszelkie zdobienia, rzeźby, malowidła sprawiały, że po prostu chciało się tam być. Miejsce to można było podziwiać i podziwiać.. Nellie jednak znalazła się tam nie w tym celu. Zajęła miejsce bliżej ołtarza, aby zapewnić sobie trochę więcej spokoju bowiem w okolicy drzwi wejściowych było jeszcze zamieszanie wychodzącymi ludźmi, a niektórzy czasem zaglądali tam aby pomodlić się i zaraz opuszczali katedrę, co też mogło człowieka rozproszyć. Znajdowali się i tacy, którzy być może przybywali tu w tym samym celu co Pani Lovett i tak naprawdę zanim wszystko się uspokoiło, było trochę szumu, nastąpiła "wymiana" osób i dopiero za jakieś pół godziny można było zająć się własnymi myślami i w pewnym sensie szukać, czekać na natchnienie by rozwiązać pewne sprawy. Nellie uklękła w ławce i już udało jej się wyciszyć, gdy otworzyła oczy i ujrzała pewną znajomą sylwetkę siedzącą przed nią. Przyjrzała jej się dłużej i wreszcie rozpoznała w niej Pana Todd'a. Miała różne wrażenia co do tego, choć chyba pierwszym było to, że Sweeney pojawił się w kościele. W miejscu w którym nigdy by sobie go nie wyobrażała. Zaintrygowało ją to. Gdyby nie to, że wciąż była na niego wściekła, z miejsca zapytałaby go co tutaj robi. Jednak w obecnej sytuacji.. nie mogła okazać niczego. Nie chciała się zdradzić. W gruncie rzeczy miała nadzieję, że mężczyzna wcale jej nie dostrzegł i raczej wydawało się być to pewne. Ciekawość nakazywała jej tutaj zostać. Wiedziała, że już nie skupi się na własnych modlitwach czy przemyśleniach. Gdy się poruszył oczywiście udawała zaangażowanie w to, po co tutaj przyszła. Prawda była jednak inna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.